Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Jak wydać książkę za granicą?

Rynek zagraniczny.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » pn 04 sie 2014, 18:38

Ostatni post z poprzedniej strony:

listę tłumaczy rekomendowanych przez Instytut Książki (tzn jakoś tam sprawdzonych) znajdziecie na ich stronach.

http://www.instytutksiazki.pl/p,dla-tlumaczy.html

istnieje też możliwość uzyskania dotacji na tłumaczenie - tzn zdaje się jak się najpierw znajdzie wydawcę za granicę. :roll:

ergo stara resortowa sztuczka: żeby wejść do budynku trzeba mieć przepustkę a biuro przepustek znajduje się wewnątrz budynku...

no i coby skorzystać z tych dotacji to niestety - trzeba mieć jakiś wydany w Polsce dorobek...



Awatar użytkownika
Galla
Dusza pisarza
Posty: 606
Rejestracja: sob 16 mar 2013, 10:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Galla » pn 04 sie 2014, 20:29

Zamiast austriackiego lepiej postawić na Hochdeutsch - byłaby szansa wydania i w Niemczech, i w Austrii.
Szansa może iluzoryczna, bo łatwo nie będzie, ale raczej sobie takim krokiem bardziej nie zaszkodzisz ;)



Awatar użytkownika
Marcin Dolecki
Debiutant
Debiutant
Posty: 1413
Rejestracja: wt 21 maja 2013, 20:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marcin Dolecki » wt 05 sie 2014, 13:13

Wydanie książki przez Polaka w państwach dawnego "pierwszego świata" jest trudne m.in. dlatego, że nasz kraj jest z jednej strony zbyt odległy kulturowo od wspomnianych państw, z drugiej zaś - zbyt mało egzotyczny dla tamtejszych czytelników, aby wzbudzić powszechne zainteresowanie tekstem, w którym przedstawione zostały polskie realia. Natomiast umieszczenie akcji np. w USA lub w Australii zwykle będzie skutkowało sztucznością fabuły.
Do tego dochodzą częste kłopoty z translacją na języki zachodnie, gdyż wielu naszych autorów nie jest w stanie zaryzykować znacznych kwot na opłacenie tłumaczy.


"Właściwie było to jedno z tych miejsc, które istnieją wyłącznie po to, żeby ktoś mógł z nich pochodzić." - T. Pratchett

Double-Edged (S)words

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4150
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Romecki » wt 05 sie 2014, 13:29

Marcin Dolecki pisze:Do tego dochodzą częste kłopoty z translacją na języki zachodnie, gdyż wielu naszych autorów nie jest w stanie zaryzykować znacznych kwot na opłacenie tłumaczy.


Ale to nie tylko problem ryzyka z tłumaczem.
Załóżmy, że znajdę tłumacza, który za dziesięć tysięcy zrobi tłumaczenie. Pytanie, czy zrobi tłumaczenie nienaganne po tamtej stronie?
Ale załóżmy, że masz rację i zaryzykuję. To nadal niczego nie rozwiązuje, przecież nie mam wydawcy. Trzeba go znaleźć.
I to nie byle jakiego! Bo to musi być wydawca, który sprzeda kilka tysięcy egzemplarzy mojej książki, abym w ogóle mógł wyjść na zero.
I w tym ostatnim punkcie upatruję największy problem. Nie sztuka zrobić tłumaczenie, to tylko kwestia pieniędzy. Ale skoro lokalsom ciężko sprzedać np. 5000 egz. swojej książki, to jak bardzo mizerne są szanse autora obcego?


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Marcin Dolecki
Debiutant
Debiutant
Posty: 1413
Rejestracja: wt 21 maja 2013, 20:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marcin Dolecki » wt 05 sie 2014, 14:05

Romku, zaledwie ok. 5% książek wydawanych w USA udaje się sprzedać w nakładzie przekraczającym 5000 egz.

Poniesienie na "dzień dobry" ryzyka związanego z opłaceniem tłumacza jest konieczne, jeśli planuje się poważne działania zmierzające do wydania tekstu za granicą. To, że cudzoziemcowi będzie trudniej, jest oczywiste; można rozważać, na ile trudniej, jednak są to już tylko spekulacje.
Poważny problem związany z translacją polega na tym, że polski autor nie jest w stanie ocenić, jak naturalnie brzmi przetłumaczony tekst, nawet gdyby był np. filologiem angielskim. To w praktyce może ocenić tambylec zajmujący się zawodowo literaturą, czyli zwykle wydawca (lub np. pisarz czy krytyk literacki, ale ilu Polaków zna takie osoby?). Można mieć tylko nadzieję, że tekst jest na tyle dobry, żeby w kraju docelowym zdecydowano się na podjęcie pracy związanej z jego ulepszeniem.
Z własnego doświadczenia wiem, że nie można liczyć na informację od wydawców dotyczącą wartości tekstu, gdyż - jeśli odmawiają - używają prawie wyłącznie standardowych formuł (w ciągu kilku miesięcy próbowałem nawiązać kontakt z ponad setką wydawnictw w 10 państwach). Jeden wydawca w USA zaproponował mi wprowadzenie sensownej zmiany do fabuły (co zrobiłem). Zaproponował mi także kontakt, przysłał wzór umowy, po czym przestał odpisywać na moje maile. Drugą ofertę wydawniczą z USA odrzuciłem.


"Właściwie było to jedno z tych miejsc, które istnieją wyłącznie po to, żeby ktoś mógł z nich pochodzić." - T. Pratchett



Double-Edged (S)words

Awatar użytkownika
Nisha
Pisarz domowy
Posty: 148
Rejestracja: czw 19 cze 2014, 17:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Nisha » wt 05 sie 2014, 14:12

Marcin Dolecki pisze:Romku, zaledwie ok. 5% książek wydawanych w USA udaje się sprzedać w nakładzie przekraczającym 5000 egz.


Z ciekawości - jakieś konkretne źródło?


Wszystkie pytania bez odpowiedzi znam
I wszystkie pytania te, na które każda odpowiedź jest zła

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4150
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Romecki » wt 05 sie 2014, 14:13

Marcin Dolecki pisze:Romku, zaledwie ok. 5% książek wydawanych w USA udaje się sprzedać w nakładzie przekraczającym 5000 egz.


Znam tę statystykę, podobnie jak średni sprzedany nakład książki papierowej, oscylujący w okolicach trzech tysięcy egzemplarzy - stąd właśnie moja uwaga. Lokals najwyżej zarobi mało, autor decydujący się na tłumaczenie ponosi znacznie większe ryzyko, że wtopi przynajmniej parę tysięcy, i to przy założeniu, że oprócz tłumacza nie sfinansuje jeszcze druku :)

Stąd, moim zdaniem - a nie z braku tłumaczy czy tym bardziej chęci - bierze się tak mało inicjatyw.


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Marcin Dolecki
Debiutant
Debiutant
Posty: 1413
Rejestracja: wt 21 maja 2013, 20:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marcin Dolecki » wt 05 sie 2014, 14:15

Nisha, już wcześniej podałem tę informację na forum, razem z odsyłaczem do źródeł, nie pamiętam, niestety, w którym wątku, musiałbym przeszukać starsze posty :)


"Właściwie było to jedno z tych miejsc, które istnieją wyłącznie po to, żeby ktoś mógł z nich pochodzić." - T. Pratchett



Double-Edged (S)words

Awatar użytkownika
Dreamcatcher
Szkolny pisarzyna
Posty: 25
Rejestracja: śr 16 lip 2014, 13:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Dreamcatcher » wt 05 sie 2014, 17:09

Romek Pawlak pisze:Ale załóżmy, że masz rację i zaryzykuję. To nadal niczego nie rozwiązuje, przecież nie mam wydawcy. Trzeba go znaleźć.
I to nie byle jakiego! Bo to musi być wydawca, który sprzeda kilka tysięcy egzemplarzy mojej książki, abym w ogóle mógł wyjść na zero.


Jeżeli żaden zagraniczny wydawca nie zechce książki, warto rozważyć publikację na Amazonie, najlepiej po angielsku. Takie rozwiązanie pozwoli przynajmniej częściowo odzyskać pieniądze zainwestowane w tłumacza.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4150
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Romecki » wt 05 sie 2014, 19:45

Z tym odzyskiwaniem na Amazonie to też nie tak hula hop :) wystarczy poczytać, jak radzą sobie autorzy, którzy wrzucili tam teksty :) kilkaset kopii to już spory sukces - rywalizacja na Amazonie jest chyba jeszcze większa niż na papierze, bo każdy może coś wrzucić :)

Ale owszem, jako próba odzyskania pieniędzy, aby się chociaż upić z rozpaczy, dlaczego nie? :)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Marcin Dolecki
Debiutant
Debiutant
Posty: 1413
Rejestracja: wt 21 maja 2013, 20:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marcin Dolecki » wt 05 sie 2014, 20:03

Samodzielne umieszczenie tekstu na Amazonie to ostateczność. jest bowiem mało prawdopodobne, aby czytelnicy zwrócili uwagę akurat na tę książkę, pośród wielu setek tysięcy innych. Większość wydawnictw w krajach anglosaskich i tak umieszcza książki na Amazonie, jednak zapewnia zarówno inne formy sprzedaży, jak i promocję.


"Właściwie było to jedno z tych miejsc, które istnieją wyłącznie po to, żeby ktoś mógł z nich pochodzić." - T. Pratchett



Double-Edged (S)words

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4150
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Romecki » wt 05 sie 2014, 20:05

Właśnie o to mi chodzi :) jak nie stoi za tobą Random House, to i tak zbita du...sza :)


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Marcin Dolecki
Debiutant
Debiutant
Posty: 1413
Rejestracja: wt 21 maja 2013, 20:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marcin Dolecki » czw 07 sie 2014, 12:02

Do Random House próbowałem dobijać się tylnymi drzwiami, tzn. przez oddział nowozeladzki :)

[ Dodano: Wto 05 Sie, 2014 ]
Możliwości publikacji w USA tworzą już właściwie kontinuum - od umieszczenia tekstu na Amazonie do opublikowania go w jednym z wydawnictw tzw. Wielkiej Piątki (Penguin Random House, Hachette, HarperCollins, Macmillan i Simon&Schuster).

[ Dodano: Czw 07 Sie, 2014 ]
Poniższy tekst Nathaniela Hawthorna (ze zbioru: Niesamowite opowieści. Klasyka powieści grozy cz. I, Wydawnictwo FOX, Wrocław 2003, nazwisko tłumacza nie zostało podane), mniej więcej z połowy XIX wieku, świetnie przedstawia zabiegi autorów w USA o publikację oraz ich frustrację :) :

" - Oferowałem je listownie ze siedemnastu wydawcom - ciągnął Oberon czerwieniejąc z irytacji. - Zdumiałbyś się, gdybyś przeczytał, co odpowiedzieli. [...] Jeden drukuje tylko podręczniki szkolne, drugi ma już pięć powieści do oceny.
- Jaki ogromny stos papieru musi tworzyć nie ogłoszone drukiem amerykańskie piśmiennictwo! - zawołałem.
- Och, nawet aleksandryjskie rękopisy nie mogą się z nim równać - zapewnił mój przyjaciel. - No, ale jedźmy dalej: inny rezygnuje właśnie z interesu, jestem pewien, że specjalnie po to, aby uniknąć wydania mojej książki. Kilku wszakże nie odmówiłoby mi całkowicie swoich usług, o ile wpłaciłbym im z góry połowę kosztów wydania, dając gwarancję co do reszty, plus wysoki procent dla nich samych, bez względu na to, czy książka zostanie rozsprzedana, czy też nie. Jeszcze inny doradza mi subskrypcję.
- Łajdak! - wykrzyknąłem.
- To fakt! - odparł Oberon. - Krótko mówiąc, ze wszystkich siedemnastu tylko, jeden pofatygował się, żeby choć przeczytać moje opowieści. A wtedy - sam chyba po amatorsku para się pianiem [pisaniem? - M.D.] - miał czelność je skrytykować proponując, jak to nazwał, znaczne ulepszenia i konkludując, po wydaniu wyroku potępiającego, zdecydowanym oświadczeniem, że on sam w żadnym razie nie jest nimi zainteresowany.
- Nie od rzeczy byłoby pociągnąć tego typa za nos - napomknąłem.
- Gdyby cały ten "handel" miał jeden wspólny nos, pociągnąć za ten nochal byłoby pewną satysfakcją - odpowiedział pisarz. - Ale wśród tych siedemnastu niegodziwców jeden wydaje się uczciwy. Otóż ten powiada mi otwarcie, że żaden wydawca amerykański nie będzie sobie zawracał głowy dziełem amerykańskiego pióra, zwłaszcza jeśli autor jest nieznany, chyba że ów pisarza poniesie ryzyko wydania.
- Nikczemne łotry! - zawołałem. - Chcą żyć z literatury, a jednocześnie nic dla niej nie ryzykować? Ostatecznie jednak mógłbyś to opublikować własnym sumptem.
- Mógłbym, zaiste. Ale diabeł wkradł się do tego interesu [...]"


"Właściwie było to jedno z tych miejsc, które istnieją wyłącznie po to, żeby ktoś mógł z nich pochodzić." - T. Pratchett



Double-Edged (S)words

Awatar użytkownika
Dreamcatcher
Szkolny pisarzyna
Posty: 25
Rejestracja: śr 16 lip 2014, 13:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Dreamcatcher » sob 09 sie 2014, 16:58

Przy próbach wydania książki w krajach anglojęzycznych, trzeba pamiętać jeszcze o tym, że tamtejsi wydawcy niechętnie rozmawiają bezpośrednio z autorami. Zwykle zajmują się tym agenci literaccy. Sądzę, że po przetłumaczeniu książki w pierwszej kolejności należałoby się rozglądać za kimś, kto zechce godnie nas reprezentować.

Ponadto rynek anglosaski jest bardzo wymagający, też mają sporo debiutantów czekających na swoją szansę. Gdy już ktoś decyduje się na inwestycję w tłumacza, powinien to być anglojęzyczny native speaker ze znajomością polskiego, nie na odwrót.

Z drugiej strony sporo osób płaci ciężkie pieniądze za "debiut" w płatnym wydawnictwie. Z tego punktu widzenia inwestycja w dobre tłumaczenie wydaje się być lepszym rozwiązaniem... Osobiście uważam, że warto próbować.

Sapkowski poruszył temat wydawania książek za granicą na konwencie "Dni Fantastyki". Być może kogoś to zainteresuje:
https://www.youtube.com/watch?v=oO0K-qvUsYg
(dla leniwych: 25ta minuta)



Awatar użytkownika
Black Wind
Pisarz domowy
Posty: 122
Rejestracja: pt 25 lip 2014, 10:50
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Black Wind » sob 09 sie 2014, 17:17

Dreamcatcher pisze:Z drugiej strony sporo osób płaci ciężkie pieniądze za "debiut" w płatnym wydawnictwie. Z tego punktu widzenia inwestycja w dobre tłumaczenie wydaje się być lepszym rozwiązaniem... Osobiście uważam, że warto próbować.


Skoro nikt nie chce wydać powieści normalnie, to autor powinien raczej napisać coś lepszego albo poprawić istniejący tekst, a nie tłumaczyć go na jakikolwiek język.
Osobiście spróbowałbym wydawać coś poza Polską dopiero wtedy, kiedy udałoby mi się uzyskać stabilną, dobrą pozycję na naszym rynku ;).



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » pn 22 wrz 2014, 12:04

Black Wind pisze:Osobiście spróbowałbym wydawać coś poza Polską dopiero wtedy, kiedy udałoby mi się uzyskać stabilną, dobrą pozycję na naszym rynku ;).


mając stabilną dobrą pozycję na naszym rynku spróbowałem.

niestety klapa.

Gdyby nie kryzys w Polsce powiedzmy mógłbym uciułać ze 30 tyś i spróbować wydać na Ukrainie np Oko Jelenia. Kłopot w tym że na razie wszelkie inwestycje trzeba odłożyć.




Wróć do „...za granicą?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość