Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Rynek wydawniczy naszych Sąsiadów

Rynek zagraniczny.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Obieżyświat
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: ndz 27 maja 2012, 21:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Obieżyświat » ndz 03 mar 2013, 15:35

Ostatni post z poprzedniej strony:

Amerykanów też na ogół uważamy za głupich tymczasem 27% światowych prac naukowych pochodzi ze Stanów, z Polski 1% :D



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » ndz 03 mar 2013, 16:05

amerykanów stać by kupować "mózgi" - sprawdź jaki odsetek ich noblistów urodził się i wykształcił w USA.

Ale ja oceniam po wynikach. Nawet jeśli 99% amerykanów stanowiłyby jołopy to nadal jest ktoś kto umie tym społeczeństwem zarządzać na tyle skutecznie że mało kto jest w w stanie im fikać. Może to akurat dobra metoda - nie męczyć się z produkcją noblistów tylko za kontener papierków kupić gotowych.

Oczywiście - jeśli ktoś się spręży to może nafikać w jednej dziedzinie albo jej wycinku. Ostatecznie to Ruskie pierwsi wystrzelili człowieka w kosmos a USArmy bez polskiego inżyniera który im zrobił pierwsze na świecie wykrywacze min skończylaby wojnę na wydmach Normandii. Ale wyszukali tego czlowieka i dali mu kasę żeby im wykrywacze robił.

A średnia jest po ich stronie. Bo jeśli nawet na 1% kierunków natarcia im nadupcymy na 99% pozostałych oni nam.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4150
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Romecki » ndz 03 mar 2013, 16:20

Obieżyświat pisze:Amerykanów też na ogół uważamy za głupich tymczasem 27% światowych prac naukowych pochodzi ze Stanów, z Polski 1% :D


W sposób nieuprawniony wyciągasz wniosek, że skoro to prace w j. angielskim = Amerykanów.

Zupełnie nie wiem, skąd wziąłeś tych 27% - jakiś link? - natomiast idę o każdy zakład, że cokolwiek miałoby oznaczać "światowych prac naukowych", bo dla mnie to pokraczny wynalazek językowy - to jednak znaczna część tych prac to wcale nie są prace Amerykanów, lecz Europejczyków, Azjatów, naukowców z Południowej Ameryki, a nawet Afrykańczyków. Więc jest to tylko efekciarska brednia :)

A co do adremu, Andrzej, a jaki wpływ na to, co opisujesz odnośnie Rosji i Ukrainy ma kryzys ekonomiczny? Jak to tam u nich wygląda? Bo coś słyszałem, ale nie potrafię uchwycić skali.


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Obieżyświat
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: ndz 27 maja 2012, 21:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Obieżyświat » ndz 03 mar 2013, 16:21

Na tym właśnie polega rozwój. Stwarza się odpowiednie warunki jednostkom wybitnym. Ale Stany wciąż przodują w nauce. Ponad 42% Amerykanów ma wyższe wykształcenie (Polska 23%), co stanowi jeden z najlepszych wyników na świecie.
Zastanówmy się, co osiągnęłaby Skłodowska gdyby żyła w Polsce. Jakieś pomysły? :P
No i weźmy pod uwagę, że w Stanach za studia się płaci, a w Polsce są bezpłatne. Ktoś, kto ma do wydania kilka tysięcy dolarów poważnie się zastanowi nim to zrobi. W Polsce idzie się na jakieś zarządzanie, filologię, czy coś podobnego a po 5 latach zasila szeregi bezrobotnych ;) W efekcie Stany muszą przydzielać dużą liczbę obywatelstw, żeby miał kto budować im wieżowce ;)



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4150
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Romecki » ndz 03 mar 2013, 16:28

Demagog z ciebie i tyle :) o liczbach nie chce mi się dyskutować, bo to oceniam jako jałowe.

Ale metodologię to byś mógł przynajmniej opanować, bo "wyższe wykształcenie" w Stanach bez precyzyjnego uściślenia, o czym rozmawiamy, nie jest tym samym, co w Polsce.
Odpowiada poziomowi licencjatu w Polsce, o ile się nie mylę.

I mam prośbę: mógłbyś nie zamulać wszystkich wątków rozmowami o polityce? Znajdź Hyde Park, tam jest miejsce na takie dyskusje, chętnie tam pogonię ci kota, jak mnie najdzie fantazja :)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Obieżyświat
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: ndz 27 maja 2012, 21:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Obieżyświat » ndz 03 mar 2013, 16:50

Ale metodologie to byś mógł przynajmniej opanować, bo "wyższe wykształcenie" w Stanach bez precyzyjnego uściślenia, o czym rozmawiamy, nie jest tym samym, co w Polsce.

http://247wallst.com/2012/01/31/the-10- ... the-world/

Odpowiada poziomowi licencjatu w Polsce, o ile się nie mylę.

Licencjat w Polsce to również wyższe wykształcenie.

sprawdź jaki odsetek ich noblistów urodził się i wykształcił w USA.

Znalazłem. Ale źródło dość niepewne: z 330 amerykańskich noblistów, 75 urodziło się poza USA. Nawet bez tych 75 i tak mają największą liczbę noblistów. Ponad dwa razy większą niż druga (116 noblistów) Wielka Brytania, Niemcy (103 noblistów).

A 20% zdobywców nobla to Żydzi :D


Zupełnie nie wiem, skąd wziąłeś tych 27% - jakiś link?


http://www.wprost.pl/ar/6903/Swiat-nauki/
Supermocarstwem naukowym są Stany Zjednoczone - z tego państwa pochodzi trzecia część wszystkich publikacji naukowych i ponad 40 proc. cytowań.


Z Polski pochodzi 0,9 proc. światowych publikacji naukowych
Postęp nauki zależy przede wszystkim od wybitnych jednostek i wielkich odkryć, które wytyczają plany budowy jej gmachu, a także od wielu cegiełek żmudnie dokładanych przez rzesze naukowców na całym świecie. Te pierwsze zdarzają się rzadko i nie da się ich ująć żadnymi parametrami ani uszeregować w rankingu ważności. W niektórych dziedzinach honorowane są potem Nagrodami Nobla, medalami Fieldsa i innymi najwyższymi wyróżnieniami. Te drugie, bardziej masowe, rejestruje się w statystykach i umieszcza w międzynarodowych bazach danych.


Miałem link do źródła pierwotnego, ale muszę poszukać ;)
Oczywiście od 1998 roku wiele się zmieniło, teraz USA spadły nieco do 27% na rzecz Chin (wzrost do 10%).

[ Dodano: Nie 03 Mar, 2013 ]
Tak sobie myślę, że znając Chińczyków, większość ich prac naukowych może być w mniejszym lub większym stopniu plagiatem :D:D



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » ndz 03 mar 2013, 17:31

Romek Pawlak pisze:A co do adremu, Andrzej, a jaki wpływ na to, co opisujesz odnośnie Rosji i Ukrainy ma kryzys ekonomiczny? Jak to tam u nich wygląda? Bo coś słyszałem, ale nie potrafię uchwycić skali.


w Rosji sytuacja jest taka sobie zupełnie jak u nas - tzn. enklawy bogactwa a na prowincji mniej lub bardziej marnie. Ruscy pakują spore pieniądze w kulturę neoimperialną, natomiast jeśli chodzi o fantastykę pozostaje z boku nurtu.

Wydawnictwo AST z Moskwy które było potentatem "fantastycznym" ma jakieś kłopoty. (zdaje się na linii polityczno-biznesowej, komuś za coś mocno podpadli).

Książki są zdecydowanie tańsze niż u nas w przeliczeniu kilkanaście - dwadzieścia kilka złotych. Poziom edytorski już całkiem zbliżony. E-booki są zdecydowanie tańsze niż książki drukowane. (inne opodatkowanie).

Odnośnie zarobków - wiem niewiele. Oficjalne średnie wskazują na poziom ok 2/3 naszych ale rozpiętości są o wiele większe. Są też ogromne różnice wieś/miasto, a w Moskwie i Petersburgu ludzie żyją w innej rzeczywistości finansowej. Dobre zarobki i paskarskie ceny szokujące nie tylko prowincjuszy ale i przybyszów z UE. Tu nic sensownego nie da się powiedzieć.

Stawki autorskie ok. 50gr-1zł od sprzedanego egzemplarza (więc do ceny książki niższe od naszych) Rekompensują to bardzo wysokie nakłady. Startowy kilka lat temu to było 30-40 tyś egz. Tuzy fantastyki sprzedawały ćwierć miliona, najlepsi przekraczali pół miliona.

Parę lat temu popularne było czytanie książek na komórkach - rozsyłanych w odcinkach - ale choć wyświetlacze teraz większe to ten pomysł utknął na mieliźnie.

*

Na Ukrainie kryzys jest chroniczny - tzn. od 20 lat niewiele się zmienia. Bezrobocie mają znacznie niższe niż my (oficjalnie 8-9%) - ale zarobki dziadowskie rzędu 1/3 naszych - a ok 20% ludzi w wieku produkcyjnym siedzi na zachodzie i to co przysyłają rodzinom łata ekonomię kraju. (coś jak u nas tylko na nieporównywalnie większą skalę).

Istnieje jedna sieć księgarska "bukwa" - coś jakby nasz empik. Konkurencyjną próbuje budować wydawnictwo "Zielenyj pes". (przypomina to trochę sytuację polską z lat 90-tych. gdy Prószyński próbował z siecią własnych saloników).

W księgarniach Lwowa dominują mocno pozycje ukraińskojęzycznej - w tym masy literatury neobanderowskiej od opowiastek dla dzieci po wspomnienia rozmaitych popapranców.

Jest też trochę innych pozycji historycznych. Beletrystykę można kupić też na stoiskach np w przejściach podziemnych. Tu już nie jest tak różowo. Nawet w bardzo nacjonalistycznym Lwowie widać dużo pozycji po rosyjsku, a im dalej na wschód tym tego więcej. Fantastyka po ukraińsku to ewenement - rocznie ukazuje się po kilka pozycji.

Poziom edytorski w miarę przyzwoity. tzn. wyglądają te książki już zupełnie jak nasze - choć częściej mają twardą oprawę (ponoć kwestie ...transportu - kultura przewozu książek jest niska wiec muszą być solidne).

generalnie na zachodzie Ukrainy nie wygląda to jakoś szczególnie źle ale już za Juszczenki mówiło się oficjalnie o konieczności wprowadzenia parytetów by książki wydawane na Ukrainie po ukraińsku stanowiły minimum 50% oferty. Miała być specustawa i dotacje/refundacje dla wydawców. Ale ucichło.

Nakłady ukraińskie są niewielkie - o rząd wielkości niższe niż w Rosji, stawki podobne do rosyjskich.

Z naszego punktu widzenia jest to rynek o tyle ciekawy że mamy tam swoich czytelników.

W ogóle na zachodniej Ukrainie - w granicach II RP znajomość polskiego jest powszechna we wszystkich grupach i warstwach społecznych - po prostu od czasów sowieckich nasza telewizja jest dla nich swego rodzaju oknem na świat. Po polsku gadałem nawet z człowiekiem tworzącym muzeum Strzelców Siczowych i UPA.

Oczywiście co innego znać język a co innego przyznać się do tego przed Lachami. ;)
Czasem przechodzą na polski nie mogąc znieść że mówimy do nich po rosyjsku ;)

[ Dodano: Nie 03 Mar, 2013 ]
Obieżyświat pisze:Licencjat w Polsce to również wyższe wykształcenie.


pomidor ;)



Awatar użytkownika
inatheblue
Pisarz
Pisarz
Posty: 72
Rejestracja: pt 19 paź 2012, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Straszliwe kazamaty
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: inatheblue » ndz 03 mar 2013, 17:53

Takie farmazony gadacie o nauce, że zęby bolą i ręce opadają, a mnie nawet się nie chce tego prostować.
Ale wyjdę od danych podanych w tym wątku i pobawię się trochę.
Jeżeli pula prac polskich = 0,9%, a USA - 27%, to wyrównajmy najpierw do demografii. Amerykanów jest 8x więcej, czyli gdyby Polaków było tyle samo, wychodziłoby 0,9x8=7,2%.
Czyli z uwzględnieniem demografii, Amerykanie publikują 3,5x więcej niż Polacy.
Tymczasem PKB amerykański na głowę jest 3,75 raza większy od polskiego.
A co do Chińczyków, to sami sobie policzcie o ile są od nas "lepsi".

To jest prosty rachunek i zawiera wiele przekłamań, bo trzeba by uwzględnić wydatki na naukę w PKB oraz impakt faktory, ale ogólnie wychodzi, że mimo wszystkich patologii systemu robimy co możemy za to, co mamy.


http://notkostrony.blogspot.com/
O nauce, literaturze i innych rzeczach niezbędnych do życia.

Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2224
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Grimzon » ndz 03 mar 2013, 18:00

inatheblue, Dokładnie jak piszesz. Jeżeli mielibyśmy porównywać nakłady na naukę to wyszłoby że za miskę ryżu w Polsce mamy badania na poziomie USA.


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!

Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.
:ulan:

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1110
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » ndz 03 mar 2013, 18:47

Oczywiście od 1998 roku wiele się zmieniło, teraz USA spadły nieco do 27% na rzecz Chin (wzrost do 10%)

Spadły mocniej niż do 27% - "Forbes" podaje, że po 2004 publikacje naukowe USA spadły do 21,2%, a nie wiadomo jak jest w dniu dzisiejszym.


A w temacie:
A jak jest z podatkiem nałożonym na książki/gazety itp. u naszych wschodnich sąsiadów?



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » ndz 03 mar 2013, 19:53

Z tego co wiem w Rosji jest podatek od dochodów - liniowy bodaj 13% na Ukrainie podobny - z tym że chyba 17%.

Nie ma podatku vat ale książki obłożone są jakimś draństwem podobnym do naszego dawnego podatku obrotowego, z tym że jeśli dobrze zrozumiałem płaci się go nie od sprzedaży ale ...w chwili druku. (a jak nie sprzedasz to się bujaj?)

Niestety - tu nie popiszę się szerszą wiedzą.

A moje rosyjskie pit-y (za opowiadania) przyprawiły polski urząd skarbowy o ciężki ból głowy... Tzn. po długotrwałym studiowaniu (z pomocą moja jako tłumacza) wydedukowali że Rosjanie naliczyli mi niesłusznie 40 zł podatku i powinienem się ubiegać w Moskwie o jego zwrot... Jakbym nie miał co robić...

[ Dodano: Nie 03 Mar, 2013 ]
nie mam pojęcia jak tam jest z czasopismami.

[ Dodano: Nie 03 Mar, 2013 ]
Grimzon pisze:inatheblue, Dokładnie jak piszesz. Jeżeli mielibyśmy porównywać nakłady na naukę to wyszłoby że za miskę ryżu w Polsce mamy badania na poziomie USA.


Powiem tak - przykładzik malutki. gdy studiowałem - ok 1998 prof.Myśliwiec dokonał niezłego przewrotu w egiptologii - mianowicie ruszył głową i podumał tak:

Na wschód od piramidy Dżesera - wielka nekropola. Na północ - też. Na południu - podobnie. A na zachodzie? Pustynia. Nikt jej nie bada bo wiadomo że tam nic nie ma. A wiadomo bo nikt nie bada.

Popytał kolegów z innych krajów. wszyscy pukali się w głowę. "tm były śmietniki" Tam były tylko kamieniołomy" - nikt nie badał bo wszyscy wiedzieli że nie warto.

On pomyślał tak: zachód to dla Egipcjan kierunek w którym udają się dusze zmarłych. Kopiemy! Sprawdził spryciula dokąd sięga cień piramidy Dżesera. Najpierw było płytko w piasku kilkanaście mumii z okresu ptolemejsko-rzymskiego. Głębiej - grobowiec nieznanego wcześniej wezyra z okresu średniego państwa z fantastycznymi freskami. Tuż bok - grobowiec kolejnego kolesia. A jeszcze pod spodem grobowiec zbiorowy kilkunastu już mniej ważnych. I niewykończony grobowiec szykowany dla kogoś megaważnego - bo walały się tam płytki z niebieskiego fajansu - podobne do tych z komory grobowej faraona w piramidzie.

Oczywiście nasi mieli koncesję - tzn. kilka tym m2 do badania. Jak On znalazł to momentalnie sąsiednie działki zaroiły się od niemiaszków. I już bodaj 15 rok w kilkudziesięciu odsłaniają wielkie cmentarzysko.

Ergo: nasz człowiek był mądrzejszy niż 800 szkopów (bo ok. tylu egiptologów mają) i przetarł szlak, ale to oni mają kasę i mogli pójść za ciosem na szerokim froncie natarcia.

Szykuje się kolejne odkrycie jeszcze bardziej sensacyjne. Liczę że profesor Niwiński znajdzie nienaruszony grobowiec arcykapłana Herchora - a zapewne będą w nim skarby takie że ludzie zapomna że był taki dziad jak Tutanchamon ;)

Możemy siłami naszych kilkunastu archeologów solidnie nadupczyć i niemcom i angolom - ale z drugiej strony ciągle jesteśmy na etapie genialnej improwizacji - na której nie zbudujemy imperium.

Podobnie miewamy w innych gałęziach nauki. Ktoś z naszych odkrywa jak zrobić niebieski laser ale produkcja komercyjna rusza w Japonii.

I wreszcie wracając do literatury - słynny problem "zapożyczeń" z prozy Wiśniewskiego-Snerga w filmie braci Wachowskich "Matrix". To przykład jak polska proza może zostać zekranizowana przy odpowiednim doborze środków...

Mamy potencjał. Znaczny. Tylko jak pisałem wyżej - trzeba umieć potencjał przekuć na konkrety.

[ Dodano: Nie 03 Mar, 2013 ]
ps. Słynny preparat na bazie cisu wyprodukowany w latach 90-tych na A.M. we Wrocławiu. Leczy wszystko. Rak, HIV, Ebola umykają z podkulonym ogonkiem. To zastosowania niestety wyłącznie w hodowlach tkankowych bowiem jest to tak parszywa neurotoksyna że żywy organizm nie wytrzyma leczenia... ;)

Ale może coś by z tego zrobili sensownego gdyby były pieniądze.



Awatar użytkownika
Obieżyświat
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: ndz 27 maja 2012, 21:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Obieżyświat » ndz 03 mar 2013, 23:15

Takie farmazony gadacie o nauce, że zęby bolą i ręce opadają, a mnie nawet się nie chce tego prostować.

Na szczęście mnie się chce.


Jeżeli pula prac polskich = 0,9%, a USA - 27%, to wyrównajmy najpierw do demografii. Amerykanów jest 8x więcej, czyli gdyby Polaków było tyle samo, wychodziłoby 0,9x8=7,2%.

inatheblue, Dokładnie jak piszesz. Jeżeli mielibyśmy porównywać nakłady na naukę to wyszłoby że za miskę ryżu w Polsce mamy badania na poziomie USA.

Proszę... MYŚLEĆ! :D

Robisz coś absurdalnego. Zakładasz, że całe społeczeństwo siedzi i tworzy prace naukowe. Intuicja podpowiada, że się mylisz. Jeśli chcemy porównać poziom nauki obu krajów, to należy spojrzeć na współczynnik publikacji prac naukowych wśród naukowców. Co nam daje to, co obliczyłeś?

Otóż, panowie, w Polsce 23 na 100 naukowców jest publikowanych.

W USA ponad 80 naukowców na 100 jest publikowanych.

O czym to świadczy? O jakości edukacji właśnie. Jeżeli nikt nie chce publikować prac polskich naukowców to albo ich nie ma, albo są marnej jakości. Proste? To z kolei równa się polska edukacja sucks.

Do tego weźcie pod uwagę cytowania:

Spadły mocniej niż do 27% - "Forbes" podaje, że po 2004 publikacje naukowe USA spadły do 21,2%, a nie wiadomo jak jest w dniu dzisiejszym.

To prawda, ale nadal amerykańscy naukowcy są najczęściej cytowanymi na świecie (blisko 40% wszystkich) i najczęściej odnosi się do ich prac.

Chińczycy mogą nawalić miliony prac naukowych, z których nikt nie skorzysta ;)
Jeśli bierzemy pod uwagę liczbę prac naukowych, to równocześnie musimy spojrzeć na liczbę cytowań i odniesień oraz liczbę naukowców.


To jest prosty rachunek i zawiera wiele przekłamań, bo trzeba by uwzględnić wydatki na naukę w PKB oraz impakt faktory, ale ogólnie wychodzi, że mimo wszystkich patologii systemu robimy co możemy za to, co mamy.


To nauka - innowacje, badania i najnowsze technologie zapewniają wysokie PKB krajów!
Tam, gdzie edukacja jest na wysokim poziomie, tam jest bogactwo. Cytowałem wcześniej przecież:

Postęp nauki zależy przede wszystkim od wybitnych jednostek i wielkich odkryć, które wytyczają plany budowy jej gmachu, a także od wielu cegiełek żmudnie dokładanych przez rzesze naukowców na całym świecie. Te pierwsze zdarzają się rzadko i nie da się ich ująć żadnymi parametrami ani uszeregować w rankingu ważności. W niektórych dziedzinach honorowane są potem Nagrodami Nobla, medalami Fieldsa i innymi najwyższymi wyróżnieniami. Te drugie, bardziej masowe, rejestruje się w statystykach i umieszcza w międzynarodowych bazach danych.


Większość zależy od tej masy wykształconych ludzi i mamy:
USA - 140 milionów ludzi z wyższym wykształceniem
Polska - 8.7 miliona ludzi z wyższym wykształceniem

USA to potęga intelektualna, zbrojna i gospodarcza. Nie wierzcie, że Chiny są w stanie dogonić Amerykanów, w życiu (chyba, że czerwoni zdemolują Amerykę).



Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2224
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Grimzon » ndz 03 mar 2013, 23:37

Obieżyświat pisze:Otóż, panowie, w Polsce 23 na 100 naukowców jest publikowanych.

W USA ponad 80 naukowców na 100 jest publikowanych.

O czym to świadczy? O jakości edukacji właśnie. Jeżeli nikt nie chce publikować prac polskich naukowców to albo ich nie ma, albo są marnej jakości. Proste? To z kolei równa się polska edukacja sucks.


Przede wszystkim świadczy to wyłącznie o braku odpowiednich środków, na finansowanie nauki. Obecnie wielkie wynalazki tworzy się w dużych zespołach, popartych ogromnymi nakładami finansowymi.

Co więcej przeciętny student z USA z przedmiotów ścisłych wie znacznie mnie niż jego odpowiednik na studiach w Polsce. Także porównanie samych liczb nie jest niczym szczególnie wiarygodnym.

A jeszcze jak pracownik naukowy w Polsce ma coś publikować jeżeli jest zmuszony pracować na 2 uczelniach aby mieć jakie takie zarobki.

A na koniec pochwal się ile już naukowych artykułów napisałeś ? Może zamiast pustej demagogi wesprzesz polską naukę jakimś spektakularnym osiągnięciem.


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!



Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.

:ulan:

Awatar użytkownika
Godhand
Junior Admin
Junior Admin
Posty: 3189
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » ndz 03 mar 2013, 23:42

Obieżyświat pisze:W USA ponad 80 naukowców na 100 jest publikowanych.


A ilu z nich to obcokrajowcy (w tym Polacy) ?


Pozdrawiam,


G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Obieżyświat
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: ndz 27 maja 2012, 21:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Obieżyświat » ndz 03 mar 2013, 23:51

Co więcej przeciętny student z USA z przedmiotów ścisłych wie znacznie mnie niż jego odpowiednik na studiach w Polsce. Także porównanie samych liczb nie jest niczym szczególnie wiarygodnym.

Proszę cię. Przechodzimy z rozmowy z użyciem argumentów w dyskusję o mitach, zabobonach i swojego widzimisię. Pokaż mi to. Stawiasz tezę, poprzyj ją czymś. Na tym polega problem w Polsce, ludzie przestali myśleć.

A ilu z nich to obcokrajowcy (w tym Polacy) ?

Co znaczy Polak? Czy jest nim ktoś, kto przyjmuje obywatelstwo innego państwa, pracuje na jego rzecz, utożsamia się z nim, świętuję razem z Amerykanami i posługuje się angielskim?
Stawiam swoje życie, że ci "polscy" naukowcy nie wróciliby do kraju. Jestem pewny, że czują się Amerykanami i w razie wojny walczyliby przeciwko Polakom.
Czy to cię pociesza, że sobie pomyślisz, iż kilku naukowców, z pochodzenia Polacy, zdobyło sławę w USA? W jakiś sposób cię to satysfakcjonuje? Myślisz, że jakaś cząstka jego genów jest w tobie?

Ja chcę silnej i potężnej Polski! Mnie nie zadowala, że świetni fachowcy wyjeżdżają i budują inne potęgi. Dla mnie to czysto idiotyczny argument "ilu z nich to obcokrajowcy". Trzeba sprawić, żeby to do nas przyjeżdżali naukowcy. No, ale z takim myśleniem to my daleko nie zajdziemy.

Ilu europejskich naukowców ma korzenie w Azji? Ameryce? Afryce? Setki tysiące. Czy to w jakiś sposób poprawia byt murzynków umierających w ich ojczyźnie w wieku 30 lat? Wątpię.

A na koniec pochwal się ile już naukowych artykułów napisałeś ? Może zamiast pustej demagogi wesprzesz polską naukę jakimś spektakularnym osiągnięciem.

Studiuję leśnictwo na AR w Krakowie. Akurat Lasy Państwowe to jedna z najlepszych polskich firm. Jest bardzo bogata, przynosi regularne, ogromne zyski. Musze przyznać, że jesteśmy edukowani, jak na Polskę, bardzo dobrze. Liczne zajęcia terenowe, najnowszy sprzęt. Ale ile uczelni może to zapewnić?

Mam też licencjat zrobiony na UŚ w Katowicach - kompromitacja totalna. Na zajęciach sprzęt z lat 1960-1980. Trzeba uważać, żeby czegoś nie rozwalić. Brudne i obskurne ściany. Na informatyce (podstawa współczesnego świata) korzystamy z darmowych programów, bo uczelni nie stać na płatne, a potem nikt nie wie, co zrobić samodzielnie w pracy.

Polska edukacja jest złe przez rząd, ja nie mam nic do naukowców, oni po prostu nie mają szans na rozwój. Nie mają warunków. Powtórzę, musimy stworzyć im warunki, żeby do nas przyjeżdżali Niemcy, Anglicy i Amerykanie. A to jest możliwe.



Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1110
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » pn 04 mar 2013, 00:05

Większość zależy od tej masy wykształconych ludzi i mamy:
USA - 140 milionów ludzi z wyższym wykształceniem
Polska - 8.7 miliona ludzi z wyższym wykształceniem

Jest jedno ale - w Polsce jeszcze 30 lat temu na studia nie szli wszyscy "jak leci", bo zawodówka dawała pewną pracę.
Jeśli chodzi zaś o wykształcenie wyższe w Ameryce - procentowo przegrywa ona z Kanadą(51%), Japonią(46%) i Izraelem(45%).

Moim zdaniem nie jest jednak ważna ilość ludzi po studiach, bo już dziś licencjat to papierek, który można powiesić na ścianie, a powoli zaczyna dotykać to też tytułów magistra(w tym inżynierii). Warto się zastanowić - czy naprawdę KAŻDY musi kończyć studia? Obecnie uważa się, że osoba idąca do technikum nie chce się uczyć lub jest po prostu słabsza w nauce od osób idących do liceów - paranoja.

To prawda, ale nadal amerykańscy naukowcy są najczęściej cytowanymi na świecie (blisko 40% wszystkich)

To wiąże się bezpośrednio z ilością publikacji - wiadomo przecież, że Amerykanin chętniej zacytuje Amerykanina, z którym może osobiście porozmawiać niż Polaka, o którym nikt nigdy nie słyszał.

USA to potęga (...) gospodarcza

To kolos na glinianych nogach - USA przekroczyło barierę 16 bilionów dolarów długów już pod koniec roku 2012(i ciągle rośnie).
Nie wierzcie, że Chiny są w stanie dogonić Amerykanów, w życiu (chyba, że czerwoni zdemolują Amerykę).

Wystarczyłoby, żeby wszystkie państwa azjatyckie zażądały zwrotu pożyczek i Ameryka musiałaby się "sprzedać".




Wróć do „...za granicą?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość