Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Darkling vs jasminium - Kiedy wiatr przyniósł swąd palonego

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Darkling vs jasminium - Kiedy wiatr przyniósł swąd palonego

Postautor: Weber » pt 23 kwie 2010, 09:02

Darkling vs jasminium - Kiedy wiatr przyniósł swąd palonego ciała

Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.

Styl - max 20 punktów.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - zsumowane punkty





Termin składania prac do 7 maja.

Opowiadania proszę wysyłać do Webera.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » czw 13 maja 2010, 20:19

Tekst I

- Wie pan, miałam otwarte okno w nocy i kiedy wiatr przyniósł ten zapach, od razu wyjrzałam na podwórze. Zobaczyłam palący się dom tego sąsiada. Ależ się ładnie paliło! Ogień miał jakby pomarańczowożółte zabarwienie. Wszystko wyglądało tak dramatycznie. Te cienie drzew, tańczące płomienie i odór. Czuć było palonym plastikiem, ale najbardziej przebijał się smród palonego ciała. Wie pan, jeszcze nigdy nie wąchałam człowieka, który się fajczył, ale od razu poznałam ten fetor.
***
Wiatr mozolnie przewracał strony książki, która leżała na werandzie. Była to uporządkowana, świeżo pomalowana weranda. Przy suficie wisiały plastikowe, brązowe doniczki. Sterczały z nich czerwone pelargonie, które pięknie kontrastowały z białą farbą. O framugę drzwi opierała się stara miotła, która zapewne widziała już wiele wiosen. Obok balustrady stała kobieta. Miała na sobie długą, szarą sukienkę i rozciągnięty wełniany sweter. Krajobraz, jaki rozciągał się naokoło niej, nadawał jej pozie pewną dozę melancholii. Patrzyła na zielony dywan niekoszonej od dawna trawy. Po podwórzu spacerowała mała, siedmioletnia dziewczynka w kurtce zielonej jak szczypiorek na wiosnę. Zbierała zeschnięte liście i tworzyła z nich kolorowy bukiet. Co chwilę spoglądała się na werandę, by zobaczyć czy jej mama patrzyła na nią z podziwem. Jednak kobieta obserwowała las, który leżał za murawą. Zielony, przyjazny las, do którego można wybrać się na popołudniowy spacer i słuchać jak śpiewają ptaki, budził w niej jakieś niepokojące uczucie. Koło tego lasu stał dom.
Jeszcze pół roku temu była tam stara, nie nadająca się do użytku rudera ze spróchniałych desek, która służyła jako miejsce spotkań żuli spod sklepu. Od tego czasu znalazł się tam pomalowany na żółto-czerwony domek. Człowiek, który tam zamieszka musi być hurraoptymistą.
Gdy tak patrzyła na ten dom, dziewczynka przybiegła do niej i schowała się za spódnicą. Wybąkała, że koło plastusiowego domku krząta się jakiś pan. Pani Marta spojrzała się na niego. To dziwne, że patrzyła się wcześniej w to samo miejsce, a go nie zauważyła. Miał około czterdziestki, ale ubrany był jak nastolatek. Na nogach miał białe adidasy. Jego jeansy były miejscami przetarte. Pod luźno zwisającą koszulą w kolorze słomy miał t-shirt o odcieniu indygo na którym był narysowana ośmiornica z elvisowską fryzurą. Jego wiek można było rozpoznać po twarzy i szpakowatych włosach.
- Mamuś... kto to jest ten pan?
- Ten pan to jeden z tych ludzi, przez których mamusia zachorowała – Marta Ożogowska ściągnęła usta w prostą linię – ten pan przechodzi kryzys wieku średniego i próbuje się odmłodzić. Wiesz – kobieta uklękła i zwróciła twarz do córki – on pewnie był kiedyś bardzo lubiany w szkole, a teraz, kiedy się postarzał, nie może pogodzić się z tym, że musi pożegnać swoją ulubioną rolę bycia pajacem. Mogę pójść o zakład, iż on nie ma w domu żadnej książki!
- Mamusiu...
- Co kotku?
- Nie losumiem...
- Pamiętasz co ci mówiłam o seplenieniu? – twarz matki przybrała srogą minę - Nawet jak będziesz seplnić ludzie nie uznają, że jesteś słodką, niewinną dziewczynką. Jeśli chcesz zwrócić czyjąś uwagę lepiej mądrze się wypowiadaj.
- Przepraszam mamusiu...
- Już dobrze, nie gniewam się kochanie. A teraz wyobraź sobie tego pana, tylko że takiego o 25 lat młodszego. Widzisz, mamusia kiedyś uczyła w gimnazjum polskiego. Takie dzieci jak on nie traktowały mojego przedmiotu serio. Dokuczały mamusi na lekcjach i nie czytali książek. Myśleli, że są tacy fajni... Takich to tylko spalić... Ale wiesz co? Lepiej mamusi nie słuchaj. Zapomnij o tym co mówiłam.
- Dobrze mamuś.
Kobieta weszła do domu i już zapomniała o tym, co powiedziała córce. Jednak dziewczynka nadal stała na werandzie i patrzyła się na tego pana. Zapamiętała, że ten człowiek uczynił mamie krzywdę. Że przez tego człowieka mamusia czasem nawet przez kilka dni leży w swoim łóżku blada, bez siły, mówi brzydkie słowa, a pani, która w te dni przychodzi bez przerwy się krząta i wygania ją z pokoju. Marlenka musi bawić się sama i nikt jej wtedy nie czyta.
Trzeba coś zrobić, cokolwiek, żeby to się skończyło.
***
Dziewczynka stanęła przy krwistoczerwonych drzwiach i podniosła drżącą piąstkę. Zapukała kilka razy i przybrała słodką minkę. Zrobiła maślane oczy, w uśmiechu pokazała zęby (a raczej ich brak). Wystawiła do przodu kolorowy bukiecik z liści.
- Dzień dobly plosę pana. Chciałam panu podalować te kfiatuski, bo będą panu pasowały do kololu domku.
- Tia... dziękuję. A kim jesteś?
- Mieskam obok. Z mamusią i pieskiem Muminkiem. A pan ma taki śmiesny, plastusiowy domek. Mogę zobaczyć go od ślodka? – Marlenka potrząsnęła kucykami w kolorze blond.
- Czy ja wiem...? Wiesz, dopiero się wprowadziłem.
Daniel zobaczył, że jej małe niebieskie oczka się zaszkliły a różowe usta zaczęły drżeć.
- No dobra, dobra. Właź, tylko nie becz.
- Dziękuję.
Dziewczynka weszła do pokoju i od razu zaczęła zdejmować czarne lakierki. Mężczyzna ją wyprzedził i skierował się do niebieskiej kuchni.
- Chcesz soku z pomarańczy?
- Tak, poplosę.
- Muszę skoczyć do garażu. Poczekasz chwilę?
- Tak jest, plosę pana.
Marlena szybko przebiegła po domu. Pachniał nowością. Skórzane fotele, które dopiero co wyszły ze sklepu, śmierdziały tym swoim specyficznym zapachem. Wszystko było ohydnie plastikowe i sztuczne. Cały ten wystrój był jak zbudowany z klocków Lego. Niebieskie, zielone, czerwone, żółte. Wszystkie kolory tęczy. Podczas zwiedzania lokum tego męskiego indywiduum twarz dziewczyny przybierała wyraz coraz większej pogardy. Jak mieszkanie teletubisiów. W końcu rzosaidła się na fioletowej pufie. Daniel przyszedł, a ona zaczęła mówić o malutkich, puszystych pieskach. Po dwóch godzinach był gotowy odwieźć ją do domu samochodem, mimo tego, że miała niedaleko.
- Może podwieźć cię do domu? Jestem samochodem.
- Jest pan człowiekiem, a nie samochodem – dziewczynka na chwilę zapomniała o swoim słodkim głosiku, ale kiedy zauważyła swój błąd zaatakowała Daniela tyradą o kotkach.
- Może chcesz obejrzeć dom? – zapytał uśmiechając się rzędem białych, równiutkich zębów.
- Tak, baldzo chętnie plosę pana.
- No to poczekaj chwilę – dotlenie się – wyciągnął papierosy marki Lucky Strike. Odpalił sobie jednego i zaciągnął się. Zapałki położył na stole.
- Wie pan co? To ja już pójdę. Mamusia się będzie maltwić.
- No dobrze. Idź. Odprowadzić cię?
- Nie dziękuję. Sama wlócę.
***
- Mamuś! Wróciłam! Byłam u tego pana! On jest bardzo miły, wiesz? Nie możliwe, że jest winny twojej choroby! Mamuś?
Odpowiedziała jej cisza. Dziewczynka weszła na górę. Pani Marta leżała na łóżku. Koło niej puszki po piwie. Pościel była porozwalana. Jej ręka zwisała z łóżka i opierała się palcami o dywan. Twarz zwrócona była do okna. Jej oddech był głośny i jakby trochę sapała. Wszystkie te odgłosy były przerywane głośnymi chrapnięciami.
Zbiegła ze schodów i pognała do domu Daniela.
Las, który za dnia wyglądał przyjaźnie, zmienił się w ciemny, straszny bór. Drzewa wydawały się bardzo wysokie. Dziewczyna miała wrażenie, że one wiedzą, co chce zrobić i wyciągają po nią konary. Pędziła jak najdalej od tego lasu.
Ostrożnie, rozglądając się czy nikt jej nie widzi, podeszła do domu i wdrapała się do niego przez okno w garażu. Wbiegła do mieszkania i sięgnęła po zapałki leżące na stole. Przeszperała całą kuchnię w poszukiwaniu spirytusu, który w końcu znalazła. Weszła po schodach, na górę. Tak jak myślała, ten ciemniak zostawił we wszystkich drzwiach klucze. Poszła do jego sypialni. Cichutko rozlała spirytus naokoło jego łóżka i cofnęła się.
- Wie pan co? Dom bez książek jest jak ciało bez duszy.
Daniel nadal spał, więc Marlenka po prostu odpalała zapałki i rzucała koło łóżka. Paliło się, aż miło popatrzeć. Mężczyznę obudził zapach palącej się wykładziny.
- WTF? Kim ty na Boga jesteś?
- Ego sum qui sum.
Dziewczynka odwróciła się, zamknęła za sobą drzwi na klucz i zeszła na dół. Przez chwilę jeszcze słuchała Daniela dobijającego się do drzwi. Porozrzucała jeszcze kilka zapałek po domu i wyszła na dwór.
Usiadła na trawie i podziwiała ogień.
- Teraz już z mamusią będzie wszystko w porządku. Uratowałam ją – po raz pierwszy od bardzo dawna, uśmiech zagościł na tej pyzatej twarzyczce.


Tekst II

„Kiedy wiatr przyniesie swąd palonego ciała”

Toruń, 1941. Obóz na tzw. Glinkach.
Z szarego nieba pełnego mlecznych chmur, zaczęła padać mżawka. Od samego rana się na to zanosiło. Było chłodniej niż zwykle, ale biorąc pod uwagę ostatni upalny tydzień, deszcz stanowił miłą odmianę. Zwilgotniała gleba uwalniała zapach dający namiastkę świeżości. Dla Żydów spędzających któryś z kolei dzień pod gołym niebem, otoczonych drutem kolczastym, tego typu małe przyjemności potrafiły wywołać na twarzy grymas przypominający uśmiech.
Setki osób zebranych na ogrodzonym placu ani razu nie pomyślało, żeby spojrzeć w górę. Dlaczego? To proste, tam nie było jedzenia. Ludzie stracili swoją godność, czego doskonałym przykładem było wyczyszczenie ziemi ze wszelakiej roślinności. Niczym bydło, kobiety i dzieci starały się zebrać jak najwięcej trawy, były jednak tratowane przez silniejszych mężczyzn.
Dumę można w takich chwilach schować do kieszeni i nikt nie miałby prawa tego osądzać. Co jednak zrobić, gdy człowiek traci swoje człowieczeństwo?

- Matulu! Matulu! – Wychudzona dwunastolatka z długim warkoczem przetłuszczonych, czarnych włosów podbiegła do starszej kobiety opierającej się o słup przy ogrodzeniu.
- Co się dzieje Isieńko? Zabierają nas?
- Nie, matulu. Podobno Żanetka zmarła.
- To dlatego była taka wrzawa dzisiaj. Zabierali ciało.
- Nie. Podobno nie znaleźli jej ciała. Zabrali tylko dwóch mężczyzn i jakiś worek. Jednym z nich był chyba Chaim. Zabrali ich i zastrzelili. Ludzie mówią, że przynajmniej najedli się przed śmiercią.... Głupoty gadają! Przecież oni byli cały czas tu, z nami!
- Boże, dlaczego nam to robisz?
- Matusiu, co się stało? Dlaczego płaczesz? – Matka sięgnęła do kieszeni sukienki, która była już sztywna od brudu i wyciągnęła kawałek skórzanego paska.
- Masz kochanie, żuj. Widzę żeś głodna.
- Ale czemu ty płaczesz? Przecież ojca nam też zabili, a wtedy mówiłąś, że płakać nam nie wolno!
- Ojciec poszedł na spotkanie z Panem Bogiem bez grzechów ciężkich córciu. – Nagle rozległ się dźwięk syreny, a z krematoryjnych kominów uniósł się obłok czarnego dymu.
- Znowu nas palą mamo. Jutro zabierają następnych, może i nas.
- To nic nie szkodzi. Nam już nikt nie pomoże. Ważne, żeby jako człowiek na śmierć pójść.
- Nie rozumiem…
- Kochanie, wiesz jak odróżnić człowieka od zwierzęcia?
- Na czworaka już chodzimy, sierści tylko jeszcze nie mamy.
- Oj, młoda i głupia jesteś jeszcze. Poniżą nas, ale nie możemy pozwolić, żeby zabili w nas wiarę w Boga i człowieczeństwo.
- Więc po czym poznać kto człowiek jest, a kto zwierze?
Kobieta jeszcze raz spojrzała na kominy. Po chwili przeniosła wzrok na słaniających się z głodu pobratymców.
- Kiedy wiatr przyniesie swąd palonego ciała, człowiekowi łza po policzku pocieknie, a zwierzęciu strużka śliny kątem ust.


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » pt 14 maja 2010, 09:12

Tekst 1

Pomysł: 11/20
Kiepsko ukazane emocje dziewczynki. Za dużo tutaj przypadku. Nie skupiasz się na uroku chwili, pędząc ku końcowi jak oszalały autor.

Styl: 13/20

Realizacja tematu: 4/10

Schematyczność: 6/10

Błędy: 12/20

Ogólnie: 11/20
Ostatnie słowa mężczyzny pozwalają mi myśleć, że dziewczynka tak naprawdę nie była zwykłym sepleniącym bachorem.


Razem: 57/100


Tekst 2

Pomysł: 8/20
Ostatnie zdanie można określić jednoznacznie jako to z górnej półki - reszta, niestety, kuleje niczym stary diabeł z przypaloną brodą.

Styl: 9/20

Realizacja tematu: 7/10

Schematyczność: 3/10

Błędy: 15/20

Ogólnie: 10/20
Jak mówię: ostatnie zdanie trzyma tekst przy życiu. I, co dla mnie ważne, prezentujesz wartościowe treści.


Razem: 52/100



Awatar użytkownika
hardrick
Pisarz domowy
Posty: 168
Rejestracja: śr 07 paź 2009, 20:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: hardrick » czw 20 maja 2010, 18:13

Tekst I


Pomysł: 11/20
Dziecko podpalające faceta bo jej matka jest alkoholiczką.
Potrzeba by naprawdę dobrego wykonania, żeby ten pomysł miał szanse przejść.

Styl: 10/20 (naciągane)
Autor powinien wrzucić tekst do działu wery. Masa błędów, które przewijają się tam co chwila.
Tutaj nie ma co nawet się rozpisywać.

Realizacja tematu: 4/10
Były momenty kiedy otwierałem oczy ze zdziwienia, nie wierząc, że bohater mógł się tak odezwać, czy też zareagować.

Schematyczność: 9/10
Ah dam te 9. Tekst na pewno jest wyjątkowy pod tym względem.

Błędy: 10/20
Za samo "- WTF?" aż prosi się dać zero.
Ale ustalmy, że chodzi tylko o błędy gramatyczne i interpunkcyjne. Dajmy te 10.

Ogólnie: 11/20
Kalka od Joego. Nie chciałem oceniać niżej, zwłaszcza, że najwyraźniej nie zrozumiałem z tego tekstu tego co Joe, mimo że po jego komentarzu przeczytałem ten tekst jeszcze dwa razy.

Ogólnie, miałem często wrażenie, że autor tworzył fabułę dla samej fabuły. Zdarzenia nie wynikały z naturalnej kolei rzeczy, interakcji bohaterów etc, a były jedynie po to, żeby fabuła jakoś szła do przodu, żeby na siłę zrobić temat.


Razem: 55 (zawyżone, bo mam nadzieję, że jednak nie zrozumiałem tego tekstu).


Tekst II

Pomysł: 9/20
Mam warażenie, że całość stanowiła jedynie tło dla ostatniego zdania.

Styl: 14/20
A podobał mi się. Miał swoje mocne strony. Szkoda, że całość była taka krótka.

Realizacja tematu: 9/10

Za końcowe zdanie. Jednym stwierdzeniem matki zrealizowałeś autorze cały temat. To na plus.

Schematyczność: 3/10

Błędy: 15/20

Ogólnie: 5/20
Tekst stanowczo za krótki. Jak napisałem wcześniej miałem wrażenie, że całość stanowiła tylko pretekst dla ostatniego zdania.
2800+ znaków vs 8100+ nie do końca wydaje mi się fair.
5 dałem w formie biasu, bo mimo że tekst jest lepszy od poprzedniego, jest moim zdaniem zbyt krótki.
Idąc w tą stronę, autor mógłby napisać na bitwę jedno dobre zdanie i dostać max punktów, ale chyba nie o to chodzi.

Razem: 55.



Awatar użytkownika
malika
Dusza pisarza
Posty: 514
Rejestracja: pn 19 paź 2009, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zza winkla
Płeć: Kobieta

Postautor: malika » pt 21 maja 2010, 23:20

Tekst I


Pomysł: 8/20
Nie widzę tu konkretnego pomysłu, jakby sam autor do końca nie wiedział, o czym chce pisać.

Styl: 8/20
Błędy, szczególnie logiczne, dość mocno utrudniają odbiór tekstu. Styl miejscami szkolny.

Realizacja tematu: 3/10
Powtórzenie tytułu w pierwszym akapicie nie wystarczy, a poza tym urywkiem nie widzę związku z tematem.

Schematyczność: 9/10
Schematyczny może nie jest, ale niezbyt ciekawy.

Błędy: 7/20
Literówki, powtórzenia, stylistyka, interpunkcja... dużo tego.

Ogólnie: 10/20
Nie podobało mi się, nie zrozumiałam tekstu. Nie ma co się rozwodzić. Mam wrażenie, Autorze, że nie przyłożyłeś się do tematu, na odwal skleciłeś kilka akapitów, które niezbyt trzymają się kupy. Każde kolejne zdanie było trochę jak wyciąganie królika z kapelusza - byłam zaskoczona, ale negatywnie.

Razem: 35



Tekst II

Pomysł: 10/20
Klimat tworzy ostanie zdanie. Jest mocne, wg mnie. Poza tym bez zachwytu.

Styl: 10/20
Zbyt krótkie, by ocenić, dlatego połowa punktów.

Realizacja tematu: 10/10
W przeciwieństwie do poprzedniego opowiadania, tu wystarczyło jedno zdanie, by zrealizować temat.

Schematyczność: 3/10
Od pierwszego zdania wiadomo było o co chodzi.

Błędy: 15/20
Krótkie toto, więc i błędów nie zauważyłam zbyt dużo. Kulawe zwroty, kilka dziwnych zdań i to chyba wszytko.

Ogólnie: 10/20
Zbyt krótkie. Cały tekst taki sobie, ostatnie zdanie świetne. Gdyby oceniać to w kategorii miniatury, pewnie dałabym więcej punktów, jednak w bitwie dobre zakończenie to za mało.

Razem: 58


Czy Wy umawialiście się na miniatury? Jeśli tak, może warto było ustalić ilość znaków, żeby było mniej więcej po równo. Jeśli nie - potraktowaliście sprawę po łebkach. Zawiodłam się trochę...


Cierpliwości, nawet trawa z czasem zamienia się w mleko.

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » wt 25 maja 2010, 19:26

OFICJALNE WYNIKI BITWY

Darkling vs jasminium - Kiedy wiatr przyniósł swąd palonego ciała



ZWYCIĘZCĄ ZOSTAJE: Darkling



Tekst pierwszy - jasminium - suma: 147 pkt; średnia: 49 pkt



Tekst drugi - Darkling- suma: 165 pkt; średnia: 55 pkt


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Bitwy z przeszłości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość