Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Pan Tadeusz II - śmiać się ;)

Wszystkie pozostałe tematy

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Isabel
Dusza pisarza
Posty: 443
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Pan Tadeusz II - śmiać się ;)

Postautor: Isabel » ndz 17 wrz 2017, 19:03

Sequel "Pana Tadeusza", prozą co prawda, ale zawsze :wink: "Artzydzieuo" stworzone przeze mnie w 2002 roku, w sędziwym wieku lat czternastu :wink: Odkopałam staroć i wrzucam kawałek - nie do weryfikacji, bo to bez sensu - dla czystego pochichrania się :D
A zatem - smacznego! :D




Soplicowo przez rok samo w sobie jakby niewiele się zmieniło. Ten sam dwór, te same budynki, konie, służba... Pozmieniali się jednak ludzie w nim mieszkający. Sędzia niby ten sam, Gerwazy, Protazy, nawet i Telimena, nawet i Hrabia... Ale przecież wszystko było inne. Asesor z Rejentem nie toczyli już sporów o Kusego i Sokoła, zresztą, Sokół nie należał już do Asesora...
W Soplicowie przybyło dwóch mieszkańców: Ewelina Duninówna i porucznik Sasza Juriewicz Sazontow. Ewelina mieszkała we dworze Sędziego już od prawie roku, Sasza o połowę krócej.
Duninówna była jeszcze bardzo młoda, miała nieledwie dwadzieścia lat. Pod opiekę Sędziego dostała się po tym, jak jej krewni, u których mieszkała, poszli etapami na Sybir. Ot, Soplica z dobrej woli wziął ją pod swoją opiekę, nie przypuszczając nawet, jakie konsekwencje to za sobą pociągnie. O tym wszystkim miał przekonać się znacznie później.

Był spokojny, ciepły majowy dzień. Ewelina wraz z Sędzią spacerowała w ogródku.
-Panie Sędzio, chciałabym pana prosić o jedną rzecz...
Soplica uważnie spojrzał spod kapelusza na dziewczynę.
-Czy... Zosia nie mogłaby mieszkać razem z panią Telimeną ?
-A co, źle ci z nią ? Ona teraz bardzo potrzebuje jakiejś bratniej duszy... Tadeuszek zachował się paskudnie.
Ewelina zmilczała; nie lubiła rozmawiać z nikim na temat krótkiego i nieoczekiwanie zakończonego narzeczeństwa młodego Soplicy i Zosi.
-Panie Sędzio... A mi się wydaje, że pani Telimena będzie lepszą towarzyszką dla Zosi. Bardzo pana proszę, bardzo...
-Pomyślę. Tylko dlaczego nie chcesz dzielić pokoju z Zosią ? Zawsze byłyście takimi przyjaciółkami...
-Byłyśmy. – burknęła Ewelina i zawróciła do domu. Wbiegła do pokoju, który dzieliła z Zosią, po desce opartej jednym końcem o parapet. Ledwie stanęła na podłodze, z łóżka, spośród poduszek zeskoczył ładny chart i z radosnym dojadaniem zaczął skakać na dziewczynę. Usiadła na dywanie i przytuliwszy pieska, zaczęła szeptać mu do aksamitnego ucha:
-Już, nie trzeba szczekać, nie trzeba... Telimenę dzisiaj boli głowa, piesku... A Zosi na łóżko wchodzić nie można, będzie się gniewać... U pana Asesora takich wygód nie miałeś, prawda ? Nie całuj mnie tak, nie całuj ! – Ewelina zaczęła się śmiać, bo piesek lizał ją po twarzy. – Coś pewno znowu zbroiłeś, prawda ? Co by to nie było, to dzisiaj ci daruję... Chodź do Saszy.
Dziewczyna wstała z podłogi i wzięła charta na ręce. Otworzyła sobie łokciem drzwi i wyszła z pokoju. Udała się do pokoju, który Tadeusz dzielił z Saszą. Zapukała i uchyliła drzwi.
-Panna pewno do pana porucznika ? – spytał Tadeusz, wstając od biurka, przy którym siedział.
-Tak... Ale ja widzę, że pan tutaj samotnie siedzi...
-Pan porucznik pojechał po Gerwazego. Panna to lubi psy, prawda ? – spytał młody Soplica, głaszcząc trzymanego przez Ewelinę charta. On ją bardzo lubił, choć właśnie jemu lubić się nie dawała.
-Muszę iść do pani Telimeny, prosiła mnie. Dzisiaj choruje, ma migrenę.
Ewelina odwróciła się dumnie i wyszła z pokoju. Tadeusz sklął ją w myśli; nie mógł jej obłaskawić.
Telimena leżała w łóżku u siebie w pokoju. Ewelina posadziła jej psa na kolanach i spytała:
-Jak się czujesz ?
-Już lepiej. Weź Sokoła, bo mi pierzynę podrze, pierze będzie się sypać... O czym porozmawiamy ? – spytała Telimena.
Ewelina zauważyła, że o wiele lepiej układała jej się przyjaźń z Telimeną niż z Zosią.
-O czym chcesz. – Ewelina zsadziła psa na podłogę. Położył się przy jej nogach.
-Powiedz mi – bo ty na pewno coś wiesz – dlaczego Tadeusz i Zosia zerwali zaręczyny ?
Ewelina wiedziała, ale bała się powiedzieć. Zosia nieraz jej groziła, że niechby pisnęła o tym choć słówko, to popamięta ją do końca życia. Z tego to powodu Ewelina nie chciała mieszkać razem z nią. Do tego dochodziły też różne inne drobne kłótnie i przewinienia; jednym słowem, obiecująca przyjaźń Zosi z Eweliną od kilku miesięcy zaczęła się psuć.
-A ja ci powiem, że Sędzia i kapitan Rykow mówią, żeby wydać cię za mąż.
-To arcyciekawe ! Z kim chcą mnie wyswatać ?
-Sędzia mówi, że najlepiej z Tadeuszem albo z Rejentem, żeby ich pokarać za niewierność, Gerwazy opowiada się za Hrabią, bo podobno na umór w tobie rozkochany, a w końcu Rykow utrzymuje, że najlepsza partia dla ciebie to porucznik Sasza. Za to Asesor niby nic nie mówi, ale i tak wszyscy wiedzą, że najchętniej sam wziąłby się za ciebie.
-To Asesor rzucił Teklę Hreczeszankę ?
-A pewno ! Tylko, że nikt nic o tym głośno nie mówił... Bo i po co. No i powiedz ty mi teraz, pomysł którego najbardziej ci odpowiada ?
-Kapitana Rykowa. Kochany Nikita... Muszę mu podziękować, chyba go po butach wycałuję... – Ewelina była już całkiem rozkrochmalona. Zawsze wydawało jej się, że najlepiej (oprócz Saszy oczywiście) rozumie ją kapitan, i tak też było. To Rykow pierwszy odkrył starannie skrywane w sercu Eweliny płomienne uczucie do porucznika Saszy. To on zaczął także obmyślać, jakby ich połączyć, gdyż porucznik, po kieliszku wprawdzie, zwierzył mu się, że tak kocha się w Ewelinie, że spać po nocach nie może i o niczym innym nie umie myśleć, jak tylko o niej.
-Ani mi się waż ! Miałam to zachować w tajemnicy przed tobą, ale uznałam, że będzie lepiej, jak ci powiem. Proszę cię, nie mów nic nikomu, że już wiesz o tym, bo będzie źle ze mną... – powiedziała Telimena.
-To widzę, że muszę ugotować cały garnek czarnej polewki... Po talerzu dla Tadeusza, Hrabiego i Asesora...
-A Rejent ? Zapomniałaś jeszcze o Rejencie.
-Rejentowi nie śpieszy się do żeniaczki. Może i Sędzia chce mnie z nim wyswatać, ale on sam żenić się ze mną nie chce. – mruknęła Ewelina. Nie lubiła mówić z Telimeną o Rejencie; wiedziała, że dla niej była to przykra sprawa.
-Przed rokiem Rejent był inny. Przed rokiem chciał się ze mną żenić, ale widzę, że to było nieszczerze...
-A ty go kochałaś szczerze, prawdziwie ?
-Przed rokiem chyba, że szczerze... Ale szybko zaczęło się psuć. No i w końcu tydzień temu prask ! – rzucił mnie. A teraz choruję. I to przez niego, przez Rejenta. Wypuść psa, bo w drzwi drapie, nie słyszysz ? Skamle, jakby go kto ze skóry obdzierał !
-A to pewno Sasza z Gerwazym przyjechał. Pójdę tam do nich, może kogoś ci tutaj przyprowadzić ?
-Przyjdź ty i Sędzia.
-Ale ja bym chciała z Saszą... Sama...
-Tylko na chwilę przyjdziecie. Parę słów chciałam z wami zamienić, bo widzę, że sama nie możesz rozmówić się ze starym Soplicą, żeby uwolnił cię od towarzystwa Zosi... Idź już albo chociaż wypuść Sokoła, bo całe drzwi z farby obdrapie, będziesz malować !
Ewelina wstała i gwizdnąwszy na pieska, wyszła z pokoju. Gerwazy i Sasza byli jeszcze na podwórzu. Weszła do gabinetu Sędziego i powiedziała:
-Pani Telimena prosiła pana do siebie.
-Powiedz jej, że zaraz do niej przyjdę. Cały czas tak źle się czuje ?
-Już trochę lepiej. Sokół, nie gryź firanki ! – skarciła ulubieńca Ewelina. – Chodź, draniu !
Zakręciła się w miejscu i wybiegła z gabinetu; za nią, głośno dojadając, pocwałował chart. Sędzia wstał i mrucząc z zadowoleniem udał się do pokoju Telimeny.
Ani on, ani Ewelina nie zdążyli dobrze usiąść, kiedy do pokoju z wrzaskiem i płaczem wpadła Zosia.
-Ja tego psa to chyba powieszę ! Kury mi podusił, poduszkę pogryzł, sukienki podarł ! Nowa moda, charty w domu trzymać ! Niech pan Sędzia coś z tym psem zrobi, albo niech oboje wynoszą się z mojego pokoju, ja ich nie zapraszałam !
-Ty powiesisz Sokoła, a ja wszystkim coś powiem. Zobaczymy, kto będzie bardziej poszkodowany... – pogroziła Zosi Ewelina.
Sędzia był bardzo czuły na krzywdę swojej pupilki.
-Chodź tu do mnie, Zosiu, i nie płacz już. Dam ci nowe ptactwo, a Ewelina będzie mieszkała z ciocią Telimeną.
Telimena puściła do Eweliny perskie oko; wszystko ułożyło się po jej myśli.
-Gerwazy i Tadeusz jeszcze dzisiaj przeniosą tutaj twoje łóżko. A teraz za karę, że nie upilnowałaś psa, będziesz przez godzinę pielić Zosi ogródek. I przez dwa dni żadnych rozmów z porucznikiem ! – Sędzia, jeśli chodziło o zatargi między Zosią a Eweliną, rzadko kiedy bywał sprawiedliwy. Dla Eweliny jasnym było, że lubi ją daleko mniej niż Zosię. Zdarzało się, że popłakiwała czasem z tego powodu, siedząc na kamieniu w Świątyni dumania. Ona sama tymczasem starego Soplicę lubiła o wiele bardziej niż jego bratanka, Tadeusza, choć Tadeusz nigdy nie był wobec niej niesprawiedliwy. Niemniej jednak usłyszawszy, jak niesprawiedliwą otrzymała karę, zrobiło jej się bardzo przykro; udała się ku drzwiom, chcąc ją jak najszybciej odpracować.
-Dokąd idziesz ? – spytał Soplica, głaszcząc po głowie siedzącą u niego na kolanach Zosię.
-Idę pielić ten cały ogródek.
-Skoro jesteś taka chętna, to będziesz pieliła tak długo, póki ja nie przyjdę i nie każę ci skończyć.
-To nie jest sprawiedliwe. – zaryzykowała Ewelina.
-A kto tutaj mówił, że ma takie być ? – zadrwiła z niej Zosia. Zeskoczyła z kolan Sędziego i wyszła razem z Eweliną. Złapała ją mocno za ramię i odezwała się:
-Niech no tylko ktoś się dowie o tym, jak było naprawdę ze mną i z Tadeuszem, to się doigrasz ! Spróbuj komuś powiedzieć, a będzie źle z tobą i z twoim psem... – pogroziła jej.
-Grozisz mi ? – próbowała się obronić Ewelina, wyszarpując się jej.
-Skąd. Ja cię tylko ostrzegam. I pilnuj tego kundysa, bo ja nie ręczę za siebie, jak jeszcze raz coś mi poszarpie.
-A ja nie ręczę za siebie, jak coś mu zrobisz. Ja znam twoją tajemnicę, nie zapominaj.
-Uważaj, bo się doigrasz, naprawdę ! Ty, ty – przybłęda, śmiesz mi grozić ? Idź już w ten ogródek, na co czekasz !
Ewelina gwizdnęła na Sokoła, który nie odstąpił jej w biedzie, i wyszła do ogródka. Ukryła się pośród konopi, przytuliła pieska do siebie i cicho popłakiwała. Choć za nią stał Sasza, Tadeusz, Gerwazy, Asesor, Hrabia i kapitan Rykow, to jednak właśnie w mocy Sędziego znajdowały się wszystkie możliwe represje. A niewiele wystarczyło, aby ją za coś ukarał – tylko łzy i lamenty „pokrzywdzonej” Zosi.
Ewelina znała jej tajemnicę, i tajemnica owa od pewnego czasu bardzo jej ciążyła, zwłaszcza od chwili, w której Telimena została porzucona przez Rejenta. Tutaj bowiem Zosia wchodziła do gry.
Zosia kochała Rejenta. Wbrew powszechnemu mniemaniu, to nie Tadeusz porzucił ją, ale ona jego; Ewelina wiedziała o tym. Wiedziała również, że Rejent odwzajemniał uczucie dziewczyny i zdradzał z nią Telimenę. Widziała ich kilka razy w niedwuznacznych sytuacjach: objętych, przytulonych, całujących się. Zosia groziła jej wszelkimi leżącymi w jej mocy represjami; Ewelina bała się więc komukolwiek coś powiedzieć. Wobec Telimeny czuła się – to zrozumiałe – nader niezręcznie. Nie mogła jej nic powiedzieć, bo inaczej Zosia zrobiłaby coś z jej psem. Bardzo męczyło ją to, że Telimena zaczęła chorować. Mówiła bowiem Ewelinie, że gdyby wiedziała, dlaczego Rejent ją rzucił, przeszłaby nad tym do porządku dziennego. Ale wobec takiego obrotu sprawy doszukiwała się w tym swojej winy.
-Poradź mi coś, piesku. Muszę komuś to powiedzieć, ale jak to zrobię, to Zosia cię otruje albo powiesi... – szepnęła do Sokoła. Wtem jednak zauważyła z daleka żółtą liberię Klucznika.
-Ależ tak ! Gerwazy ! On mi pomoże ! – zawołała półgłosem, zrywając się na równe nogi; pies pisnął żałośnie. Gerwazy zauważył ukrytą w konopiach dziewczynę i skacząc pomiędzy grządkami, podszedł do niej.
-Co ty tutaj robisz ? Z Sokołem ? W konopiach ? – spytał się Eweliny. Już od dawna mówili sobie po imieniu.
-Płaczę. – wyjaśniła mu dziewczyna. – Pies podusił Zosi kury, a pan Sędzia kazał mi wypielić u niej w ogródku. Zosia mi grozi, że go powiesi...
Klucznik Gerwazy zaklął.
-Ja znam jej tajemnicę. Dlatego mi grozi. Zresztą, Kluczniku, wiesz, ile zatargów od początku mojego pobytu w Soplicowie było pomiędzy mną i Zosią...
-Wiesz coś o niej i o Rejencie, prawda ?
Ewelina aż przysiadła.
-A ty, Gerwazy, skąd o tym wiesz ?
-A dopiero co ich widziałem. U was w pokoju. Rejent w fotelu, Zosia na jego kolanach. Tak się obściskiwali, że nawet nie widzieli, jak otworzyłem drzwi. A ja, jak tylko to zobaczyłem, to w tył zwrot i w nogi !... – Gerwazy zarechotał. – Nic dziwnego, że Tadeusz nie mógł tego znieść i ją rzucił...
-To Zosia rzuciła Tadeusza. A on teraz ułan pełną gębą – wódka, karty...
-Hrabia też pomału się rozpija. On świata poza tobą nie widzi, a co ty go odprawisz z niczym do domu, to zaraz za butelkę i pije, pije... A jak się upije, to plecie trzy po trzy, chce najazd na dwór robić i siłą cię porywać... Mówiłem mu, żeby liczył się z tym, że z pewnością dostanie czarną polewkę... Wiesz, ja z całego serca chciałbym, żebyście się pobrali, ale wiem, że ty go nie kochasz i nie zmuszam cię do tego ani się na ciebie za pana porucznika nie gniewam.
-Wiesz o tym, że ja kocham się w poruczniku ?
-Musiałbym być ślepy... Zresztą, mówił mi o tym Rykow... A pan porucznik czeka na ciebie przy studni; idź do niego, już ja tutaj opielę... – Gerwazy przechylił konfederatkę na prawe ucho i zaczął wyrywać chwasty z grządek.
-A co zrobisz, jak przyjdzie tu Sędzia albo Zosia ? – spytała roztropnie Ewelina.
-Zosia jest za bardzo zajęta z Rejentem, a jak przyjdzie Sędzia, to coś mu tam powiem. Zostaw mi Sokoła, on zawsze na Sędziego szczeka, to mnie ostrzeże... Idź już, idź.


Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Wróć do „Mydło i powidło”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość