[ZAKOŃCZONA] Rumcajs vs Godhand

Moderatorzy: Weryfikator, Moderator

Awatar użytkownika
ithilhin
Siewca Dobra
Posty: 3666
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[ZAKOŃCZONA] Rumcajs vs Godhand

Postautor: ithilhin » śr 30 sie 2017, 20:09

Temat: BÓJ ZE SMOKIEM

Gatunek: dowolny
Limit znaków: 3k - 8k

Czas: 13 września 2017

Użytkownicy mogą przyznawać miniaturom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.
Styl - max 20 punktów.
Realizacja tematu - max 10 punktów.
Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)
Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)
Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)
Ocena końcowa - zsumowane punkty

Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 20.09.2017.
Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.


gosia

me@Szortal
Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Awatar użytkownika
ithilhin
Siewca Dobra
Posty: 3666
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: ithilhin » śr 13 wrz 2017, 13:22

-------------------->TEKST I<--------------------


Od kiedy sięgam pamięcią, ojca nawet wśród wariatów uważano za ekscentryka.

W naszej rodzinie zawsze szanowano ludzi posiadających różnorakie zainteresowania. Ciotka Hilda grała na lirze, jej córka Weronika malowała wyciskające łzy z oczu pejzaże, dziadek - kiedy jeszcze żył - kolekcjonował białą broń, a moja mama piękną wiedeńską porcelanę. Ojciec też miał pasję, choć cała rodzina za jego plecami używała raczej bajkowego określenia "fiź". Jednak kiedy mężczyźni znajdowali się tylko we własnym gronie, zastępowali to słowo - romantyczne, budzące skojarzenia z mieniącymi się na wietrze mydlanymi bańkami - bardziej dosadnym i niestety bardziej adekwatnym.

Pierdolec.

"Abelard Gaston ma pierdolca".

Pasją ojca były smoki. Stworzenia mityczne, nieistniejące i Bóg wie po co mające zaprzątać głowę wykształconego i inteligentnego skądinąnd mężczyzny, a tym bardziej jego syna czyli mnie, Tomasza Gastona. Niestety smoki wyszły z szalonych majaków ojca i wtargnęły ze swoimi obrzydliwymi pyskami prosto w nasze rodzinne życie. Mama opowiedziała mi (kiedy byłem już nastolatkiem) jak po wielu dniach bolesnej, duszącej ognisko domowe ciszy, przeforsowała moje imię, zamiast proponowanego przez ojca Jerzy – na cześć świętego smokobójcy (a podobno wcześniej wspominał nawet o Georgios!) W wieku trzech lat musiałem znać wszystkie ważne według ojca smoki, i wiedzieć co nieco o każdym z nich - Azi Dahaka, Jormungand, Pukis, Ladon, Muszchuszu, Azdacha… Ech.

Gdy byłem pacholęciem siedmioletnim, znałem hipotetyczną anatomię tego wytworu wyobraźni, później doszły rodzaje smoków, legendy, teksty źródłowe i tak dalej. Ojciec patrzył z fascynacją jak rosnę i poszerzam wiedzę na temat jego... pasji, a ja będąc brzdącem, czy nawet już młodzieńcem nastoletnim czułem dumę widząc w jego oczach radość. Nienawidziłem smoków od dziecka ale kochałem ojca. Moja kochana matka traktowała smoczą edukację z dezaprobatą, ale czasem wieczorem stawała cicho w drzwiach i obserwowała te specyficzne momenty, kiedy recytowałem źródła a ojciec patrzył w ogień iskrzący w kominku i uśmiechał się delikatnie, gładząc jednocześnie kciukiem kraj swego ulubionego chabrowego surdutu. Mama zawsze po chwili kręciła głową ze smutnym uśmiechem i wracała do swoich obowiązków. Byłem wtedy w takim wieku, że ten jej uśmiech pełen goryczy był dla mnie zagadką, ale dość rozsądnie zakładałem, że cokolwiek by nie znaczył, to dużo lepsze niż kłótnie rodziców lub wisząca złowrogo w powietrzu cisza.

Problem zaczął się gdy miałem lat siedemnaście. Świadomość tego czym jest proces nauki i czemu ma służyć, spowodowała bunt i niechęć do ojca. Nie chciałem się uczyć rzeczy nieprzydatnych, wyimaginowanych i kompletnie nie dających się wykorzystać w życiu. Nie bez znaczenia były też uśmiechy mieszkańców naszego miasteczka i wskazujące mnie drwiąco palce. W międzyczasie ojciec zdziwaczał jeszcze bardziej, znikał gdzieś na całe wieczory i noce, wiecznie chwiał się na nogach mamrocząc coś pod nosem. Prawie każdego dnia widziałem mamę, która piorąc chabrowy surdut ścierała skórę dłoni wraz z resztkami małżeńskiej miłości.
Jakiś czas późnej ojciec zaczął moje "zsyłki".

- Tomaszu! - wołał ze swojego gabinetu.
Słysząc wołanie wlokłem się nieśpiesznie, by w końcu ze spuszczoną głową zapukać w dębową framugę.
- Tak, ojcze?
- Milę na północ od młyna widziano smoka, udaj się tam natychmiast – nie znoszący sprzeciwu głos ojca wypełniał gabinet, w którym panował bezlitosny zaduch.
- Ojcze...
- Czyżbyś zaprawdę chciał zbagatelizować taką możliwość?! - Wstawał zza biurka z iskrzącymi się od złości i podniecenia oczyma.
Wychodziłem więc, a kiedy po kilku godzinach wracałem mówiąc, że smoka tam nie było, nie odrywał oczu od otwartej książki.
- Nie przejmuj się Tomaszu, następnym razem – szeptał tylko łagodnie.

***

- Tomaszu!
Korytarz zdawał mi się dłuższy niż zazwyczaj. Bezsensownie długi. Idiotyczny wręcz.
Zapukałem we framugę.
- Tak ojcze?
- Ninehollow, polana pod górami, ruszaj natychmiast.
Wyszedłem bez słowa. Idąc korytarzem zdałem sobie sprawę, że ojciec nigdy nie powiedział mi czego właściwie ode mnie oczekuje. Gdybym zobaczył jego urojonego smoka, co mam zrobić? Porozmawiać? Walczyć? Skopiować smocze fizys na pergamin? Myślę, że on też tego nie wiedział. Chciał tylko żebym zobaczył stwora i uwierzył w jego istnienie.
Kilka chwil później jechałem już konno do Ninehollow. Mijałem sklep pana Bleya i zakład przetwórstwa stali pana Whitakera. Fascynowała mnie dorodna córka Bleya i wielka zgniatarka hydrauliczna, którą John Whitaker sprowadził z Francji. Przez smoki nie miałem czasu przyjrzeć się jednemu ani drugiemu. Zabrały mi życie a nawet nie istnieją.
- Zsyłka Tomaszu? – Siedzący przed zakładem John pomachał mi wesoło.
Dotknąłem tylko brzegu cylindra w powitaniu.

Droga do polany w Ninehollow nie trwała długo. Oczywiście nic tam nie było, jednak nie miałem ochoty natychmiast wracać do „następnym razem Tomaszu”. Przywiązałem konia do najbliższego drzewa i usiadłem, wygodnie opierając głowę na zgiętym ramieniu. Zbudziło mnie zaniepokojone rżenie konia i ten specyficzny dźwięk . Nie był to jednak ani romantyczny łopot skrzydeł, ani przerażający odgłos palonych drzew. Metaliczny jazgot i klekot, oto co usłyszałem. Zanim myśli wróciły na swoje miejsce, on po prostu wyszedł z pomiędzy drzew.

Nie był ogromny, ledwie trochę większy ode mnie. Szedł nieporadnie, jak dziecko, które dopiero stawia pierwsze kroki, jednak na tym podobieństwa się kończyły. Każdemu stąpnięciu tego czegoś towarzyszyło gwałtowne machnięcie skrzydłami, przez co przypominał rozjuszonego koguta. Skrzydła z pogiętej blachy odbijały promienie słoneczne w losowych kierunkach a korpus smoka pokryty wielością przekładni i kół zębatych będących w ciągłym ruchu przywodził na myśl mechanizm zegara. Zbliżył się do mnie na odległość kilku metrów, fuknął, czy raczej parsknął, a ze stalowych nozdrzy uniósł się kłąb pary. A potem, z chrzęstem trących o siebie metalowych płyt, schylił w moim kierunku głowę. Śmierdział smarem i tym specyficznym zapachem rdzy trawiącej stal, jaki da się wyczuć podczas bezwietrznego dnia w dokach Rivertown. Martwe oczy z poliwęglanowych płytek patrzyły na mnie badawczo, a wynurzająca się z pomiędzy nich aluminiowa rura, która biegła w kierunku grzbietu i znikała gdzieś dalej w cielsku potwora, pulsowała jak bijące serce.
Potem nagle ogromna głowa obróciła się w bok, paszcza otworzyła się z łoskotem przeskakujących przekładni i smok zionął skoncentrowanym strumieniem pary kilka metrów ode mnie. Zadziałałem instynktownie. Schyliłem się odruchowo, mimo paraliżującego strachu wyjąłem laskę z ukrytym ostrzem i zupełnie irracjonalnie dźgnąłem go w lukę pomiędzy stalowymi płytami, tam gdzie według mnie oraz „Anatomii Smoków” Greysona powinien mieć serce.
Najpierw zastygł w bezruchu, potem zamachał chaotycznie skrzydłami, by po chwili w towarzystwie upiornego klekotu metalu i tworzywa upaść powoli i znieruchomieć.

Stałem tam długo i patrzyłem na niego, kompletnie nic nie czując. Jakby go tu w ogóle nie było. Jakby na boku jego korpusu nie rysował się wyraźnie trapezowy kształt z dwoma zawiasami i dospawanym uchwytem. Jakby krawędź trapezu nie przycięła kawałka chabrowej tkaniny, który dość wyraźnie odcinał się na lustrzanej powierzchni stali. Jakby to wszystko się nie zdarzyło.

Musiałem się zastanowić, jak przewieźć go do zakładu pana Whitakera i umieścić w wielkiej, przywiezionej z Francji zgniatarce.

A potem należy wywietrzyć gabinet.






-------------------->TEKST II<--------------------


Najemnicy przybyli do wioski przed zmierzchem. Wypytali miejscowych o paskudę - tak nazwali smoka chłopi. Potwór ponoć był wielki jak stodoła, porywał owce i krowy, czasem łupił karawany kupieckie. Za legowisko obrał opuszczoną kopalnię srebra u podnóża pobliskiej góry.
O dziwo nikt nie słyszał, by skrzywdził człowieka. Poza jednym incydentem: Kilku rycerzyków w lśniących zbrojach
chciało go zabić, smok tak im skopał blaszane dupska, że od tamtej pory nie widziano w tych okolicach zbrojnych wysokiego rodu. Zebrawszy informacje kamraci ruszyli do karczmy. Wypili antałek miodu, obmacali kilka dziewek.
Jeden z nich spuścił tęgi łomot bardowi który śpiewał o cnocie, rycerzach i bohaterstwie. Zasneli o północy nakazując wcześniej karczmarzowi by obudził ich o świcie. Rankiem zjedli suty posiłek i wyruszyli w drogę.
Gotfil - biegły w mieczu i tarczy, przywódca grupy. Mirmor - straszliwie wywijający toporem i najgłupszy z całej czwórki, siłacz jakich mało. Oen i Moen - bliźniacy szkoleni w łuku, oszczepie oraz skradaniu. Ci oto śmiałkowie wyprawili się by ubić pradawnego jaszczura. Nieraz polowali na przerośnięte niedźwiedzie, watachy wilków północnych, brali udział w bitwach i potyczkach, zawsze wychodili cało z opresji, lecz tym razem nie wiedzieli z czym mają do czynienia.

- Smok, wie który jak ubić to bydle? Coście tacy smętni, będziemy tak medytować całą drogę?
- Zawrzyj gębę baranie - warknął Gotfil - gdyby nie to, że wszcząłeś bojkę ze strażą w stolicy prowincji nie mieli byśmy tego problemu. Ile razy powtarzałem, żadnych rozrób w mieście!?
- Sprowokowali mnie - mrukliwie odpowiedział Mirmor - zresztą nie potrzebowałem waszej pomocy.
- Zatłukli by cię tępa pało.
- Fak, te cioty, gdyby nie nasza pomoc wielkoludzie, rozszarpały by cię na strzępy - wtrącił Oen.
- A teraz rozszarpie nas smok - dodał Moen - ale zabawa z rycerzami była przednia. Nie cierpię tych nadętych pajacyków.
- Zamknąć mordy - wrzasnął przywódca - od waszego gadania głowa boli, nie pojęliście jeszcze?! Jeśli nie zabijemy paskudy to czeka na nas kat. Więc dupy w troki i milczeć. Za trzy godziny mamy być na miejscu, jasne?!
- Co ty taki spięty - zagaił Mirmor - poczware wypatroszymy, namiestnik nas ułaskawi, jeszcze księżniczki w bonusie dostaniemy.
- Zaraz ja wypatroszę ciebie - warknął wściekle Gotfil. Nastała grobowa cisza. Przyjaciele znali swego przywódce, szanowali go i wiedzieli, że gdy tak się zachowuje to nie jest dobrze.
- Brachu ty widziałeś smoka, czy są tak wielkie i okrutne jak o nich powiadają? - Spytał Oen.
Nie usłyszał odpowiedzi. No to mamy przejebane - pomyślał łucznik.

Niespełna po trzech godzinach marszu dotarli na skraj lasu.
- Już niedaleko - powiedział Gotfil - odpoczniemy i przygotujemy się, a ty Oen zrobisz zwiad. Z tego co mówiono przed wejściem do kopalni jest płaskowyż, sprawdź co smok porabia i wracaj, ruszymy o zmierzchu, może go zaskoczymy, jasne!?
-Jasne, jak mnie wypatrzy to będę uciekał.
-Tylko nie w naszą stronę - powiedział do brata Moen. Przyjaciele roześmiali się gdy zwiadowca znikał w zaroślach.
Wrócił po godzinie. Zanim o cokolwiek zążyli zapytać oznajmił dziwnym (ni to wystraszonym, ni rozbawionym) głosem.
- Smok wyczuł, że się zbliżam. Wylądował obok mnie i powiedział, że chce porozmawiać.
- Co ty pierdolisz Oen - sapnął Gotfil.
- Ze strachu bredzi - mruknął Mirmor .
- Jaja z nas sobie robisz braciszku - syknął Moen.
- Patrzcie - łucznik wyciągnął z sakwy bryłę srebra - pozwolił mi to zabrać z kopalni, mógł mnie pożreć. Wie, że nadchodzimy, nie chce walczyć!
- To jakaś kpina - wrzasnął najgłupszy i najsilniejszy z kompanów.
- Myślę, że jest cwany - powiedział przywódca - chce podstępem uśpić naszą czujność.
- A potem wychędożyć - zażartował Moen dodając - gadał ktoś kiedyś ze smokiem?
- Uwierzcie - on chce tylko porozmawiać, nie chce walczyć. Oen czuł, że nie przekona towarzyszy.
- Dość tego! Nakładać zbroje i szykować broń, za pół godziny ruszamy w bój - Gotfil był wściekły jak nigdy - pamiętajcie! Smok albo nasze głowy!

Ostrożnie przedzierali się przez gęsty las.
- Mirmor ty ze mną, Oen i Moen dwadzieścia kroków za nami, broń w pogotowiu, oczy szeroko otwarte, płaskowyż tuż tuż. My narobimy rabanu, wy pędem do kopalni, zanim gadzina pojmie o co chodzi dołączymy do was. Tam urządzimy zasadzke.I pamiętajcie, że to tylko przerośnięta jaszczurka. Uważajcie na ogon, na otwartej przestrzeni jednym zamachem potrafi zwalić dziesięciu chłopa.
- Gotfil, a jak on siedzi w kopalni? - zapytał szeptem Moen
- Tym lepiej, tak czy inaczej naszym celem jest wejście, ruszamy.
Dwaj wojownicy z wrzaskiem wybiegli na płaskowyż, łucznicy pędzili do wejścia wypatrując smoka.
Gdy minął pierwszy skok adrenaliny Gotfil stwierdził, że paskudy nie ma. Mormir wrzeszczał dalej. Łucznicy uzbrojeni we włócznie przyczaili się przy wrotach do kopalni.
- Gdzie on jest - warknął przywódca - Mormir zamknij japę, tu nie ma gada, do bliźniaków, migiem baranie. Gdy dobiegli Gotfil zapytał łuczników - słyszycie coś, jest tam? - Nic nie słychać - odparł Moen.
- To gdzie on jest do kurwy? - sapnął Mirmor.
- Tutaj jestem - usłyszeli głos - odłóżcie broń, nie zrobię wam krzywdy.
Odwrócili się i staneli oko w oko ze smokiem.
Na widok olbrzymiego jaszczura opuściła ich wola walki.
Dlaczego nas nie atakujesz - zapytał Gotfil.
Mówiłem, że on chce tylko porozmawiać - wyszeptał Oen.
- Więc nie będziesz z nami walczył, co z ciebie za smok - zawadiacko krzyknął Mirmor.
- Zamknij gębe - towarzysze stonowali go jednomyślnie.
- Nie jestem agresywny, jestem już stary i zmęczony pojedynkami. Nie jesteście rycerzami, blaszany kodeks was nie obowiązuje. Mogłem was spalić, pożreć, roztrzaskać ogonem, rozerwać szponami, nie zrobiłem tego. Odłóżcie broń, napijemy się i porozmawiamy. Nazywajcie mnie Emil.
- Dobrze, odłożymy broń - krzyknął Gotfil - ale bez sztuczek, tak łatwo z nami ci nie pójdzie.
- Będziemy pić ze smokiem - pomyślał na głos Mirmor - świat na głowie stanoł.
- W kopalni mam mały zapasik, wytoczcie trzy baryłki wina, dwie wlejcie do kamiennego poidła dla koni, jedna jest dla was, proszę rozgoście się, ja polecę po coś na ząb - Emilian rozpostarł skrzydła i zrobił jak powiedział. Kamraci zostali sami.
- Co robimy, zastawiamy pułapkę? - No dalej,
myślcie chłopy, Emilek zaraz może wrócić. - Mirmor wydawał się być niespokojny.
- Sprawdźmy ten składzik - zaproponował Gotfil - na trzeźwo nie potrafię tego ogarnąć.
- Racja - bliźniacy zgodnie przytakiwali.
Kompania ruszyła do kopalni.
- Ale tego uzbierał, co najmniej czterdzieści baryłek, patrzcie na oznakowania, wino i miód ze wszystkich prowincji, nawet ze stolicy. Myślałem, że smoki gromadzą skarby, złoto, szlachetne kamienie a nasz Emilek to moczymorda - myślał na głos Mirmor. - Schlamy gada i zaszlachtujemy.
- Przestań ględzić - do roboty, trzy, albo cztery beczki wynieście na zewnątrz - rozkazał Gotfil - sam zbadał jaskinie dokładniej. Gdy kończyli nadleciał Emilek. Trzymał w szponach dwa jeszcze ciepłe cielaki. Zrzucił ja na wielki granitowy głaz który przypominał stół. Zionął ogniem trzy razy i rzekł - pieczyste gotowe, otwierajcie beczki.

Było już dobrze po północy. Emilek przysiadł przy poidle dla koni i opróżniał ósmą beczkę. Najemnicy rozsiedli się przy wejściu do kopalni i też nie żałowali sobie przedniego wina. Wszyscy ucztowali na całego
- Ty drągalu, tak do ciebie mówię tępy dryblasie, przyturlaj beczkę, bo mnie suszy, a i czkawka mnie dopadła - rzekł Emilek do Mirmora. Czknął przy tym ziejąc ogniem z obu stron.
Rozbawione towarzystwo zareagowało gromkim śmiechem.
- Co to było Emilek, to ty i z drugiej strony ziejesz ogniem - zapytał Oen.
- No tak, jestem smok. Zieję ogniem z obu stron, gdy za dużo wypije.
Mirmor wracał z beczką - odsuń paszczę bo mnie usmażysz pijaku - powiedział i wlał zawartość do kamiennego poidła. A swoją drogą mógłbyś polecieć po coś do żarcia - dodał odchodząc.
- Nie latam po pijanemu, jestem odpowiedzialny i przezorny.
- Towarzystwo rykneło śmiechem.
- Emil jesteś swój chłop, ale jest jeden problem, jeśli tu zostaniesz to nas zetną - zagadnął do smoka Gotfil - dwa dni temu spuściliśmy łomot strażnikom w stolicy prowincji i namiestnik skazał nas dając do wyboru; albo ciebie ubijemy, albo kat nas.
Zapadła smętna cisza. Emil zanurzył paszczę w korycie, wyżłopał zawartość i powiedział - nie ma problemu, jutro odlatuję do wschodnich prowincji, w jaskini są łuski które zrzucam co jakiś czas. Zabierzcie je jako dowód, weźcie też dwieście sztuk złota które tam leżą. To moja nagroda dla was za dotrzymanie mi towarzystwa, ostatnio popadałem w depresje pijąc samemu. I niech który ruszy się i przyniesie kolejną beczkę.
Rankiem smok pożegnał kompanów i poprosił, by odwiedzili go gdy będą przypadkiem we wschodnich prowincjach. - Będzie o mnie głośno, z pewnością mnie znajdziecie - krzyknął odlatując. Kamraci zabrawszy łupy, rześko ruszyli w powrotną drogę.
- Dokąd teraz - zapytał Mirmor.
- Do namiestnika po ułaskawienie, a dalej, na wschód! - odpowiedział Gotfil.
- Doić lordów - roześmiał się Oen.
- Nie jeden wiele zapłaci za zabicie smoka - dodał Moen.
Najemnicy rykneli śmiechem.

Przez wiele lat opowiadano o wielkiej bitwie u podnóża góry, w której czterech śmiałków stawiło czoło smokowi. Chłopi i wędrowni chandlarze mówili o ogniu i grzmotach które tamtej nocy można było zobaczyć i usłyszeć w okolicy kopalni.
Nikt nie odnalazł truchła gada, ale tłumaczono to tym, że pewnie zabrał je smok grasujący na wschodzie, bo smoki przecie są bardzo pamiętliwe.




Awatar użytkownika
Strach na wróble
Pisarz osiedlowy
Posty: 249
Rejestracja: czw 27 lip 2017, 14:28
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: Strach na wróble » śr 13 wrz 2017, 14:11

OK, no to mój debiut w ocenianiu pojedynków…

Pomysł - max 20 punktów.

Tekst I 20
Tekst II 18
W przypadku II wyprawa najemników na smoka jest jednak trochę bardziej ogranym chwytem.

Styl - max 20 punktów.

Tekst I 20
Tekst II 17
Dwójka jednak odbiega in minus od poziomu wyznaczonego przez jedynkę.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Tekst I 10
Tekst II 10

W sumie oba na temat.

Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Tekst I 10
Tekst II 10

Zarówno pierwszy jak i drugi podchodzą niebanalnie do problemu. Urzekł mnie ten smok puszczający ogniste bąki.

Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Tekst I 18
Tekst II 0
W pierwszym dwa drobiazgi, skądinąnd (-> skądinąd) i surdutu (->surduta)
Drugi to jakaś masakra. Po paru linijkach przekopiowałem całość do worda; zrobił się czerwony od podkreśleń. Watachy, warknoł, bujkę, wrzasnoł, mruknoł, …noł, …noł, …noł, … A tu naprawdę nie trzeba dużo, wystarczy przed wysłaniem popatrzeć co mówi word.

Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Tekst I 19
Tekst II 15
W jedynce minus za poliwęglan. Klimat jak z przełomu XIX i XX wieku albo i wcześniej (surdut) i to słowo się nie komponuje.
Dwójka, co by tu nie mówić, słabsza ogólnie. Duży minus za głupotę namiestnika, wierzącego w to że banda obwiesi, puszczona wolno, pójdzie na smoka zamiast co prędzej dać w długą, byle dalej od jego władzy. W to, że kolesie są ograniczeni umysłowo i nie wymyślili takiej możliwości, jestem skłonny uwierzyć.

Ocena końcowa - zsumowane punkty

Tekst I = 20 + 20 +10 +10 +18 + 19 = 97
Tekst II = 18 + 17 + 10 + 10 + 0 + 15 = 70


Strach herbu Cztery Patyki, książę na Miedzy, Ugorze etc. do usług

Awatar użytkownika
misieq79
Pisarz osiedlowy
Posty: 268
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: misieq79 » śr 13 wrz 2017, 14:18

Tekst 1
Pomysł 16/20. Nieszablonowe podejście.
Styl 17/20. Płynny, przyjemnie się czyta.
Realizacja tematu 10/10. Bo co tu dodać lub ująć.
Schematyczność 8/10.
Błędy 17/20. Są.
Ogólnie 15/20. Ciekawy pomysł, ładnie podany. Puenta nawet zaskakuje. Chociaż zachowanie bohatera "Ojej utrupiłem tatę? To do zgniatarki!" gryzie i za to karniaczek.
Razem 83/100

Tekst 2
Pomysł 12/20. Było.
Styl 12/20. Ojoj, nieciekawie. Idzie się jak po grudzie. Dialogi przywodzą na myśl "Nekromantę z następnej wioski".
Realizacja tematu 10/10. Jak tekst 1
Schematyczność 4/10.
Błędy 10/20. Mnóstwo. Literówki, ORTY!!!
Ogólnie 10/20. Humor płaski, wytłumaczenie wątków naiwne. Tu bohaterowie nie maja pojęcia o smokach - a za chwilę "to duża jaszczurka". namiestnik daje im ultimatum w postaci polowania na smoka - i puszcza wolno, z bronią, nie pilnując czy nie dadzą dyla.
"Albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem..."
Kotlet z cielaka kat. III - upieczony z sierścią, rogami, kopytami i bebechami. Smacznego.
Razem 58/100



Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 458
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: Escort » śr 13 wrz 2017, 16:11

Tekst I

Pomysł - 15/20
Fajny, ciekawy. Nietuzinkowe? podejście, trochę schematyczne, ale mniej niż następny tekst. Pomysł ok, taki rodzinny - w krótkim czasie potrafił już odcisnąć piętno na kontaktach ojciec-syn.

Styl - 16/20
Mi odpowiada, jest przyciągający, swobodny, bez zbędnego cackania i wydziwiania. Opis smoka? Bardzo dobry, może prosty dla niektórych. Dla mnie lekcja, porządna, jak to ma wyglądać ;).

Realizacja tematu 9/10
Subiektywne spojrzenie.

Schematyczność 6/10
Jw.

Błędy 18/20
Drobne, małe, dopracowany tekst i raczej niewiele się można przyczepić, drobnostki.

Ogólnie 15/20
Dla mnie przyjemny tekst, na pewno taka miniatura w moim spojrzeniu ;). Przyjemna do czytania. Najlepszy opis spotkania ze smokiem. Kiedy synowi kazał iść po raz drugi, pomyślałem, że tekst będzie jakimś żartem i będzie tak wracał i wracał, aż nastąpi puenta. Ale ogólnie ciekawy, dobry zarys, jak mówiłem ojciec-syn. Może dla kogoś to nic, ale od początku da się wyczuć to, co niezauważalne :P.

Tekst I: 79/100


Tekst II

Pomysł - 13/20
Swojsko, prosto. Po swojemu. Powiem tak: pomyślałem sobie, że to durne. Ale w swej durnocie ciekawe, dla mojego gustu. Jeśli chodzi o pomysł, to niezbyt zachwycający, nawet na małym polu, jaki ograniczono.

Styl - 12/20
Też prosty i swojski, chyba nawet mi bliższy - jeśli chodzi o moje możliwości i umiejętności pisania to pewnie mi by wyszło prędzej coś takiego. Ale czasami ciężko się czytało.


Realizacja tematu 7/10
Taka zwykła ta realizacja. Naiwna.


Schematyczność 3/10
Wiele razy to było, niestety. Zwykły schemat, jeszcze naiwny, bo ich ktoś wolno puszcza: a oni to zgraja trochę baranów. Żaden się nie wyróżnia intelektem, raczej dowodzi ten, który ma najwięcej siły lub budzi respekt.


Błędy 5/20
Sporo tego, sporo. Sporawo. Od kropeczek po orty. Z czasem ciężko się czyta. Twoje błędy to takie kontenery śmieci co strzelają lawą.


Ogólnie 12/20
Przez tą swojskość i szybkie zarysowanie prostych postaci (co całkiem było do pomyślenia w Twoim wykonaniu, bez urazy - wiele z tych dialogów przypomina Twój głos w dyskusjach :P). One wszystkie, prócz może braci, przypominają Ciebie. Rozwiązanie ze smokiem nietuzinkowe, ale zbyt mało zarysowane, takie jakby powyrywano tam trochę kontekstu. Poszli, on zaprosił na chlanie, Emilek odleciał. Zabrakło klimatu i polotu w końcówce.


Tekst II: 52/100

Bez urazy.


Pisarz miłości.

Awatar użytkownika
uniwers
Pisarz osiedlowy
Posty: 200
Rejestracja: śr 25 cze 2008, 19:56
Lokalizacja: Waldenburg i. Schl.
Płeć: Mężczyzna

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: uniwers » śr 13 wrz 2017, 17:39

Ech, nie lubię oceniać ani porównywać. Ale temat mnie podkusił.


Tekst I

Pomysł 17/20
Do finału dość przewidywalne, puenta ratuje całość.

Styl 15/20
Schludny, ale przyciężki

Realizacja tematu 10/10
Bo i temat dość jednoznaczny.

Schematyczność 7/10
Puenta ratuje dość sztampową całość.

Błędy 18/20
Zjadło trochę przecinków, ale to tyle.

Ogólnie 17/20
Tekst solidny pod względem wykonania, ale treść bez szału.

Łącznie 84/100

PS. Surduty i cylinder sugerują Anglię w XIX wieku, więc skąd tam poliwęglan?


Tekst II

Pomysł 18/20
Barwna kompania kontra smok. W to mi graj!

Styl 13/20
Na plus potoczystość narracji na samym początku, ale im dalej, tym gorzej. Końcówka prezentuje się... słabo.

Realizacja tematu 10/10
Bo i temat dość jednoznaczny.

Schematyczność 8/10
Za libację ze smokiem.

Błędy 10/20
Interpunkcja, zapis dialogów, błędy ortograficzne i końcówka, która wygląda jak surowy tekst.

Ogólnie 17/20
Za pomysł i werwę, a nie wykonanie.

Łącznie 76/100

PS. Tekst do wyczyszczenia, wycyzelowania, zbetowania i wrzucenia do Tuwrzucia.



Awatar użytkownika
Natasza
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: Natasza » śr 13 wrz 2017, 18:00

Najpierw porównawczo:
Na pewno wygrywa tekst I, jako literatura tekst II nie broni się
tekst I - struktura narracyjna ok, językowo też nieźle.
Podoba mi się myślowy nadtekst -
uczestnik bitwy pisze:Source of the post ojciec nigdy nie powiedział mi czego właściwie ode mnie oczekuje. Gdybym zobaczył jego urojonego smoka, co mam zrobić? Porozmawiać? Walczyć? Skopiować smocze fizys na pergamin? Myślę, że on też tego nie wiedział. Chciał tylko żebym zobaczył stwora i uwierzył w jego istnienie.

Bardzo to trafne! 16/20
tekst II - jest nieporadny narracyjnie, nie dorobiony i idzie mocno po sztampie w temacie, choć próba karnawalizacji mogłaby dać niezły efekt w temacie 5/20

Pomysł:
I 17/20
II 11/20
Styl
15/20
5/20
Błędy
16/20
0/20 - to jest poza normą
Realizacja tematu:
8/10
6/10
Schematyczność
8/10
2/10


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
P.Yonk
Pisarz domowy
Posty: 162
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
Płeć: Mężczyzna

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: P.Yonk » śr 13 wrz 2017, 21:11

Oba niezmierni mi się podobały, lubię takie klimaty.
Jednak by formalności stało się zadość:

Tekst I | Tekst II
Pomysł: 17/20 | 14/20
- Ojciec, który stał się smokiem wewnętrznym, nawet jak się przebrał na końcu, przybrał fizyczną formę - to i tak ciekawsze, niż zwykły smok po prostu, choć smok pijak, i ogniste bąki... :)

Styl: 15/20 | 17/20
Błędy: 17/20 | 5/20
- w drugim jeśli je zauważyłem, mimo że fabuła wciągnęła, to znaczy że wymaga poprawy...
Realizacja tematu: 10/10 | 10/10
Schematyczność: 8/10 | 7/10

Podsuma: 67 | 53


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"

Awatar użytkownika
Bartosh16
Legenda pisarstwa
Posty: 1806
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: Bartosh16 » czw 14 wrz 2017, 11:38

No siema. A teraz do konkretów.

Tekst I:

Pomysł 17/20 - niezły. Nieco przewidywalny może, ale nadal jest w porządku. Gryzie mi się jednak zapalenie ojca do smoków, poświęcenie im życia oraz części życia syna, a na koniec sam ojciec buduje smoka z blachy? Przestał wierzyć? Po co to wszystko? Po co tyle trudu? Nie wystarczyłoby powiedzieć synowi, że smoków nie ma? "Popełniłem błąd, błagam o wybaczenie"? A jeszcze dodatkowo stracił życie z tego, co zrozumiałem.

Styl 19/20 - nie ma się do czego przyczepić, ale do kompletu punktów tj. perfekcji, brakuje.

Realizacja 10/10 - był bój ze smokiem? Był.

Schematyczność 8/10 - i tak, i nie, na swój sposób.

Błędy 14/20 - "z pomiędzy"? "z pomiędzy"? Nieładnie. I jeszcze kilka kwiatków.

Ogólnie 16/20 - Trudno mi powiedzieć, który tekst bardziej przypadł mi do gustu, więc pokieruję się kryteriami obiektywnymi. Pierwszy został lepiej napisany, przygotowany, najpewniej poprawiony po stworzeniu, może nawet nie raz. Wypadałoby za to nagrodzić autora pierwszego tekstu i skarcić autora drugiego.

Tekst II:

Pomysł 18/20 - biba ze smokiem na plus. Do reszty przyczepię się w pozostałych punktach.

Styl 10/20 - po części wynika to z przedostatniego punktu, po części zaś z wrażenia niestaranności autora, którego nie mogę się pozbyć.

Realizacja tematu 10/10 - bój ze smokiem był? Był.

Schematyczność 5/10 - pół na pół. Początek zalatywał "Granicą możliwości" Sapkowskiego do bólu, postaci też jakieś podobne i raczej typowe, w szczególności tępy osiłek. Czemu nie łucznik? Głupi jak but z sokolim okiem? Ten punkt ratuje obraz popijawy ze smokiem. Lekkie odbicie od schematu.

Błędy 4/20 - uff... "watachy"? "chandlarze"? O Dio mio. Z całym szacunkiem, drogi Autorze, ale chyba pobiłeś rekord błędów w bitwach na Wery. Na pewno w tych, które oceniałem. Duuużo pracy domowej albo korektora szukać.

Ogólnie 13/20 - trudno powiedzieć. Był potencjał, niestety zabity troszkę postaciami jak z podręcznika tworzenia postaci, troszkę błędami. Szkoda.
Z pozostałych kwestii - dlaczego smok zionął trzy razy na cielaki, żeby je upiec? Nie wystarczyłoby raz? Jak smażysz mięso na kuchence to też na trzy raty? Tego nie rozumiem.
Słowo "Fak" to pochodna "fakt" czy "fuck"? Też nie wiem.
Smok miał na imię Emil, Emilian czy Emilek? O ile Emilka jestem w stanie zaakceptować, rozumiem, alkohol, spoufalanie, ale na trzeźwo powinny być konkrety i konsekwencja.

Tekst I. 84.
Tekst II. 60.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Sarahaulit
Pisarz osiedlowy
Posty: 329
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
Płeć: Kobieta

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: Sarahaulit » śr 20 wrz 2017, 18:59

Pomysł
I 17/20
II 15/20
Styl
I 16/20
II 8/20
Realizacja tematu
I 8/10
II 8/10
Schematyczność
I 8/10
II 5/10
Błędy
I 16/20
II 5/20
Ogólnie
I 16/20
II 9/20

Oba teksty mnie zmęczyły zamiast przynieść przyjemność czytania.

Pierwszy- zdecydowanie lepiej się zapowiadał. Doceniam pomysł i inne podejście do tematu. Ale gdzieś po drodze stracił swoją świeżość, wkradła się miałkość i nijakość.
Uśmiech wywoływały pojedyncze zdania ale całość nie była smakowita.
Tak jakby autorowi zabrakło czasu by nadać szlif całości. Dopieścić. Wypielęgnować.
A i zakończenie nie najlepsze. Zabrakło mi ...czegoś.. co trudno jednoznacznie określić, ale co stanowi o tym, że kończąc opowieść czujesz niedosyt zamiast ulgi że to koniec. Ja poczułam ulgę (udało się, dobrnął do końca)

Drugi - tu niestety jest znacznie gorzej. Pomysł mi się spodobał - chlać ze smokiem zamiast go ubić.
Ale realizacja pomysłu już nie. Chaotyczność i rozbieganie. Brak płynności. Dialogi zamiast dowcipne zdawały się być zbyt ciężkawe.
A styl i błędy zgrzytały jak piasek w zębach. I nawet jeśli dałoby się znaleźć coś dobrego w tym tekście to i tak ten piasek zostaje.
Bardzo to przeszkadza w odbiorze. Bardzo męczy. I bardzo zniechęca.

Ocena końcowa - zsumowane punkty
I 81/100
II 50/100


Czerwień kobiecych warg jest po to, żeby nie było na nich znać krwi, wyssanej przy pocałunkach - S.Lem

Awatar użytkownika
Aktegev
Pisarz osiedlowy
Posty: 386
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: Aktegev » śr 20 wrz 2017, 22:04

Ok, słowo się rzekło w SB, to szybka wrzutka.

Tekst I

Jest pomysł i jest pointa, ale czegoś brakuje, zwłaszcza w końcówce nie czuć emocji bohatera (choćby i ta ulga po śmierci zdziwaczałego tatki), co przekłada się na obojętność z mojej strony. Być może to kwestia sprawozdawczego początku – zbyt sucho, nie płynęło.

Pomysł - 15
Styl - 10
Realizacja tematu - 10
Schematyczność - 8
Błędy – 12 (zauważalne, zwłaszcza powtórzenia konstrukcji zdań: „Nienawidziłem smoków od dziecka ale kochałem ojca. Moja kochana matka traktowała smoczą edukację z dezaprobatą, ale czasem (...))
Ogólnie – 15 (za to: „Prawie każdego dnia widziałem mamę, która piorąc chabrowy surdut ścierała skórę dłoni wraz z resztkami małżeńskiej miłości.” dodałam 5 – trafiło.)
Suma: 70



Tekst II
Ten pomysł w formie żartu by się obronił, gdyby nie był okrutnie przegadany, zwłaszcza w dialogach. Postaci są płaskie, mówią tak samo i tak samo nieporadnie, w tym smok. Wulgaryzmy zbędne, nie działają tu, tylko jeszcze bardziej wyrywają z narracji.

Pomysł - 10
Styl - 5
Realizacja tematu - 10
Schematyczność - 5
Błędy – 5 (dużo, każdego rodzaju; „skok adrenaliny” w kontekście kreowanego wcześniej klimatu mnie rozbroił)
Ogólnie – 8
Suma: 43


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
ithilhin
Siewca Dobra
Posty: 3666
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[13 września 2017] Rumcajs vs Godhand

Postautor: ithilhin » czw 21 wrz 2017, 08:45

Ocenianie zakończone!
Wyniki:
Tekst 1: 725pkt Średnia: 80,6
Tekst 2: 491pkt Średnia: 54,6

Wygrywa: Godhand .

Gratulacje dla obu uczestników!


gosia

me@Szortal
Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.


Wróć do „Nowa bitwa!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości