Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Agent literacki NY

Rynek zagraniczny.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
okoego
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pt 25 cze 2010, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: opolskie
Płeć: Mężczyzna

Agent literacki NY

Postautor: okoego » sob 03 lip 2010, 17:45

http://www.strategicbookpublishing.com/ ... ional.html

Agencja literacka, która przyjęła jedną z moich książek po polsku i będzie szukać wydawców. Mam nadzieję, że to dobrze rokuje, bo na ich stronie znacznie później przerczytałem, że przyjmują tylko w angielskim. Albo nikigo nie olewają. Tak czy siak, to pozytywne.

Autorowi karzą wybrać swoją najlepszą pracę i ja przesłać mailem. Bardzo szybko reagują, a odpowiedź obecują w ciągu 2 tyg. Agencja nie szuka na rynku amerykańskim, szuka wydawców na całym świecie i co ważne!, autor otrzymuje honorarium za każdy nowy język, na który znajdą wydawcę.

Nie polecam debiutantom, bo wyraźnie piszą w mailach, że chcą zarabiać kasę - sprawdzają autorów w krajach, z których pochodzą. Aczkolwiek, na swojej innej stronie chwalą się swoimi autorami, którzy - sprzedali już ponad 1000 książek - co raczej dla wielu z nas jest co najmniej żadnym osiągnięciem.

No to należy ruszać do nich Panowie lub pisać, jeśli mieliście z nimi kontakt. Jestem ciekaw.

[ Dodano: Sob 03 Lip, 2010 ]
i Panie:)



Awatar użytkownika
Naturszczyk
Pisarz
Pisarz
Posty: 781
Rejestracja: śr 20 sty 2010, 09:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: pomezania
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Naturszczyk » sob 03 lip 2010, 20:10

Okoego - wytłumacz mi tylko jak ktoś nie znający polskiego, jest w stanie ocenić twoją książkę.


Władysław "Naturszczyk" Zdanowicz

Awatar użytkownika
Kamila
Pisarz osiedlowy
Posty: 237
Rejestracja: pt 05 mar 2010, 12:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Kamila » sob 03 lip 2010, 20:12

Dalej, panowie! Mamy tu tylu pisarzy!
Czas, żeby Nowy Świat usłyszał o pisarzach z Polski, abyśmy nie chowali głowy w piasek, gdy ktoś wśród znanych Polaków wymienia Dodę oraz seksualną rekordzistkę Guinnessa razem z Papieżem i Wałęsą.



Awatar użytkownika
okoego
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pt 25 cze 2010, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: opolskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: okoego » sob 03 lip 2010, 20:28

Na całym świecie żyje wielu Polaków.
Panie Władysławie, proszę ich zapytać.
Widzę, że cokolwiek tu napiszę, to tylko pyskówki są.
Tyle frustracji...



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 03 lip 2010, 20:38

okoego pisze:Na całym świecie żyje wielu Polaków.
Panie Władysławie, proszę ich zapytać.
Widzę, że cokolwiek tu napiszę, to tylko pyskówki są.
Tyle frustracji...

Ja nie odczytałem postu Naturaszczyka jako pyskówki. Wydaje mi się, że zadał jedno z ważniejszych pytań.
Skoro ci się udało to gratuluję.
Może zdradzisz co wpłynęło na ich wybór i złamanie zasady nie przyjmowania tekstów nie będących w języku angielskim?

PS W twoim poście znalazł się błąd. Powinno być "każą". Pospiech nie jest najlepszym sprzymierzeńcem w pisaniu.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
okoego
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pt 25 cze 2010, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: opolskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: okoego » sob 03 lip 2010, 20:46

Nic mi sie nie udało, przyjęcie nie jest jednoznaczne z wydaniem.
Nie o Panie Władysławie pisałem, że pyskówki...

A jeśli chodzi o technikalia, to ta agencja chce informacji o autorze, tj. jak sie sprzedaje w swoim kraju, a reszta ich nie obchodzi, oni nie tłumaczą książek, lecz szukają wydawców dla oryginalnej wersji językowej - chyba. Działają w Niemczech i wydaje mi się, że akurat tam moga się natknąć na wielu Polaków pracujących w wydawnictwach, którzy będą w stanie ocenić pozycję.

I to taki oczywisty błąd:) - kara - robię je oczywiście, a najgorzej jest z łączną i rozdzielną pisownią..

[ Dodano: Sob 03 Lip, 2010 ]
Przepraszam, nie doczytałem wcześniej postu.
1. Mam tylko dwa, może trzy argumenty. Swoją sprzedaż, którą mogę udokumentować.
2. Fakt, że jednemu z największych farmakologicznych koncernów na świecie z centralą w USA sprzedałem 1000 szt. jednej z moich książek, dla lekarzy - firma sama mnie znalazła. Nie chodzi w tym o zarobek, lecz informację, że treść książek musi być na wysokim poziomie, bo firmy farmaceutyczne bez konsultacji z profesorami takich decyzji nie podejmują, chodzi przecież o edukacje lekarzy.
3. I tytuły moich książek, które, jeśli są podobne, w USA zawsze są bestsellerami, nawet jak treść jest durnowata, bo w sumie ich czytelnikami w większości są osoby z "pomalowanymi na czarno paznokciami". Moja pierwsza książka jest tzw. gniotem, a przez tytuł sprzedaje się dobrze od 5 lat - muszę ją w końcu zmienić.
4. No i może fakt, że jest to literatura nonfiction, a ta chyba jest lepiej traktowana przez wydawców, choć nigdy nie trafia na szczyty list bestsellerów, a autorzy na nie zyskują sławy.

Przepraszam. Nie przeczytałem innego postu. Mój błąd. - Weber
Ostatnio zmieniony sob 03 lip 2010, 21:36 przez okoego, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
L_J
Pisarz domowy
Posty: 189
Rejestracja: pn 22 cze 2009, 10:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: inąd
Płeć: Mężczyzna

Postautor: L_J » sob 03 lip 2010, 21:10

okoego pisze:Moja pierwsza książka jest tzw. gniotem, a przez tytuł sprzedaje się dobrze od 5 lat

Jaka to książka i gdzie się sprzedaje - w USA, czy w Niemczech? Pytanie z czystej ciekawości ;-)



Awatar użytkownika
okoego
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pt 25 cze 2010, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: opolskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: okoego » sob 03 lip 2010, 21:19

Książka, którą sprzedałem firmie farmaceutycznej ma tytuł "Diagnoza ryzyka samobójstwa". Została kupiona dla polskich lekarzy - dostają ją od przedstawicieli medycznych, głownie psychiatrzy. Nie była na sprzedaż. Jedynie firma zamówiła sobie nową okładkę, z reklamą produkowanego przez nich leku.
A w Niemczech w księgarniach też jest:http://www.polbuch.de/opis,2,9788391522219,diagnoza_ryzyka_samobojstwa.htm
http://www.buch.de/shop/home/suchartike ... pId=886983
http://www.amazon.de/Diagnoza-ryzyka-sa ... 730&sr=1-2

i może gdzieś jeszcze ale nie wiem

Książka ma straszliwą ilość błędów i jest mi z tego powodu wstyd (trudna syt. życiowa nie pozwoliła mi temu zapobiec), lecz pomimo tego jest wysoko ceniona.



Awatar użytkownika
Kamila
Pisarz osiedlowy
Posty: 237
Rejestracja: pt 05 mar 2010, 12:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Kamila » sob 03 lip 2010, 22:17

Okoego - wytłumacz mi tylko jak ktoś nie znający polskiego, jest w stanie ocenić twoją książkę.

A co? Tłumaczy w Polsce nie mamy?

Trochę optymizmu i Polska podbija świat! ;)



Awatar użytkownika
Obsidian
Pisarz domowy
Posty: 116
Rejestracja: pn 12 lis 2007, 09:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Obsidian » sob 03 lip 2010, 22:34

O ile się nie mylę to raczej tłumacz z Polski sam książki nie przetłumaczy - musi mieć kontakt z jakimś native speakerem znającym się na rzeczy.

A tak w ogóle to chyba nie o to chodziło ;)



Awatar użytkownika
Naturszczyk
Pisarz
Pisarz
Posty: 781
Rejestracja: śr 20 sty 2010, 09:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: pomezania
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Naturszczyk » sob 03 lip 2010, 22:39

Okoego - mimo różnicy wieku pomiędzy nami nie lubię gdy ktoś mi Panuje, szczególnie w Internecie, w którym wszyscy jesteśmy sobie równi, więc nie musisz tego przestrzegać.
Osobiście nie przepadam za pyskówkami, uważam, że jesteśmy w takiej sytuacji że lepiej sobie pomagać niż wrzucać kłody pod nogi. Nie lubię jednak sytuacji dwuznacznych i dlatego staram się zadać pytania które mają sens sprawę wyjaśnić - stąd moje pytanie, jak ktoś nie znający język polski jest w stanie ocenić twoją książkę. Powiem też szczerze, że nie widzę sensu aby ktoś na obcym rynku wydawał moją książkę po polsku. Po pierwsze, potencjalni czytelnicy są nieliczni, więc nie ma sensu wydać klasycznie, a w takim razie zapewne chodzi o wydawanie w systemie PDF - co samo w sobie mnie osobiście nie interesuje. Sprawa druga, sensownie jest zaistnieć na rynku zachodnim - ale jako autor przetłumaczony na język obcy. Wydawanie, np. w Niemczech książki po polsku - to poroniony pomysł. Każdy kto chce może kupić moją książkę poprzez Internet i osobiście wyślę mu książkę z dedykacją. Dla jasności - w ten sposób wysyłałem już moje książki na każdy kontynent, poza biegunem zimna, czyli Antarktydą, co w żaden sposób nie przełożyło się na podpisaniu umowy o tłumaczenie z tamtejszym wydawnictwem. Choć, działając zupełnie inaczej ( o tym na razie nie napiszę, aby nie zapeszyć), być może wkrótce podpiszę stosowną umowę w Rosji i Francji.
Kamila - tłumaczy w Polsce dostatek, ale zasada panująca na rynku tłumaczy jest taka, że prawie żaden z nich nie podejmie się tłumaczenia książki na język który nie jest dla tłumacza ojczystym. Nie jest to właściwe miejsce aby wszystko dokładnie tłumaczyć, ale tak to mniej więcej wygląda.
Sensowne jest nawiązanie współpracy z agentem literackim z zagranicy, ale to wcale nie jest takie łatwe bo 99,999 % agentów nie zna języka polskiego, a znajomość języków obcych wśród Polaków nie jest na tyle wysoka aby udało się dobrze przetłumaczyć swoje książki. Gdyby tak było, większość z nas od razu pisałoby po angielsku lub niemiecku.


Władysław "Naturszczyk" Zdanowicz

Awatar użytkownika
okoego
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pt 25 cze 2010, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: opolskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: okoego » sob 03 lip 2010, 23:03

OK Władysław:)
W żadnym razie nie chodzi mi o polskie wydanie za granicą. Mam nadzieję, że agencja znajdzie wydawcę, który będzie chciał przetłumaczyć i wydać książkę. Jeśli to będzie Chicago, to może jest szansa:). W Niemczech również je widzę.
Dlatego zaproponowałem im tytuł kontrowersyjny, a jednocześnie krótki - 106 stron, co przekłada się na tanie koszty tłumaczenia i wydania.
Rzeczywiście, nie ryzykowałbym z nikim poza native speakerem, chociaż niektórzy polscy tłumacze kabinowi moga być bardzo dobrzy, orientujecie się?

Ta firma, jak sami piszą, jest nastawiona na literaturę dla dzieci, bo prowadzą interesy z Chińczykami, którzy agresywnie proszukują takich pozycji (Chińczycy przecież też muszą sobie sami tłumaczyć:))

[ Dodano: Sob 03 Lip, 2010 ]
Władysław
Ty masz przetłumaczoną książkę na francuski?
Znalazłem agencję we Francji, która wydaje polskich pisarzy.
http://www.publishersglobal.com/directo ... herid=1090



Awatar użytkownika
Kamila
Pisarz osiedlowy
Posty: 237
Rejestracja: pt 05 mar 2010, 12:37
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Kamila » ndz 04 lip 2010, 01:35

Rzeczywiście, nie ryzykowałbym z nikim poza native speakerem, chociaż niektórzy polscy tłumacze kabinowi mogą być bardzo dobrzy, orientujecie się?

O ile się nie mylę to raczej tłumacz z Polski sam książki nie przetłumaczy - musi mieć kontakt z jakimś native speakerem znającym się na rzeczy.

Nativ to bardzo ryzykowne posunięcie. Inaczej przetłumaczy Amerykanin, inne Kanadyjczyk, inaczej Irlandczyk, nie mówią o wersji 'australijskiej', której nikt nie zrozumie. Wszyscy będą sobie wytykać błędy.
Problem jest jeden - Brytyjczycy zwykle nie uczą się innych języków, a jeśli już to nie polskiego. Jeśli nawet TEN WYJĄTKOWY będzie umiał, to nie jest to literat. Nie będzie posiadał ucha literackiego, ani zmysłu. Może istnieje taki człowiek w Polsce, ale z powodu deficytu ma pełne ręce roboty i pewnie tłumaczy prace popularno-naukowe.
zasada panująca na rynku tłumaczy jest taka, że prawie żaden z nich nie podejmie się tłumaczenia książki na język który nie jest dla tłumacza ojczystym.

Grupa młodych, ambitnych filologów w doświadczeniu z językiem i angielscy literaci - to szansa na sukces. Na końcu konsultacja z nativem. Ale to za duży projekt dla osób z twoim stażem pracy.
a znajomość języków obcych wśród Polaków nie jest na tyle wysoka aby udało się dobrze przetłumaczyć swoje książki.

To nie te czasy... Nie te czasy. Chciałabym ci wytłumaczyć, że się mylisz, ale nie wydaje mi się, że jestem w stanie. Teraz nie ma granic. Dla mnie czy strona jest angielska czy polska nie ma znaczenia, a mam jedynie 17 lat, angielski jest II (czyli mniej ważnym) językiem w mojej szkole. Angielski jest bardzo prosty, płynny i komunikatywny. Dużo bardziej elastyczny od polskiego, posiada więcej słów użytkowych.
Jestem tylko małą, średnio-zaawansowaną płotką, której jedyną zaletą w tej dziedzinie jest czytanie po angielsku. i twierdzę, że tłumaczenie nie jest problemem. Problemem jest literackość dzieła końcowego. Tu potrzebny byłby tłumacz i angielski pisarz po prostu. Może za twoich czasów były jakieś 'zasady'. Teraz znikają.

Oczywiście póki my - młodzi - nie posiadamy warsztatu/doświadczenia/umiejętności, wy decydujecie o rynku i wy nim zarządzacie. To jednak szybko minie. Nabierzemy doświadczenia i through (znaczy sru!) ;)

Jeśli to będzie Chicago, to może jest szansa:)

Właśnie! Trzeba próbować.

Jedynym widocznym problemem jest fakt, że nawet, gdy przetłumaczą i dadzą ci do ręki do oceny, możesz (a może się mylę?) nie być w stanie tego ocenić. Rada jedna: do książek panowie! ;)



Awatar użytkownika
okoego
Szkolny pisarzyna
Posty: 42
Rejestracja: pt 25 cze 2010, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: opolskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: okoego » ndz 04 lip 2010, 02:08

Trzeba próbować:)

Poniżej jest linkl do zagranicznych wydawców, którzy przyjmują polskie prace.

http://www.publishersglobal.com/directo ... -of=Polish



Awatar użytkownika
TadekM
Pisarz
Pisarz
Posty: 806
Rejestracja: czw 10 sty 2008, 17:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: TadekM » ndz 04 lip 2010, 02:14

Nativ to bardzo ryzykowne posunięcie. Inaczej przetłumaczy Amerykanin, inne Kanadyjczyk, inaczej Irlandczyk, nie mówią o wersji 'australijskiej', której nikt nie zrozumie. Wszyscy będą sobie wytykać błędy.


Khem, tak, może i tak, ale język literacki jest zasadniczo jeden. Ulisses do dziś uważany jest za najwybitniejsze dzieło w historii prozy (to czy słusznie, inna rozmowa) i nie przypominam sobie, żeby ktoś go przetłumaczył z "irlandzkiej wersji angielskiego".
Michael Kandel tłumaczył Lema, a jeśli wiesz kto to Lem, to pewnie masz pojęcie jak trudno musiało to niekiedy być (pomijam fakt, że polski jest cholernie trudny do tłumaczenia sam w sobie), ba tłumaczył też Dukaja. Więc możliwość jest. A Kanadyjczyk, Irlandczyk, Amerykanin, czy nawet ten nieszczęsny Australijczyk przetłumaczą równie dobrze, o ile są dobrymi tłumaczami. Tłumaczenie ma oddawać klimat i subtelności książki, a nie narodowości tłumacza. To, że na ulicy tych czterech facetów się nie dogada ma znaczenie drugorzędne. Ich narzędziem pracy jest język, więc powinni znać go perfekcyjnie. A błędy będą sobie wytykać nawet dwaj tłumacze angielscy, choćby mieszkali na tej samej ulicy i chodzili do tej samej szkoły, bo taka już jest specyfika tego zawodu. Inna rzecz, że tłumaczenie zawsze wiąże się z utratą czegoś i z tym należy się liczyć.

Jestem tylko małym, zwykłym płotkiem (do tego mam wrażenie, że właśnie kopię szczeniaczka), ale moim zdaniem ewidentnie sobie zaprzeczasz, Kamila.

To nie te czasy... Nie te czasy. Chciałabym ci wytłumaczyć, że się mylisz, ale nie wydaje mi się, że jestem w stanie. Teraz nie ma granic. Dla mnie czy strona jest angielska czy polska nie ma znaczenia, a mam jedynie 17 lat, angielski jest II (czyli mniej ważnym) językiem w mojej szkole. Angielski jest bardzo prosty, płynny i komunikatywny. Dużo bardziej elastyczny od polskiego, posiada więcej słów użytkowych.
Jestem tylko małą, średnio-zaawansowaną płotką, której jedyną zaletą w tej dziedzinie jest czytanie po angielsku. i twierdzę, że tłumaczenie nie jest problemem. Problemem jest literackość dzieła końcowego. Tu potrzebny byłby tłumacz i angielski pisarz po prostu. Może za twoich czasów były jakieś 'zasady'. Teraz znikają.


Naturszczykowi chodzi o to, że umiejętność posługiwania się językiem Polaków jest zbyt słaba, by pisać po angielsku. Tobie chodzi dokładnie o to samo, tylko gdzieś po drodze piszesz, że on nie ma racji i jest stary ;)

Literackość dzieła końcowego - a zatem i jego ewentualne tłumaczenie - to istota dzieła końcowego. W mojej opinii pisanie nie składa się z wyplucia z siebie słów o bliżej określonym sensie. Owszem, takie można by po prostu przetłumaczyć, czy od razu pisać w drugim języku nawet bez specjalnie biegłej jego znajomości. Pisanie polega na odpowiednim składaniu słów - tak, żeby zamieniały się w obrazy albo emocje - przy oszczędnym ich użyciu. Napisanie szkolnego wypracowania to jedno, opowiadania albo książki - co innego. Inaczej mówiąc - choćby i znakomicie czytając po angielsku, nie znaczy, że uda Ci się w tym języku coś chociaż przeciętnego. Wyczucie języka nie jest łatwe i niekoniecznie wiąże się z jego znajomością.

Ale, żeby nie było, że Cię nienawidzę i dlatego wytykam pisanie bzdur - w jednym masz rację. Wszystko jest możliwe. Jedyny pisarz polski, o którym kiedykolwiek słyszeli za granicą był jednocześnie jednym z najwybitniejszych stylistów języka wysp brytyjskich. Tylko, że dla niego ten język był pierwszym niemal przez całe życie. No i do końca tego życia mówił z silnym akcentem, zdradzającym obcokrajowca.
Mowa o Korzeniowskim.

Był też Kosiński, ale raz, że za nim do końca życia biegało paru kolesi, którzy twierdzili, że tłumaczyli jego książki, a dwa, że wartość językowa tych tekstów jest raczej nieduża. One jadą głównie na hardkorowej kontrowersji.




Wróć do „...za granicą?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość