Obrazek




NOWABITWA:Wariacje na temat wybranego autora :text-link:

[ZAKOŃCZONA] Eldil vs tomek3000xxl

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5619
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[ZAKOŃCZONA] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: ithi » śr 17 cze 2020, 22:20

Temat: "Dom był na skraju wsi, a w nim..."
Gatunek: horror
Objętość: 10k znaków ze spacjami
Termin: 2 lipca 2020

Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 9 lipca 2020.
Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.

Każdy oceniający ma do dyspozycji trzy punkty, które w dowolny sposób może rozdysponować pomiędzy tekstami.


gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5619
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: ithi » czw 02 lip 2020, 10:52

TEKST I

Na skraju wioski

– Skończyłem. No to co, że ostatni? Nie ma się co śmiać, sami zobaczycie, jakie trudne będą zadania w szóstej klasie. Wołajcie tatę, niech sprawdzi nam lekcje, a potem gramy. Co na dziś?


– „7 sekund”!


– Tato znowu da nam łupnia.


– Nieprawda, ostatnio przegrał.


– Nie przegrał, tylko pozwolił nam wygrać. Jak gra serio, nie ma z nim szans. Leć w końcu po niego. Maluchy – rozstawiać karty. Miśka – przynieś wodę i szklanki. Benio – po ciasteczka ryżowe. Ja ogarnę pokój, bo ktoś, kto ma teraz czerwone uszka ze wstydu, nie posprzątał zabawek. O, wraca Józek. I jak, tato przyjdzie?


– Mówi, żeby dać mu 5 minut, bo kończy klombilować.


– Nie ma takiego słowa, gamoniu. „Kompilować”!


– Benek, wiesz, że uszy masz już prawie normalnego koloru? Nie tęsknisz za czerwonym? Bo mogę natrzeć, za przezywanie Józka. Dobra, szybka rozgrzewka, a jak tato przyjdzie, zaczynamy na poważnie.



* * *

Ostatni element kodu znalazł się na swoim miejscu. Programista z ulgą zaczął się rozciągać. Mrugnął do przechodzącej żony.


– Mamy doktoraty na AGH, zaproszenia do pracy na światowych uczelniach, a piszemy programy inwestorom. Jak duet muzyków, który gra do kotleta, zamiast na największych scenach. Tyle że, w naszym przypadku, za kotlety lepiej płacą... – szpakowaty czterdziestolatek posmutniał.


– Kiedyś pomyślę, że żałujesz swojego życia.


– Kiedyś pomyślę, że wolałabyś za męża jakiegoś wesołka. No marudzę, bo czekam aż moja mądra żona domyśli się, że trzeba mnie przytulić i pocieszyć. Auć! Przemoc domowa! Za to trzepnięcie po głowie należy mi się poczwórne pocieszanie.


Kobieta pogroziła mu palcem.


– „Jest czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich”. Dzieci są za drzwiami. Opowiedz lepiej o tym kotlecie, ty ustalałeś finanse. Stać nas na wakacje pod gruszą?


– Nawet pod palmą. Świat przed nami otwarty. Finansowo, bo pandemia trwa.


– Znowu piramidy?


– Aż tak się podobało poprzednim razem? Piramidy – dlaczego nie, ale tym razem może Inkowie zamiast Egipcjan? Wypłata za to zlecenie pokryje całość kosztów, i jeszcze sporo zostanie. A na razie pójdę do naszych potworków. Jak ich nie ogram w planszówki, upadnie mój autorytet i cała rodzina się stoczy.


– Doskonale. W ramach dekadencji zetnę włosy na jeża i wbiję się w dżinsy.


Autentyczne przerażenie na twarzy męża sprawiło, że tym razem roześmiała się i przytuliła go mocno.



* * *

Za drzwiami stała nieznajoma, sprawiająca wrażenie doskonale nijakiej. Przeciętna uroda, bez jakiegokolwiek wyróżniającego ją elementu. Nudny strój. Irytujący głos. Po zdawkowym przywitaniu zapytała:


– Marek i Jadwiga Dobruccy?


– Zgadza się. W czym mogę pomóc?


– Jestem z kuratorium, proszę pani. Państwa dzieci nie wypełniają obowiązku szkolnego, proszę pani. Rozumie pani, proszę pani, że to poważne zaniedbanie w opiece nad nimi?


– Dzieci są objęte nauczaniem domowym, nie muszą chodzić do szkoły.


– To, proszę pani, nie nazywa się nauczanie domowe*, tylko nauczanie zdalne**, proszę pani. To coś zupełnie innego. Wszystkie dzieci przez to przechodzą, proszę pani, ale mają obowiązek łączyć się komputerowo ze szkołą, robić lekcje, oddawać zadania. Szkoła nie ma żadnego kontaktu z waszymi dziećmi. Proszę pani.


– Macie bałagan, "proszę pani". – Jadwiga przelotnie zastanowiła się, czy biurokratka zauważy sarkazm. – Złożyliśmy wszystkie stosowne dokumenty do nauczania domowego, trzy razy pytaliśmy, czy to na pewno wszystkie formalności.


– Agresywny ton, proszę pani, wcale nie pomoże w waszych kłopotach. Kuratorium funkcjonuje według najwyższych standardów, proszę pani. U nas żadne dokumenty nie giną. Mimo iż do takich rodzin... ekhm... do takich nierozważnych życzeń odnosimy się z niechęcią. To jest dziwactwo, proszę pani. Porzucenie PRAWDZIWEJ szkoły, z profesjonalnymi nauczycielami, z całym zapleczem, na rzecz zabaw z rodzicami. To niepoważne.


– Zapewniam panią...


– Tak, tak, kierowaliście się poradami internetowymi. – Prychnęła. – A propos, macie w domu komputer, internet? Świat dziś to globalna wioska, proszę pani, dzieci muszą się nauczyć żyć w nowych realiach.


– Żyjemy na skraju wioski, także metaforycznie. Komputery uzależniają w podobnym stopniu co alkohol. Poważne badania...


– … Wyczytane w „Pani domu”, tak, tak. Rozumiem, że nowe technologie mogą budzić lęk. Może powinni się państwo zapisać na jakiś kurs komputerowy dla początkujących, żeby przełamać opór? A może to kwestia biedy, proszę pani? Szkoła może wypożyczyć laptop na potrzeby nauczania zdalnego.


– Nie jesteśmy biedni – zimno odpowiedziała gospodyni. – Skąd taki pomysł?


– No tak, pięćset plus, na sześcioro dzieci, to może oszałamiać. Takie promowanie nieodpowiedzialności... Gdyby to ode mnie zależało...


– Nie rozumiem, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Jeśli mają państwo jakieś zarzuty, proszę nam je przedstawić na piśmie.


– Rzeczywiście, nie rozumie pani. Zaniedbanie obowiązku szkolnego może być nawet podstawą do odebrania dzieci. A sędzia nawet nie zawaha się w przypadku ludzi, którzy mają więcej dzieci, niż potrafią wychować. Żegnam panią, proszę pani.



Rozbawiony grą Marek odnalazł żonę, kiedy drzwi zamykały się za gościem. Chciał zasypać żonę wrażeniami z rozgrywki, ale z uprzejmości spytał wpierw o wizytę.


– Kobieta z kuratorium. Mówiła, że odbiorą nam dzieci, bo się nie uczą, a my jesteśmy biedni i boimy się technologii. A dzieci mamy za dużo.


– Nie żartujesz? Tyle razy znosiliśmy uprzedzenia, ale to już szczyt. Co teraz? Tłum z widłami i pochodniami pod domem? To wszystko co mamy jest takie kruche? Jedna wstrętna baba może nam to odebrać?


Bliska omdlenia Jadwiga otrzeźwiała dość, by łapać osuwającego się męża.



* * *

Stuk. Brzęknął rzucony w okno kamyk. Za mały, by narobić szkód, czy dać powód do wezwania policji. Stuk. Marek znów czuł się jak w podstawówce, ścigany przez klasowego psychopatę. Dręczyciele dobrze wiedzieli, że jeśli nie przekroczą pewnych granic, są bezkarni. Stuk. Nie może wdawać się w awantury, kartoteka na policji przybliży odebranie dzieci. Stuk. Próbował skupić się na pracy, ale w głowie miał pustkę. Stuk. Żona z grubym plikiem dokumentów ruszyła na krucjatę przeciw urzędom. Zadrżał. Przecież urzędy i tak wygrają? Stuk. Musi poczekać na Jadzię, to pewnie tylko czyjeś dzieci, zaraz się znudzą. Łup. Tym razem kamień był większy, szyba ledwo ocalała. Nie wytrzymał za to Dobrucki i wyszedł przed dom, sprawdzić co się dzieje. Sprawca chwiał się, mimo że opierał się o ich ogrodzenie, mierzył w okno kolejnym kamykiem.


– Co, taki dumny, nie chce ze mną gadać? Że jak ma chatę z kraja, to się może na całą wioskę wypiąć i się z nikim nie napić? Tsza mu kamniem w okno przypomnić, że ma sąsiada? A ja swój posłuch mam. Ze mną ważne ludzie gadają. Taka jedna rozpytywała o was, jak się prowadzicie. A ja nie z tych, co będą kryć patologiów. Wszystko powiedziałem. Żadne do roboty nawet jeden dzień nie poszło, a zakupki – remonciki idą, pasożyty grobane. Uczciwy człowiek musi tyrać i ledwo ma się za co napić, a te na socjalu się nażreć nie mogą, pijawki. My za swoje pijem, żona co dzień przed świtem wstaje, bidulka! I żadnych śmierdzących gówniaków nie chcieli my. A te nieroby narobiły bachorów i tera se nawet z domu nie wychodzą. A mnie numer dali, żeby na was donieść, jak mnie się co nie spodoba. I wie sąsiad co? Mnie się bardzo dużo nie podoba. Na początek, że żonie z pensji zabierają na te wasze bachory. Pasożyty na zdrowym ciele. Ja to wszystko policzę. I mnie nie podskoczysz, bo za mną władza.


Marek uciekł do środka, zamknięte drzwi wyciszyły mamrotanie. Tylko okno hałasem przypominało, że natręt wciąż stoi pod domem. Stuk. Stuk...



* * *

Jadwiga Dobrucka wróciła z miasta ostatnim autobusem. „Dzieci już śpią” – pomyślała. Wydłużyła kroki, chciała jak najprędzej przekazać mężowi dobre wiadomości. Zdziwiło ją nagłe uczucie niepokoju – przecież wszystko dobrze się skończyło? Kurator prawie w pas się kłaniał, przepraszając za pracownicę. Zapewniał, że są zachwyceni rodzinami wielodzietnymi i podziwiają rodziców podejmujących nauczanie domowe. Rozpływał się z wdzięczności, że nie wnosi skargi. Marek pewnie podskoczy z radości – jej niepokój może z przemęczenia? Tyle się działo. Byle tylko Marek wytrzymał, kardiolog przestrzegał... Musi szybko go uspokoić! Przyśpieszyła jeszcze bardziej, a mimo to uczucie nabierało mocy, z niepokoju stało się lękiem. Mąż na pewno nie może zasnąć, chodzi w kółko, jak to on, kiedy się martwi, ale przecież ona już leci, nie może nic się stać teraz, kiedy ma takie dobre wieści! Biegła jak oszalała, rozrzucając dokumenty, choć lęk ustąpił. Zamienił się w pewność.



________________________
* Nauczanie domowe - prowadzone przez rodziców lub upoważnione przez nich osoby (guwernerów), niezależnie od oficjalnych szkół. Uczniowie n.d. w Polsce obowiązani są co roku zdawać egzaminy klasyfikacyjne.
** Nauczanie zdalne - prowadzone przez oficjalne szkoły, za pośrednictwem środków komunikacji na odległość, np. krótkofalówki, internet.


.

=======================================

TEKST II


Mój szef osiągnął wiek emerytalny i zamiana biurka na gabinet stała się faktem. Nie obawiałem się nowych obowiązków, bo prawdę mówiąc, odwalałem tę robotę już od dawna. Podpisałem kontrakt z wyższym wynagrodzeniem i mogłem w końcu kupić wymarzony domek na wsi.


Nasza chałupka stała na jej skraju, obok rzeczki i starego lasu, a dojazd samochodem do Wrocławia zajmował tylko dwadzieścia minut. Ściany były w rozsypce, podłogi nadawały się do wymiany i to właśnie mnie pociągało. Uwielbiałem majsterkować. Anka, moja żona, miała inne zdanie na ten temat życia poza miastem, ale zbyt mocno nie narzekała. Zapakowałem dobytek do busa i z psem na jej kolanach, zaczęło się odkrywanie piękna życia poza miastem.


Wynosiłem rzeczy z samochodu, kiedy dostrzegłem mężczyznę z sąsiedniej posesji. Stał z dłońmi opartymi o siatkę ogrodową i nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie wyglądał na zadowolonego z faktu wprowadzenia się nowych sąsiadów.


- Dzień dobry – krzyknąłem przyjaźnie, kładąc pudło z komputerem na ziemi. Chciałem się przywitać, ale zanim zdążyłem do niego podejść, pokręcił tylko głową i odszedł bez słowa.


Zezłościłem się na taką zniewagę. Wróciłem do busa i zdziwiony zauważyłem psa wciąż siedzącego w środku. Zachowywał się zupełnie inaczej niż zwykle. Nie szczekał, nie biegał wszędzie jak oszalały. Patrzył w stronę domu, nie reagując na mój głos, a kiedy chciałem wygonić go z auta, warknął ostrzegawczo.


Krzyk Anki nie pozwolił mi zareagować na dziwne zachowanie psa. Wbiegłem do wnętrza budynku i znalazłem ją w pustej sypialni. Roztrzęsiona, patrzyła z przerażeniem na ścianę.


Wynocha, bo zginiecie.


Napis był jasnoczerwony i mógł do złudzenia wyglądać na wykonany krwią.


- Czego się drzesz? Przeciw widzisz, że to jakiś miejscowy robi sobie żarty. Taki wsiok, co obcych nie lubi. – Patrzyłem na żonę, przesuwając palec po literach. Ktoś był bezpośredni w wyrażeniu swoich żądań. Nie tylko brak powitalnego chleba z solą, ale od razu; spadaj lub zginiesz!


– To tylko farba.– Pogłaskałem ją po włosach.


Uspokoiła się i widziałem, że jest jej głupio. Pielęgniarka przyzwyczajona do widoku okropnych rzeczy, a zachowuje się jak mała dziewczynka. Przytuliłem ją i klepnąłem w tyłek.


- Tylko my tu jesteśmy. Na świecie nie ma duchów, wampirów i innych wilkołaków – zaśmiałem się, chcąc dodać jej animuszu.


- Wal się! – burknęła obrażona i wyszła.


Wyjąłem papierosa i zapaliłem.


Dziwny sąsiad, mój pies, ale nie jak mój pies i teraz jeszcze to. Nasz debiut w wiejskiej scenerii nie wypadł oszałamiająco. Może jednak wybór tego miejsca nie był najlepszym pomysłem?


Jestem człowiekiem upartym, mocno wierzącym w naukę i olewającym zdanie innych, więc szybko zapomniałem o tych incydentach. Przeprowadzka szła w najlepsze, a kieliszek prosecco co pół godziny poprawił znakomicie nasze humory. Z grubsza poroznosiliśmy wszystkie rzeczy, a za kilka dni miały pojawić się meble i materiały budowlane do dokończenia przeze mnie remontu. Już zacierałem ręce z radości, wyobrażając sobie, jak piłuję i dopasowuję deski na podłogę.


Anka wymyśliła sobie na kolację pieczoną kiełbasę i mięso. Byłem zwolennikiem zdrowego jedzenia, ale miałem u niej zbyt duży dług wdzięczności za naszą chałupkę, by marudzić.


Kończyliśmy właśnie kawał pieczonej karkówki, gdy przy płocie znów pojawił się ten mężczyzna. Tym razem chciałem być się sprytniejszy i zerwałem się jak oparzony z krzesełka, chwyciłem za pięknie upieczoną podwawelską i podbiegłem do płotu.


- Najlepsze w świecie kiełbasa. Nie dość, że polska to jeszcze upieczona na prawdziwym ogniu. Nie to, co ten szmelc z piekarnika czy patelni – zażartowałem.


Słowa jakby wcale do niego nie dotarły. Patrzył na mnie surowym wzrokiem i powoli wzniósł dłoń, robiąc znak krzyża.


- Ten dom jest przeklęty. Jeżeli się nie wyniesiecie, to będziecie martwi.


Zdębiałem i odjęło mi mowę. Z różnymi ludźmi w życiu miałem do czynienia, ale ten facet pobił ich wszystkich. Żartował czy był to kolejny psychol, z którymi musieliśmy się czasem użerać w firmie. Miałem ochotę dać mu w twarz i mocno się powstrzymałem, by tego nie zrobić. Dostrzegł, że jestem wkurzony, ale nie zrobiło to na nim wrażenia. Odezwał się znów, powoli akcentując każde wypowiedziane słowo.


- Ten dom, to samo zło – Położył mi rękę na ramieniu i pokręcił głową.


- Jeżeli tu zostaniecie, to śmierć znajdzie was szybciej, niż powinna.


Teraz, to już się zaniepokoiłem, bo nie wyglądał na wariata, lecz bardziej na kogoś, kto wie, o czym mówi. Jeżeli to była prawda, to jakie straszne tajemnice mógł kryć w sobie ten dom?


Poprosiłem, by wyjaśnił swoje słowa, ale ten tylko się przeżegnał i wrócił na swoją posesję.


Poszliśmy spać tak gdzieś przed drugą w nocy. Anka połknęła kilka tabletek nasennych, twierdząc, że i tak nie zaśnie w nowym miejscu.


Patrzyłem przez otwarte okno, myśląc o tym, co dziś usłyszałem od tamtego człowieka. Nie wierzyłem w bzdury o duchach straszących w wiejskich domach, ale i tak jego uparta postawa nie pozwalała mi zasnąć.


Zbyt mała ilość wypitego wina przyśpieszyła efekt kaca. Wstałem, chcąc pójść do kuchni, ale przypomniał mi się nasz pies. Od przyjazdu nie ruszył się z busa i pomimo próśb i kuszenia różnymi smakołykami tam pozostał. Wziąłem latarkę z szafki w przedpokoju i otworzyłem drzwi od domu.


Zaświeciłem w jego stronę. Leżał na siedzeniu kierowcy z łbem opartym na desce rozdzielczej. Oczy mu iskrzyły, a biel kłów dała mi jasny przekaz. To zwierzę wyczuwało coś, o czym ja nie miałem zielonego pojęcia. Niepokój musnął mnie po plecach.


Poszedłem do kuchni, napić się wody.


Ognisko w ogrodzie wciąż się paliło, a byłem pewny, że je zgasiłem. Wyszedłem na zewnątrz, zastanawiając się, co mogło się stać.
Teraz płonęło ogniem tak żywym, jakby ktoś polewał je benzyną z butelki. Do tego dźwięk, pękającego, cienkiego szkła. Odgłos był przejmujący i powodował ciarki na plecach. Nie to było najgorsze. Smród palonego, zepsutego mięsa uniemożliwiał oddychanie. Strach chwycił mnie za gardło i nie mogłem zrozumieć, co tu do cholery się dzieje! Chwyciłem za wiadro stojące przy zewnętrznym kranie domu i nalałem do pełna. Wylałem na ognisko. Płomień zgasł dopiero po siódmym opróżnionym kuble.


Cały roztrzęsiony wróciłem do kuchni. Znalazłem w lodówce butelkę wódki i nalałem pół szklanki. Wypiłem, ale pomogło niewiele. Ci miejscowi naprawdę musieli nienawidzić nowych mieszkańców.


Usiadłem na krześle, zastanawiając się co dalej zrobić. Wszystko, co w życiu widziałem, miało się nijak do tego tutaj. Przecież to ognisko nie mogło same się znów zapalić. Ktoś musiał to zrobić. Im dłużej o tym myślałem, tym mocniej bolała mnie głowa.


Coś ciężkiego uderzyło w podłogę w jednym z pokoi. Drgnąłem nerwowo, nasłuchując i po chwili ruszyłem w tamtą stronę. Przerażająca cisza, a po chwili coraz głośniejszy gwizd, który w końcu uderzył w bębenki w uszach tak mocno, że krzyknąłem z bólu. W pomieszczeniu wszystko wyglądało normalnie, poza firanką, która podwiewana od strony okna zupełnie zwariowała. Unosiła się i opadała i nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież na zewnątrz dość mocno wiało, gdyby nie to, że okno było zamknięte.


Chwyciłem w dłoń tańczący materiał, podejrzewając w pierwszej chwili przeciąg w domu. Ale jaj to do cholery możliwe, skoro nie czułem tego powiewu na swojej skórze?


W pokoju zrobiło się zimno.


Ból rozrywał mi skronie, trzęsły mi się ręce i miałem już tego wszystkiego serdecznie dość. Postanowiłem łyknąć kilka tabletek na sen i o wszystkim zapomnieć


Miałem już wrócić do sypialni, kiedy biała poświata rozjaśniła korytarz domu. Coś jakby ludzka postać okryta płaszczem światła spojrzała na mnie przez ułamek sekundy i znikła w ścianie.


Nigdy nie byłem religijny, ale teraz modliłem się żarliwie, kalecząc niemiłosiernie wszystkie znane mi fragmenty modlitw. Biegałem na oślep, potykając się co rusz o własne nogi. W końcu ciężko dysząc, zatrzymałem się w miejscu. Skronie mi pulsowały, ręce trzęsły się jak oszalałe i byłem bliski ataku serca. Musiałem się koniecznie uspokoić albo serce rozerwałoby mi klatkę piersiową. Kucnąłem i wziąłem kilka głębokich oddechów. Powoli zacząłem wracać do siebie. Wyprostowałem się i uniosłem głowę.


Twarz tego, który się przede mną pojawił, była złem w najczystszej formie. Nie miałem pojęcia, co to jest i stałem jak wryty, nie mogąc wydobyć z siebie okrzyku przerażenia.


To coś było ode mnie wyższe przynajmniej o głowę. Ubrany w poszarpany mundur patrzył na mnie tak przenikliwym i wściekłym wzrokiem, że wszystkie moje tajemnice musiał odczytać w ułamku sekundy. Otworzył usta, obnażając kły. Pazur palca wskazującego zjawy dotknął mojego policzka i, z sadystyczną przyjemnością wbijał go w skórę. Napawał się mojej twarzy wykrzywionej bólem i krwią ściekającą do ust.


Już wiedziałem, jak czuje się człowiek, który za chwilę ma umrzeć. Piekielne dźwięki zamordowanych dzieci z ust potwora stawały się coraz wyraźniejsze. Skierowałem wzrok na ścianę, za którą spała moja żona. Pożegnałem się z nią w myślach i ostatni raz spojrzałem na oprawcę.


Wciąż stał przede mną, ale teraz już nie sam. Pojawiały się kolejne, dużo mniejsze. Wychodziły ze ściany i były wielkości dzieci. Zaczęły okrążać zjawę w mundurze, próbując mnie uwolnić. Bronił się, gniewnie warczał i szczerzył kły. Pojawiało się ich coraz więcej. Widziałem strach w oczach małych istot, ale determinacja, z jaką to robiły, w końcu przyniosła skutek. Duchy zamordowanych dzieci zabrały go ze sobą, a kiedy już prawie zniknęły w ścianie, ostatni z nich odwrócił się w moją stronę i wskazał na drzwi wejściowe do domu.


Stałem tak jeszcze przez kilka minut, próbując powrócić do życia. Potwór i moi mali obrońcy zniknęli całkiem, ale przeżyte chwile grozy pozostaną w mojej głowie na zawsze. Obudziłem Ankę i bez wyjaśnień zaprowadziłem do busa. Pies wciąż był nieufny i warczał w stronę domu, ale miałem pewność, że gdy tylko opuścimy wieś, to znów zacznie wesoło merdać ogonem.



=======================================



Awatar użytkownika
Eldil
Umysł pisarza
Posty: 801
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[8 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Eldil » czw 02 lip 2020, 11:10

Zacznę komentarze od podziękowania dla kolegi, który bardzo cierpliwie czekał, aż się wygramolę z własnym tekstem, przekraczając pierwszy termin i naciągając drugi, choć sam od dawna był gotowy :uszanowanko:

Zapraszamy do komentowania (bądźcie bezwzględni! :) ) i oceniania :)


„Patrzyłem na Twoje lektury i byłem zdumiony, jaka przepaść dzieli je od Twoich shortów w Zamku i miniatur. Jeśli zechciałbyś przyjąć sugestię, to lepiej idź w kierunku tego, co piszesz, niż tego, co masz na półeczce z ulubionymi nad tapczanem.” L.P. 04.07.2020

- Uśmiecham się :)
- Tak właśnie należy zasypiać. Uśmiechnięte sny wędrują do uśmiechniętych dzieci :)

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2552
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Adrianna » czw 02 lip 2020, 17:38

To ja mogę zacząć...
Mało tu horroru. Nie żebym siedziała w tym gatunku, bo nienawidzę się bać, no ale właśnie... bać. Zakładam, że te teksty powinny wywołać jakiś dreszczyk.

Pierwszy jest jak dla mnie niezłym obyczajem (taki horror społeczny miał być? :P) i nawet jakieś emocje wzbudził, choć chyba nie strach. Trochę mnie zniechęcił zakończeniem. Ten bieg do męża, który na pewno padł na zawał, gdy już wszystko udało się ogarnąć to, jak dla mnie takie udramatyzowanie na siłę. Bardziej się przejęłam już tą urzędniczką. Chętniej bym to widziała w jakiejś dłuższej formie z wejściem głębiej w świat tej rodziny i jej konflikty z otoczeniem. Niemniej, nieźle się czytało, nawet zaangażowało. Językowo może nie ideał, ale zgrabnie.

Drugi tekst jest błyskawiczną relacją z horroru. Męczyła mnie ta schematyczność - rudera na końcu świata, ostrzeżenia, które bohaterowie oczywiście lekceważą, ganianie się z upiorem i cudowne ocalenie. Poprowadzone bez emocji, bez napięcia. Sporo niedociągnięć, chyba widać pisanie na szybko. To też rozbijało klimat - zwłaszcza w tych "strasznych" scenach:
Pazur palca wskazującego zjawy dotknął mojego policzka i, z sadystyczną przyjemnością wbijał go w skórę. Napawał się mojej twarzy wykrzywionej bólem i krwią ściekającą do ust.


Ostatecznie więc wygrywa u mnie staranność i lepsze poprowadzenie emocji.
Tekst 1: 2
Tekst 2: 1 (za trzymanie się bliżej docelowego gatunku)


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Teksty na portalu Esensja | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Blog literacko-górski: "Piszę o górach"

Awatar użytkownika
Wrotycz
Pisarz osiedlowy
Posty: 345
Rejestracja: wt 03 gru 2019, 16:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Wrotycz » czw 02 lip 2020, 22:19

Różne kryteria można podłożyć. Najlepiej te najbardziej obiektywne, mega zewnętrzne, bo w tego typu bitwach, no co tu ukrywać... sympatia do rozpoznanego Nicku bywa silniejsza od chłodnego porównania, warunkują sprawiedliwszą ocenę.
Zatem pod kątem najważniejszego założenia:
ithulu pisze:Source of the post Temat: "Dom był na skraju wsi, a w nim..."
Gatunek: horror


Tekst pierwszy nie sprostał. Nie mieści się w ramach gatunku, który wywodzi się z powieści gotyckich i utrwala pewną niezbywalną zasadę:
"odmiana fantastyki polegająca na budowaniu świata przedstawionego na wzór rzeczywistości i praw nią rządzących po to, aby wprowadzić w jego obręb zjawiska kwestionujące te prawa i nie dające się wytłumaczyć bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych."
Tekst drugi sprostał i to zapewnia mu przewagę, mimo że pierwszy z listy jest sprawniej napisany (konstrukcja zdań np.)

Czym mnie, i tu już po trosze prywata, zniechęciła opowieść o domowym nauczaniu? Taki niegatunkowy, nachalnie upchany horrorkowy kontekst polityczny w aktualnej naszej wyborczej rzeczywistości. Nietrudno się domyśleć czyją opcję reprezentuje narrator. Władza - kuratorium - na tak, szeregowy pracownik - pewnie nieusunięty spadek po poprzednikach - totalne, pozbawione kompetencji zero, biurwa głupia i nieczuła.
No i 500+ wiadomo zabiorą:)
Sorry, Autorze, ale naiwnie, bo skrajnie to ująłeś.
I jeszcze ten finał: Śmierć męża. No pomrze naród, jeśli... :)

Reasumując:
Za sprawny język: tekst pierwszy - 0,5 pkt
Za realizację gatunku: tekst drugi - 2,5



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 4112
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Thana » pt 03 lip 2020, 15:16

Nie powiem nic ciekawego.

Tekst I - nieco lepszy stylistycznie, chociaż dialogi drewniane (Autorze, show, don't tell!), ale zupełnie obok gatunku. To wygląda wręcz jak ucieczka z pola bitwy pod lichym pretekstem. ;)

Tekst II - jest tu próba zmierzenia się z gatunkiem, ale niezbyt udana. Sztampa i błędy.
A poniższe, to jest babol tak tłusty, że zakonserwowałabym go w Babolarium, gdybym pamiętała, gdzie ono jest.
Piekielne dźwięki zamordowanych dzieci z ust potwora stawały się coraz wyraźniejsze.


Przyznaję Panom po punkcie za spróbowanie (myślę, że dobry horror trudno napisać, ale kto nie próbuje, ten nie napisze na pewno).

Tekst I - 1 punkt.
Tekst II - 1 punkt.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Feder9
Pisarz osiedlowy
Posty: 260
Rejestracja: pn 23 gru 2019, 16:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Feder9 » pt 03 lip 2020, 19:26

Teksty przeciętnej urody, zadbane w miarę, ale do sedna:
Tekst pierwszy - 0
Tekst drugi - 1
tekst pierwszy mnie znudził, drugi miejscami rozbawił potoczną mową :uszanowanko:


Prawo czy miłosierdzie, mądry wybierze to drugie wypełniając to pierwsze.

Online
Awatar użytkownika
RebelMac
Pisarz osiedlowy
Posty: 308
Rejestracja: ndz 05 cze 2016, 13:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko - Biała
Płeć: Mężczyzna

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: RebelMac » sob 04 lip 2020, 17:43

Pierwszy tekst na pewno nie jest horrorem! Chyba, że to "horror" programistów - pani z kuratorium. :) - 0,5 pkt.

Drugi - klisza horroru. I tyle. - 1 pkt.

PS Nie rozwodzę się, bo myślę, że uczestnicy chcą jak najszybciej zapomnieć o tej bitwie. ;)



Awatar użytkownika
Czarna Emma
Pisarz pokoleń
Posty: 1157
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Czarna Emma » sob 04 lip 2020, 19:32

Szczerze mówiąc, sądziłam, że będzie horror. W dawce podwójnej. I z tego powodu miałam nie oceniać bitwy, lecz przełamałam w koncu strach i...
Nie przestraszyłam się ani przy jednym, ani przy drugim tekście.
Dam po 1,5 punktu dla każdego Autora, bo trudno tu oceniać na podstawie bania się, którego nie podano.

Tekst pierwszy wydał mi się lepiej, sprawniej napisany i ma płynniejszy język. Drugi - wygląda jak pisany "na siłę"...


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1737
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Misieq79 » sob 04 lip 2020, 21:59

Jedynka to horror nietypowy, acz przestraszyć się idzie. Z przymrużeniem oka.
Dwójka to horror do bólu klasyczny. W takiej objętości - ićpandejpanspokuj. Indyk wbutowany do litrowego garnuszka.
Ogólnie tak se, 1:0.5 dla tekstu nr1


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar
Dupczysław Czepialski herbu orka na ugorze

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4057
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Godhand » wt 07 lip 2020, 13:57

Rozczarowanie.
Przykro mi Panowie, ale dokładnie tym jednym słowem da się opisać moje odczucia po lekturze.
Rozczarowanie.

Pierwszy tekst jest zgrabniejszy, i choć bardzo naginając zasady można uznać, że dla zaprezentowanej rodziny nadchodząca sytuacja może być horrorem, to gatunkowo obroniłoby się tylko jako wprowadzenie do Kinga, czyli jako obyczaj, który może kiedyś wystraszy (a nie wystraszy bo się skończył).
Dialogi drewniane, w idiotkę urzędniczkę ciężko mi uwierzyć, w ostracyzm mieszkańców wobec rodziny również (przecież rodziny wielodzietne to raczej domena wsi właśnie niż miast), w kiepsko rozegrany dramat zakończenia także.
Autor pomiędzy literkami pokazuje że potencjalnie potrafi, ale nie tutaj. Najlepszy fragment to ten początkowy - są tu gdzieś echa dawnych, klasowych polskich powieści dla dzieci czy nawet młodzieży. I nic więcej.

Drugi wali łopatą liniowości i schematu tak, że do teraz mnie głowa boli.
Wszystko od A do Z po sznurku, w dość kiepskim wykonaniu.

Tekst 1: 0
Tekst 2: 0


(dałbym 0,5 dla pierwszego tekstu za początek i lepsze operowanie słowem, ale wobec nie dotrzymania umowy o poruszaniu się wewnątrz ustalonego gatunku - byłoby to nie fair wobec Autora drugiego tekstu)


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Jason
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1099
Rejestracja: sob 08 mar 2014, 17:28
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Jason » wt 07 lip 2020, 18:51

Zasugeruję to samo co na sb: dogrywka, ale tym razem z porządnym horrorem.

Tekst pierwszy: horror to fantastyka grozy. Tutaj ani fantastyki, ani grozy. Ostatnia scena wygląda jak przyszyta na siłę, by jakimś cudem spełnić wymóg formalny, a działa jak deus ex: i wspomnienie o kardiologu i brak telefonów komórkowych.
Z drugiej strony czytało się dobrze.
Z trzeciej strony tekst jakoś mi się nie spina, nawet pomijając wątek niehorrorowatości. Trudno mi to ująć, ale to wrażenie jakby każda scena była z innej bajki, miała charakter różny od pozostałych. Może opowiadanie prosiło się o dłuższą formę?
Nawiązanie to życia forumowego to miły akcent, dodatkowa warstwa ;)

Tekst drugi to jest horror, ale przypomina bardziej streszczenie filmowych schematów, niż coś, co ma wywołać dreszczyk u czytelnika. Językowo w większości ok, parę zdań się zbaboliło i jest do poprawy, ale to nic dyskwalifikującego. Parę ujęć też jest ładnych i miałyby potencją wywołania uczucia niepewności, ale przytłacza je łopatologia.
Na pewno trzeba tu zastosować regułę "show don't tell" i pozbyć się klisz tak starych, że każdy je zna na wylot.

"Jestem człowiekiem upartym, mocno wierzącym w naukę i olewającym zdanie innych, więc szybko zapomniałem o tych incydentach." bolesna łopatologia. Po pierwsze to trzeba pokazać, a nie wyjaśnić czytelnikowi. Po drugie, takie zdanie od razu mówi, że to schemat i za kilka akapitów zaczną się dziać niewyjaśnione rzeczy, a na koniec wyskoczy upiór. Zamiast budować nastrój niepewności i lęku, zabijamy go.
Farba wyglądająca jak krew, zanim bohater się dokładniej przyjrzy? Klisza
"To zwierzę wyczuwało coś, o czym ja nie miałem zielonego pojęcia." Kolejna klisza i to zreferowana, jakby czytelnik nie zrozumiał znaczenia pierwszej sceny z psem... Gdzie już tamta scena była znanym, horrowowym schematem.
"Twarz tego, który się przede mną pojawił, była złem w najczystszej formie." - pokazujemy potwora i zamiast skierować myśli czytelnika w stronę czegoś nieprzyjemnego/strasznego, mamy stwierdzenie, że "to jest zło i powinieneś się bać". Zło w najczystszej formie nic nie mówi, nie przekazuje żadnego obrazu.

A gdyby zamiast klisz wziąć tego upiora, zastanowić się dlaczego on tam jest i w postaci subtelnych wskazówek umieścić to we wcześniejszych partiach tekstu? Nadać głębszy sens scenom, które mają budować nastrój? Niech sąsiad, zamiast streszczać fabułę (- Ten dom jest przeklęty. Jeżeli się nie wyniesiecie, to będziecie martwi.) powie, np. że po pożarze szkoły jakiś naiwniak kupił tanio działkę i postawił dom... Panie, nikt długo w nim nie mieszkał.. Daj czytelnikom jakąś tajemnicę z mrocznym podtekstem, nad którą mogą myśleć, zamiast wykładać od razu temat, kawa na ławę.
Niech te wszystkie niewyjaśnione zdarzenia będą jakoś powiązane z charakterem zjawy. Tutaj mamy i ogień i powiew i ziąb. Brakuje tylko żeby ziemia się trzęsła, to przynajmniej postałby wspólny mianownik czterech żywiołów ;)

Niech będzie, że:
Tekst 1: 1
Tekst 2: 1


ichigo ichie

Opowieść o sushi - blog kulinarny

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4860
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Romecki » wt 07 lip 2020, 20:06

Ech, nie.
Pierwszy tekst jest okrutnie przegadany, równie okrutnie mylny w kwestii nauczania domowego, horroru w nim za grosz.
Drugi, niby jest horror, ale ja go nie kupuję. I tu nie kupuję też formy, bo cóż to za opowieść, że dom jest nawiedzony? Jako punkt wyjścia, rozumiem, można coś wykręcić, jakąś fabułę, jakąś treść. Emocje. Ale podane tak jak jest, powoduje, że mam się emocjonować faktem, że "o, patrz, zjawa!" :) no nie kupuję tego - ten tekst w tym miejscu, w którym się kończy, powinien się właśnie zaczynać. Cały tekst to jeden akapit "kupili dom, a on okazał się nawiedzony".
Uczciwie: niby powinienem przyznać przynajmniej pół punktu drugiemu tekstowi, za spełnienie brzegowych warunków. No i niech tak będzie:
Tekst 1 - 0 punków.
Tekst drugi: 0,5 punktu.


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
Chii
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 690
Rejestracja: wt 17 lis 2009, 21:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: Chii » wt 07 lip 2020, 20:21

T1
Fascynująca elokwencja postaci, wyeksplikują wszystko do ostatniej kropki. Jakby łopatą walić w wiadro. Wiem wszystko, a nawet więcej niż mi to jest potrzebne. To jest komedia, satyra, żart? Nie rozumiem po co oni mówią, po co z siebie wylewają potoki bzdur. Postaci ciosane siekierą, klisze.
Ładny montaż scen. Ta ze stukaniem do okna na dodatek muzyczna. Ale publicystyczny monolog na pół sceny? Wymiękam.
Super, że autor wyjaśnił, czym jest nauczanie zdalne, a czym domowe. To tekst dla emerytów?


T2
O, zaczyna się emerytami. Czyli teksty komplementarne. O, komputer też jest. Ciekawe.
Nie odpowiedzenie "dzień dobry" to zniewaga? Super, że autor podkreślił straszność sąsiada psem, żebym wiedziała, że na pewno będzie z nim coś nie tak.
O, kurde, nadwrażliwa żona. Wchodzi do sypialni, widzi napis i drze się w niebogłosy. Może tam była jakaś straszna literówka?
Nawiedzone miejsce wow wow. Przeklęte miejsce. Strach dużo. Napięcie jeszcze więcej. To chyba też jest komedia albo jeden z tych horrorów, na których nie można przestać się śmiać.
"Efekt kaca" - prawie jak efekt motyla. Strach chwyta za gardło... "Ale jaj to do cholery możliwe"? - zapytam cytatem.
Trochę brzmi ten tekst jak opowieść dziadka po latach.
Zastanawiam się, jak wygląda twarz, która jest złem w najczystszej formie... jak u rzygacza? Jednorożca? Małej dziewczynki? Jak ja nie wierzę temu tekstowi... Tak bardzo mnie nie obchodzi ta historia. Jest tak wydumana... Jest jedna ciekawa rzecz w niej - dzieci. I fantazja nt. tych dzieci, której nie było, ale cóż...

Podsumowując:
Horrory to były dla czytelnika. Jeśli o to chodziło, to wygrywacie. A jeśli to miał być gatunek horror, to oba teksty to przegrywy.

Temat...
No były te domy na skraju wsi, a w nich coś było. I w sumie tyle. Kompletnie mnie nie obeszły te historie. Pierwszy tekst to była jakaś powódź bezsensownych słów, które nie mogły się zatrzymać, a drugi niby jakiś horror próbował wytworzyć, ale tak walił kliszami, że co chwila wywracałam oczami.

Ocena:
T1: 1
T2: 1

Te jedynki to za to, że w miarę zgrabnie napisane. Tylko po co napisane? Nie wiem.


Dzwoń po posiłki!

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 694
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[9 lipca] Eldil vs tomek3000xxl

Postautor: MargotNoir » śr 08 lip 2020, 18:52

Ciężka sprawa. Pierwszy tekst rzeczywiście nie realizuje tematu... w pewnym momencie próbuje, ale właśnie ta próba - bieg do zmarłego męża, żeby było napięcie i śmierć - całkowicie go kładzie, no bo bez jaj. Drugi minus należy się za dialog z panią z kuratorium, która jest tak karykaturalnie, tekturowo zła, że Sauron to przy niej złożona, wielowymiarowa, barwna postać.

Drugi tekst zrealizował temat i obyło się bez większych wtop, ale cały jest taki jakiś se. Do momentu ugaszenia ogniska jest jeszcze nieźle: niejasne przeczucia, może to duchy, może nieżyczliwi sąsiedzi, trzeba było na tym poprzestać i zakończyć jakimś niejednoznacznym złowieszczym akcentem, a nie wyciągać ducha rodem z kufra cyrkowego kuglarza.

Chciałabym móc przyznać punkty w dwóch różnych kategoriach...
Mimo wszystko tekst 1 jakiś ślad po sobie zostawił, zatem:
Tekst 1: 1.8
Tekst 2: 1.2




Wróć do „Nowa bitwa!”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość