O ciemną stronę Mocy

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Tylko jeden głos!

Czas głosowania minął pt 26 lip 2013, 00:36

Mańka
5
17%
Salon, krew i wyposażenie kuchenne
3
10%
Cienie
9
31%
Praktyczna strona karmy
6
21%
Mój faworyt odpadł i jestem zawiedziony/zawiedziona.
1
3%
Te teksty nie są mroczne!
0
Brak głosów
Nie potrafię dokonać wyboru, mam kilku faworytów.
0
Brak głosów
Kliknę aby polepszyć statystykę głosowań. :P
5
17%
 
Liczba głosów: 29

Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2815
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

O ciemną stronę Mocy

Postautor: ancepa » pt 19 lip 2013, 00:36

Najpierw ankieta.

Autorzy do końca pozostają anonimowi.

Głosy będą jawne i będzie można śledzić rywalizację na bieżąco. :)

Powodzenia!



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2815
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pt 19 lip 2013, 00:42

[center]Mańka
[/center]

Wulgaryzmy

WWWDobrze, że ojciec sam przyjechał i nie trzeba było jeszcze po niego tam jechać. Tyle dobrego. Że on tam w ogóle nie zginął. Jak Janek w Ameryce. Pojechał i zaraz zginął. Samochód, biedak, naprawiał, a samochód się zwalił i koniec. Tyle z tej Ameryki było.
WWW A to bydle samochód chce kupować. Leń zasmarkany. Pieniędzy nie ma i już okropnie samochód kupuje. I pewnie będzie dawał temu skurwysynowi, żeby tłukł. Synek najlepszy. Zasrany, nie najlepszy. Będzie tak samo jak i z tym. Samochód kupiłam, a ten skurwysyn go tłucze i rozbija. I kolegom daje. Koledzy jeżdżą jego samochodem. Ach, jak kto dba, tak ma. Zapytaj Wojtka, on ci powie. Jeden się mądrzejszy uchował. Ma dom, dzieci, samochód, pracuje. A nie jak ten skurwysyn. Dałam pieniądze, niech ma, sobie kupi, a on kupił, a ja pożytku z tego żadnego nie mam. Nawet do lekarza nie ma mnie kto zawieźć, tylko Dzidka jedna. Z pracy się zrywa i jedzie. Ale co to tam gadać.
WWW Tyle lat, żeby podwórze było nieogrodzone. Wszyscy poogradzali, a on czeka, że mu się samo ogrodzi. Że głupie przyjdą i ogrodzą. Dzidka słupki kupiła, siatkę kupiła, spawarkę załatwiła, biegała po całej Warszawie, żeby wszystko pozałatwiać, bo wtedy nic nie było. A on wziął, rzucił na złom i leży. Resztę przemarnował albo sprzedał, albo kolegom grodził. Za wódkę, bo to koledzy. Tak samo jak z cementem. Tyle worków się kupiło, żeby piwnicę zrobił, bo się sypie, a on wziął, rzucił na dwór i niech leży. I ciągle nie ma, i nie ma, i nie ma, i tylko daj. A ja głupia daję, bo to syn, bo kto inny mu da. Tylko matka. A ten gnój tylko leży i telewizję ogląda, bo go krzyż okropnie boli. Od nic nie robienia. Wszystko wyprzedał. I ziemię, i ciągniki. Gdyby nie ja, to by mu wszystko zwierzęta wyzdychały. A, co to tam, i tak mu wszystkie zdychały. A jak stara do Dzidki pojechała, to wyprzedał wszystko. A teraz przychodzi, taki samochód ładny stał o tam, na końcu wsi, ale już sprzedany, a on by sobie kupił. Oj waj, ciekawe za co. Taki bogal, a na papierosy nie ma. Tylko się kręci i mówi, że się zapalić chce. Jak się chce palić, to trzeba iść do pracy. Ale ani się nie chciało pracować, ani się uczyć. To będziesz teraz zdychał marnie, bo ci nawet na chleb nie starczy. Ta dama ci nie da, tylko sama wszystko przechla. Dla niej to aby tylko wódka była, piwko. Reszta może nie istnieć. Zamrok cholerny. Ani to się nagnie do roboty, ani nic. Nawet to nie wie, że to żyje. Ubierze się w szubę i chodzi wielka pani. Ona nie potrzebuje robić, bo jej wszyscy zrobią. Ona dżeczy bawi, nie ma czasu. Dżeczy już stare konie, a ona nadal czasu nie ma. Ona zmęczona. Chyba leżeniem. Tylko chodzi i pożycza. Długów, małpa, narobi, a potem weź spłacaj, ziemię sprzedawaj, bo dama ma długi. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość śmierdzi. Jedno się udało do drugiego. Wiadomo było od początku, co to z tego będzie. A ten głupi wziął poleciał i zapisał, bo myślał, że będą robić. A oni jak nie robili, tak nie robią. Człowiek myślał, że jak zapisze, to to będzie jakieś inaksze, że będzie robić. A tu nic. Tylko podwórze trawą i zielskiem zarasta. I głupia stara lata z kosiarką, i kosi. Najpierw z kosą, potem z kosiarką. Chodzić nie może, a kosi. Toż to wstyd, żeby sąsiad przychodził pomagać, a syn nie. Tylko przyszedł, kosę naostrzył, a masz, stara, koś. Muszę kosić, bo to nie do pomyślenia, żeby tak podwórze wyglądało. To wstyd. Żeby u ludzi było wykoszone elegancko, a tu takie dziadostwo. Nawet się nie chce warzyw posadzić, bo penendzy ne ma. Nie chce się kartofli pielić, bo po co, one same urosną. Marek da, koleżanki dadzą. Za darmo będą. Żeby nawet w domu kibla nie było, ani ciepłej wody. Tylko sobie pan wielki zrobił, a matce starej nic. Kaloryfery sobie wielkie zamontował, a matce jedno małe gówno. Niech marźnie. A po co jej kaloryfer? I tak zaraz umrze. Ach, głupia byłam, głupia jestem i głupia umrę. Zawsze głupia.
WWW To samo ojciec. Też wielki pan, sam nie robił...

WWW ...Tylko głupia Mańka niech idzie robi. I Mańka chodziła, robiła, doiła, karmiła, prowadzała, oporządzała. I nic z tego nie miała. A jemu wszystko zdychało. I krowy, i konie. Gdyby nie ja, to by nic nie było. Chodziłam daleko, za las, krowy ganiałam, z samego rana. Potem z powrotem do świń, jeść dać, kurom ziarna sypnąć, konie wziąć wyprowadzić. A jeszcze do szkoły trzeba było iść. Dwa dzieciaki w domu były i żadnego roweru. Tylko wciąż bieda w domu była. Żeby rower kupić? A gdzie tam! Ojciec wolał przechlać niż coś dzieciakom kupić.
WWW Odpust był i my wozem tam pojechali. Zawiózł nas razem z Jankiem i mamusią. Myśmy poszli do kościoła, a on do gospody wódkę chlać. I mamusia mówi: Idź, Mańka, zawołaj ojca. Więc ja poszłam i raz, i drugi wołałam. A on nic. Więc my poszliśmy do domu na piechotę. Ze śpiewem na ustach. A on potem przyjechał wozem. Sam.
WWW Ja krowy pasłam, świnie pasłam, konie pasłam, nawet byka sobie uchowałam. Sama. Powiedział, że to będzie mój byk. No i był. I my go do krów puszczali. Najpierw do jednych, potem do drugich, no, nie powiem, dobry byczek. Ale i tak z niego żadnego pożytku nie było. Bo się puszczało, a oni potem nie płacili. Ja tam nie wiem, czy my jakieś pieniądze za to dostawali. Ja żadnych pieniędzy nie widziałam. Wiadomo, jak to było – jak to we wsi, po sąsiedzku. Pewnie dostawał po pół litra za byczka. I tyle z tego było.
WWW A on tylko chodził i patrzył. I chodził, i patrzył. I doglądał tylko, czy wszystko zrobione. Czy Mańka świnie napasła, czy krowy wydoiła, czy konie owies dostały, czy jajka pozbierane. I tylko głową kiwał, że nie musi już nic robić. Tylko do Walczaków może iść.
WWW A jak jałówkę sprzedaliśmy i były pieniądze, to on wziął zabrał, i pojechał do Gdańska. Mamusia siedziała, płakała, żeby nie brał, bo coś można kupić. A on to w dupie miał. Matka schowała w kuferku, a on, nie martw się, dobrze wiedział, gdzie. Poszedł, wyciągnął i pojechał. I zniknęły pieniądze. I nikt nie wie, gdzie, nikt nie wie, jak. Nikt nic nie wie. No bo to ktoś dojdzie?... Pojechał i pieniądze przepuścił. Na pewno. Do Gdańska. Do Melchorka pojechał. A jak ten wyjeżdżał, to ojciec strasznie zły, że tamten jedzie. Nigdy ze sobą w zgodzie nie żyli, tylko wiecznie jeden na drugiego skakał. I on, i Melchorek, i Stasiek. Bracia zasrani. Zawsze pokłóceni, nigdy w zgodzie. Co to za bracia? A jak ojciec pieniądze dostał, to okropnie do brata jechał do Gdańska. A ja w życiu w Gdańsku nie byłam. I jakoś żyję.
WWW Ja nie rozumiem, jak można tyle pieniędzy przepuścić i nic nie kupić. Tylko wszystko przepić, przechlać, przemarnować. Aż mi się płakać chce. Ale co ja tam będę gadać. Nikt tego nie zrozumie.
WWW A jak chciałam sobie buty kupić, to powiedział: A niech se idzie zapracuje, a niech ten, co chce się z nią żenić, jej buty kupi. I kupił, a potem się ożenił. Był jeszcze jeden, który chciał buty kupić, ale ja nie chciałam. Wolałam tego. I buty kupił, i się ożenił, i dom kupił, i pracę miał, i dzieciaki wychował, dobry chłop był. A nie taki, co to wszystko przemarnuje. Taki mąż to nie mąż. A jak się znajdzie jaki dobry, to można z nim żyć. Ale co z tego, jak go teraz nie ma.
WWW Ale nikt tego nie zrozumie. Absolutnie nikt. Tylko ja.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2815
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pt 19 lip 2013, 00:46

[center]Salon, krew i wyposażenie kuchenne
[/center]
WWW– I jak?! – zapytał mężczyzna, wbiegając do salonu.
WWWSpojrzał na rozpakowany telewizor. Najnowszy model, olbrzymi ekran, wspaniała rozdzielczość. Nie to jednak było najważniejsze. Grzegorz westchnął na widok gogli projekcyjnych.
WWW– Całe zamieszanie o te okularki? – zapytała żona, biorąc je w ręce.
WWW– Ach, czego one nie potrafią! – odparł Grzegorz. – Wyprodukowaliśmy tylko cztery modele, póki co to jeszcze faza testowa, ale mówię ci! Można się przenieść gdziekolwiek! Okulary działają na wszystkie zmysły, zupełnie tak, jakby to działo się naprawdę!
WWW– Dobra, Grzesiu, przenoś się sam, bo ja muszę kupić parę rzeczy. Będę za godzinkę, pa.
WWWJak mogła nie podzielać entuzjazmu Grzegorza? Czyż nie marzyła od dziecka, żeby zostać słynną piosenkarką? A dzięki goglom mogłaby występować na największych scenach świata. Ale nic. Wystarczy, że zastosuje urządzenie jeden raz, a natychmiast się do niego przekona.
WWWGrzegorz zdjął marynarkę, zakasał rękawy i nałożył gogle. Od razu przeniósł się w zupełnie inną rzeczywistość. Wciąż był w swoim salonie, ale całkowicie odmienionym. Fotel, kanapa, szafka – wszystkie meble migotały jaskrawym światłem, tak jakby krzyczały „wybierz mnie!”. Pojawiały się również napisy, wszędzie tam, gdzie Grzegorz wodził wzrokiem. One wskazywały możliwości, jakie użytkownik ma do wyboru. A było ich mnóstwo: zmiana w nadmorską plażę, średniowieczny zamek, statek kosmiczny... Ograniczała go jedynie wyobraźnia.
WWWMógł zmienić salon dowolnie. Mógł wreszcie spełnić swoje chore marzenie, nikogo przy tym nie krzywdząc. Mógł zrobić to ze swoją sekretarką. Ona była taka niewinna, bezbronna. Nadawała się idealnie.
WWWGrzegorz ujrzał oczami wyobraźni swój idealny pokój. Gogle go wysłuchały i już po chwili zrealizowały projekcję.

WWWTrzymał nóż kuchenny. Podobno nóż jest idealną bronią dla nowicjuszy. Jeszcze wczoraj chciał użyć tasaka, ale stwierdził, że do niego potrzebne jest doświadczenie.
WWWW skórzanym fotelu siedziała niczego niespodziewająca się kobieta. Doskoczył do niej i zadał trzy szybkie pchnięcia w brzuch. Nawet nie zdążyła zareagować.
WWWKrew była wszędzie. Kolorystycznie niemal zlewała się z podłogą z drewna egzotycznego, tworząc wspaniały, nowy efekt. Błyszczącemu fotelowi dodawała jeszcze większego połysku, a zabarwiony czerwienią karnisz od lampy dodatkowo potęgował ten widok. Lampa świeciła teraz na czerwono, a Grzegorz czuł się wspaniale w jej blasku.
WWWSpojrzał na swą dłoń. Trzymał w niej zakrwawiony nóż. Ach, jakież to było cudowne. Wiedzieć, że odebrał życie tej niczego nie spodziewającej się dziewczynie, która pustym wzrokiem spoglądała w dół. Trzy rany na jej brzuchu sprawiały wrażenie uśmiechu. Grzegorz odwzajemnił ten uśmiech.
WWWWyrzucił nóż i obie dłonie zanurzył w kałuży. Ciepło krwi otoczyło jego jak zwykle chłodne palce. Jakiś lekarz stwierdził kiedyś, że Grzegorz cierpi na obniżenie przepływu skórnego. Krew miała problemy z dotarciem w najdalsze zakątki ciała. Gdyby ten lekarz zobaczył, jakie rozwiązanie wymyślił jego pacjent...
WWWPodszedł do dziewczyny. Jej blond włosy kontrastowały z otoczeniem. Z zaciekawieniem przyglądał się jej martwym oczom.
WWWWtedy usłyszał czyjeś kroki.
WWW– Już jestem! – dobiegł głos z przedpokoju.
WWWCiśnienie Grzegorza błyskawicznie podskoczyło. To jego żona musiała wcześniej wrócić z zakupów. Rozejrzał się dookoła. Podłoga, nóż, fotel, wszystko było we krwi. A jeżeli ona teraz wejdzie i zobaczy, kim naprawdę jest jej mąż? Miał niewiele czasu. Rozpakowanie zakupów zajmie kobiecie najwyżej kilka minut.
WWWCiekawe czy mają w kuchni tasak?



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2815
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pt 19 lip 2013, 00:54

[center]Cienie[/center]

WWWKtoś zapukał do drzwi.
WWWNiechętnie podniosłam się z kanapy, zrzucając przy tym na ziemię stos gazet z ofertami pracy. Powlokłam się przez korytarz, po drodze zerkając w lustro. Lewe oko otaczała nierówna plama rozmazanego tuszu, którego wczoraj nie miałam siły zmyć. Przeczesałam palcami tłuste włosy i otworzyłam drzwi, modląc się, by nie przywitał mnie komornik.
WWW- Dzień dobry – mój gość miał poważną minę i czarny garnitur. Cofnęłam się o krok.
WWW- Pan… - wyjąkałam, usilnie próbując przegnać sprzed oczu obrazy niedomkniętych walizek i noclegu na dworcu kolejowym.
WWW- Nazywam się Aleksander Umbra i jestem…
WWW…facetem, który wykopie cię z niespłaconego mieszkania – dokończyłam w myślach, przymykając oczy, jakby w oczekiwaniu na fizyczny cios, nie słowa.
WWW-…przedstawicielem z Cienia – dokończył zamiast tego.
WWWUmbra, czyli Cień. Podał mi fałszywe nazwisko. Mógłby się bardziej wysilić.
WWWMężczyzna wyciągnął dłoń. Uścisnęłam ją lekko.
WWW- Niedawno próbowała się pani z nami skontaktować. Wrzuciła pani do skrzynki na Czarnej swój adres i Znak - spojrzał na mnie, szukając w moich oczach potwierdzenia. Ja jednak gapiłam się nań jak półprzytomny, skacowany jelonek. – Jeśli to pomyłka, to…
WWW- Nie, nie, wszystko się zgadza – powiedziałam szybko.
WWWDwa tygodnie wcześniej, czując, że jestem na kompletnym dnie, postanowiłam skontaktować się z tajemniczą, podziemną firmą, o której opowiedział mi jeden z nawiedzonych sąsiadów. Fakt, że posłuchałam rady uzależnionego od marihuany transwestyty, sporo świadczył o mojej desperacji.
WWW- Więc… Czy możemy ruszać?
WWW- Jasne. Sekundkę.
WWWPobiegłam do łazienki. Umyłam twarz zimną wodą, włożyłam pomięte spodnie i zdjętą z suszarki, jeszcze wilgotną koszulę.
WWW- Możemy iść – powiedziałam facetowi w garniturze.
WWW*
WWW- Nie dostanę żadnych papierów do podpisania? – spytałam. Siedziałam na kozetce w opuszczonym szpitalu przeznaczonym do rozbiórki, otoczona przez obcych. Choć zanim wrzuciłam swoje namiary do skrzynki, rozmawiałam z wieloma osobami, które korzystały z usług Cienia, cholernie się bałam. Miałam ochotę zerwać się i uciec.
WWW- Żadnych papierów, żadnych opłat – powiedział jeden z „lekarzy”, starszy mężczyzna z dredami.
WWW- Czyli potrzebujecie królików doświadczalnych?
WWW- Testujemy nasz lek przed wprowadzeniem na rynek – mężczyzna uśmiechnął się profesjonalnie. – Dlatego operacja jest darmowa. Zresztą może pani odejść i pilnować się, żeby nikomu nie szepnąć słówka – mimowolnie rzuciłam okiem na dwóch dryblasów pilnujących wejścia. – My do niczego nie zmuszamy.
WWWAle życie mnie zmusza – pomyślałam ponuro. – Nie mam pracy, nie mam nadziei, nie mam nikogo. Mam za to dyplom filologa i permanentnego pecha. Dlatego korzystam z usług firmy, która dzięki tajemniczemu lekarstwu zamienia ludzi przegranych w ludzi sukcesu. „Wyjmiemy z ciebie całe zło, które w tobie siedzi, i zamkniemy w słoiku” – tak brzmiałoby hasło na ich ulotkach, gdyby prawo pozwalało im je rozprowadzać.
WWW- Czy jest pani gotowa? – facet z dredami wyciągnął w moją stronę strzykawkę.
WWWByłam ciekawa, jak ta banda konowałów zamierza przeprowadzić operację, wyciągnąć ze mnie złe cechy tak, jak wyciąga się kleszcza. Ci, którzy przeszli zabieg, zaklinali się, że wszystko działa. O skuteczności działań bandy czarodziejów świadczyły nie tylko słowa, ale i to, co stało się z ich podopiecznymi – znaleźli pracę, znaleźli miłość, znaleźli sens.
WWWPełna obaw i nadziei pokiwałam głową, po czym podwinęłam rękaw.

WWWTRZY LATA PÓŹNIEJ
WWW- Ładny, prawda? – zapytał Arek, wręczając mi obraz przedstawiający dziecko o wielkich, czarnych oczach i szarej skórze jakby z siateczki. Trochę niepokojący, trochę surrealistyczny. Przypominał mi dzieła Beksińskiego. Idealnie trafiał w mój gust.
WWW- Będzie pasował do sypialni – ucieszyłam się i ucałowałam narzeczonego w policzek. Pobiegłam powiesić go do pokoju, wciąż jeszcze pachnącego farbą i nie do końca umeblowanego.
WWWWieczór płynął leniwie. Arek zakrzątnął się w kuchni, by przygotować kolację, ja z zadowoleniem przeglądałam prawie gotowy numer czasopisma, które mieliśmy niedługo zamknąć i wysłać do druku.
WWWPotem ktoś zapukał do drzwi.
WWW- Otworzę! – zawołałam i pobiegłam przez korytarz. Pukanie wydało mi się dziwnie znajome.
WWWW drzwiach stał mężczyzna w garniturze czarnym jak cień.
WWW- Boże… - szepnęłam. Gdybym miała coś w ręku, z pewnością upuściłabym to na podłogę.
WWW- Kto to? – zawołał z kuchni Arek.
WWW- E… Z redakcji! – odkrzyknęłam, po czym wyszłam na klatkę schodową, starannie zamykając drzwi.
WWW- Nie zaprosi mnie pani do środka? – zapytał mężczyzna.
WWW- Nie, panie Umbra – odparłam. Choć nazwisko było fałszywe i usłyszałam je tylko raz, nie potrafiłabym go zapomnieć. Nie zamierzałam wpuszczać mężczyzny do mieszkania. Symbolizował on rozdział w moim życiu, który powinien być już zamknięty.
WWW- Jak się pani wiedzie?
WWW- A co, kontrola jakości? – spytałam, a on lekko kiwnął głową. – Mam narzeczonego, mieszkanie i wymarzoną pracę. Proszę zaznaczyć w tabelce maksymalną ilość punktów i więcej mnie nie niepokoić.
WWWCień westchnął.
WWW- Czy chce pani poznać prawdziwy cel mojej wizyty?
WWW- Owszem.
WWW- Chodzi o to, co wyciągnęliśmy z pani organizmu dwa lata temu… O cząstkę, którą nazywamy Czynnikiem M. Niestety, mimo szczelnej izolacji i wszelkich zabezpieczeń pani Czynnik M wyciekł z naszego laboratorium.
WWW- Co? – zapytałam niepewnie. Nie miałam powodów, by nie wierzyć Cieniom. Moje poukładane życie było najlepszym dowodem na to, że nie kłamią. Dlatego teraz uwierzyłam, że cała złość, nienawiść i lenistwo, które w sobie dawniej nagromadziłam, obecnie szaleją w mieście, siejąc niepokój.
WWW- Coś takiego nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Jestem tutaj, by panią ostrzec. I poinformować, że nasza firma nie ponosi za to odpowiedzialności. Zgodziła się pani na operację na własne ryzyko.
WWW- Ale…
WWW- Życzę miłego wieczoru. Obiecuję, że nie będę pani więcej niepokoić – Aleksander Umbra ukłonił się i odszedł w stronę schodów.
WWW*
WWWWizyta pana Umbra całkowicie wytrąciła mnie z równowagi. Nawet nie czułam smaku kolacji, a na pytania Arka odpowiadałam monosylabami. Zrezygnowałam z prysznica – myśl o samotnym pobycie w ciasnym pomieszczeniu pełnym luster sprawiła, że aż się wzdrygnęłam.
WWW- Co jest grane, Em? – zapytał mnie narzeczony, gdy kładliśmy się spać.
WWWZawahałam się. Chciałam się przed nim otworzyć… ale jeszcze nie teraz. Na początku sama musiałam przemyśleć dziwne wieści, które przyniósł mi przedstawiciel z Cienia.
WWW- Jutro ci powiem – mruknęłam, licząc, że światło dnia ujmie całej sytuacji nieco absurdu. Odwróciłam się w stronę ściany. Na szczęście Arek nie naciskał. Szepnął tylko „dobranoc” i zgasił lampkę.
WWWNie mogłam zasnąć, nerwowo wierciłam się w pościeli. W końcu stało się to, co stać się musiało. Przyszedł mój dawno zapomniany czynnik M.
WWWObraz, który Arek podarował mi jeszcze tego wieczoru, nagle ożył. Szare dziecko wyrwało się z ramy i stanęło obok łóżka, strasząc wielkimi, czarnymi oczami, rozmazanymi jak kleksy.
WWW- Dlaczego się mnie pozbyłaś? – zapytało dziecko, zapytała dusza, oskarżycielsko celując we mnie szarym palcem, delikatnym jak pajęcza nić.
WWWPatrzyłam to na ożywiony obraz, to na śpiącego smacznie ukochanego.
WWW- On się nie obudzi – powiedziało dziecko. – Dlaczego się mnie pozbyłaś?
WWW- Bo… Jesteś przecież wszystkim, co we mnie złe. Jesteś moim gniewem, strachem i lenistwem – odparłam.
WWWW oczach dziecka zalśniły łzy, czarne jak atrament.
WWW- Jestem jednak częścią ciebie. Wiesz, jaki błąd popełniłaś? Wiesz, jak takie rozdzielenie boli?
WWWMilczałam. Mnie nie bolał jedynie zastrzyk lekarza z dredami, nic więcej.
WWW- Wiesz, jak boli rozłąka z częścią siebie? Wiesz, jak bolą lata uwięzienia w ciasnym słoiku? – dziecko prawie krzyczało. Nie odpowiedziałam.
WWW- Wiesz czy nie?! – wielkie, wściekłe oczy dziecka zbliżyły się do mojej twarzy. Na moje policzki skapnęło kilka ciemnych kropel, jego atramentowych łez.
WWW- Nie… - wyjąkałam, przerażona.
WWW- Świetnie – powiedziało szare dziecko. Łzy nagle wyschły, a na wąskich, białych ustach zagościł uśmieszek. – Bo wkrótce się dowiesz.
WWWPo tych słowach moja dusza wróciła z powrotem w ramy obrazu, a mnie coś zmusiło do zamknięcia oczu i zapadnięcia w sen.
WWW*
WWWPoranek przywitał mnie słońcem, śpiewem ptaków i martwym narzeczonym leżącym obok.
WWWWrzasnęłam. Wyplątałam się z pościeli czerwonej od krwi, zerwałam się na równe nogi… Zaczęłam intensywnie mrugać, w irracjonalnej nadziei, że to sen. Po chwili zorientowałam się, że w ręce trzymam kuchenny nóż.
WWWKrzyczałam dalej, oślepiona przez łzy. Ptaki za oknem śpiewały dalej, nieświadome tragedii.
WWWJak w transie sięgnęłam po telefon i wstukałam trzy cyferki.
WWW- On się nie obudzi - odezwało się dziecko z obrazu.
WWWTelefon wypadł mi z ręki.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2815
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pt 19 lip 2013, 00:57

[center]Praktyczna strona Karmy[/center]


wwwDzyń, dzyń – moneta odbiła się od paru kamieni i wpadła w płytką wodę.

wwwPo chwili w tunelu rozległ się dźwięk plaskających na mokrych kamieniach łapek.
www– Mówiłem Edkowi, że nie mogę iść na tę akcję – w ciemności rozbrzmiał piskliwy głos. – Ale nie, uparł się. Powiedział, że jak się nie podejmę, to obetnie mi przydział. Wyobrażasz sobie?
www Odpowiedzią był cichy pomruk. Hektor chyba sobie wyobrażał, ale nie przeszkadzało mu to w wyrażeniu swojego wsparcia.
www– No to ja na to, że ogon mu już chyba do reszty wyłysiał – ciągnął Dozer. – Taszczę tego złomu najwięcej ze wszystkich. Gdzie tu jakaś podstawowa sprawiedliwość, hm?
wwwTym razem od strony Hektora doleciały tylko dwa chrząknięcia. Znaczyło to: „Sprawa do przemyślenia”.
wwwZatrzymali się tuż przy snopie światła.
www– No dalej, wskakuj – Dozer popędził milczącego przyjaciela. – Przecież wiesz, że łapa mi się jeszcze nie wygoiła. Nie mogę jej moczyć w tym syfie.
wwwTak naprawdę jednak, nie chodziło o mu łapę. Popatrzył jeszcze raz w górę i wzdrygnął się lekko. Niepokoił go ten otwór. Zawsze kiedy naruszał granicę ciemności, miał jakieś niepokojące wrażenie. Tak, jakby było w jasności i spadających przedmiotach coś więcej niż się na pierwszy rzut oka wydawało. Dodatkowa warstwa znaczeniowa.
wwwMistycyzm dla ubogich – skarcił się w duchu.
wwwNo, a poza tym, bał się wody.
wwwObserwował przez chwilę, z jaką łatwością Hektor operuje monetą. W końcu pomógł mu wyciągnąć znalezisko ze studni.
www– Co my tu mamy? – Łapki zaczęły wędrować po wypukłościach pieniądza. Wyglądało to, jakby szukał pod powierzchnią żył wodnych. –Taak, dziś wspaniały połów – wymamrotał. – Obrzydlistwo, ale przynajmniej mocne. Jak pięć zwyczajnych. Dobra robota.
wwwHektor strząsnął wodę z futerka, poruszył z uznaniem wąsami i postawił monetę na rancie. Tak, żeby można było ją wygodnie toczyć.
www– Ja pierwszy – wykrzyknął Dozer, i żeby jak najszybciej oddalić się od snopu światła, zaczął ochoczo popychać przed sobą cenną zdobycz.

wwwSzczurzych ołtarzy było kilka. Wybór odpowiedniego zależał od nagromadzonej w darze mocy. Kryły się w nich jasność i mrok. W różnych proporcjach. Dlatego rzeczy, o których człowiek powiedziałby „plugawe” albo „przesiąknięte złymi intencjami ich właścicieli”, szczury określały gorzkimi. Nie wyobrażały sobie, że tę ledwo wyczuwalną różnicę w percepcji można było opisać inaczej. Pewnie nie zgadłyby również, że w imię tego, co dla nich pozostawało jedynie przyjemnym smakiem lub zapachem, inny gatunek zdolny był poświęcić wszystko, łącznie ze swoim i cudzym życiem. Nikt przecież nie ginie dla przyjemności – tak naiwny był szczurzy sposób myślenia.
wwwJak, w takim razie, udawało się doprowadzić dar do odpowiadającego mu ołtarza? To proste. Ryba ma to do siebie, że pachnie morzem, a chleb – piekarnią. Hektor z Dozerem wiedzieli zaś, że moneta, którą na zmianę toczyli, ma się znaleźć przy monumencie w tunelu najbardziej na lewo od głównego wejścia do kanałów. Był on energetycznie związany z intencjami najbardziej ohydnymi (zarówno w szczurzym, jak i ludzkim rozumieniu tej skali). Gryzonie odczuwały to po prostu jako oczywistość równą temu, że góra jest na górze, a dół – na dole.
www– Jak tam poszły dziś łowy, chłopcy? – usłyszeli dwaj przyjaciele, kiedy wprowadzili pieniążek do pomieszczenia z ołtarzem. Z cienia wyszedł (a raczej wytoczył się) trzeci szczur. Był niesłychanie gruby, a w niektórych miejscach zamiast futra widniały wyłysiałe placki skóry. Ogon miał już złamany co najmniej dwukrotnie. Na widok skarbu, który właśnie został wtoczony do jaskini, w oczach pojawiły mu się nieprzyjemne błyski.
www–Cuchnie, ale starczy dla połowy stada – odpowiedział szczur-gaduła.
www– Mówiłem ci, że przetwarzanie tej energii to sztuka – zagderał stary. – Czy ty nigdy nie nauczysz się szacunku dla wiedzy swoich przodków?
www– Oj dobra. – Dozer machnął łapą. – Powiedz lepiej gdzie to położyć.
www– Tam gdzie zwykle. U stóp posągu.
wwwWspomniany posąg był trzema kamykami ułożonymi jeden na drugim, ale czego wymagać od szczurów?
www– Będzie gotowe na jutro? – Głos Dozera wyrwał kapłana z transu wgapiania się w leżący na wyciągnięcie jego łapy przedmiot.
www– Tak, tak. Jak zwykle – odpowiedział tamten ze zniecierpliwieniem. – Idźcie już sobie.
wwwHektor chrząknął krótko, okazując niezadowolenie.
wwwRozumiem cię – odparł Dozer. – Ale można mu wybaczyć. W końcu co byśmy zrobili bez takich jak on?
wwwJakby na potwierdzenie wypowiedzianych właśnie słów, poczuli specyficzny ostry zapach dobiegający z pomieszczenia, w którym byli przed paroma sekundami. Kapłan zabrał się do pracy.

wwwJuż nazajutrz proces dobiegł końca i substancja była gotowa. Wyszło nawet trochę więcej niż dla połowy stada. Starzec powtarzał, że to tylko półprodukt, a szczury tak naprawdę uczestniczyły w jakimś większym planie; były częścią łańcucha pokarmowego intencji. Ale stado mu niedowierzało. A nawet jeśli, to i tak nie potrafiło przedstawić sobie, co tak naprawdę miał na myśli. Pozostawało więc cieszyć się z ambrozji, której spożywanie było konieczną częścią całego procesu.
www– Ciekawe, co dziś dostaniemy – powiedział Dozer, kiedy dotarli do najszerszego tunelu – głównego miejsca spotkań szczurzej społeczności. Na miejscu zebrał się już spory tłumek. Widać wieść o nowej dostawie rozniosła się szybko. To pewnie przez ten zapach. – Choć, pogadam z Edkiem, może dostaniemy większą porcję? Albo nie, mam lepszy pomysł. – dodał i nie czekając na reakcję Hektora popędził przed siebie, to przemykając między innymi szczurami, to skacząc im po głowach.
wwwCała gromada skierowała pyszczki w kierunku kamienia. Dozer od razu poznał obydwa znajdujące się na nim gryzonie. Wokół leżącej na środku podwyższenia czarnej grudki kręcił się spotkany przez nich zeszłego dnia kapłan ołtarza, do którego wędrowały ohydne dary. Na samej zaś krawędzi przysiadł Edek; gryzoń znacznie młodszy i ze dwa razy mniejszy od starca. Cechy te nie przeszkodziły mu jednak w zostaniu przywódcą stada. Był niewiarygodnie inteligentny; umiał policzyć ile osobników należy do społeczności. Prawda, pysznił się tym aż do przesady, ale nikt się temu nie dziwił. Większość szczurów poznała tylko umiejętność dodawania do czterech, więc swojego wodza traktowali jak półboga. Z wyjątkiem Dozera i (być może) Hektora.
www– Cześć, Ed – zawołał pierwszy szczur wskakując na kamień. Sekundę później dotarł także drugi.
wwwEdek nie odpowiedział. Patrzył w skupieniu na zgromadzony przed sobą tłum. Dodawał. Albo udawał. Prawdopodobnie chciał zrobić pozytywne wrażenie. Utwierdzić wszystkich w przekonaniu, kto tu jest szefem.
www– Co ten stary pierdziel jeszcze tam robi? – zagadnął Dozer. – Widzisz przecież, że oni już nie mogą się doczekać – powiedział, wskazując ogonem stado.
www– Dopieszcza swoje dzieło – odezwał się w końcu przywódca. – Wiesz, on ma coś nie tak z głową. Chce, żeby kształt był idealny. Uklepuje i uklepuje już tak od dłuższego czasu. Jakby nie wiedział, że za chwilę z jego skarbu nic nie pozostanie. A ty co tu robisz? Nie wolno ci wchodzić na ten kamień, przecież wiesz. Znowu się prosisz, żebym ci obciął przydział, co? – Popatrzył na nich jeszcze podejrzliwie, jakby próbował się domyślić, co ci dwaj kombinują.
wwwNie musiał długo czekać, żeby się dowiedzieć. Ku zaskoczeniu tłuszczy, przerażeniu kapłana i wściekłości Edka, Dozer z Hektorem podbiegli do czarnej bryłki, odgryźli po kawałku i salwując się od razu ucieczką, znikli w jednej z odnóg kanałów. Nikt ich jednak nie gonił. Rozmiar tego, co zostało na kamieniu zmniejszył się tak gwałtownie, że szczury wpadły w panikę. Każdy chciał zatopić zęby w masie. Wybuchło zamieszanie, nad którym nawet Edek nie miał już szans zapanować. Gryzonie pchały się do przodu i właziły jeden na drugiego, żeby jak najszybciej dotrzeć do podwyższenia. Kapłan został gdzieś zepchnięty (jemu i tak już było dość). Istne szaleństwo.

wwwTymczasem Dozer z Hektorem upewniwszy się, że nikt ich nie ściga, przysiedli dwa zakręty dalej. Uszy trzęsły im się z ciekawości nowego przeżycia. Substancje, które wytwarzali kapłani zawsze nazywali tak samo – sakramentem.
wwwDoświadczenie było jednak za każdym razem inne. Pierwszy ze szczurów zachichotał na wspomnienie ostatniego rytuału. Dla takich chwil warto było wieść to nędzne życie. To właśnie wtedy Hektor przestał mówić. Inne szczury pytały się dlaczego, ale nie chciał powiedzieć. I tak już zostało.
www– No to zdrowie, przyjacielu – wzniósł toast Dozer i pochłonął od razu cały kawał. Hektor podniósł swoją część w geście sympatii, po czym i jego porcja zniknęła w pyszczku. Żuli w milczeniu gęsty, ciągnący się sakrament. Smakował nie najlepiej, ale tym razem ich to nie interesowało.
wwwNie musieli długo czekać na efekty. Na początku w łapkach poczuli mrowienie, które chwilę później rozlało się gorącem po ich małych, szczurzych ciałkach. Nie wiedzieli, co się z nimi dzieje, acz spodziewali się czegoś niezwykłego. Raz czuli zimno, raz gorąco. Drgawki nie ustawały zaś ani na chwilę. Przed oczami, w ciemności kanałów, zaczęli dostrzegać niezwykłe kolory i zaskakujące regularnością kształty. Dozer zobaczył, że Hektor skręca się w ekstatycznych konwulsjach. Wyglądałoby to strasznie, gdyby nie malujące się na pyszczku uczucie przeżywanej euforii. Rozumiał przyjaciela w zupełności. Więcej nawet. Był z Hektorem jednością. I całe stado było jednością.
wwwNagle zauważyli, że wokół nich zaczęła się zbierać dziwna mgła. Tak jakby ich ciała emanowały energią na tyle gęstą, że dało się ją dojrzeć. Kłębiła się wokół nich przez parę chwil, po czym zaczęła ulatywać do góry, w nieznanym im kierunku. Wiedzieli skądś, czuli, że to była najważniejsza część całej ceremonii. W takich właśnie momentach lepiej rozumieli kapłana. Łańcuch pokarmowy intencji. Byli warstwą ziemi mającą za zadanie przefiltrować przepływającą przez nią wodę. Etapem procesu przerastającym ich swoim ogromem.
wwwTo także dzięki nim wielkie koło dobra i zła toczyło się naprzód. Nawet jeśli na co dzień nie zdawali sobie z tego sprawy.

wwwDzyń, dzyń – moneta zadźwięczała odbijając się od ścian studni.




Wróć do „Walki mocy 2013”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość