Riksiarz [miniaturka, obyczaj]

Najlepsze zweryfikowane teksty

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minerwa
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: czw 01 maja 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Riksiarz [miniaturka, obyczaj]

Postautor: minerwa » sob 09 sie 2008, 13:32

Była miękka jak włóczka, z której w wolnych chwilach robiła szaliki. Moja babcia. W starym mieszkaniu, blisko rynku, wszystko wydawało się swojskie. Długie zwoje szalików, niczym węże, przesuwały się po dywanie w moją stronę. Uciekałam, aż na ścianę i drzwi, i dopiero babcina opowieść umiała sprowadzić mnie z powrotem na posadzkę. Zapalała lampkę, a ja siadałam jej na kolanach. Mówiła, dopóki nie usnęłam, potem rozbierała mnie i przenosiła na łóżko.



Postaci z jej bajań, w które wtedy wierzyłam jak w najświętszą prawdę, pojawiały się w snach.

Spotykałam wróżki i księżniczki, żaby zamienione w książąt, czarodziejów i królów. Wśród tej radosnej gromady czasami jednak pojawiał się smętny osobnik, "Riksiarz", jak nazywała go moja prywatna bajarka. Jechał przez mroczną pomroczność i zabierał ludzi w ostatnią podróż swoją rikszą. Byłam zbyt mała, żeby wiedzieć, co to riksza; jednak pewnego dnia tajemniczy pan przybył i babcia obok niego podążyła dziwnym pojazdem do miejsca, skąd nie było powrotu.



Potem było nowe mieszkanie. Gęstość i zapach farby olejnej, hałas przesuwanych mebli i ciekawskie oczy sąsiadów. Wznieśliśmy się nad ziemię i odtąd moim ulubionym zajęciem stało się przesiadywanie na balkonie. Dorastałam, obserwując świat z wyżyn niewielkiego prostokąta, jedną stroną przyczepionego do bloku. Kiedy schodziłam, czułam się dziwnie. Mała i chuda, zamknięta w sobie. Czasem bawiłam się z dziećmi na podwórku i wtedy obserwowałam mój balkon, ostoję bezpieczeństwa.



Mama wieczorami recytowała mi wiersze Broniewskiego. Uczyła mnie wrażliwości, a potem uciekała na dyżur do szpitala. Kilka nocy w tygodniu miałam tylko dla siebie.



W dzień z balkonu, w nocy z o wiele bliższej odległości obserwowałam ulicę. Wtapiałam się w nią. Wąchałam, odczuwałam, smakowałam.



Ulica Miła wcale nie jest miła

Ulicą Miłą nie chodź, moja miła...




*



Piętro niżej mieszkało młode małżeństwo z dwójką dzieci. Cały blok roił się od bachorów, ale te spod ósemki w niczym nie przypominały czeredy z podwórka. Już bardziej podobni byli do mnie. Nigdy nie widziałam ich z balkonu. Miałam wrażenie, że chowają się przed światłem słonecznym. W nocy rozpoczynali koncert i mnie, wychowanej wśród subtelności, puchły uszy. Mama kilkakrotnie próbowała dostać się za drzwi numer osiem. Za każdym razem wracała z niczym i nic nie chciała powiedzieć. "Jeszcze bardziej spuchną ci uszy", mawiała. Koncerty trwały czasami do rana. Zadziwiające, jacy geniusze kryli się w naszym bloku. Ze skalą głosu znacznie przewyższali Violettę Villas i jej wszystkie koty.



Na parter zabłąkał się Armen, bez dowodu, bez żony i bez dzieci. Sympatyczny, ale we dnie również nie było z niego pożytku. Nocami rechotał do mnie szczerbatą i rumianą paszczą. Aromat Armena nie przypominał mi niczego, ale według mamy "ten człowiek" śmierdział bimbrem. "Fuj, a fe!", i tyle się dowiedziałam. Naprzeciw drzwi Armena, w pustym mieszkaniu, straszyły butelki i pudła. Każdy blok ma podobno swoje Waterloo; dozorca wielokrotnie próbował odwrócić bieg historii, ale przegrał, jak i wszyscy inni. Armen na widok dozorcy rechotał jeszcze szerzej i klepał się po wydatnym brzuchu, i wtykał palce dłoni w brodę, i zataczał się na ścianę ze śmiechu.



W piwnicy przesiadywała Ona. Ciemniejsza na twarzy niż Armen, chuda i zła. Wyglądała jak wiedźma z opowieści babci. Strach było iść po ziemniaki czy po rower. Ona wypadała zza węgła, wytrzeszczała oczy, potrząsała włosami i krzyczała coś niezrozumiale. Mama umówiła się z sąsiadką, panią z naprzeciwka, i razem schodziły na dół, w ciemność. Ja nie chodziłam tam nigdy, jednak nocami Ona garnęła się do ludzi. Była na ulicy i na schodach. Przy ewentualnym spotkaniu krzyczałam wniebogłosy i uciekałam wyżej, wyżej, aż na strych. Nawet wtedy, kiedy mama nie miała dyżuru, też potrafiłam krzyczeć i uciekać. Budziłam się zlana potem, roztrzęsiona i pełna obaw. Z reguły po czymś takim rozpoczynałam strajk na balkonie, przechodziło mi po pierogach z jagodami. Naturalnie do następnego spotkania.



W środku naszego pionu zamieszkiwał pan Tadzio, siwy staruszek. I on również lubił noce. Potrafił wstawać o trzeciej po południu. Schodził do sklepu po bułki, a najczęściej kupował tylko chleb, i to razowy. "I znów mi wszystko zjedli"- żalił się dowolnej napotkanej osobie, a z braku osoby psu lub kotu.

Wychodziłam nocą na klatkę, na schody, a zza drzwi pana Tadzia dolatywały mnie dźwięki fortepianu. Akompaniował krzykom dzieci z ósemki, plugawym przekleństwom Armena i chichotowi czarownicy z podziemi.



Bachory na podwórku były przeważnie wrzaskliwe i brudne. Znakiem rozpoznawczym stawały się rozbite kolana i podbite oczy. Graliśmy czasami w dwa ognie albo w piłkę nożną, innym razem próbowaliśmy zadziwić wszystkich wokół wyczynami na trzepaku. Nocą spali. Oprócz tych spod ósemki, oczywiście. Ci musieli, niby pan Tadzio, przesypiać pół dnia, magazynując energię na nocne występy.



*



W nocy nad ulicą Miłą - gwiaździsta ospa.

W nocy na ulicy Miłej - rozpacz.




Zachorowałam. Grypa, ponura i ciemna jak grób. Mowy nie było o balkonie, a kiedy mama wyszła na dyżur - o zwyczajowej, nocnej eskapadzie.

Leżałam w łóżku, gapiąc się w sufit. Przypomniała mi się babcia i jej opowieści; księżniczki całujące żaby i ów niedobry Riksiarz. Pewnie miałam gorączkę, bo niektóre postacie stawały mi przed oczami jak żywe. Owijałam szyję babcinym szalikiem i odwracałam się na bok, potem na drugi, i tak w kółko.

Potem może zasnęłam. "Może", bo nie wiem, czy osunęłam się w sen nagle, jak w przepaść, czy też miękko, jak w puch. Mogłam też po prostu pozostać na łóżku. Obudziły mnie krzyki.



Nad miastem noc rozpościerała swoje tiulowe welony. Dobrnęłam do drzwi, o mały włos nie przewracając się w przedpokoju. W bloku było jasno, pozaświecali światła, krzyczeli. "Ratunku, ratunku!" - słyszałam. Ratunku. Zaczęłam schodzić po schodach, spotkałam sąsiadkę i sąsiada z naprzeciwka, w piżamach. Schody zdawały się nie mieć końca, szłam i szłam, a przecież to wszystko stało się bardzo szybko.



Ktoś był u pana Tadzia. To staruszek krzyczał przejmującym głosem "Ratunku!" Cały blok runął do jego mieszkania, drzwi rozsunęły się jak paszcza hipopotama. Widziałam bose pięty, gołe nogi. Ktoś dusił niewinnego człowieka brudnymi od zbrodni rękami. Może miał broń. Fortepian odezwał się kilka razy, jękliwie. I znów szybko. Nagle przez tłum przebił się Armen. Wytargał przestępcę na zewnątrz, albo sam został wytargany. Nie zauważyłam. Ale napastnikowi zło dodało sił. Armen runął w dół po schodach, a obcy zaczął uciekać. Ktoś za nim, jeden, drugi.

Armen leżał, strużka krwi ciekła mu z ust.



- Jak sze masz, Kasza? - powiedział do mnie cichym głosem i nawet się uśmiechnął.

Więcej nie usłyszałam, ale to było smutne, takie smutne. Zapomniałam o przestępcy. Dopiero później, następnego dnia, dowiedziałam się: napastnika zatrzymała Ona. Złapała go za włosy, taka słaba, a złapała i zatrzymała. Ludzie dobiegli z góry i obezwładnili go.

Ale to dopiero później. Tamtej nocy po prostu poszłam na balkon. Noc łkała gdzieś nad dachami, a ja spojrzałam w dół. Alejką między trawnikami nadjeżdżał Riksiarz. Zatrzymał się przed blokiem. Armen pojawił się obok niego, pomachał mi. Odmachałam.

I odjechali.





(...) ja tą ulicą nie chodzę,

choćby mi było po drodze.

Nawet kiedy do ciebie się śpieszę,

nie idę ulicą Miłą,

bo kto wie, czy się tam nie powieszę.










Zacytowane fragmenty pochodzą z wiersza W. Broniewskiego "Ulica Miła".

Opowieść o Riksiarzu faktycznie funkcjonuje, babcie ją czasem jeszcze opowiadają.


I must say I'm disappointed in your progress. I imagined you would be here sooner.

Awatar użytkownika
Jacek Skowroński
Pisarz
Pisarz
Posty: 1070
Rejestracja: pt 03 sie 2007, 16:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Jacek Skowroński » śr 20 sie 2008, 15:58

Piękna miniaturka. Nieprzegadana, a przecież pełna treści. Mam wrażenie, że bardzo się odsłoniłaś, szczerze pokazujesz kawałek duszy, uciekając od komercji, epatowania tanim efekciarstwem.

Tu niewiele jest do komentowania, Twój utwór się czuje, słucha się w milczeniu jak dobrego przyjaciela, który zwierza się nam, nie oczekując niczego w zamian. Stonowana, klimatyczna narracja, bez udziwnień mających udawać "sztukę".



Dobrze budujesz nastrój, wyczuwasz, kiedy zdanie jest skończone. To wielka umiejętność. Np.

Noc łkała gdzieś nad dachami, a ja spojrzałam w dół. Alejką między trawnikami nadjeżdżał Riksiarz. Zatrzymał się przed blokiem. Armen pojawił się obok niego, pomachał mi. Odmachałam.

I odjechali.




Wiersz pięknie wpleciony w opowieść. Całość dopracowana i bardzo ładnie zamknięta.



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Łasic
Pisarz
Pisarz
Posty: 1009
Rejestracja: wt 24 kwie 2007, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Koszalin
Płeć: Kobieta

Postautor: Łasic » śr 20 sie 2008, 18:20

Niesamowite.



Pamiętam ostatni tekst, który wrzuciłaś na forum. Czułam, że drzemie w Tobie coś niesamowitego, i właśnie się to się objawiło.



Bajkowe, magiczne, po prostu piękne. Gratulacje.



Zakończę poszukiwania szczęki na podłodze, ochłonę, szczęka ochłonie... Obie ochłoniemy... To postaram się o pełniejszy komentarz.



NAJLEPSZE Z NAJLEPSZYCH???


- Masz piękne oczy - powiedziała kobieta. - Zrobię sobie z nich kolczyki.

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » śr 20 sie 2008, 19:54

Czasem bawiłam się z dziećmi na podwórku i wtedy obserwowałam mój balkon


Jakoś niezgrabnie to brzmi, drugi człon zdania gryzie się z pierwszym. Pod względem stylistycznym, oczywiście.



Armen na widok dozorcy rechotał jeszcze szerzej i klepał się po wydatnym brzuchu, i wtykał palce dłoni w brodę


To chyba oczywiste, że palce DłONI. „Dłoni” do wywalenia.



Przyznam, że opowiadanie można by jeszcze tu i ówdzie popoprawiać, dopieścić. Ale byłyby to poprawki niewielkie, dosłownie kosmetyczne.



Też bym ciut zmieniła ostatnie zdanie. „Odjechali” zastąpiłabym „pojechali”, co zlikwidowałoby niezręczną aliterację „odmachałam. I odjechali”. Ale to tylko moja sugestia.



Czytało się przyjemnie. Mówiłaś o wszystkim bardzo naturalnie i szczerze. Odnoszę wrażenie (nie wiem, czy poprawne, czy błędne), że to wszystko wydarzyło się Tobie naprawdę, a ci wszyscy ludzie w rzeczywistości istnieli, może istnieją nadal.



Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z przedmówcami. No może nie uważam opowiadania za niesamowite, lecz bardzo mi się podobało (ale nie przejmuj się, ja rzadko kiedy mówię, że coś jest niesamowite. Nawet uznani autorzy nie doczekali się z moich ust takiej pochwały ;) )



Awatar użytkownika
minerwa
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: czw 01 maja 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: minerwa » czw 21 sie 2008, 20:12

Heeej ^___^ A toście mnie uradowali, no!



Jacku, łasic, Obywatelko, dziękuję!



Przyznam, że opowiadanie można by jeszcze tu i ówdzie popoprawiać, dopieścić.




Fakt, wiem, ale dopiero się uczę patrzeć na swoje teksty krytycznie :)



pozdrawiam![/quote]


I must say I'm disappointed in your progress. I imagined you would be here sooner.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 22 sie 2008, 14:37

Naturalne, szczere i przemawiające. Te trzy wyrazy wystarczą, aby określić Twoje mini dzieło.



Naturalne - proces opowiadania i uskoki robione w trakcie, są tokiem twojego myślenia, i nie można się w tym pomylić. Jak wymyśliłaś, tak napisałać. Bardzo dobrze!



Szczere - odniosłem wrażenie, że kilka wplecionych zdań znajduje odzwierciedlenie w Twojej przeszłości i przeżyciach.



Przemawiające - bo nie musiałem ani sekundy silić się, aby to wszystko pojąc i ogarnąć.



Gratuluję naprawdę dobrego tekstu!


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Richard Scott
Pisarz osiedlowy
Posty: 270
Rejestracja: czw 17 lip 2008, 20:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Richard Scott » pt 22 sie 2008, 20:06

Genialne... :shock:


Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. – Winston Churchill

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 10 wrz 2008, 23:25

Stało się. Tekst genialny znalazł usnanie ogółu. Teraz, jako pospół, trzeba zawalczyć, aby Najlepsze, znalazło się w dziale, który KAżDY zobaczy.



Poważnie, trzeba się zastanowić, nad rozpoczęciem nowego działu, który kazdy zauważy. To będzie niesamowita lekcja.



Aktualny poddział, jest słaby, niewidoczny... najczęściej umyka.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
minerwa
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: czw 01 maja 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: minerwa » czw 11 wrz 2008, 14:34

Dzięki, dzięki ^___^ Strasznie się cieszę


I must say I'm disappointed in your progress. I imagined you would be here sooner.

Awatar użytkownika
Mac_Abra
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: ndz 01 mar 2009, 16:14
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mac_Abra » pn 02 mar 2009, 20:19

Są zdania i wyrażenia i słowa, które tak jak niektóre sytuacje pamiętam przez całe życie. Tak jak to zdanie:



minerwa pisze:Była miękka jak włóczka, z której w wolnych chwilach robiła szaliki.




Jedyne co mogę zrobić, to pogratulować Ci i podziękować.



Awatar użytkownika
mijabi
Pisarz domowy
Posty: 196
Rejestracja: pt 13 lut 2009, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mijabi » sob 07 mar 2009, 14:29

Ja pewnym momencie poczułam się jakbym była tą dziewczynką. Niesamowite opisy. Łatwo się czyta (to dobrze)...



A podobało mi się bardzo.



pozdrawiam


..

Awatar użytkownika
Mayne
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 09:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Mayne » śr 06 maja 2009, 10:54

jednak pewnego dnia tajemniczy pan przybył


jednak pewnego dnia przybył tajemniczy pan



Genialne.

Mnie najbardziej podoba się zdanie: "Tamtej nocy po prostu poszłam na balkon". Wiem dlaczego, ale nie wiem, jak wytłumaczyć.

Gratuluję.



Awatar użytkownika
Munide
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: ndz 12 kwie 2009, 20:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Munide » pn 18 maja 2009, 11:31

Mayne, celowa zmiana kolejności wyrazów w zdaniu ma swój cel i w tym akurat miejscu jest jak najbardziej wskazana. Zwraca uwagę na fakt, że pan przybył, a nie na samą postać. Trafiony zabieg, biorąc pod uwagę, że bohaterka miniatury, jako mała dziewczynka nie wiedziała kto to Riksiarz i może nawet wątpiła w jego istnienie.



Awatar użytkownika
Mayne
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 09:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Mayne » pn 18 maja 2009, 11:35

Wiem, do czego służy zamiana kolejności wyrazów.

Przyznaję Ci rację, jakoś niedokładnie przeczytałem ten fragment.

Faktycznie, powinno być, jak jest.



Awatar użytkownika
Igor Zamorski
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: czw 03 lip 2008, 07:28
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Igor Zamorski » wt 19 maja 2009, 22:07

Bardzo Ci dziękuję minerwo za ten utwór.

Za Słowa , które pomagają. Mnie pomogły. Powrócić.

Pozdrawiam




Wróć do „Wyróżnione teksty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość