"Praca" rozdział 2

Najlepsze zweryfikowane teksty

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ander
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: czw 21 paź 2010, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"Praca" rozdział 2

Postautor: ander » czw 11 lis 2010, 12:17

[center]2.[/center]WWWHeniek ostro walczył z prądem rzeki, a ja spokojnie siedziałem na dnie łodzi. Drugi brzeg zbliżał się bardzo powoli, jakby jakaś niewidzialna siła za wszelką cenę próbowała nas od niego odepchnąć. Ale dziadek najwyraźniej dobrze znał swój fach: sprawnie omijał kotłujące się wiry, mocnymi pchnięciami wioseł kierował się zdecydowanie w kierunku majaczącej się na brzegu postaci. Po kilkunastu minutach zostało nam już tylko kilka metrów do przepłynięcia; starzec pochylił się, podniósł linę leżącą na dnie łodzi i rzucił ją czekającemu na nas człowiekowi. Ten chwycił ją w locie, jakby trenował to przez całe życie i kilkoma ruchami błyskawicznie przyciągnął nas do brzegu. Łódź zachrobotała o dno.
WWW- Kogo my tu mamy...- nieznajomy przyjrzał mi się uważnie; czarny pies przyjaźnie zamerdał ogonem machając przy tym tak szybko głową, że wyglądało, jakby miał ich przynajmniej trzy.
WWW- Mam na imię Tadek – przedstawiłem się, wyskakując jednocześnie na brzeg. – Dziękuję panu...
WWW- Nie masz za co dziękować, umówiliśmy się przecież, że odpracujesz ten dzisiejszy nocleg, prawda?
WWW- Oczywiście...- popatrzyłem na niego niepewnie.

WWWPies łasił się do mnie, trącając mnie jednocześnie mordą; pogłaskałem go, przyglądając mu się uważnie i próbując dociec, cóż to za dziwna rasa. Traf chciał, że w tej samej chwili błyskawica znów z hukiem rozcięła brunatne niebo; w oczach psa zapaliły się dwa migające groźnie ognie.
WWW- Ooo! – wrzasnąłem, cofając gwałtownie rękę.
WWWDziadek i nieznajomy parsknęli śmiechem.
WWW- Nie bój się, nic ci nie zrobi. Dla tych, co tu przypływają, jest zazwyczaj bardzo miły... Dobry piesek, dobry... Heniek, wracaj na drugą stronę, może ktoś się jeszcze trafi. W taką noc często zdarzają się tu dziwni wędrowcy – nieznajomy spojrzał na niebo kiwając głową. – Będzie tak lało chyba do rana, nie sądzisz?
WWW- Też tak uważam, panie – staruch wlazł z powrotem do łodzi, odczepiając wcześniej linę od palika wbitego na brzegu.
WWW- No dobrze... Zapraszam w takim razie do siebie, nie ma sensu moknąć tu dłużej – nieznajomy zapraszającym ruchem ręki wskazał zabudowania, skąd przebłyskiwało słabe światło.

WWWObejrzałem się za siebie; starucha już prawie nie było widać w strugach lejącej się z nieba nawałnicy. Przyspieszyliśmy kroku i po krótkiej chwili weszliśmy na podwórze. Zabudowania z daleka wyglądały na niewielkie, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Całe podwórze było otoczone solidnymi budynkami, ale największe wrażenie robił dom mieszkalny: nie był co prawda wysoki, ale ściany miał wykonane z wielkich głazów, a przy drzwiach wejściowych pyszniły się dwie solidne kolumny.
WWW- Piękny dom... – spojrzałem z podziwem na mojego gospodarza; ten uśmiechnął się niedbale otwierając potężne, dębowe drzwi.
WWWWeszliśmy do środka; i tu po prostu poczułem, jak moja szczęka klapie na podłogę i nie ma najmniejszego zamiaru się z niej podnieść. Od razu znaleźliśmy się w czymś, co było olbrzymim salonem, z wesoło trzaskającym ogniem w pięknym, obmurowanym nieco mniejszymi głazami, kominku. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że pomieszczenie jest oświetlone wyłącznie naftowymi lampami, wiszącymi w kilku miejscach na grubych, przysadzistych ścianach.
WWW- Prądu jeszcze nie mamy; trochę dziwne w tych czasach, prawda? Nie potrafią przerzucić linii energetycznej z drugiej strony rzeki. Cały czas spotykają ich jakieś dziwne przypadki: a to słup się złamie, a to w bagnie sprzęt ugrzęźnie...- miałem wrażenie, że w śmiechu gospodarza słychać było zadowolenie z tego niezbyt przecież pozytywnego faktu.
WWWPowiesiłem przemoczoną kurtkę na wieszaku przy wejściu.
WWW- Dalej, dalej – gospodarz popchnął mnie lekko do środka. – Poznaj mojego przyjaciela; właśnie zjawił się u mnie z niezapowiedzianą wizytą – na te słowa z wielkiej kanapy stojącej przed kominkiem podniósł się wysoki, postawny osobnik, z wyglądu trochę chyba starszy ode mnie.
WWW- Sylwek – wyciągnął w moim kierunku dłoń.
WWW- Tadek – odwzajemniłem uścisk.
WWW- Co cię tu przygnało? – spytał siadając z powrotem na kanapę. – Zabłądziłeś?
WWW- Niestety...- westchnąłem siadając obok niego. – Chciałem dotrzeć do Miasta, ale ktoś mnie źle skierował i zaskoczyła mnie burza po drugiej stronie rzeki; na szczęście zobaczyłem zabudowania i ...
WWW- Ha ha... i trafiłeś na Heńka? – roześmiał się. – Przyjemny staruszek, co?
WWW- No...w pewnym sensie...– nie wiedziałem, jak wybrnąć z tego pytania, żeby przypadkiem nie urazić gospodarza. – Trochę dziwny – zebrałem się na odwagę. – Nie chciał przyjąć zapłaty pieniędzmi... To znaczy banknotami. Powiedział mi, że mogę zapłacić tylko monetą, ale...
WWW- Heniek jest nieprzekupny. Ma ustalone, ile kosztuje przewiezienie i tego się trzyma. To rzadkość w tych czasach, cenna rzadkość... Czego się napijesz, Tadek? - przerwał mi gospodarz; w jego głosie usłyszałem jakby twardszy ton. Za oknem rozległo się głuche wycie psa. Poczułem się nieswojo.
WWW- Coś ciepłego, jeśli można.
WWW- A może zaproponuję ci coś na rozgrzewkę? Mamy tu taki... domowy wyrób – gospodarz uśmiechnął się i nie czekając na moją odpowiedź, napełnił szklankę bursztynowym płynem. – Spróbuj; przyda ci się, bo chyba nieźle przemokłeś – spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem. – Lepiej, żebyś się nie rozchorował...

WWWPrzyjemne ciepło rozlało się po wnętrzu ciała. Tego mi było trzeba! Wygodnie rozparłem się na kanapie, rozglądając się dookoła. Salon, pomimo, że był ogromny, sprawiał bardzo przytulne wrażenie. A może to była tylko zasługa światła padającego od migocących lamp...W każdym razie podobał mi się: na ścianach wisiały wielkie, olejne obrazy, a gdzieniegdzie pomiędzy nimi połyskiwały szable, włócznie i inne, nieznane mi bliżej wojenne akcesoria. Gospodarz krzątał się w części kuchennej, najwyraźniej szykując coś do zjedzenia. Wyczułem wspaniały zapach pieczonego mięsa; przełknąłem gwałtownie ślinę w nie do końca kontrolowany sposób. No tak, przecież nic nie jadłem od rana...
WWW- Moi drodzy, moja żona już poszła spać, bo nie najlepiej się dziś czuła. W takim razie ja muszę w jej imieniu pełnić honory pani domu. Proszę, częstujcie się – parujący półmisek wylądował na ławie przed kanapą, a chwilę potem dołączyły do niego w koszyku olbrzymie pajdy świeżego chleba. – Proszę bardzo, nie krępujcie się – gospodarz zadowolony z efektu, jaki wywołało pojawienie się na ławie ciepłego jadła, usiadł w jednym z dwóch olbrzymich foteli, stojących, a w zasadzie przykucniętych po jej obu stronach; nie czekając na nas narzucił sobie na talerz ogromny kawał gorącego mięsa. Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko głośnym mlaskaniem naszych języków i snopami iskier strzelających od czasu do czasu w kominku.

WWW- A więc Sylwku, na czym my to skończyliśmy... Twoja sytuacja jest rzeczywiście niewesoła. Twierdzisz, że nic nie możesz na to poradzić... Znamy się już przecież tyle lat; nie raz spotykaliśmy się na przyjęciach i imprezach. Jestem więc nieco zaskoczony, że twoja żona zachowuje się w ten ... hm... przedziwny sposób. Nigdy bym się po niej tego nie spodziewał...- gospodarz zafrasował się i obcierając usta popatrzył w moją stronę. – Wybacz, że kontynuuję temat, o którym mówiliśmy wcześniej, przy naszym niespodziewanym gościu, ale przyszedł mi do głowy pewien pomysł...
WWW - Mów. I tak już chyba wszyscy o tym wiedzą w mieście...- Sylwek wyraźnie przygasł. – Ja nie wiem, co jeszcze mogę zrobić, aby na nią jakoś wpłynąć. Kobieca natura jest czasem... – zawiesił głos i zapatrzył się jak zahipnotyzowany w płomienie ognia pożerające kolejne porcje kominkowego drewna.
WWWNa ustach gospodarza pojawił się chytry uśmiech.
WWW- Ha, no właśnie: wszyscy wiedzą, ale nikt ci nie powie, dlaczego ona tak postępuje, nieprawdaż ? Natomiast naszego nowego kolegi – spojrzał wymownie w moją stronę – nikt w Mieście nie zna. I to jest twoja szansa – tryumfalnie zakończył biorąc do ręki szklankę z bursztynowym napojem. – Rozumiesz chyba, co mam na myśli?
WWWMina Sylwka nie wskazywała jednak na to, aby cokolwiek z wywodu gospodarza zrozumiał; nie przypuszczam, aby był aż tak tępy, raczej po prostu znajdował się w takim stanie, że i tak nic by do niego w tej chwili nie dotarło...
WWWPrzerzucał zaskoczony przez moment swój wzrok z gospodarza na mnie i z powrotem, aż w końcu cicho wydusił:
WWW- No, nie zupełnie... A co Tadek może na to poradzić? – wzruszył ramionami.
WWWGospodarz spojrzał na niego z niesmakiem.
WWW- Oj, Sylwek Sylwek; zawsze łapałeś wszystko w lot. Imprezy z tobą to była czysta przyjemność , tyle śmiechu i zabawy... A teraz się zachowujesz, jakby ci... jakbyś za przeproszeniem, w ogóle nie był facetem. Przecież wiedziałeś, że pewnego dnia na wszystko przychodzi pora... Weź no ty się w garść, chłopie, bo aż przykro na ciebie patrzeć - gospodarz przełknął łyk bursztynowego napoju. – Posłuchaj! Nasz nowy kolega ma wobec mnie pewne zobowiązanie. Tak się składa, że i tak wybiera się jutro do miasta. Myślę więc, że nie odmówi nam, a w zasadzie tobie... hm... pomocy, prawda, młody człowieku?
WWWJuż po jego pierwszych słowach mniej więcej się zorientowałem, do czego zmierza: a więc to taka ma być ta moja praca...
WWW- No... mogę spróbować... ale nie wiem, czy... - zacząłem się jąkać.
WWW- Ależ poradzisz sobie; nie każdy ma w sobie tyle ikry, żeby wyrywać wiosło Heńkowi. Twoje zdrowie, Tadek! – wzniósł do góry szklankę; stuknęliśmy się i wypiliśmy trunek do dna. Wstrząsnąłem się; dobre, ale pieruńsko mocne... Tylko skąd on do licha mógł wiedzieć, że chciałem wyrwać wiosła staruchowi? Przecież nie mógł tego dostrzec stojąc po drugiej stronie rzeki. A Heniek nic nawet nie pisnął na ten temat, gdy przepłynęliśmy na drugi brzeg...
WWWZdziwienie pobiegało przez chwilę w środku mojej głowy, ale po chwili uspokoiło się. Chyba jednak to jakoś zobaczył: może akurat piorun błysnął czy co...
WWW- Mój pomysł jest następujący: jutro rano udacie się w kierunku miasta. Dzięki tobie, Tadek już nie zabłądzi drugi raz i trafi wreszcie tam, gdzie zamierzał. Gdy zobaczycie mury, rozdzielicie się tak, aby was nie widziano razem. Powiesz wcześniej Tadkowi, z kim powinien porozmawiać, do jakiego sklepu zajść... Kogo wypytać, w którym barze posiedzieć trochę, żeby posłuchać plotek... No co ja ci będę tłumaczył – teraz już chyba łapiesz, o co chodzi? Tobie nikt nie powie, bo ciężko powiedzieć przyjacielowi o...- przerwał na chwilę, nie wiedząc, jak dokończyć tak niefortunnie zaczęte zdanie. Po chwili przerzucił swoje spojrzenie na mnie; po plecach przeszły mi nieprzyjemne ciarki...
– Ale jemu powinno udać się coś dowiedzieć. Potem tylko się gdzieś na uboczu spotkacie i ... – tym razem z rozmysłem nie dokończył zdania; wolał chyba nie tłumaczyć Sylwkowi, o jakich to niezbyt miłych dla siebie sprawach może się ode mnie dowiedzieć.
WWWNo to się wkopałem... Ależ mi się fucha trafiła; nigdy nie sądziłem, że będę biegał po mieście jak jakiś detektyw z serialu...

WWWZa oknem znowu rozległo się długie, przeraźliwe wycie psa; płomienie w lampach zadrżały, a domem wstrząsnęło gwałtowne, niespodziewane uderzenie wichury.
WWW- Coś się mój piesek denerwuje – gospodarz podszedł do okna. – Czyżby komuś się zachciało.... – tym razem jego głos zabrzmiał jakby nieprzyjemnie i złowrogo. – E, poradzi sobie; nie ma takiego cwaniaka, który by go przechytrzył...- dokończył z mściwym uśmieszkiem na twarzy.
WWWOho, chyba lepiej z nim nie zadzierać: coś dziwny ten gospodarz... Z drugiej strony co mi szkodzi? Pokręcę się, posłucham, może się czegoś faktycznie dowiem. W sumie to dość parszywa sytuacja: wszyscy szepcą coś za twoimi plecami, ale nikt nie ma odwagi powiedzieć ci tego prosto w oczy. Tak naprawdę nie ma się czemu dziwić: nikt nie przepada za przynoszeniem złych wieści...
WWWWestchnąłem i zwróciłem się wprost do Sylwka.
WWW- Jeśli chcesz, to mogę spróbować. Jeśli to coś pomoże...
WWW- Naprawdę? – w jego oczach zobaczyłem nieśmiały błysk nadziei. – Bo wiesz, w sumie lepiej chyba jest wiedzieć, niż tak codziennie, bez sensu...- złapał mnie za rękę. – Będę ci bardzo wdzięczny, bardzo, bardzo...- miałem wrażenie, że za chwilę zobaczę w jego oczach łzy. Zrobiło mi się go żal; życie czasami potrafi być bardzo podłe, szczególnie, jeśli chodzi o uczucia...
WWWDelikatnie wysupłałem swoją rękę z jego dłoni.
WWW- Tak, postaram się ci ... hm... pomóc, choć trudno to pewnie nazywać pomocą; poza tym mam dług wdzięczności wobec naszego gospodarza – skinąłem potwierdzająco głową w jego stronę. – Dałem słowo; a moje słowo jest jak głaz – powiedziałem zdecydowanym głosem i uśmiechnąłem się leciutko, bo niemal bezwiednie użyłem kwestię zapamiętaną z niedawno oglądanego przeze mnie filmu.

WWWI był to jeden z moich ostatnich uśmiechów w najbliższym okresie czasu, o czym, niestety, miałem się już całkiem niedługo i bardzo boleśnie przekonać...

Kod: Zaznacz cały

[quote][/quote][list][/list][center][/center]
Ostatnio zmieniony śr 29 cze 2011, 00:35 przez ander, łącznie zmieniany 2 razy.


niejestemczlowiekiem

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4282
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » wt 21 cze 2011, 21:19

Trochę takich drobiazgów zakłóciło mi lekturę:
ander pisze:sprawnie omijał kotłujące się wiry, mocnymi pchnięciami wioseł kierował się zdecydowanie w kierunku majaczącej się na brzegu postaci

Trzecie się jest całkowicie zbędne. Z dwóch pozostałych też przynajmniej jedno można pominąć. Może omijał spienione wiry? Albo kierował łódź?
ander pisze:WWWPies łasił się do mnie, trącając mnie jednocześnie mordą

ander pisze:w strugach lejącej się z nieba nawałnicy.

Podkreślam albo powtórzenia, albo zbędne dopowiedzenia.
ander pisze:Zabudowania z daleka wyglądały na niewielkie, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Całe podwórze było otoczone solidnymi budynkami, ale największe wrażenie robił dom mieszkalny: nie był co prawda wysoki, ale ściany miał wykonane z wielkich głazów

Drugie ale można zamienić na lecz, a końcówkę zdania przerobić, na przykład tak: chociaż niewysoki, ściany miał wykonane...
ander pisze: co było olbrzymim salonem, z wesoło trzaskającym ogniem w pięknym, obmurowanym nieco mniejszymi głazami, kominku.

A tu dwie inwersje jedna po drugiej, więc albo:
z ogniem wesoło trzaskającym albo
w pięknym kominku, obmurowanym nieco mniejszymi głazami.
ander pisze:WWWPrzerzucał zaskoczony przez moment swój wzrok z gospodarza na mnie i z powrotem

Zaskoczony, przenosił swoje spojrzenie... Ten moment też mi tu niezbyt pasuje, gdyż nie wiadomo, czy odnosi się do przenoszenia wzroku, czy do zaskoczenia.
ander pisze:WWWZdziwienie pobiegało przez chwilę w środku mojej głowy, ale po chwili uspokoiło się

Z galopującym kucykiem skojarzyła mi się ta metafora.
ander pisze:wysupłałem swoją rękę

Chyba jednak wysunąłem, wysupłuje się raczej coś bardzo małego, jakiś drobiazg.
ander pisze:użyłem kwestię zapamiętaną

użyłem kwestii zapamiętanej albo powtórzyłem kwestię zapamiętaną.
ander pisze:w najbliższym okresie czasu

Jeśli już, to w najbliższym czasie, chociaż i taka zapowiedź też nie jest zbyt zgrabna.

Masz ciekawy pomysł na fabułę, dobrze prowadzisz narrację, potrafisz zarysować wyraziste tło. Rozmaite usterki związane są przede wszystkim z warstwą językową i łatwo je skorygować. Zaintrygowała mnie ta historia i chętnie dowiedziałabym się, co dalej. Zamiast kompletnie zgranych w fantasy motywów pseudo-średniowiecznych albo celtyckich, taki przyjemny powiew starożytności klasycznej. Zastanawiałam się, oczywiście, kim są Sylwek i jego żona, mam swoje typy...


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
ander
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: czw 21 paź 2010, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: ander » śr 22 cze 2011, 10:01

Bardzo dziękuję Rubio za Twoje uwagi.
Powtórzenia albo zbędne dopowiedzenia to rzeczywiście mój słaby punkt, z którym staram się walczyć, ale nie zawsze mi to dobrze wychodzi; nie wiem, jak mogłem nie zauważyć tego trzy razy "ale"...
Jeśli chodzi o "zdziwienie biegające w mojej głowie" to celem tej metafory była nieśmiała próba pokazania odrobiny "wnętrza" bohatera, być może nie do końca udana, jako człowieka patrzącego na siebie z lekkim dystansem, nie pozbawionego przy tym lekkiego sarkazmu wobec swojej osoby ;)
Dziękuję Ci za pozytywne spojrzenie na moja pracę, czy też "Pracę"; chciałem, aby to opowiadanie było gdzieś na granicy z fantasy, ale jednocześnie "ustawiało" Czytelnika w sferze niepewności, czy historia w nim opisana nie mogłaby się wydarzyć w świecie realnym.
Motywy mitologiczne zostaly przeze mnie potraktowane jako pewien punkt wyjścia dla danych postaci, ale sądzę, biorąc pod uwagę Twoje zainteresowania starożytną Grecją, że co do Sylwka masz trafne przypuszczenia :)
Pozdrawiam serdecznie


niejestemczlowiekiem

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2380
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 29 cze 2011, 00:34

Starałam się nie powtarzać rzeczy, które wymieniła Rubia, przy wyłapywaniu błędów.

Ogólnie to podstawowym zarzutem jest znów powtarzanie informacji, powtarzanie słów i niekiedy pokręcona konstrukcja zdań. Teraz parę szczegółów (niektóre mocno subiektywne):

ander pisze:Pies łasił się do mnie, trącając mnie jednocześnie mordą; pogłaskałem go, przyglądając mu się uważnie i próbując dociec, cóż to za dziwna rasa
poza powtórzeniem "mnie" to nagromadzenie zaimków "go", "mu" itd. sprawia, ze zdanie jest ciężkie, bardzo łopatologiczne

ander pisze:- Ooo! – wrzasnąłem, cofając gwałtownie rękę.
szczerze mówiąc dla mnie takie wykrzyknienia zawsze brzmią śmiesznie. Takie "Ooo!" średnio oddaje wystraszenie, czy zaskoczenie. Wydaje mi się, że "Wrzasnąłem i cofnąłem gwałtownie rękę" lepiej oddawałoby sytuację.

ander pisze:- No dobrze... Zapraszam w takim razie do siebie, nie ma sensu moknąć tu dłużej – nieznajomy zapraszającym ruchem ręki wskazał zabudowania, skąd przebłyskiwało słabe światło.
wiesz

ander pisze:strugach lejącej się z nieba nawałnicy.
za dużo, za dużo
Nawałnica nie "leje się z nieba" to raz. A dwa to przesadnie chcesz oddać rozmiary tej ulewy i wychodzi takie śmieszne przerysowanie. Już pominę fakt, że wiemy, iż ten deszcz jest spory, tak już od połowy poprzedniej części ;)

ander pisze:naftowymi lampami, wiszącymi w kilku miejscach na grubych, przysadzistych ścianach.
wait, wait, wait. Jak, na pierwszy rzut oka, facet ocenia grubość ścian? W narracji wszechwiedzącej ok - możesz se napisać "grube mury zamku porośnięte były fioletowymi kwiatkami w zielone kropki" - ale tutaj ja podążam za tym, co widzi Tadek. I to przestaje brzmieć wiarygodnie.
Poza tym przymiotnik "przysadzisty" jakoś mi zupełnie nie leży w zestawieniu ze ścianą.

ander pisze: nie czekając na nas narzucił
aliteracja
poza tym: "narzucił na talerz"? Nie może być po prostu "wrzucił"?

ander pisze:przełknął łyk bursztynowego napoju
przydałoby się jakieś inne określenie na ten trunek albo odpuszczenie sobie wymieniania go (w końcu i tak wiemy, co piją). Bo tak to co chwilę wciskasz ten "bursztynowy płyn", "bursztynowy napój".

ander pisze:Zdziwienie pobiegało przez chwilę w środku mojej głowy, ale po chwili uspokoiło się.
nieładne to zdanie. Po prostu. I to "przebieganie przez środek głowy" i "uspokajające się zdziwienie". Nie brzmi.

Mimo błędów całkiem fajnie się to czyta. Czasem może brakuje trochę rozmachu - jakiegoś bardziej fantazyjnego opisu - zwłaszcza przy przedstawianiu domu tego typka. Wyklepałeś jakich to cudów on tam nie ma, ale za bardzo nic mi w głowie nie zostało. Wróć. Może poza brakiem prądu (ten fakt zapadał w pamięć głównie ze względu na komentarz gospodarza). Fajnie by było, żeby taki opis był lżejszy - może lepiej mniej wymienić, ale coś uszczegółowić? Albo wejść na moment głębiej w bohatera i uczepić się jakiegoś jednego fakciku, szczegółu, "wykończenia"? Recepty nie podam, ale spróbuj pokombinować z jakimiś akcentami, ozdobnikami w opisach.

Fabularnie jest ciekawie. Paradoksalnie na razie najmniej wyrazisty jest dla mnie gospodarz (który jednak powinien chyba budzić jakieś odczucia w czytelniku), ale poza tym kreacje całkiem niezłe. Sprawnie prowadzisz narrację, a to się bardzo liczy. Jestem ciekawa ciągu dalszego :)

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
ander
Kmiotek
Posty: 8
Rejestracja: czw 21 paź 2010, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: ander » czw 30 cze 2011, 13:43

Witaj Ado,
Dziękuję za Twoją weryfikację. Co do powtórzeń, masz niestety absolutną rację. To nagminne używanie przeze mnie " mnie" ;), mu itp. wynika zapewne z tego, że za bardzo podkreślam, o kim w danym momencie jest mowa; być może jest to związane z moim pragnieniem precyzyjności opisu, ale zdecydowanie z tym przesadzam.
Jeśli chodzi o przesadne (!) ;) oddawanie rozmiarów ulewy, powinienem rzeczywiście zrobić to w jakiś inny sposób, jeśli się tak uparłem; a uparłem się dlatego, żeby wiarygodnie przedstawić "drogę" Tadka do domu Gospodarza, no i... przesadziłem.
Przysadzistość ścian kojarzy mi się z pewnym obrazem z przeszłości; niestety, jeszcze chyba nie potrafię tego w odpowiedni sposób opisać, ale popracuję nad tym.
Co do bursztynowego napoju zgadzam się z Twoim zdaniem; mi tez to nie pasowało, ale nie miałem pomysłu, jak to inaczej przedstawić. Celem tego powtarzania bylo danie sygnału Czytelnikowi, że panowie w rozmowie (czy też myśleniu, jak w przypadku Tadka) pozwalają sobie na więcej, niż normalnie (Tadek był dla nich obcy, a i oni dla niego też), bo już są lekko pod... wpływem ;)
Twoja uwaga na temat uszczegółowiania: jak najbardziej na miejscu, cenne spostrzeżenie.
Cieszę się, że mimo mankamentów, Praca Cię zaciekawiła :)
Pozdrawiam


niejestemczlowiekiem


Wróć do „Wyróżnione teksty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość