Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Aghakar - początek

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Aghakar - początek

Postautor: Figiel » pt 13 kwie 2018, 13:47

Za radą Szanownych Kolegów postanowiłam eksperymentalnie spróbować czegoś, w czym sprawdzać się nawet nie myślałam. Przyznaję, słowa wierzgały, bo co i rusz jakieś brzmiało dysonansem wobec miejsca i czasu opowieści. Nadal nie mam pewności, czy są dostatecznie upilnowane. Rozumiem też, że wymyślony świat trzeba pokazać, by czytelnik się w nim rozeznał, ale zastanawiam się, czy w tym fragmencie nie spasłam informacjami tekstu jak tucznej gęsi – z nadmiernym entuzjazmem. Proszę, zerknijcie na niego pod tym kątem. Lub dowolnym.


Miałem osiem lat, gdy stało się oczywiste, że nigdy nie zostanę Wojownikiem, jak mój ojciec i wszyscy mężczyźni z klanu Nuun.

Jako jedynemu spośród wielu chłopców udało mi się dwa razy wypuścić z ręki drewniany miecz, zaledwie dziecinną zabawkę, i to w nie byle jakim momencie, a podczas corocznego sprawdzianu umiejętności najmłodszych adeptów Ścieżki Wojownika, po którym następowała ceremonia przydziału Szarfy Pierwszego Kroku. Marzył o niej każdy ośmiolatek w Aghakarze.

Jak bardzo byłem niezgrabny w wojowniczym rzemiośle i jak zupełnie na nią nie zasługiwałem, zobaczyli wszyscy.

Pamiętam, że tego dnia gwiazda Siri stała wysoko na niebie. Dane nam było oglądać ją tylko w porze Anu. Wtedy, wznosiła się ponad szczytami gór i napełniała dolinę ciepłem, bez którego żaden z tarasów wykutych w zboczach nie urodziłby plonu, potrzebnego do wykarmienia społeczności Aghakaru i zwierząt, które hodowaliśmy. W porze Unu nie rosło nic; było zbyt zimno i ciemno, tylko lekka poświata wisząca nad szczytami pozwalała wierzyć, że Siri gdzieś za nimi odbywa swoją wędrówkę i wróci wraz z nastaniem Anu. Ale mniejsza o Siri, Anu i Unu.
Oto co się stało tamtego dnia, który okrył wstydem moje imię.

Stałem razem z rówieśnikami pośrodku placu, wysypanego drobno tłuczonymi kamieniami, ubrany w białą, krótką tunikę uszytą przez moją matkę z materiału przywiezionego przez kupców z dalekich stron. W prawym ręku trzymałem dziecinny, drewniany miecz, w lewym tarczę, również wykonaną z drewna. Pierwszy raz w życiu miałem na nogach grube skórzane buty, podobne do tych, które nosili dorośli Wojownicy: wysokie do kolan, oplecione rzemieniami, z twardymi podeszwami. Byłem z nich dumny, choć nieustannie przestępowałem z nogi na nogę, bo uwierały mnie w stopy. Inni chłopcy, również w białych tunikach i nowych butach, też musieli odczuwać niewygodę – wszyscy wierciliśmy się, łamiąc co chwila szyk, w którym nas ustawiono.

Od poprzedniej Anu, ćwiczyliśmy poruszanie się w grupie, a także zgłębialiśmy tajniki wykonywania prostych manewrów, pod czujnym okiem Dhal, naszych Mistrzów, a teraz mieliśmy pokazać nabyte umiejętności Radzie Wojowników, rodzicom i wszystkim Aghakarczykom.

Tego dnia Dhal byli przy nas. Rozdzielali kuksańce, próbując ustawić nas w nienagannym szyku i co chwila przypominali o taktyce. Ale nawet gdyby najtrudniejsze taktyki manewrowe były równie proste, jak odpoczynek po obfitym posiłku, a dorosłe buty nie uwierały nas w stopy, i tak trudno byłoby gromadce przejętych chłopców zachować spokój – staliśmy przecież w miejscu, gdzie staczali między sobą walki prawdziwi wojownicy i napawało to nasze ośmioletnie serca dumą, a zarazem niepokojem, czy sprostamy zadaniu.

Po prawdzie niespokojni musieli być też Dhal, bo od tego, jakie umiejętności pokażemy, zależało czy Rada zezwoli im na dalsze kształcenie przyszłych wojowników, czy wobec mizernych rezultatów będą musieli poszukać sobie innego zajęcia. Ale tego my, dzieci, wtedy nie wiedzieliśmy.

Sprawdzian i ceremonia jak zwykle zgromadziły tłumy. Przybyły wszystkie klany. Mężczyźni i kobiety powoli zajmowali miejsca na kamiennych ławach, ustawionych koliście wokół placu i wznoszących się rzędami wysoko nad nim. Najliczniej stawili się Wojownicy, będący zarazem myśliwymi, ubrani w skórzane tuniki spięte w pasie grubymi, mocno splecionymi rzemieniami. Ich twarze zdobiły czarne tatuaże wokół oczu, mocno odcinające się od jasnej skóry. Aby na niego zasłużyć, trzeba było przejść wszystkie Sześć Kroków Ścieżki Wojownika – wtedy to młodzi mężczyźni otrzymywali własne miecze, z którym nigdy się nie rozstawali, a my, chłopcy, stojąc zaledwie u progu tej drogi, mogliśmy tylko z daleka podziwiać migotliwe blaski ostrzy, odbijających promienie Siri.

Wojownicy wywodzili się z klanów Thaa i Nuun. Klan Kaaf dawał naszej społeczności Opiekunów Ziemi i Zwierząt, którzy nosili szare ubrania z materiałów tkanych przez ich kobiety: proste bluzy luźno układające się na ciele i szerokie spodnie. Opiekunowie, choć wykonywali pracę, bez której pomarlibyśmy z głodu, nie mieli wpływu na najważniejsze decyzje społeczności i godzili się z każdą, jaką im narzucono. W Aghakarze mężczyzna mógł być tylko Wojownikiem lub Opiekunem – mieczem lub pracą własnych rąk musiał działać dla wspólnego dobra.

Przedmiotów codziennego użytku, których sami nie wytwarzaliśmy, dostarczało nam Tidikhin miasto położone za Hiato, najniższym z pasm górskich otaczających dolinę. Pozostałe dwa, Ighal i Tagh były wysokie i niedostępne: kto próbował je przejść, nigdy nie wracał, za to z Tidikhin łatwo było do nas dotrzeć. Jego mieszkańcy wymieniali w Aghakarze wyroby rzemieślnicze na skóry zwierząt, mięso i plony ziemi, a czasem przyprowadzali budowniczych, którzy umieli wznosić solidne domy z kamienia i gliny, takie jak ten, w którym mieszkałem z rodzicami.

Byli jeszcze kupcy, przybywający do nas z tak daleka, że nikt nie wiedział, gdzie mają swoje domy. Trafiali do nas rzadko, ale gdy się pojawiali, kobiety wyciągały z klatek ostatnie ptaki, lub przeznaczone na chłodne dni Unu pęki suszonych pasków mięsa, by zdobyć barwną materię, jakże różną od tej wytwarzanej przez Opiekunki – miękką i delikatną, z której potem szyły długie, powłóczyste suknie. Przywdziewały je na liczne ceremonie, stanowiące jedyną okazję do zabawy w dość monotonnym i wypełnionym pracą życiu Aghakarczyków.

Ceremonia Szarfy Pierwszego Kroku zawsze była dla kobiet szczególna, bo oznaczała pożegnanie z synami. Dokąd nie ukończyli siedmiu lat, należeli wyłącznie do matek, mogły ich rozpieszczać, ile chciały, ale tylko do czasu, gdy otrzymają Pierwszą Szarfę. Potem, o każdym kroku męskich potomków decydowali ojcowie.

Żadna matka nie opuściłaby ceremonii syna, więc i na naszą przyszły wszystkie. Ich wysokie, melodyjne głosy mieszały się w powietrzu z twardymi, męskimi, a my, jeszcze na chwilę przed rozpoczęciem sprawdzianu, gorączkowo wypatrywaliśmy w tłumie rodziców. Szybko dostrzegłem ojca i matkę wśród ludzi z klanu Nuun. Siedzieli po mojej prawej stronie, w środkowych rzędach ław. Ojciec miał na sobie strój Wojownika, matka założyła na ten dzień swoją najlepszą szatę z błękitnego materiału, a we włosy wpięła białe kwiaty. Stałem na tyle blisko, by zauważyć, że oboje dodawali mi otuchy ciepłymi spojrzeniami. Przypomniałem sobie, naszą rozmowę w drodze na Ceremonię:
– Soresie – Ojciec zatrzymał się i przykucnął, tak, że jego oczy znalazły się na wprost moich. – Dziś jest ważny dzień. Przestaniesz być dzieckiem i otrzymasz prawo dalszego kroczenia Ścieżką Wojownika. Nasz klan wydał wielu dzielnych mężczyzn. Ufam, że do nich dołączysz, synu. – Położył dłonie na moich ramionach tak, jak robią to Wojownicy przed walką, a ja pomyślałem, że zrobię wszystko, by stać się takim człowiekiem jak on: mądrym i odważnym.
– Jesteś dzielnym chłopcem. – Matka obdarzyła mnie pięknym uśmiechem, który uwielbiałem. – A jeślibyś zaczął się niepokoić, zrób tak: zamknij oczy i skup się na tym, jak łatwo osiągnąć cel. Niech twoje myśli biegną tylko w jednym kierunku. Wtedy wszystko się uda.

Tuż przed rozpoczęciem sprawdzianu posłuchałem jej rady: zamknąłem oczy i ze wszystkich sił skupiłem się na czekającym nas zadaniu. Wydawało się stosunkowo proste.

Na plac wypuszczano likanota – to często hodowany w Aghakarze zwierzak. Ludzie łapali je w górach, oswajali i trzymali w domach dla uciechy. Likanoty są z natury łagodne, więc nie mogły nam, dzieciom, wyrządzić krzywdy. Nadto, poruszają się dość wolno, sprytu mają mało, ale też nie są na tyle głupie, by stać w miejscu, gdy ktoś je goni. Mieliśmy zrobić tylko jedno: posuwając się w szyku o rozwartych ramionach zapędzić zwierzę do usypanego na środku placu czerwonego okręgu i tam, zmieniając ustawienie w kształt koła, zamknąć likanota w jego środku.

Stojąc, z zamkniętymi oczami, wyobrażałem sobie, że wszystko przebiega bez trudu i po chwili rzeczywiście ujrzałem zwierzaka, uwięzionego w zgrabnym kręgu, utworzonym z naszych ciał. Słyszałem, jak tłum wiwatuje. Czułem się godnym następcą ojca.

Jednak Dhal musiał uznać się, że zasnąłem na stojąco, więc szturchnął mnie znienacka w ramię. Przestraszyłem się i upuściłem drewniany miecz.
To był ten pierwszy raz.
Mistrz szybko podniósł go i na powrót wetknął mi w dłoń.
– Nigdy nie upuszczaj miecza, który trzymasz w ręku. Rozumiesz! Nigdy! – Syknął mi do ucha.
Potulnie kiwnąłem głową, ale nie zdążyłem nic powiedzieć, bo właśnie dwóch Opiekunów wniosło na plac klatkę z likanotem. Dhal ruszył w ich kierunku – za chwilę miał uwolnić zwierzę i dać sygnał rozpoczęcia sprawdzianu.

Likanot niespiesznie wytoczył się ze swojego więzienia i usiadł. Był dobrze wykarmiony, a nawet gruby. Brunatnordzawa, gęsta sierść błyszczała w promieniach Siri. Potrząsnął płaskim pyskiem z małymi, okrągłymi uszami i ziewnął. Podrapał się tylną łapą po szyi, a w końcu wstał. Nie był duży, mógł sięgać mi najwyżej kolan. Nogi miał krótkie, koślawe, za to tułów długi, a brzuchem dotykał niemal ziemi, na której luźno spoczywał szeroki na dłoń, pozbawiony włosów, ogon. Opiekunowie szybko wynieśli klatkę i zabrzmiał sygnał do ataku.
Ruszyliśmy.

Zajmowałem w szyku trzecie miejsce z prawej strony i nie musiałem robić nic, tylko pilnować, by nie zgubić rytmu. Ci, którzy zostali ustawieni w punktach krańcowych mieli o wiele trudniej, bo musieli przewidywać ruchy zwierzęcia i decydować, w którym momencie zmieniać układ szyku, by osaczyć likanota.
Biegłem więc miarowo, wpatrzony w plecy Envee, mojego przyjaciela i towarzysza zabaw. Słyszałem chrzęst kamyczków pod stopami, kątem oka widziałem, jak pryskają na boki spod wybijających takt nóg. Pomimo lekkiego ubioru, po niedługiej chwili zacząłem się pocić, a po nieco dłuższej, tunika zaczęła przylegać mi do grzbietu. Na plecach Envee również pojawiła się niewielka, mokra plama.

Likanot, którego goniliśmy, był chyba sprytniejszy od swoich braci, bo nie chciał dać się zapędzić do okręgu i kluczył, poruszając się znacznie szybciej, niż można było po jego wyglądzie przypuszczać. Nieustannie zmuszał szyk do nagłej zmiany kierunku albo kpił z nas: na chwilę przystawał tuż obok czerwonego pola i zdawałoby się, że można już zmieniać ustawienie, by zamknąć go w potrzasku, gdy nadspodziewanie szybko oddalał się w najdalszy kraniec placu. Biegliśmy tam, przyspieszając tempo, a on zaraz przemykał na drugą stronę, niemal ocierając się bokiem o stopy widzów i nie dawał do siebie żadnego podejścia.

Oddechy moich towarzyszy stawały się coraz głośniejsze, a mnie dodatkowo zaczęły boleć nogi nienawykłe do twardego obuwia. Minęło jeszcze parę chwil i mgła zaczęła zasłaniać mi oczy, pragnąłem tylko by sprawdzian się skończył, ale wciąż uparcie podnosiłem nogi zgodnie z rytmem. Naraz usłyszałem wrzawę na widowni. Wiedziałem, co oznacza: likanot stoi w czerwonym kole! Ostatni, szybki manewr i każdy z nas zaniesie do domu upragnioną Szarfę.
Tak się ucieszyłem, że zupełnie zapomniałem o podstawowej zasadzie – jeśli chcesz szybko zatrzymać się w biegu i pewnie stanąć w miejscu, zacznij drobić krokami na szeroko rozstawionych nogach, a twój ruch straci impet. Gdy Envee przede mną postępował zgodnie z tym, czego nas uczono, ja nie zmieniłem tempa i – co było nieuniknione – zderzyłem się z jego plecami. Na dodatek poplątały mi się nogi i upadłem, wypuszczając, po raz wtóry tego dnia, miecz z ręki.

Leżałem u stóp Envee pełen wstydu, a róg tarczy, na którą się przewróciłem, boleśnie wbijał mi się w pierś. Słyszałem jęk zawodu dochodzący z ław i głosy rozpaczy chłopców. Do tego, likanot natychmiast zwietrzył okazję do ucieczki i wgramolił się na moje plecy, jeszcze mocniej dociskając tarczę do piersi. Na koniec, gdy stał już przednimi łapami poza utworzonym przez nas kołem, a tylnymi jeszcze na moim grzbiecie, odwrócił pysk i ugryzł mnie w ramię.
Był to chyba pierwszy i jedyny przypadek, gdy to łagodne zwierzę tak potraktowało człowieka.
Na to, co się działo później, litościwie spuszczam zasłonę milczenia.

Rada Wojowników nie była zgodna, czy zaliczyć sprawdzian. Obrady trwały o wiele dłużej niż zwykle, ale ostatecznie wszyscy dostali Szarfy. Z wyjątkiem mnie.
Zamiast chluby, ja, Sores, jedyny syn dumnego Kagai i Hiar, przyniosłem im niesławę. W milczeniu wracaliśmy do domu. Paliły mnie policzki i nie wiedziałem gdzie podziać spojrzenie, a rodzice mieli zmartwione twarze. Ojciec spoglądał na matkę dziwnym wzrokiem, którego znaczenia nie umiałem rozpoznać, a jej oczy robiły się wilgotne. Wtedy myślałem, że ten smutek wynika ze wstydu, jakim okryłem klan. Ale oni wiedzieli, że gdy Siri skończy wędrówkę po niebie, a jej miejsce zajmie błękitny Kinah, do naszego domu przyjdzie Rada Wojowników, składająca się z czterech najstarszych mężczyzn z obu klanów i ogłosi, co wobec mnie postanowiła. Prawo Aghakaru dla tych, którzy nie zdołali zaliczyć Pierwszego Kroku, było surowe. Ale o tym, też nie wiedziałem



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2896
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Aghakar - początek

Postautor: Bartosh16 » pt 13 kwie 2018, 14:12

Figiel pisze:Source of the post Jako jedynemu spośród wielu chłopców udało mi się dwa razy wypuścić z ręki drewniany miecz, zaledwie dziecinną zabawkę, i to w nie byle jakim momencie, a podczas corocznego sprawdzianu umiejętności najmłodszych adeptów Ścieżki Wojownika, po którym następowała ceremonia przydziału Szarfy Pierwszego Kroku.


1. Zdanie ciut za długie i średnio poskładane.
2. Jeżeli wypuszczenie miecza z ręki stanowiło porażkę, słowo "udało się" nie jest najlepszy wyborem.
3. Ścieżka Wojownika była w "Wiedźminie 3". Uważaj na takie rzeczy.

Figiel pisze:Source of the post Jak bardzo byłem niezgrabny w wojowniczym rzemiośle i jak zupełnie na nią nie zasługiwałem, zobaczyli wszyscy.


A Czytelnicy w tym momencie odłożyli tekst i uznali: "Teraz już wiem wszystko".

Nie uprzedzaj zdarzeń. Nigdy. Próbowałem wymyślić uzasadnienie dla takiego zabiegu literackiego, ale nic nie przyszło mi do głowy. Może oprócz przepowiedni.

Figiel pisze:Source of the post bez którego żaden z tarasów wykutych w zboczach nie urodziłby plonu


Skała jest średnio żyzna o ile mi wiadomo.

Figiel pisze:Source of the post Wojownicy wywodzili się z klanów Thaa i Nuun. Klan Kaaf dawał naszej społeczności Opiekunów Ziemi i Zwierząt...


Piszesz o ceremonii i odbijasz w stronę Opiekunów Ziemi i Zwierząt. Nuuuuda...
Na takie opisy będzie czas i miejsce gdzie indziej. Teraz bohater stoi przed pierwszym ważnym sprawdzianem w życiu. Są istotniejsze kwestie.

Figiel pisze:Source of the post Przywdziewały je na liczne ceremonie, stanowiące jedyną okazję do zabawy w dość monotonnym i wypełnionym pracą życiu Aghakarczyków. --> Ceremonia Szarfy Pierwszego Kroku zawsze była dla kobiet szczególna


Te przejścia nie są zbyt płynne, wybijają z rytmu.

Figiel pisze:Source of the post Potrząsnął płaskim pyskiem z małymi, okrągłymi uszami i ziewnął


Pysk miał uszy?

Figiel pisze:Source of the post nogi nienawykłe do twardego obuwia


Nie jestem do końca przekonany do twardego obuwia. W wojsku raczej dąży się do osiągnięcia perfekcji we względach praktycznych i armia raczej wyda żołnierzom wygodne buty. Buty to bardzo ważna rzecz w wojsku. Wystarczy wspomnieć II wojnę światową i Niemców odrąbujących radzieckie walonki razem z nogami, by wreszcie było im ciepło w stopy.

Ok, może armia chciała zahartować swoich żołnierzy... ale na dłuższą metę nie widzę sensu. Dlaczego po prostu nie kazać chodzić boso?

Figiel pisze:Source of the post upadłem, wypuszczając, po raz wtóry tego dnia, miecz z ręki


Widzisz, tu jest problem. Napisałeś wcześniej, że bohater wypuścił dwa razy miecz z ręki. A ja nie lubię spoilerów. Jeżeli bohater na początku rozdziału powie: "Dzisiaj nawaliłem, więc wyrzucili mnie z pracy", to ja nie chcę czytać o tym, jak nawalił. Po co, skoro wiem, co się stanie? Tak jak tutaj. Jeśli chcesz stworzyć aurę tajemnicy, musisz poszukać innej drogi. Warto, bo tekst całkiem przyjemny, tylko oczywiste fabularne potknięcia niszczą potencjał.

Pracuj dalej, pozdrawiam.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Figiel » pt 13 kwie 2018, 15:43

Dziękuję, Bartoshu, za poświęcony czas. Przyjmuję uwagi, ale spróbuję się bronić, choć zapewne postąpię zgodnie z Twoimi wskazówkami.
Bartosh16 pisze:Source of the post 1. Zdanie ciut za długie i średnio poskładane.
2. Jeżeli wypuszczenie miecza z ręki stanowiło porażkę, słowo "udało się" nie jest najlepszy wyborem.
3. Ścieżka Wojownika była w "Wiedźminie 3". Uważaj na takie rzeczy.

1. Przemyślę konstrukcję, prawdopodobnie rozbiję na dwa.
2. Wypowiedź jest utrzymana w nieco sarkastycznym tonie, stąd „ nie byle jaki moment” i „ udało się” w rozumieniu „tylko mnie to spotkało”. To mówi dorosły mężczyzna i ma już dystans do tego przykrego zdarzenia. Jak sadzę, ma też poczucie humoru.
3. Nie czytałam, nie mogłam wiedzieć. Zmieni się, oczywiście.
Bartosh16 pisze:Source of the post A Czytelnicy w tym momencie odłożyli tekst i uznali: "Teraz już wiem wszystko".

No cóż, można być niezgrabnym na wiele sposobów.
Powiedzenie „byłem niezgrabny” nie jest jednoznaczne z tym co, w jaki sposób oraz w jakich okolicznościach zrobiłem. Głośne pierdniecie z kolegami przy piwie, to coś różnego od tego samego czynu w otoczeniu ważnych osób lub w szczególnym miejscu. O pierwszym nie ma co pisać, o drugim – można.
Bartosh16 pisze:Source of the post Skała jest średnio żyzna o ile mi wiadomo.

Jest. A patrz, Chińczycy z gór znaleźli sposób: katorżnicza praca, ale robią to do dziś, na dodatek tam, gdzie nie wjadą maszyny. Niemniej uwaga słuszna, powinnam wyjaśnić jak te tarasy powstają i dlaczego rodzą plony, tak jak te chińskie.
Bartosh16 pisze:Source of the post Piszesz o ceremonii i odbijasz w stronę Opiekunów Ziemi i Zwierząt. Nuuuuda...
Na takie opisy będzie czas i miejsce gdzie indziej.

Właśnie o tym pisałam, mówiąc o „tuczeniu tekstu”, ale nie znalazłam innego miejsca na opis grup społecznych niż to, w którym bohater widzi społeczność razem. Biorąc pod uwagę, że być może nie zbawi tu długo, nie będzie innej okazji do wspomnienia o strukturze społeczności, a dobrze by czytelnik ją znał, bo będzie pewnym punktem odniesienia.
Ale teraz myślę, da się to przenieść gdzie indziej. Chyba rzeczywiście z pożytkiem dla tekstu.
Bartosh16 pisze:Source of the post Pysk miał uszy?

Jeżeli mówiąc "pysk" mamy na myśli kufę, to raczej nie. Ale pod pojęciem "pysk" potocznie rozumie się całą głowę zwierzaka. Ale zapewne masz rację, przeredaguję.
Bartosh16 pisze:Source of the post Nie jestem do końca przekonany do twardego obuwia.

Rzecz polega na tym, że dzieciaki chodziły dotąd boso. Buty dostawały po raz pierwszy na ceremonię. Myślę, że mogły odczuwać je jako twarde, ale też można z owej twardości zrezygnować, na rzecz zwykłej niewygody, bo jestem przekonana, że dzieciak który dotąd śmigał boso musi odczuwać dyskomfort, gdy stopy są nagle uwięzione. Z opisu społeczności wynika, że nie mieli własnych rzemieślników, zatem obuwia dostarczali im ci z miasta. Być może po prostu nie przykładali się do komfortu swoich wyrobów. A serio - ci wojownicy nie stanowili armii jako takiej. To wyizolowana społeczność rządząca się swoimi prawami. Chyba słabo to pokazałam.
Bartosh16 pisze:Source of the post Jeśli chcesz stworzyć aurę tajemnicy, musisz poszukać innej drogi.

Nie chodziło mi o aurę tajemnicy. Już w pierwszym zdaniu bohater mówi że zawiódł. Bardziej chciałam pokazać jak dzieciak wyrosły w społeczności, gdzie bycie wojownikiem jest prestiżem bardzo się starał, jak istotny był to moment i jak źle się czuł, gdy zawiódł. Wiadomo jednak, że zdarzenie jest jedynie punktem wyjścia i pociągnie za sobą jakieś konsekwencje. To co się stało może wydawać się czytelnikowi błahe, no bo w końcu co takiego? Ośmiolatek przewrócił się i tyle. A i upuścił drewniany miecz, wielkie mi co! Jeżeli jednak nie pokazałam w tekście lub pokazałam zbyt słabo, że ta społeczność nie najlepiej toleruje takie wpadki, to tekst raczej do napisania od nowa.
Pozdrawiam serdecznie.



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2896
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

[W]Aghakar - początek

Postautor: Bartosh16 » pt 13 kwie 2018, 16:57

Tak na szybko - ja bym tego po prostu nie opisał w ten sposób.

Ty zdecydowałeś się na opcję:
1. Dzieciak zawiódł.
2. Opis, jak do tego doszło.
Nie ma elementu zaskoczenia, bo wiem, że cokolwiek się stanie, dzieciak zawiedzie.

Zamiast tego spróbuj odwrotnie:
1. Opis tego, co się działo.
2. Dzieciak zawiódł.
Przy czym cały czas zachowuj klimat tego, jakie to dla niego ważne, żeby upadek był tym bardziej bolesny. Tak to widzę, ale mogę się mylić.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Juliahof
Debiutant
Debiutant
Posty: 497
Rejestracja: sob 13 sty 2018, 22:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Juliahof » sob 14 kwie 2018, 16:26

Figiel, opowieść bardzo mi się podoba:-)) Piszesz dojrzałym, plastycznym językiem, toteż w moim odczuciu ewentualne zmiany i przebudowa tekstu (jego konstrukcji) jest sprawą wtórną i znacznie prostszą, niż osiągnięcie takiej kultury literackiej i sprawności językowej, jaką reprezentujesz! Gratulacje i czekam na ciąg dalszy :hug:



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Figiel » ndz 15 kwie 2018, 10:55

Bartosh, rozumiem, co masz na myśli. Opcja którą proponujesz jest - nazwijmy to - bezpieczniejsza i cały czas ją rozpatruję. Z drugiej strony nie uważam, że przy nieco gawędziarskim stylu wypowiedzi narratora może być to błąd zniechęcający czytelnika od wsłuchania się w opowieść, tym bardziej, że akcja dotyczy zaledwie jednego, konkretnego wydarzenia. Pytanie "co się stanie?" zastąpiłam "jak się stanie?" i to była istota zabiegu. Niemniej, również mogę się mylić, bo przecież rozbudzić ciekawość odbiorcy ( nieoczekiwanym zdarzeniem) i ją podtrzymywać to pierwsze przykazanie.

Juliahof
Bardzo dziękuję za ciepłe, motywujące słowa. Ciąg dalszy będzie, bo naprawdę polubiłam tego dzieciaka w narratorze, chociaż sęk w tym, że to nie ja powinnam go lubić, a właściwie nie tylko ja. Cóż, postaram się:)



Awatar użytkownika
Kirke
Pisarz domowy
Posty: 67
Rejestracja: śr 11 kwie 2018, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Kirke » ndz 15 kwie 2018, 12:11

Figiel pisze:Source of the post
Miałem osiem lat, gdy stało się oczywiste, że nigdy nie zostanę Wojownikiem, jak mój ojciec i wszyscy mężczyźni z klanu Nuun.


Mam wątpliwości z tym zdaniem, bo nie wiem, czy popełniłaś tu błąd, czy tak jak napisałaś, tak miałaś na myśli. Jego ojciec i wszyscy mężczyźni z klanu też nie zostali Wojownikiem?

Figiel pisze:Source of the post Jako jedynemu spośród wielu chłopców udało mi się dwa razy wypuścić z ręki drewniany miecz, zaledwie dziecinną zabawkę, i to w nie byle jakim momencie, a podczas corocznego sprawdzianu umiejętności najmłodszych adeptów Ścieżki Wojownika, po którym następowała ceremonia przydziału Szarfy Pierwszego Kroku. Marzył o niej każdy ośmiolatek w Aghakarze.


Ten fragment był już wymieniany, więc ja potraktuję go z innej strony. Każdy ośmiolatek marzył o ceremonii? Czy o Szarfie? Zgaduję, że chodziło ci Szarfę, ale tutaj też pojawiają się wątpliwości.

Figiel pisze:Source of the post
Pamiętam, że tego dnia gwiazda Siri stała wysoko na niebie.


Gwiazda stała? Niezbyt mi pasuje, dałabym jakieś inne słowo :/

Figiel pisze:Source of the post
Dane nam było oglądać ją tylko w porze Anu. Wtedy, wznosiła się ponad szczytami gór i napełniała dolinę ciepłem, bez którego żaden z tarasów wykutych w zboczach nie urodziłby plonu, potrzebnego do wykarmienia społeczności Aghakaru i zwierząt, które hodowaliśmy. W porze Unu nie rosło nic; było zbyt zimno i ciemno, tylko lekka poświata wisząca nad szczytami pozwalała wierzyć, że Siri gdzieś za nimi odbywa swoją wędrówkę i wróci wraz z nastaniem Anu. Ale mniejsza o Siri, Anu i Unu.
Oto co się stało tamtego dnia, który okrył wstydem moje imię.


Rany, tyle pojęć naraz! Przyznam, że podobają mi się te nazwy, ale wyobraź sobie sennego czytelnika, który czyta z klejącymi się powiekami. Nie ma szans, żeby to zapamiętał!
I jeszcze; mi również nie podoba się zabieg zapowiadania wydarzeń. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że czasami to po prostu samo tak wychodzi. W pierwszej wersji pierwszego rozdziału mojej powieści też tak zrobiłam. Przyjaciele wytknęli mi ten błąd i chociaż na początku zaprzeczałam, broniłam się, że to często stosowany zabieg przez profesjonalnych pisarzy - w drugiej wersji się go pozbyłam. Nie wybiegaj tak do przodu, narratorze!

Figiel pisze:Source of the post

Stałem razem z rówieśnikami pośrodku placu, wysypanego drobno tłuczonymi kamieniami, ubrany w białą, krótką tunikę uszytą przez moją matkę z materiału przywiezionego przez kupców z dalekich stron.


Nie uważasz, że to za dużo informacji jak na jedno zdanie? Pamiętaj o tym sennym czytelniku :wink:

Okej, dość! Teraz spróbuj sama przejrzeć swój tekst, ale okiem krytycznym i bezlitosnym :) Tekst mi się bardzo spodobał, polubiłam głównego bohatera - to taki fajny dzieciak, szczery i ludzki :> Mam nadzieję, że nie odbierasz moich drobnych uwag, jako złośliwe wytykanie błędów
Powodzenia przy dalszym pisaniu!


„Powiedział tak: „pan jest częścią mnie, ja częścią pana”.”
Taco Hemingway, „To by było na tyle”

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Figiel » ndz 15 kwie 2018, 14:58

Kirke pisze:Source of the post Miałem osiem lat, gdy stało się oczywiste, że nigdy nie zostanę Wojownikiem, jak mój ojciec i wszyscy mężczyźni z klanu Nuun.
Mam wątpliwości z tym zdaniem, bo nie wiem, czy popełniłaś tu błąd, czy tak jak napisałaś, tak miałaś na myśli. Jego ojciec i wszyscy mężczyźni z klanu też nie zostali Wojownikiem?

Chyba popełniłam:) Istotnie może brzmieć niejasno, mimo oczywistej intencji.
Kirke pisze:Source of the post prawdzianu umiejętności najmłodszych adeptów Ścieżki Wojownika, po którym następowała ceremonia przydziału Szarfy Pierwszego Kroku. Marzył o niej każdy ośmiolatek w Aghakarze.
Ten fragment był już wymieniany, więc ja potraktuję go z innej strony. Każdy ośmiolatek marzył o ceremonii? Czy o Szarfie? Zgaduję, że chodziło ci Szarfę, ale tutaj też pojawiają się wątpliwości.

Ceremonia równała się przydziałowi Szarfy. Myślę jednak, że sens zdania jest tu dla czytelnika intuicyjnie domyślny, biorąc pod uwagę nazwę występującą jako ostatnią w końcu poprzedniego zdania.
Kirke pisze:Source of the post Rany, tyle pojęć naraz! Przyznam, że podobają mi się te nazwy, ale wyobraź sobie sennego czytelnika, który czyta z klejącymi się powiekami. Nie ma szans, żeby to zapamiętał!
I jeszcze; mi również nie podoba się zabieg zapowiadania wydarzeń. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że czasami to po prostu samo tak wychodzi

Rzeczywiście, też mam wrażenie, że tekst jest mocno naszpikowany nazwami w bezpośredniej bliskości, rozwiążę ten problem.
Co do zapowiadanego biegu wydarzeń - zgodnie ze starym powiedzeniem: jeśli jedna osoba powie ci, że wyrósł ci ogon, możesz wzruszyć ramionami, ale jeśli mówią to dwie - lepiej się obejrzyj. Więc się oglądam.
Kirke pisze:Source of the post Stałem razem z rówieśnikami pośrodku placu, wysypanego drobno tłuczonymi kamieniami, ubrany w białą, krótką tunikę uszytą przez moją matkę z materiału przywiezionego przez kupców z dalekich stron.
Nie uważasz, że to za dużo informacji jak na jedno zdanie? Pamiętaj o tym sennym czytelniku

Przeczytałam to zdanie kilka razy i nie dopatrzyłam się tu nadmiaru. Krócej? Stoi na kamienistym placu ubrany w tunikę z cennego materiału. Niby to samo, a jednak nie. Mam ogromne zaufanie do czytelniczych umiejętności w zakresie przyswajania i przetwarzania informacji. Nie uważam, aby ilość bitów spowodowała tu zagrzanie synapsów. Ale wytnę
na pewno "moją" bo nieupilnowany chwast. I chyba jeszcze "krótką".
Kirke pisze:Source of the post Teraz spróbuj sama przejrzeć swój tekst, ale okiem krytycznym i bezlitosnym

Moje teksty są w ogóle biedne, bo nie mam do nich nabożnego stosunku, bliżej mi macochy niż matki:) Oczywiście, zastosuję Twoją radę odnośnie tego tekstu i pewnie jeszcze nie raz. Nie wątpię, że jeszcze coś się znajdzie do poprawki, choćby wytropienie podobnych konstrukcji zbyt blisko siebie, przegapionych rymów i sprytnych ( w uciekaniu przed wzrokiem) aliteracji.

Za uwagi serdecznie dziękuję. Na pewno nie potraktuję ich jak złośliwości. Przeciwnie - najdrobniejsza nawet uwaga czytelnika jest cenna i trzeba się nad nią pochylić z troską, choć czasem bywa, że każdy pozostaje przy własnym zdaniu.
Pozdrawiam.

Added in 3 minutes 35 seconds:
I wyszło ze mnie półtora chama:) Za miłe słowa o polubieniu bohatera i samej opowieści dziękuję równie serdecznie, jak za krytyczne:)

Added in 2 minutes 59 seconds:
I wyszło ze mnie półtora chama:) Kirke, za miłe słowa o polubieniu bohatera i samej opowieści dziękuję równie serdecznie, jak za krytyczne:)



Awatar użytkownika
Juliahof
Debiutant
Debiutant
Posty: 497
Rejestracja: sob 13 sty 2018, 22:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Juliahof » ndz 15 kwie 2018, 15:22

Kirke pisze:Source of the post Przyznam, że podobają mi się te nazwy, ale wyobraź sobie sennego czytelnika, który czyta z klejącymi się powiekami. Nie ma szans, żeby to zapamiętał!

Myślę, że senny czytelnik to nie jest ten, dla którego się pisze dobrą prozę:-)) Dla sennego czytelnika są SMSy i prognoza pogody :P



Awatar użytkownika
Kirke
Pisarz domowy
Posty: 67
Rejestracja: śr 11 kwie 2018, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Kirke » ndz 15 kwie 2018, 15:28

Juliahof pisze:Source of the post
Myślę, że senny czytelnik to nie jest ten, dla którego się pisze dobrą prozę:-))
Akurat dałam za przykład taką skrajnosc, bo sama czesto bywam takim sennym czytelnikiem. Poza tym dobra proza a małe natężenie informacji się nie wykluczają :wink:


„Powiedział tak: „pan jest częścią mnie, ja częścią pana”.”
Taco Hemingway, „To by było na tyle”

Awatar użytkownika
Raubtier
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 22 lut 2016, 21:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szczecinum
Płeć: Mężczyzna

[W]Aghakar - początek

Postautor: Raubtier » ndz 15 kwie 2018, 22:24

a zarazem niepokojem, czy sprostamy zadaniu.

Nadmiar przecinka

Wojownicy wywodzili się z klanów Thaa i Nuun. Klan Kaaf dawał naszej społeczności Opiekunów Ziemi i Zwierząt...

Wstawka na temat klanu Opiekunów Ziemi i Zwierząt wydaje mi się taka encyklopedyczna. No chyba, że nasz ziomek zostanie takim oto opiekunem.

Nie mam się do czego ciepiąc, bo fajny tekst.

Osobiście wydaje mi się to dziwne, że bohater nie wie co go spotka gdy nie przejdzie próby. I w sumie takie potraktowanie tego dzieciak wydaje mi się zbyt surowe. Według mnie tak naprawdę nic nie zrobił. I tak naprawdę to nie dlatego został wyrzucony z klanu, że upuścił miecz, tylko dlatego, że przez niego ten szczur uciekła. To jest trochę wprowadzanie w błąd.

Z niektórymi rzeczami o których mówili przedmówcy się nie zgodzę.
Uprzedzaj wydarzenia jak chcesz, czasami to jest nawet ciekawsze. Mnie na przykład ciekawiło dlaczego spotkał naszego bohatera taki dyshonor.
Wiedźmin nie ma żadnych praw autorskich do stwierdzenia „ścieżka wojownika”. To sformułowanie jest często stosowane.
Duży natłok nazw – to jest takie w stylu dukają, po prostu wrzucanie czytelników na głęboką wodę. Mi to nie przeszkadza, buduje klimat.


Hunde, wollt ihr ewig leben

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Figiel » pn 16 kwie 2018, 19:47

Raubtier, dziękuje za czas spędzony z tekstem. Cieszę się, że nie uznajesz go za stracony:)
Raubtier pisze:Source of the post Wojownicy wywodzili się z klanów Thaa i Nuun. Klan Kaaf dawał naszej społeczności Opiekunów Ziemi i Zwierząt...
Wstawka na temat klanu Opiekunów Ziemi i Zwierząt wydaje mi się taka encyklopedyczna. No chyba, że nasz ziomek zostanie takim oto opiekunem.

Wyjaśnienie, dlaczego o nich wspominam następuje w tekście dość szybko: ta społeczność składa się jedynie z dwóch grup "zawodowych". Mężczyzna może być Wojownikiem albo Opiekunem - nic poza tym. Kobiety przy domu. To społeczność o prostej strukturze.
Raubtier pisze:Source of the post Osobiście wydaje mi się to dziwne, że bohater nie wie co go spotka gdy nie przejdzie próby.

Ten dzieciak w ogóle niewiele wie, bo i niby skąd. Do siedmiu lat trzymał się kiecki matki i dopiero zaczyna tak naprawdę istnieć w społeczności. Poza tym zadanie było proste nawet jak na ośmiolatków, do tego drużynowe, trudno było coś mocno napsocić, toteż wszyscy zaliczali. Co prawda jest jakaś procedura postępowania wobec tych, którzy nie zaliczą ale nie musiała być powszechnie znana. Poza tym, Sores, jest dzieckiem posłusznym, stara się jak może, więc pewnie nie było potrzeby go straszyć go konsekwencjami wpadki zaliczeniowej, bo i nikt takiej nie przewidywał. Gdyby zwierzak nie był zanadto ruchliwy i cwany, a na dodatek złośliwy, dzieciaki dałyby sobie z nim radę szybko. A tak zmęczenie zrobiło swoje.
Raubtier pisze:Source of the post I tak naprawdę to nie dlatego został wyrzucony z klanu, że upuścił miecz, tylko dlatego, że przez niego ten szczur uciekła.

Ucieczka zwierzaka jest tu raczej wtórna wobec faktu, że był przyczyną złamania szyku, zatem przeszkodził drużynie w prawidłowym wykonaniu zadania. Z kolei pojęcie "Klan Wojowników" oznacza raczej przynależność rodową, nikt go z niego nie usuwa, ale Rada będzie musiała zrobić coś z Wojownikiem, który wojownikiem nie będzie.
Dziękuję za wskazanie interpunkcyjne.
Pozdrawiam.
I na koniec: Twój awatar mnie rozczulił. Rozmiękłam jak masło w skwarze.:)



Awatar użytkownika
Raubtier
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 22 lut 2016, 21:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szczecinum
Płeć: Mężczyzna

[W]Aghakar - początek

Postautor: Raubtier » śr 18 kwie 2018, 20:56

Osobiście wydaje mi się to dziwne, że bohater nie wie co go spotka gdy nie przejdzie próby

Nadal wydaje mi się to dziwne. Rodzice chyba straszą dzieci przed testami tekstami w stylu "jak nie zdasz testu do przedszkola to nigdy nie zostaniesz ginekologiem jak wujek Staszek".
No, ale nie rozwijam się na ten temat.

A co do awatara - to jest drapieżny drapieżnik: jeż uszaty (mój ulubiony gatunek jeży)


Hunde, wollt ihr ewig leben

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Aghakar - początek

Postautor: Figiel » pt 20 kwie 2018, 15:04

Raubtier pisze:Source of the post Nadal wydaje mi się to dziwne. Rodzice chyba straszą dzieci przed testami tekstami w stylu "jak nie zdasz testu do przedszkola to nigdy nie zostaniesz ginekologiem jak wujek Staszek".


Wbrew pozorom cieszę się, że nie do końca przekonało Cię moje wyjaśnienie. Ale może przekona ciąg dalszy opowieści?

Dziękuję za info o drapieżniku. I proszę o wybaczenie offa, no nie mogłam się powstrzymać:)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość