Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Ciemna Strona Mocy - teksty konkursowe

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Które opowiadanie chcesz przeczytać w całości?

Czas głosowania minął pn 22 wrz 2014, 09:37

Czarny anioł
0
Brak głosów
Część druga
2
12%
Kapłaństwo powszechne
5
29%
Mała czarna
2
12%
Medea 2.0
6
35%
Świr i Małgorzata
2
12%
 
Liczba głosów: 17

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Ciemna Strona Mocy - teksty konkursowe

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:37

Przedstawiamy SzanPaństwu mhroczne teksty nadesłane.
Kolejność - alfabetyczna.
Każdy ma jeden głos. Wybierajcie. Głosujcie.


gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:42

[center]Czarny anioł
[/center]
wulgaryzmy
<p align="justify">

[www]Widziałem czarnego anioła. Nie jestem wariatem, na pewno nie jedynym, któremu się to przytrafiło, lecz nie przywykłem do zwierzeń, nikomu nie pisnąłem słowa i nie szukałem takich jak ja. Widziałem go dwa razy, za pierwszym mogłem tylko patrzyć, za drugim - chciałem rozmawiać, liczyłem na to, że przemówi, lecz milczał, tylko ja miotałem w przestrzeń porwane na strzępy zdania, które wróciły ciężkim jak kamień przyzwoleniem.

****
[www]Ten pierwszy raz... Rozlana na asfalcie ropa z jakiejś nieszczelnej cysterny, wizg opon, kręcący się w upiornym bączku samochód i rosnąca w przerywanym obrotami rytmie sylwetka jadącej przeciwnym pasem wielkiej ciężarówki. Uderzyłem trochę przodem, trochę bokiem, fatalnie, a w tym ułamku sekundy, przed zderzeniem, przez głowę przeleciało mi wszystko: grecki dziadek, twardy skurwiel, którego nie znałem, choć - daję głowę - jestem taki jak on, ojciec - nieobecny duchem, lecz konsekwentny buntownik, fotograf z artystowskim zacięciem, egzotyczne nazwisko Stratigakis, zmienione przez niego w akcie ostatecznego zerwania z rodzinną tradycją i dziwne imię po europejskim malarzu, Hyeronimus, jakim mnie obdarował, zanim zdziwaczał i stracił wszelkie zainteresowanie swoim dzieciakiem. I cicha, dobra, zafascynowana ojcem matka. Ich ostatni spacer, do sklepu na rogu, przerwany przez naćpanego nastolatka, durnego czarnucha, wywalającego na oślep magazynek z ukradzionego gdzieś pistoletu do czegoś, co roiło się w otumanionej dragami głowie. W jaskrawych ujęciach, trwających niewyobrażalnie krótkie ułamki sekund widziałem siebie – pięściami wydzierającego szacunek dla przydomka, w który zmieniło się moje imię, przyłożenie w finale stanowych mistrzostw szkół średnich, bezsensowne włóczenie się w Downtown po tym, jak nie chciał mnie żaden college, a kumple rozpierzchli się, zajęci własnym życiem. Kapitana Robba Stewarda syczącego „– Chodź no tu, koleś!”, kiedy zdybał mnie na próbie zajęcia miejsca za kierownicą lśniącego chromem i czerwienią wozu strażackiego w remizie na Greenpoint Avenue; mycie, naprawianie, składanie sprzętu, pucowanie kibli, szkolenie, egzaminy i przyjacielskie poklepywanie po plecach nad piwem w „Fireballu”, gliniarsko-strażackiej knajpie na rogu, po pierwszej akcji, w której naprawdę gasiłem pożar. Deborah, moją ukochaną żonę i Catherine, rozkoszną księżniczkę nadstawiającą rumiany policzek do pożegnalnego buziaka, kiedy wychodziłem ratować ludzkość. I dom z ogrodem na Staten Island, spłacany dzięki dorabianiu na tej cholernej taksówce. Potem, kiedy wykrawali mnie z wraku, a ja na zmianę traciłem i odzyskiwałem przytomność, rejestrując bez zrozumienia zakrwawioną masę w miejscu, gdzie przedtem była lewa noga, widziałem tylko jego. I jego oczy, z których wylewała się nicość.

******
[www]Już czas. Wiem to nawet bez spoglądania na zegarek. Nie należę do osób szczególnie zorganizowanych, ale parę ważnych czynności, popychanych surową rutyną weszło mi w krew. Zapinam koszulę, ostatnie dwa guziki pozostają rozpięte, na szczęście nie wymagają od nas noszenia krawatów, czułbym się jeszcze gorzej. Bo ten poliester jest praktyczny, niemnący, dzięki czemu wyglądamy schludnie, lecz skóra pozbawiona kontaktu z powietrzem protestuje. Tyle lat, a ciągle się nie przyzwyczaiłem, dlatego pod spód wkładam bawełniany podkoszulek, którego krawędzie lekko rysują się konturem pod naciągniętym ciemnobrązowym materiałem koszuli. Jeszcze tylko ściągnięcie pasa z zawieszonym na nim wyposażeniem; kajdanki, gaz, uchwyt do tonfy, w kieszeni na piersi twardą płaszczyzną uciska leciutko karta magnetyczna. Przejeżdżam wnętrzem dłoni po policzku i podbródku, zarost, choć widoczny sinoczarnym cieniem, nie kłuje. To dobrze, moje geny sprawiają, że czasem muszę się golić wieczorem. Ale jest w porządku.

*******

[www]Z życia „potem” pamiętam niewiele. Ze szpitala uciekłem, kiedy tylko lekarze zakończyli czary nad kikutem nogi i odłączyli tę całą wspomagającą aparaturę. I zacząłem pić. Chciałem zabić strach po tym, co widziałem, strach przed tym, co mnie czeka, żal po zmarnowanych szansach i upokorzenie będące udziałem kaleki. Fatalny miks. Patrzyłem z nienawiścią na stojącą w kącie protezę, unosząc w jej kierunku pełną szklaneczkę. Przepiłem możliwość pracy jako instruktor w macierzystej jednostce, przepiłem odszkodowanie, przepiłem miłość moich kobiet, chciałem przepić swoje istnienie po tym, jak któregoś ranka Deborah stanęła w progu pokoju, w którym się gnieździłem i powiedziała cicho, że odchodzi z dzieckiem. Nie wiem, gdzie był wtedy Pan Bóg i gdzie byłem ja, bo nie wykonałem najmniejszego gestu, nie odezwałem się ani słowem, chciałem tylko, żeby już wyszła, żebym mógł dokończyć dzieła. Znaleźli mnie nieprzytomnego, wygłodzonego i wyczerpanego,we własnych szczynach, tą jedną, pozostałą mi zdrową nogą na tamtym świecie - kumple ze straży, najlepsi, najwierniejsi z wiernych. W dyskretnym ośrodku, gdzie cisi zakonnicy krzątali się wokół ludzkich wydmuszek, moje ręce same, bez rozkazu i udziału woli zapięły paski protezy na tym, co zostało po amputacji, jakby były sterowane przez umysł silniejszy od mojego, mający gdzieś moją wolną wolę. Do dziś nie umiem sobie wyjaśnić, czemu, czy była to przekora, czy duchowy przełom, lecz na pewno coś kliknęło we mnie, gdzieś w środku, a potem już wiedziałem, że chcę zostać sam, że nigdy już nie będę szukał tych dwóch, które odeszły, nigdy nie sprowadzę do domu innej kobiety. Tak zostało, raz na dwa tygodnie jadę na skraj Chinatown, gdzie w przytulnym mieszkanku spotykam się z dziewczyną i zrzucam z siebie napięcie, ciągle jeszcze odkładające się w drewnie napiętych pleców. Nie chcę osobistych rozmów i życzliwych pytań, a ona to szanuje i ten szacunek wart jest dwóch stów, wetkniętych pod poduszkę, kiedy wychodzę po wszystkim. Koledzy też odeszli, nie miałem siły ich zatrzymać, jakoś nie dałem rady celebrować spotkań „starej wiary”, zresztą co to za zabawa z facetem, który po prostu nie pije. Niczego, nawet piwa przypominającego smakiem i mocą końskie siki.

*****
[www]Ze stolika koło drzwi zgarniam kluczyki od auta i wychodząc z domu jeszcze się odwracam, ogarniając spojrzeniem półkę nad kominkiem i stojące na niej zdjęcia. Mam je wyryte w pamięci, każdy szczegół, ale nie potrafię oprzeć się odruchowi, wyjść bez pożegnalnego rytuału.
Pojadę samochodem, przez most Verazzano, robię tak, kiedy noga dokucza mi szczególnie.
Przedtem idę do szopy w podwórzu, gdzie na podpórkach spoczywa moja jedyna pasja i pokuta – niemal trzydziestostopowy, drewniany jacht, klasyczny slup z mahoniowym pokładem i mosiężnymi relingami. Należał do wdowy po strażaku, zapłaciłem kobiecie symbolicznego dolca i przyrzeczenie, że pewnego dnia łódka spłynie na wodę w którejś z marin Upper Bay. Od lat poświęcam jej choćby godzinę dziennie, wycinając, strugając, polerując czy lakierując nadwyrężony czasem kadłub. Teraz poklepuję smukły bok „Princess”, ogarniając wzrokiem ogrom włożonej w nią pracy. Już było blisko. Szkoda.

******
[www]Mark – kiedy miałem jeszcze do kogo zadzwonić - załatwił mi pracę w ochronie. Przez kilka lat strzegłem mało ważnych magazynów, by w końcu awansować, gdy doceniono moją sumienność. Od kilku lat pracuję w Rockefeller Centre, strzegąc bezpieczeństwa wieżowca, w którym – jak w zapyziałej kafeterii - pichci się pokarm leniwych kretynów. To, co później noszą w głowach ludzie, całą tę sieczkę i gnój. Telewizję. Napatrzyłem się na różnych celebrytów, zarządców dusz, sztywnych, jakby kij połknęli, obnoszących swoją wątpliwą, nadmuchaną sławę, cynicznych producentów i redaktorków wizji z rozbieganymi oczkami w tłustych twarzach. Nie to, że chcę ich osądzać. Człowiek z upływającymi latami z coraz większym trudem nabywa wiedzy, ale to, co już widział i przeżył daje mu zrozumienie, które pozwala sięgnąć głębiej, przez lakierowaną pozłotkę, dojrzeć istotę rzeczy, nawet, jeśli brakuje mu mądrych słów do jej nazwania. Oni wszyscy – wchodzący, wbiegający, truchtający przez rozległy hol w kierunku recepcji, napakowani botoksem, z fałszywymi, wymęczonymi uśmiechami, albo sztucznym marsem na czole, przykrywającym wczorajsze drinki poprawione kreską koki i garścią ecstasy – oni są Historią. Chociaż w środku nie mają niczego, co czyniłoby ich choćby odrobinę lepszymi, niż ja.
A ja minę, umrę, rozpadnę się i nic po mnie nie pozostanie.

*******
[www]Tej nocy, kiedy obudziłem się z ową myślą, jaskrawą, oczywistą, obezwładniającą, widziałem go po raz drugi. Mój splot słoneczny zareagował, jakby trafiony został czyjąś pięścią podczas bójki w barze, zwinął się w bolesną pętlę, odbierając na moment oddech, tak, że w sekundę spociłem się, walcząc o dostarczenie płucom powietrza.
To..to jest kurwa niesprawiedliwe! – charczałem do niego. – Nie chcę tak!... Nie dam się wydymać!
Nie odpowiedział, ale tym razem nicość miała w sobie coś kuszącego, niewypowiedzianą zachętę i zgodę.
Odetchnąłem głęboko – raz, drugi, trzeci, serce uspokoiło się, a ciało lekko wślizgnęło się w głęboki sen.

******
[www]O podpalaniu wiem wszystko, pomału, długie miesiące rozsnuwałem swoją pajęczą sieć, korzystając z nieużywanych schowków, zakamarków, gdzie nikt nie zagląda, szybów wentylacyjnych i koryt, w których biegną przewody. Umiem wyłączyć tryskacze, spięta na krótko centralka nie wypuści bezpośredniego sygnału alarmowego do straży. Nie chcę, żeby ktokolwiek zginął, ale... Muszę potrząsnąć tymi, którzy czynią syf i tymi, którzy go kochają. Zrobię to dziś w nocy, po prostu wywołam alarm przeciwpożarowy, ćwiczyliśmy to nieraz, po 09/11 komunikat o niebezpieczeństwie nie budzi niczyjego zdziwienia, raczej wymusza wpojone posłuszeństwo. Potrzebuję jakieś osiem-dziesięć minut, żeby pożar stał się żywiołem, którego nic nie powstrzyma. Ja zostanę w środku i poczekam na czarnego anioła. Do trzech razy sztuka. Kiedy ktoś dowodzący akcją pozbiera dane, zorientują się, że mnie nie ma, że zaginąłem. Później trafią tutaj, do domu i wszystko stanie się jasne. I będzie wiadomo, kim był Hyeronimus „Hero” Strates. Resztę niech trafi szlag.


<p>
Ostatnio zmieniony śr 01 paź 2014, 19:34 przez ithi, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:46

[center]Część druga[/center]
<p align="justify">

wwwPamiętał, że tak powiedział i jego życzenie wykonano. Teraz to na wskroś męskie ubranie było w strzępach i cuchnęło. Nigdy wcześniej nie miał na sobie tak śmierdzącego łacha. Nigdy wcześniej sam nie był śmierdzącym łachem. Był kimś, komu ustępowano z drogi, z głębokim ukłonem otwierano drzwi, podsuwano krzesła, spełniano rozkazy i zachcianki. Tak, pamiętał, że taka była jego przeszłość. I tego nikt mu nie odbierze.
wwwPoruszył się niespokojnie na barłogu; zgniła słoma śmierdziała ludzkimi odchodami. Tak samo zresztą, jak on sam. Usiadł, strząsając z dłoni karalucha, choć właściwie zrobił to odruchowo. Przestały mu przeszkadzać. Chodziły po celi w tę i z powrotem w poszukiwaniu czegoś, co mogłyby zjeść. Słyszał ich trzeszczące kroczki. Czasami rzucał im trochę papki, którą dostawał na posiłek. Była w sam raz dla robactwa. Nie umiał odgadnąć, z czego była zrobiona, nie miała smaku, a w ciemności nie widział koloru. Zjadał jednak, co mu dawali, już bez sprzeciwu żołądka. Nie chciał umrzeć z głodu, nie chciał też błagać o coś mniej obrzydliwego. Przekonał się, że perfidia oprawców nie zna granic. Żałował, zawsze żałował, ilekroć poprosił. Rozumiano go opacznie, a może rozumiano dobrze, a tylko z czystej złośliwości przewrotnie wypełniano życzenia.
wwwKiedy ich pojmano, chciał, by nie krzywdzono gwardzistów. A potem musiał patrzeć, jak umierali w męczarniach, krzycząc tak przeraźliwie, że krwawiły mu uszy. Pamiętał każdy moment kaźni. Wystarczyło, że zamknął oczy, a cienie pod powiekami formowały się w kształty ich łamanych rąk i miażdżonych stóp, wyrywanych wnętrzności, wypalanych oczu i zgniatanych genitaliów.
wwwWszystko rozgrywało się wciąż i wciąż. Przysypiał skulony na posadzce tylko po to, by po chwili zerwać się na dźwięk własnego wrzasku, tak podobnego do tego, jaki wydobył się z ust Kobo, gdy dosięgły jej płomienie stosu. Chciał umrzeć, błagał o śmierć, leżąc we krwi Less, skapującej coraz wolniej z licznych drobnych ran; słodkiej Less, tak czułej i oddanej Less, powieszonej głową w dół i szepczącej nieustające przeprosiny, słowa pełne żalu i bólu.
www– Zabij mnie – mówił wtedy do stojącego nieruchomo kapłana.
wwwTen w odpowiedzi posyłał uśmiech, zły, przewrotny.
www– Oczywiście, że umrzesz. Kiedy ci pozwolimy.
wwwŻył więc, choć nie wiedział, po co.
www– Najpierw zapłacisz!
wwwNie rozumiał, ile i komu.
wwwOd czasu do czasu wyprowadzano go z celi, jak często nie wiedział, bo w wiecznej ciemności tracił poczucie upływu minut, godzin i dni. Wypuszczano go do kamiennej studni i zostawiano samego. Były tylko nagie, szare ściany, bruk pod nogami, a wysoko ponad głową błękit nieba. Słońce prażyło niemiłosiernie lub lał deszcz, a on tkwił bez ruchu i czekał na powrót do celi. Te spacery najdotkliwiej uzmysłowiły mu, że nigdy już nie zazna spokoju.


<p>
Ostatnio zmieniony czw 18 wrz 2014, 01:10 przez ithi, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:48

[center]Kapłaństwo powszechne[/center]
wulgaryzmy
<p align="justify">

WWWWrzesień był piękny tego roku. Bezchmurne niebo pozwalało słońcu łagodzić chłód wschodniego wiatru, a liście płynnie zmieniały kolory, podobnie jak zielone niziny przechodzą na mapach w żółte przedgórza i kończą się krwistą czerwienią szczytów. Tej łagodności brakowało mapom politycznym, gdzie barwy nagle wymieszały się, jak w dziecięcych kolorowankach.
WWWPo przejściu frontu, życie w Piaskowej Wodzie toczyło się bezszelestnie. Zazwyczaj gwarny bar, był pusty, nikt też nie pił wina za sklepem. Sąsiadki nie plotkowały przy płotach, młodzież nie szwendała się, a dzieciaki nie biegały po obejściach. Wszyscy przesiadywali w domach i wychodzili jedynie w ostateczności. Ostrożność podpowiadał mieszkańcom instynkt samozachowawczy, gdyż poza nocną godziną policyjną nie było żadnych restrykcji, zakazane z kolei było poruszanie się samochodami, które w większości zostały zarekwirowane.
WWWNaprzeciw baru stał przejęty przez okupacyjną armię budynek gminnej świetlicy. Na zewnątrz zawsze siedziało dwóch żołnierzy, którzy zamiast budki wartowniczej mieli srebrnego dżipa. Obserwowali przemykających mieszkańców, niektórych zaczęli już kojarzyć, zwłaszcza pewnego eleganckiego i siwiejącego już pana. Codziennie, rano i wieczorem przejeżdżał rowerem i wracał równo po godzinie, jak gdyby jeździł według rozkładu. Zawsze też spoglądał na zegarek i żegnał się przed krzyżem.
WWWStanisław Ratajczyk przed wojną był właścicielem auta, z którego teraz obserwowali go żołnierze. Nie mogli tego wiedzieć, gdyż przybyli już po zainstalowaniu nowej władzy, a historia samochodu nie miała żadnego znaczenia, ich główną troską były oczekiwane urlopy. Któregoś dnia, znudzeni zagadnęli rowerzystę. Rozmowa była wręcz przyjazna. Dowiedzieli się, że jest weterynarzem i jeździ do samotnej matki.
WWW- Z urlopu przywiozę papużki – z przejęciem mówił jeden z wojskowych – to zerknie pan, bo ostatnio tylko śpią i śpią.
WWWChoć sytuacja na wszystkich frontach była znakomita, żołnierze nie otrzymali urlopów. Dowódca wyśmiał też ich prośby o przepustki świąteczne, grzmiąc, że jasełka mieli w szkole, a jak chcą, to skoszaruje ich w jakimś kościele.
WWWTego samego dnia, pijany wartownik krzyknął do Ratajczyka:
- Święta są odwołane! Już nie musisz się żegnać!
Zirytował go znak krzyża. Nazajutrz doszło do poważniejszego incydentu. Żołnierz podbiegł do rowerzysty i poszturchiwał kolbą kałasznikowa. Krzyczał, że następnym razem zabije go i z trudem dał się odciągnąć koledze. Zamiast do domu, Stanisław pojechał do kościoła i opowiedział księdzu o zdarzeniu.
WWW- Więc żegnać się, czy nie? – podsumował drżącym głosem.
WWWStary proboszcz po chwili milczenia zaczął opowiadać o prześladowaniach chrześcijan, przytaczał żywoty męczenników i cytaty z Pisma, po czym przeszedł do właściwej odpowiedzi:
WWW- Masz żonę i dwóch ledwie dorosłych synów. Twoja matka choruje i wiem, jak wam ciężko, sam ją też odwiedzam. Myśl o nich. Najważniejszymi przykazaniami, jakie dał nam nasz Pan, Jezus Chrystus, jest miłować Boga i bliźniego. Boga masz w sercu i On o tym wie, myśl raczej o najbliższych i zawierz wszystko Panu, On przeprowadzi nas przez te trudne dni. Pomódlmy się.
WWWStanisław wyszedł z kościoła pełen wewnętrznego spokoju. Tak bardzo bał się innej odpowiedzi, że odczuwał teraz najgłębszą ulgę w życiu. Radosny nastrój trwał przez cały wieczór i udzielił się domownikom. Niespodziewane ożywienie dodało otuchy małżonce i podbudowało morale synów, którzy podejrzewali, że ojciec nawiązał kontakt z partyzantką.
WWWPoranek zaczął się w równie dobrej atmosferze, rodzina po raz pierwszy wspólnie odmówiła modlitwę przed posiłkiem. Nie czuli skrępowania, mimo, iż wcześniej wspólne praktyki ograniczały się do świątecznych nabożeństw i przyjmowania kolędy.
WWWPo śniadaniu wyjechał do matki. Świat wydawał się nieprawdopodobnie piękny i Stanisław dziwił się, jak mógł nie dostrzegać tego wcześniej. Chłonął krajobraz, jakby pierwszy raz widział złotą jesień w rodzinnej wsi. Problemy, którymi zadręczał się nieustannie, wydały się teraz niedorzeczne w swej błahości. Poskładane przyśpieszonymi rekolekcjami życie zaczęło prawdziwie smakować i Ratajczyk przyśpieszył, by nie marnować ani chwili. Nagle poczuł, jakby głowa pękła na dwoje. Zatrzymał się. Jak grom spadła myśl, która gwałciła dogmat proboszcza. Przez ciało przeszła fala gorąca, a drżące dłonie oplotła pajęczyna obrzmiałych żył. Stał sparaliżowany zdaniem, które powtarzał nieobecnym głosem, jakby wtórował wewnętrznemu lektorowi:
WWW- Kto mnie się zaprze przed ludźmi, tego i ja się zaprę...
WWWMógł jeszcze zawrócić, lecz ruszył dziurawą drogą i po minucie zauważył żołnierzy, a nieco dalej, po przeciwnej stronie trzymetrowy drewniany krzyż.
WWWJechał powoli, by odwlec ten moment, ale w głowie panował kompletny chaos i nie mógł zdobyć się na żadną decyzję. Wczorajsze słowa księdza zdawały mu się bluźniercze, a dzisiejsza myśl sparaliżowała go strachem, który choć zrodził się z najgłębszych przeżyć religijnych, szybko przeistoczył się w pospolitą obawę przed bólem fizycznym. Chciał zawrócić, lecz wartownicy dostrzegli go.
WWWMinął ich, a gdy zbliżał się do krzyża, odwrócił wzrok, lecz w ostatniej chwili przeżegnał się. Przez kilka sekund, zdających się być wiecznością, czuł dziwne połączenie ustępującego strachu i gotowości na najgorsze. Spodziewał się krzyku. Panowała cisza, odjechał.
WWWW drodze powrotnej także wykonał znak krzyża i przejechał nie niepokojony przez żołnierzy. Targany tragicznym konfliktem musiał porozmawiać z księdzem. Nie zastał go na plebanii. Wrócił do domu rozbity, tłumaczył się bólem zęba. Oznajmił, że matka zamieszka z nimi.
WWWWieczorem ponownie odwiedził kościół, także bezskutecznie. Pełen sprzecznych myśli, powoli zbliżał się do krzyża. Gdy przeżegnał się, usłyszał agresywne: „Stój!”.


<p>
Ostatnio zmieniony pn 15 wrz 2014, 12:18 przez ithi, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:49

[center]Mała, czarna
[/center]
<p align="justify">
WWWTabula rasa. Czysta, niezapisana tablica. Chociaż może to być również strona w notatniku, albo udający ją program, edytor tekstu. Ważne, że nie pojawiają się na niej żadne warte zapisania słowa.
WWWMiał przecież tyle świetnych pomysłów... które, z jakiegoś powodu, nie chciały dać się przelać na papier. A nawet, gdy już tam trafiły, to po powtórnym przeczytaniu okazywały się być nijakie. Opisane bez polotu, mające się tak do zamiarów, jak błotnista kałuża stworzona z pięknej, lodowej rzeźby.
WWWZniechęcony poszedł do kuchni. Powtarzając stary rytuał wsypał do kubka łyżeczkę kawy, zalał wrzątkiem i zamieszał. Dodał jeszcze cukier i mleko by zabić gorzko-kwaśny smak napoju. Wrócił z kubkiem do biurka, zdeterminowany, by pisać do świtu. Albo przynajmniej próbować.
WWWSkierował wzrok na leżącą przed nim kartę papieru. Śnieżnobiałą, jeśli nie liczyć linii, które miały wytyczać drogę dla równo zapisanych zdań. Potencjalnie było tam wszystko, ale w praktyce: nic.

WWWWychodzące zza chmur słońce odbijało się w sklepowych witrynach, ożywiało przygaszone jeszcze przed chwilą barwy miasta. I raziło nieprzywykłe do tego wszystkiego oczy. Adam, ściskając mocniej siatkę z bułkami, skręcił w boczną, zacienioną jeszcze uliczkę. Niemal zapomniał, że idąc tą drogą, będzie musiał przejść obok budynku szkoły, co przywołało niechciane wspomnienia.
WWWJako dziecko zawsze był w centrum uwagi. Ze swoją niezwykłą wyobraźnią co chwila zabawiał dorosłych historiami o chowających się w obrazach duchach czy wodniku odwiedzającym basen. W każdą środę, zawsze o tej samej godzinie, z zielono-niebieskimi kąpielówkami, takimi pod kolor włosów. Jego słowa czasem powodowały u innych nerwowe uśmiechy, albo niepewne zerkanie w bok. Częstszą jednak reakcją było poklepanie po głowie.
WWWAle to się zmieniło, wraz z rozpoczęciem nauki. Dopiero gdy zdał sobie sprawę, że rówieśnicy nie dostrzegają tego co on, są głusi szepty, a ich spojrzeń nie przyciąga pojawiająca się na granicy pola widzenia kolorowa plama... Dopiero wtedy przestał o tym mówić. A oni przestali go bić.
WWWPozostały za to przezwiska, przypadkowe kuksańce i samotność. Choć po latach już nikt, poza nim, nie pamiętał dlaczego „dziwnego dzieciaka” nie zaprasza się na urodziny, czy wspólne wypady na rower, to dalej była tam bariera, której nie potrafił przełamać. Nawet gdy zmienił klasę, a potem szkołę i w końcu miasto. Więc równie dobrze mógł wrócić do miejsca, w którym nikt go już nie pamiętał i zamieszkać w odziedziczonej kawalerce. Gdziekolwiek poszedł, głosy i wizje już na niego czekały.
WWWNawet teraz, patrząc na drugą stronę ulicy widział śpieszącego się gdzieś, tęgiego mężczyznę z aktówką. I podążający za nim, krok w krok, Cień. Ten przynajmniej nie wydawał się szczególnie niebezpieczny. Drgający i niewyraźny mógł co najwyżej sprowadzić chorobę, pochłonąć jakieś wspomnienie, czy potrzebne akurat słowo. Ale pewnie nie potrafiłby nawet złamać nikomu nogi.
WWWAdam zwolnił, pozwalając by tamci zniknęli za rogiem. Wytrącony z równowagi sam skręcił w złą stronę, i wtedy, przechodząc koło otwartych drzwi, usłyszał:
- Wejdź do środka – dobiegające znikąd.
WWWTo wydawało się pomysłem równie dobrym, jak każdy inny.

WWWWnętrze kawiarni „Pod Pretekstem” nie wyróżniało się niczym szczególnym. W powietrzu unosił się zapach palonej kawy, abstrakcyjne obrazy dekorowały beżowe ściany, a białe stoliki zajmowały niemal całą powierzchnię lokalu. Przy większości stało po jednym krześle, tylko nieliczne miały dwa, lub więcej. Niepewny, co powinien zrobić, Adam zajął miejsce przy jakiejś „jedynce” w rogu i zamówił kawę. Zdecydował się na czarną, najtańszą. Czekając, przyjrzał się klientom. Niewiele miejsc było wolnych, ale i tak nie dostrzegł ani jednej osoby z gazetą, książką, czy pary pochłoniętej rozmową. Za to każdy miał jakiś zeszyt, laptop...
WWWAdam, tknięty przeczuciem, wyjął ulubiony długopis i zaczął pisać na serwetkach. Najpierw machinalnie, potem z coraz większym przekonaniem. W stawianych przez siebie koślawych literach dostrzegł coś, czego nie widział od dawna. Znacznie.
WWWNiemal przegapił, jak ktoś się do niego dosiadł. Towarzyszącego temu wrażenia nie pomyliłby z żadnym innym, więc nawet nie próbował podnosić wzroku. Nigdy nie był pewien, czego można się po jednej z nich spodziewać. Wrócił do pisania, czując na sobie zaciekawione spojrzenie.
WWWGdy wracał do domu zorientował się, że zostawił w kawiarni poranne zakupy. Jakoś nie wdawało mu się to ważne. Ale aż do późna chodził po pokoju, słuchając radia, nie mogąc usiedzieć w miejscu. „To pewnie przez kawę. Tak, to musiała być tamta kawa”, myślał, wiedząc, że ta z puszki w kuchni już nigdy nie będzie mu smakować.

WWWKażdego dnia pojawiał się „Pod Pretekstem” z długopisem i plikiem kartek by pisać artykuły dla ludzi, którzy wierzyli, że to fikcja. Przychodził jako jeden z pierwszych i siedział aż do zamknięcia, żałując, że nie może zostać też w nocy, razem z Nią. W pustym domu nie mógł się zdobyć nawet na przejrzenie notatek.
WWWTo tutaj czuł Jej zapach. Gdy tylko na stoliku pojawiała się pierwsza filiżanka, aromat kawy mieszał się z delikatnymi nutami truskawek. Wtedy wiedział, że już z nim jest i próbował uchwycić uśmiech okolony grzywą czarnych włosów. Serce biło mu mocniej, gdy czytała znad jego ramienia. Czasem czuł muśnięcie delikatne, jak cień dotyku. I pisał, cały czas pisał, by tylko móc doświadczać tej obecności.

WWWPewnego dnia, gdy samotne noce stały się nie do zniesienia, poczekał z zaprzyjaźnioną już ekipą aż do zamknięcia kawiarni i zabrał się z nimi do knajpy. Stawiał kolejki, śmiał się, słuchając głupich historii i rozmawiając o nic nieznaczących sprawach. A potem, gdy większość już poszła do domów spił młodego baristę, który go zawsze obsługiwał „Pod Pretekstem”.
WWWDzięki temu nazajutrz trafił do małego sklepiku z niewidocznym szyldem, schowanego w jednej z bocznych uliczek starego centrum. Z czasem Adam miał się tam stać stałym stałym klientem, zaopatrującym się w kadzidła, których „nie kupi pan nigdzie indziej, słowo”, ziołowe nalewki o „starej, tajemnej recepturze”, czy tabletki, z „całkowicie naturalnych składników, na pewno pomogą na pana problemy”. Jednak za pierwszym razem kupił tylko małą paczuszkę kawy. Zdobiło ją logo przedstawiające samotną, fioletową górę na dziwnie małej wysepce.

WWWKawa parzyła się w stalowym, włoskim ekspresie. Niedaleko stał jeszcze młynek żarnowy i rozerwana paczuszka, z której wysypało się kilka palonych ziaren. Adam przestał przyglądać się ich opalizującej, antracytowej powierzchni i drżącą dłonią sięgnął po filiżankę.
WWWNaparowi brakowało pianki, ale był równie czarny i pachniał tak samo, jak ten podawany w kawiarni. Po chwili wahania Adam napełnił też drugą filiżankę i przeniósł obie do pokoju, uważając by nie rozlać ani kropli. Pierwszy raz od miesięcy usiadł przy biurku, niepewny co się teraz wydarzy. Drzwi zostawił otwarte, choć nie wiedział, czy ma to dla nich jakiekolwiek znaczenie. Zamknął za to oczy i upił łyk gorzkiego napoju.
WWWOna siedziała tuż obok, jakby nigdy go nie opuściła. Spróbował dotknąć te kruczoczarne, nawiedzające go w snach włosy, ale cofnął dłoń bojąc się zniszczyć wrażenie realności. Zamiast tego wszystkimi zmysłami łapczywie chłonął jej obecność. Starał się utrwalić w pamięci każdy najdrobniejszy szczegół. Drobną budowę, wyraźne kości policzkowe i ciężką do nazwania, ale dobrze znaną, owocową nutę jej perfum.
WWWSięgnął po pióro z nadzieją, że zostaną razem na zawsze.

WWW„Pod Pretekstem” świeciło pustkami. Tylko paru klientów siedziało przy najdalszych stolikach. Adam dawniej przychodził tu bardzo często, więc z żalem spoglądał na podupadającą kawiarenkę. Czasy były ciężkie, pewnie mało kto mógł sobie codziennie pozwolić na takie wydatki. Tyle dobrze, że jemu powodziło się lepiej. Własna rubryka w gazecie, zakontraktowane książki. Oderwał wzrok od witryny, podniósł siatki i poszedł dalej.
WWWW domu otrzepał buty ze śniegu i rozejrzał się po mieszkaniu. Przywitał go znajomy, ciepły zapach kadzideł, ale mimo to gardło ścisnęło niejasne przeczucie. Chodząc po mieszkaniu zauważał coraz więcej, a obawa przyjmowała coraz bardziej namacalną postać. Kuchni, która wyglądała dokładnie tak, jak ją zostawił. Samotnej szczoteczki w łazience, czy niemal pustej szafki na buty.
WWWPrzyłożył czoło do ściany, by opanować zawrót głowy. Została mu tylko ostatnia nadzieja, jedno miejsce, które pozwoli mieć pewność. Drzwi do sypialni. Zamknął oczy, na uspokojenie połknął kilka tabletek i nacisnął klamkę.

WWWJednak była tutaj, jak zawsze. Jej drobna sylwetka niemal ginęła w dużym łóżku. Skulona, z włosami, które przylepiły się do twarzy i spływały po niej smolistymi strugami. Gdy położył dłoń na skórzanym pasku Jej nagie ramiona zadrżały. Powinna dobrze zapamiętać, że nie można go tak straszyć. W końcu tylko razem są kompletni.
WWWCzule ujął Ją pod brodę i spojrzał w szeroko otwarte oczy. Było w nich uwiezione wszystko, czego tak pragnął i potrzebował. Emocje, obrazy odległych miejsc, sylwetki różnych osób. Tajemnice ludzkiej duszy, w których nie potrafił się przejrzeć, ale mógł opisać. Adam wiedział, że nie należy pozwolić uciec temu ulotnemu wrażeniu, trzeba je od razu zakląć w słowa, bo nigdy nie przychodzi dwa razy w tej samej formie.
WWWA do Niej wróci później.

WWWSpotkanie autorskie należało zaliczyć do udanych. Adam zwrócił uwagę na reporterkę ubraną w prostą, czarną sukienkę do kolan. Na tle materiału odznaczała się kopertówka w bordową kratę i naszyjnik ze srebrnym piórkiem.
- Co jest pańskim sekretem, jak powstają te niezwykle barwne opowieści? - Zapytała.
- Oh, nie ma w tym żadnej tajemnicy. Kluczem jest wyobraźnia. Dobrze, jak jest wyjątkowa, ale nieskrępowana na wiele się nie przyda. Trzeba ją sobie podporządkować, narzucić jej konwencję, fabułę, styl. Dopiero wtedy może uda się ją zamknąć na kartach książki, by każdy mógł potem obcować z gotowym dziełem. Oczywiście natchnienie również pomaga, ale któż je ma na własność?
WWWPo wywiadzie i podpisywaniu książek Adam podszedł do reporterki rozmawiającej z pozostałymi w księgarni fanami.
- Czy mogę zaprosić panią na kawę?


<p>
Ostatnio zmieniony śr 01 paź 2014, 19:36 przez ithi, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:51

[center]Medea 2.0[/center]
<p align="justify">

____ Jedni mówią, że oszalała. Inni – że to niemożliwe. Szukali jej latami, miesiącami i godzinami. Szukali, a ona cały czas tu była. Tu, w ciasnym, zatęchłym pokoju jedenastopiętrowego bloku. I to tu czeka, aż wreszcie ją ktoś znajdzie.
____ Zmieniała fryzury, zmarszczki i stanowiska. Przeżyła większych od siebie – Aleksandra, Karola i Chana.
____ - Mamo?
____ Odwraca głowę.
____ - Kiedy jedziemy?
____ Patrzy na nich. Na ich kręcone loczki, błękitne oczy i różane policzki. Uśmiecha się blado.
____ - Za chwilę – szepce, na powrót spoglądając w głąb popękanej filiżanki stygnącej herbaty.
____ - Mamo?
____ - Spakujcie się – ucina.
____ Zanurza czubek palca w herbacie i delikatnie ściąga nim zbierający się na wierzchu kamień. Nie znosi tutejszej wody. Każdy napój, który na niej robi, przypomina jej brudnawe stawy Jolkos. Wyjmuje palec i zerka na błyszczącą błonkę zgromadzoną na jego czubku. Bez zastanowienia rozciera ją drżącym kciukiem. Gdyby tylko wspomnienie o Jazonie mogła tak łatwo zatrzeć. Gdyby tylko.
____ Wierzchem dłoni odsuwa z czoła opadające włosy. I, wciąż z ręką tkwiącą przy skroni, rozgląda się po pokoju. Szuka punktu zaczepienia, odpowiedzi ukrytej między pyłkami kurzu, które mozolnie unoszą się w powietrzu wypełnionym ciężarem jej zbrodni. Przymyka oczy.
____ Budzi ją drżenie telefonu. Machinalnie odbiera.
____ - Gdzie jesteś?
____ Czuje, jak głos w słuchawce przeszywa jej klatkę piersiową. Jak rozcina ścięgna między żebrami i jak wbija się w mięso życia. Podkula nogi w wytartym fotelu.
____ Ten egoista, narcyz. Cholerny kłamca.
____ Przeciągłą ciszę wypełnia krzyk jej oddechu.
____ - Medea?
____ - Jestem tam, gdzie ty nigdy nie będziesz – odpowiada. Nie musi już używać wyższej barwy, by podobać się teatrowi ateńskich mężczyzn. Nie musi już podobać się jemu. Czuje się wyzwolona. Jest sobą – sobą z niskim głosem. Kobiecość jej nie stanowi.
____ - Chcę zobaczyć swoich synów.


<p>
Ostatnio zmieniony wt 23 wrz 2014, 19:40 przez ithi, łącznie zmieniany 4 razy.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 09:54

[center]Świr i Małgorzata[/center]
wulgaryzmy 18+
<p align="justify">

WWWMówili, że nie skrzywdziłaby nawet muchy i rzeczywiście, nieraz gimnastykowała się, by wypuścić jakąś oknem, zamiast zabijać gazetą. Tego jednak dnia, nacisnęłaby czerwony przycisk z napisem „NUKE” i nie byłoby to anemiczne klepnięcie, jak w sejmowym głosowaniu, lecz przyłożenie rodem z „Familiady”.
WWWSiedziała na ławce w rogu parku, widziała przystanek tramwajowy i ruchliwe skrzyżowanie. Ze wstrętem patrzyła na ludzi mimowolnie tworzących znienawidzony świat.
WWWGrupka młodzieży z plecakami paliła papierosy, wybuchając co jakiś czas śmiechem, a studentka w „małej czarnej” powtarzała materiał z trzymanych drżącą dłonią notatek.
WWW„Uczcie się, uczcie, będziecie gnić w za kasą w markecie, odmóżdżać się w call-center, żyć excell`em w korpo i biegać w kołowrotku jako przedstawiciele handlowi.” – myślała.
WWWMałgorzata chciała krzyknąć: „Nie idź na polonistykę, idź na krawcową! Aty nie myśl o geografii, tylko zrób kurs spawacza!”. Niewiele brakowało, a zaczęłaby antyszkolną agitację, lecz nadjechał tramwaj i zdusił jej rewolucję w zarodku.
WWWByła sfrustrowana; jako polonistka nie mogła znaleźć pracy w zawodzie i tułała się po różnych biurach w charakterze sekretarki, a w zeszłym tygodniu dostała wypowiedzenie i straciła nawet to. Nie mogła pojąć, że jej brat, który nie przeczytał żadnej książki, zarabiał jako spawacz więcej niż ona z narzeczonym razem wzięci.
WWWZłapała się na tym, że znów zsumowała swoje zarobki z Grzesiem, choć od dwóch miesięcy nie byli parą. Powiedział, że nie jest jeszcze gotowy na stały związek i dla jej dobra powinni się rozstać. Płakała przez tydzień zanim doszła do siebie, potem przypadkiem zobaczyła go, jak do stałego związku przygotowuje się z inną i znów się załamała. Ostatecznie, postanowiła nigdy więcej nie zaufać żadnemu facetowi.
WWWZ tramwaju wysiedli jacyś zakochani i przystanęli w objęciu na rogu. On patrzył spod przymrużonych powiek, uśmiechał się przebiegle i kiwał przecząco głową, ona, wpatrzona jak w tęczę, uderzała go z udawanym gniewem w ramię. W końcu szepnęła coś do ucha. Pocałował ją w czoło i dał zaprowadzić się w niechcianym wcześniej kierunku.
WWW„Och, zobaczycie za parę miesięcy, jak znikną różowe okulary i zostanie kalejdoskop szarości.” – pomyślała.
WWWGdy para znikła, uwagę Małgorzaty przykuł sznur samochodów na pasie do skrętu w lewo. Co chwilę słychać było krótkie dźwięki klaksonów i kto tylko mógł, przyśpieszał, by zdążyć na „późnym pomarańczowym”.
WWW„Śpieszcie się do waszych robót, frajerzy, bo na wasze miejsce jest dziesięciu i zobaczycie, jakiego przyśpieszenia dostaniecie wylatując. Ze złamaną ręką chodziłam, by nie iść na L-4, a i tak pozbyli się mnie jak starej drukarki” – podsumowała rynek pracy.
WWWDalsze spostrzeżenia przerwał niski, przyjemny głos:
WWW- Dzień dobry, jak rączka?
WWWStał nad nią mężczyzna w czerwonych spodniach i białej koszulce. Twarz Małgorzaty wykrzywił grymas zdezorientowania.
WWW- Pani mnie pewnie nie pamięta, była pani u nas na zdjęcie gipsu. I akurat przechodziłem i chciałem zapytać, czy wszystko w porządku...
WWWPrzyjrzała się nieznajomemu i rozpoznała ratownika medycznego, którego widziała na izbie przyjęć.
WWW- A! Pamiętam, dziękuję, dam sobie radę.
WWW- Idzie pani do nas?
WWW- Za godzinę mam rehabilitację.
WWW- To zapraszam na kawę, tam. – Wskazał palcem w górę i dodał. – Mamy nowe lądowisko.
WWWKawa na szpitalnym dachu była tak zdumiewającą propozycją, że Małgorzata zgodziła się i po chwili znaleźli się pod budynkiem.
WWWMateusz poprosił, by zaczekała pod wyjściem ewakuacyjnym, a on otworzy jej od wewnątrz. Weszli do garażu, z którego kiedyś startowały karetki. Chciała spytać, czy na pewno dobrze idą.
WWW- Musimy wjechać windą towarową – wyprzedził obawy.
WWWZatrzymali się przy zielonym kombi, z którego wyciągnął torebkę kawy i podał Małgorzacie. Z rozciętego w kilku miejscach opakowania, zaczęło się sypać. Chwyciła paczkę drugą dłonią i wtedy przyłożył jej do twarzy chustę. Odruchowym wdechem wciągnęła opary o przyjemnym zapachu i po paru sekundach leżała w bagażniku, przykryta szmatami z brudownika.
WWWOcknęła się w piwnicznym pokoju. Na ścianach z gołej cegły wisiały kable i łańcuchy, pod nimi stał stolik z przyborami medycznymi i kozetka. Przywiązana do fotela ginekologicznego, naga i zziębnięta, próbowała coś powiedzieć, lecz zakneblowane usta wydawały niezrozumiałe dźwięki. Po kilku minutach bezruchu, zaczęła szarpać się i krzyczeć. Kolejne godziny upływały na przeplatających się falach dzikich zrywów i grobowej ciszy.
WWWNa widok Mateusza ucieszyła się. Odwzajemnił uśmiech i wszedł w nią bez słowa. Szarpała się zajadle, niczym hiena przyparta przez lwa. Wypalił trzy papierosy, zanim ochłonęła.
WWW- To tylko kutas, o co chodzi, Skarbeńku?
WWWOdpowiedzią był tłumiony kneblem ryk.
WWW- A to jest wziernik. – Pokazał błyszczący przedmiot. – Ale pewnie znasz , bo chodziłaś do dżina. Nie chcesz, żebym go użył, prawda? Są gorsze rzeczy niż kutas.
WWWRozszerzył wziernik, by zademonstrować jego potencjał i znów wszedł w Małgorzatę. Tym razem obyło się bez zbędnej histerii.
WWW- Dzięki za współpracę, czasem potrzeba tygodnia. – Otarł pot z czoła. – Dobranoc, Mróweczko.
WWWMałgorzata szamotała się w nocy i nawet na moment nie zmrużyła oka, a mimo to rano nie czuła zmęczenia. W pokoju nie było okien, a ciepłe światło żarówki świeciło nieustannie. O nastaniu kolejnego dnia, świadczyło radosne powitanie Mateusza.
WWW- Wstawaj, robaczku! Tatuś idzie do pracy.
WWWBył w stroju ratownika i odblaskowe paski migotały, gdy ją gwałcił. Zostawił ustawione na popową stację radio. Wesołe piosenki przeplatały się z przyjaznym głosem prezentera, który opowiadał o słonecznym poranku i pieniądzach, jakie czekają na szczęśliwego słuchacza. Małgorzata płakała. Popołudniu dzwonili uwięzieni w korkach. Płacz Małgorzaty przechodził w cichy skowyt. W wieczornej audycji, zakochani opowiadali o swoich najdziwniejszych randkach. Małgorzata milczała.
WWWMateusz po powrocie postanowił przykuć ją tak, by mogła sama jeść i załatwiać się. Gdy odpiął ostatni pasek, rzuciła się na niego. Unieruchomione przez dobę nogi zachwiały się i upadła. Śmiał się i bez trudu uwięził jej rękę w przymocowanych do ściany kajdankach. Wyszedł i wrócił z miską psiej karmy. Zapowiedział, że na noc odwiąże jej usta, by mogła spokojnie zjeść.
WWW- Czy ty w ogóle się zabezpieczasz? Bo wpadka skomplikowałaby nam życie.
WWWRoześmiał się, a Gosia zapłakała.
WWW- Ciężko wychowywać córkę w piwnicy, ale Fritzl jakoś dawał radę.
WWWZaczęła wierzgać, co jeszcze bardziej rozbawiło potencjalnego ojca. Zostawił kartkę i polecił, by przeczytała w wolnej chwili. Kilkukrotnie przypomniał, żeby nie krzyczała, gdy odknebluje usta, gdyż i tak nikt jej nie usłyszy. Na próżno, natychmiast zaczęła wzywać pomocy. Wyszedł.
WWWGdy straciła głos, przypomniała sobie o kartce. Czytała wielokrotnie (pisownia oryginalna): „Widzisz jak nikt cie nie usłyszał bo mamy grube mury i drzwi dźwięko szczelne twój los zalerzy od ciebie nie zawiedź mnie. Na zawsze twój Mateusz”.
WWWZasnęła i obudziło ją dopiero radosne powitanie:
WWW- Wstawaj, Malineczko.
WWWKrzyczała i broniła się przed kolejnym gwałtem, lecz kilka ciosów pięścią przemówiło do niej skuteczniej, niż słowo pisane.
WWW- Czy ty myślisz, że to są jakieś żarty, tępa szmato?
WWWSkatował ją kablem. Pręgi przecinały się pod wszystkimi kątami. Jedne były miękkie i wybrzuszone, z innych sączyły się kropelki ciemnej krwi.
WWWGdy wrócił, spełniała polecenia bez sprzeciwu i od tego czasu ich związek nie przechodził już większych zawirowań. Poranki wypełniał im wyuzdany seks, a wieczory spędzali na przypalaniu lutownicą, zdejmowaniu paznokci obcęgami, szlifowaniu zębów ślusarskim pilnikiem i podobnych pieszczotach. Każdy dzień poświęcali różnym rodzajom zabaw i na przykład, we wtorki zajmowali się chirurgią, a soboty zarezerwowane były na akupunkturę.
WWWOznajmił kiedyś, że jej ubezpieczenie zdrowotne najprawdopodobniej wygasło, lecz podejmuje się darmowego leczenia we wszystkich specjalizacjach. Testował niedozwolone połączenia leków i faszerował tymi, których skutki przedawkowania miały być najciekawsze. Przed każdym zabiegiem wykładał anatomię, pokazywał slajdy i wyjaśniał szczegóły terapii. Nie uznawał znieczulenia. Gdy wycinał tkankę z pięty, żartował, że będzie mogła stepować boso. Innym razem przeprowadził amputację poniżej stawu kolanowego, z powodu rzekomej niechęci Małgorzaty do ćwiczeń i trzykilogramowej nadwagi (ważyła wtedy czterdzieści trzy kilo). Gdy okazało się, że odcięty fragment jest cięższy, w ramach przeprosin pokazał odcinek programu o zaginionych, w którym występowali jej rodzice.
WWW- Kochają, że aż płaczą, a pani aspirant sugeruje, że kurwisz się we włoskim burdelu. Ale ty jesteś moja i tylko moja, Chmureczko.
WWWPo dwóch latach, w pewien „analny poniedziałek”, zakleił jej odbyt. Od dawna intrygowała go ta bliskowschodnia kara dla sodomitów, poza tym poznał kogoś na festiwalu fantastyki, a wtedy jeszcze nie uznawał trójkątów. Gosia siedem dni wyła nieludzkim głosem, potem zapadła w śpiączkę. Przezornie zrezygnował z sekcji.


<p>
Ostatnio zmieniony śr 01 paź 2014, 19:37 przez ithi, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » pn 15 wrz 2014, 15:46

No to ja zacznę:

Podoba mi się Medea 2.0. Intryguje niewiadomym i niespokojną narracją. Ma mankamenty, pogubione z pospiechu oczka zdań i myśli.Ale lubię grę z motywami, z archetypami.

Podoba mi się klasyczna kultura literacka w Kapłaństwie powszechnym , trochę jak z Dobraczyńskiego. Niby wiem, co będzie, a chcę przeczytać. Jakby paciorek różańca..

Podoba mi się Cześć druga - Gujana Francuska (z Dustinem Hoffmanem), miniatura średniowieczna i spodziewana eksplozja

Te zapamiętałam po pierwszym czytaniu.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5094
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » pn 15 wrz 2014, 15:49

Nataszo,w imieniu uczestników pięknie dziękujęza opinie.


gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » pn 15 wrz 2014, 16:05

To powiem jeszcze :
Świr i Małgorzata - Boję się trzeciej klasy thrillerów w wątku sado-maso, choć w charakterystyce (ekspozycja) dobre nawiązanie do postaci Małgorzaty z "Mistrza ...", No i po(p)lonistyka. Ale jest szansa, że zaskoczy. Zawsze jest.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 781
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » wt 16 wrz 2014, 11:44

Zadziwiająco ciekawie w tej edycji CSM. Oczywiście widzimy tylko postaci imago opowiadań, trochę trudno orzec, co wyfrunie z tych domków i czy będzie miało dostatecznie czarne skrzydełka.

Lecz poziom bardzo wyrównany.
Mnóstwo różności, stylów i konwencji.

"Medeę" napisał ktoś, kto zna wagę słowa. Literacko - w znaczeniu władania myślą i językiem - świetnie.

Czy to najlepszy tekst? Nie wiem, ale rzeczywiście robi wrażenie.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 16 wrz 2014, 12:07

Ja na Medeę zagłosuję. I zakładam Stronnictwo Medejskie (oponentów Achilles wysiecze)
I myślę... Thana? To jest do niej podobne. To homo tragicus poniesione we współczesność z takim żarem i ...dystansem

[ Dodano: Wto 16 Wrz, 2014 ]
aha - Świr jest Smoke'a :P

Obrazek


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1346
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Smoke » wt 16 wrz 2014, 18:24

nie wiem jeszcze na co będę głosował, ale raczej nie na Medeę - stylistycznie ładnie, ale nie widzę tam miejsca na rozwój mrocznych stron ludzkiej natury czy samej natury, zbyt mocno odjechało to w fantastykę, której nie lubię, choć przyznaję; tekst jest dobry

nie będę też głosował na Świra i Małgorzatę - i już wyjaśniam; pomysł na Świra jest oczywiście mojego autorstwa i znajduje się w wiadomym wątku - i ktoś go wykorzystał! ale uwaga: ten ktoś był na tyle kulturalny, że zapytał mnie o zgodę(!) i pokazał cały tekst :) - dlatego też nie mogę na Świra głosować. dodam jeszcze, że Autorem jest przyszła pisarka ;)

Czarny Anioł - wyszedł spod kobiecej ręki, niesmaczna i nieudana metafora o końskich sikach, guziki i imiesłów "niemnący" - faceci nie używają takich słów :D ale ogólnie w miarę, nawet nawet, w sumie ok, może być, od bidy przejdzie, niech już będzie :mrgreen:

Część druga - niestety, nie trafiłeś Autorze Drogi, nie tak pisze się takie rzeczy :) jak będziesz grzeczny, to udzielę Ci bolesnej, ale owocnej lekcji w tuwrzuciu, po zakończeniu konkursu

Kapłaństwo powszechne - chyba ze dwadzieścia razy czytałem inicjującą utwór metaforę, uff, jakoś całość skojarzyła mi się z rusofobią, że o wojujących katolach nie wspomnę :D

Mała czarna posępny knajpiany obyczaj, choć spodobała mi się nazwa "Pod pretekstem" - świetne, ale ogólnie brakuje punktu zaczepienia w tym fragmencie, być może inny kawałek byłby lepszy - ciemności, nie widzę ciemności :D tekst spod kobiecej ręki

ogólnie jest dobrze, lepiej niż się spodziewałem, toteż nie wiem, pewnie zagłosuję w ostatniej chwili i w popłochu :D



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 781
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » śr 17 wrz 2014, 23:24

Smoke, nie wykręcisz się! "Familiada" Cię pogrąża! :-)

Z Medeą jest tak: mogła ją napisać Natasza, ale to byłby szczyt perwersji z jej strony :-P Jasne, że Thana. Ale oprócz tego Rubia (przypominam konkurs drabblowy!) W tym stylu (jako przynoszącym laury) spokojnie mógłby napisać Bari albo.. Ithi. Dorapa też jest na liście podejrzanych. Żeby było śmieszniej - to i Sepowi nie sprawiłoby problemu skrobnięcie czegoś takiego od niechcenia :-P Hmmm....

"Kapłaństwo powszechne" pasuje do Gorgiasza. Spokojne, stonowane, poprawne.

A "Część druga"? God mógłby. On potrafi już modyfikować, różnicować swój styl. Ale bo ja wiem?



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 18 wrz 2014, 00:14

Stronnictwo Medejskie informuje:

Leszek Pipka pisze:Z Medeą jest tak: mogła ją napisać Natasza, ale to byłby szczyt perwersji z jej strony

Nie mogłam Medei napisać. Nie ma tam ANI JEDNEJ literówki. Ani pół. :P
Rubia też nie (chyba) - ona ma nie posługuje się poetyką "skrótu" i taką metaforą, Rubia lubi pastelami wyrysować szczegół.
Bari - chyba nie - to ręka kobieca i nie ma Baribalowego twista "myk-myk".
Ithi nie - bo ona nie zabiłaby dzieci - nawet schowana w torbie
____________________

Kapłaństwo - Gorgiasz. Zgoda. Leszku

I Czarnym aniele - węszę Jasona... niuch-niuch

[ Dodano: Czw 18 Wrz, 2014 ]
Mam! Medea jest... CHII! Ta teatralizacja! Olśniło mnie!


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)


Wróć do „Walki mocy 2014”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość