Obrazek Weryfikatorium

[ZAKOŃCZONA] Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5245
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[ZAKOŃCZONA] Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: ithi » pn 11 lut 2019, 16:49

Tytuł: KOCIE SPRAWY
Gatunek: dowolny
Termin: Teksty oddajemy do 28 lutego 2019
Limit: 15k

Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 7.03.2019 godz. 23:59. Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.

Modyfikacja.
Stosujemy zmodyfikowany system ocen.
Każdy oceniający ma do dyspozycji dwa punkty, które w dowolny sposób może rozdysponować pomiędzy tekstami.



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5245
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: ithi » czw 28 lut 2019, 21:42

TEKST I

To, że jest marzec, jeszcze bardziej nas pobudza i nakręca na siebie nawzajem. Michał zauważył to już na samym początku, kiedy po raz pierwszy wylądowaliśmy w łóżku – i od tamtej pory nie myślimy o sobie inaczej, niż o dwójce marcujących się, spragnionych siebie kotów.
Dziś naprawdę nie potrzeba nam wiele, wystarczy parę zachłannych, łapczywych pocałunków, garść niecierpliwych pieszczot – i nie chcę czekać już ani chwili dłużej, pragnienie rozlewa się w dole brzucha pulsującą, szarpiącą niemalże boleśnie falą. Odwracam się tyłem do Michała i klękam, opierając dłonie o materac, wyginam w łuk, eksponując swoją uległą gotowość.


-Moja koteczka... Pomruczysz dla mnie trochę, prawda?...


Palce Michała wsuwają się na chwilę w moją kobiecość, dając przedsmak nadchodzącej przyjemności – i naraz zanurza się we mnie gwałtownym ruchem, głęboko, aż po samą nasadę męskości. Zamieram chwilę w bezruchu, czuję, jak wypełnia mnie całą, twardy i mokry – po czym poddaję się silnym, zdecydowanym pchnięciom. Przez moment Michał szuka właściwego rytmu, trzymając mnie za biodra – ale szybko go odnajduje i mocnymi, niemal agresywnymi posunięciami prowadzi nas oboje w coraz to nowsze, nieodkryte do tej pory rejony wspólnej rozkoszy.


Ręce Michała błądzą teraz po moich plecach i brzuchu, docierają do piersi, obejmując je mocnym, czułym chwytem; wnętrze dłoni ociera się o moje sutki, potęgując i tak zbliżającą się już do granic przyjemność. Z ust raz po raz wyrywają mi się pełne zadowolenia pomruki, wiem, że spełnienie jest już blisko. Michał porusza się we mnie coraz szybciej, narastająca przyjemność miesza się nierozerwanie z ledwie wyczuwalnymi igiełkami bólu, przy każdym pchnięciu podbrzusze mężczyzny uderza o moje pośladki.


-Moja koteczka...


Michał nagle pochyla się nade mną i gryzie w kark, mocno, zaborczo – i w tej samej chwili nadciąga spełnienie. Docieramy na szczyt równocześnie, stając się jednością, nieokiełznana, dzika i pierwotna rozkosz wciąga nas szaleńczym wirem w bezdenną, słodką otchłań...



Trudno było uwierzyć, że ludzie w epoce komputerów i smartfonów dalej uważali za prawdziwe takie rzeczy i Łucję mimo wszystko szczerze to bawiło. Zresztą, trochę sama to sprowokowała, swoim wyglądem, zachowaniem, stronieniem od jakiegokolwiek towarzystwa... A przecież zdawałoby się, że w Zarzewiu Morskim, gdzie rok w rok przewijały się tysiące najróżniejszych, spragnionych morza i wypoczynku, osób, ktoś taki jak Łucja nie może dziwić.


A jednak uważali ją za czarownicę, usłyszała to przypadkiem w sklepie starej Andrzejczakowej, do którego z rzadka zaglądała po zakupy. Niby nikt nie mówił tego na poważnie, nikt tak naprawdę w to nie wierzył – ale wyobraźnia podsycana plotkami o nowej mieszkance Zarzewia robiła swoje. Trochę jej się bali i w zasadzie dziewczynie bardzo to odpowiadało; nikt niepożądany nie zakłócał samotności w starej latarni na zachodnim krańcu wsi.


Bo Łucja po prostu była latarniczką. Objęła posadę po emerytowanym Zakrzewskim, całkiem zresztą przypadkiem, i nieoczekiwanie dla samej siebie czuła się dobrze w tej roli, tak innej od poprzedniego życia. Potrzebowała monotonii, stałości i powtarzalności pewnych spraw, zwyczajnie wyrosła już z pragnienia ciągłych zmian i pogoni za nowym, co zrozumiała dopiero w Zarzewiu. Całymi dniami nie widywała innych osób, zachodząc do wsi jedynie z konieczności. Towarzystwa dotrzymywała jej tylko Dżuma, czarna kotka – i niekiedy Zakrzewski, który chyba jako jedyny nie bał się Łucji, nie dając wiary ludzkiemu gadaniu. Pomógł jej wciągnąć się w nowe obowiązki, nauczył rozumienia latarni, która - zupełnie jak człowiek – miała swoje humory, i właśnie on pokazał dziewczynie, jak można znaleźć w tym wszystkim radość.
Łucja już nie uciekała, nie miotała się i nie szarpała z własnym życiem, przy wszystkich prostych, niemal automatycznych czynnościach związanych z pracą udawało jej się zapominać o tym, co wciąż tliło się na dnie duszy, zepchnięte w najgłębsze zakamarki – a co jednak nadal budziło się i gryzło w mgliste, bezksiężycowe noce...


Najlepiej było pójść do sklepu wcześnie rano, tuż po tym, jak kończyła nocną straż na latarni; wtedy nie ryzykowała tak bardzo, że spotka kogokolwiek poza Andrzejczakową, zaspaną i niechętną do rozmów i wypytywań.


Tak było też i tym razem. Łucja w spokoju chowała zakupy do wiklinowego koszyka, zadowolona, że znów udało się uniknąć kontaktu z kimkolwiek z Zarzewia – kiedy nagle poczuła dotyk czyjejś dłoni na ramieniu. Dziewczyna drgnęła, wystraszona, garść monet z brzękiem wysypała się z portfela.


-Dziecko, mnie się boisz? - Zakrzewski uśmiechał się zmieszany.


-A skąd, panie Henryku. - Łucja potrząsnęła głową, rude warkocze zatańczyły w rytm jej ruchu.


-Cieszę się, że cię spotkałem. Poczekasz na mnie chwilę? Chciałbym cię odprowadzić...


Sierpień powoli przechylał się już w wrześniową dojrzałość. Inne było słońce, inne zapachy, nawet ciągnąca od morza wilgotna bryza zdawała się całkiem odmienna od tej sprzed paru tygodni. W powietrzu wisiała już jesień; wrażliwość Łucji pozwalała wyczuwać ją wszystkimi zmysłami, ten nieuchwytny początek końca i nadchodzący czas całkiem innych porządków świata.


Ranek był jednak nieoczekiwanie ciepły i pogodny. Dziewczyna nakryła kwiecistym obrusem stojący pod lipą stół i właśnie tam usiadła razem z Zakrzewskim do śniadania. Milczeli; Łucja już dawno zauważyła, że nie muszą rozmawiać, żeby czuć się ze sobą dobrze. I tak było również i teraz, staruszek powoli sączył kawę z mlekiem z kubka w bratki, a Łucja, pogryzając chleb z pomidorem, karmiła szynką Dżumę, rozciągniętą leniwie na obrusie, i obserwowała morze.


Drobne fale łagodnie lizały piasek białymi, strzępiastymi językami, ciemnogranatowa woda raz po raz migotała odblaskiem porannego słońca. W oddali, niemalże na samym horyzoncie, można było dostrzec ciemne zarysy rybackich łodzi. Łucja, zmrużywszy oczy i osłoniwszy je ręką od ostrego blasku, liczyła zarzewskie kutry – tak, jak miała w zwyczaju – sprawdzając, czy nic złego nie wydarzyło się od ich wypłynięcia na połów.


-Łucka – Zakrzewski odezwał się w końcu, dziewczyna drgnęła, zaskoczona; w przeszłości nazywał ją tak tylko jeden człowiek...


-Łucka, wybacz, że się wtrącam, ale wydaje mi się, że już za dużo tej samotności. Wiem, że ci dobrze tu, przy latarni, ale nie możesz stronić od ludzi aż tak.


-A wie pan, co o mnie mówią w Zarzewiu, panie Henryku? - Łucja zdjęła kotkę ze stołu i przytuliła ją do siebie, zanurzyła twarz w puszystej sierści, trójkątne ucho łaskotało ją w nos. - Wystarczy mi towarzystwo pana i Dżumy, naprawdę, tak jest najlepiej...


Zakrzewski dopił resztkę kawy i w milczeniu przyglądał się dziewczynie, wciąż trzymającej w ramionach kota. Uśmiechnął się mimowolnie, Łucja – z włosami barwy ognia, niemal białą cerą i przenikliwymi, zielonymi oczami – naprawdę przywodziła na myśl czarownicę.


-Przed czym ty uciekasz, co, Łucka? - odezwał się w końcu, nosił w sobie to pytanie od chwili, w której zobaczył ją po raz pierwszy – ale dopiero teraz odważył się je zadać.


-Nie wiem. - Łucja lekko wzruszyła ramionami, dla odwrócenia uwagi od kłamstwa podniosła kotkę do swojej twarzy i dotknęła nosem jej nosa. - Dżuma, paskudo, nie dam ci już więcej szynki, bo pękniesz...


A przecież doskonale wiedziała, przed czym ucieka. Ale nie chciała przyznać Zakrzewskiemu, że jest to ucieczka przed samą sobą.



To tylko oksytocyna, normalny, fizjologiczny stan, próbuję sobie tłumaczyć, kiedy po wszystkim leżę wtulona w Michała, czując obezwładniające mnie uczucie błogości, pomieszane z czymś w rodzaju wzruszenia. Przez chwilę obserwuję mężczyznę, z którym dopiero co dzieliłam niewyobrażalną, niemal doskonałą przyjemność; przyglądam się jego szczupłej twarzy, blond włosom opadającym na czoło, uśmiechowi świadczącemu o niedawnym spełnieniu – i uświadamiam sobie, że właśnie rodzi się między nami trudna do określenia więź. Wtulam nos w zagłębienie między obojczykami Michała, łowię zapach jego perfum, nuty oudu, skóry i białego piżma, zmieszane z ostrą wonią męskiego potu, zlizuję z ciała słone krople. Montale Oudmazing, już do końca życia ten zapach będzie przywodził mi na myśl przyjemność marcowych dni i mężczyznę, z którym ją przeżywałam.


-Łucka... - Michał całuje mnie w usta, lekko chwyta zębami dolną wargę. - Zrobisz coś dla mnie? Byłabyś wtedy moja i tylko moja... - Zniża głos do szeptu, ciepły oddech owiewa mi ucho, kiedy wyjawia mi swoje życzenie. A ja nie mogę spełnić tej prośby, wtedy byłabym po prostu nim naznaczona – a przecież nie jestem jego i nigdy nie będę, o czym już na początku powiedziałam jasno i wyraźnie.


Milczę, nie chcąc sprawić mu przykrości. Spokojnymi, łagodnymi ruchami gładzę jego pierś i brzuch, zsuwam dłoń niżej, tak, jak prowadzi mnie pasmo ciemnych włosków – i dotykam w końcu miękkiego futerka na podbrzuszu. Uśmiecham się, słyszę, jak momentalnie przyspiesza mu oddech – i za chwilę Michał odwzajemnia mój dotyk, nieco szorstkie palce wędrują po wewnętrznej stronie moich ud, delikatnie i umiejętnie pieszczą moją kobiecość. Pożądanie wybucha w moim wnętrzu gwałtownym, niemal bolesnym skurczem, domagając się natychmiastowego zaspokojenia. Ciasno obejmuję dłonią naprężony sprzęt Michała i miarowo poruszam nią w górę i w dół, to zaciskając, to rozluźniając palce, wsłuchuję się w pełne zadowolenia pomruki. Pod moim dotykiem szybko staje się całkiem gotowy. Zdecydowanie go dosiadam, ufnie biorę w siebie okazałą męskość – i tym razem to ja prowadzę nas oboje ku szczytom spełnienia...



Na samej górze latarni było jasno jak w dzień. Z początku Łucja przychodziła tam po prostu po to, żeby nie zasnąć w czasie pełnienia służby – ale po paru tygodniach, kiedy przestawiła się na nocny tryb życia, na laternie zwyczajnie najlepiej radziła sobie z własnymi myślami.
Tym razem jednak nie mogła dać sobie z nimi rady; leżała na zimnej podłodze, nie zwracając uwagi na jaskrawe światło halogenów, wdzierające się pod zaciśnięte powieki, a po twarzy płynęły jej łzy. Kolejna przeprowadzka i zaszycie się na latarni, z dala od ludzi i porzuconych dawnych przyzwyczajeń, nie sprawiły, że zniknęło to, o czym tak bardzo chciała zapomnieć, nie anulowało popełnionego przed paroma miesiącami błędu.


-Co tam, kocie? - Łucja uśmiechnęła się mimowolnie, czując, jak kotka z cichym mruczeniem ociera się łebkiem o jej mokre policzki. - Kochana Dżumka, chociaż ty przyszłaś pocieszyć... Chodź, popatrzymy sobie trochę na morze, masz rację, starczy już tego płaczu...


A jednak to nie morze, połyskujące w świetle latarni smolistą czernią, przykuło uwagę dziewczyny – a ognista łuna, bijąca we wsi na wschód od latarni.


-Gdzieś tam mieszka Zakrzewski – Łucja odezwała się ni to do Dżumy, ni do siebie samej – i nim jej słowa wybrzmiały do końca, rzuciła się biegiem w dół po schodach...



Poza łóżkiem też jest nam ze sobą dobrze – i równocześnie cieszy mnie to i niepokoi. Michał albo zapomina, albo zwyczajnie nie chce pamiętać o tym, na co się umawialiśmy, a i mnie wydaje się, że przychodzi to coraz trudniej.


Zmierzcha się już, marcowym, mokrym zmierzchem, wilgotna mgła osiada nam na twarzach, kiedy spacerujemy po pustych o tej porze, szarych ulicach.


-Wiesz, Łucka, pomyślałem sobie, że moglibyśmy pojechać latem do moich rodziców, nad morze...


Przystaję i wysuwam rękę z ciepłej, silnej dłoni o długich palcach.


-Michał, ja nie jestem twoją dziewczyną... Na stałe. - Łagodzę, bo zauważam, jak w jego piwnych oczach przemyka cień ni to rozżalenia, ni to gniewu, i zwyczajnie robi mi się go żal. Nie rozumiem, dlaczego tak jest, czemu to właśnie im, mężczyznom, z czasem zaczyna bardziej zależeć. A przecież zasady za każdym razem są tak samo proste: żadnego angażowania się, deklaracji, wspólnych planów. Spotykamy się tak długo, jak mi to odpowiada – a potem zwyczajnie znikam, zacierając za sobą wszelkie ślady. Tak jest łatwiej, obiecałam sobie już dawno, że nie pozwolę po raz kolejny zranić się żadnemu mężczyźnie.


-Przecież wiesz, jak się umawialiśmy... No, nie gniewaj się na mnie. - Uśmiecham się przepraszająco i wspinam na palce, chcąc dosięgnąć ust Michała. Całujemy się delikatnie i z czułością, powoli smakując siebie nawzajem, tak, że robi mi się dziwnie słodko i bezpiecznie.
I wiem już, że pora uciekać.



Od smrodu spalenizny Łucji kręciło się w głowie i przeszkadzało to prawie tak samo mocno, jak ból poparzonych dłoni. Nikt nie zwracał na nią uwagi, samotnie siedziała na mokrym od nocnej rosy trawniku, kiedy strażacy dogaszali płonący budynek. Ale nie było to dla niej ważne, liczyło się tylko to, że zdążyła dotrzeć na czas i Zakrzewski był już bezpieczny.


-Łucka, ty tutaj?!


Na dźwięk znajomego głosu dziewczyna zerwała się gwałtownie z trawnika, przez nieskończenie długą chwilę patrzyła na Michała, równie zaskoczonego, jak ona sama – i wreszcie, zapominając o bólu, z głośnym, pełnym ulgi szlochem rzuciła się w ramiona mężczyzny, wtuliła twarz w koszulę na jego piersi. Pachniał Montale Oudmazing, tak samo, jak wtedy – i tak samo jak wtedy całował.


-A jednak to zrobiłaś. - Michał uśmiechnął się w końcu, odgarniając włosy z jej szyi.


Na karku Łucji widniał tatuaż w kształcie kocich łapek.




TEKST II

Nie było go na strychu, za piecem ani nawet w ogródku, pośród pożółkłych już sosen, gdzie miał w zwyczaju spędzać popołudnia. “Lucjan, Lucjan!” - wołałam, w odpowiedzi słysząc jedynie wiatr, szelest unoszących się na tym wietrze liści, których odgłos docierał do mnie przez otwarte okno. “Marysiu, daj już spokój, sam wróci, przecież wiesz, że zawsze wraca!” - i to była prawda. Do tej pory znikał tak czasem, na kilka dni, a potem pojawiał się jak gdyby nigdy nic i kładł się przy oknie, tam, gdzie zawsze, spoglądając na ogródek tak, jakby na te kilka dni czas po prostu się zatrzymał. Nigdy nie trwało to jednak dłużej niż trzy, góra cztery doby.



Lucjan nie należał do najlepszych myśliwych i nie potrafił zbyt długo samotnie przetrwać w dziczy. Był kotem do bólu domowym, bezwzględnie uzależnionym od dobra i łaski swoich właścicieli. A teraz to nie były już trzy, cztery dni, lecz prawie tydzień. Bałam się, że może zabłądził, że pałęta się gdzieś, między obco wyglądającymi drzewami, nie potrafiąc znaleźć powrotnej drogi, że wchodzi na wysokie konary, wypatrując domu, a gdy nie może go znaleźć, płacze kocimi, ciepłymi i czarnymi łzami, bo chociaż nigdy nie widziałam, jak kot płacze, to w mojej wyobraźni kocie łzy były zawsze czarne; czarne jak moje włosy, jak niektóre ze wspomnień, gdy ojciec jeszcze żył i czasem bez powodu bił mnie pasem. Niekiedy myślałam, że cieszę się, że umarł; a później płakałam i klęcząc przepraszałam Boga, bo wiedziałam, że o zmarłych nie wolno myśleć w taki sposób.



Wczoraj też z nim rozmawiałam. Prosiłam o zdrowego Lucjana i o to, żeby Mama rzadziej płakała. Modliłam się od czasu do czasu, kiedyś częściej, teraz już rzadziej; myślałam o Bogu jak o bardzo zabieganym Panu z aktówką, ciągle podróżującym gdzieś taksówką, zbyt zajętym na wysłuchiwanie próśb ze strony małych dziewczynek. “Lucjan, Lucjan! kici kici kici! Chodź do Pani!” - Tak go wołałam, ale on nie odpowiadał. Nie miałam ochoty dłużej krzyczeć, poza tym Lucjan i tak nigdy nie reagował na swoje imie. Po prostu znikał, a potem po prostu się pojawiał. W domu leżał lub chodził, wtedy gdy chciał, ogólnie zawsze robił to, na co miał ochotę i nigdy nie słuchał się żadnego z domowników. Był raczej grzecznym kotem, to znaczy na początku trochę sikał w domu, ale potem przestał. Raz wymiotował na dywan w salonie, Mama była zła, myślałam, że zbije Luciana, ale ona tylko wzięła ścierkę i ten dziwny płyn, którego mam nie pić, nawet nie krzyczała, po prostu to starła. Upiekło mu się, kiedy ja raz zwymiotowałam, to za karę zawieźli mnie do lekarza, dali zastrzyk, a później nie mogłam się ruszać i dwa dni leżałam w łóżku. Dlatego już nigdy po tym nie wymiotowałam, bo się bałam, zresztą chyba i tak nie miałam ochoty.



Wydrukowałam kilka kartek z jego zdjęciem i rozwiesiłam w różnych miejscach. Zdjęcie było mało wyraźne. Ponacinałam kartkę tak, żeby było łatwo oderwać fragment z numerem telefonu. Ludzie tu są raczej mili, pomocni. Pani Aldona, sąsiadka, zapraszała mnie czasem na ciastka i opowiadała o swoim mężu i dzieciach. Mąż czasem zamykał ją w schowku, a dzieci przestały się do niej odzywać i już jej nie lubią, ale nigdy nie wyjaśniła mi z jakiego powodu. Nie rozumiem, dlaczego opowiada mi takie smutne historie. Nie specjalnie lubię z nią rozmawiać, ale robi pyszne ciastka, a jak brakuje mi do drożdżówki, to zawsze dołoży. Mówię jej o tym, że Lucjan zaginął, ale jest nieobecna, patrzy tylko w ścianę zamglonym wzrokiem i nie zwraca na mnie uwagi. Ma tak czasem, moja mama też tak kiedyś patrzyła w ścianę, jak Tomka, mojego młodszego brata, potrącił samochód. Długo leżał w szpitalu i potem umarł. Tata bardzo płakał i przestał pracować. Mama nie płakała, tylko obserwowała cały czas ścianę. Czasem też się w nią patrzyłam, myślałam, że może jak się tak długo patrzy, to się widzi coś więcej, ale tam nic nie było. Tylko biała, pusta ściana, więc później już nie patrzyłam i zostawiłam mamę w spokoju.



Nie miałam wielu przyjaciół i najbardziej lubiłam się bawić właśnie z Lucjanem. Biegałam z rozwiniętym kawałkiem sznurka, on próbował go złapać i obydwoje udawaliśmy, że to mysz. Chociaż może Lucjan naprawdę myślał, że to mysz. Nie był dobrym myśliwym, więc czasem dawałam mu wygrać, a on wtedy dostawał szału i zaczynał skakać na boki tak, jakby podłoga zaczęła parzyć go w stópki. Czasem śmiałam się tak mocno, że musiałam się położyć, a on wtedy kładł się na moim brzuchu, mrucząc i prosząc, by go pogłaskać. Wróciłam do domu czekać przy telefonie, bo może ktoś zobaczy Lucjana i zadzwoni. Ale nikt nie dzwonił. Robiło mi się coraz smutniej i zaczęłam myśleć, że może Lucjana porwali. Mama Karoliny, mojej koleżanki z klasy, miała uczulenie i na koty, i na psy, i nie mogła pić mleka ani nawet jeść chleba, więc Karolina nie mogła mieć żadnych zwierząt, i chociaż tego po sobie nie pokazywała, to dobrze wiedziałam, jak bardzo zazdrości mi posiadania kota.



Więc pomyślałam, że go porwała i zamknęła w walizce, i wyciąga tylko od czasu do czasu, gdy ma ochotę się bawić, a później chowa z powrotem, i pewnie go nawet nie karmi, a Lucjanowi jest smutno, bo przecież w takiej walizce musi być ciemno i ciasno, i jest głodny i pewnie rozchorował się z tęsknoty za mną. Telefon milczał. Nie chciałam siedzieć tak bezczynnie, ale zapadł już zmrok i mama powiedziała, że na dzisiaj koniec, poza tym przygotowała kolację i musiałam ją zjeść, chociaż wcale nie miałam ochoty, bo przecież Lucjan siedział gdzieś teraz, samotny i prawdopodobnie głodny, więc ja też chciałam być głodna, ale jak nie będę jeść to mama zaraz powie, że mi nie smakuje i znów będzie jej przykro.



Śniło mi się, że zabłądziłam w lesie, i że był tam jakiś stwór, może niedźwiedź, i on chciał mnie zjeść, biegł na mnie i krzyczałam bardzo głośno, “Mamo, pomocy!”, ale mamy tam nie było i nie była w stanie mi pomóc i gdy potwór się zbliżył, zobaczyłam, że trzyma w pysku Lucjana i tylko zerknął na mnie, stał chwilę, wpatrując się, a w jego paszczy Lucjan, był już chyba martwy, bo się nie ruszał, albo może tylko udawał, widziałam kiedyś na jednym programie, że zwierzęta czasem tak robią w obliczu większego i silniejszego drapieżnika. I potem się obudziłam i myślę, że to był dziwny sen, bo nie wiem, o co w nim chodziło, ale zazwyczaj jak coś mi się śni, to później tego nie rozumiem; chyba, że jest to coś miłego. Ale wtedy nie musi przecież o nic chodzić. Zjadłam śniadanie i był już czas, by iść do szkoły.



Poszłam inną niż zwykle ścieżką. Nie wiem dlaczego. Może nie chciałam spotkać Karoliny, głównej podejrzanej w sprawie o kradzież kota. Dostrzegłam ślady krwi na asfalcie, które ktoś przysypał już piaskiem. Zrobiło mi się bardzo ciepło i poczułam tak, jakby coś wybuchło w mojej klatce piersiowej. Tej krwi nie było jakoś wiele, ale wiem, co oznaczał ten piasek. Piaskiem na asfalcie przysypywało się zwłoki. Martwe zwierzęta, zmiażdżone przez nadjeżdżający pojazd. Zaczęłam kopać w piasku nogą, stopniowo odkrywając ukryty pod nim asfalt. Zobaczyłam kawałek zakrwawionej, ciemnej sierści. Kopałam dalej, coraz mocniej, w końcu zaczęłam odsypywać piasek dłońmi. Lucjan. Leżał tam, dosłownie wgnieciony w asfalt, sprasowany na płasko jak wyrwana ze środka zeszytu kartka papieru. Przestałam kopać. Wstałam. W środku mnie zawiał wiatr i wszystko przemieniło się w kamień. Nie płakałam. Nie od razu. Nie mogłam się ruszyć, oderwać wzroku od jego zmasakrowanego, zmiażdżonego ciała. Poczułam, jak swędzi mnie dłoń, zaczęłam drapać i drapałam, aż pod moimi paznokciami nie pojawiła się krew. Przysypałam go piaskiem, który jeszcze przed chwilą rozkopywałam. Zaczęłam biec; i biegłam tak, przez dobrych kilka minut, bardzo szybko, aż w końcu brakło mi tchu i musiałam się zatrzymać. Położyłam się w trawie. Dopiero wtedy zaczęłam płakać.



...



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1584
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Misieq79 » pt 01 mar 2019, 11:44

Ech...
Miała być kocia bitwa a jest...
► Pokaż Spoiler

Nie oczekiwałem wprasowania w fotel, ale przynajmniej jednego "o, zacne!".
Żadne z autorów nie pobawiło się konwencją, oba teksty idą po najmniejszej linii oporu.
Tekst 1 jest lepiej napisany technicznie, postacie przynajmniej żywe, ale mamy przeplot skądinąd fajnie napisanych scenek rodzajowych z niewiadomopoco wrzuconymi scenami łóżkowymi. I oba wątki splatają się na końcu w sposób zbyt deus exowy.
Do tego mamy Offscreen Moment Of Awesomeness gdy Łucja zbiega z latarni, dopędza do chałupy Zakrzewskiego i wyciąga dziadka szybciej niż przyjadą strażacy. I ostatnie zdanie jak dla mnie od czapy.
... a Łucja w rzeczywistości zginęła w pożarze i odrodziła się jako kot Lucjan. Nie na długo.
Tekst 2 to przede wszystkim ściana. W ogóle do mnie nie przemówił. Zakończenie jest absurdalne, jeszczem nie słyszał o przysypywaniu road kill'ów piaskiem. A jak ktoś potrąci dzika albo sarnę?
Ode mnie 1:0 dla tekstu 1


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar
Dupczysław Czepialski herbu orka na ugorze

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3868
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Godhand » pt 01 mar 2019, 12:09

Ciężka sprawa.

Tekst pierwszy opowiada jakąś historię. Są emocje na liniach Michał-Łucja, jest fajna relacja Zakrzewski-Łucja, jest klimat, jest ciekawy pomysł z pracą latarniczki (btw, nie wiem czy to możliwe), jest kot - wszystkie małe elementy na miejscu, dekoracje ładne i pasujące.
Nie mam pojęcia, dlaczego Autor postanowił to wszystko zmasakrować dwoma retrospekcyjnymi scenami seksu, których poziom jest...
Mam wrażenie , że gdyby w kolorowych magazynach, zamiast romantycznych historii pojawiały się opowieści z pieprzykiem, to właśnie tak wyglądałyby. No Autorze, "Ciasno obejmuję dłonią naprężony sprzęt Michała". Serio? I festiwal użytych do opisania seksu miliardy razy określeń.
A szkoda, bo reszta mi się podoba, choć schemat "ona zimna i bezwzględna bo ktoś ją kiedyś zranił" jest tak wytarty, że już się bardziej nie da.

Co do tekstu drugiego mam mieszane uczucia.
Z jednej strony szacunek za porwanie się na tak trudną rzecz jak narracja pierwszoosobowa "z oczu" dziecka. Podoba mi się otwarcie, bez fajerwerków ale wprowadza idealnie klimat. Bardzo podoba mi się "W środku mnie zawiał wiatr". Historia oczywiście jest banalna, bo tutaj głównym fundamentem miały być przemyślenia dziewczynki związane z utratą zwierzaka. I ok. Tylko dwie sprawy.
Raz, ta narracja jest przeszarżowana - Autor w każdym prawie zdaniu stara się przypominać "hej, czytelniku, to myśli dziecko, pamiętaj!". I gdyby nie to, a także kwestia poniżej, to dziecięcy narrator jest moim zdaniem dość udany.
Dwa, jednak Autor na kilku rzeczach się wyłożył.
Był kotem do bólu domowym, bezwzględnie uzależnionym od dobra i łaski swoich właścicieli.

(...)widziałam kiedyś na jednym programie, że zwierzęta czasem tak robią w obliczu większego i silniejszego drapieżnika.

Narratorka raczej mówi jakby miała z sześć lat, a raz jakby była inteligentną dwunastolatką (powyżej). I to mi nie gra.

Ogólnie. Średnizna drodzy pojedynkowicze.

1:1


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1535
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Gorgiasz » pt 01 mar 2019, 19:59

Trudno wyobrazić sobie temat wdzięczniejszy i dający równie szerokie możliwości.
A tu najlepiej raczej nie było.

Tekst I
Część pierwsza (kursywą), to niesmaczny (w moim odczuciu) pornuch na nie najwyższym poziomie i profanacja wszystkich kotów. I nie na temat. Bo to, że w scenie łóżkowej, ktoś do kogoś mówi „koteczko”, to z zadanym tematem nie ma nic wspólnego. A rozróżnić słowo od pojęcia i derywatu, to już dzieci w przedszkolu potrafią (oczywiście bez znajomości powyższej terminologii). I wiedzą, że te same słowa mają różne znaczenia. Miało być przecież o kocich sprawach, a nie ludzkim seksie (koci – mógłby być).

Dalej kot również występuje symbolicznie i z tematem, czyli ”kocimi sprawami” nie ma prawie nic wspólnego.

Kolejna kursywa – po kilku zdaniach przestaję czytać – z oczywistych powodów (widzę, że to powtórka pierwszej kursywy).

Część następna – kot znowu nie odgrywa żadnej roli (statysta, któremu trzeba dać jakąś rolę na odczepnego).

Kursywa – opuszczam

Ostatnia część – nie na temat.

Do partii pisanych normalną czcionką specjalnych nie mam zastrzeżeń (choć jest mocno pretensjonalnie), są nieźle napisane, tyle tylko, że nie widzę związku z tematem,. A taki był piękny! Szkoda.

No i spacje na początku wypowiedzi wypadałoby postawić, chyba, że wredny program, je likwidował, co zresztą mogło zdarzyć (bo programy często robią to, co same uważają za stosowne).

Reasumując, przyznaję – (minus) 2 punkty.

Test II
Bardzo mi odpowiada. Choć nie brak w nim drobnych potknięć, jest klimat, nastrój, a bezpośrednia, prosta narracja, jawi się jako trafiony wyraz artystycznego przekazu. Dobrze przedstawiony niepokój, tęsknota, bez egzaltacji i zbędnego patosu. Zakończenie wprawdzie nazbyt przewidywalne (i końcówka „łam” daje po oczach), a z kopaniem ni to w asfalcie, ni to w piasku, coś w porządku nie jest. Ale za to całość na temat.
Reasumując: jest nieźle, choć mogło być lepiej.

W sumie (zgodnie z systemem punktacji):
I tekst: 0 punktów
II tekst: 2 punkty.



Awatar użytkownika
Juliahof
Debiutant
Debiutant
Posty: 534
Rejestracja: sob 13 sty 2018, 22:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Juliahof » sob 02 mar 2019, 12:31

Tekst pierwszy pod każdym względem kiepski.
Tekst drugi ma w sobie coś uroczego, autentycznego, choć nagromadzenie okropnych wydarzeń w życiu bohaterki jest zbyt wielkie. Ale z drugiej strony, całkiem możliwe.
Oceniałabym następująco:
tekst I - O punktów
tekst II - 2 punkty



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4561
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Rubia » sob 02 mar 2019, 19:07

Tekst I - temat potraktowany zdecydowanie pretekstowo. Kot jest tam wyłącznie rekwizytem, przydawanie zaś ludziom zachowań kojarzonych z kotami nie wystarcza, żeby uznać to za "kocie sprawy". Wstawki erotyczne są właściwie nie wiadomo po co, a pewna śmiałość opisu została w nich połączona z zabawną pruderią (np. moja kobiecość, jego męskość, kiedy to bynajmniej nie o zespół cech psychofizycznych chodzi). Na zakończenie zaś odepchnięty - wytęskniony mężczyzna pojawia się jak diabeł z pudełka. Natomiast kota w głównej roli nadal brak.
Tekst II - trochę niekonsekwentna narracja, czasem trudno uwierzyć, że jest to opowieść dziecka. No i zakończenie, niestety, bardzo przewidywalne.

(Tutaj taka dygresja: przeczytałam niedawno dwa zbiorki tekstów - jeden o psach, drugi zaś o kotach. Prawie wszystkie kończyły się śmiercią zwierzaków. W przypadku wspomnień jest to dość naturalne; autorzy żyją znacznie dłużej niż ich pupile. Mają kogo wspominać. Ale w przypadku opowiadań? Naprawdę zwierzęta zasługują na to, by być pełnoprawnymi bohaterami takiej prozy, a nie tylko pretekstem do wzruszania czytelnika. Ech, gdzie te czasy, kiedy Colette pisała swoje Dialogi zwierząt. Teraz chyba jeszcze tylko Gorgiaszowi się chce...).

Tak więc: opowiadanie I - 0 punktów. Opowiadanie II - 2 punkty.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2899
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Bartosh16 » ndz 03 mar 2019, 10:24

ithilhin pisze:Source of the post niż o dwójce marcujących się, spragnionych siebie kotów.


To jedno muszę skomentować. Autorze, chyba nie widziałeś dwójki marcujących się kotów. Ona ucieka, on goni, jak dogoni, to siedzi obok niej i mruczy, a ona drze japę. Drze japę także, kiedy on na niej siedzi. To tak, żebyś wiedział.

ithilhin pisze:Source of the post Lucjan nie należał do najlepszych myśliwych i nie potrafił zbyt długo samotnie przetrwać w dziczy. Był kotem do bólu domowym, bezwzględnie uzależnionym od dobra i łaski swoich właścicieli.


To drugie muszę skomentować. Moja narzeczona na kocurkę, Łatę. Łata jest po sterylizacji, ma nadwagę, gubi sierść i przez większość dnia śpi. Nie zmienia to faktu, że jest świetnym myśliwym, jak wszystkie w pełni sprawne fizycznie koty.
Kiedyś naukowcy robili eksperyment i przyczepili kocią wersję GoPro do jednego dachowca, żeby zobaczyć, co taki zwykły kot robi, kiedy "chadza własnymi ścieżkami". Wyniki były zadziwiające.

Żaden tekst nie jest dla mnie koci.
Pierwszy... Trzeba czegoś więcej, niż nazwanie kochanki/kochanka koteczkiem, by tekst nabrał kociego charakteru.
Drugi... Trzeba czegoś więcej, niż rozprasowanego kota, by mnie wzruszyć.

Tekst 1. 0 pkt.

Tekst 2. 1 pkt. Bo sprawniej językowo stworzony.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1224
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: szopen » ndz 03 mar 2019, 10:42

Żaden z tekstów mi się nie spodobał i najchętniej nie przyznałbym żadnemu punktów. Mógłbym się krygować, pisząc, że nie biegali z blasterami, że żadnych karabinów, statków kosmicznych, barbarzyńców z mieczami, tylko jakieś tam... łuczucia. Ale po prawdzie oba teksty wydały m isię nudne.

Pierwszy lepszy technicznie, ale z strasznym zakończeniem. Drugi zaczynał się lepiej, z dziecięcą narracją - miałem nadzieję, że będę mógł wstawić z czystym sumieniem dwa punkty, ale raz: powtórzenia (nie był najlepszym myśliwym... nie był dobrym myśliwym), literówki (Lucian) i słabe zakończenie powodują, że tego czystego sumienia dając punkty nie miałbym.

Dlatego też odmawiam wystawienia dwóch punktów. Daję 0.5 pierwszemu (za lepszy warsztat) i 1 drugiemu (za mniej przynudzania).



Awatar użytkownika
martar
Pisarz domowy
Posty: 107
Rejestracja: czw 05 paź 2017, 21:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Sosnowiec
Płeć: Kobieta

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: martar » ndz 03 mar 2019, 12:14

Tekst 1: 0 punktów
Tekst 2: 2 punkty

Chociaż w drugim tekście jest sporo niedociągnięć, to mnie wzruszył. Pamiętam, co czułam jako mała dziewczynka, patrząc na rozprasowane kołami, zakrwawione ciałka zwierząt. Brrrr.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4704
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Romecki » ndz 03 mar 2019, 15:54

Nieeee, tak się nie pisze o kotach, proszę szanownych autorów :(
Pierwsza opowieść jest słaba w pomyśle, druga w realizacji.
Tym razem pójdę w szlachetny minimalizm. Po zerze dla każdego z tekstów.


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2449
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: ravva » ndz 03 mar 2019, 20:24

mi tam koty lataja koło pióra, temat jak temat, mozna zrealizowac na milion sposobów, nawet li tylko nawiązaniem do marca i roadkila.

natomiast mam wrazenie, że autor 1 chciał napisać sex i to jest głownym watkiem opowieści, a co tam sobie łucja w zyciu robi i dlaczego zostało potraktowane po macoszemu, bo ani autora interesowało, ani było dopracowanym pomyslem. Gdzieś tam jakies traumy na tyle nieistotne, że niewarte opisu, jakies życie, jacyś mężczyźni.
a ja chce wiedzieć jakie: traumy, życie i mężczyźni.

dwójka az prosi się o rozbicie sciany.
roadkill się rozeżdza do zniknięcia - nikt tego piachem nie przysypuje - max tydzień i nie ma sladu.
z drugiej strony historia dziecka i kota - gdyby ja nieco wygladzić - całkiem ujmująca. jest żałoba, szkic rodziny, reakcja na tragedię.
i zrozumiale "zawieszenie" emocji dziecka na najbardziej dostepnym członku rodziny - lucjanie.

dlatego:
text 1 - 0.
text 2 - 2.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 946
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Kruger » pn 04 mar 2019, 09:58

Hmmm.
text 1 - 1.
text 2 - 0.



Awatar użytkownika
Czarna Emma
Umysł pisarza
Posty: 951
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Czarna Emma » wt 05 mar 2019, 15:15

No cóż... Mam bardzo mieszane uczucia odnośnie obu tekstów.
Pierwszy mnie załamał. Oczekiwałam, że te "kocie sprawy" się jeszcze pojawią, wybrzmią i przyćmią dośc... hm... mało oryginalny wstęp. Niestety, tak się nie stało. Muszę się zgodzić z Przedmówcami - mało kotów, dużo niezbyt potrzebnych moim zdaniem opisów aktów sypialnianych i traktowanie życia osobistego Łucji jako niezbyt kolorowego tła w roli... ekhem... przerywnika. Gdy była to bitwa na erotyki, to może by i przeszło, a tak... Milles pardons, Autorze, ale za ten tekst przyznałabym co najwyżej pół punkta. A szkoda, bo warsztat jest.
W tekscie drugim więcej kota! On tam jest, żyje i da się zauważyć, że nie jest rekwizytem. Podobała mi się też narracja, stosunek narratora do kota, sposób prowadzenia opowieści - nie zauważyłam tu czegoś, co stanowi częsty błąd przy pisaniu tekstów z perspektywy dziecka, a mianowicie "udoroślania" myśli i ich formułowania. Ładny, dziecięy opis kociego przyjaciela i powiernika Zakończenie nieco przewidywalne, ale kocie (!). Przyznaję jeden punkt.
Podsumowując:
tekst 1 - 0.5
tekst 2 - 1


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3868
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Isabel vs hellbike (modyfikowana)

Postautor: Godhand » czw 07 mar 2019, 15:43

Tekst 1 - Isabel: 4 pkt
Tekst 2 - hellbike: 14 pkt

Bitwę wygrywa hellbike!

Gratulacje.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.


Wróć do „Nowa bitwa!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość