Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Caroll vs Godhand

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2803
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pn 25 lut 2013, 00:08

Tekst nr 1

20 kwiecień 2010

Pani Teresa Moterowska właśnie krzątała się w małej kuchni, kiedy usłyszała że otwierają się drzwi do mieszkania.
- Cześć synku - zawołała automatycznie w kierunku przedpokoju.
Do kuchni wszedł szczupły, niski i krótko obcięty chłopak. Nie wyglądał na swoje osiemnaście lat.
Z nieśmiałą miną podszedł do matki, przystanął kilka kroków przed nią. Po chwili uśmiechnął się delikatnie i ruszył na spotkanie rozłożonych szeroko, ciepłych matczynych ramion.
- Cześć mamuś, kurwa jebana mać - powiedział ściskając mocno matkę.
Moterowska pogłaskała go po krótko ostrzyżonej głowie, pocałowała w czoło, po czym wróciła do szatkowania cebuli.
- Jak w szkole?
- W porządku mamo.
- Żadnych problemów?
- Absolutnie żadnych.
- To dobrze synku.
Teresa kroiła cebulę z uśmiechem na twarzy. Każdy dzień bez problemów był zwycięstwem. Niesiona na fali tego zwycięstwa mogła pozwolić teraz na chwilę ciszy, relaksując się zwykłością dnia i obowiązków. Mogła kroić, smażyć i gotować, co rusz odwracając się do siedzącego na taborecie syna i obdarzając go uśmiechem.
Matczynym. Wartym więcej, niż uśmiechy wszystkich kobiet jakie on spotka na swojej drodze.
- Mamo...
Nóż zamarł w ręku Teresy jakby ktoś nagle zatrzymał czas.
Westchnęła, ale tak aby Mati nie zauważył. Wytarła dłonie w ścierkę i odwróciła się do syna.
- Tak?
Mateusz odchrząknął. Zbierał się na odwagę.
- Chciałbym wyjść wieczorem pospacerować - wykrztusił w końcu.
Moterowska popatrzyła na niego uważnie.
- Jesteś dorosły. Możesz chodzić gdzie chcesz i kiedy chcesz. Ale wiesz że to chyba nie jest dobry pomysł.
- Kurwa, mać. Muszę czasem wyjść mamo.
Teresa popatrzyła w okno. Już dawno przyzwyczaiła się do chaosu uczuć na jaki była skazana. Relaksacyjna zwykłość dnia oraz spokój ducha ulotniły się jak za sprawą zręcznego iluzjonisty.
- Porozmawiajmy za godzinę. Daj mi trochę czasu. Ale chyba nie mogę cię więzić, prawda? - uśmiechnęła się do syna.
- Jasne. - Mati wstał, pocałował czule matkę w czoło i poszedł do swojego pokoju.


****


21 kwiecień 2010

- To naprawdę jest dobry chłopak - powiedziała pani Teresa stawiając parującą kawę przed mężczyzną siedzącym w salonie.
Ireneusz Purot uśmiechnął się smutno. Przyjechał zaraz po telefonie Moterowskiej. Oczywiście zgłoszono pobicie na policję, jednak Mateusz nie potrafił powiedzieć nic o sprawcy, więc z góry wiadomo było jak sprawa się zakończy. Irek wiedział, że pani Teresa potrzebowała "policji z ludzką twarzą" więc zadzwoniła do niego. Też był w końcu policjantem, choć z sąsiedniego miasteczka. Matka Irka przyjaźniła się z panią Teresą, on sam był zaledwie kilka lat starszy od Mateusza.
- To dobry chłopak - powtórzyła z matczynym uporem Moterowska i usiadła ciężko na fotelu. Po jej policzkach popłynęły łzy.
- Wiem. - Irek wstał i podszedł do niej. Wziął delikatnie jej dłoń i zamknął w swojej. - Wszystko będzie dobrze. Jak on się czuje?
Pani Teresa otarła łzy.
- Pobity jest strasznie. Ale Mateusz jest twardy. Po ojcu. Gdyby Franek żył...
- Mogę z nim porozmawiać? - przerwał.
Kobieta skinęła głową i poszła po syna. Wróciła po chwili trzymając go za rękę. Irek obejrzał chłopaka. Na straszne pobicie mogło to wyglądać tylko w oczach kochającej matki. Mateusz miał dość mocno podbite oko i otarcie na czole, jednak innych obrażeń policjant się nie dopatrzył.
- Cześć Mati. Usiądź, pogadamy.
Chłopak kiwnął tylko głową na powitanie i usiadł posłusznie. Teresa wyszła do kuchni.
- Możesz mi opowiedzieć co zdarzyło się w tamtego dnia? Wiem że opowiadałeś to już na policji, ale chciałbym usłyszeć. Może będę mógł pomóc, wiesz, poza oficjalnym śledztwem. - Mrugnął wesoło do chłopaka.
Mateusz zaczerpnął powietrze.
- Wyszedłem z domu i poszedłem do parku. Z ławki wstał jakiś mężczyzna. Zapytał czy mam papierosa. Odpowiedziałem...
Irek nie ponaglał. Wiedział że to nic nie daje, a czasem wręcz blokuje zeznającego.
- Odpowiedziałem... kurwa - kontynuował z wyraźnym trudem Mati - Odpowiedziałem coś w stylu... "spierdalaj, chuju". - Spuścił głowę.
- W porządku. Co było dalej?
- Uderzył mnie w twarz. Przewróciłem się na trawę. Zasłoniłem głowę. Kopnął mnie albo uderzył jeszcze kilka razy. Leżałem jakiś czas a potem wróciłem do domu.
- Pamiętasz jak wyglądał? Jakiej był postury? Albo coś innego co rzuciło ci się w oczy? - zapytał Irek.
- Nie. To była ławka pomiędzy latarniami, było zupełnie ciemno a on miał kaptur na głowie. Ale to był potężny facet.
- Rozumiem. No to dzięki, idź odpocząć. A jak wydobrzejesz przyjedź do mnie, pokażę ci jak sobie radzić z takimi wielkoludami - policjant uśmiechnął się szeroko.
Mateusz odpowiedział uśmiechem i poszedł do swojego pokoju. Jak duch pojawiła się Moterowska.
- Nic mu nie jest - uspokoił ją od razu Ireneusz. - Nie więcej niż normalnie chłopakowi po bójce.
Teresa usiadła i spojrzała na policjanta z wyrzutem.
- Irek, ty wiesz ile my przeszliśmy? Kilkunastu lekarzy, mnóstwo leków. Czy ty wiesz jak go przezywają? Złotousty. Rozumiesz? Złotousty! Jak on musi bardzo nienawidzić tego przezwiska! Bo przecież jest inteligenty, wie jak jest cynicznie trafne. - Pękła jakaś niewidzialna tama i teraz z oczu pani Teresy płynęły już potoki łez. - Boję się go gdziekolwiek puścić. U nas zespół Tourette'a zna się tylko z filmów. Głupich amerykańskich komedii. A to nie jest komedia! To jest życie mojego syna. Iruś, wiesz ilu touretyków cierpi na koprolalię? Około dziesięciu procent! I akurat Mati... - kobieta ukryła twarz w dłoniach.
- Wszystko będzie...
- Nie, Irek. - Podniosła gwałtownie głowę. - Nie będzie dobrze. Zawsze będę się bała, i on zawsze się będzie bał. Bo on się boi siebie, swoich reakcji. A czym bardziej się boi, tym bardziej nad tym nie panuje. Błędne koło, Iruś, błędne koło. - Pani Teresa pokręciła smutno głową. - W szkole wiedzą - kontynuowała. - Jego koprolalia już nie robi tam na nikim wrażenia. Czasem się pośmieją, czasem rzucą w niego tym "Złotoustym" ale da się żyć. U nas w bloku też. Ale życie osiemnastolatka nie może się ograniczać do szkoły i domu. A kiedy wyjdzie? To może się skończyć tak jak... - kiwnęła ręką w stronę pokoju Mateusza.
Irek milczał. Nie wiedział co powiedzieć. Posiedział jeszcze chwilę, obiecał że spróbuje się czegoś dowiedzieć, pożegnał się grzecznie i wyszedł.
Już pod blokiem jego uwagę przykuł wykonany sprayem na murze napis.
"Złotousty - wygarnij im!".
Pokręcił głową, westchnął i poszedł do samochodu.
Mateusz Moterowski zniknął następnego dnia.

****


20 kwiecień 2010

Katarzyna uwielbiała chodzić do parku wieczorami. W tej części był pusty i cichy. Uważała że to dla niej wyzwanie, bo przecież w krzakach mogły czaić się pająki, a ona cierpiała na arachnofobię. Co wieczór toczyła heroiczny bój z paraliżującym strachem, aby później wrócić do domu i ze świadomością wygranej bitwy spokojnie położyć się do łóżka.
Nagle usłyszała jakiś dźwięk i odruchowo przykucnęła za koszem na śmieci. W świetle latarni zobaczyła chłopaka. Niskiego i szczupłego nastolatka o skupionej, ładnej twarzy. Przypatrywała się bez skrępowania. Miejsce dawało jej przewagę - ona widziała go doskonale, on nie mógł jej zauważyć. Chłopak rozejrzał się uważnie, po czym - zupełnie niespodziewanie - zaczął bić się po twarzy zaciśniętą pięścią.
Katarzyna patrzyła. Czuła się dziwnie. Odraza, strach, fascynacja i ciekawość walczyły o pierwszeństwo w peletonie jej uczuć.
W końcu nastolatek przestał się okładać i pobiegł, w kierunku przeciwnym do jej kryjówki. Już po kilku sekundach straciła go z pola widzenia. Odskoczyła gwałtownie. Kucała zdecydowanie zbyt blisko trawiastego pobocza.
A tam przecież mogły być pająki.

****


22 kwiecień 2010

Telefon Ireneusza Purota zadzwonił o siódmej rano.
- Purot.
- Irku przyjedź natychmiast! - głos pani Teresy brzmiał błagalnie.
- Spokojnie. Co się stało?
- Mati zniknął. Wytrzymałam do rana, ale... musisz przyjechać!
- Zaraz będę.
Dotarł na miejsce trzydzieści minut później. Moterowska wyglądała źle, zapewne mając za sobą nieprzespaną noc. Wepchnęła go do mieszkania, nie dając nawet czasu na ściągnięcie butów.
- Siadaj - poleciła łkając. - Wiem, wiem, chcesz konkretów. Mateusz kończył wczoraj lekcje po czwartej. Nie wrócił ze szkoły, nie zadzwonił. Próbowałam się do niego dodzwonić, komórka jest wyłączona. Zgłosiłam zaginięcie - wiem że obiegowa opinia o czekaniu czterdzieści osiem godzin to bzdura. Obdzwoniłam szpitale, straż miejską nawet izby wytrzeźwień. Dziś rano już nie wiedziałam co robić. Zadzwoniłam do ciebie.
Nastała cisza. Irek analizował informacje. Wiedział, że Mateusz jako chory jest według wewnętrznego podziału policji w pierwszej grupie zaginionych. Obejmowała ona osoby, co do których istnieje realna możliwość że chcą popełnić samobójstwo, osoby małoletnie do lat piętnastu, których zaginięcie zgłasza się po raz pierwszy, oraz osoby chore bądź upośledzone wymagające opieki.
- Muszę przeszukać jego pokój - powiedział Irek. Wiedział że nawet w toku postępowania pokój Matiego nie będzie przeszukiwany.
Dwie godziny później wychodził z laptopem Mateusza pod ręką.

****


21 kwiecień 2010

Był już wieczór, kiedy Mateusz wszedł do parku. Przechadzał się uliczkami, siadał na ławkach, patrzył przez chwilę w niebo i ruszał dalej. Maraton w intencji spokoju ducha.
Na jego drodze stanęła dziewczyna. Niska, owinięta szalem aż po nos. W zdecydowanie za dużej, wełnianej czapce z odblaskową przypinką.
- Cześć.
Mati popatrzył na nią uważnie.
- Cześć.
- Widziałam cię.
- Kiedy?
- Wtedy kiedy masakrowałeś swoją twarz.
- Wiem.
Drgnęła zaskoczona.
- Nie mogłeś mnie zauważyć.
- Ciebie może nie, ale... - Mateusz wskazał na odblaskową przypinkę.
Dziewczyna westchnęła i pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Dlaczego to zrobiłeś?
Nie odpowiedział. Zaśmiał się tylko sztucznie, jakby to miało rozładować panujące w przestrzeni napięcie.
Nawet się nie uśmiechnęła.
- Weź mnie za rękę.
- Co?
- Po prostu, weź mnie za rękę. Nie boisz się bić po twarzy, a boisz się wziąć mnie za rękę?
- Może nie chcę.
- To chciej.
Mateusz delikatnie chwycił dziewczynę za rękę. Jej dłoń wydawała mu się mała i krucha. Nie wpuszczając jego dłoni dziewczyna kucnęła.
- Co ty...
- Mam na imię Katarzyna. - Rozczesywała palcami trawę. - I właśnie sprawdzam czy dajesz mi poczucie bezpieczeństwa, więc nie przeszkadzaj.
Moterowski przyglądał się temu, jak jakiemuś dziwnemu zjawisku. Zorzy polarnej, albo czemuś podobnemu. Katarzyna mrucząc coś pod nosem wstała powoli. Lewą dłoń wciąż miała zamkniętą w jego uścisku, po prawej chodził pająk.
- Chcesz iść ze mną? - wyszeptała jakby bała się że pająk zeskoczy z jej dłoni i zginie, powodując też śmierć tej chwili.
- Gdzie? - Mati był kompletnie zdezorientowany. Sytuacja jawiła mu się jako kompletnie nierealna.
Oniryczny absurd, pomyślał.
- Do mnie. Mieszkam sama. Pogadamy.
- Nie znasz mnie przecież.
- Znam cię lepiej niż ty sam. Będziesz mnie chronił.
- Przed czym?
- Przed strachem.
Chłopak popatrzył w niebo. Zaczerpnął powietrza. Brązowe oczy hipnotyzowały.
- Kur... Kuriozalna sytuacja.
- Więc? - Jej oczy świdrowały pytająco.
- Chodźmy, robi się chłodno. A na imię mam Mateusz.
Pająk towarzyszył im prawie pod dom Katarzyny.

****


22 kwiecień 2010

Ireneusz Purot był wstrząśnięty. Znał się na komputerach na tyle, żeby wyświetlić wszystkie ukryte pliki na komputerze Mateusza. Trochę pornografii, jakieś próby pisarskie.
I to.
Czytał raz po raz, bo nie mógł uwierzyć w to co widzi.

Kiedy miałem kilkanaście lat zafascynował mnie bunt.
Bunt wobec świata, wartości, systemu. Gdzieś przypadkowo znalazłem informację na temat Touretta i tików złożonych. Zaintrygowało mnie to. Pochłonęło całkowicie. Godzinami czytałem o echolalii, palalii i najbardziej mnie ekscytującej - koprolalii.
Po dwóch miesiącach zbierania informacji wiedziałem o chorobie wszystko. Zastanawiałem się jak czuje się osoba z Tourettem i koprolalią.
To wtedy zrodził się pomysł symulowania.
Tego właściwie nie da się sprawdzić. W Polsce nie wykonuje się badań genetycznych na obecność mutacji genu, który świadczy o chorobie. Nawet gdyby mama wywiozła mnie do Niemiec (w Osnabruck i Rostocku takie badania się robi) to brak obecności zmutowanego genu nie wyklucza choroby.
Plan był doskonały.
Możliwość łamania zasad społecznych bez ich łamania.
Cudowny eksperyment socjologiczny i pełna wolność wypowiedzi.
Mówienie w twarz ludziom "chuju" i zrzucanie tego na karb choroby. Piękne.
Na początku było ciężko. Są w człowieku blokady, wynikające z wychowania, z głębokiego zakorzenienia norm społecznych, tych samych, które chcę łamać. Ale czym dłużej trwało to wszystko tym lepiej się z tym czułem.
Dyrektor w szkole - "chuj, kurwa".
Znienawidzony sąsiad - "pierdolony skurwiel".
I żadnych konsekwencji.
Trochę żal mamy, ale to cena jaką oboje musimy płacić. Musiałem trzymać się scenariusza. Z czasem uzależniłem się od antydepresantów i od tego momentu wiem że moja rola musi trwać.
Nie jestem chory na syndrom Touretta, nie cierpię na koprolalię.
I wiem o tym tylko ja : )

Już nie, pomyślał Purot, zatrzaskując pokrywę laptopa.

****


22 kwiecień 2010

Irek stał przed drzwiami Moterowskiej z wydrukiem w dłoni. Nie mógł zdecydować. Niemal widział pękające serce Teresy, kiedy ta usłyszy prawdę. Ma prawo wiedzieć, pomyślał.
Zrobił trzy szybkie wdechy i zadzwonił.
Otworzyła i wpuściła go do środka. Na twarzy miała nieśmiały uśmiech.
- Cześć Iruś, co to? - wskazała na wydruk. - Wiesz? Mateusz już jest!
- To? Policyjne papiery. - Zmiął kartkę w dłoni i wcisnął do kieszeni kurtki. - I co z Matim? Nic mu nie jest?
- Był u jakiejś dziewczyny. Przepraszał bardzo, ale powiedział że to jest moment na jaki czekał całe życie. Prosił żebym zrozumiała. Zadurzył się. - Uśmiechnęła się szeroko. - Ma swoją młodość teraz, tą, której nie miał jej wcześniej.
Policjant patrzył na ścianę. Na zdjęcia w pięknych, rzeźbionych ramkach. Na każdym była Teresa i Mateusz. Wszystkie fotografie emanowały wielkim uczuciem matki i syna. Więzią.
Irkowi nagle zrobiło się niedobrze.
- Świetnie że skończyło się... na strachu - powiedział tylko i skierował się do wyjścia. - Będę w kontakcie.
- Ale nawet kawy...
Policjant był już za drzwiami.
Na dole kopnął ze złością w napis na ścianie. Był zły na siebie.
Nie mógł wiedzieć, że dwa tygodnie później, Mateusz po rozstaniu z Katarzyną - która przestała już bać się pająków - powiesi się w parku.
Że dokładnie czternaście dni później, inny policjant, stojąc tam gdzie on teraz, zada sobie te same pytania.
Jak bezboleśnie przekazać straszną prawdę? Czy to w ogóle możliwe?
Potrafiłby to chyba tylko ktoś...


Tekst nr 2


Tomiko wzięła głęboki, lawendowy oddech i boso wkroczyła do sali. Cedrowa podłoga była przyjemnie ciepła, dlatego przez moment bawiła się wodząc nagą stopą po wygładzonym drewnie, wyczuwając nierówności i słoje. Westchnęła. Gdy wypuszczała powietrze z płuc, było już zwykłe, skradła mu cały zapach i barwę. Kradła też wiele innych rzeczy, dając w zamian słowa. Najwyraźniej jednak ich wartość była zadowalająca dla odbiorców, bo nigdy się nie skarżyli. Zapewne dlatego, że gdzieś po drodze gubili własne zdanie. Tomiko swoje opinie rozdawała za darmo, przynajmniej tak się wszystkim wydawało. Po głębszym namyśle można było zauważyć, że w zamian brała odpowiedzialność, podejmowanie decyzji i własne refleksje, a od niektórych nawet wolną wolę. Ludzie bardzo chętnie oddawali jej te rzeczy, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Możliwe, że bez nich było znacznie lżej, natomiast sama Tomiko z upływem czasu doliczyła się stanowczo zbyt wielu odpowiedzialności i całego worka refleksji, przemyśleń i wątpliwości, których nie było z kim dzielić.
Jedynym, który potrafił coś Tomiko zabrać był czas, jednak, jako strasznie kapryśny osobnik, za nic nie połakomił się na nagromadzone przewiny, całkowicie ignorował trudne decyzje, za to chętnie zabierał energię, żwawość i gładkość skóry, zostawiając po sobie siateczkę zmarszczek i siwe włosy. I, oczywiście, nieznośne bóle w krzyżach. Czasami Tomiko bardzo chciała umieć samą siebie przekonać do czegoś tak łatwo jak innych ludzi, niestety była niezmiernie uparta i odporna na własne argumenty. Pozostawało jej, w ramach relaksu, wędrować samotnie brzegiem morza do Dai-tan’o, małej świątynni i cedrowej sali, gdzie przez jedno popołudnie pozwalała innym za siebie decydować. Choćby o posiłkach czy zapachach w kąpieli.
Dzisiaj była lawenda. Przyjrzała się uważnie chłopcu, który dokonał wyboru.
Młodzieńcowi – poprawiła się w myślach. Szczupły, smagły, błysnął zębami w uśmiechu. Miał ciemne, intrygujące oczy i był bardzo pewny siebie. Tkał komplementy niczym barwne gobeliny, otulając nimi Tomiko, troskliwie i starannie. Słuchała go uważnie, przez moment z nadzieją, szukając za zasłoną słów czegoś więcej niż gładkich frazesów.
- Shun, tak? - zagadnęła, odprężając się pod dotykiem silnych dłoni. Masaż przynosił ulgę. – Masz talent w dłoniach. Od dawna nie czułam się tak dobrze.
- To dla mnie prawdziwy zaszczyt słyszeć pochwałę padającą z twoich ust, pani Tomiko. Jestem całkowicie do twych usług – odparł. Czułe ucho Tomiko wyłowiło delikatne drżenie głosu. Z podniecenia? Zadowolenia? Wzruszenia? Może tak. A może nie.
- Ach, gdybym miała mniej wiosen, zapewne znalazłabym ciekawsze zajęcie dla twych zręcznych palców – zaśmiała się. – A teraz, zostaje mi jedynie podzielić się z tobą opowieścią.
- Pani Tomiko, będzie to niezwykły przywilej słuchać. Twoje opowieści są balsamem dla umęczonych dusz.
- Może tak. Może nie – odrzekła Tomiko tajemniczo, wiedząc już, że w zamian coś ukradnie. – Czy twój duch jest bardzo niespokojny?
Młodzieniec zawahał się. Jego wzrok zbłądził na moment ku widokowi za rozsuniętymi drzwiami na taras. Milczał, jakby zgasił swoje pragnienie w morskiej toni.
Ale Tomiko to wystarczyło za odpowiedź.
Jest coś, czego pragniesz. Zobaczymy czy wystarczająco mocno - pomyślała.
Dlatego rozpoczęła opowieść:
- Nie raz i nie dwa pytano mnie o mój dar. Tak go nazywają: dar bogów. Ja sama, gdy się nad tym zastanawiam, miałabym wiele innych nazw. Ale o tym później. Niewątpliwie pochodzi od boga, choć gdy go spotkałam, nie miałam o tym pojęcia. Zwaliśmy go Nieznajomym. Przybył z daleka, w porze mgieł, zaproszony do wspólnego ognia dzielił się z nami chleb i opowieści. Grał na fletni i śpiewał w starym, dawno zapomnianym języku. Zazdrościłam mu łatwości, z jaką zdobył serca moich bliskich.
- Pamiętam jego dłonie. I palce. Miał takie smukłe, długie palce. Zakochałam się w nich i w jego śmiechu: niskim, gardłowym. Śmiał się wtedy tylko dla mnie.
- Jego skóra miała smak soli i morskiej trawy, gdy kochaliśmy się na plaży wśród szepczących fal. Chciałam, by ranek nigdy nie nadszedł, bo w świetle dnia wszystko jest inne. Zwykłe. Prozaiczne. Bez krzty magii. Ale czas zawsze z nas drwi. O wschodzie słońca, choć nie padły żadne słowa, wiedziałam, że mój kochanek odejdzie. Patrzył w milczeniu na białe mewy kołyszące się grzędach fal i mimo iż siedział obok mnie, na rozgrzanym słońcem piasku, myślami był gdzieś daleko, na innym brzegu, o którym śpiewało morze.
- A ja, mój drogi chłopcze, nie należę do osób, które łatwo oddają to, czego pragną…
Trzask rozsuwanych drzwi brutalnie przerwał opowieść. Zaskoczona Tomiko zmierzyła wzrokiem mnicha stojącego w progu i już w tym momencie instynkt podpowiedział jej, że coś jest nie tak. Miał, co prawda, zgolone włosy i szafranowy habit nowicjusza, jednak w jego postawie, gdy wkroczył do sali, nie było śladu pokory i układności.
- Zatrzymaj się i wyjaśnij powód najścia – rozkazała Tomiko, podnosząc się. Wtedy zauważyła sztylet w jego dłoni. Światło, odbijające się na wąskim ostrzu broni, hipnotyzowało.
Shun drgnął, niczym zbudzony z głębokiego snu.
- Tova, nie… Nie możemy – powiedział.
- Zatrzymaj się – nakazała Tomiko po raz wtóry, tym razem wypowiedziane słowa zawibrowały jej w gardle i na języku. Ale mężczyzna postąpił kolejny krok do przodu.
Nie miała szans minąć go, nawet jeśliby pobiegła, napastnik zdążyłby ją chwycić, a mimo, że był niski, siłą na pewno przewyższał jej możliwości. Nie po raz pierwszy przeklęła w myślach swoją wątłą posturę.
- Powiedz, o co chodzi. Porozmawiajmy – powiedziała, uważnie akcentując słowa.
- To na nic. On nie może cię słyszeć – wyjaśnił odruchowo Shun, jakby nie zdając sobie sprawy, w jakim świetle stawia go ta wiedza. – Jest głuchy
Głuchy. Uczą się – pomyślała Tomiko z mimowolną nutką uznania.
- Jestem bezbronna – oznajmiła. – Trzeba mnie chronić.
W tym momencie głuchy mnich zaatakował, czując, że kobieta gra na zwłokę. Szybkim krokiem pokonał odległość dzielącą go od Tomiko i wyprowadził pchnięcie. Shun, dzięki temu, że stał blisko, przyjął cios na siebie i z całej siły uczepił się ramienia napastnika. Na twarzy mnicha pojawiła się mieszanina zdumienia i przerażenia, gdy zrozumiał, co się stało. Ale Tomiko nie dała mu okazji poprawić błędu. Z całej siły trzasnęła go w głowę drewnianym taboretem. Obaj mężczyźni upadli.
Shun krzyknął. Najwyraźniej ostrze wbiło się głębiej pod ciężarem ciała.
Tomiko wzięła głęboki oddech. Nie było w nim już nic lawendowego, tylko metaliczny zapach krwi. Wypuściła powietrze ustami, uspakajając się.
Z wysiłkiem przetoczyła bezwładne ciało mnicha na bok. Przyklękła obok rannego.
- Przyciśnij to do rany, gdy wyjmę ostrze – powiedziała, wciskając mu zwinięty ręcznik do masażu w dłoń. Skinął głową, pobladły.
- To było bardzo odważne. Ocaliłeś moje życie.
- On i ja…
- Wiem.
- Boli – poskarżył się.
- Nie, już nie boli – powiedziała łagodnie Tomiko, ujmując jego dłoń.
Rysy chłopca wygładziły się. Krew przesiąkła przez prowizoryczny opatrunek i uciekała małymi strumyczkami pomiędzy jego palcami.
- Opowieść…
- Tak?
- Jak się skończyła?
- Koniec, hm – Tomiko zamyśliła się. – To było tak dawno temu, że sama już nie jestem pewna. Nikt nigdy go potem nie widział. Ludzie opowiadali sobie, że roztrzaskałam głowę swojego kochanka kamieniem, wycięłam i zjadłam jego język, by skraść dar pięknej mowy, a ciało rzuciłam na pastwę morza. Powtarzali to tyle razy, że czasem zastanawiam się, czy tak się nie stało. Może moja wersja to tylko coś, w co chciałam wierzyć? I powtarzałam sobie tyle razy, aż stała się wspomnieniem?
- Pamiętam, że stałam na brzegu, cała przemoknięta – mówiła dalej, nie zważając na puste już spojrzenie Shuna. – Mewy zerwały się do lotu, krzycząc spłoszone, a wiatr niósł ich żale pod niebiosa. Chciałam krzyczeć z nimi. Zamiast tego odwróciłam się i ścieżką wśród cieni wróciłam do domu.
Tomiko wstała, wypuszczając chłodną dłoń młodzieńca. Wyszła na taras i zeszła ku brzegowi.
Tak ją znaleźli ludzie generała Nakamury, wpatrzoną w daleki horyzont.
- Pani Tomiko, generał śle zapytanie, co uczynić z jeńcem.
- Jeńcem? Obawiam się, że nie wiem, o czym mówisz. Zamachowiec nie przeżył – oznajmiła chłodno, nie odrywając wzroku od morskiej toni.
Oficer drgnął, po czym skłonił się, przyjmując rozkaz do wiadomości.
- Ten chłopak, Shun – zapytała.
- Tak?
- Miał rodzinę?
- Matkę i siostrę. Mieszkają w rybackiej wsi, Sokuma, niedaleko stąd.
- Sprowadźcie je. Muszę z nimi… porozmawiać.
- Oczywiście, pani Tomiko.
Żołnierze odeszli, został tylko śpiew fal, wybiegających na ląd.

Tomiko wspominała.
- Jeżeli pozwolisz ludziom wystarczająco wiele razy powtórzyć słowa, staną się one dla nich prawdziwe. A prawda? Kogo obchodzi prawda – zaśmiał się, rozwinął skrzydła i skoczył. Spośród morskiej piany wzbił się ku słońcu biały albatros. Choć rozpytywała później, nikt inny go nie widział.

Powodzenia!
Bitwa trwa do 4 marca.



Awatar użytkownika
Magic
Dusza pisarza
Posty: 597
Rejestracja: pt 16 lis 2012, 11:31
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Niemcy
Płeć: Kobieta

Postautor: Magic » pn 25 lut 2013, 15:35

Tekst 1

Pomysł - 18 punktów.

Styl - 16 punktów.

Realizacja tematu - 9 punktów.

Schematyczność - 8 punktów

Błędy - 16 punktów.

Ogólnie - 16 punktów.

Ocena końcowa - 83 punkty

Bardzo mi się podobało! Wprawdzie przy pierwszej "kur..." domyśliłam się, iż chodzi o syndrom Touretta, jednak nie wpadłabym na to, że tylko udawany. :) W tekście jest kilka drobiazgów (nieścisłości?) które zaprzątają mi głowę, ale o nie zapytam autora już po ogłoszeniu wyników bitwy :)


Tekst 2

Pomysł - 16 punktów.

Styl - 16 punktów.

Realizacja tematu - 7 punktów.

Schematyczność - 9.

Błędy - 18 punktów.

Ogólnie - 16 punktów.

Ocena końcowa - 82 punkty

Super się czyta... połowy nie załapałam :) Teraz nie wiem... jest to wina tekstu czy mojej inteligencji? Nie rozumiem dokładnie na czym polega dar Tomiko, skąd go wzięła, a na pytanie, kto i dlaczego probuje ją zabić , nie przychodzi mi do głowy żadna odpowiedz...


Nie jest naj­ważniej­sze, byś był lep­szy od in­nych. Naj­ważniej­sze jest, byś był lep­szy od sa­mego siebie z dnia wczorajszego. - Mahatma Gandhi

"tylko grafomani nie mają żadnych wątpliwości odnośnie swojej tfurczości" - Navajero

Awatar użytkownika
Lady Kier
Umysł pisarza
Posty: 708
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta

Postautor: Lady Kier » pn 25 lut 2013, 15:48

Tekst I
Pomysł - 17 punktów - fajny motyw z ta jego chorobą. Potem kolejny szok, gdy sie okazało, że jednak udaje.

Styl - 15 punktów - lekko się czytało, bez dłuzyzn i przynudzeń. Narracja wartka i bez przegadania

Realizacja tematu - 10 punktów - super ujęcie z tym przezwiskiem "Złotousty"

Schematyczność - 6

Błędy - 18 punktów.

Ogólnie - 15 punktów

RAZEM: 81

Nie za bardzo zżyłam się z bohaterem. Byłam zdumiona jego zachowaniem i ciekawa coraz bardziej z każdym przeczytanym fragmentem, ale jakoś cięzko mi sie było z nim utożsamić.


Tekst II

Pomysł - 14 punktów

Styl - 18 punktów - urzekł mnie marynistyczny styl tego opowiadanka.

Realizacja tematu - 8 punktów - temat zrealizowany, aczkolwiek bardzo dosłownie

Schematyczność - 7

Błędy - 18 punktów.

Ogólnie - 18 punktów.

Ogólnie bardziej urzekł mnie styl, niż fabuła opowiadania. Przedstawiony obraz był bajkowy i żywy. Podobało mnie się.

RAZEM: 83



Awatar użytkownika
Mearqur
Pisarz domowy
Posty: 178
Rejestracja: śr 26 gru 2012, 00:53
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraina Umarłych
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Mearqur » pn 25 lut 2013, 20:00

Tekst 1

Pomysł - 16/20

Styl - 17/20

Realizacja tematu - 9/10

Schematyczność - 8/10

Błędy - 18/20

Ogólnie - 18/20

Ocena końcowa - 86

Tekst 2

Pomysł - 16/20

Styl - 15/20

Realizacja tematu - 7/10

Schematyczność - 7/10

Błędy - 14/20

Ogólnie - 15/20

Ocena końcowa - 74


Dawno się nie wciągnąłem tak, jak przy pierwszym tekście. Może akurat trafił do mnie główny bohater, nie wiem. Ale bardzo się spodobało opowiadanie i kilka motywów.

Przy drugim zaciekawiły mnie niektóre elementy, jednak trochę słabiej odczułem tą historię.

Mimo wszystko, dziękuję bardzo obojgu autorom za na pewno nie zmarnowany czas. Powodzenia!


A black secret in the shadows of ancient times
Forgotten knowledge the rocks now teach me
About the Trollking's war against a poisonous pig
The stone whispers, but it tells no lie.

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » śr 27 lut 2013, 11:45

Pomysł - Podoba mi się gra "przewidzianego" (odbiorca jest dumny) z "przewidywaniem przewidywanego"(autor jest dumny). . Autor wprowadza tę grę do przebiegu akcji. wyjściowe 20 Węzeł fabularny, sekwencje zdarzeń oryginalne. Koncepcja postaci, konfliktu i puenty - ciekawa. Niedopracowana, miejscami logicznie powstawały pytania o wiarygodność czy rzetelność psychologiczną. Zabieram po jednym za dziury w psychologii relacji pomiędzy trzema bohaterami i pospiech, 16/20

Styl - Brakuje plastyczności charakterystyk, barw postaci, korespondencji motywów. Sztywne dialogi, a przecież w kreowaniu postaci z koprolalią dialog to podstawa. Moim zdaniem styl to najsłabsza część tego opowiadania. Niekiedy język opisowo-szkolny 10/20 punktów.

Realizacja tematu - powiastka dydaktyczna z narratorem umoralniającym dość natrętnie, choć ciepło i spokojnie. Nie ma napięcia rzeczywistego, wychodzącego od bohatera, z jego emocji. Pośpiech zaszkodził. Złapawszy temat - świetny pomysł nie dałeś mu porządnie buzować. No i warsztatowe problemy pogorszyły efekt. 5/10

Schematyczność - Zapis dzienny to "myk" narracyjny? Papierowo trochę wyszła matka. Policjant Irek też.
Za zespół Touretta jako "sokoła" i "Złotoustego" przymykam oko na socjologiczne obrazki schematyczne jak sam schemat. 5/10
Błędy - są. bardzo są. 11/20

Ogólnie - za koncepcję fabuły i postaci złotoustej dałabym 20 - za całokształt i odczucia po lekturze dam połowę i jeden. 11/20


Ocena końcowa - 58?/100



Tekst nr 2
Pomysł: Złoty pył nieprawdy wielkich mitów, które dla mnie uosabia postać Tomiko i jej dar. Podoba mi się szkatułkowa konstrukcja baśni, koncepcja postaci i ich lekkość. Podoba mi się powaga, ważność myśli namalowanej piórkiem i pastelowymi kolorami.
18/20

Styl: Szeherezada nie trzasnęłaby taboretem. Jest taki parę stylistycznych obcości, jakby autor nie trzymał języka rzeczywistości za zębami Ładne, pełne zmysłowości stworzenie
klimatu przypowieści. 18/20

Realizacja tematu - są pogubione oczka łańcuszka łączącego uniwersum i konkret opowieści, przez co trochę gubi symetrię parabola. Zresztą nitka fabuły też trochę splątana 6/10

Schematyczność - kiedyś już tak było u smtk69. Schematyczność - klisze są ideą konstrukcji opowieści. 10/10

Błędy: zasadniczo leksykalne niedomknięcia, pośpiech wyboru. Ale czysto i bez dziur składniowych czy frazeologicznych. 18/20

Wrażenie ogólne: złoty pył, lawendowo, mądrze. Pod koniec popsuł klimat przypowieści chaosik pośpiechu 17/20

suma 87/100


Dziękuję obu Autorom.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
kfk
Umysł pisarza
Posty: 982
Rejestracja: pn 27 cze 2011, 16:45
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: kfk » śr 27 lut 2013, 13:08

Tekst 1
Pomysł - 18 punktów.

Styl - 15 punktów.

Realizacja tematu - 7 punktów.

Schematyczność - 8 punktów.

Błędy - 17 punktów.

Ogólnie - 10 punktów.

Ocena końcowa – 75
Wprowadzenie i sceny „domowe” napompowały mnie nadzieją na coś bardzo ciekawego. Wybrany punkt widzenia, trochę kuchenny sugerował naiwnośc i prostotę, ale jednocześnie uczuciowośc i emocje. I nagle pojawiaja się jak spod ziemi: plik z wyjaśnieniami chłopca, dzieweczka co się boi pająków, samobójstwo wreszcie bohatera. Motywacja postaci zaczyna bardzo kuleć. Jakoś nie kupuję, że bohater udawał chorobę. Po co ten wysiłek? Dla społecznego eksperymentu? Mało wiarygodne. Dla obrony przed światem? Ależ właśnie ta choroba narażała go na nieprzyjemności. Scena z dziewczyną w parku i wielką miłością opartą na porównywaniu fobii – no nie wiem, jakieś to na siłę, prawie komiczne. Zabrakło koncentracji na jednym wątku, homogeniczności tekstu. Mimo wszystko nota przyzwoita głównie za te sceny matczyne i za pomysł. Gdyby jeszcze realizacja...

Tekst 2
Pomysł - 16 punktów.

Styl - 18 punktów.

Realizacja tematu - 10 punktów.

Schematyczność - 6 punktów.

Błędy - 17 punktów.

Ogólnie - 16 punktów.

Ocena końcowa - 83
Plusy to konsekwencja opowieści, rytmiczność, minus to nieco mniejsza oryginalność pomysłu (ale bez przesady). Konwencja baśni pasuje nieźle, jednocześnie metafora siły języka, a właściwie opowieści może być aktualizowana na wiele sposobów (poszedłbym nawet w porównania z krwiożerczymi politykami ;) ) Styl wyważony, spokojny, idealnie pasuje do opowieści, to rodzaj tekstu, w którym nic nie przeszkadza mi w odbiorze „wizualnym”



Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » śr 27 lut 2013, 15:54

Tekst I

Pomysł - 17/ 20 punktów.

Styl - 14/ 20 punktów.

Realizacja tematu - 7/ 10 punktów.

Schematyczność - 7/ 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - 16/ 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - 16/20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - 77 punkty

Interesująca lektura, ale głowę bym urwała za to zakończenie. Bohater jest przewrotny, bawi się światem. Do tego motyw oszusta przyłapanego na oszustwie, które lepiej, by nigdy nie zostało ujawnione. Nie pojmuję dlaczego, Autorze, kazałeś mu popełnić samobójstwo. Wymowa, jej przewrotność byłaby o wiele większa, gdyby on wykorzystywał swoje kłamstwo całe życie. Również w kontaktach z kobietami. Przecież mógł tę znajomość wykorzystać całkiem inaczej. Całkiem! Scena spotkania z policjantem, który wie o kłamstwie, ale z powodu matki nic nie powie, byłaby przednia. Wyobraź sobie powitanie chłopaka, który mówi do Purota coś charakterystycznego dla swojego schorzenia, a on wie, że smarkacz sobie jaja robi! Ironia sytuacji... A z takim zakończeniem to mi się mniej podobało.
Poza tym- gratuluję.

Tekst II
Pomysł - 16/ 20 punktów.

Styl - 17/ 20 punktów.

Realizacja tematu - 8/ 10 punktów.

Schematyczność - 7/10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - 17/ 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - 17/ 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - 82 punkty
Autorze, podbiłeś moje serce tym zdaniem:
ancepa pisze:Tkał komplementy niczym barwne gobeliny, otulając nimi Tomiko, troskliwie i starannie.

Zagubiłam się od momentu nadejścia żołnierza. Za wiele niedopowiedzeń, jak dla mnie. :)
Wymowa opowieści przerażająca, ale tak ładnie napisana...


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3861
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » czw 28 lut 2013, 17:25

Tekst I

Pomysł: 12/20
Pomysły są tu właściwie dwa - pomysł główny, czyli "pierwotna" kreacja bohatera jest OK, ale pomysł na przewrotkę, czyli "a kuku, udawałem!" zupełnie mi się nie podoba. Uważam, że tekst poszedł przez to w złym kierunku.

Styl: 14/20
Bardzo nierówny. Kobiety (matka, Katarzyna) mają osobowość, którą ukazują poprzez sposób mówienia, natomiast mężczyźni (główny bohater oraz policjant) wypadają jałowo i papierowo. Fragment dziennika - fatalny i zupełnie niewiarygodny. Kto w ten sposób pisze dziennik? Chyba że ten dziennik miał zostać znaleziony i tak naprawdę to nie był dziennik, lecz list do policji, ale nie ma żadnej wskazówki, że tak należy ten zapis interpretować. No i na dodatek niektóre sformułowania są niezamierzenie komiczne: metafora z peletonem jej uczuć nie przekonuje mnie zupełnie. ;)

Realizacja tematu: 6/10
Gdzie jest złoto?

Schematyczność: 8/10
Schematy są, ale widać, że zostały użyte świadomie, z próbą wywinięcia na lewą stronę. Jednak uważam tę próbę za nieudaną, chociaż doceniam sam zamysł wykorzystania schematów w taki sposób. Tym razem nie wyszło, ale próbuj dalej, Autorze, bo ta ścieżka może doprowadzić w ciekawe miejsca.

Błędy: 16/20
Ile kwietniów mamy w roku, Autorze? To był dwudziesty dzień kwietnia. 20 kwietnia.


Ogólnie: 14/20
To nie jest zły tekst, ale mam wrażenie, że wylągł się z jajka (tj. umysłu Autora) za wcześnie. Nie rozumiem, dlaczego bohater skończył, jak skończył. Nie rozumiem, dlaczego żył, jak żył. Nie rozumiem, co naprawdę dla niego znaczyła relacja z Katarzyną. I nie rozumiem przesłania. Za dużo dziur.

Razem: 70/100



Tekst II


Pomysł: 17/20
Rzecz trudna do oceny, bo pomysł opiera się niemal w całości na kreacji bohaterki. Niby mało, ale ta kreacja jest rewelacyjna i daje radę to udźwignąć.

Styl: 15/20
Myślę, że jest to tekst nieprzeczytany na głos. Obrazy namalowane świetnie, ale brzmienie zgrzyta. Choćby to zdanie z końcówki: "Jeżeli pozwolisz ludziom wystarczająco wiele razy powtórzyć słowa, staną się one dla nich prawdziwe. A prawda? Kogo obchodzi prawda – zaśmiał się, rozwinął skrzydła i skoczył". To można oglądać, ale tego nie da się słuchać. W wielu miejscach tak jest - fraza rani uszy.

Realizacja tematu: 10/10
Nic dodać, nic ująć.

Schematyczność: 9/10
Jedynie umieranie Shuna uważam za przedstawione rażąco schematycznie. Reszta OK.

Błędy: 19/20
Drobnostki. I to przy tak trudnym tekście! Rewelacyjnie!

Ogólnie: 20/20
Pięknie wykreowana postać, świetny układ niedopowiedzeń (jaki to robi klimat!), ważne prawdy dotyczące odpowiedzialności za Słowo. Wszystko mi się podoba. I dreszcz emocjonalny jest, i zimny rozum nie śpi. Nic więcej mi nie potrzeba.


Razem: 90/100



Pozdrawiam Autorów!


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1130
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Filip » pt 01 mar 2013, 13:02

Tekst I

Pomysł - 16/20

Styl - 10/20

Realizacja tematu - 6/10

Schematyczność - 6/10

Błędy - 15/20

Ogólnie - 10/20

Ocena końcowa - 63

Pomysł jest niezły (16/20), tylko słabo wykorzystany. Wg mnie autor przesadził z zapełnianiem tego tekstu bohaterami - poprzez zmieszanie wątków, przekaz zupełnie się rozmywa (realizacja 6/10). Wg mnie policjant i dziewczyna są zbędni - te postaci zajmują zbyt dużo miejsca w tym tekście, ich historie są tylko dodatkiem (schematyczność 6/10). Mając pomysł, należało skupić się na jego wyeksponowaniu (relacja-matka syn zupełnie by wystarczyła). Błędy są (dlatego 15/20). Ogólnie, odniosłem wrażenie, że w parze z pomysłem nie idzie wykonanie (postaci, fabuła). Dlatego 10/20.

Tekst II

Pomysł - 13/20

Styl - 17/20

Realizacja tematu - 8/10

Schematyczność - 7/10

Błędy - 19/20

Ogólnie - 16/20

Ocena końcowa - 80

Pomysł jest lekko wtórny, ale ładnie (nienachalnie) wykorzystany (13/20). Styl świetny - baśniowy, senny klimat doskonale pasuje do opowiadanej historii (17/20). Realizacja tematu - jest, podoba mi się niedopowiedzenie w opowiadanej historii (8/10). Schematyczność (7/10): historia wydaje się znajoma, wszelkie skojarzenia maskuje świetne wykonanie. Błędy 19/20 (drobnostki).
Ogólnie: b. dobre wykonanie, świetny klimat, ciekawe postacie. Nie podobała mi się akcja z taboretem i po zastanowieniu, również ostatnie pożegnanie kochanków. Dlatego 16/20.


Coś tam było? Człowiek! Może dostał? Może!

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 770
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » ndz 03 mar 2013, 17:18

TEKST I

Pomysł - 19 punktów.

Styl - 13 punktów.

Realizacja tematu - 5 punktów.

Schematyczność - 6 punktów.

Błędy - 15 punktów



Ogólnie - 14 punktów.

Ocena końcowa - 72

Nie będę oryginalny. Kiedy doszedłem do sceny powitania, zagwizdałem sobie pod nosem. No, no…połączyć „złotoustego” z Tourettem i koprolalią, ja cię…czad. Ale potem było już gorzej. Wieża pomysłu na moich oczach, powoli przechylała się, by w finale runąć z hukiem pozostawiając stertę gruzu i żelastwa. Szkoda.
Opowieść poszła w złym kierunku. Na jej podstawie nie potrafię sobie wyobrazić dzieciaka udającego TAKĄ chorobę, nie potrafię uwierzyć, że naturalny dla nastolatka bunt miałby przybrać postać będącą w swej istocie wyrafinowaną zemstą na najbliższej osobie. Za co? To już bardziej prawdopodobna wydaje mi się motywacja zrodzona z chęci zainteresowania sobą kolegów, a przede wszystkim koleżanek. Ktoś, kto bezkarnie może obrażać wszelkie autorytety musi być swoistym celebrytą. Ciekawe, że w tekście środowisko rówieśnicze potraktowane jest zupełnie marginalnie.
Dobrze. Człowiek jest istotą zagadkową. Niechby Mateusz udawał. Ale wtedy musiałby być zupełnie inną postacią, inaczej opisaną, inaczej scharakteryzowaną. Ładunek psycho- i socjopatii zawarty w szczegółowym obmyśleniu i konsekwentnym realizowaniu takiego planu musiałby być wyrazem świadomej pogardy dla wszelkich świętości, wszelkiej normy i konwencji, uczuć, dla ludzi w ogóle. I niebywałej dyscypliny wewnętrznej, bo to nie jednorazowy wygłup, eksperyment, tylko życiowa rola ze wszystkimi tego skutkami. Na podorędziu mam chyba jedną literacką kreację tego rodzaju. Osiemnastoletni Hannibal Lecter w polskim bokowisku? Ktoś taki nie popełni samobójstwa, raczej zabawi się z Katarzyną w „milczenie owiec”. I nie zostawi czytelnego objaśnienia w laptopie. Można się jeszcze pobawić w przyczynę – okołoporodowe uszkodzenie mózgu, którego nikt wcześniej nie zdiagnozował? Brutalne molestowanie ze strony nieżyjącego ojca?
Poszło bardzo daleko.
Do dobrej opowieści opartej na tym samym pomyśle wystarczy założenie, że Mateusz w istocie JEST chory. Relacja z matką, funkcjonowanie w grupie rówieśniczej, na osiedlu, w dalszej rodzinie, którą zapewne Teresa i Mateusz posiadają, próby terapii i radzenia sobie z chorobą, to wystarczające tło. Pojawienie się młodej kobiety, zainteresowanej (z wzajemnością) Mateuszem to wystarczający motyw fabularny i dramaturgiczny kop. W takiej opowieści samobójstwo byłoby wiarygodnym, choć przejmująco smutnym zwieńczeniem dramatu. Chociaż równie dobrze można by napisać o błogosławionym wpływie jednej osoby z defektem na inną – równie ciężko doświadczoną. Z happy endem albo i nie – jak w życiu.
Tak więc fabularnie – świetny początek i niedobry koniec.
Przydałoby się pogłębienie charakterystyk postaci, autor prześliznął się trochę po najbardziej typowych, łatwych do wyobrażenia cechach. Teresa tylko płacze i się uśmiecha, gdzie złość? Na siebie, męża, syna, biedę, na Pana Boga za ciężkie doświadczenie?
Stylowo jest poprawnie i nic ponadto. Trochę za dużo łopatologii, nie, żeby zgrabne objaśnienia tu i tam nie były potrzebne, ale jako się rzekło: zgrabnie i w tylko w niezbędnych ilościach. Tekst z laptopa nie do przyjęcia.
Z błędami - moim zdaniem – nie jest tragicznie, więcej wynika z fragmentarycznie występujących nielogiczności, niż z nieumiejętnego posługiwania się językiem .Na tekście odcisnął swoją pieczęć pośpiech , co najwyraźniej widać w interpunkcji i niestarannej korekcie.
To jest bardzo dobry pomysł, mocny temat, naprawdę trzeba to jeszcze raz napisać. Proszę.

TEKST II

Pomysł - 16 punktów.

Styl - 16 punktów.

Realizacja tematu - 9 punktów.

Schematyczność - 7 punktów.

Błędy – 16 punktów

Ogólnie – 18 punktów.

Ocena końcowa – 82 punkty

Nie przepadam za skondensowanymi tekstami w baśniowej konwencji. Pewnie dlatego, że nie mając ostro zarysowanej akcji wymagają specjalnego rodzaju koncentracji, skierowanej na urodę obrazu i języka. Dlatego trochę się męczyłem przy pierwszym czytaniu. Ale potem było już tylko lepiej, wczytywanie się przynosiło coraz więcej przyjemności. Pomysł – pozbawiony efekciarstwa, ale solidny, dający się przetworzyć na miłą dla oka i umysłu materię, fabuła prosta, oparta na dobrze zobrazowanym atrybucie bohatera, styl w miarę konsekwentny, bogaty w odcienie i dostatecznie zróżnicowany wewnętrznie. Plastyczność opisów i scen uzyskana bez epatowania górnolotnym słownictwem. Duże wrażenie zrobiło na mnie dopracowanie tekstu, widoczna staranność i skupienie Autora objawiające się w pewnej „gęstości”, „mięsistości” pozwalającej na wielorakość odczytania i interpretacji. Błędy (a w zasadzie miejsca, wymagające interwencji, co na ogół przecież jest kwestią subiektywną) są nieliczne, ewentualne poprawki nie ingerują brutalnie w literacką tkankę czy istotę przekazu. Może poza sceną zamachu i finałem: w pierwszym przypadku nie udało się płynnie przeskoczyć wysoko zawieszonej poprzeczki, w drugim - jakby scena została „puszczona”, może z powodu zmęczenia Autora i ulgi, że to już koniec. :-)
Co do oryginalności – tę trudno mi jest ocenić, konwencja opowieści narzuca odwołanie do archetypów, powiedziałbym, że zostały zgrabnie wykorzystane.
Ładne, dojrzałe, przemyślane.
Z rytmem i melodią.
Gratulacje.

[ Dodano: Nie 03 Mar, 2013 ]
PS. Rzeźnię do tekstów zamieszczę w dyskusji o bitwach. Jeśli Miłych Autorów interesuje - zapraszam.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2803
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » wt 05 mar 2013, 21:02

[center]OFICJALNE WYNIKI BITWY
Caroll vs. Godhand[/center]





ZWYCIĘZCĄ ZOSTAJE: Caroll



Tekst pierwszy - Godhand - suma: 665 pkt; średnia: 73,88 pkt



Tekst drugi - Caroll - suma: 743 pkt; średnia: 82,55 pkt




Serdeczne gratulacje!




Wróć do „Bitwy z przeszłości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość