Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Dziennik Ignite

Dzienniki regularnego pisania

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3861
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » pn 13 paź 2014, 17:04

Ostatni post z poprzedniej strony:

Aktegev, a zauważyłaś w swoim pisaniu jakąś różnicę jakościową, taką, o której wspomina Ignite?
Ignite pisze:Jak teraz ciurkiem sczytywałam powieść, która częściowo była pisana na zasadzie "zaciśnij zęby i napisz w ciągu wieczoru te 5 tys. znaków, mimo że nie jesteś w nastroju", to widzę, że jest znacząca różnica między tymi fragmentami, które były pisane w stanie "flow", a tymi, które męczyłam ze świadomością, że MUSZĘ, bo inaczej nigdy nie skończę (te drugie wymagają więcej poprawiania, zdania są brzydkie i/lub mało odkrywcze).


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 600
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » pn 13 paź 2014, 19:27

To ciekawe pytanie, Thana, a odpowiedź jest zarówno twierdząca, jak i przecząca ;) Już tłumaczę (ale będzie to dłuższe tłumaczenie i nie wiem, czy nie należałby wydzielić tematu, żeby w maratonie Ignite nie powstał bałagan).
Zacznijmy od tego, że nie piszę dlatego, bo muszę – znaczy, jest we mnie wewnętrzna potrzeba, ponieważ wiem, że tego, co piszę, nie jestem w stanie opowiedzieć animacją albo rysunkiem, ale nie wiąże się to z jakimś przymusem zewnętrznym, czy ambicjonalnym. Cóż, świat się nie zawali, jeśli nie wydam powieści. Dlatego, czy skończę całość w tym miesiącu czy w grudniu nie robi mi na razie większej różnicy. Z tego powodu też, nie narzucam sobie sztywnych ram w rodzaju: „trzeba napisać tyle a tyle znaków”. Będzie tysiąc, w porządku, będzie pięć tysięcy jeszcze lepiej – w perspektywie czasu to się i tak wyrównuje. I dlatego odpowiedź brzmi tak – jeśli jest zły dzień, to ten fragment będzie krótki i najpewniej do bani. Ale też przypali się obiad, wyleje mleko, krzywo założy się pieluchę dziecku i sto innych rzeczy się skiepści, co nie znaczy, że nie należy ich robić.

Z drugiej strony, odpowiedź brzmi nie. Czemu? Kiedyś rzeczywiście pisałam z „doskoku” (rysowałam zresztą też, ale to było jeszcze wcześniej), czekając na nastrój, ale potem zaczęłam to robić regularnie. I fakt, na początku było ciężko, ale po pewnym czasie widzę ogólny wzrost jakościowy, wynikający z ćwiczenia danej umiejętności. Samo rozpoczynanie tej czynności przychodzi łatwiej i jest we mnie większy entuzjazm, bo dostrzegam ciągły, nawet drobny, ale zawsze, wzrost objętości.
Zresztą, większość pisarzy-praktyków na tym forum radzi właśnie regularność. Ja mogę ich tylko posłuchać, plus przenieść doświadczenia z mojej dziedziny na grunt pisania. Zawodowo zajmuję się animacją klasyczną, której po prostu nie da się robić ot tak, czekając na natchnienie. Mój dyplom, na przykład, był sześciominutowym filmem, który ze względu na treść, chciałam utrzymać w plastyce rysunku ołówkiem. Utrzymałam, tyle że to wymagało zrobienia ponad 3000 rysunków formatu około A4. „Z doskoku”? Niewykonalne :) A to, że dwa lub trzy ujęcia wyszły ciut gorzej, bo był zły dzień? Szczerze, w kontekście całości, tego po prostu nie widać (choć oczywiście, teraz, zrobiłabym ten film inaczej, ale to inna sprawa :P).


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » wt 14 paź 2014, 17:03

Nie wydzielajcie odrębnego tematu, czujcie się jak u siebie w domu :)

Aktegev, u mnie problem z "flow" jest częściowo taki, że często piszę teksty wielowątkowe, z punktów widzenia różnych bohaterów i muszę na bieżąco mieć w pamięci masę szczegółów z tego, co zostało napisane wcześniej - dlatego potrzebne jest duże skupienie, żeby ogarnąć te wszystkie elementy, z których generuje się akcja (poczynając od tego, co bohater X robił 3 rozdziały wcześniej, a skończywszy na tym, co ma się stać z bohaterem Y 5 rozdziałów dalej). To jest jednak inny typ aktywności umysłowej niż rysowanie. Próba skupienia się na jakiejś innej aktywności intelektualnej, która wymaga zapamiętania innych szczegółów (np. na tłumaczeniu) "wymazuje mi pamięć roboczą" i potem muszę się znowu wczuwać od zera.

Umiem - jeśli naprawdę muszę - pisać "na zimno" (choć takie dopisywanie wychodzi najlepiej wtedy, kiedy już mam napisane dużo tekstu i tylko "zaszywam" dziury w poszczególnych scenach). Ale, jak już wspomniałam, wyraźnie widzę różnicę jakości między tym, co zostało napisane z wczuciem i bez wczucia. Fragmenty pisane bez wczucia na zasadzie "masz 2 godzinki, to dopisz 3 tys. znaków" wymagają więcej poprawek, zdania są jakieś takie nieładne (nie to żeby niepoprawne, ale bez wdzięku). Poza tym obserwuję u siebie to samo, co Thana: rozkręcam się wolno, ALE JAK JUŻ SIĘ ROZKRĘCĘ, to szkoda mi przerywać ten stan, żeby robić coś innego. I, podobnie jak Thana, nie zawsze mogę sobie pozwolić na to, żeby się wczuć w pisanie tak "totalnie", doprowadzając się do stanu, w którym mój umysł przeniósł się w całości np. do świata Zmroczy :D Bo nie dam rady się potem w ciągu 10 minut przestawić "na pstryk" na inną robotę.

Wydaje mi się, że dałabym radę pisać codziennie przez 3 h dziennie, ale pod warunkiem, że równolegle nie musiałabym się zajmować inną działalnością intelektualną (polegającą na pracy ze słowami, bo chyba to jest tu kluczowe) wybijającą z wczucia. Problemem jest nie tyle sam czas, co aktywności równoległe.


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
imadoki
Debiutant
Debiutant
Posty: 739
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Planety Ziemia
Płeć: Kobieta

Postautor: imadoki » wt 14 paź 2014, 18:16

Ignite, piękne to ujęłaś. Ja zauważyłam, że lepiej mi się wymyśla szczegóły fabuły gdy mam czysty umysł. Kiedy jestem czymś zajęta to z reguły nic mądrego nie wymyślę i tylko się męczę. A później odpocznę i jest błysk i nagle dokładnie wiem, o co mi chodziło. Mój problem polega na tym że nie mam określonej fabuły od A do Z. Mam początek i mam zakończenie, ale to, co znajdzie się w środku pozostaje kwestią otwartą.
Ostatnio zmieniony wt 14 paź 2014, 20:10 przez imadoki, łącznie zmieniany 1 raz.


Everything happens for a reason

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » wt 14 paź 2014, 23:01

Kiedy jestem czymś zajęta to z reguły nic mądrego nie wymyślę i tylko się męczę. A później odpocznę i jest błysk i nagle dokładnie wiem, o co mi chodziło.


O to, to - też często tak miewam!

Mam początek i mam zakończenie, ale to, co znajdzie się w środku pozostaje kwestią otwartą.


Tja... to też dobrze znam :)


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 600
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » śr 15 paź 2014, 11:56

Ignite pisze:Aktegev, u mnie problem z "flow" jest częściowo taki, że często piszę teksty wielowątkowe, z punktów widzenia różnych bohaterów i muszę na bieżąco mieć w pamięci masę szczegółów z tego, co zostało napisane wcześniej - dlatego potrzebne jest duże skupienie, żeby ogarnąć te wszystkie elementy, z których generuje się akcja (poczynając od tego, co bohater X robił 3 rozdziały wcześniej, a skończywszy na tym, co ma się stać z bohaterem Y 5 rozdziałów dalej). To jest jednak inny typ aktywności umysłowej niż rysowanie.

To bardzo ciekawe, co piszesz. Czy to znaczy, że nie masz w pamięci swojego świata przedstawionego, bohaterów i tych wszystkich szczegółów przez cały czas, a przywołujesz je wtedy, kiedy siadasz do pisania?
U mnie jest tak, że obracam te wszystkie rzeczy w głowie czy piszę czy nie, a siadając do pisania szukam słów, frazy, narracji, jakie odpowiednio to wydobędą. Generalnie mam poczucie, że jestem cały czas w pewnym sensie zanurzona w świecie powieści (tak rozumiem też kwestię wczucia). Mogę gotować, spacerować, sprzątać, ale to, co tworzę, jest zawsze gdzieś obok, blisko (chyba że się od tego świadomi odgradzam, żeby złapać dystans, to wtedy wpadam w wir czynności, który często kończy się jakimś, hm, "błyskiem" - znaczy aktywność fizyczna, czy chcę czy nie, pomaga mi wpadać na pomysły ;)) i gdy siadam do pisania, oczywistym wydaje mi się, co mam napisać (nieoczywiste jest jak, ale to inna sprawa).

A rysowanie, owszem, to nieco inny typ pracy intelektualnej, ale mój "system" jest w tym wypadku podobny: najpierw intensywnie obracam rzecz w głowie :)

Dlatego też nie do końca zgodzę się, że pisanie akurat wtedy, gdy jest czas, to pisanie "na zimno". "Flow" rozumiem jako rodzaj szczególnego skupienia, który pomaga zrobić rzeczy łatwiej niż normalnie. Ale czy się pojawi czy nie (co jest przecież związane z masą czynników, częściowo niezależnych od nas) te rzeczy i tak należy wykonać, najlepiej jak pozwala nam dana chwila. Przecież to, że siadam do pisania codziennie w czasie drzemki córki, nie oznacza od razu, że nie staram się włożyć w to najlepszych umiejętności, jakie w tym momencie posiadam.

Wydaje mi się, że dałabym radę pisać codziennie przez 3 h dziennie, ale pod warunkiem, że równolegle nie musiałabym się zajmować inną działalnością intelektualną (polegającą na pracy ze słowami, bo chyba to jest tu kluczowe) wybijającą z wczucia. Problemem jest nie tyle sam czas, co aktywności równoległe.

W tym też coś jest. Mnie nie bardzo wychodzi pisanie zaraz po czytaniu książki. Mam wtedy takie poczucie, że gubię własny rytm i frazę, na rzecz cudzej.


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » śr 15 paź 2014, 14:06

Czy to znaczy, że nie masz w pamięci swojego świata przedstawionego, bohaterów i tych wszystkich szczegółów przez cały czas, a przywołujesz je wtedy, kiedy siadasz do pisania?


Pamiętam sporo rzeczy, ale doświadczenie pokazuje, że w tekście jest miejsce dla wystarczająco wielu istotnych szczegółów, że nie daję rady pamiętać wszystkiego. No a kiedy przez jakiś czas zajmuję się czymś zupełnie innym - tłumaczeniem książki, dajmy na to - to wtedy owszem, w głowie zamykają mi się wszystkie pliki z moją twórczością, żeby zrobić miejsce dla bieżącego projektu. Wtedy na serio nie pamiętam z rozgrzebanego tekstu prawie nic i żeby do niego wrócić, muszę najpierw przeczytać wszystko, co już jest napisane, plus notatki.

Dosyć często zdarza mi się następująca sytuacja: długo nosiłam w głowie jakieś rozwiązanie fabularne, ale nie byłam z niego zadowolona; potem w błysku olśnienia wpadłam na inny, znacznie lepszy pomysł, napisałam jedną scenę, a później musiałam na tydzień (czy choćby nawet na 3 dni) zostawić pisanie i zająć się innymi rzeczami, i kiedy wracam, to już nie pamiętam tamtego świetnego pomysłu i napisanej sceny, pamiętam tylko to pierwsze rozwiązanie, z którym chodziłam przez x tygodni, ale mi się nie podobało. Muszę dopiero wrócić x stron wcześniej, przeczytać scenę napisaną w fazie olśnienia i wtedy sobie przypominam - aha, z tego wynika to i to.

Ale czy się pojawi czy nie (co jest przecież związane z masą czynników, częściowo niezależnych od nas) te rzeczy i tak należy wykonać, najlepiej jak pozwala nam dana chwila. Przecież to, że siadam do pisania codziennie w czasie drzemki córki, nie oznacza od razu, że nie staram się włożyć w to najlepszych umiejętności, jakie w tym momencie posiadam.


Mogę Ci tylko pozazdrościć, u mnie pisanie bez wczucia często wygląda tak, że siedzę przez 2 godziny, gapię się na pusty ekran i wymęczę trzy beznadziejne zdania na krzyż. Problem z pisaniem w odróżnieniu od rysowania jest taki, że te cholerne zdania trzeba dziergać od zera, a jeśli się "nie piszą", no to kurka wodna, po prostu nie :roll: Niestety nie umiem układać sobie narracji w głowie "na sucho", chodząc i myśląc nad nią przez cały dzień - tzn. pomysły oczywiście tak (fabułę rozumianą jako kolejne sceny), ale narracji na poziomie zdań - nie ma szans, jestem wzrokowcem i muszę WIDZIEĆ zdania, żeby móc się zastanawiać nad nimi.

Edit: Wydaje mi się, że system pracy mamy wbrew pozorom w sumie podobny, tylko u mnie jest ten problem, że jak robię coś niezwiązanego z pisaniem, a angażującego intelektualnie, to mnie kompletnie wybija z wczucia.


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 600
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Aktegev » śr 15 paź 2014, 18:06

Ignite pisze:Pamiętam sporo rzeczy, ale doświadczenie pokazuje, że w tekście jest miejsce dla wystarczająco wielu istotnych szczegółów, że nie daję rady pamiętać wszystkiego.

Wszystko zależy jeszcze o jakim poziomie szczegółów mówimy. Mnie się zdarzyło w jednym rozdziale napisać o misce stojącej gdzieś, a w kolejnym już o talerzu, ale to są rzeczy, które można wyłapać na etapie poprawiania ;) Natomiast myślę, że trudno byłoby mi zapomnieć rzeczy dotyczące bohaterów, ich biografie, motywacje krótko i długoterminowe, czy nawet banały w rodzaju imienia (z założenia "piszę bohaterem", więc może to wynika faktu, że przywiązuję do takich rzeczy dużą uwagę).
Ale takie pamiętanie ma też złą stronę. Potrzebuję albo bardzo dużo czasu, żeby się zdystansować i spojrzeć na tekst "z zewnątrz", albo muszę korzystać z pomocy innej osoby w tym względzie. Najczęściej ktoś po prostu czyta na głos to, co napisałam.

Mogę Ci tylko pozazdrościć, u mnie pisanie bez wczucia często wygląda tak, że siedzę przez 2 godziny, gapię się na pusty ekran i wymęczę trzy beznadziejne zdania na krzyż. Problem z pisaniem w odróżnieniu od rysowania jest taki, że te cholerne zdania trzeba dziergać od zera, a jeśli się "nie piszą", no to kurka wodna, po prostu nie :roll: Niestety nie umiem układać sobie narracji w głowie "na sucho", chodząc i myśląc nad nią przez cały dzień - tzn. pomysły oczywiście tak (fabułę rozumianą jako kolejne sceny), ale narracji na poziomie zdań - nie ma szans, jestem wzrokowcem i muszę WIDZIEĆ zdania, żeby móc się zastanawiać nad nimi.

Nie ma czego zazdrościć - to, że się staram, nie znaczy, że zawsze wychodzi ;) Nawet statystyka to potwierdza: na tekst ok 560k znaków mam ponad 100k odpadów - fragmentów lub scen, które zostały usunięte albo przepisane na nowo.
Natomiast, nie jestem wstanie obecnie stwierdzić, czy różnica między pisaniem a rysowaniem jest aż tak wielka. Różnica jest, to jasne, ale generalnie w rysowaniu też zaczyna się od zera. Chociaż niezupełnie od zera, od myśli, którą trzeba przekazać, tyle że innymi środkami. I to też bywa czasem bardzo trudne :)

Edit: Wydaje mi się, że system pracy mamy wbrew pozorom w sumie podobny, tylko u mnie jest ten problem, że jak robię coś niezwiązanego z pisaniem, a angażującego intelektualnie, to mnie kompletnie wybija z wczucia.

Możliwe. Inne moje zajęcia, nawet jeśli obciążają intelektualnie, nie mają związku ze słowami i siłą rzeczy mam taki płodozmian między myśleniem słowem a myśleniem obrazem. W sumie nie zastanawiałam się nad tym wcześniej.


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » śr 15 paź 2014, 22:52

na tekst ok 560k znaków mam ponad 100k odpadów - fragmentów lub scen, które zostały usunięte albo przepisane na nowo


Ja się staram minimalizować odpady (chociaż też się zdarzają - i zazwyczaj bywają efektem "wymuszonego wyrabiania dniówek"), odrzucenie zwykle następuje na etapie koncepcji - zanim jeszcze dany fragment zostanie napisany :)

siłą rzeczy mam taki płodozmian między myśleniem słowem a myśleniem obrazem


O, to by wiele tłumaczyło! Gdybym ja mogła egzystować w stanie ciągłej "myślowej immersji" w swoje teksty, to myślę, że spokojnie mogłabym siadać i pisać po 3 h dziennie. Problem pojawia się w momencie, kiedy mam np. tłumaczenie, na które są dwa miesiące, a powinnam je robić po kawałku codziennie - bo po wyrobieniu dniówki tłumaczenia nie przerzucę się wieczorem na pisanie, zawsze potrzebuję jednego-dwóch dni na "przestawienie się", a potem znowu ciężko mi się przestawić z trybu "pisanie" z powrotem.

Edit - uzupełnienie:
Wszystko zależy jeszcze o jakim poziomie szczegółów mówimy


Motywacji i intencji bohaterów faktycznie nie zapominam, natomiast problem sprawia mi pamiętanie rozwiązań fabularnych - moje teksty zawsze intensywnie mutują w trakcie pisania i często zapominam o "strzelbach, które miały wypalić". Planując tekst, widzę bardziej las niż drzewa, dlatego mam kłopot z logicznym przechodzeniem od sceny do sceny, od zdarzenia do zdarzenia. Wydaje mi się, że wczucie jest mi potrzebne do tego, żeby sceny się rozwijały w sposób sensowny i wynikający z tego, co było wcześniej, a jednocześnie nieprzegadany.


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » czw 23 paź 2014, 13:47

Zaczęłam dłubać w nowym tekście o Krzyczącym. Na razie niezobowiązująco, jeszcze nie liczę znaków. Rozgrzebałam kilka scen z różnych etapów fabuły, jak to ja - zaczynam od rozsypanych kawałków ze środka. Jeszcze nie skończyłam żadnej.


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
godai
Pisarz
Pisarz
Posty: 361
Rejestracja: śr 11 cze 2014, 14:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: godai » czw 23 paź 2014, 18:08

Bardzo dobrze. Doskonale. Jest ruch.



Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » sob 15 lis 2014, 21:26

Miałam ostatnio trochę czasu, to posiedziałam nad wykluwającym się tekstem i mam już łącznie trochę ponad 40 tys. znaków. Niedużo, ale zawsze coś. Jak zwykle wymyśliły mi się ciekawe postacie i zarys konfliktu, ale koncepcja fabuły póki co przypomina rozsypaną układankę :roll: I bardzo dobrze, bo zauważyłam, że kiedy _zaczynam_ pracę od wymyślenia fabuły całej książki, to nigdy nie udaje mi się takiej książki napisać.

Naniosłam też trochę poprawek w świeżo ukończonej powieści.


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » pn 17 lis 2014, 12:46

Update - wczoraj znowu dopisałam kawałek. Poza tym jednak skleciłam sobie roboczy konspekt całości (dość mocno odbiegający od pierwotnej wizji sprzed miesiąca, ale tak to już jest).


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
imadoki
Debiutant
Debiutant
Posty: 739
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Planety Ziemia
Płeć: Kobieta

Postautor: imadoki » pn 17 lis 2014, 22:12

Ignite, ja uwielbiam takie sklejanie kawałków, bo po drodze pojawiają się fakty, których w innych okolicznościach bym nie zauważyła.


Everything happens for a reason

Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » wt 18 lis 2014, 11:56

Ja mam tak, że kiedy czytam napisane fragmenty po raz trzeci, piąty czy dziesiąty, to wpadam na możliwe powiązania i rozwiązania fabularne, których bym nie wymyśliła "na sucho", na etapie konspektu. Nie wiem, czy właśnie to masz na myśli?


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
imadoki
Debiutant
Debiutant
Posty: 739
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Planety Ziemia
Płeć: Kobieta

Postautor: imadoki » wt 18 lis 2014, 12:17

Ignite, dokładnie to :-) Dziś też liczę na to, że tak mnie olśni i w nocy będę miała o czym pisać.


Everything happens for a reason


Wróć do „Maraton pisarski”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość