G vs. H

Pojedynki mające na celu wyłonienie półfinalistów ToPA.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3295
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

G vs. H

Postautor: Faraon » czw 22 mar 2012, 20:48

[center]Obrazek[/center]

[center]G vs. H - Żar i popiół[/center]

Zawodnicy CDEF mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł
- max 20 punktów.

Styl - max 20 punktów.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - zsumowane punkty

Komentarze i ogólna ocena tekstu bardzo mile widziane.



Termin składania prac do 29 marca do godz. 21.00.


Opowiadania proszę wysyłać najlepiej w formacie .doc na maila, z którego otrzymałeś/otrzymałaś zaproszenie do Turnieju.



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3295
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Faraon » czw 29 mar 2012, 20:50

Jeśli przegapiłem jakieś formatowanie czy cokolwiek zmieniłem, proszę autorów o szybki kontakt.


Tekst G


[center]WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO[/center]

WWW – Dobry Boże – powiedziała Marta do pustego wnętrza samochodu, pochylając się wolno w fotelu kierowcy. – Kto mu to zrobił?
WWW Zadzwonił przed kwadransem, prosząc, by przyjechała na szpitalny parking. Nie chciał powiedzieć nic więcej. „Przyjedź”. Tylko tyle. I jeszcze „kocham cię”. Zero wyjaśnień, potem odłożył słuchawkę.
WWW Wsiadła do forda i pokonała drogę, prowadząc nerwowo i nieostrożnie. Rozlegający się w słuchawce głos Tomka miał w sobie coś dziwnego i złowieszczego, co uruchomiło w jej głowie pulsującą wściekle czerwoną lampkę. Zaniepokoiło, jeszcze bardziej niż nagły dźwięk przerwanego połączenia, bardziej niż słowo „szpital”. Jechała zakorkowanymi ulicami miasta i czuła, jak strach poczyna rosnąć w żołądku, wyciągając oślizgłe macki niczym ośmiornica i powoli owijając się wokół żeber. Usiłowała zepchnąć je głębiej powtarzanymi bezładnie słowami.
WWW Parking. Szpitalny parking. Nie szpital. Nie konkretny oddział ani nawet nie izba przyjęć. P-a-r-k-i-n-g. Zepsuł się mu samochód albo skręcił kostkę. Upił się w jakimś podłym barze. Nie brzmiał jak pijany, ale z pewnością dziwnie, i być może to było to. Dwa piwa nieczyniące człowieka nietrzeźwym, ale niepozwalające zasiąść za kierownicą. Nic więcej.
WWW Była jego żoną. Wyszła bez słowa w środku konferencji, nie zważając na zaskoczone spojrzenie dyrektora ani wściekły wyraz twarzy kierowniczki. Wyjaśni im potem, pewnie otrzyma naganę. Jakoś to przełknie.
WWW A teraz siedziała w fotelu kierowcy i patrzyła przez przednią szybę, jak Tomasz mija rozsuwane szpitalne drzwi, schodzi po schodach i rusza do samochodu, chwiejnie, jakby zataczając się pod smagnięciami nieistniejącej wichury. Prawą stronę twarzy miał siną i spuchniętą, na nosie plaster wielkości telefonu i prawą rękę owiniętą po łokieć bielą. Utykał.
WWW Westchnęła. Nigdy nie uwierzyłaby, że można wyglądać tak upiornie i wciąż stać na nogach. A on szedł po zalanym słońcem betonie, owinięty porwaną koszulą niczym szmatą i rozciągał w uśmiechu pęknięte usta. Uśmiechał się! Opuścił izbę przyjęć najzwyklejszego szpitala miejskiego, ale w tym momencie był najwyraźniej wariatem.
WWW Może to skutek szoku? Z pewnością dali mu leki, coś mu wstrzyknęli albo kazali połknąć jedną z tych tabletek, po których świat odjeżdża człowiekowi sprzed oczu. Wyglądał obco. Dziwnie i obco. I trochę niesamowicie. Chciała wysiąść do niego, ale ten szeroki uśmiech na ustach jak po pocałunku z młotem kowalskim, przygwoździł ją do obitego chłodną, gładką skórą fotela niczym cios.
WWW Był absurdalny.
WWW Kiedy się zbliżył, przechyliła się tylko przez skrzynię biegów i odblokowała drzwi.
WWW – Tomasz? Co się stało? Wyglądasz jak upiór.
WWW Usiadł obok, posyłając jej spojrzenie podbitych, opuchniętych oczu, które jednak wyglądały zwyczajnie. Odrobinę szkliste, ale poza tym zupełnie jak oczy człowieka, który co rano budził ją w łóżku. – Miałeś wypadek? Kto ci to zrobił?
WWW – Zostałem pobity – oznajmił i niemal natychmiast dodał: – Nic mi nie jest. Cieszę się, że przyjechałaś. Wiem, że miałaś ważne zebranie. Nie mogłem zamówić taksówki. Zabrali mi portfel. Ale chciałem też z tobą porozmawiać.
WWW – Tomasz, po... – urwała nagle, bo znowu się uśmiechnął. – Jak się czujesz?
WWW – Dobrze, nawet lepiej niż rano, lepiej niż wczoraj. Prawdę mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem się tak... wspaniale.
WWW Zamknęła usta.
WWW Wspaniale!
WWW – Wszystko ci opowiem. Po drodze, wracajmy do domu. Możemy jechać?
WWW Kiwnęła niepewnie głową, jednocześnie zastanawiając się, czy nie powinien raczej wrócić do szpitala. Spojrzała na niego czujnie. Wyglądał strasznie, ale nie sprawiał też wrażenia, jakby miał za chwilę wyzionąć ducha. Wzięła głęboki wdech, próbując się uspokoić i zebrać myśli. Zawarczał silnik.
WWW – Opowiedz wszystko, od początku – zażądała, wyjeżdżając z parkingu.
WWW Nabrał tchu.
WWW – Szli we trzech – powiedział powoli. – Całą szerokością ulicy, jakby świat należał tylko do nich. Droga pusta i prosta jak strzelił, po bokach głębokie rowy. Nie miałem gdzie skręcić ani jak ich wyminąć, więc się zatrzymałem. Chcieli samochód. I portfel. I jeszcze zegarek. Skopali mnie i zostawili na szosie. Znalazł mnie przejeżdżający jakiś czas potem facet w ciężarówce i przywiózł tutaj.
WWW Zacisnęła usta.
WWW – Sukinsyny.
WWW – To nie byli ludzie.
WWW Posłała mu szybkie, zaskoczone spojrzenie.
WWW – Jak to „to nie byli ludzie”, co ty bredzisz? – spytała, myśląc o przeciwbólowych lekach, które mu podali. Po których czuł się dobrze, lepiej niż kiedykolwiek, i uśmiechał się szeroko, chociaż w tej chwili jedynym powodem do radości był fakt, że w ogóle żyje. Mogli go zabić, zatłuc na śmierć. Tamtą pustą, prostą jak strzelił ulicą mógł przejeżdżać ktoś o nodze niczym w ołowianym bucie. I nie zdążyć wdusić pedału hamulca na czas. Wzdrygnęła się.
WWW – Nie wiem, kim byli. Myślę, że... – przerwał, przełknął ślinę i posłał jej niepewne spojrzenie – nie wiem. Pobili mnie, ale oprócz siniaków zostawili po sobie coś jeszcze. Kiedy wreszcie odeszli, nie usłyszałem nic. Żadnego trzasku zamykanych drzwiczek, żadnego warkotu silnika ani pisku opon. Nic. Ale kiedy uniosłem głowę, droga była pusta. Zniknęli.
WWW – Tomasz, to przez szok. I leki. Wszystko ci się pomieszało! Albo po prostu straciłeś przytomność.
WWW Pokręcił głową.
WWW – Popatrz – powiedział, unosząc rękę w bandażu, triumfalnie, prawie z dumą. – Lekarz powiedział, że jest złamana. W dwóch miejscach. Ale potem musiał prześwietlić ją jeszcze raz, bo kiedy próbował nastawić kość, okazało się, że jest cała. Pozwolili mi wrócić do domu. I czuję się już dobrze, chociaż właściwie nie powinienem żyć.
WWW Milczała, zagryzając wargę. Zwariował.
WWW – Kiedy leżałem na ulicy i spadały na mnie ostatnie ciosy, prawie nie czułem bólu. Uderzenia i pchnięcia na plecach i głowie. I jeszcze podeszwy ciężkich butów na żebrach, ale jakby z daleka. Myślałem, że to właśnie to. Ostatnie sekundy przed śmiercią, bo człowiek nie może przyjmować takich ciosów i nie czuć zupełnie nic. Leżałem na drodze, a przed oczami przelatywało mi życie. Nie... – przerwał i skrzywił się. – Nie życie, i to właśnie było najgorsze. Tylko pustka. Myślałem, że ci faceci zatłuką mnie na śmierć, ale pokazali tylko, że już od dawna jestem martwy.
WWW – Tomasz...
WWW – Twoja praca – powiedział. – Nienawidzisz jej. Chciałaś malować obrazy, masz do tego serce i talent. Ale chodzisz codziennie do biura, bo dobrze ci płacą. Podobnie ja. Jeszcze kilka lat i kupimy dom. Duży, z wielkim ogrodem, jak chciałaś. Idealne miejsce, by przespać się przed kolejną harówką.
WWW Ponownie otworzyła usta, ale uniósł dłoń, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
WWW – Ten samochód – ręką zatoczył łuk. – Jest piękny, ale nigdzie nie wyjeżdżamy. Tylko do pracy. Tam i z powrotem. Potrzeba pieniędzy. Na przykład na raty za samochód. I jeszcze ten telefon. – Sięgnął po komórkę leżącą na półce pomiędzy siedzeniami. – Ciągle dzwoni. Nawet wtedy, kiedy chcesz odpocząć. Wychodzisz z książką do parku i bierzesz go ze sobą. Wiesz, że zaterkota i będziesz zmuszona jechać z powrotem do firmy, bo ktoś właśnie coś schrzanił i teraz musisz to za niego naprawić. Dlaczego nigdy go nie wyłączasz? Dlaczego nie mamy dzieci? – Uśmiechnął się krzywo. – Głupio pytam, przecież wiem. Dzieci potrzebują mnóstwa rzeczy. Jedzenia, zabawek, ubrań. Firmowych, takich z najnowszych kolekcji, bo tylko na takie zasługują, a nas jeszcze nie stać. Najwyżej na zwykły wózek i proste łóżeczko, okropność. No i wciąż nie mamy wielkiego domu z ogrodem. Dzieci są jak żar, Marto, wiesz dlaczego? Bo chłoną każdy dzień, jakby kroczyły przez wieczność. My jesteśmy popiołem. Ty i ja. Zimni, prawie martwi, chociaż oddychamy, chodzimy, jemy i śpimy. I pracujemy na trumnę ze złota.
WWW Patrzyła w milczeniu na drogę, próbując zebrać myśli.
WWW – Nie czujesz tego – szepnął. – Wkrótce zrozumiesz.
WWW I wtedy puściły hamulce. Chciała zatrzymać się przed skrzyżowaniem, wdusiła pedał, ale nie stało się nic. Samochód wciąż mknął przed siebie, na spotkanie czerwonych jak krew świateł. Wdepnęła pedał raz jeszcze. Spróbowała w panice skręcić kierownicą i napotkała na opór. Wrzasnęła, zaskoczona i przerażona, rejestrując wściekłą czerwień nadjeżdżającej z prawej strony ciężarówki. Słyszała wibrujący huk silnika i prujący powietrze ryk klaksonu. Krzyknęła znowu i przycisnęła ręce do oczu.
WWW Dźwięk klaksonu nie milknął, odzywał się raz po raz, potem dołączyły inne, całym chórem.
WWW Otworzyła oczy.
WWW Samochód stał przed skrzyżowaniem, w górze lśniło zielone światło. Widziała tył znikającej za zakrętem ciężarówki. Kierowcy na drodze za nią trąbili niecierpliwie, bo blokowała ruch. Ujrzała trzech mężczyzn po drugiej stronie ulicy, patrzących prosto na nią, w skupieniu i z jakimś niepojętym spokojem w oczach. Obróciła głowę i spojrzała na pusty fotel pasażera.
WWW – Tomasz... – szepnęła, przełykając łzy.
WWW „Zrozumiesz wkrótce”.
WWW Ale musieli niemal ją zabić, aby to pojęła.
WWW Ruszyła z powrotem do szpitala, ze ściśniętym gardłem i sercem walącym jak młot, modląc się, by miała rację.
WWW Stał na schodach, posiniaczony i z ręką owiniętą bandażem, ale żył. Uśmiechał się.
WWW Żył.
WWW Wysiadła z auta, gdzieś w środku zaświergotał telefon, zatrzasnęła drzwi. Spojrzała na Tomasza i również się uśmiechnęła. Długimi, pewnymi krokami ruszyła przez parking.
WWW Czas zdmuchnąć z siebie popiół i na nowo rozniecić żar.
WWW Pora wreszcie zacząć żyć.
WWW Teraz.

---------------------------------------------------

Tekst H


[center]Miłość jak ogień. [/center]

WWWObudził się późnym popołudniem. Ciemne żaluzje w szpitalnej sali chroniły przed wściekle jaskrawym słońcem. Nie odczuwał bólu, kiedy próbował choć odrobinę zmienić pozycję. Zabandażowane truchło zdawało się należeć do kogo innego. Wcisnął uczepiony palca brzęczek, po niecałej minucie zjawiła się pielęgniarka.
WWW- Czy wolno mi już obejrzeć coś w telewizji? – bardziej wysapał niż powiedział.
WWW- Pana rodzina jeszcze nie wyraziła zgody…
WWWGdyby mógł, pokiwałby głową ze zrozumieniem. Też nie chciał na to patrzeć znowu, rozumiał, że trzeba cierpliwie poczekać, aż skończy się medialna nagonka.
WWW- A kreskówki? Macie kanał z kreskówkami?
WWW- Zapytam. I zaraz przyniosę środki przeciwbólowe, za pół godziny zmiana opatrunku.
WWWNie odpowiedział, marzył tylko, żeby włączyła mu te pieprzone kreskówki. Byle wlepić w coś wzrok… nie uruchomić myślenia, nie próbować zrozumieć. Skoro nie mógł przespać całej doby, chciałby chociaż otrzymać namiastkę komfortu, bo w zaistniałej sytuacji trudno było cokolwiek nazwać rozrywką.
WWWDzwoniącą w uszach ciszę przerywał rytmiczny stukot drewniaków pielęgniarki, powoli cichnący w przepastnym korytarzu. Nim wróciła, już nie miał ochoty oglądać bajek. Zaczęło się, taśma wspomnień ruszyła pełną parą.
WWWSłudze bożemu kryzysu się nie wybacza. Kiedy ogłosił, że odchodzi „do cywila”, parafianie nie kryli pogardy. Zdarzało się, że ktoś próbował go bronić, tłumacząc, że nie ma nic bardziej ludzkiego niż niedoskonałość. Znosił cierpliwie wszelkie komentarze, myślami był daleko od kościelnych murów. Przy niej. Choć ciosano mu kołki na głowie i wytykano palcami, był najszczęśliwszym facetem na świecie.
WWWNic nie zapowiadało tak ekstremalnego zwrotu w życiorysie. Dosłownie nic. Była wczesna wiosna, Wielki Post i upokarzające lekcje religii w gimnazjum. Od jakiegoś czasu czuł znużenie i niechęć do obranej wcześniej drogi. Tyle lat służył jako ministrant, tak wiele pracy kosztowało go ukończenie seminarium, a wyszło na to, że siedzi w niemal pustej klasie i gada sam do siebie. Uczniowie, którzy bali się dać nogę lub mieli już zbyt wiele nieobecności w dzienniku, nie byli chętni do współpracy. Zwykle gdy wchodził do klasy najpierw musiał zmazać gąbką z tablicy jakieś niecenzuralne słowo lub rysunek, najczęściej przedstawiający wielkiego fiuta. Zdawał sobie sprawę, że nauczanie młodzieży zadaniem lekkim nie jest, ale rzeczywistość zmiażdżyła w nim chęć walki.
WWWKolejny szary dzień. Nim wyszedł z klasy, przez piętnaście minut odklejał gumę do żucia z sutanny. Przechadzka na przystanek i cicha modlitwa: Boże, podaruj mi siłę, bo tej najbardziej mi brakuje…
WWWI znów ten sam, codziennie powtarzający się scenariusz. Podjeżdża autobus, gówniarze przepychają się, nie patrząc na nic. Jemu już nawet nie chce zwracać pryszczatym uwagę, że powinni ustąpić miejsca starszej pani. Nagle ktoś go wyręcza. Drobna blondyneczka o wściekle błękitnych oczach. Równie słodkim co stanowczym głosem wygarnia chłopakom od buraków, starsza pani obdarza ją pełnym wdzięczności spojrzeniem i zajmuje jej miejsce. Co tu dużo mówić, zakochał się. Trafiło, strzeliły iskry, opętało. Mógłby dla niej świat podpalić, a najgorzej, że nie potrafił oderwać od niej wzroku. Czuł jak się rumieni, naprawdę próbował skoncentrować wzrok na pokrytej gumą podłodze, ale ciało całkiem odmówiło posłuszeństwa. I w tedy stał się cud. Kierowca przyhamował ostro, blondyneczka wpadła wprost w jego ramiona. Spłonął rumieńcem, przeprosił, młodzież nie omieszkała skomentować zajścia lubieżnym gwizdem i brawami. Dziewczyna odsunęła się, zawstydzona i odeszła na bezpieczną odległość. Znów spróbował wbić wzrok w podłogę i wtedy zauważył kolczyk. Girlandy pomarańczowych i czerwonych koralików, które przed chwilą zabrzęczały mu niedaleko ucha.
WWWPodniósł błyskotkę, rozpaczliwie wypatrując jej właścicielki, a tamta najwyraźniej szykowała się do wyjścia…
WWWDrzwi otworzyły się z sykiem, ksiądz wyskoczył za dziewczyną jak oparzony. Wewnątrz pojazdu znów rozbrzmiały wiwaty.
WWW- Hej, zgubiłaś kolczyk! – zawołał. Piękność odwróciła się i chwyciła za ucho.
WWW- O rany, dziękuję, proszę księdza. – Promienny uśmiech miał niesamowitą moc. Kolana miękły, a serce wyrywało się z piersi.
WWW- Tylko nie proszę księdza – roześmiał się i chwycił za brzegi sutanny. – To kostium z teatru! Zalałem ciuchy kawą i muszę w tym paradować.
WWWWręczył jej kolczyk, oceniając czy uwierzyła w najcięższe kłamstwo, które tak gładko wypowiedział. Nie miał wątpliwości, że właśnie zaczęła się jakaś zwariowana przygoda. Już nie modlił się o nic, prócz tego, by Pan Bóg na chwilę przysnął.
WWWMiesiąc później rozbrzmiały dzwony weselne. Miała na imię Agata i stała się sensem jego życia. Cudowne stworzenie, pełne radości i niespożytej energii. Decyzję o zmianie adresu podjęli szybko, byle jak najdalej od zapyziałej, smutnej dziury, gdzie ona nie była nikim innym jak dziwką, która uwiodła księdza, a on zdrajcą najwyższych wartości.
WWWI na tym etapie taśma wspomnień powinna się zatrzymać. Wtedy było idealnie. Życie obojga wywróciło się do góry nogami, ale byli najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem, oddychali sobą. Tak, tu powinno się wszystko urwać.
WWWGdzie ta cholerna piguła z tabletkami…? Czemu to tak długo trwa, znowu zaczyna boleć.
WWWAgata miała wiele dosyć oryginalnych zainteresowań. Jak nie plotła dywaników, to dziergała fikuśne swetry – wszystko co wyszło spod jej palców sprzedawali na giełdzie internetowej za irracjonalnie wysokie kwoty. Kolczyki, koronki, pierdołki… On raz a porządnie zasmakował hazardu, bo od kiedy już mógł – musiał sprawdzić każdą z dotychczas zakazanych przyjemności. O pieniądze nie musieli się martwić. Nie było więc żadnego kłopotu ze zrealizowaniem jednego z jej marzeń – kominka w sypialni.
WWWNie rozumiał tylko, dlaczego pali w nim niektóre swoje prace. Dlaczego układa wewnątrz misterne konstrukcje z zapałek, z tysięcy zapałek… Niekiedy godzinami potrafiła rozgrzebywać popiół i fotografować komórką interesujące według niej kształty popielatych wydm. Zasięgnął porady specjalisty, kiedy w kominku odnalazł zwęglonego kota. Kazali pozbawić jej praw obywatelskich…
WWW - To da się wyleczyć – tłumaczył psychiatra. – Trzeba zaangażowania całej rodziny, współpracy i czujności. Przed ślubem niczego pan nie zauważył?
WWW- Nie… Na litość boską, nic dziwnego się nie działo. Może tylko to, że nie paliła papierosów tak normalnie.
WWW- Niech zgadnę. Podpalała papierosa i tylko patrzyła jak się tli? Zostanie w szpitalu pod opieką specjalistów, mieliśmy do czynienia z podobnymi przypadkami i zwykle wszystko skończyło się dobrze.
WWW- Będę się za to modlił – wyrwało mu się bezwiednie.
WWWBól staje się co raz bardziej dokuczliwy. Owinięty bandażami mężczyzna znów stara się ułożyć wygodniej, ale dolegliwości nasilają się nieznośnie. Naciska brzęczyk przyczepiony do palca, postanawia cierpliwie czekać i powtarzać jak mantrę gorzką prawdę: wiadomo, że w szpitalu nie on jeden potrzebuje opieki.
WWWZamyka pozbawione rzęs oczy i z całych sił stara się nie rozpłakać. Z perspektywy chłodnej szpitalnej sali, pełnej skomplikowanych urządzeń i chromowanych mebli, ostatnie zdarzenia wydają się jeszcze bardziej nieprawdopodobne. W szpitalu psychiatrycznym wybuchł pożar. Sto dwadzieścia osób zginęło w straszliwych męczarniach, szpital zamienił się w gigantyczny piec. Kraty w oknach miały zapewnić pacjentom bezpieczeństwo, jednak przewrotny los wyznaczył metalowym prętom inne zastosowanie.
WWWMężczyzna jednak zapłakał. Czy to jego wina, że dziewczyna była tak bardzo chora, że lekarze dobrali niewłaściwe leki, że… powinien zorientować się wcześniej, jednak uczucie przysłoniło mu takie drobiazgi jak niezdrowa fascynacja żywiołem? Nie, to nie była jego wina, jednak Agata uważała dokładnie inaczej. Jakim cudem wyszła z tamtego piekła, nikt nie potrafił wytłumaczyć.
WWWGdy zobaczył ukochaną w progu sypialni, był pewien, że to tylko senna mara. W pierwszym odruchu nawet uśmiechnął się na widok Agaty, widok całej i zdrowej żony wzruszył go do głębi. Nie strawiły jej płomienie, nie cierpiała…
WWW- Wywiozłeś mnie z domu jak psa do schroniska! Taką miłość mi obiecywałeś?! – wrzasnęła i wyciągnęła zza pleców niewielki kanister.
WWWNie zdążył krzyknąć, zaprotestować, wyskoczyć z pościeli. Tu trochę urywa się film. Pamięta swój nieludzki wrzask, który i tak nie potrafił zagłuszyć jej pełnych jadu, wściekłych słów:
WWW- Kochałam cię, idioto! Trzeba było się nie żenić! Trzeba było mnie nie zaczepiać! Trzeba było mnie kochać jaką jestem! Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz!
WWWWtedy zjawili się sąsiedzi, ale nie wie dokładnie, którzy. Ktoś zawinął go w dywan, ktoś coś krzyczał, wyły syreny nadjeżdżającej karetki. Bezsensowna układanka pozbawiona większości elementów. Może i dobrze, że wszystkiego nie zarejestrował?
WWWZnów nacisnął brzęczek i nasłuchiwał kroków… Ta pielęgniarka była nawet w porządku, poprzednia pitoliła coś o karze bożej. Nie miał siły tłumaczyć, że to nie Bóg go podpalił…
WWWIdzie piguła. Słychać kroki na korytarzu. Nareszcie dostanie przeciwbóle, może znów uda się zdrzemnąć… Kątem oka rejestruje biały fartuch. Wsłuchuje się w dobrze znane dźwięki – stukot wózka po terakocie, skrzypnięcie przeszklonej witryny z ampułkami i strzykawkami. Plaśnięcie gumowej rękawicy naciąganej na dłoń.
WWW- Co z tym telewizorem? – wycharczał. Mówienie sprawiało ogromne trudności, ale miał dosyć ciszy, w której jego własne myśli zdawały się wyć jak wiatr huczący w kominie. – A… wie siostra, czy złapali ją?
WWW- Tak, złapali – odpowiedziała Agata, głosem dźwięcznym i melodyjnym.
WWWUsłyszał szelest gniecionego papieru, w wariackim uporem klikał brzęczek. Dłoń, której palce jeszcze niedawno splatały się z jego palcami w miłosnym uścisku, wsuwała mu pod szyję kłęby gniecionej gazety. Szarpał się, ale przegrywał z bólem. Wciskał brzęczek, dusił, opętany histerycznym strachem.
WWWPstryknęło coś nad jego uchem, przymknął powieki i zaczął się modlić. Żarliwie jak nigdy dotąd. Pan Bóg nie pozwolił, by mężczyzna cierpiał więcej niż piętnaście minut. Jutro cały kraj weźmie ich obu na ogniste języki…

---------------------------------------------------

Zawodników CDEF zapraszam do recenzowania. Punktacje i recenzje proszę wysyłać w odpowiedzi na maila, którego jeszcze dziś ode mnie dostaniecie wraz z przypomnieniem reguł. Ostateczny termin przysłania ocen: 5 kwietnia 2012r. godz. 21.00.



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3295
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Faraon » pt 06 kwie 2012, 16:08

Ocena I

Tekst G

Pomysł – 18 punktów
Uwielbiam takie klimaty. Tajemnicze siły odmieniają życie zwykłych ludzi. Kim są mężczyźni, którzy pojawili się znikąd i brutalnie ukazali małżeństwu otaczającą ich pustkę? Jaki mieli w tym cel? Nie wiadomo. I bardzo dobrze!

Styl – 17 punktów
Bez zastrzeżeń. Tekst czyta się łatwo i przyjemnie.

Realizacja tematu – 6 punktów
Metaforyczne podejście do tematu, niby poprawne, ale wydaje mi się, że jakby za bardzo oszczędne.

Schematyczność – 8 punktów
Gdzieś się już spotkałem/am z podobnym rozwiązaniem (zastosowanie pozornie złej metody przynosi duże korzyści), w jakimś filmie bodajże, ale jako że nie jestem w stanie sobie tego dokładnie przypomnieć, wystawiam wysoką ocenę.

Błędy – 20 punktów
Żadnych rażących błędów nie zaobserwowałem/am.

Ogólnie – 19 punktów
Bardzo mi się podobało. Wciągająca historia, fajne zakończenie, przekornie pozytywne przesłanie.

Ocena końcowa – 88 punktów

Tekst H

Pomysł – 16 punktów
Utracone powołanie, zakazana miłość i chora fascynacja ogniem. Pomysł dobry, ale nie porywający.

Styl – 18 punktów
Styl przemówił do mnie bardziej niż ten u poprzednika – podobny, ale nieco przyjaźniejszy w odbiorze.

Realizacja tematu – 9 punktów
Żar jest, popiół także. W tej kategorii prowadzenie obejmuje tekst H.

Schematyczność – 7 punktów
Perypetie księdza rozdartego pomiędzy służbą Bogu a typowo ludzkim uczuciem są chwytliwym tematem w książkach, filmach i różnego typu reportażach. Na szczęście oryginalna otoczka ratuje sytuację.

Błędy – 19 punktów
„I w tedy stał się cud” – jedyny błąd, jaki rzucił mi się w oczy.

Ogólnie – 17 punktów
Opowiadanie również pozostawiło po sobie pozytywne wrażenie, głównie za sprawą zakończenia. Happy Endom mówię stanowcze nie! :D

Ocena końcowa – 86 punktów

Ocena II

Pomysł – 10.
G: 10 punktów
To już było, odrodzenie, zmiana po przeżyciu czegoś traumatycznego. Ci „naprawiający” też już byli.
H: 10 punktów
Zakazana miłość tez już była. Musi być remis, bo żadna z historii nie zaskakuje, nie odbiega pomysłem od pomysłu rywala.

Styl
G: styl prosty, ale przyjemny. Chwilami mierziły mnie już krótkie urywane zdania, kilka wielokropków za dużo. Ale generalnie ładnie, czysto, emocjonalnie. 15 punktów
H: Dużo słabiej niestety. Przede wszystkim narrator to „odjeżdżający” od bohatera na dystans, to niemalże będący głównym bohaterem. Czasy tez się pokićkały, raz jest w czasie przeszłym, raz w teraźniejszym. Jeśli był to zabieg celowy, to nie zrozumiałem tego i wystarczająco mocno mi to zgrzytało. Zaledwie 5 punktów.

Realizacja tematu
Po 10 punktów, nie ma się co czepiać szerokiej interpretacji. Tu jest ok.

Schematyczność
O schematyczności była już mowa przy okazji pomysłu. Musi być remis. Po 5 punktów.

Błędy
G: Nie bolały mnie zęby przy czytaniu. 20 punktów.
H: Poza tymi, wspomnianymi wyżej, nic szczególnego nie rzuca się w oczy, gramatycznie zdaje się ok, przecinków i tak nie zauważam. 20 punktów.

Ogólnie
G: Przyjemne, trochę ponure, ale też trochę nieścisłości. Jeśli ktoś idzie ławą po ulicy, to pierwsze co robię to blokuję drzwi, żeby mnie banda nie wyjęła z auta. Druga rzecz, jego pobili, jej zafundowali tylko proroczy „sen”? Czy to już dyskryminacja? ;) Poza tym mnie Tomek też by nie przekonał swoim gadaniem. Mało przekonujący był, być może i tak od początku wiedział że dojdzie do „wizji”? Kilka takich niedociągnięć jest, ale generalnie bardzo przyjemnie się czytało, zrobiło przyjemne wrażenie. 15 punktów
H: Tutaj mam wrażenie, że tekst był rodzony długo i w bólach, wydaje mi się wręcz, że można wskazać miejsca w których autor podejmował tekst po przerwie. Z powodu problemów ze stylem nie podobało mi się szczególnie. Mało charyzmatyczny ten bohater, jakoś tak opisy nie przekonały mnie, że – pomimo kryzysu – próbował walczyć ze sobą. Ot pierwsza okazja i zrywamy z siebie sutannę. 8 punktów.

Ocena końcowa
G: 75
H: 58

Ocena III

Tekst G

Pomysł – 10 punktów
Taki sobie
Styl – 15 punktów
Realizacja tematu – 5 punktów
Liznął się o temat
Schematyczność – 5 punktów
Błędy – 18 punktów
Ogólnie – 10 punktów
Zaczęło się ciekawie, to trzeba przyznać. Końcówka nieciekawa, zaprzepaściła tekst. Chłop tłumaczy swojej kobiecie, jak nędzne do tej pory było ich życie – ok., jest w szoku, to zebrało mu się na filozofię. Nagle znika – więc to było widmo, robi się ciekawie. Kobieta wraca do szpitala, a tu niespodzianka, gościu żyje. Szkoda.
Suma - 63

Tekst H

Pomysł – 15 punktów
Całkiem, całkiem
Styl – 15 punktów
Realizacja tematu – 7 punktów
Schematyczność – 7 punktów
Błędy – 18 punktów
Ogólnie – 15 punktów
Dałoby się to napisać jeszcze ciekawiej, gdyby nie limit znaków. Ogólnie historia na plus, żal mi głównego bohatera – wybrał to, co dla każdego normalnego faceta byłoby najlepsze, a wredny los sprawił, że lepiej by już dla niego było, gdyby do końca życia łaził w sutannie
Suma - 77


Ocena IV

G

Pomysł - 16 punktów.

Styl - 18 punktów.

Realizacja tematu - 9 punktów.

Schematyczność - 9 punktów.

Błędy - 18 punktów.

Ogólnie - 18 punktów.

Ocena końcowa - 88



H

Pomysł - 15 punktów.

Styl - 18 punktów.

Realizacja tematu - 8 punktów.

Schematyczność - 4 punktów.

Błędy - 18 punktów.

Ogólnie - 17 punktów.

Ocena końcowa - 80


Podsumowanie

Tekst G: 314
Średnia ocen: 78,5

Tekst H: 301
Średnia ocen: 75,25

[center]Zawodnik G przechodzi do półfinału! Gratulacje![/center]



Również wielkie podziękowania i gratulacje dla zawodnika H za współtworzenie pasjonującego pojedynku! Proszę nie ujawniać się do zakończenia Turnieju. :)




Wróć do „Faza I”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość