As (prolog do powieści?) - Sir Wolf

1
http://www.weryfikatorium.pl/forum/viewtopic.php?t=8000

Tak, wiem, skromny jestem i dowodzę tego, rozpoczynając dyskusję nad własnym tekstem. Inna sprawa, że nie chodzi mi wyłącznie o dyskusję nad tekstem jako takim. Chciałbym w oparciu o tenże prolog poruszyć kwestię następującą: jak wiele miejsca powinniśmy poświęcać opisywaniu świata rzeczywistego?

Pojawiają się w tekście Messerschmitty, Dorniery i Spitfire'y. Czy autor powinien brać pod uwagę możliwość, że ktoś nie wie, co to są? Ergo: czy powinno się w tekście pojawić jakieś zgrabne, ale zarazem szczegółowe wytłumaczenie? Czy też w ramach konwencji/gatunku mieści się założenie, iż czytelnik będzie dysponował tego typu wiedzą?
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.

2
Uważam, że autor ma prawo wybrać sobie grupę odbiorców. Nie ma dzieła literackiego, które byłoby dla wszystkich. Gorąco bronię prawa autora do pisania dla prostaczków. I tak samo gorąco bronię prawa autora do pisania dla czytelników wyrafinowanych czy dysponujących określoną wiedzą. Ktoś w komentarzach do tego tekstu napisał: "suche fakty dla chłopców, a gdzie coś dla dziewczynek?" A kto powiedział, że to ma być książka dla dziewczynek? Może to jest książka tylko dla chłopaków i już?
Jedyne, co jest w moim odczuciu istotne, to żeby autor był konsekwentny - jeżeli książka jest z założenia dla czytelnika, który lubi ten gatunek i pewną wiedzę posiada, to nie tłumaczymy mu rzeczy oczywistych nigdzie. Jeżeli dla czytelnika niedysponującego tą wiedzą - tłumaczymy je zawsze.
Jeśli odbiorcą ma być pasjonat tej tematyki - to nie ma potrzeby wciskać tłumaczeń. Ja, laik, biorąc taką książkę do ręki, wiem, że pewnych rzeczy mogę nie zrozumieć, i jeśli mi na tym zależy, to wezmę encyklopedię czy inne dzieło i się dokształcę, dorosnę do tej książki. Albo zrezygnuję. Akurat ten konkretny fragment podobał mi się, mimo że pewnych rzeczy nie rozumiem, bo nie mam odpowiedniej wiedzy. Mogę ją pozyskać albo poprzestać na takim odbiorze, na jaki mnie stać - piłeczka jest po mojej stronie, po stronie odbiorcy.
Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

3
Ja to widzę tak: ty, tworząc tekst, wybierasz grupę odbiorców. I od tego zależy, czy wstawisz tam objaśnienia czy nie. Klucz raczej będzie tkwić w tytule i ew. okładce. Ona sama opowie jakąś scenę i naprowadzi potencjalnego czytelnika na to, o czym książka będzie traktować.
„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

4
Biorąc pod uwagę Twoje pytanie - sam fakt, że się pojawiło - myślę, że zależy Ci na tym, aby grono odbiorców było jak najszersze.

Okładka i tytuł, wiadomo, że sugerują charakter książki, ale przecież do książki są również recenzje. Recenzja mówiąca o tym, że książka jest przystępna dla każdego, z pewnością może wpłynąć na poszerzenie grona zainteresowanych nią czytelników, i sprawić, że sięgną po nią również i tacy, którzy nie mają w zwyczaju czytać książek (akurat w tym przypadku) wojennych. Są osoby, które czytają różne rzeczy, nie mając ulubionego gatunku. Recenzja w stylu "tylko dla znawców' z pewnością ich odstraszy.

Jeżeli chcesz więc pisać dla fanów konkretnego gatunku i brać równocześnie pod uwagę innych, musisz się liczyć, że nie każdy będzie wiedział co to są Messerschmitty, Dorniery i Spitfire'y. Co do szczegółowy opisów, jestem przeciw. Zanudzą każdego: znawcy gatunku są obyci z wyglądem (przykładowo) samolotów, pozostali będą zainteresowani głównie fabułą. Wspomnienie, że Dornier jest samolotem znawców nie ubodzie, a ignorantom pomoże (ale też nikomu nie trzeba opisywać, jak dokładnie wygląda Dornier i czym się różni od innych samolotów - znawca wie, ignorant jak będzie ciekawy - sięgnie sobie po zdjęcia, choćby w Internecie).

5
Ostatnio czytałem "Żmiję" Sapkowskiego, gdzie roiło się od nazw broni, pojazdów i ogólnie slangu. Nie miałem problemów, bo na końcu znalazłem obszerny słowniczek pojęć ułożony alfabetycznie.

Re: As (prolog do powieści?) - Sir Wolf

6
Sir Wolf pisze:Pojawiają się w tekście Messerschmitty, Dorniery i Spitfire'y. Czy autor powinien brać pod uwagę możliwość, że ktoś nie wie, co to są? Ergo: czy powinno się w tekście pojawić jakieś zgrabne, ale zarazem szczegółowe wytłumaczenie? Czy też w ramach konwencji/gatunku mieści się założenie, iż czytelnik będzie dysponował tego typu wiedzą?
Jak autor chce być zrozumiany to musi wytłumaczyć :) Czytelnik - erudyta to rzadkość, ktoś, kto się zna na militariach także. Tyle, że trzeba bardzo uważać, aby te wyjaśnienia nie przeszły w natrętny dydaktyzm.

Słowniczek to kiepski pomysł. Lepszy - posłowie. Zerkanie do słowniczka co drugą stronę denerwuje, posłowie - zawierające coś od autora, nie tylko wyjaśnienie terminów może być interesujące.
Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

7
Navajero pisze:Jak autor chce być zrozumiany to musi wytłumaczyć :)
Ciekawe, czy ta myśl przyświecała Joyce'owi, gdy pisał "Ulissesa"? Albo (jeszcze lepiej) "Finnegans Wake"? ;)
Navajero pisze:Czytelnik - erudyta to rzadkość
Racja. A mimo to, "Ulisses" został wydany i przetłumaczony na rozmaite języki, nawet filmy kręcono na jego motywach.
Żeby było śmieszniej, jak podaje Wikipedia:

Na podstawie badań statystycznych przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych w latach 20. XX wieku stwierdzono, że ze względu na specyficzny, trudny styl "Ulissesa", większość czytelników nie czytała książki.

"Czytelnicy", którzy nie czytają... a dzieło i tak sławne na całym świecie. ;)
Może książka to obecnie rodzaj gadżetu i w ogóle nie jest ważne, czy ktoś ją rozumie, tylko czy uda się "wytworzyć" snobizm albo modę na nią?
Gdyby na kanwie powieści Sir Wolfa nakręcono film z wartką akcją i przystojnymi aktorami, to może nagle okaże się, że liczba pasjonatów lotnictwa bardzo w społeczeństwie wzrosła?
Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

8
Z całą pewnością nie chciałbym, aby jakakolwiek moja powieść stała się tylko snobistycznym gadżetem -- niezależnie od zysków finansowych, jakie by się z tym mogły wiązać i sławy, jaką mogłoby zyskać moje nazwisko. Natomiast nie miałbym nic przeciwko modzie.
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Rozmowy o tekstach z 'Tuwrzucia'”