8.40 do nikąd

Piszesz scenariusze? Pochwal się nimi w tym dziale

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
kanadyjczyk
Umysł pisarza
Posty: 943
Rejestracja: wt 02 wrz 2008, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Białystok
Płeć: Mężczyzna

8.40 do nikąd

Postautor: kanadyjczyk » śr 31 mar 2010, 08:40

(...i troche pod wpływem krótkiego scenariusza Minojka i napadzie na bank. Scenariusz napisać? Ciężka i trudna sprawa. Nie chcę się z nią mierzyć, ale wymyśliłem historię, która jak nic pasowała mnie bardziej do filmu niźli na papier. Zapraszam.)


(Jest jasny, słoneczny dzień. Widzieć będziesz wnętrze jadącego autobusu miejskiego. Trasa jest nieistotna. Ważny jest ruch i niemożność wyjścia na zewnątrz. Bohaterowie są na siebie skazani. Nieważny jest cel, bo i tak okaże się nieosiągalny. Prawie cała historia dzieje się we wnętrzu. Jedynie na koniec opowieści widzimy autobus z góry jak mknie w nieznane.
Obserwujesz wymyślone postaci tej historii i zastanawiasz się dlaczego nie są podobni do ciebie. Zero realizmu. Sama fantastyka.)

Poznajesz:
Panią GRODZKĄ, bizneswoman czytającą Nietzschego i przekładającą książkę stuzłotowym banknotem. „Zamknij ryj, dziwko jebana!”.

Panią MARYSIĘ wiozącą gęś na sprzedaż i pamiętającą jeszcze wojnę. „Czasy, nie czasy, gęsi będą szły”.

Pana KAZIA, kierowcę autobusu, który zna wszystkie kawały na świecie i jest człowiekiem o najczystszym sercu na ziemi. „Parole parole parole...”.

JACEK I AGATKA, para zakochanych, wiecznie trzymających się za ręce. Oni wiecznie mają tę pierwszą, najpiękniejszą randkę. Jacek cuchnie trochę nawozem, z trądzikiem na twarzy i tombakowym łańcuszkiem na białym golfie. Agata, także z trądzikiem. Nieco pulchna, ubrana niby modnie i przesadnie umalowana. „Trochę cuchnę...” „Nie szkodzi. Przytul mnie mocno”.

Pan KRYSTIAN, wychowawca z domu dziecka. Młody idealista i nerwus. Myśli, że wszystko, co robi jest dobre i słuszne, nawet, kiedy takie nie jest. „Ja wiem lepiej od innych”.

GRZEŚ, główny bohater opowieści. Chłopak dziewięcioletni wychowany w domu dziecka. Właśnie wraca do domu od państwa, którzy są nim zainteresowani. Zbuntowany i okrutny. Kocha muzykę. Jakąkolwiek, byle w uszach grało. „Starsi są strasznie głupi. Wszystkie filmy o tym mówią”.

MORDERCA. Facet, o którym nic nie jest wiadomo. Wygląda tak, jakby wracał z wesela przez tydzień i to polami i lasem. Nieprzewidywalny, upiorny i złowieszczy. Widać to po nim, bo przez cały czas nic nie mówi.

KONTROLER, porucznik Drewno. Narwany, pseudoamerykański policjant z wielkim pistoletem. Gnojek jakich mało. Brutal i cham, ale przystojny i taki... filmowy.
PASAŻER NA GAPĘ. Intelektualista.



AKT I
(W ciemności słychać radiowe wiadomości.)
(Pierwszy głos): „...że należy przestrzegać przepisów ruchu drogowego. Poza tym spektakularnym zdarzeniem w kraju, w ciągu dzisiejszej nocy zdarzyło się sto trzydzieści wypadków i kolizji, w których zginęło dwadzieścia siedem osób, a przeszło osiemdziesiąt zostało rannych. Uważajmy na drogach!
Jeszcze jedna przestroga. Wampir dalej na wolności! Pomimo postawienia w stan pogotowia policji z niemal całego kraju, nie udało się dotychczas schwytać mordercy siedmiu kobiet. Nieznane są też do tej pory ani motywy, ani dane tego okrutnego przestępcy, który od lipca ubiegłego roku ostrym narzędziem, najprawdopodobniej brzytwą, zabijał swoje ofiary. Policja apeluje o uwagę i ewentualna pomoc w schwytaniu sprawcy tych potwornych mordów. A tak swoja drogą, nie pierwszy raz policja prosi o pomoc obywateli...
Sport, Dariusz Kropiwnicki. Witaj Darku!

Darek: Witaj, Janusz. Jerzy Engel powraca! Taki tytuł mogli przeczytać dzisiaj polscy kibice w większości dzienników. Po sukcesach przed mistrzostwami świata w Japonii i Korei i po porażce tamże, trener, który ruszył polską piłkę do przodu znowu dostał propozycję objęcia posady trenera w kadrze narodowej. Nieoficjalnie wiemy, że tę propozycje przyjmie. „Jestem dumny, że mogę jeszcze raz pokierować chłopakami. Mam nadzieję, że tym razem będzie to jeszcze lepsza drużyna” – powiedział w wywiadzie do Dziennika Wyborczego. To była najważniejsza wiadomość. Reszta piłki umiera...

(Pierwszy głos)): Na pogodę zaprasza Halina Pucił.

(Halina Pucił):Pogoda dzisiaj nie przyniesie nic nowego, poza przelotnymi opadami na południowym wschodzie. Gdzieniegdzie może pojawić się porywisty wiatr, szczególnie na północy kraju. Poza tym, jeżeli jesteście obibokami, możecie tego wspaniałego ranka zaopatrzyć się w koc, koszyk kanapek, kąpielówki i spokojnie wybrać się nad wodę. W całym kraju temperatura utrzyma się powyżej dwudziestu pięciu stopni.

(Pierwszy głos): Teraz to już wszystko, zapraszamy państwa na następne wiadomości za niespełna godzinę. Ja już się z państwem żegnam. Mówił do państwa Janusz Kaleta.”
(Muzyka, a wraz z nią pojawia się dźwięk zapalanego silnika autobusu. Chwila rozgrzania i potem już regularna praca.)

(Wnętrze autobusu wypełnione odgłosem motoru i grającą z radia muzyką. Widzisz kierowcę pogwizdującego w takt melodii. Kierowcą jest pan Kazio, który wszystko wie. Dopiero zaczyna pracę, a, że ją lubi więc jest pogodnie nastawiony do życia w ogóle. Pan Kazio po chwili ogląda się do tyłu i wyłącza radio. Słychać tylko silnik. Za oknami widać przewijające się obrazy. Po chwili zatrzymuje autobus. Na przystanku wsiada Pani Marysia z gęsią.)
PANI MARYSIA: Niech będzie pochwalony.
PAN KAZIO: Na wieki wieków. Na sprzedaż?
PANI MARYSIA: Jak kiedyś gęsi szły, tak i teraz pójdą.
(Pani Marysia kupuje bilet i siada przy drzwiach. Wyciąga różaniec. Modli się.)
PAN KAZIO: Ale historia z tym wampirem, co nie?

(Nikt mu nie odpowiada. Teraz jest czas, aby przyjrzeć się pasażerom. Po stronie kierowcy, na pierwszej kanapie siedzi Pani Grodzka zaczytana w Nietzche`m. Dwie kanapy dalej siedzą przytuleni do siebie Jacek i Agata. Przy samych drzwiach siedzi pani Marysia z gęsią w koszyku. W ręku ma różaniec. Cztery kanapy za nią siedzą pan Krystian i mały Grześ. Na samym końcu siedzi wpatrzony w okno Morderca. Jest jak skała. W ręku trzyma bilet.

AKT II
(Autobus zatrzymuje się na przystanku. Z okien widać odludzie i brudny przystanek. Pasażer na gapę otwiera drzwi i stawia nogę na pierwszy stopień.)
PASAŻER NA GAPĘ: Przewóz za dobrą radę?

(Pan Kazio gwałtownie rusza. Drzwi się zamykają. Pan Kazio spluwa.)

PAN KAZIO: Nieuczciwe, nieuczciwe...

(Pani Grodzka przekłada książkę banknotem stuzłotowym. Zamyka.)

PANI GRODZKA (do siebie, cicho): Gówno.
PANI MARYSIA: Po wojnie za jajka się woziło.
PAN KAZIO: Nie o to chodzi.

(Mały Grześ z plecaka wyciąga walkmana. To najważniejsza rzecz, którą ma. Pan Krystian zauważa to.)

PAN KRYSTIAN: Skąd to masz?
GRZEŚ: Dostałem.
PAN KRYSTIAN: Jak dojedziemy, to oddasz pani dyrektor.
GRZEŚ: Nie.
PAN KRYSTIAN: Podzielisz się z kolegami. Każdy chciałby coś takiego mieć.
GRZEŚ: Nie.
PAN KRYSTIAN: Nie rozumiesz, że nie każdy ma takie szczęście, jak ty. Większość twoich kolegów zostanie w Domu do pełnoletności.
GRZEŚ: Pierdoli mnie to.

(Pan Krystian uderza Grzesia w twarz. Pan Kazio widzi to w lusterku.)

PAN KRYSTIAN: Tak? To oddaj teraz.

(Próbuje wyrwać chłopcu walkmana. Nie udaje mu się to. Chłopiec się szarpie. W końcu wyrywa się i siada z tyłu.)

PAN KRYSTIAN: Jak dorośniesz to zobaczysz, że mam rację. Po powrocie oddasz to dla pani dyrektor. Mały przestępca.

(Grześ nakłada słuchawki i włącza magnetofon. Nie zwraca uwagi na Pana Krystiana. Agata układa głowę na ramieniu Jacka i zamyka oczy.)

JACEK: Trochę cuchnę. Sorki...
AGATKA: Nie szkodzi. Przytul mnie mocno. Jest spoko.

(Pani Marysia odprawia różaniec i, od czasu do czasu głaszcze gęś. Morderca patrzy się w okno. Jest nieruchomy, jak skała. W ręku trzyma bilet.)

PANI GRODZKA (patrząc na gęś): Nie osrała się? Strasznie śmierdzi.
PANI MARYSIA: Nie boi się pani. To ona się boi, a jak się boi to nie sra nigdzie.
PAN KAZIO: Ja, jakbym się czegoś naprawdę bał, to chyba bym się osrał jak trzeba. Przepraszam... Wiedzą panie, że mój kolega ma taką teorię, że przekleństwa są potrzebne, żeby ludzie nie zabijali się tak często.
PANI MARYSIA: To znaczy co?
PAN KAZIO: No bo jak człowiek tak sobie siernie... no... przeklnie, to uspokaja się.
PANI MARYSIA: Może to i racja. Ale nie lepiej się pomodlić. Ja się modlę i proszę bardzo.
PANI GRODZKA: Gówno!
PAN KRYSTIAN: Proszę nie przeklinać. Tu są dzieci.

(Na słowa „dzieci” Agata otwiera oczy i chichocząc całuje Jacka w policzek. Coś szepce mu na ucho. Jacek jest zawstydzony, ale szczęśliwy.)

PAN KAZIO: A pan to jest nerwus. To nie moja sprawa, ale żeby szarpać się z dzieckiem. Wie pan, sam wychowałem trójkę. Nigdy nawet klapsa nie dostali i wyrośli na porządnych ludzi. Na przykład Andrzejek studiuje...
PAN KRYSTIAN: Czasami trzeba. Małe dzieci, szczególnie chłopcy w tym wieku nie wiedzą, co jest dla nich dobre. Jeden klaps nie zaszkodzi.
PAN KAZIO: A skąd pan taki uczony?
PAN KRYSTIAN: Skończyłem pedagogikę z wyróżnieniem. Umiem wychowywać takie dzieci. Mam doświadczenie w pracy.
PANI MARYSIA: To znaczy jak w pracy?
PAN KRYSTIAN: Dom dziecka. Pracuję w domu dziecka.
PANI MARYSIA: Biedne dziecko. Po wojnie wiele było takich. Błąkały się brudne po zburzonych ulicach. Bardzo dobrze znały życie. Nawet Niemcy się ich bali.
PAN KRYSTIAN: Grześ zna życie. Jest trochę zbuntowany, ale bardzo inteligentny. To dobry chłopak. Ma szansę mieć normalna rodzinę. Właśnie go odebrałem, to mili ludzie. Wrażliwi na krzywdę sieroty. Są nim zainteresowani. Podoba się im jego uroda i inteligencja.
PAN KAZIO: Uroda?
PAN KRYSTIAN: Tak. Uroda bardzo często decyduje, czy dany sierota dostanie dom, czy nie.
PANI MARYSIA: To znaczy jak? Brzydkich nie biorą?
PAN KRYSTIAN: To smutne, ale niestety prawdziwe...
PANI MARYSIA: Boże mój. (Żegna się.)
PAN KAZIO: To jest przede wszystkim niesprawiedliwe!
PANI GRODZKA: A co jest według pana sprawiedliwe?
PAN KAZIO: Wiele rzeczy, proszę pani. Można by wymieniać. Człowiek powinien być sprawiedliwy.
PANI MARYSIA (żegnając się): I Pan Bóg.
PANI GRODZKA: Pani w ogóle czyta?
PANI MARYSIA: Coś tam czytam, ale wzrok już nie ten...
PANI GRODZKA: To powinna pani zapomnieć o Bogu.
PANI MARYSIA: Jak to zapomnieć.
PANI GRODZKA: Po prostu.
PANI MARYSIA: Jak zapomnę o Panu Bogu, to co będę miała?
PANI GRODZKA: Gęś. Będzie pani miała gęś. (Do siebie:) Kurwa...
PAN KAZIO: A pani modli się do komórki, co nie? Moim zdaniem nie ma pani racji. Pan Bóg to uczciwość, wiara, nadzieja, miłość...

(Pani Grodzka zanosi się śmiechem.)

PAN KRYSTIAN: (przesiadając się bliżej.) To prawda. W dekalogu zawiera się wszystko, jaki człowiek powinien być.
JACEK: My z Agatą zanim pójdziemy do kina, to najpierw idziemy do kościoła.
PANI GRODZKA (do Jacka): Pracujesz?
JACEK: Pomagam ojcu na gospodarce.
PANI GRODZKA: To znaczy nie pracujesz.
PAN KAZIO: Żadna praca nie hańbi, droga pani.
PANI GRODZKA: A idź w pizdu!

(Pani Grodzka otwiera książkę. Ogólne milczenie. Pan Kazio chce przerwać tę atmosferę.)

PAN KAZIO: Skubany ten wampir, co nie?

(Jednak wszyscy milczą dalej. Jacek z Agatą zasypiają. Pani Marysia zamyka oczy o odprawia różaniec. Pani Grodzka czyta. Grześ słucha muzyki z zamkniętymi oczami. Pan Krystian wraca na swoje miejsce, wyciąga komórkę i zaczyna wpatrywać się w nią jak nastolatek. Morderca jest wciąż taki sam. Pan Kazio włącza radio. Muzyka.)

AKT III
(Autobus zbliża się do przystanku. Pan Kazio zwalnia mijając zaparkowany na poboczu samochód. Zastanawia go to. Autobus zatrzymuje się. Otwierają się drzwi. Do środka gwałtownie wskakuje Kontroler.)

KONTROLER: Dzień dobry. Proszę przygotować bileciki do kontroli.

(Wyciąga z kieszeni notes i spisuje trasę i godzinę. Szepcze coś kierowcy, pokazuje mu coś ukradkiem i podchodzi do Pani Grodzkiej, która podaje mu bilet. Pan Kazio jest wystraszony i włącza pierwszy bieg. Nerwowo patrzy się we wsteczne lusterko. Kontroler po kolei sprawdza bilety, a autobus przyspiesza. Na koniec podchodzi do Mordercy i przekręca zamek w drzwiach. Pan Kazio widzi w lusterku jadące za autobusem auto.)

KONTROLER: Na ziemię i nie ruszaj się! Przestań się, kurwa szarpać! Zamknij się, kurwa mać!!!

(Wszyscy się gwałtownie odwracają. Grześ nic nie słyszy, ale widzi poruszenie i także się odwraca. Zdejmuje słuchawki i z zafascynowaniem patrzy na wydarzenie. Uśmiecha się. Kontroler próbuje unieruchomić Mordercę. Nie bardzo mu to wychodzi. Wyciąga ogromny pistolet. Agata zaczyna przeraźliwie wiszczeć. Jacek sika w spodnie.)

PANI GRODZKA: Dziecko! Zabierzcie dziecko!

(Pani Marysia spokojnie schodzi na ziemię, kuli się i zakrywa głowę dłońmi, jak podczas nalotu. Gęś wrzeszcząc ucieka i lata po autobusie. Pan Kazio gwałtownie zatrzymuje samochód, zgarnia pieniądze do kieszeni, wstaje i podnosi ręce do góry. Pani Grodzka ukradkiem wyciąga z torebki portfel, telefon i banknot z książki. Chowa to wszystko w majtki. Grześ powoli podchodzi, do tyłu, chcąc być jak najbliżej bójki. Jest zafascynowany. Pan Krystian Próbuje go zatrzymać, nie udaje się to więc wystraszony wchodzi pod fotele. Kontroler nie mogąc poradzić sobie z Mordercą ponieważ ma tylko jedną rękę wolną, na ślepo oddaje broń najbliższemu. To Grześ. Grześ celuje do przodu. Jest jednocześnie wystraszony i zadowolony. Tak, jakby dostał szansę od życia. Morderca przez cały czas przeraźliwie się śmieje. W końcu Kontrolerowi udaje się obezwładnić Mordercę. Skuwa go, leżącego na schodach kajdankami. Jest zdyszany, ale czujny. Wyciąga rękę po broń. Nie dostaje jej. Zauważa Grzesia i wycelowany w siebie pistolet.)

KONTROLER: Daj, mały gnojku.

(Morderca przekręca głowę i zanosi się jeszcze większym śmiechem. Grześ i Kontroler przez chwilę patrzą na siebie. Nagle Kontroler uderza Grzesia wierzchem dłoni w twarz. Grześ się zatacza i bron wypala. Trafia Kontrolera w bark. Ten pada ciężko dysząc i uderzając się traci przytomność. Morderca z wysiłkiem wgramala się na fotel obok Kontrolera. Zdaje się być rozbawiony tą sytuacją.)

MORDERCA: No mały. Wszystko teraz do ciebie należy, rozumiesz?

(Grześ cofa się ostrożnie w kierunku przodu autobusu. Jest przerażony, ale twardo trzyma broń oburącz. Spod fotela wychodzi Pan Krystian. Wyciąga ręce do przodu.)

PAN KRYSTIAN: Grzesiu, nie bądź niemądry. Oddaj mi to. Jeżeli chodzi o ten walkman...

(Chłopiec nie zwraca na niego uwagi. Cofa się dalej. Podchodzi do kierowcy i wycelowuje w niego.)

GRZEŚ: To jest napad... Porwanie... Czy może pan już jechać?.
PAN KAZIO: Jasne, chłopcze. Dokąd?
GRZEŚ: (do pana Kazia)Nie wiem... Na razie do przodu.

(Pan Kazio posłusznie włącza silnik i autobus rusza.)

GRZEŚ: Dorośli są strasznie głupi. Na wszystkich filmach to widać.
PANI GRODZKA: Czego chcesz? Mamy pieniądze.
GRZEŚ: Chcę helikoptera. Taki samochód, co sam jeździ i można kierować. I... I...

(Grześ płacze. W ciszy wszyscy oczekują na żądania. Grześ jest bardzo smutny, ale zdecydowany na wszystko. Kicha. Muzyka.)

(Ujęcie z mostu pokazujące jadący bez celu autobus. Za nim podąża samochód, który Pan Kazio widział przed wejściem Kontrolera. Z wnętrza tego auta ktoś wystawia koguta na dach. Syrena.)


"Ostatecznie mamy do opowiedzenia tylko jedną historię." - Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
icy_joanne
Debiutant
Debiutant
Posty: 608
Rejestracja: wt 19 lut 2008, 16:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: icy_joanne » śr 31 mar 2010, 13:57

Przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Podobało mi się :) Nawet bym chętnie się dowiedziała co będzie z nimi dalej. Za duży plus uważam ciekawe, żywe postacie. Czytając ten fragment nie zdążyłam się zanudzić.



Awatar użytkownika
sadowski25
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: sob 20 lut 2010, 23:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: sadowski25 » czw 03 cze 2010, 19:15

FORMATOWANIE!!!!!


Ja to bym na miejscu reżysera nawet nie czytał tylko od razu do kosza by podążyło.

[ Dodano: Czw 03 Cze, 2010 ]
Acha, skoro nie mozna edytowac to daje pod spód.

Tak powinno wyglądać w miarę poprawne formatowanie i sposób zapisu scenariusza!
To jest fragment mojego scenariusza, przed poprawkami czyli ble ble ble...

Obrazek




Wróć do „Scenariusze filmowe i teatralne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość