Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Sandra K., albo Ostatni dzień Sroi (UWAGA! Ekskremalnie nieprzyzwota sztuka)

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
VV
Umysł pisarza
Posty: 843
Rejestracja: wt 11 wrz 2007, 00:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: ze wsi
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Sandra K., albo Ostatni dzień Sroi (UWAGA! Ekskremalnie nieprzyzwota sztuka)

Postautor: VV » ndz 29 wrz 2019, 23:38

Sandra K. albo Ostatni dzień Sroi

Ekskremalnie nieprzyzwoita tragikomedia w jednym akcie


OSOBY:

DOWÓDCA
DWAJ OFICEROWIE
ŻOŁNIERZE
POSŁANIEC

Motto: „Gówno, gówno, gówno!”
Piotr Cambronne


Rzecz dzieje się przed gó... - znaczy się... - główną bramą potężnego miasta Sroja, którego mury i wystające znad nich wieże świątyń przedstawia wielka makieta w głębi sceny. Tłem dla niej jest plansza nieba z czarną, groźną chmurą i czymś w rodzaju niepokojącej, czerwonej łuny zlewającej się na miasto.
Na pierwszym planie stoi potężna figura drewnianego słonia (Słoń Srojański) – to najważniejszy rekwizyt, mimo imponujących rozmiarów, musi być na tyle lekki, by cała grupa aktorów dała radę go przenosić.
Bardzo powoli i majestatycznie otwiera się brama miasta. Po kilku minutach wychodzi z niej oddział Srojan – wyglądają jak starożytna piechota, z tarczami i włóczniami, każdy w hełmie. Na przedzie dowódca prowadzący oddział, w hełmie złotym i w czerwonym płaszczu, oficerowie w płaszczach białych, pozostali w hełmach żelaznych i bez płaszczy.


SROJANIE
Krzepko, energicznie, głośno tupiąc buciorami maszerują. Część z nich pogwizduje do rytmu, pozostali śpiewają początek „Marszu Srojan”:

Przeszły czasy niespokojne
Wygraliśmy wielką wojnę
Pobiliśmy obcych durni
Bośmy sprytni, krzepcy, jurni

Teraz pora zbić profity
Zyskam na tym i ja i-ty
(to jest - ja i me kochanie)
My gówniarze, my - Srojanie!


Dochodzą do słonia.


DOWÓDCA
III Falanga, stać!
Stają na baczność, włócznie prosto, otrzami do góry.
Głowa boli od waszego śpiewu! Poza tym, czy w tej pieśni na pewno było coś o jakimś "kochaniu"? Bo coś mi nie gra. Dzielneście wojaki, ale nad waszymi zdolnościami wokalnymi trzeba jeszcze popracować albo raczej prosić o łaskę i zmiłowanie u Polihymni.

ŻOŁNIERZE
Tak jest!

DOWÓDCA
Strasznieście zaniedani artystycznie przez tę wojnę. No cóż... „Inter arma silent musae” - będą kiedyś mawaili Rzymianie.
Swobodnym gestem daje żołnierzom znać, że mogą rozluźnić szyki i „spocząć”, co oczywiście czynią. Pokazuje ręką na słonia.
Ktoś ma pomysł, co to do cholery jest i skąd się tu wzięło?

I OFICER
Wygląda mi na Słonia Srojańskiego. To chyba kolejny dar zostawiony przez Achujów, żebyśmy się na nich zbytnio nie gniewali za wszczęcie tej całej jatki.

DOWÓDCA
Przekonałeś mnie, oficerze, bierzemy to coś do miasta!

II OFICER
Ale szefie... Czy ja mogę coś powiedzieć?

DOWÓDCA
Jak już się odezwałeś to mów, byle zwięźle. Albo rozwlekle - jak tam chcesz. To nie jest Sparta, żebyśmy musieli być zawsze tacy lakoniczni. U nas, w Sroadzie, od wieków była kultura wysoka, także kultura słowa winna więc stać wysoko.

II OFICER
Sandra K. powiedziała, żeby nie brać niczego od Achujów, bo jak będziemy brać każde gówno jakie nam podsyłają, to się zrobi z tego niezły gnój. Nie mówię, że dokładnie tak mówiła, ale mniej więcej taki był sens jej wypowiedzi. Zrobi nam się z grodu kibel, krótko mówiąc. Przepraszam za słownictwo, bo chyba nie wyraziłem się w sposób dość kwiecisty, by moją wypowiedzią podkreślić prastarość naszej kultury słowa.

DOWÓDCA
No, Homer to to nie był... Ale niech tam, w końcu jesteśmy Srojanami, powinniśmy też być dumni z naszej fizjologii i przemiany materii, bo to taki nasz, że tak powiem, słoń napędowy, jakby jakaś pneuma czy coś w ten deseń.
Po chwili namysłu.
Ale jaka znowu Sandra K.?! Ta mała siksa? Ją miałeś na myśli?

II OFICER
Podobno to córka samego Sriama...

I OFICER
Niech szef nie słucha tego zmanipulowanego idioty. Ta cała Sandra K. i jej wizje to wymysł tzw. „filozofów przyrody”, za którymi stoją ci przebiegli kupcy wschodniego pochodzenia. Chodzi im o zastopowanie rozwoju Sroi, przez ograniczenie ilości achujskiego gówna, które, jak wiemy, jest doskonałym nawozem, mogącym na nowo napędzić nasze zrujnowane przez wojnę rolnictwo.

II OFICER
Ale ten słoń może być nafaszerowany taką ilością fekaliów, że jak to się wyleje, to nas całkiem zasmrodzi, zatruje, aż wszystko zdechnie, rolnictwo także... W końcu nawet słynne srojańskie kloaki mogą się kiedyś zapchać...

DOWÓDCA
Niby tak, ale... Ci z I Falangi, a nawet ci z II Falangi, i tak biorą więcej gówna niż my. Mamy bezczynnie patrzeć jak oni nawożą potem swoje pola, a my przegapiliśmy taką okazję?

II OFICER
Sandra K. mówiła, że Achujowie – a wszyscy wiedzą, że każdy Achuj to... raczej wredna istota - podsunęli nam w tym słoniu gówno zatrute, które może spowodować śmiertelną epidemię biegunki dwubiegunowej.

I OFICER
Dwu? Osobiście nie słyszałem o takiej formie biegunki.

II OFICER
Bo jest bardzo rzadka.

Wśród żołnierzy wybuchają śmiechy, potem robi się gwar i ferment, zaczynają się wzajemnie przekrzykiwać.

I ŻOŁNIERZ
Przecież gówno to gówno! Jeszcze nikomu nie zaszkodziło!

II ŻOŁNIERZ
Jak będzie więcej biegunki to dobrze – automatycznie będzie więcej gówna do nawożenia! Poza tym dobrze się czasem tak na dobre wypróżnić.

III ŻOŁNIERZ
Te wszystkie epidemie to wymysł cyrulików i związku zielarskiego. Naprodukowali tych antidotów i teraz muszą jakoś sprzedać.

IV ŻOŁNIERZ
Podobno widziano tę całą Sandruśkę jak rozmawiała ze starym Lao-koonem. To pewne sprężyna tego starego pierdziela i jego grupy, która nie zawaha się nawet przed wykorzystaniem biednego, nieświadomego dziecka...

DOWÓDCA
Sam nie wiem... Sam nie wiem... Niby prosty żołnierz ma zawsze rację, ale coś mi tu jednak śmierdzi w tej sprawie...

Z miasta wybiega posłaniec – bosy, w białej szacie, biegnie ze zwojem w ręce.

POSŁANIEC
Srapedonie! Wielki Srapedonie! Pismo rady starców na temat Słonia Srojańskiego!
Staje przed dowódcą, salutuje i wręcza mu zwój.

DOWÓDCA
No pokaż.
Rozwija i czyta z wielkim skupieniem, niemal zatwardzeniem. Widać, że ma z tym czytaniem trudności, trwa to zresztą długo (a w tym czasie cisza jak makiem zasiał). W końcu dowódca sam zaczyna się śmiać.
Cha cha, he he! Wiecie co tu jest napisane, III Falango? Sam władca nasz Sriam przyznał w tym piśmie otwarcie, że cała ta wasza Sandra K. ma kompleks Edypa, piętę Achillesa, a poza tym cierpi na chroniczny katar tabejski. Takie nagromadzenie schorzeń i zasmarkanie czynią ją osobą całkowicie niepoczytalną...
Całe wojsko srojańskie, nie wyłączając II oficera, śmieje się.
I pomyśleć, że przez moment wystraszyliśmy się bajdurzenia zasmarkanego dziecka... No dobra, III Falango, nie ma tu co rzeźbić. Brać się za tego słonia! To rozkaz!!

Żołnierze szybko podbiegają i wspólnymi siłami dźwigają – choć z wielkim trudem gnąc karki – wielkiego słonia. Pogwizdując i śpiewając dalszy ciąg „Marszu Srojan” idą ze zdobyczą do miasta. Kiedy niosą słonia (tyłem do widowni), z otworu pod ogonem słonia leje się nieprzyjemnie śmierdząca substancja (jak z nieszczelnej szambiarki) – powinna zresztą dawać autentyczny fetor, żeby widzowie zaczęli w tym momencie wychodzić z niesmakiem, o ile nie zrobili tego dotąd...

SROJANIE
Śpiewają.

Filozofy, astronomy?
Mąciwody, wredne gnomy!
Mędrki, wieszcze, Lao-koony?
Fajdać na ich zabobony!

Mamy wodzów, mamy bogi
ONI nam wskazują drogi!
Sriam na ziemi, Srares w niebie
Srares mendy stąd wy... kopie
(bo to twardy bóg jest, chłopie)

Lud nasz ofiar tyle dał mu,
że on da nam Leben-srał-mu
Od zagłębi aż po nieba
ile tylko będzie trzeba

Lejcie nawóz - żyzna gleba!
Jeszcze śmierdzą, chociaż poszli


Słychać wrzask dowódcy, że ma być do rymu, ale zaraz i tak wszyscy znikają ze słoniem za bramą, która się wolno zamyka. Wraz z jej powolnym zamykaniem zapada kurtyna, ale smród pozostaje.


KONIEC


- Nie skazują małych dziewczynek na krzesło elektryczne, prawda?
- Jak to nie? Mają tam takie małe niebieskie krzesełka dla małych chłopców... i takie małe różowe dla dziewczynek.

Awatar użytkownika
Iwonka
Pisarz domowy
Posty: 88
Rejestracja: pt 20 wrz 2019, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

Sandra K., albo Ostatni dzień Sroi (UWAGA! Ekskremalnie nieprzyzwota sztuka)

Postautor: Iwonka » pn 30 wrz 2019, 19:30

Szczerze powiedziawszy nie znam się za bardzo na pisaniu scenariuszy. Chyba raczej unikam czytania czegoś takiego, ale sama historia była na tyle ciekawa, że doczytałam do końca. Muszę że sama kiedyś pisałam podobnie "gównianą" historię, tylko nie skończyłam.


„ Miałem zły dzień.Tydzień. Miesiąc. Rok. Całe życie. Cholera jasna”

„Jeśli poniedziałek zaczął się dobrze, to znaczy, że zło pierdolnie znienacka".

Awatar użytkownika
VV
Umysł pisarza
Posty: 843
Rejestracja: wt 11 wrz 2007, 00:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: ze wsi
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Sandra K., albo Ostatni dzień Sroi (UWAGA! Ekskremalnie nieprzyzwota sztuka)

Postautor: VV » ndz 06 paź 2019, 23:45

Może warto ją jeszcze dokończyć i zamieścić tutaj? Byłoby mi raźniej. :)


- Nie skazują małych dziewczynek na krzesło elektryczne, prawda?
- Jak to nie? Mają tam takie małe niebieskie krzesełka dla małych chłopców... i takie małe różowe dla dziewczynek.

Awatar użytkownika
Iwonka
Pisarz domowy
Posty: 88
Rejestracja: pt 20 wrz 2019, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Kobieta

Sandra K., albo Ostatni dzień Sroi (UWAGA! Ekskremalnie nieprzyzwota sztuka)

Postautor: Iwonka » pt 11 paź 2019, 19:36

O nie! Nikt nie będzie czytał jak spartanie pozbywają się nadmiaru szamba. to zbyt przerażające. :onie:


„ Miałem zły dzień.Tydzień. Miesiąc. Rok. Całe życie. Cholera jasna”

„Jeśli poniedziałek zaczął się dobrze, to znaczy, że zło pierdolnie znienacka".


Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość