Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Wał Kardana

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Baśka
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: ndz 07 maja 2017, 18:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Wał Kardana

Postautor: Baśka » ndz 11 cze 2017, 22:41

Przez kilka dni zastanawiałam się co kupić na prezent. Dostałam zaproszenie na urodziny ośmiolatka. Przyjechał z matką na całe wakacje do mojego najbliższego sąsiada. Zadzwoniłam do Andrzeja.
- Słuchaj, nie wiem, co kupić Patrykowi na prezent. Nie znam się na tych ich zabawkach.
- Nic nie kupuj, tylko przyjdź. Poza tym prezentów to już mu zamówiliśmy.
- Nie wypada bez prezentu, słuchaj Andrzej, to może tak zrobimy, że ja zwrócę cześć kosztów. Nalegam.
- Jak chcesz, ale to już z Beatką.
Beatka. Przyjechała w zeszłym roku na Mazury na wakacje. Poznałam ją na grillu u Andrzeja. Jak się poznali, nie wiem. Wiem, że od razu Andrzej się w niej zakochał. Szkoda mi było Magdy, mieszkała z nim siedemnaście lat.

Przyjeżdżam.
- Dzień dobry!
- Cześć.
- A gdzie Andrzej?
- Pojechał po jednego chłopca tu ze wsi obok, Patryczek poznał go w zeszłym roku i zaprosił. Zaraz będą. O! Już jadą.
Wysiada Andrzej i chłopiec z prezentową torebką.
Andrzej znika z Beatką w domu, Patryk przy ogródkowym stoliku ogląda coś na tablecie.
Chłopiec stoi przed bramą i nie wie, co zrobić.
Podchodzę do niego.
- Cześć, jak masz na imię? – pytam.
- Grześ.
- A ja Baśka. A gdzie mieszkasz?
- A tam na kolonii.
- A ty nie jesteś czasem synem Bodzia?
- Tak!
- No skóra zdjęta z taty.
- A pani zna mojego tatę?
- Pewnie, że znam. Okna mi wymieniał.
- No, bo mój tata umie! On wszystko umie.
- Chodź. Napijesz się czegoś?
Nie wie. Rozgląda się po obejściu.
Na środku stoi pawilon z plastiku z siatkowymi zasłonami.
- Ładne – mówi.
Wołam Patryka. „Gość do ciebie przyszedł!”.
Wchodzimy wszyscy do pawilonu, w nim stół, już zastawiony, stoliczki z talerzykami pełnych słodyczy i owoców i napojami, krzesełka. Ciasno, ale przyjemnie.
Śpiewamy sto lat. Beatka przynosi tort.
Grześ nie może jeść truskawek. Ma uczulenie. Beatka niezadowolona, bo gdyby wiedziała wcześniej, to by nie kroiła porcji, kto ją teraz zje. Nie proponuje nic innego Grzesiowi.
- Grzesiu, może się czymś innym poczęstujesz? – pytam. Pani Beatka tu tyle przygotowała.
Dziękuje, nic nie chce. Zaplata palce i patrzy na swoje buty.
Pora obejrzeć prezenty. W opakowaniach basen, zjeżdżalnia na wodę, pistolet laserowy z tarczą interaktywną.
Torebka prezentowa Grzesia stoi zapomniana.
- O, tu jest jeszcze jeden prezent - podaję torebkę.
Patryk zagląda do torebki. Jest rozczarowany. W środku są słodycze. Nie wie, że Grześ mógł takie poznać tylko wtedy, gdy ktoś go poczęstował.
Patryk wybiega z pawilonu, chwyta piłkę i woła Grzesia. Ten wstając od stolika potrąca go, przewracają się szklanki z napojami.
- Jezu! – krzyczy Beatka.
- Kurwa!!– wtóruje jej Andrzej – nie widzisz, co robisz!!
- Obrus zalany, jeszcze tu do talerzyka z owocami się wlało!
- Ja pierdolę! Grzesiek!!
Grześ jest przerażony. Stoi na baczność, szybko oddycha.
- Nie drzyj mordy na dziecko – uspokajam Andrzeja, a Beatka cofa się o dwa kroki - Nic się, Grzesiu, nie stało. Idź do Patryka, pogracie w piłkę, a ciocia Basia tu zaraz ogarnie.
Boi się ruszyć. Patrzy na mnie.
- Chodź, tutaj sobie przejdziesz, daj mi rączkę. No, daliśmy radę.
Z ulgą pobiegł na obejście.
- To dziecko i bez waszych krzyków jest zdeprymowane.
- Andrzej, mogę cię na chwilę prosić?
Zostaję w pawilonie sama. Patrzę na chłopców, kopnęli kilka razy piłkę i pobiegli nad stawik. Słyszę ich śmiechy, radosne piski.
Wraca Beatka z Andrzejem.
- Beata, słuchaj, bo ja rozmawiałam z Andrzejem w sprawie zwrotu kosztu prezentu. Póki dzieci nie ma, to bym się chciała, że tak powiem rozliczyć.
Mówi ile kosztował basen, pistolet, zjeżdżalnia na wodę.
- No, to po połowie.
- Ale nas jest troje – protestuje Andrzej.
- Ale my jesteśmy razem.
- Nie ma problemu. Nie mam tyle przy sobie, przeleję Andrzejowi na konto.
Andrzej spuszcza głowę.
Przybiegają chłopcy, Grześ pyta, czy jest w domu sznurek, mają już patyki, mogą zrobić wędki, tylko sznurka im trzeba i jeszcze jakieś druciki i kawałek chleba.
- Ale Patryczku, basenik masz tu i pistolet, tym się baw.
Patryk chce wędki i przebiera nogami. Gdy wujek Andrzej szuka materiałów, Grześ tłumaczy Patrykowi jak zarzucić, zanęcić, wyciągnąć, jeśli ryba weźmie. Patryk patrzy na Grzesia z zachwytem.
Po pół godzinie wracają z niczym. Grześ zauważa rower pod szopą. Pyta Andrzeja czy może go naprawić.
- Skąd wiesz, że zepsuty?
Słyszymy listę rzeczy, które trzeba wyregulować i nastawić.
- Grzesiu, ty to w przyszłości mechanikiem zostaniesz – mówię.
- Ja to bym chciał!
- I będziesz, masz talent. A powiedz mi, skąd ty to wszystko wiesz?
- Z tatą robię. Tata okna wstawia i jeździ do miasta pracować, ale jak jest w domu, to ja wszędzie z nim idę i patrzę jak naprawia.
Opowiada co zrobiłby ze znalezioną w szopie u wujka Andrzeja starą maszyną do szycia.
- Trzeba by pas założyć, tylko tam jest jedno kółko, dać drugie i zrobić przekładnię, potem dołożyć prądnicę i można…
- Andrzej, kurier przyjechał!
Przywieźli leżaki, parawan i parasol. Andrzej z Beatką otwierają paczki i próbują składać sprzęt. Nie pasują im rurki.
Grześ rzucił okiem na instrukcję.
- Ja mogę złożyć.
- Umiesz?
Złożył.
- Grzesiu, a może byś wujkowi do kosiarki zajrzał?
- Baśka, weź! To jest robota dla fachowca.
Grześ naprawił kosiarkę.
Patryk nie odstępował Grzesia na krok. Zajrzeli w każdą szopę, komórkę, obejrzeli wszystkie sprzęty.
Dzwoni telefon. Mama Grzesia przyjdzie po niego za dwie godziny. Cztery kilometry w jedną stronę.
- Andrzej, powiedz, że ja Grzesia odwiozę.
Jeszcze grill. Grześ ma pomysł ulepszenia wędzarni. Andrzej bardziej jest zajęty dopytywaniem o szczegóły innowacji, niż jedzeniem ulubionej karkówki.
Jedziemy do domu. Szosa zastawiona wielkim traktorem. Gdzie kierowca – nie wiadomo.
- Proszę pani! Tu można krócej przez łąkę! Na prawo.
- Jak przez łąkę? Przecież to czyjeś.
- Niech pani jedzie, ja pani mówię. Tylko niech pani napęd na cztery wrzuci.
Jedziemy. W bagażniku hałasują podskakujące klamoty, gra muzyka i mimo podzielnej uwagi nie słyszę dokładnie, co przez cały czas Grześ mówi.
- …i tu jest konieczny, proszę pani, wał Kardana.
Podjeżdżamy pod Grzesia dom. Ruina. W obejściu nędza. Tego wszystkiego pilnuje pies ciągnący tułów na przednich łapach.
Wysiadamy. Biegnie do domu, krzyczy, że jest. Wychodzi mama Grzesia.
- Dzień doby, nazywam się Baśka O., zgodnie z obietnicą przywiozłam Grzesia.
Na ganek wychodzi tato Grzesia.
- Grzeczny byłeś?
- Bardzo grzeczny był. Ale synek to się państwu udał. Zdolny! Na wszystkim się zna.
- No, pomocny.
Grześ odprowadza mnie do auta.
- Grzesiu, ile ty masz lat?
- Dziewięć.

Jadąc do domu wiszący na lusterku krzyżyk od ciotki Reginy błyskał silniej niż zwykle. Uśmiechnęłam się. Po dwudziestu latach wreszcie będę mogła spełnić życzenie ś. p. ciotki, żebym talentu nie zmarnowała.



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 770
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wał Kardana

Postautor: Leszek Pipka » pn 12 cze 2017, 00:04

Dobrze.
Jest nerw "ludzki", nerw "społeczny". Nie każdy zauważyłby taką sytuację, choć jest literacko łatwa, bo oczywista, czarno-biała. Choć z morałem, to bez ostentacji i agresji. Łapie za serce.
Tylko te niezręczności...
Baśka pisze:Source of the post Dostałam zaproszenie na urodziny ośmiolatka. Przyjechał z matką na całe wakacje do mojego najbliższego sąsiada. Zadzwoniłam do Andrzeja.

Patrz, Andrzej pojawia się jako zupełnie inna osoba, spoza świata przedstawionego, deus ex machina.
Jakby było na przykład tak:
Dostałam zaproszenie na urodziny ośmiolatka. Przyjechał z matką na całe wakacje do mojego najbliższego sąsiada. Dzwonię.
- Słuchaj, Andrzej, nie wiem, co...

I teraz wiadomo, kim jest Andrzej, kim jest Patryk.
Dla odmiany ostatnie zdanie:
Baśka pisze:Source of the post Jadąc do domu wiszący na lusterku krzyżyk od ciotki Reginy błyskał silniej niż zwykle.

Krzyżyk staje się osobą, samodzielną, czynną. Tu jednak forma opisowa byłaby pewniejsza:
"Gdy jechałam do domu, wiszący na lusterku..."



Baśka
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: ndz 07 maja 2017, 18:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Wał Kardana

Postautor: Baśka » pn 12 cze 2017, 00:44

Z siedemnaście razy przeczytałam tę miniaturę, zanim wkleiłam. I na głos też, taka radę na tym forum przeczytałam. I klops! Zabrakło dodania, że podział na połowę kosztów narzuciła Beatka, a wyjść może, że ja. I literówki.
Ale to akurat nieważne.
Co do Pańskich uwag: no, faktycznie. To jest bezwzględnie do poprawy.
Ja tu sobie przybyłam literacko się pouczyć.
Szkoda mi tylko, że się mało kto o takich Grzesiach dowie. Nawet, gdyby talentu do czegoś nie mieli. Biedne dzieci, ale ze swoją godnością. I tak mało empatii wśród ludzi.



Awatar użytkownika
Iwar
Pisarz osiedlowy
Posty: 361
Rejestracja: sob 27 maja 2017, 15:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Wał Kardana

Postautor: Iwar » pn 12 cze 2017, 15:51

Błędy językowe wytkną/wytknęli mądrzejsi niż ja. Akurat w tym nic mi jakoś strasznie nie przeszkadza.

Baśka, z Twoimi tekstami jest u mnie tak. Ogólnie, nie przepadam za taką tematyką (jak bym chciał szarości życia, to bym wyglądną przez okno). A tutaj czytam je i nie żałuje że przeczytałem. To dobre tekst są po prostu. Podoba mi się styl i sposób prowadzenia dialogów. Pisz proszę dalej.



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2896
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Wał Kardana

Postautor: Bartosh16 » pt 01 wrz 2017, 13:32

Zauważyłem niewielkie poruszenie związane z tym tekstem i postanowiłem zajrzeć. I teraz sam jestem poruszony.

Wiem, co to znaczy wstydzić się w towarzystwie, zastanawiać, czy aby na pewno podjąłem właściwą decyzję, przychodząc w dane miejsce. Widziałem spojrzenia ludzi naokoło, niemalże czytałem im w myślach. Zachodzili w głowę: "Po co on tu?", "Kiedy wreszcie pójdzie?", "Nie chcemy tu takich". Można powiedzieć, że odczucia Grzesia nie są mi obce, więc tekst mocno do mnie trafił.

Czy dziewięciolatek powinien posiadać taką wiedzę techniczną? Nie wiem, ale obawiam się, że Grzesio może.

Na początku się bałem tragicznego zakończenia, pijany ojciec, matka w napadzie szału, ktoś uderzy dziecko, albo że nie stanie się zupełnie nic, wszyscy rozejdą się do domu, a tragedia będzie miała miejsce dopiero za zamkniętymi drzwiami. Cieszę się, że do tego nie doszło.

Brakuje mi nieco opisów postaci, jakiegoś jednego małego szczególiku, który narysuje mi w głowie człowieka, i pozwoli go widzieć, umieścić w realiach. Jest Baśka, Andrzej, Patryk i Beatka, jest Grzesio, a ja nie mam bladego pojęcia jak wyglądają. W mojej wyobraźni uczestnikami zdarzenia się manekiny. Nie wiem, może takie było założenie autora, niemniej jednak nie przypada mi ta jedna drobnostka do gustu.

Poza tym - świetne, choć nie znoszę takich historii. Dziwnie nie potrafię patrzeć na czyjąś tragedię, a w szczególności, kiedy ktoś próbuje tłuc na tym hajs (vide: "Sprawa dla reportera" i podobne).

Pachnie mi tu autentycznością historii. Ile w tym prawdziwych wydarzeń?

Added in 28 seconds:
Iwar, co byś zrobił przez okno?


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Krzysiek_B
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 12:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wał Kardana

Postautor: Krzysiek_B » pn 04 wrz 2017, 08:20

Dobre, dobre. Przeczytałem z lekkością. Cóż więcej powiedzieć - jest temat, narratorka ma niezbędną wrażliwość do opisywania takich sytuacji, a na reszcie się nie znam. O warsztacie wiem tylko tyle, że niektóre teksty - się czyta, a przez inne - ciężko przebrnąć.




Wróć do „Archiwum Miniatur i Drabbli”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość