Rondo

Miniaturki, drabble i inne krótkie teksty

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Owsianko
Pisarz osiedlowy
Posty: 291
Rejestracja: sob 27 mar 2010, 17:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Rondo

Postautor: Owsianko » śr 09 maja 2018, 14:31

Żeby tam się dostać, należało przerobić strażników, upilnować taką porę, gdy zajęci byli jedzeniem. W tym celu czekał przy bramie prowadzącej do wąskiego korytarzyka, gdzie znajdowało się wejście. Że takie wejście istotnie było, wiedział z częstych rozmów, a ponieważ megafony akurat ogłosiły niedzielę i w związku z tym nie miał żadnych zajęć, postanowił zwiedzić podziemia.

Po przechytrzeniu opiekunów, znalazł się w tunelu łączącym dwa zupełnie różne miejsca. Jedno należało do znanych, z którym zdążył się już oswoić, drugie było legendarne, rządzone prawami, o jakich nie miał pojęcia. Co go natychmiast zbiło z tropu, to panujące tu, przenikliwe zimno. Choć po przejściu kilku metrów zauważył, że tu i tam biegnący ludzie są ubrani w zimowe palta, podczas gdy na górze co i rusz ogłaszano środek lata, upał, suszę bodaj, to w podziemiach nikt nie przejmował się pogodą pochodzącą z góry.

Pomyślał, że widocznie działa tu klimatyzacja. Lecz kiedy przebył następnych kilka metrów stwierdził, że korytarz, w miarę oddalania się od włazu, napełnia się wprost niemożliwym do zaakceptowania zaduchem, który przenikał z zewnątrz naprędce mijanych sal.

W salach tych zauważył sporą liczbę ludzi a ich twarze wyrażały zniecierpliwienie, irytację, żadna jednak nie była zadowolona. Położone naprzeciwko siebie, wypuszczały z bebechów zepsute powietrze oraz ludzi, którzy, początkowo półprzytomni z powodu gwałtownej zmiany klimatu, bezradnie obijali się o ściany korytarza, po to tylko, by później, uspokojeni, wrócić do równowagi, po to tylko, by już po chwili normalnie i bez wątpliwości biec w obranym kierunku.

Potrącali go. Z daleka już i mało wyraźnie przepraszali go nie przerywając pędu. Chociaż powietrze z sal dawało mu się we znaki, to przecież musiał przyznać, że w niezupełnie jasny sposób znikało gdzieś: wessane i oczyszczone przez zimny powiew przeciągu - rozpływało się w ciemności.

b

Po wielu kilometrach, kiedy przekonał się, że korytarz ma kształt wielkiego koła i nie kończy się tam, dokąd zmierzają ludzie, wyrosła przed nim wnęka. Z pewnym zainteresowaniem przeczytał słowa umieszczone na transparencie: serdecznie zapraszamy.

Wnęka, odgałęzienie celu wycieczki, zaczynała kolejny, tym razem ciekawy i obiecujący etap zwiedzania. Lecz z różnych powodów, ilekroć chciał wejść w nią głębiej, na drodze spotykał szklaną ścianę. Czasem jedynie, skoro wytrwale bił o nią głową, udawało mu się zobaczyć, siedzącego mężczyznę na zydlu.

c

Zamknął oczy. Czuł jednostajny, monotonny puls. Próbował wyobrazić sobie, że umiera, lecz nie mógł. Pomyślał, że, jak zwykle, jest do niczego. Zaklął. Za wszelką cenę nie chciał być do niczego i wrzasnął o tym w ciemność. Od niewidocznej przeszkody przybiegło echo.

Przez otwór widział światło, strugę blasku, zrozumiał więc, że jest w miejscu, skąd się nie wraca, a śliskie ściany uciekają pionowo w górę.

Po dalszej wędrówce, kiedy już był zmęczony i nie odczuwał zimna, opadła go bezładna gromada tubylców. Krzyczeli jeden przez drugiego, a twarze mieli ziemiste. Nie było w tym nic dziwnego; choć przebywali tu bez dostępu słońca, sprawiali wrażenie pogodnych i rozluźnionych, jak gdyby chaotyczna gonitwa po korytarzu wzbudzała w nich chęć do życia.

Z początku nie potrafił zrozumieć, dlaczego i co mówią, lecz gdy wsłuchał się w ich rytm, gdy złowił skomplikowaną melodię ich zdań, zaczął przypisywać znaczenie całym partiom, już teraz bez kłopotów pojmowanych monologów.

Bo właściwie to, co słyszał, było jednym wielkim monologiem; choć pozornie bezładny, przydługi i mętny, choć tworzący przejmujący skowyt wspólny dla wszystkich katowanych, oglądany osobno, układał się w jasny, szatańsko poprawny obraz: każde słowo miało właściwą intonację, mieniło się aż do jądra swojego znaczenia; otaczające krzyki wydawały się nieskończenie piękną skargą, pieśnią wzniosłą od nieznanego okrucieństwa. Łączyły się klimatem, którego nie rozumiał ani w ząb. Lecz za którym płakał jak bóbr.


Marek Jastrząb (Owsianko) https://studioopinii.pl/dzia%C5%82/feli ... N9tKoJZNoo

nieważne, co mówisz. Ważne, co robisz.

Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1113
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Rondo

Postautor: szopen » pn 23 lip 2018, 14:22

Będę chyba złośliwy.

Owsianko pisze:Source of the post Łączyły się klimatem, którego nie rozumiał ani w ząb

Oj tak.

Słabe. Naprawdę, słabe. Słabo się czyta. Gorzej, że czyta się słabo; bywa czasami tak, że słabo napisana rzecz ma za sobą ciekawy pomysł, posiada nastrój, coś co mimo wszystko przykuje czytelnika. Tutaj tego nie ma. Nie wiem, o czym jest Twoja miniaturka, ale mi się zdecydowanie nie podobała.

Owsianko pisze:Source of the post należało przerobić strażników,

Na kotlety?

Owsianko pisze:Source of the post W tym celu czekał przy bramie

Unikaj takich formalizmów i łopatologicznych wyjaśnień.

Owsianko pisze:Source of the post Że takie wejście istotnie było, wiedział z częstych rozmów, a ponieważ megafony akurat ogłosiły niedzielę i w związku z tym nie miał żadnych zajęć, postanowił zwiedzić podziemia

Przyszedł, przerobił strażników (na kotlety) i nagle megafony ogłosiły niedzielę, a skoro już tu był, to postanowił zwiedzić. Długie to i ciągnące się jak stare sznurówki.

Owsianko pisze:Source of the post Co go natychmiast zbiło z tropu, to panujące tu, (<- O TU) przenikliwe zimno.

Mnie interpunkcja natomiast zbiła z tropu. I tutaj, i w innych miejscach także. Czasami jakaś taka losowa jest. Po co przecinek po "tu"?

Owsianko pisze:Source of the post Choć po przejściu kilku metrów zauważył, że tu i tam biegnący ludzie są ubrani w zimowe palta, podczas gdy na górze co i rusz ogłaszano środek lata, upał, suszę bodaj, to w podziemiach nikt nie przejmował się pogodą pochodzącą z góry.

"Podczas gdy" początkowo wiąże się w naturalny sposób z początkiem zdania, co powoduje konfuzję i odruchowy nawrót, gdy się okazuje, że tak naprawdę wiąże się z drugą częścią. Kropka by się przydała przed "podczas" zamiast przecinka.

Owsianko pisze:Source of the post W salach tych zauważył sporą liczbę ludzi a ich twarze wyrażały zniecierpliwienie, irytację, żadna jednak nie była zadowolona. Położone naprzeciwko siebie, wypuszczały z bebechów zepsute powietrze oraz ludzi, którzy, początkowo półprzytomni z powodu gwałtownej zmiany klimatu, bezradnie obijali się o ściany korytarza, po to tylko, by później, uspokojeni, wrócić do równowagi, po to tylko, by już po chwili normalnie i bez wątpliwości biec w obranym kierunku.


Zmiana podmiotu powoduje, że naturalne odczytanie skutkuje znowu zmieszaniem. Twarze były położone naprzeciwko siebie i wypuszczały z bebechów... CO? Aaaaaa to nie twarze, to sale.

No i to zdanie jest strasznie długie.

Owsianko pisze:Source of the post Chociaż powietrze z sal dawało mu się we znaki, to przecież musiał przyznać,

Upierdliwie, ale co tam: komu?

Owsianko pisze:Source of the post Wnęka, odgałęzienie celu wycieczki, zaczynała kolejny, tym razem ciekawy i obiecujący etap zwiedzania.

Odgałęzienie celu... WAS?

Owsianko pisze:Source of the post Lecz z różnych powodów, ilekroć chciał wejść w nią głębiej, na drodze spotykał szklaną ścianę

Matko Darwina, Galtonie i Lamarcku: po co te "różne powody"? I ile razy próbował wejść we wnękę? Łups. Oj. Szklana ściana. A to jest wnęka, czyli raczej nie ciągnie się kilometrami. Czyli co, pół kroka w bok i łups. Ściana. Hmmmm a może jednak mi się wydawało? Spróbujmy jeszcze raz. Łups. Ściana! Cholera, a może by tak z rozpędu? Pampam, param... rozpęd... ŁUPS! O k* jak boli... CHyba jednak ściana.

Drugiej części nawet nie komentuję, bo zalatuje mi próba doklejenia na siłę czegoś niby głębokiego do reszty tekstu. Ta druga część jest nawet gorsza niż pierwsza. W pierwszej, opisówce, prosty język i niezgrabna jednak moim zdaniem stylistyka dają się wybaczyć. W drugiej, wrażenia z połączenia fatalnego stylu z próba przekazania głębi robią piorunujące wrażenie. I to nie jest komplement.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1384
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rondo

Postautor: Gorgiasz » pn 23 lip 2018, 15:35

Echa Kafki, echa Edgara Poe, może Wellsa, choć dalekie, jednak zauważalne.
Nietypowy, inny tekst w Twoim wydaniu; nie wiem czy to eksperyment, czy coś z przeszłości, ale ogólnie jestem na tak (pomimo pewnych chropowatości, wymagających wygładzenia), podoba mi się niejednoznaczność, niedookreśloność, zamglony nastrój. Przeczytałem dwukrotnie i było o czym pomyśleć. Zachęcałbym do kontynuowania tej drogi.

Lecz z różnych powodów, ilekroć chciał wejść w nią głębiej, na drodze spotykał szklaną ścianę. Czasem jedynie, skoro wytrwale bił o nią głową,

Tak właśnie tłuką się mchy na moim oknie. Coś nas łączy.

Lecz za którym płakał jak bóbr.

Napisałbym: „jak dziecko”.




Wróć do „Miniatura literacka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości