Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Galzag » czw 10 maja 2018, 22:03

UWAGA! Tekst zawiera nieco wulgaryzmów!

Noc zapadła ciemna i chłodna. Po niebie sunęły ciężkie, burzowe chmury, co chwila przerzucając między sobą zygzakowate błyskawice. Grzmoty przetaczały się ponad przedmieściami Kijowa, wprawiając w drżenie ziemię.
W domostwach już wiele godzin temu pozamykano okiennice, za którymi migały płomyczki zapalonych gromnic, będących – wedle ludowych wierzeń – najlepszą obroną przeciwko burzom. Na ulicach nie dało się zaświadczyć żywego ducha. Właśnie w takie noce po gospodach opowiadano niesamowite historie o różnych dziwach, przemierzających ukradkiem ciasne aleje miasta.
Tymczasem, kto tylko śmiałby opuścić bezpieczne cztery ściany, nie dostrzegłby tajemniczych maszkar, przemierzających brukowane aleje, chociaż niejeden brałby za nie bezdomnych, wciśniętych w kąty i zaułki. Tym bardziej za piekielnego stwora wzięto by samotnego Kozaka, pędzącego przed siebie ile sił w nogach – ubranego w same tylko szarawary, a do tego z krwawą szramą przechodzącą przez pierś i szablą ściskaną w prawicy.
Huknął grzmot.
Nagi tors pędzącego Kozaka zmoczyły pierwsze krople nadchodzącej ulewy. Tamten niewiele robił sobie z pogody, choć każdy kolejny odgłos burzy sprawiał, że Kozak kulił się, padał na ziemię albo uskakiwał za najbliższy róg. Pioruny zabrał na tamten świat wielu jego kompanów, choć znacznie większa ich liczba postradała życie od szlacheckich szabel i muszkietowych kul.
Zaledwie kilka pacierzy temu do gospody nieznanego nikomu szyldu wpadli pachołkowie magnaccy pod komendą niejakiego Kiejowicza. Przybyli z rozkazem zabrania tych, których imiona widniały na długiej liście, zatwierdzonej – jak mówiono – przez samego starostę. Po odczytaniu dokumentu obie strony – nieproszeni goście oraz zebrani w izbie biesiadnicy – zrozumieli, że bez oporu się nie obędzie.
Gdyby do obławy nie dołączył się wojewoda kijowski, posyłając prywatną chorągiew dragońską, sprawa mogłaby potoczyć się na korzyść Zaporożców. Tak się jednak nie stało.
Kozak z trudem utrzymał równowagę, kiedy noga zahaczyła o kupę rozrzuconych rupieci. Klnąc głośno, wsparł się o ścianę pobliskiego budynku. Wytężył słuch.
Odgłos pogoni ciągle brzmiał gdzieś w oddali. Po krwawej robocie, jakiej dopuścił się Jegor i jego kompania w szynku, szlachta nie mogła mu tego darować. Będą ścigać całą noc, a za dnia obstawią bramy zwartym kordonem straży, by nie prześliznęła się tamtędy bez ich wiedzy choćby najbardziej wygłodniała mysz. Kozak niewiele o tym myślał, stając do boju w obronie wyczytanych z listy towarzyszów. Cudem umknął śmierci tam, lecz tu wątpił w swoje dotychczasowe szczęście.
Kolejny grzmot zlał się z hukiem muszkietu. Kozak uskoczył za róg.
- Jest! - wrzasnął ktoś.
Kula gwizdnęła Kozakowi nad głową, zmuszając do dalszego biegu. Rzadko zdarzało się, by muszkiety wypalały w taką pogodę, co Jegor brał za pewien uśmiech losu, mimo że jak do tej pory już trzykrotnie musiał uskakiwać przed wystrzałami. Skoczył za róg, dostrzegając w absolutnej ciemności zarysy ścigającej go drużyny wojewodzińskiej. Skręcił raz jeszcze, potem znów i znów, i... struchlał.
W głowie mu się zakręciło na widok dziwacznego widziadła, a szabla nieomal wypadła z rozdygotanej dłoni.
Naprzeciwko niego stał człowieczek niewielkiego wzrostu, sięgający Kozakowi niewiele ponad pas, ściskając w małych rączkach bandolet. Twarz miał skrytą pod kapturem, spod którego wychodziły tylko długie wąsiska.
- Żyć chcecie, człeku – ni to stwierdził, ni zapytał człowieczek.
Jegor nie ważył się drgnąć. Słyszał o ludziach podobnego wzrostu, służących na dworach w dalekiej Hiszpanii, ale tutaj – na Kresach – jedynie złowrogie stwory potrafiły przybierać podobne postacie. Z jedną różnicą: tym nigdy nie przypisywano nabitego bandoletu jako atrybutu.
- Chcę – wymamrotał Kozak, czując jak burząca się w nim jeszcze przed chwilą krew marznie niczym lud.
Karzeł zachichotał. Skinął w stronę drewnianej paki, ustawionej tuż za nim. Wieko już wcześniej zostało odsunięte, czego on sam na pewno nie mógł dokonać. Jegor wskoczył bez słowa, zdając sobie nagle sprawę, że niezwykle wyraźnie rozumie gniewne okrzyki pościgu.
Rozgwieżdżone niego gwałtownie zniknęło mu z oczu.

Ile czasu spędził w ciasnej skrzyni nie potrafił się doliczyć. I nie próbował. Wystarczyło, że kończyny zupełnie mu zdrętwiały, a szarawary przemokły od kapiącej z rozpłatanej piersi posoki, aby coraz intensywniej odczuł potrzebę jak najszybszego opuszczenia bezpiecznego schronienia. Kozak niewiele robił sobie z doznanych obrażeń, bo miał świadomość losu, jaki winien go spotkać. Tymczasem sprawy potoczyły się inaczej niż zakładał. Żył z przyczyn zupełnie mu nieznanych. Ktoś postanowił ocalić jego marny żywot.
Początkowo czas nie miał dla niego znaczenia. Wyczekiwał ze wstrzymanym oddechem na nabiegającą pogoń, która przecież dosłownie deptała mu po piętach. Chociaż wytężył słuch, nie wyłapał ciężkich kroków ani tym bardziej okrzyków wojewodzińskiego wojska. Z jednej strony odetchnął z ulgą, bo nie sądził, by dragoni ominęli samotną, znacznie odróżniającą się od otoczenia skrzynię bez uprzedniego sprawdzenia jej. Rodziło się zatem pytanie: kto wywiódł ich w pole? Kto zmylił pościg?
Przez długi okres bezczynności Kozak niewiele mógłby wydumać. Prostota myślenia oraz brak jakichkolwiek faktów nie ułatwiały wyciągania wniosków. Karzeł z bandoletem był osobistością o tyle nietypową, że – w oczach Jegora – wykluczał wszelkiego rodzaju racjonalne rozwiązania. Pozostawało oczekiwać, aż znajdą się same.
Kozak z trudem odpierał pokusę, by uchylić wieko i wyjrzeć na zewnątrz. Krew się w nim burzyła na wspomnienie salwy muszkietów, która pozbawiła życia większość jego kamratów. Przez tak długi czas brał ich za braci. Razem stawali przeciwko tureckim i tatarskim zagonom, razem chwytali za szable w karczemnych burdach. A teraz... twardy, zahartowany przez życie Kozak nie potrafił pogodzić się z faktem, że ich wszystkich już tu nie było.
Ścisnął mocniej dłonią ściskała rękojeść szabli, bo dudniące ponad miastem gromy przypominały mu ten złowieszczy huk wystrzału. Targnął się w ciasnej pace. Miał już dość bezczynności, dość ogarniającego go odrętwienia. Powoli uniósł się na nogach, lewą ręką napierając na zamknięcie. Nie ustąpiło. Kozak wytężył muskuły, podniósł się jeszcze wyżej, pomagając sobie całym ciałem, ale drewniane wieko nie uniosły się ani trochę.
- Suczy syn! – wymamrotał Jegor, uderzając pięścią w ściankę.
Łupnięcie zlało się z donośnym grzmotem. Został uwięziony z własnej woli, na własne życzenie, a co najgorsze – nie miał pojęcia przez kogo.
- Niech no cię dorwę, psie parszywy – warczał, niczym rozjuszony zwierz, zgrzytając zębami. - Póki szablę mam w dłoni, to cię i samopał nie poratuje. Póki szablę mam w dłoni, kutasie niewyrośnięty, póty nie zaznasz spokojnego żywota!
Kolejne wiązanki dodawały mu siły. Tłukł w ściany, walił w wieko, a nawet próbował szablą przebić twarde deski. Wszystko na marne. Skrzynia okazała się niezwykle trwała, a gniewne okrzyki nie dość donośne, aby mogły zagłuszyć odgłosy gromów.
Jegor doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale nie ustępował w wysiłkach. Przeklinał karła, przeklinał wojewodzińskich dragonów, przeklinał samego wojewodę, a ostatecznie wzywał imienia Boga Wszechmogącego i zaklinał się, że dopełni straszliwej pomsty za zabitych towarzyszy. Wrzeszczał ile miał tchu, aż wreszcie, zupełnie niespodziewanie, wieko paki gwałtownie odskoczyło w tył.
Ulewa chlusnęła na zdrętwiałego Jegora, pobudzając go do działania. Wyskoczył zwinnie z wnętrza, przepędzając szablą kilku uzbrojonych pachołków.
- Uspokójcie się, bo was kulami nabijemy.
Kozak znieruchomiał, słysząc znajomy głos. Karzeł stał za kordonem sług ze znajomym bandoletem na ramieniu. Zrzucił kaptur, ukazując zupełnie łysą głowę i długie wąsiska, które wcześniej wystawały mu spod okrycia.
- Pan mój – zaczął powoli człowieczek, nie bacząc na furię bijącą z oczu Jegora – śle wam przeprosiny za czas, jaki musieliście spędzić w zamknięciu. Chciałbym wam powiedział, żeście w nienawiść wielmożów tutejszych popadli, ubijając pana pułkownika Kiejowicza. Sam wojewoda, krewniak owego oficera, pomstę na was szykuje.
- Chcecie bym wdzięczny wam był, hę? - zagadnął Jegor, kiedy deszcz i słowa karła wypłukały z niego gniew.
- Już jesteście, Kozacze – parsknął karzeł. - Życie zawdzięczacie mojemu panu jako i wolność, boście do lochów nie trafili, choć wyskoczyliście, jakbyście pudło za więzienie uważali.
- Dla kozaka Stepy, nie skrzynia – warknął w odpowiedzi Jegor, ale na to karzeł tylko wzruszył ramionami.
- Ruszajcie zatem na wasze Stepy – nie dawał za wygraną człowieczek. - Pan mój dał mi władzę, bym was puścił, gdzie was poniesie. Jeno jak tam dotrzecie? Bramy już obstawione z rozkazu wojewody, a po gospodach patrole chadzają, waszej gęby wypatrując. Cóż to za milczenie, Kozacze? Sposobu na to nie macie? A ja wam dam! Zabiorę do jaśnie wielmożnego pana, on już radę na to znajdzie.
- Z jaśnie wielmożami na pieńku mam, skąd mi od nich pomoc?
- Od jednego na pewno. Bylebyście służyć się zgodzili.
- Nie oddam się w niewole.
- I słusznie, bo tego od was nikt nie wymaga. W służbę jeno...
- W służbę też nie.
- Więc z Bogiem.
Mimo pożegnania karzeł nie machnął na pachołków, nie zawrócił tam, skąd przyszedł. Czekał dalej, jakby miał pewność, że Jegor zmieni zdanie. Stali tak w milczeniu, mierząc się spojrzeniami. Posłańcy jaśnie wielmożnego pana przestępowali z nogi na nogę, nie rozumiejąc cichego starcia, które toczyło się między dwoma wojakami.
- Gdzie wasz pan? - zagadnął wreszcie Kozak, opuszczając wciąż gotową do walki szablę.
Karzeł wyszczerzył zęby.
- Zakręt minąć – rzucił, machając ręką. - Kilka kroków zaledwie.
Poszli.

Do kamienicy, zdecydowanie wyróżniającej się spośród otaczających ją znacznie niższych zabudowań, dotarli eskortowani przez strugi deszczu. Burza osiągnęła swoje apogeum. Błyskawice skakały pod chmurami w dzikim, groźnym tańcu. Pachołkowie jaśnie wielmożnego pana, którego imię nie zostało jeszcze przedstawione Jegorowi, oglądali się co chwila za plecy, jakby w strachu, że jakaś nocna zmora wyskoczy na nich, ściągając nieuważnych w ciemny zaułek i tam dokona ostatecznej rozprawy.
Kozak niewiele o tym myślał. Biegnąc tuż za krótkonogim przewodnikiem, próbował wyobrazić sobie swoją najbliższą przyszłość. Wyrwał się z władzy wojewody i sądu starościńskiego. Po co? W czyje ręce przyjdzie mu teraz trafić? Osiągnęli cel podróży, lecz pytań wcale nie ubywało.
Umieszczony na wyszczerbione attyce kamienicy herb musiał zostać wykonany z taniego materiału, bo żywioły dawno już zatarły wyryte na nim znaki. Ponadto spora część tarczy z heraldyką została odłamana i najwidoczniej to ona musiała wybić dziurę w wiszącym na drugim piętrze balkoniku. Niezbyt szlachetnego wyglądu budynku dopełniały czarne smugi na ścianach – zapewne pozostałości po pożarze.
Weszli do środka.
Jegor poczuł, jak dwaj pachołkowie gospodarza chwytają go pod ramiona. Wbrew burzącej się w nim krwi – nie protestował. Przeprowadzono go przez hol, gdzie w niewielkim, opustoszałym magazynie już czekał nań felczer. Opatrzył ranę na piersi kozaka, a pachołkowie przynieśli świeżą koszulę.
- Przed jaśnie wielmożnym panem musicie godnie wyglądać – mruknął karzeł, stając w drzwiach magazynu. - Zapamiętajcie takoż, że z szacunkiem macie się doń odnosić.
Kozak nic nie odparł, powstrzymując ostrą ripostę. Postanowił, że hardości ducha nie będzie darmo okazywał, bo w ten sposób odwlecze tylko to, co tutejszy gospodarz dla niego przygotował.
- Szablę musicie zostawić.
Jegor zmierzył karła wzrokiem.
- Poszaleliście, ty i ten twój pan, skoroście pewni, że nade mną taką władzę macie, by mi broń odebrać – wycedził w odpowiedzi. - Nie oddam.
Pachołkowie postąpili krok naprzód, kładąc dłonie na rękojeściach i oczekując tylko rozkazu.
- Zatem niech tak będzie – odparł widocznie zdegustowany karzeł. - Jaśnie wielmożny pan zna dobrze was, Kozaków. Zezwolił byście z bronią weszli, byleby w pochwie ukrytą. I przed nim się jej wydobyć nie ważcie. Pojmujecie?
Kozak przytaknął.
Do pasa przypięto mu pochwę i tak przygotowanego poprowadzono na piętro. Do komnaty gospodarza wkroczyli bez ostrzeżenia, jednakże właściciel kamienicy widocznie spodziewał się gości.
- Wszystko zostało spełnione wedle rozkazów, panie. - Karzeł skłonił się niemal dwornie, lecz Jegor pozostał niewzruszony. - Ten oto człowiek, jakem wam wcześniej wyjaśnił, od wyroku prawomocnego się wywinął i w wasze ręce się oddaje.
Szlachcic skinął głową, opadł na fotel. Jegor mierzył go wzrokiem, próbując wyczytać cokolwiek z pulchnej twarzy, lecz niewiele to pomogło. Gospodarz nie zdradził się żadnym grymasem.
- Możecie odejść, Januszu – zwrócił się w stronę karła.
Ten skłonił się po raz wtóry i odszedł. Kozak pozostał sam na sam ze szlachcicem.
- Zatem jesteście mi coś winni, człowiecze – rzekł od razu gospodarz, gładząc palcem znajdującą się pod ręką nabitą krócicę.
- Cóż takiego?
Gospodarz roześmiał się.
- Przyznaję, że cenię w was, Kozakach, tę bezpośredniość – odparł. - Nic was nie obchodzą polityczne zagrywki, za nic sobie macie manipulacje, fortele. Choćbyście na stryczek szli! Doceniam to. Parszywi bywacie, a do tego zbrodniarze, jeno przynajmniej szablą się o swoje racje – prawdziwie czy czcze – bijecie, nie ozorem.
Zamilkł na chwilę, podkręcił wąs i ciągnął dalej.
- Szczerze za wami duszą i sercem byłem, kiedyście przeciwko Rzeczypospolitej stawali. Byłbym was i ramieniem zbrojnym wspierał, aleby mnie wówczas zdrajcą zakrzyknęli i precz z miasta pogonili. Tedy was, bracie, jako też innych, których wyratowałem, pewna śmierć by spotkała.
Jegor zmarszczył brwi, przyglądając się spod półprzymkniętych powiek pokraśniałej twarzy szlachcica.
- Zdradźcie mi swoje imię... pane, a rozsądzę czyście brat czy nie – syknął, a w jego głosie brzmiała wyraźna niechęć do pochlebstw, jakie względem siebie głosił gospodarz.
Z twarzy szlachcica momentalnie zniknął dobrotliwy wyraz twarzy, a ułożona na komódce dłoń zacisnęła się wokół kościanej rękojeści wetkniętej za pas krócicy.
- Tak sprawę stawiacie, Kozacze – mruknął tamten. - Niech i tak będzie. Życie wasze w moich rękach, odkąd...
- W moich, skoro szablę mam.
Zapadła głucha cisza. Jegor podparł się pod boki, żeby dłoń miała krótszą drogę do rękojeści jedynej posiadanej broni. Czekał. Przebywając zwykle w gronie tak samo prostych ludzi, jakim on sam był, nie potrafił przewidzieć zachowania tych, których uważano za wyższych urodzeniem i godnością.
- Uważacie się za wolnych? - odezwał się wreszcie szlachcic. - Niech tak będzie. Pozostawiam waszą wolność nienaruszoną byście i wy, Kozacze, jeśli zechcecie słowo mię dać jego dotrzymali. Potrzebuj was, czegoście musieli się już domyślić. Powiedzcie mi: wierzycie, że my tu na ziemi, diabli pod nami – w piekle, a Bóg na niebie?
- Wierzę – odparł bez wahania Jegor. - Do czego zmierzacie... pane?
- Poczekajcie, poczekajcie... Mówcie przeto: wierzycie, że niebiosa, gdzie Bóg na tronie zasiada, nad naszymi głowami?
- Wierzę – powtórzył kozak, nie bardzo rozumiejąc o cóż chodzi szlachcicowi.
- Zatem wniosek jest jeden. Skoro z nieba coś spadnie – a nie chodzi tu o ptaka, ulewę czy grad – to od samego Boga?
Jegor uderzył pięścią w otwartą dłoń.
- Kpicie sobie ze mnie? - warknął, postępując krok naprzód. Dłoń mimowolnie powędrowała ku szabli.
Szlachcic poderwał się z miejsca, gwałtownie unosząc krócice.
- Odpowiadaj! - ryknął.
Drzwi otwarły się z hukiem i do środka wpadli uzbrojeni pachołkowie.
- Won! - rozkazał gospodarz. - Wierzycie w to, com powiedział czy też nie? Odpowiadaj, kozacze, bo gotów jestem precz cię wyrzucić albo i na pastwę starosty wydać.
- Wierzę – odrzekł wreszcie Jegor.
Gospodarz opuścił samopał i z westchnieniem opadł z powrotem na fotel.
- Posłuchajcie mnie więc uważnie – przemówił, zniżając głos niemal do szeptu. - Prze kilkoma dniami na zamku kijowskim buchnęła wieść, że z niebios, gdzieś na Step, runął kamień. Możeście słyszeli a może nie, lecz podobnym zjawiskom ludzie zwykli niesłychane otoczki przyprawiać. Mówi się, że ponad kamieniem często Matka Boska się ukazuje albo Święty Michał Archanioł. Jednakże i inne głosy się ujawniają, jakoby z kamienia takiego dało się wykuć szable o niesłychanej twardości.
- Słyszałem – wtrącił nagle Jegor, zainteresowany opowieścią. - Niegdyś charakternika pytałem, co owe kamienie mogą znaczyć. Mówił on, że i widzenia zsyłają...
- ...i życie, i śmierć, i moce przeróżne. Takom i ja słyszał.
Konflikt toczący się między nimi zniknął nagle pod zasłoną nieodgadnionej tajemnicy.
- U was, tu w Kijowie – mówił szlachcic – powiadają, że był człowiek beznogi, który dotknąwszy takowego kamienia kończynę odzyskał. W dzień mu odrosła.
- Do czego zmierzacie, pane? - zagadnął Kozak.
- Potrzebni mi jesteście. Ktoś kamienia jako pierwszy dotknąć musi. Jeśli śmierć na was spadnie, nikt nie będzie pytał. O Kozaka, którego miano i tak na szafot prowadzić? Któż by się przejął... Zaś o pachołka nawet najgłupszego pytać będą.
- Na śmierć chcecie mnie skazać?
- Któż wie, któż wie... Toć od kamienia zależy, nie ode mnie. Was wypuścić mogę tu i teraz. Dragoni was złapią, a potem szafot. Tam, na Stepie, wystarczy na kamieniu rękę położyć. Co się zdarzy, to się zdarzy. Padniecie martwi – przynajmniej bezboleśnie. A jeśli przeżyjecie, wtenczas wolnym puszczę.
Jegor pokręcił głową.
- Parol tu daję! - zawołał szlachcic. - Na Najświętszą Panienkę i Święty Krzyż.
- A jeśli się nie zgodzę? - pytał Kozak. - Do starosty, z samopału w łeb czy wolnym?
- Wolnym puszczę, lecz sam zadajże sobie pytanie: na jak długo?
Chwilę mierzyli się oczyma, lecz już nie z tą samą zapalczywością, co chwilę temu.
- Pójdę z wami – oznajmił wreszcie Kozak.
- A to i dobrze. - Szlachcic wyszczerzył żółte zęby. Zaklaskał w dłonie. - Piwa!



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1423
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Misieq79 » czw 10 maja 2018, 23:23

Galzag pisze:Source of the post ciasne aleje miasta.

"aleje" kiepsko pasują do "ciasne"
Galzag pisze:Source of the post Pioruny zabrał na tamten świat

Literówka. Niestety ma liczne towarzystwo.
Galzag pisze:Source of the post Zaledwie kilka pacierzy temu do gospody nieznanego nikomu szyldu wpadli pachołkowie magnaccy pod komendą niejakiego Kiejowicza. Przybyli z rozkazem zabrania tych, których imiona widniały na długiej liście, zatwierdzonej – jak mówiono – przez samego starostę.

W mieście królewskim. Pachołkowie magnaccy. Dowodzeni przez pułkownika. Plus chorągiew dragonów na odsiecz.
Galzag pisze:Source of the post Skoczył za róg, dostrzegając w absolutnej ciemności (...) Naprzeciwko niego stał człowieczek niewielkiego wzrostu, sięgający Kozakowi niewiele ponad pas, ściskając w małych rączkach bandolet. Twarz miał skrytą pod kapturem, spod którego wychodziły tylko długie wąsiska.
Absolutna ciemność, przypominam. Wiedźmin czy co?
Galzag pisze:Source of the post Rozgwieżdżone niego gwałtownie zniknęło mu z oczu.

Kolejna literówka. Poza tym jak ostatnio sprawdzałem mieliśmy burzę. Aha, i absolutną ciemność.
Galzag pisze:Source of the post a szarawary przemokły od kapiącej z rozpłatanej piersi posoki,

Hmmm a nie od tego że biegł w deszczu i padał przy co drugim uderzeniu pioruna?
Galzag pisze:Source of the post Do kamienicy (...)dotarli eskortowani przez strugi deszczu.
WUT???
Galzag pisze:Source of the post herb musiał zostać wykonany z taniego materiału,
WUT2???
Galzag pisze:Source of the post a ułożona na komódce dłoń zacisnęła się wokół kościanej rękojeści wetkniętej za pas krócicy.
Hmmm.. pas z bronią na komódce czy komódka za pasem?

Jest trochę błędów (w tym parę z gatunku niechlujnych) i nieszczęśliwego doboru słów. Zawiązanie akcji - Jegor dostał kłesta, zobaczymy co będzie dalej, póki co nic nadzwyczajnego. Sam kozak dość stereotypowy. Zleceniodawca - gadająca głowa. Z żółtymi zębami.
Swoją drogą, nie miał żadnego skazańca pod ręką żeby złożyć mu propozycję nie do odrzucenia? Jedyną rzeczą przemawiającą za Jegorem jest bycie głównym bohaterem tej historyjki :P
Pozdrawiam.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
RebelMac
Pisarz osiedlowy
Posty: 241
Rejestracja: ndz 05 cze 2016, 13:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bielsko - Biała
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: RebelMac » pt 11 maja 2018, 10:51

Za dużo powtórzeń burzy, ale, ale piszesz dobrze, wręcz bardzo dobrze, me gusta. I "wstrzyk" z meteorytem - mistrzostwo świata. Jestem bardzo ciekaw dalszej części. Pisz.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Skylord
Pisarz domowy
Posty: 90
Rejestracja: śr 22 cze 2016, 11:27
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szkocja
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Skylord » pt 11 maja 2018, 12:38

Galzag pisze:Source of the post Grzmoty przetaczały się ponad przedmieściami Kijowa, wprawiając w drżenie ziemię.

to ostro waliło, parę burz przeżyłem ale takie żeby trzęsło ziemią przy tym to jeszcze nie :)
Galzag pisze:Source of the post Tamten niewiele robił sobie z pogody, choć każdy kolejny odgłos burzy sprawiał, że Kozak kulił się, padał na ziemię albo uskakiwał za najbliższy róg.

to znacznie utrudnia uciekanie, taki kozak a burzy się boi ;)
Galzag pisze:Source of the post Kozak niewiele o tym myślał. Biegnąc tuż za krótkonogim przewodnikiem, próbował wyobrazić sobie swoją najbliższą przyszłość.

miał karzeł tempo, ostro przebierał nogami ;)
Galzag pisze:Source of the post Do komnaty gospodarza wkroczyli bez ostrzeżenia, jednakże właściciel kamienicy widocznie spodziewał się gości.

bez ostrzeżenia brzmi jakoś groźnie, policja to może ostrzegać zanim drzwi wykopią, ale tutaj... może bez zapowiedzi, tak się mi wydaje przynajmniej.

Ogólnie spodobało mi się, sorka za marudzenie, ale to tak tylko, żeby post ładnie wyglądał ;), a i na początku Kozak to Kozak tamto, powtórzenia.
Powodzenia w dalszych częściach o/



Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Galzag » pt 11 maja 2018, 13:16

Dzięki za wszystkie komentarze, oceny i opinie. Nie będę się odnosił do konkretnych elementów, raczej tak ogólnie się postaram podsumować. Właściwie nie wspomniałem przed tekstem, że był napisany jakiś czas temu. Wprawdzie dwa razy go czytałem przed wrzuceniem, ale jak widać to nie wystarczyło, żeby pozbyć się głupich błędów. I tu ciekawostka - fragment z rozgwieżdżonym niebem (podczas burzy) dodałem właśnie podczas poprawek. Gratuluję sam sobie :D

Była jeszcze jakaś druga sprawa, ale w tej chwili zapomniałem :P

Teraz odnośnie konkretów.

Sam kozak dość stereotypowy.


To prawda. Aczkolwiek może tego jeszcze nie widać, jednak tutaj chodzi bardziej o swego rodzaju bohatera zbiorowego, czyli całą Kozaczyznę, gdzie Jegor jest jakby pewnym jej wyrazem, emanacją. Przynajmniej ja tak na to patrzyłem. Stąd ta mocna stereotypowość. Z drugiej zaś strony aby tego uniknąć, trzeba by było poszerzyć jego życiorys, dać jakieś posiadłości, jakąś żonę, jakąś historię itd. To wydłużyłoby znacznie i tak dosyć długą historię. Dlatego postanowiłem zrobić to tak, jak zrobiłem.

Swoją drogą, nie miał żadnego skazańca pod ręką żeby złożyć mu propozycję nie do odrzucenia?


A dlaczego miałby mieć? Skoro wyszło, jak wyszło, to widocznie nie miał ;)

Za dużo powtórzeń burzy, ale, ale piszesz dobrze, wręcz bardzo dobrze, me gusta. I "wstrzyk" z meteorytem - mistrzostwo świata. Jestem bardzo ciekaw dalszej części. Pisz.


Już całość napisana, także po prostu będę regularnie wrzucał kolejne fragmenty. Dzięki za miłe słowa ;)

Ogólnie spodobało mi się, sorka za marudzenie, ale to tak tylko, żeby post ładnie wyglądał ;), a i na początku Kozak to Kozak tamto, powtórzenia.


Dobrze! O marudzenie tu po części chodzi, także nie mam za złe :P

Powtórzenia... poprawię to, skoro już w kilka par oczu ubodło ;)



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1423
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Misieq79 » pt 11 maja 2018, 13:51

Galzag pisze:Source of the post Z drugiej zaś strony aby tego uniknąć, trzeba by było poszerzyć jego życiorys, dać jakieś posiadłości, jakąś żonę, jakąś historię itd. To wydłużyłoby znacznie i tak dosyć długą historię. Dlatego postanowiłem zrobić to tak, jak zrobiłem.

Ależczemuż? Robisz sobie CV bohatera, niech będzie i ogólne. I tylko dla siebie, Czytelnikowi dajesz tylko fragmenciki. Ale fragmenciki z konkretnej, spójnej całości. To dodaje głębi, a nie "stereotypowy Kozak który istnieje od wczoraj". No i unikasz baboli że spłodził syna w Czechryniu tylko dziwnem figlem wiosłował wtedy na tureckiej galerze :D


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Galzag » pt 11 maja 2018, 16:17

Jasne, ale to w tekstach, gdzie ten główny bohater rzeczywiście gra główną rolę. Tutaj chyba nie do końca tak jest, dlatego postanowiłem zrezygnować z jego życiorysu. Są jakieś wstawki, ale odnoszą się do całej braci kozackiej. Pomyślę nad tym w każdym razie, dzięki za opinię ;)



Awatar użytkownika
iris
WModerator
WModerator
Posty: 732
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: świętokrzyskie
Płeć: Kobieta

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: iris » pt 11 maja 2018, 16:31

Wybacz, ale nie nie potrafię sobie przypomnieć sytuacji literackiej, w której główny bohater nie gra głównej roli :/ Ze swojego niewielkiego doświadczenia wiem, że nawet bohaterowie drugoplanowi powinni mieć życiorys - czytelnik go nie pozna w całości, ale jeśli autor go zna, postać w sposób naturalny staje się spójna i wielowymiarowa (płaskie kartoniki to można ustawiać w senach zbiorowych pod ścianami jako tło).


„Styl nie może być ozdobą. Za każdym razem, kiedy nachodzi cię ochota na pisanie jakiegoś wyjątkowo skocznego kawałka, zatrzymaj się i obejdź to miejsce szerokim łukiem. Zanim wyślesz to do druku, zamorduj wszystkie swoje kochane zwierzątka.” Arthur Quiller-Couch

„Czasami nie wie się czegoś aż do czasu, kiedy się wie. Nie ma w tym nic złego.” Kubuś

Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Galzag » pt 11 maja 2018, 16:45

Albo nie do końca dokładnie się wyraziłem, albo nie do końca załapałaś, co mam na myśli. Chodzi o to, że w tym wypadku bohater ma chyba bardziej zbiorowy charakter (pewna grupa społeczna), a Jegor jest tylko emanacją tejże grupy. Chciałem przez niego ukazać pewne cechy wspomnianej grupy, dlatego on sam nie jest wyrazisty i nietypowy. Tak zdecydowałem zrobić i bynajmniej nie jest to błąd. Decyzja może błędna, może nie, ale z całą pewnością nie błąd ;)



Awatar użytkownika
iris
WModerator
WModerator
Posty: 732
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: świętokrzyskie
Płeć: Kobieta

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: iris » pt 11 maja 2018, 16:56

Chyba się zgubiłam. Czyli Jegor nie jest głównym bohaterem? Bo nawet jeśli z założenia jest stereotypowym Kozakiem, nie wziął się znikąd, nie żył dotąd w próżni. Ta żona, posiadłość, czy szerzej jego historia z pewnością IMO nadałyby mu wyrazistości, nie burząc charakteru.


„Styl nie może być ozdobą. Za każdym razem, kiedy nachodzi cię ochota na pisanie jakiegoś wyjątkowo skocznego kawałka, zatrzymaj się i obejdź to miejsce szerokim łukiem. Zanim wyślesz to do druku, zamorduj wszystkie swoje kochane zwierzątka.” Arthur Quiller-Couch

„Czasami nie wie się czegoś aż do czasu, kiedy się wie. Nie ma w tym nic złego.” Kubuś

Galzag
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: śr 09 maja 2018, 16:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Kamień, który spadł z nieba [fantasy historyczne] P cz. I

Postautor: Galzag » pt 11 maja 2018, 18:13

Niekoniecznie by nadała. Naprawdę nie widzieliście opowiadania, gdzie główny bohater (załóżmy, że ten nieszczęsny Jegor nim jest) nie miałby przedstawionego całego życiorysu? Albo przynajmniej części? :P




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości