Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Stanie z boku, czyli robota głupiego

Chcesz pokazać innym swój punkt widzenia? Tu możesz to zrobić

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Owsianko
Pisarz osiedlowy
Posty: 291
Rejestracja: sob 27 mar 2010, 17:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Stanie z boku, czyli robota głupiego

Postautor: Owsianko » wt 01 lip 2014, 08:58

Prawda to podstawowa i niemal banalna, że Państwo jest dla narodu, a nie odwrotnie. Teoretycznie można rzec, że jest znana od lat, lecz co z tego! Choć znana, w krajach niedorozwiniętych i potłuczonych, czyli u nas, nie istnieje: w kraju nad Wisłą to naród jest dla państwa i nie ma gadania.

Buntujemy się, wmawiamy sobie, że nie myślimy w ten sposób, ale fakty wskazują, że prawda jest inna, niż chcemy, by była; zależy od naszej mentalności. Od naszego niewolniczego usposobienia.

Od prawie dwustu lat (z drobną przerwą na dwudziestoletnią niepodległość) szarpano naszym krajem na różne strony: wzdłuż, wspak i w poprzek. W tak zwanym międzyczasie, przeżyliśmy zabory i dwie okupacje. Pod pozorem wolności, różne patriotyczne chorągiewki sprawowały nad nami władzę i dzierżyły w rękach nasz los. A myśmy się z tym godzili.

Przez pokolenia, odwykliśmy od poczucia narodowej godności. Przeważnie byliśmy sami. Sojusze, gwarancje, liczenie na jakąkolwiek pomoc ze strony zachodnich mocarstw należało do iluzji, pomyłek wywierających piętno na naszym myśleniu.

Nie chodzi o to, że lubimy taplać się w nieszczęściach. Ale wystarczy popatrzeć, jak nas traktowano w czasie wojny i po wojnie. O tym, że od jej początku walczyliśmy z Niemcami, że biliśmy się o Anglię, że zrobiliśmy Powstanie Warszawskie i na terenie naszego kraju znajdowały się obozy koncentracyjne, nie mówiono wcale, albo mówiono półgębkiem. Przy kompletnym zobojętnieniu ludzi takich, jak Churchill, człowiek dbający o Polskę mniej, niż o swoją szklaneczkę ze szkocką, koniunkturalista flirtujący ze Stalinem, który w Jałcie wykolegował nas z nadziei; jako ubodzy krewni, nie mieliśmy nic do powiedzenia: przy milczącej aprobacie przyjaciół, odesłano nas do diabła.

Od rozbiorowych czasów tkwiliśmy we frustrującej sytuacji petenta. Dziada żebrzącego o sprawiedliwość. Zamiast oczekiwanej sprawiedliwości otrzymaliśmy prawo do życia między młotem, a kowadłem.

Po, jak powiadają, odzyskaniu niepodległości, naiwnie sądziliśmy, że możni tego świata zaczną nas zauważać. Nic z tego: znowu jesteśmy uwikłani w obronę cudzych interesów: walczyliśmy za nienaszą sprawę w Iraku i w Afganistanie dostając w nagrodę brak wiz, samoloty ze złomowiska, rakiety na pych i obiecanki do luftu. I znowu, jak niegdyś przy RWPG, tak teraz pokornie wieszamy się przy pańskiej klamce UE.
*
Kiedyś mówiło się ”powraca nowe”. Kiedyś? Ejże: powracające nowe mamy wciąż. Stale i na każdym kroku możemy zobaczyć efekty reformatorskiej dreptaniny fachowców od psucia powietrza.

Jesteśmy zafascynowani pozorami, uprawianiem pustosłowia, poruszaniem tematów zastępczych, podczas gdy te, które należałoby rozwiązać od razu i zupełnie, zatruwają nam rzeczywistość.

Skazujemy się na wasalstwo i już nie potrafimy żyć bez bata; po staremu na wiele rzeczy nas NIE STAĆ (między innymi nie stać nas na prawidłowo funkcjonujący rozum). Tak jak nie stać nas na wykreowanie międzyludzkich więzi czy realizację odwiecznych marzeń o społeczeństwie obywatelskim.

Po staremu jesteśmy zastraszeni, boimy się samodzielnie myśleć, wyrażać własne zdanie, obawiamy się wszechobecnych kreatur z politycznego świecznika, małych i dużych donosicieli lub oszuścików wyrastających z nicości, a boimy się z przyczyn ekonomicznych, pozalogicznych, wszechpodsłuchowych. Brakuje nam etycznego zdefiniowania różnic między dobrem, a złem, określenia granic pomiędzy odwagą cywilną, a moralnym tchórzostwem eufemistycznie nazywanym: stanie z boku.

Powróciło nowe. Jeszcze nieoficjalnie, jeszcze kuchennymi drzwiami, powolutku i cichcem, lecz już jest.


Marek Jastrząb (Owsianko) https://studioopinii.pl/dzia%C5%82/feli ... N9tKoJZNoo

nieważne, co mówisz. Ważne, co robisz.

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » wt 01 lip 2014, 09:07

Jakoś tak nie porwał mnie ten tekst. Przeczytało się szybko, ale dlatego, że krótkie. Poza tym, nic nowego jakoś się nie dowiedziałem. Powtórzone frazesy, trochę straszenia i obśmiewania polaczków to odrobinę za mało, żeby mnie nakręcić.

Gdzie Twoja opinia? Gdzie puenta? Ostatnie dwa zdania nie są puentą, mam nadzieję. Bo jeżeli są - to puentą nieprawdziwą. Nie ma żadnego nowego, jest tylko inne stare.

Poza tym - tu i tam się nie zgadzam. Można choćby mieć żal do Churchilla za Jałtę, ale nie powodowała nim obojętność. Do ugód pchał go strach, strach przed nadciągającą Zimną Wojną, która wtedy jeszcze czaiła się gdzieś w pohitlerowskich okopach, zajętych przez krasnoarmiejców. Ale już wtedy Stalin nie był kimś, z kim można było się patyczkować. Kraje zachodu od dawna preferowały politykę chowania łba w piasek i czekania na nieuniknione. Dopiero Kennedy jako tako podjął walkę z Chruszczowem, bo Truman i Eisenhower uprawiali politykę podglądactwa i straszenia swoich "sowieckim atomem".




Wróć do „Dziennikarstwo i publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości