Avenged Sevenfold

Co nam w duszy (lub nad uchem) gra.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Avenged Sevenfold

Postautor: Maciejo » pt 19 sie 2011, 00:23

Fajnie grają, mimo, że gdy pierwszy raz ich zobaczyłem, miałem niemiłe skojarzenia z jakimiś emo. Na szczęście pomyłka, to tylko image :)


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
Ollars
Dusza pisarza
Posty: 434
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 12:23
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Desoto
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ollars » pt 19 sie 2011, 10:18

większość emo ty tylko image. A z zespołem kojarzę taki jeden kawałek... to było "nightmare" chyba, intro wspaniałe. Magiczne takie.


wyje za mną ciemny, wielki czas

Awatar użytkownika
Maciejo
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: sob 30 kwie 2011, 00:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maciejo » ndz 11 wrz 2011, 18:29

Heh, dzisiaj się przekonałem, że słuchanie mniej znanych w naszym kraju kapel może być całkiem śmiechowe. Szczególnie, jak się idzie do takiego Empiku z zamiarem kupna płyty i pół godziny tłumaczy pani sprzedawczyni jak się to powinno pisać, co to za gatunek itd, itp. ;)

Miła pani napisała nazwę jak kazałem, po czym odwróciła monitor w moją stronę i... no cóż, szkoda, że nie było gdzieś w okolicy lustra, bo ciekaw jestem jaka minę miałem. Określenie "dusić się ze śmiechu" byłoby tu jak najbardziej na miejscu, gdyż desperacko walczyłem, by zachować powagę. :)

"Awanged Sewnfolt" - brak płyty na stanie, mówi mi pani ze smutną miną. Ok. xD
Jednak wybieram Allegro :D


Way, way down inside, there's a hollow soul...

Awatar użytkownika
Black_Wolf
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: śr 18 lip 2012, 18:13
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Black_Wolf » pt 17 sie 2012, 20:13

Jak to możliwe, że przeoczyłem ten temat wcześniej?

Pomszczonych Siedmiokrotnie słucham już od hmm. Od 6/7 lat.
W związku z tym pierwszym krążkiem jaki u mnie poleciał było: "City of Evil"(2005) z utworem "Bat Country":

http://www.youtube.com/watch?v=IHS3qJdxefY

Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim solo gitarowe Synystera Gatesa(2:17), a już szczególnie partie harmoniczne gitar Syn/Zacky. Wokalnie uwielbiam growle Shadowsa(tutaj akurat nie ma specjalnego popisu) i polecam zobaczyć przedostatni Rock am Ring na którym Matt ma arcypotężnego kopa. Jego umiejętności z 2005 a z 2010/2012 to czysty progres. Coś pięknego.
Do dziś pamiętam noc w której z słuchawek poleciała mi wspomniana wyżej płyta. Rano byłem już innym człowiekiem a Avengedzi otworzyli mi wrota do nowego świata ;) Niedługo potem pojawił się pierwszy elektryk(wcześniej były pudła), własny zespół i takie tam.
Wracając do rekomendacji to z tej płyty polecam:
- "Burn It Down"(wystąpiło w grze NFS: Most Wanted)
- "Blinded in Chains"
- "M.I.A"(kawał porządnego tekstu)
- "Sieze the Day"
A samą płytę na dobry początek.

Osobiście najbardziej cenie sobię krążek "Waking the Fallen"(2003). Tutaj po raz pierwszy zagrał Johnny Christ(i gra do teraz). Płyta ma obecnie status złotej.
Najbardziej polecam:
- Chapter Four(przez długi czas mój "numer jeden" w roku 2005/2006 i piersza piosenka A7X, którą zagrałem)
- Remenissions(najlepsze są partie akustyczne i czysty wokal Matta tuż po gitarowym...)
- Second Heartbeat
- I Wont' See You Thonight(Part 1)
Dodam, że ta płyta to dla mnie "hit za hitem".
"Sounding the Seventh Trumpet"(2001) zaś jako pierwszy, oficjalny album(wcześniej była EPka z starą wersją "Warmness on the Soul") ma w sobie najwięcej growlu, brutalności i charakterystycznych, brudnych riffów. Na uwagę zasługuje brzmienie gitar rytmicznych. A - i oczywiście kawałek:
"To End the Rapture" - to taki epicki, wzniosły hymn gitarowy Synystera.
Najmniej lubię(choć w wypadku tego zespołu "najmniej" znaczy: bardzo, bardzo lubię) album Avenged Sevenfold(2007), ale i tu znajdują się rzeczy godne polecenia z czystym sumieniem.
Przede wszystkim:
- "A Little Piece of Heaven"
Jest to metalowo-musicalowy majstersztyk ze świetnym teledyskiem autorstwa Reverenda(świętej pamięci bębniarza Avengedów). Można go zobaczyć tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=VurhzANQ_B0
- "Afterlife"(świetna linia basu)
- "Unbound"
- Dear God"
W roku 2008 wyszła jeszcze płyta koncertowa pod tytułem "Diamonds in the Rough". Wtedy też powstały koszulki z trasy koncertowej, z której potem zmontowano Live in the LBC. Jestem szczęśliwym posiadaczem, a wygląda to tak :)(http://i45.tinypic.com/2lz9m8.png )
Co do płty DitR to polecam cover Maidenów("Flash of the Blade"), cover Pantery("Walk") i dodam, że dobrze się słucha całości.

Ostatni studyjny album Sevenfoldów zasługuje na oddzielny akapit. "Nigtmare"(2010), który dostałem bodajże na gwiazdkę, ma przede wszystkim świetny, duszny klimat. Do tego kapitalne partie gitarowe leadowe. Synyster jak dla mnie przeszedł samego siebie. Wyobraźnia chodziła mi na najwyższych obrotach, zwłaszcza przy:
- "Save Me"
Uwielbiam ten numer. Dosłownie uwielbiam. A, cholera. Nawet puszczę sobie na czas pisania reszty tego posta...
Cała płyta jest totalnie magiczna. Niesamowita i zarazem moja ulubiona ze wszystkich(mówie tu ogólnie o wszystkich zespołach) jakie w życiu słyszałem.
Trzeba dodać, że zanim Sevenfoldzi weszli do studia 12/29/09 zmarł Jimmy "The Rev" Sullivan, czyli perkusista, pianino, wokal wspierający i przede wszystkim świetny wizjoner muzyczny. Jego twórczości słucha się jak czegoś no... Nie umiem nazwać tych emocji, ale odczuwa je się chociażby przy:
- "Fiction"(oczywiście z tego krążka)
Przy tym numerze usłyszycie też jego wokal(jako wspierający). Oglądając koncerty i występy na żywo możecie zobaczyć, że ten stary drań waląc w każdy jeden ze swoich wielkich kotłów potrafił jeszcze śpiewać w tym samym czasie. Niesamowity człowiek.
Polecam całą płytę. Moje ulubione kawałki to jeszcze:
- "Welcome to the Family"
- "Natural Born Killer"
- "Buried Alive"

Pokusiłem się o tak długiego posta, bo ten zespół jest najlepszym co przyszło mi usłyszeć. Wybuchową mieszanką gatunków i ponadprzeciętnych umiejętności. Synyster Gates ukszałtował mnie jako gitarzystę i jest moim "króliczkiem", którego pewnie będę gonił przez resztę życia. To naprawdę kapitalny solista.
Dodam, że Avengedzi podnieśli się po stracie Reva. Mam nadzieję, że już niedługo spróbują nagrać coś nowego ale... Wiem, że to nigdy nie będzie to samo co z Jimmim. Dlatego właśnie każemu, kto ma okazję poznać to wszystko po raz pierwszy, chciałem ich odpowiednio zareklamować.
Cholernie warto.


you exist but do you live?
Obrazek


Wróć do „Muzyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość