Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Zoraj vs ancepa

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2227
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Zoraj vs ancepa

Postautor: Grimzon » pn 13 maja 2013, 19:31

[center]Zoraj vs ancepa[/center]


[center]Morze zaczęło, wrzeciono skończyło. [/center]


Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.

Styl - max 20 punktów.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - zsumowane punkty


Termin oceniania do 2 czerwca do północy.

Teksty do mnie na PW.
Ostatnio zmieniony ndz 26 maja 2013, 23:56 przez Grimzon, łącznie zmieniany 3 razy.


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!

Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.
:ulan:

Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2227
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Grimzon » ndz 26 maja 2013, 23:51

Tekst 1:

Ostatnia krowa na Wrzecionie


wwwWytarłem twarz wierzchem dłoni i rozmazałem sadzę na policzku.
Na strychu było gorąco, kurz i pył ze starych gazet tańczył w bladym świetle północnego okna. Przetarłem osmaloną szybę.
wwwTam, daleko, na złotym piasku sopockiego wybrzeża, gdzie obwieszona sieciami rybackimi knajpka ” Piaskownica” kusiła zapachem smażonej ryby, spotkałem przed laty swoje szczęście.
wwwMorze wszystko zaczęło, gdy z pienistych fal wypuściło syrenę wprost przed moje oblicze.
wwwKrystyna była tak piękna, że skłonny byłem uwierzyć nawet w to, że jest inkarnacją Afrodyty, zrodzonej z piany morskiej. Chodziłem za nią tak długo, aż zauważyła moją obecność. Była zdziwiona prawie tak samo jak ja. Zacząłem komplementem i zostałem porażony iskrami złości .
w- Przyjechał sobie studencik na wakacje i myśli, że miejscowe dziewczyny czekają na takich, pożal się Boże, książąt z bajki. – Owinęła ręcznikiem swoje krągłe kształty i ruszyła powoli przed siebie.
wwwNigdy nie zrozumiem jaka siła gnała mnie naprzód, ale czułem, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ona jest tą jedyną.
Omijałem nagie bobasy, sprzedawców krzyczących „Lody bambino”, parawany, kocyki, rozbite szkło.
w- Przepraszam, przepraszam – wołałem jak zacięte radio na westchnięcia oburzonych plażowiczów, obsypanym złotym, sopockim piaskiem.
w- Krystyna!
Stanęła wpół kroku i odwróciła się nagle, pryskając moją twarz ociekającymi wodą włosami.
w- Skąd znasz moje imię? – zapytała, marszcząc brwi. Uniosłem powoli rękę.
w- Na ręczniku jest wyhaftowane twoje imię.
Krystyna uśmiechnęła się blado. Przymknęła oczy i wystawiła twarz do słońca, a ja stałem i kopałem stopą dołek w piachu.
- Może pójdziesz na kawę? Na lody? Na obiad? Na ciastko? Na imprezę? Gdzie tam lubisz chodzić? – pytałem z rezygnacją w głosie.
w- Na łąkę.
w- Na… łąkę? – zdziwiłem się.
w- Tam lubią chodzić głupie krowy. – Złapała mnie za rękę, a potem już się nie rozstawaliśmy.
Zabierałem ją wszędzie, do kina, do teatru, do baru. To były najpiękniejsze chwile, spędzaliśmy każdą chwilę razem. Byliśmy kilka razy na dyskotece, zabierałem ją do baru, na rybę i frytki. Śmiała się radośnie, a ja wiedziałem, że już całe życie chcę słuchać tego śmiechu.
Zbieraliśmy razem muszle, bursztyny, opalaliśmy się w słońcu i rozmawialiśmy o życiu. Zawsze powtarzała:
w- Dla ciebie to chwila, wakacje. Nigdy nie będziesz moim księciem. A ja nie jestem księżniczką.
Nie przyjmowała moich pochwał, że pięknie śpiewa, że przepysznie gotuje, że jest piękna.
w- Nie mam nawet matury, jestem biedna i pracuję w smażalni ryb. Jestem twoją przygodą, niedługo będę twoim wspomnieniem.
Złościło mnie to, że nie wierzyła w siłę mojego uczucia.
wwwSpędziłem z Krystyną całe lato, ale w końcu musiałem wracać. Ostatniego dnia wakacji uklęknąłem na kolano i wręczyłem bursztynowy pierścionek. Przyjęła go, ale nie założyła na palec.
w- Żegnaj przyjacielu – odparła i to zabolało mnie bardziej, niż wszystko, co kiedykolwiek sprawiło mi cierpienie.
w- Będę pisać listy – powiedziałem wtedy. – Musisz mnie odwiedzić. Mam mieszkanie na Wrzecionie.
wwwPuściła wtedy oczko i uśmiechnęła się tak, jakbym nie był jej obojętny. Moja Krystyna.


wwwWysyłanie ręcznie pisanych listów nie wystarczyło. Myślałem tylko o niej. W piątek wychodziłem z domu, wsiadałem w pociąg i jechałem do Sopotu żeby pobyć z nią chociaż trzy godziny.
Zamiast się cieszyć, narzekała.
w- I po co przyjeżdżasz? Żebym o tobie nie mogła zapomnieć? Zasługujesz na piękną, mądrą i dobrą żonę. Nie na taką jak ja.
wwwMógłbym mówić, że jest moją panią, moja damą serca, królową, wiecznym szczęściem, mógłbym całować ją po dłoniach, a i tak nie uwierzyłaby w moje słowa. Myślałem wtedy „ Czy kiedykolwiek zdołam obudzić ją z tego snu? Czy kiedykolwiek otworzy oczy na to, ile daje mi szczęścia?”

[center]*[/center]


wwwPrzekładałem stare gazety na stryszku, aż wzrok przykuła fotografia w „Stolicy” z 1967 roku. Kolorowe zdjęcie ukazujące nowe bloki na ulicy Marymonckiej, otoczone zielonymi pastwiskami. Na samym brzegu zdjęcia, po prawej stronie, widniał fragment krowy. Żuła trawę i nie obchodziło jej ani trochę, że za jej plecami wyrasta nowa Warszawa.
wwwCzy artysta fotografik miał taki zamysł, aby ukazać pół krasuli, czy może nieświadome zwierzę przypadkiem weszło w kadr? To samo zdjęcie pokazywałem kiedyś Krystynie.
Nie znałem odpowiedzi na pytanie, ale ona na wszystko miała własną teorię.
w- To ostatnia krowa na Wrzecionie, Mareczku. Kiedyś żyły tutaj wolno, jak ptaki, ale z ziemi zaczęły wyłaniać się betonowe wieżowce, wyrastały z przerażającą prędkością jak chwasty i pożerały pastwiska. Krowy nie miały już miejsca dla siebie, cierpiały, a potem wyginęły. To dlatego Warszawa nigdy nie będzie miastem mlekiem i miodem płynącym.
w- Zamieszkaj ze mną. Będziesz ostatnią krową na Wrzecionie.
Krystyna śmiała się tak długo, aż w końcu spakowała wszystkie walizki i przyjechała do Warszawy.

[center]*[/center]

wwwWrzuciłem do kominka ostatnią gazetę. Otrzepałem się z kurzu i zszedłem po schodach do przedpokoju.
wwwKamil i Krzysztof siedzieli przed telewizorem. Kasia malowała rzęsy czarną maskarą.
w- Zajmuję łazienkę, bo będę brać prysznic. Jedziecie potem ze mną do mamy?
wwwKasia odburknęła, że przecież idzie do przyjaciółki na imprezę urodzinową, Krzysiek zaczął tłumaczyć, że następnego dnia ma klasówkę z matematyki, a Kamil obiecał, że pojedzie następnym razem.
wwwDzieci już dawno straciły nadzieję, próbowały ułożyć swoje życie na nowo i nie dać się smutkowi. Cieszyłem się, że sobie radzą, że są silne. Zostałem ostatnim marzycielem, jedynym, który wierzył, że Krysia znowu wróci na Wrzeciono.

[center]***[/center]

wwwKrystyna leżała w białej pościeli z włosami rozrzuconymi po poduszce. Spała, a lekarze orzekli, że to nieodwracalny stan komy.
w- Jeżeli się obudzi, nie będzie pamiętać nic z tych chwil. Tylko ciemność. – powtarzał za każdym razem doktor Chęcek, a potem zostawiał mnie sam na sam z Krysią.
wwwW pomieszczeniu było jasno, a wiatr wpadający przez uchylone okno przypominał mi bałtycką bryzę. Na szpitalnej szafeczce układałem muszelki i bursztynki. Robiłem tak za każdym razem, a potem chowałem wszystko do kieszeni, żeby nie przyuważyli moich wybryków pracownicy szpitala.
w- Krysieńku – całowałem jej dłonie – Gdybyś nie przyjechała na Wrzeciono, wciąż byłabyś sopocką syrenką.
wwwNigdy nie dowiem się, co naprawdę się stało. Odprowadziła Kamila do szkoły, potem poszła na targowisko po pomidory i ziemniaki. Znaleziono ją nieprzytomną na chodniku, z rozciętym czołem. Od tamtej pory ani na chwilę nie odzyskała świadomości.
wwwPochyliłem się i ucałowałem jej usta. Za każdym razem wierzyłem, że magiczny pocałunek przywróci ją do życia, nawet jeśli ma to nastąpić za sto lat.
wwwAle Krystyna nigdy nie uwierzyła w to, że jest księżniczką.




Tekst 2:

WWWTowarzystwo ludzi mnie męczy. Działam na baterię, którą muszę ładować przez dłuższy czas, żeby chociaż jeden dzień spędzić wśród innych. Moim mottem życiowym mogłoby być: co za dużo to nie zdrowo. Lubię uciekać do cienia, chować się przed światem. Przebywanie w centrum uwagi jest dla mnie najgorszą torturą. Owszem, może to brzmieć nierozsądnie, ale takie już są emocje i taki już jestem ja. Oto krótka opowieść o weekendzie, podczas którego moje fobie zostały poddane prawdziwemu wyzwaniu.
WWWKilka dni temu jeden z moich niewielu znajomych, można by powiedzieć przyjaciel, zaprosił mnie na weekend nad morzem.
WWW– Chodź, Olek, rozerwiesz się – zachęcał Adrian. – Piątka osób, namiot, życie jak za studenckich czasów.
WWWMówił tak, jakby te czasy minęły co najmniej dwadzieścia lat temu. A ja wciąż w szafce trzymałem stosy papierów z zeszłego roku.
WWWMusiał mnie długo namawiać, ale w końcu poddałem się i zdecydowałem, że pojadę. Spędziliśmy osiem godzin w piekielnie gorącym pociągu, jednak towarzystwo okazało się całkiem sympatyczne. Musiałem poznać trzy nowe osoby, co stanowiło dla mnie problem sam w sobie, ale uporałem się i z tym. Niejaki Irek oznajmił, że zamierza spędzić cały weekend na piciu do oporu. Mnie by to nie przeszkadzało. Siedziałbym sobie razem z resztą, nie musiał poznawać kolejnych ludzi, a większość czasu zajęłyby kąpiele w morzu lub wygłupianie się na plaży. Pogoda była gorąca od niemal dwóch miesięcy, więc i Bałtyk podobno dawał się lubić. A Irek miał wrodzony dar przekonywania, prawdziwa dusza towarzystwa, to byłem optymistycznie nastawiony.
WWWCamping też okazał się w porządku. Całkiem blisko do morza, a sam fakt niemal czterdziestu stopni w cieniu wygonił większość osób do pensjonatów z klimatyzacją. My mieliśmy pokonać upał wraz z przenośnym wiatraczkiem Adriana. Trzeba go było co godzinę nakręcać, energicznie ruszając niewielką korbką, co powodowało dość głośny i nieprzyjemny dźwięk. Miałem wątpliwości, czy w ogóle opłacalne było kręcenie – Adrian musiał spędzać nad tym mnóstwo czasu, pocąc się z powodu opornej korbki, a sam wiatrak odpłacał leniwymi ruchami przez następne kilkadziesiąt minut. Adrianowi to jednak nie przeszkadzało i kręcił z uśmiechem.
WWWDo wieczora zorganizowaliśmy nasz mały obóz, kupiliśmy zapasy w pobliskim (oczywiście niemiłosiernie drogim) sklepie i poszliśmy nad morze. Plaża była bardzo oblegana, ale udało się znaleźć dobre miejsce.
WWWA wtedy ją zobaczyłem. Stała, pięknie zlewając się z okolicznym piaskiem. Wspaniała siatka do gry.
WWWUwielbiam grać w siatkówkę, plażową czy zwykłą; kopiąc nogami, czy uderzając rękoma. Upał mi nie straszny, a niech się spocę, co tam. Akurat dwie osoby już grały, więc razem z Anną, która miała świetne warunki do gry, postanowiliśmy zaproponować debla. Swoją drogą dziewczyna z wyglądu kogoś mi przypominała, ale nie chciałem o tym nawet wspominać w rozmowie.
WWW– Pójdziemy pograć z Anką – powiedziałem reszcie.
WWW– Więcej dla nas! – triumfalnie odparł Irek, wyciągając jakąś butelkę z plecaka.
WWWDruga dziewczyna, Daria, wzruszyła ramionami i położyła się na ręczniku, licząc na resztki niemal już wieczornego słońca. Adrian w ogóle nie zwrócił na nas uwagi, gdyż zajmował się kręceniem wiatraka.
WWWZagraliśmy dwoje przeciwko dwóm i – muszę przyznać – całkiem nieźle nam szło. W czasie całej godziny graliśmy przeciwko czterem parom, z czego jedynie ostatnia nas pokonała, co mogę swobodnie przypisać zmęczeniu.
WWWGdy po krótkiej kąpieli w morzu wróciliśmy do reszty, słońce powoli chowało się za horyzontem. Irek otwierał kolejne piwo, dyskretnie popijając czymś mocniejszym, a Adrian co chwilę chował puste puszki do plecaka. Wszyscy troje wyglądali już na nieco wstawionych.
WWW– Pokażę sztuczkę – oznajmił Irek, wyciągnął z plecaka portfel i zaczął w nim grzebać.
WWWUsiadłem obok niego.
WWW– Ta moneta. – Pokazał nam pięciozłotówkę. – Będzie mnie motyw... wała do dalszego działania.
WWWCzyli picia, jak łatwo się można było domyślić. Adrian szepnął mi na ucho, że Irkowi ostatnio odwala, ponieważ właśnie zostawiła go dziewczyna. Ale co złego może zrobić z monetą?
WWW– Proszę – odpowiedział, jak gdyby czytał w moich myślach.
WWWPołożył pięciozłotówkę na języku, po czym przechylił butelkę z piwem i zaczął pochłaniać jej zawartość. Zjadł monetę.
WWW– Ble! – skomentowały naraz obie dziewczyny.
WWW– Nic się nie martwcie! – wrzasnął Irek. Uderzyłem go w bok, żeby był trochę ciszej. – Spoko, w porządku. Teraz mam dwa wyjścia: albo piję i wymiotuję, a moneta jest moja; albo czekam do jutra, a moneta... No, wiecie.
WWWByć może nie zdawał sobie sprawy, że obie opcje wydają się co najmniej obrzydliwe.
WWWW spokoju usiedział nie więcej jak pięć minut. Stwierdził, że pora popływać, a ja wymieniłem z Anką porozumiewawcze spojrzenie. Chcieliśmy go odwieść od tego pomysłu, ale niestety nie udało się. Irek wskoczył do wody, a nam pozostało jedynie obserwować, coby się nie utopił. Minęła najwyżej minuta, gdy straciliśmy go z oczu.
WWWOczywiście to ja musiałem interweniować. Choć pływak ze mnie dość marny, podpłynąłem do miejsca, gdzie ostatni raz go widzieliśmy i zanurkowałem. Naturalnie już po chwili złapał mnie skurcz. Na szczęście Irek wynurzył się o własnych siłach. Złapałem jego ramię i efekt był taki, że to on bardziej ratował mnie, trochę niezdarnie płynąc w kierunku plaży. Okoliczni ludzie nawet nie zauważyliby, że trwa jakaś pseudo akcja ratunkowa, gdyby Daria nie zaczęła śmiać się wniebogłosy. Przez to, gdy wyszliśmy z wody, zebrała się spora grupka gapowiczów, w tym i Adrian z Anką. Rzecz, której najbardziej nie cierpię – skierowali swoje spojrzenia na mnie.
WWW– O, rany, będę... – usłyszałem gdzieś z lewej głos Irka.
WWWZwymiotował obok stóp Adriana, gdy ten żywiołowo kręcił korbką od wiatraka. Irek z radością przyjął fakt, że monety nie będzie musiał szukać w toi–toiu.
WWWJa zaś musiałem tłumaczyć zachowanie swoich znajomych przed grupą co najmniej dwudziestu osób. Po kilku minutach zaschło mi w gardle, a oczy dawały znać, że powinienem wrócić do cienia. Moje ciało jest w stanie przyjąć uwagę innych osób tylko, jeżeli jest zajęte czymś innym, jak na przykład gra w siatkówkę.
WWWNie minęło dużo czasu, a przyszedł jakiś policjant czy inny strażnik nadmorski i wlepił nam mandat za zakłócanie porządku publicznego. Akurat na plaży prędzej powinien przybyć ratownik, no ale cóż... Nie miałem sił, by się z nim kłócić, więc przyjąłem karę ze spokojem. Jak idealny obywatel, chcący załatać dziurę budżetową.
WWWW sobotę i niedzielę temperatura przeszła samą siebie, zapewniając nam prawdziwie afrykańskie doznania. Okazało się, że to inni mieli rację, wybierając pensjonaty z klimatyzacją. Przynajmniej wtedy oszczędziłbym na namiocie, który częściowo się stopił.
WWWMorza mam już dość na długi czas.

***


WWWWynajmuję niewielkie mieszkanie w starym bloku na warszawskim osiedlu o sympatycznej nazwie Wrzeciono. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie sąsiad z dołu, który jest jeszcze gorszym zrzędą ode mnie. Pan Radosny już dawno przekroczył siedemdziesiąt lat, zakończył trzy małżeństwa, doczekał się trojga dzieci, kilku wnucząt i hemoroidów. Nazywa mnie „cholernym szczęściarzem”, bo on w moim wieku miał już rozwód na koncie i pierwsze siwe włosy, a mi przypadły w udziale tylko równie odstające uszy. Facet potrafi stukać miotłą o sufit, kiedy wieczorem chodzę do toalety, a na wycieraczce kilka razy zostawiał mi prezent w postaci martwej myszy. Choć jego kot bywa równie wredny, akurat futrzak nie ma ochrypłego śmiechu. Radosny nie przepuszcza okazji, żeby obserwować efekty swoich kawałów. Sąsiad jak z dowcipów.
WWWW niedzielę wieczorem nalewałem sobie wody do wanny, żeby chociaż w ten sposób odpocząć po męczącym weekendzie. Wtedy zadzwonił do mnie Adrian, by po raz kolejny zapewnić, że wraz z Irkiem i Darią zapłacą mandat. W tamtej chwili mogłem mu wmówić, że zdemolował całe pole namiotowe, a on i tak nie zawahałby się pokryć kosztów. Z weekendu pamiętał jedynie upał i duszne przedziały w pociągu, ale ja postanowiłem wykorzystać inną jego wiedzę, czyli wypytać o Ankę. Rozmawialiśmy dość długo, przez co całkowicie zapomniałem o rzeczywistości.
WWWI zalałem łazienkę. Chyba ze względu na męczącą podróż powrotną nie zwróciłem wcześniej uwagi na to, że otwór odpływowy w wannie jest zatkany. Efekty dały o sobie znać nawet poza łazienką, obmywając połowę przedpokoju. Od razu gdy to zobaczyłem, rzuciłem telefon na kanapę i pobiegłem zakręcić kran oraz wyciągnąć korek. Brodząc po kostki w wodzie zabrałem się za odprowadzanie wody wszelkimi możliwymi środkami. Napełniałem miski, kubki, potem moczyłem kolejne szmaty – wszystko ze złudną nadzieją, że nie zalałem swojego kochanego sąsiada. Oczywiście zalałem.
WWWRadosny przyszedł w bynajmniej nieradosnym nastroju. Tak mocno stukał pięścią w drzwi, że musiałem przerwać swoje zajęcie i otworzyć w obawie przed kolejnymi szkodami. Facet ma wigor, muszę przyznać.
WWW– Te, absztyfikant – powiedział z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie – zalałeś mi pan łazienkę.
WWW– Miałem awarię odpływu, pokryję wszystkie straty – zapewniłem.
WWWWtedy usłyszeliśmy kobiecy krzyk gdzieś z klatki schodowej:
WWW– Już nie cieknie, dziadku!
WWWPo chwili przyszła Anka. Już przypomniałem sobie, skąd ją znam – czasami odwiedzała Radosnego.
WWW– Olek? – zdziwiła się. Wyglądała na zadowoloną ze spotkania. – Nie wiedziałem że mieszkasz na Wrzecionie. Dziadku, zaprosimy Olka na kolację? – Rzuciła Radosnemu krótkie spojrzenie, po czym ponownie zwróciła się do mnie: – Chodź, zjesz z nami. Moja ciotka zrobiła swoją słynną sałatkę owocową, koniecznie musisz spróbować.
WWWZ jednej strony byłem zadowolony ze spotkania, z drugiej jednak wprost przeciwnie, gdyż ponownie musiałem nałożyć swoją maskę, by zagrać w grę „poznaj nowych ludzi”.
WWWA było kogo poznawać. Na kolację zjechała się chyba cała rodzina, aż musiałem przynieść krzesło ze swojego mieszkania. Anka przedstawiła swoich rodziców, brata, dwie ciotki, wujka i trzech kuzynów. Jej obecność jakoś wyjątkowo dobrze na mnie podziałała, gdyż w miarę bezboleśnie udało mi się przetrwać całą godzinę wśród dowcipów na temat zalanych łazienek i problemów hydraulicznych.
WWWWeekend był kosztowny nie tylko ze względów finansowych. Ale może dzięki tym kosztom zyskałem coś lepszego? Z całą pewnością mogę stwierdzić, że dużych i małych zbiorników wodnych mam już dość. Od dzisiaj myję się tylko pod prysznicem.


Notka od autora: Wrzeciono jest prawdziwym, warszawskim osiedlem.
Ostatnio zmieniony pn 27 maja 2013, 17:42 przez Grimzon, łącznie zmieniany 2 razy.


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!



Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.

:ulan:

Awatar użytkownika
Lady Kier
Umysł pisarza
Posty: 708
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta

Postautor: Lady Kier » pn 27 maja 2013, 13:11

Tekst pierwszy


Pomysł - 18/20

Styl - max 12/20

Realizacja tematu - 10/10

Schematyczność - 7/10

Błędy - 18/20

Ogólnie - 19/20

Ocena końcowa - 84/100

Początek mnie przeraził. Prostota niemal graniczyła z tandetą. Może to przez moje nastawienie do tektu... Ale ogólnie MEGA mi się podobało. Szczególnie ostatnie zdanie. "Śpiąca Królewna" w starciu z rzeczywistością. Mam rację? W bajce królewna również ukuła sie w palec wrzecionem, dlatego zasnęła, a obudzić ja miał pocałunke księcia... Ahhhhh, cudowne! Mnie porwało!

Tekst trzeci

Pomysł - max 10/20

Styl - max 12/20

Realizacja tematu - 10/10

Schematyczność - max 5/10

Błędy - 18/20

Ogólnie - 12/20

Ocena końcowa - 67/100

Tekst symaptyczny, nie powiem, ale trochę się dłuży. Jasna narracja, wiadomo o co chodzi, ale brakło mi tu emocji. Jakiegos fikołka. Czułam się trochę, jakbym czytała napisaną na szybko relację z wakacji. Stąd trochę niższa ocena. Oczywiście plus za miejscowe przebłyski poczucia humoru i za zagadnkę z monetą :-) Z tym jeszcze się nie spotkałam wcześniej.

Pozdrawiam autorów!
Ostatnio zmieniony pn 27 maja 2013, 17:52 przez Lady Kier, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 746
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Erythrocebus » sob 01 cze 2013, 21:55

Tekst 1

Pomysł - 13
Styl - 16
Realizacja tematu - 8
Schematyczność - 6
Błędy - 18
Ogólnie - 14
Ocena końcowa - 75


Tekst 2

Pomysł - 7
Styl - 11
Realizacja tematu - 8
Schematyczność - 5
Błędy - 12
Ogólnie - 10
Ocena końcowa - 53


Komentarz:

Mieszane uczucia. Pomysłowo teksty mi się zlały. Tu morze i tu morze. Tu warszawskie Wrzeciono i tu warszawskie Wrzeciono. Z jednej strony nie Wasza wina, ale z drugiej - owszem. To świadczy o czymś. O czym?

Oba mają podobną budowę. Pierwsza część akcji nad morzem, druga w Warszawie. Dlatego uciąłem za schematyczność.

Tym, co sprawia, że pierwsza miniaturka wygrywa, jest styl. Przyjemnie się czytało. Gdzie przy tekście drugim (proszę mi wybaczyć) męczyłem się i zasypiałem.

Plus za konstrukcję bohaterki-krowy-królewny. Że nie wierzy w swoje bycie księżniczką - tragicznie ładne. Tu bym szukał kluczyka. I za podpowierzchniowe powiązanie śpiącej panny z wrzecionem.

Dla drugiego tekstu minus za bardzo słaby pomysł na opowiadanie. Zupełnie nie spodobał mi się ten motyw z monetą. A że zalał mieszkanie wodą... Nawet jak bardzo chcę, nie mogę znaleźć w tym nic ciekawego. Tak jak wspomniała Lady Kier: Napisane na kolanie wspomnienie z wakacji.

I jeszcze coś:
Uwielbiam grać w siatkówkę, plażową czy zwykłą; kopiąc nogami, czy uderzając rękoma.

Przeraziło mnie trochę to zdanie.

Ps. Nie wiem o co się mnie pyta w kategorii "realizacja tematu".


www.huble.pl - planszówki w klimacie zen!

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 3662
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Godhand » sob 01 cze 2013, 22:20

Tekst 1


Pomysł - 18/20

Tak naprawdę gdyby Autor opisał mi pomysł nie pokazując tekstu oceniłbym na max 15.
Jednak to ile udało się z tego pomysłu wyciągnąć, jak zręcznie udało się ominąć jakąkolwiek sztampę (o co w takiej tematyce niezmiernie według mnie trudno) zasługuje na ocenę 18, a może i więcej.

Styl - 16/20.

Przyjemny i nic mi w nim nie przeszkadzało, lecz nic też nie zachwyciło.

Realizacja tematu - 7/10.

Dość dosłowna ale jest. Szczególnie wyraziście "wrzeciono skończyło" niestety.

Schematyczność - 6/10.

Schemat to czy nie schemat? Wzięto na warsztat bajkę, przerobiono na doskonały kawałek obyczajowo-dramatyczny. Sam nie wiem więc asekuracyjnie.

Błędy - 18/20.

Według mnie zaledwie kilka drobnych.

Ogólnie - 17/20.

To jest dla mnie bardzo dobry tekst.
Dlaczego?
Bo celnie trafia mnie tam, gdzie nie każdy obyczaj. Jest lekko gdzie ma być lekko i ciężko gdzie ma być ciężko. Emocje są wyważone, dozowane z aptekarską precyzją. Bardzo mi się podobało.

Dzięki Autorze!

Ocena końcowa - 82



Tekst 2



Pomysł - 12/20.

Powiem krótko, nie ujął mnie.

Styl - 14/20.

Jest w miarę w porządku, lubię ironiczną narrację ale nie wtedy kiedy ma być "motorem".

Realizacja tematu - 7/10.

Jest dosłowna. Liczyłem na przewrotki interpretacyjne (jak i w tekście numer jeden).

Schematyczność - 5/10.

Mam wrażenie że podobnych historii już kilka było.

Błędy - 17/20.

Chyba kilka (albo mam kiepski dzień :) )

Ogólnie - 15/20.

Przeczytałem. Nie bolało, ale zapomniałem natychmiast.

Ocena końcowa - 70.

Tekst jak najbardziej poprawny, nic we mnie jednak nie pozostawił.


Dzięki za bitwę!


G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3861
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » sob 01 cze 2013, 22:31

Tekst I

Pomysł: 12/20
Nie jest to pomysł, który pozwoliłby latać wysoko, ale co można było z niego wycisnąć, to zostało wyciśnięte.

Styl: 14/20
Przeszkadza mi bardzo brak zmiany tonacji w końcówce. Historia staje się smutna (albo wręcz mroczna), a jest opowiadana tak samo lekko, jak złoty, wakacyjny początek. Ale plus za tę uzasadnioną w pierwszej części lekkość oraz za poczucie humoru z krową.

Realizacja tematu: 8/10

Jest morze i jest wrzeciono, tylko brakuje mi ich aktywności - jaki wpływ miało morze na pojawienie się Krystyny, poza tym, że było? Może chodzi o to, że nigdzie indziej ona nie chodziłaby rozebrana, więc on by się kształtami jej ciała nie zachwycił, bo nie widziałby ich aż tak wyraźnie? Ale to taka dość naciągana interpretacja. Jaki wpływ miało Wrzeciono na zakończenie? Gdyby tam była jakaś sugestia, że krzywdę zrobił jej typek z tego osiedla, że to było na tyle specyficzne, iż nie mogło się zdarzyć nigdzie indziej...
Oba miejsca są tłem, ale nie są aktywnymi uczestnikami wydarzeń, a z tematu wynika, że powinny być, czyli: "morze" i "wrzeciono" są, "zaczęło" i "skończyło"... bardzo mgliście i anemicznie są. ;)

Schematyczność: 6/10
Miłość i śmierć (znaczy, zaśnięcie) - no, schemat, aż zęby bolą. Tylko krowa ratuje sytuację.

Błędy: 18/20
Kilka drobiazgów.

Ogólnie: 14/20
Plusy: klimat (szkoda, że nie złamany w odpowiednim momencie choćby zmianą rytmu i/lub sposobu obrazowania), poczucie humoru, ciekawe wykorzystanie motywu baśniowego. Minusy: schemat. Ładna opowieść, ale czegoś w niej jeszcze brak.

Razem: 72


Tekst II

Pomysł: 6/20

Szczerze mówiąc, nie widzę tu żadnego pomysłu na opowieść. Nic, poza desperacką i chaotyczną próbą połączenia morza z wrzecionem. No to wyceniam tę próbę na 6.

Styl: 12/20
To jest styl-zagadka. Pierwsze kilka zdań podobało mi się bardzo. Wstęp sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z naprawdę interesującym bohaterem. Ale później... gdzie Autora poniosło i po co, to ja nie wiem i nie rozumiem. Bohater okazuje się banalny i zwyczajny, historia też, a styl za tym wszystkim podąża rączo - na łeb, na szyję... Monotonia przeplatana niezręcznościami. Poczułam się zrobiona w balona - najpierw Szanowny Autor zademonstrował, że potrafi, a potem pokazał figę! Nieładnie!

Realizacja tematu: 8/10
To samo, co przy pierwszym tekście: jest morze i jest wrzeciono, tylko brakuje mi ich aktywności.

Schematyczność: 7/10
Próba ucieczki od schematu za wszelką cenę. Cena okazała się za wysoka - końcówka (cudowne odnalezienie Anny piętro niżej) jest dla mnie kompletnie niewiarygodna. Na dodatek bohater przedstawiony na początku całkiem wypadł z roli i doznał równie cudownej przemiany w wyniku interakcji z cudzymi wujkami i ciotkami. Autorze! Robisz nas w trąbę!

Błędy: 12/20
Sporo stylistycznych. Plus ortograf.

Ogólnie: 10/20
Nie podoba mi się! I rozzłościłam się, bo Autora wyraźnie stać na coś lepszego, a nie dał!

Razem: 55

Pozdrawiam!


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Humanozerca
Debiutant
Debiutant
Posty: 831
Rejestracja: śr 17 kwie 2013, 17:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Humanozerca » ndz 02 cze 2013, 01:25

Tekst 1.

Pomysł - 10,
Styl - 16,
Realizacja tematu - 8,
Schematyczność - 10,
Błędy - 18,
Ogólnie - 10.

Ten pierwszy tekst jest lekki? Nie, nie zgodzę się z poprzednikami. On jest drętwy, patetyczny, nieprzemyślany. Mam uwierzyć, że dziewczyna w typie chojraka, która niejedno widziała i za pierwszym lepszym miastowym nie pójdzie, wyszywa sobie własne imię na ręczniku, zapomina o tym, i potem "daje się nabrać", gdy ją jakiś obcy woła po imieniu? Nie bardzo też wiem, jak pogodzić owo uleganie ze zdystansowaniem (u dziewczyny), upór i wyższy status społeczny z totalnym brakiem samowiedzy (student nie wie, że się zakochał i jakie są tego objawy?).

Nie bardzo odpowiada mi sformułowanie:
Przetarłem osmaloną szybę.
Tam, daleko, na złotym piasku sopockiego wybrzeża, gdzie obwieszona sieciami rybackimi knajpka ” Piaskownica”
Pomimo obecności akapitu odnoszę wrażenie, że coś tu nie gra. Czyszczenie okna - uruchamia się moja czytelnicza wyobraźnia - służy tu pokazaniu czegoś, co jest widoczne, przynajmniej w doskonałych warunkach atmosferycznych lub przez lornetkę. To coś może znajdować się bardzo daleko, ale nie za linią horyzontu. Tymczasem z Warszawy morza raczej nie zobaczę, czyszczenie okna nie nabiera swoistej magicznej symboliki. (Ta ostatnia pojawiłaby się, gdyby wspomnianą knajpkę dało się zobaczyć jakimś narzędziem optycznym, albo przy bezchmurnym niebie.) Na szczęście środkowa i końcowa część wypada o wiele lepiej, robi się sentymentalnie, ciężko, smutno, o dziwo, bardziej autentycznie.

Razem: 72.


Tekst 2.

Pomysł - 20,
Styl - 15,
Realizacja tematu - 10,
Schematyczność - 10,
Błędy - 15,
Ogólnie - 15.

Może jestem niesprawiedliwy, ale drugi tekst urzeka mnie dosłownie wszystkim. O ile pierwsze zdania poprzedniego tekstu mnie odpychały (choćby tym rozmazywaniem sadzy po policzku-ble), o tyle drugi zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia. Podoba mi się w nim wszystko, począwszy od samorefleksji bohatera, przez pomysłową metaforykę (działam na baterie), aż po naturalny niewymuszony humor. Ktoś, kto uświadamia swoje fobie, opowiada o nich lekko i przyjemnie, robi wrażenie autoironii. Zaprasza czytelnika do komedii, mówi: chodź i śmiej się razem ze mną, jestem najlepszym kabareciarzem na rynku, bo potrafię się żartować z samego siebie! Niestety z wykonaniem poszło gorzej, Styl momentami zawodzi. Połączenia między myślami robią wrażenia sztucznych (ale głównie na początku). Zastanawiałem się chwilę choćby nad tym, jaki jest związek między posiadaniem zeszłorocznych papierów i zeszłorocznością wakacji. Końcówka wypadła za to rewelacyjnie!

Razem: 85.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » ndz 02 cze 2013, 09:49

Pomysł 11:9
w obu przypadkach jest pomysł na wrzeciono z morzem, jak w takich torebkowych "Pomysłach na ... (i tu pada nazwa potrawy)" w proszku.
Zwierzenie vs. anegdota - w pierwszym konsekwentnie funkcjonuje mechanizm wspominania, poprzez który realizuje się zamysł, choć chwyty stylistyczne (np. wycieranie szyby i jawienie się wspomnienia morza) trąciły o kliszę.

Realizacja 7:5
Ja też mam, wątpliwości, co rzeczywiście opiniujemy w kategorii realizacja. Zasadniczo przyjęłam - sposób ujęcia/wykorzystania podstawowych elementów zamysłu: fabuły, postaci, problematyki i ich adekwatność do realizowanego zadania. W pierwszym tekście było więcej inwencji/emocji/myśli na wrzeciono, na zaczęło/skończyło. Więcej czegoś do powiedzenia, co wynikało z tematu poza czy raczej ponad historią. Zdecydowanie ciekawsze kreacje postaci (zwłaszcza Krysi)
W tekście drugim wprowadzono motywy, które marginalizują motywy tematyczne, czyli walor tekst (anegdotyczność) jest poza tematem

Styl 13:11
Nie wychwyciłam różnic jakościowych. Oba są utrzymane w jakimś "przezroczystym" bezobjawowym klimacie. Oba stylistycznie gubią wątki - sposób kreacji świata poprzez sposób mówienia wynika z dynamiki zdarzeń i emocji. Znaczy nie pomaga/nie przeszkadza w niczym opowieści. Generalnie - żadne z opowiadań nie wciąga za pomocą języka.

Schematyczność 4:4
dla mnie zbyt duża i utopiły się w niej perełki z obu pomysłów (motyw ostatniej krowy na Wrzecionie i absurdu quasi tragicznego połkniętej monety)

Poprawność 13:11
Jak to błędy. Były.

Ogólnie 10:10
Nie mam preferencji. Właściwie z obu zapamiętałam jedynie perełki - dla mnie perełki (por. wyżej)

_______________


Wynik sumaryczny:58:50

[ Dodano: Nie 02 Cze, 2013 ]
errata
jest: sposób kreacji świata poprzez sposób mówienia wynika z dynamiki zdarzeń i emocji.
powinno być sposób kreacji świata poprzez sposób mówienia nie wynika z dynamiki zdarzeń i emocji.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Thug
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 29 paź 2012, 22:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Thug » ndz 02 cze 2013, 19:55

eee mogę?

Tekst 1

Pomysł - 9/20 punktów.

Styl - 15/20 punktów.

Realizacja tematu - 4/10 punktów.

Schematyczność - 7/10 punktów.

Błędy - 17/20 punktów.

Ogólnie - 10/20 punktów

Suma: 62 punkty

Pomysł, w sumie nie jest zły, ale nie jest też dobry, tylko mocno średni, tak bardzo, że wybacz drogi autorze, nie mogłem dać 10 punktów z czystym sumieniem. Styl to ja fajtłapa jestem, potykam się na prostej, zaś przeszkody przeskakuję, ale czytało się dobrze. Schemat oczywiście pewien jest i jest też złamany, w obu celowo. Miałem jednak wrażenie, że jakby autor się bał wykorzystać tę drogę. Temat mnie najbardziej bolał, bo jest i równie dobrze mogło by go nie być, czuję się oszukany. Tekst nie pozostawił dobrego wrażenia, przeczytałem, stwierdziłem aha i tyle. Nawet trochę znudził, wybacz drogi autorze. Widać po prostu nie mój klimat, nie mój gust.

Tekst 2

Pomysł - 14/20 punktów.

Styl - 15/20 punktów.

Realizacja tematu - 4/10 punktów.

Schematyczność - 10/10 punktów.

Błędy - 14/20 punktów.

Ogólnie - 18/20 punktów

Suma: 75 punktów

W sumie pomysł też jakiś nie taki, ale duży plus za bohatera, po prostu nie pamiętam kiedy miałem z takim kontakt. Styl to ja fajtłapa jestem, potykam się na prostej, zaś przeszkody przeskakuję, ale czytało się dobrze. Temat mnie najbardziej bolał, bo jest i równie dobrze mogło by go nie być, czuję się oszukany. Schemat. Jest, Autor pojechał nim tak, że mnie aż grzmotnęło i dałbym głowę, że tego właśnie autor chciał! <odwraca się czujnie, aby sprawdzić, czy ktoś mu nie chce jej zabrać> Mieszanina bohatera, schematu i lekkości sprawiła, że ogólne wrażenia mam niezłe, a może nawet więcej?

Dziękuję obu autorom. To ja lecę, zanim mnie tłum zlinczuje :)


-Może jak będę dużym chłopcem, ludzie będą mnie prosić o pomoc.
-Albo żebyś się przesunął.

Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2227
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Grimzon » wt 04 cze 2013, 23:23

[center]Podsumowanie bitwy:

Bitwa Zoraj vs ancepa
[/center]



Tekst 1 -> suma: 505 średnia: 72,15
Tekst 2 -> suma: 455 średnia: 65
[center]
Zwycięzcą zostaje: ancepa
[/center]
Gratulacje!


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!



Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.

:ulan:


Wróć do „Bitwy z przeszłości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość