Samotna twierdza - rozdział 1. [militarne, średniowieczne, nie-fantasy]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Andy
Pisarz osiedlowy
Posty: 268
Rejestracja: pt 11 sie 2017, 20:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Samotna twierdza - rozdział 1. [militarne, średniowieczne, nie-fantasy]

Postautor: Andy » czw 12 kwie 2018, 21:42

Samotna twierdza
# short, 6000 znaków
# gatunek: op. militarne, nie-fantasy
# alternatywne średniowiecze (fikcyjne nazwy własne i geograficzne)
# ćwiczenie; cel: książkowa narracja
# Ilustracja: https://i.imgur.com/v0bZPGn.png


Był zmierzch, gdy posłaniec dotarł do twierdzy Norhold. Młodzieniec ledwo się trzymał w siodle, a z konia ściekała piana. Przejechał stępem przez otwartą bramę i stanął jak wryty. Nie licząc jednego śpiącego żołdaka, dziedziniec był pusty. I tylko odgłosy pijackiej zabawy wskazywały na to, że twierdza nie jest porzucona.
Posłaniec ścisnął łydki i wierzchowiec ruszył niechętnie ku cytadeli.
W drogę powrotną wyruszył z samego rana; pogładził konia po szyi i powiedział: “tym razem żadnego galopu”.
***
Książę Randson chodził po blankach, zerkając co rusz w kierunku północnego lasu. Rano wysłał podjazd, aby sprawdził wybrzeże. Według rozkazu miał wrócić przed zachodem.
Mężczyzna, widząc, jak słońce chowa się za drzewami, przyspieszył kroku, chodząc tam i z powrotem. Nawet wychylił się za mur, jakby chciał sprawdzić czy rycerze wróciwszy, nie pochowali się za szańcami okalającymi fortyfikacje.
Jako najmłodszy syn króla Fredsona, książę Randson dziesięć lat temu został obdarowany Ziemiami Północnymi. Małym księstwem bogatym w bagna, wąwozy i jeziora. Do tego otoczonym z trzech stron zimnymi wodami Morza Czarnego. I teraz obawiał się, że jako trzydziestoletni mężczyzna będzie zmuszony przeprosić się z niepraktykowaną teorią sztuki wojennej.
Randsonowi na blankach towarzyszył pułkownik Bredruk. Wojskowy szczelnie otulił się połami długiego, skórzanego płaszcza. Miał na karku sześćdziesiąt lat i listopadowa pogoda dawała mu się we znaki. Spędził pół życia na leniwej służbie w twierdzy Norhold i wolałby teraz wygrzewać się w cytadeli. Ale nie wypadało w takiej sytuacji zostawić niedoświadczonego księcia samego.
– Panie.
– Jadą? – spytał Randson.
– Nie, nie widzę. – Pułkownik odchrząknął. – Panie, nalegałbym na wysłanie pisma o zwiększenie obsady.
– Król wysłał ostrzeżenie. Jakby uznał, że nie damy rady, to by do listu dołączył dziesięć tysięcy żołnierzy.
– Król musi zrozumieć. Jesteśmy twierdzą ostatniej obrony. To do nas miałyby się wycofywać armię, gdyby...
– Dość. Chcę najpierw wiedzieć, z kim mamy do czynienia. Widzieliście kiedykolwiek okręty na tym cholernym morzu?
Pułkownik Bredruk umilkł i tylko dokładniej zakrył wystający spod płaszcza brzuch. Uwagę księcia zaś przykuły kolejno rozpalane przy blankach pochodnie. W końcu rzekł:
– Pójdźmy. – I od razu skierował się ku narożnej bastei.
Norhold zawsze był najmniej istotną twierdzą, ale jednocześnie najmłodszą. Zbudowana według najnowszej myśli technologicznej, pozwalała na wystawianie dział na fortyfikacje i prowadzenie ostrzału flankowego. A mury w przyziemiu były wzmocnione wałami ziemnymi lub zabudowane kazamatą.
Upewniwszy się, że podporucznik dowodzący basteją jest świadomy powagi sytuacji, książę zszedł na dziedziniec. Idąc w kierunku wewnętrznej bramy zerkał na wartowników. Pułkownik spostrzegł to i rzekł:
– Dziś pełna obsada i żadnych kart, ani wina.
Mężczyzna nie odpowiedział.
– Ale książę raczy zrozumieć, to jest czwarta część naszych ludzi.
Randson zatrzymał się i spojrzał na Bredruka. W słabym blasku dalekich pochodni nie mógł dostrzec wyrazu twarzy mężczyzny.
– Na razie trzęsiemy się jak osika na wietrze – rzekł Randson, dodając po chwili: – Rozkaż przetoczyć armaty do wewnętrznej twierdzy. Z wyjątkiem tych na północnych bastejach. I wyciągnijcie z magazynu te nowe krótkie armatki, jak im tam, co niedawno nam przysłano.
– Moździerze, panie.
– Tak, te.
Pułkownik odszedł, a arystokrata bez pośpiechu skierował się ku Małej Bramie, jedynemu przejściu wgłąb wewnętrznych fortyfikacji. Ta brama była podstawą przysadzistej baszty, wysuniętej przed gruby na trzy metry mur. Randson skrzywił się, gdyż nie było przy niej żadnych żołnierzy. Dopiero po drugiej stronie mężczyzna spostrzegł patrol i już chciał go zrugać, ale przystanął, machnął ręką i na powrót skierował się do starej cytadeli.
Wewnętrzna twierdza zbudowana była z kamienia, o który trudno w Ziemiach Północnych. Budulec dostarczono z kamieniołomów na wschodzie kraju i tak wzniesiono pierwsze fortyfikacje. Nigdy nie określono ich mianem zamku, bo aż do przybycia Randsona, nie były ośrodkiem władzy.
***
Podjazd nie wrócił. Alarm o wschodzie słońca wyrwał Randsona z łóżka. Służący wpadł do jego pokoju i wykrzyknął:
– Panie!
– Mów zaraz, co się stało!?
– Panie, dzwonią na alarm!
– To słyszę, idioto!
Chłopak pomógł księciu ubrać buty i koszulę, ale ze strachu nie wiedział, co czynić dalej. Randson zaś, klnąc siarczyście, wręcz wybiegł z komnaty. Zbiegł po spiralnych schodach i wypadł na plac zamkowy. Ujrzał ogólny harmider. Żołnierze zdawali się biegać bez celu. Nie próbował nikogo wypytać. Odwiązał pierwszego lepszego konia z konowiązu i pogalopował do głównej bramy. Osłaniały ją dwie wysunięte basteje, w tym momencie wypełnione żołnierzami. Jednak budynek bramny górował nad fortyfikacjami i dawał większą nadzieję na dobry ogląd sytuacji.
Książę wdrapał się po stromych schodach na blanki i zamarł. Rzadka mgła nie zdołała ukryć dziesiątek tysięcy żołnierzy, otaczających twierdzę od pierwszego wału aż po las. Jednocześnie odgłosy rozbijanego obozu głucho odbijały się od fortyfikacji. Już budowali szańce polowe!
Randson zbiegł na niższe piętro, do pomieszczenia wartowni. Chwycił ze stołu pióro dowódcy straży i z otwartej księgi wyrwał pasmo papieru. Napisał na nim krótką notę i wręczył podporucznikowi:
– Wysłać gołębiem pocztowym do króla! Już!
– Tak jest! – odparł oficer i wybiegł z wartowni.
Randson wrócił na blanki. Bezsilność, potem narastająca złość. “Szpiedzy donieśli o flocie wysłanej na morze Północne. Zdać raport.”. Jakiej flocie, do diaska, tu rybacy boją się wypływać. Po chwili pomyślał: “No to będziecie mieć swój raport”.
***
Staruszek pomógł sobie laską, aby wstać z krzesła. Podszedł do klatek i przystanął, starannie wybierając najlepszego ptaka. Następnie odebrał od podporucznika list, zawinął go i włożył w małą, skórzaną sakiewkę, którą przywiązał rzemykami do nogi gołębia.
Wypuszczony ptak zatrzepotał skrzydłami, jakby zdziwiony uwolnieniem. Ale zaraz uspokoił lot, a instynkt skierował się do gołębnika, w którym się urodził. Szszu-czu. Gołąb przeszyty strzałą padł tuż za murem obronnym.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1344
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Samotna twierdza - rozdział 1. [militarne, średniowieczne, nie-fantasy]

Postautor: Misieq79 » pt 13 kwie 2018, 09:59

Andy pisze:Source of the post Posłaniec ścisnął łydki i wierzchowiec ruszył niechętnie ku cytadeli.

Ścisnął boki konia. Ewentualnie, choć może brzmieć śmiesznie ale koniarsko jest prawidłowe - dał koniowi łydkę.
Andy pisze:Source of the post nie pochowali się za szańcami okalającymi fortyfikacje

Zastanawiam się co masz na myśli. Szaniec to zasadniczo część fortyfikacji. A jeśli masz na myśli na szybko zrobione umocnienia polowe - jaki sens otaczać nimi twierdzę?
Andy pisze:Source of the post z niepraktykowaną teorią sztuki wojennej.

Ze sztuka wojenną. "niepraktykowana" robi masło maślane, a teoria, wnioskując z kontekstu, rychło ustąpi miejsca praktyce.
Andy pisze:Source of the post pozwalała na wystawianie dział na fortyfikacje

Akurat artyleria jest starsza niż koncepcja architektury bastionowej, choć oczywiście wymusiła budowę bastei
Andy pisze:Source of the post A mury w przyziemiu były wzmocnione wałami ziemnymi lub zabudowane kazamatą.

Hmm wał ziemny kupuje, ale kazamata artyleryjska to XIXw
Andy pisze:Source of the post Rozkaż przetoczyć armaty do wewnętrznej twierdzy.

Próbuje ogarnąć sens taktyczny tegoż i nie ogarniam.
Andy pisze:Source of the post Norhold zawsze był najmniej istotną twierdzą, ale jednocześnie najmłodszą.
A w ogóle całe zdanie mi zgrzyta. Skoro najmniej istotny - to po cholerę go budowali?
Andy pisze:Source of the post Ujrzał ogólny harmider. Żołnierze zdawali się biegać bez celu.

Obrazek a gdzie pułkownik?

Coś się dzieje, ale większość tekstu zajmuje opis fortyfikacji (średnio dokładny) lub rozmowa o tejże.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4281
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Samotna twierdza - rozdział 1. [militarne, średniowieczne, nie-fantasy]

Postautor: Rubia » pt 13 kwie 2018, 13:39

Dla mnie opowiadanie ma tę wadę, że jest, niestety, nudne. I to nie ze względu na czas i miejsce akcji. Lubię średniowiecze, podobają mi się ówczesne zamki (nie mam wielkiego pojęcia o architekturze obronnej, ale zamczyste zamczysko widziałam niejedno i w razie czego potrafię uruchomić wyobraźnię), więc mogłabym czytać z zainteresowaniem nawet sprawozdanie z inspekcji zamku w ramach przygotowania do obrony przed ewentualnym atakiem. U Ciebie jednak brak jest wyraźnie ukierunkowanej akcji.

I. Do zamku przyjeżdża posłaniec. Nie wiemy, do kogo i od kogo, nie wiemy, z jakim poleceniem. Coś mu się tuż po wjeździe nie podoba - nie wiemy dokładnie, co, lecz mogłoby to być zawiązanie akcji. I co? Ano, nic. Rankiem posłaniec wyrusza w drogę powrotną. Dowiedzieliśmy się tyle, że dba o swojego konia.

II. Nadzieja, że w zamku zdarzyło się jednak coś zaskakującego, wygasa z początkiem następnej części. Zamkiem od dziesięciu lat rządzi książę Randson, który właśnie zaczyna się snuć po zabudowaniach w towarzystwie swego doradcy, pułkownika. Piszę "snuć się", gdyż rozmawiają o sytuacji ogólnej w królestwie i wynikających stąd niebezpieczeństwach, lecz stanem samego zamku nie wydają się szczególnie zainteresowani. Nie sprawdzają na przykład, jak wyglądają słabe punkty fortyfikacji. Nie zastanawiają się, która część jest najbardziej podatna na atak, jak należałoby ją wzmocnić, itp. (Każdy zamek i każdy system umocnień, nawet najlepiej utrzymanych, ma takie miejsca. To wynika choćby z warunków terenowych). Rozmowa jest dość ogólna i można ją było prowadzić choćby przy kominku w komnacie. Do tego, podobnie jak w pierwszej części, zaznaczasz jakieś sytuacje i w ogóle ich nie rozwijasz. Jak tu:
Andy pisze:Source of the post Uwagę księcia zaś przykuły kolejno rozpalane przy blankach pochodnie. W końcu rzekł:
– Pójdźmy. – I od razu skierował się ku narożnej bastei.

I co z tymi pochodniami? Przykuły uwagę, bo ładnie wyglądały? Zastanowił się, czy mają ich wystarczająco dużo? A może to był stały tamtejszy zwyczaj, taka iluminacja? Tylko po co?
Albo tu:
Andy pisze:Source of the post Upewniwszy się, że podporucznik dowodzący basteją jest świadomy powagi sytuacji, książę zszedł na dziedziniec.

Kurczę, to aż się prosi o rozwinięcie.
A dalej, niespecjalnie rozumiem:
Andy pisze:Source of the post książę zszedł na dziedziniec. Idąc w kierunku wewnętrznej bramy zerkał na wartowników. Pułkownik spostrzegł to i rzekł:
– Dziś pełna obsada i żadnych kart, ani wina.
Mężczyzna nie odpowiedział.
– Ale książę raczy zrozumieć, to jest czwarta część naszych ludzi.
Randson zatrzymał się i spojrzał na Bredruka. W słabym blasku dalekich pochodni nie mógł dostrzec wyrazu twarzy mężczyzny.
– Na razie trzęsiemy się jak osika na wietrze – rzekł Randson,

Zasadniczo, na warcie powinna ZAWSZE obowiązywać zasada, że żadnych kart ani wina. Wiadomo, że żołnierze próbują łamać regulamin, lecz wtedy pułkownik powinien raczej powiedzieć, że dziś wzmożona kontrola, żeby żadnych, itd.
I dalej: jedna czwarta ludzi ma zabronione pić i grać w karty? To znaczy, że trzy czwarte może się spokojnie oddawać rozrywkom. Trudno mi ocenić, czy to dobrze, czy źle i nie bardzo też wiem, dlaczego książę miałby raczyć to zrozumieć. On też chyba nie wie, skoro odpowiada, że "na razie trzęsiemy się". On tak we własnym imieniu, czy może swoim i pułkownika, albo może tej jednej czwartej, której nie wolno pić?
Przykro mi, lecz ten dialog wydaje mi się wyjątkowo niezrozumiały.

CDN.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
grafzer0
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: ndz 06 sie 2017, 15:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świnoujście
Płeć: Mężczyzna

[W]Samotna twierdza - rozdział 1. [militarne, średniowieczne, nie-fantasy]

Postautor: grafzer0 » pn 16 kwie 2018, 22:56

Cześć!

Z góry uprzedzam, że jestem amatorem i nie znam się aż tak dobrze na pisaniu, dlatego potraktuj moje, hmm, komentarze/opinie/rady/wskazówki jako coś, co można wziąć pod uwagę, ale nie trzeba koniecznie tego robić. ; )

Andy pisze:Source of the postBył zmierzch


Zamieniłbym na „zmierzchało”. Jakoś tak lepiej brzmi w mojej opinii.

Andy pisze:Source of the post Posłaniec ścisnął łydki i wierzchowiec ruszył niechętnie ku cytadeli.
W drogę powrotną wyruszył z samego rana; pogładził konia po szyi i powiedział:


Powtarzająca się konstrukcja zdania z łącznikiem „i”. Śmiało można tego uniknąć. ; )

Andy pisze:Source of the post “tym razem żadnego galopu”


Zalecany cudzysłów to ten, który możemy uzyskać przy kombinacji alt + 0132 na klawiaturze numerycznej dla otwierającego i alt + 0148 dla zamykającego. : )

Andy pisze:Source of the post widząc, jak słońce chowa się za drzewami


Wydaje mi się, że przecinek jest zbędny, ale nie jestem pewien.

Andy pisze:Source of the post I teraz obawiał się,


Pozbyłbym się „I”.

Andy pisze:Source of the post – Dość.


Wykrzyknik podkreśliłby hmm... rozkaz? Znaczy, wydaje mi się, że niedoświadczona osoba, chodząca tam i z powrotem, mogłaby zareagować nieco bardziej żywiołowo, nerwowo.

Andy pisze:Source of the post Upewniwszy się, że podporucznik dowodzący basteją jest świadomy powagi sytuacji, książę zszedł na dziedziniec. Idąc w kierunku wewnętrznej bramy zerkał na wartowników. Pułkownik spostrzegł to i rzekł:
– Dziś pełna obsada i żadnych kart, ani wina.
Mężczyzna nie odpowiedział.
– Ale książę raczy zrozumieć, to jest czwarta część naszych ludzi.
Randson zatrzymał się i spojrzał na Bredruka. W słabym blasku dalekich pochodni nie mógł dostrzec wyrazu twarzy mężczyzny.
– Na razie trzęsiemy się jak osika na wietrze – rzekł Randson, dodając po chwili: – Rozkaż przetoczyć armaty do wewnętrznej twierdzy. Z wyjątkiem tych na północnych bastejach. I wyciągnijcie z magazynu te nowe krótkie armatki, jak im tam, co niedawno nam przysłano.


Przyznam szczerze, że też mam problemy ze zrozumieniem tego fragmentu/dialogu. Chodzi mi głównie o wypowiedź: „– Ale książę raczy zrozumieć, to jest czwarta część naszych ludzi.

Akurat ja chciałbym bronić pomysłu grania w karty na warcie z tego względu, ponieważ rozumuję, że twierdza Norhold jest „twierdzą ostatniej obrony” i to do niej miałyby wycofywać się armie (swoją drogą literówka. Napisałeś „armię”), gdyby... nie wiadomo co. Przez to, że to „twierdza ostatniej obrony”, wróg pewnie najpierw musiałby pokonać obsady poprzednich twierdz, żeby dotrzeć do Norhold. Takie czekanie na nieznane potrafi być bardzo stresujące, więc zwyczajna gra w karty byłaby rozluźniająca. Być może wino to przesada, żołnierze powinni być w pełni władz umysłowych, a alkohol nie wszystkim pomaga w myśleniu. ; )

Andy pisze:Source of the post Książę wdrapał się po stromych schodach na blanki i zamarł. Rzadka mgła nie zdołała ukryć dziesiątek tysięcy żołnierzy, otaczających twierdzę od pierwszego wału aż po las. Jednocześnie odgłosy rozbijanego obozu głucho odbijały się od fortyfikacji. Już budowali szańce polowe!


Ten fragment jest kompletnie nielogiczny. Zostały wystawione warty, które miały zakaz picia wina i grania w karty. Podejrzewam, że żołnierze chociaż trochę byli skupieni na patrolowaniu murów twierdzy. Co prawda, nigdy nie widziałem tak wielu osób na własne oczy, ale wydaje mi się, że dziesiątki tysięcy robią niezły hałas, gdy maszerują. Nie tyle sam tupot stóp, ale brzęki oręża, garnków i patelni (jakoś musieli sobie gotować, prawda) et cetera. Nawet jeśli nie widzieli ich, to powinni usłyszeć.

Andy pisze:Source of the post Gołąb przeszyty strzałą padł tuż za murem obronnym.


Całe szczęście. : D A już myślałem, że nikt go nie zauważy.

Trudno jest mi ocenić czyjś tekst, więc wybacz mi moją nieporadność. Szkoda, że zabrakło opisów nastrojów wśród żołnierzy, ich ucinanych rozmów, gdy w pobliżu pojawiał się książę, czegokolwiek, co pozwoliłoby wczuć się w klimat zaszczucia, bo mam wrażenie, że tak właśnie powinnyśmy ten tekst odbierać. Przydałoby się więcej interakcji.

Oczywiście o samej fabule nie ma co się wypowiadać, skoro to dopiero pierwszy rozdział. Z oceną poczekam na całość. : )

Pozdrawiam serdecznie,
graf zer0.


“The sky above the port was the color of television, tuned to a dead channel.”


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości