Maleńka

Tutaj możesz dopisać kolejne rozdziały naszego wspólnego opowiadania

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ZviR
Pisarz osiedlowy
Posty: 362
Rejestracja: pn 21 kwie 2008, 18:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Alfabetu
Płeć: Mężczyzna

Maleńka

Postautor: ZviR » pn 01 cze 2009, 10:53

"Maleńka"



Czarny kriminał, hard-boild... mam nadzieję :)







Musiała być kiedyś ładną dziewczyną. Mogła mieć dwadzieścia lat. Po kilku dniach w rzece straciła jednak swój blask. Podobno znalazł ją jeden z wędkarzy, z gatunku tych, którzy łowią ryby w środku miasta ubrani w wysokie gumiaki i moro, ale nie wysiadają z

samochodów. Ten złapał więcej, niż zamierzał.



Zgasiłem fajkę pod butem, minąłem mundurowego i klęknąłem przy ciele. Zapowiadała się wspaniała sobotnia noc.


//generic funny punchline

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 03 cze 2009, 19:35

(narracja drugiego bohatera. 3 miesiące później).



   Była aniołem i dlatego ją kochałem. I zabiłem.

   Te słowa cisnęły mi się na usta, kiedy kobieta ubrana w togę z orzełkiem zawieszonym na piersi skończyła swój monolog, zadając ostatnie pytanie.

   Stojąc przy drewnianej ambonie ustawionej na środku sali, otoczony policjantami, zastanawiałem się, co będzie dalej z moim życiem, ale nie trwało to długo.

   - Na mocy prawa, skazuję pana na najwyższy wyrok, jaki jest przewidziany. Dożywocie.

   Sędzina zaczęła uzasadniać swoją decyzję, a błysk fleszy oślepiał moje oczy. Może to było cos innego? Może widziałem w jasnych kadrach całe moje życie, które właśnie dobiegło końca?

   Czytany na głos wyrok rozbrzmiewał po sali niczym słowa kata, po których zapadnie topór, a moja głowa potoczy się z pieńka wprost pod rozradowaną gawiedź, ustawioną za moimi plecami.

   Właśnie niemo przyznałem się do zabicia dziewczyny.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » pt 19 cze 2009, 14:18

Spojrzałem na komisarza Adamczaka. Zdawał się być zadowolony - w ciągu trzech miesięcy stał się medialną gwiazdą, pokazywano go w każdym dzienniku, a TVN szykował serial oparty na zdarzeniach, które odtworzono w toku postępowania.



Adamczak, od samego początku, zajmował się sprawą zaginięcia Joasi. Poznałem go pół roku temu, gdy przyszedł do nas na wydział. Szukał jakiegoś tropu. Wiedziałem, że podejrzewał mnie przez cały czas, dlatego nie zdziwiłem się specjalnie, gdy w dniu odnalezienia zwłok, wpadł do mojego mieszkania z bandą karków z AT.



Siedziałem właśnie przed telewizorem, a w dzienniku pokazywali, nie wiem który już raz, faceta w moro i woderach. Gadał jak nakręcony. Czekałem na Adamczaka i nie zawiodłem się. Ale od tej pory wiele się zmieniło.



Patrzyłem teraz na komisarza - ściskał dłoń z prokuratorowi z uśmiechem na twarzy. Czy im się wydaje, że dokonali jakiegoś wielkiego cudu? Dowody były niezbite - moje DNA za paznokciami ofiary, karteczka z moim imieniem, napisana przez Joasię, wyciągnięta z jej kurczowo zaciśniętej pięści. To był jeden z powodów, dla których proces trwał tak krótko. Tak samo ważny, jak fakt, że ojciec Joasi był generałem policji i komendantem wojewódzkim.



Mała wiedziała, że nic nie przyciągnie uwagi mediów tak dobrze, jak śmierć córki wielkiej szychy. Jej śmierć. Nie przewidziała tylko jednego szczegółu - że komisarz prowadzący śledztwo będzie idiotą. Skończonym kretynem. Zabiliśmy z Joasią dwadzieścia siedem osób w całym kraju i przygotowaliśmy wskazówki. Adamczak dostał wraz z ciałem Małej tyle informacji, że do tej pory powinien już pędzić, jak po sznurku. Prawie jak w różańcu, tyle, że zamiast koralików nawlekliśmy nań trupy. Z każdym trupem powiązana była nieprawdopodobna historia, każdy był zagadką, która prowadziła do wielkiej tajemnicy.



Liczyliśmy, że do rozwiązania dojdzie w ciągu roku. Ja miałem już nie żyć, a moja matka miała otrzymać przesyłkę z zaświatów - mój pamiętnik, nad którym pracowaliśmy z Joasią przez kilka lat. Wtedy powinno rozpętać się szaleństwo. Mieliśmy stać się najbardziej znienawidzonymi i podziwianymi zbrodniarzami w historii ludzkości.



Przez tego idiotę Adamczaka, musiałem opóźnić samobójstwo. Trzeba przecież naprowadzić tego imbecyla na właściwy trop. Nie wszystko jeszcze stracone.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » sob 27 cze 2009, 16:53

(narracja mojeog bohatera). Dobrze, że mamy trzech :)





   Kiedy policjanci wyprowadzali mnie z sali, błysk fleszy oślepiał mnie tak mocno, że drobiłem w łańcuchach z zamkniętymi oczami. Wepchnęli mnie do volkswagena i zatrzasnęli drzwi. Dziennikarze przylegli do szyby jak muchy, pstrykając ostatnie fotki, które pewnie zapełnią tabloidy w całym kraju. Adamczyk, łatwo trafił do mnie. Złapał wszystkie dowody, niczym sroki za ogony, i poprowadził sprawnie śledztwo. No cóż, Mała była piękna, sprawa nagłośniona i w końcu człowiek wypłynął, na moim grzbiecie. Dałbym wszystko, aby prawdziwy morderca siedział tutaj, zamiast mnie, ale cos w głowie powtarzało mi, że się jeszcze spotkamy.

   Radiowóz ruszył, a za nim, biegiem, grupa dziennikarskich hien. Policjant siedzący obok kierowcy poinformował przez radio dyspozytorkę, że konwój ruszył, zameldował o stanie więźnia i rzucił słuchawkę na deskę rozdzielczą.

   Długo myślałem, jak uciec. Tylko po co? Dać się ścigać przez cały kraj? To już lepiej zgrywać rolę męczennika. Z drugiej jednak strony, zemsta była by słodka. Tylko, pozostaje pytanie: skoro policja nie trafiła na prawdziwych zabójców, to jak ja miałbym ich zlokalizować?


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Piszemy wspólne opowiadania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość