NAJLEPSZAMINIATURAMARCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY :text-link: TUTAJ :!:

Zwycięska praca Gott-Foo "Nie zabijaj swojej duszy"

Prace, które zwyciężyły w konkursie

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2889
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Zwycięska praca Gott-Foo "Nie zabijaj swojej duszy"

Postautor: Lan » ndz 25 lut 2007, 12:08

Nie zabijaj swojej duszy! - Gott-Foo



„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.”

Friedrich Schiller „Zbójcy”.



Punktualnie o szóstej rano obudził go wrzask budzika. Westchnął na myśl o kolejnym dniu i nie spiesząc się, wyłączył małego kata snów. Poleżał jeszcze kilka minut z rękami splecionymi za głową, po czym, w samych tylko bokserkach, podszedł do okna i odsłonił rolety. Objawił się jego oczom obraz okolicy skąpanej w porannym, majowym słońcu.

- Zapowiada się kolejny wspaniały dzień.- powiedział szeptem do samego siebie.

Z uśmiechem, niezwykle szerokim jak na studenta, który przed chwilą się obudził, wrzucił na siebie ciuchy i posłał łóżko.

Po spożytym w pośpiechu śniadaniu, uwieńczonym kubkiem gorącej, mocnej kawy, chwycił za plecak i ruszył na zajęcia. Ledwie znalazł się za drzwiami, gdy doznał olśnienia. Wszedł z powrotem do domu i nie zdejmując butów, wszedł do pokoju. Tam odnalazł tubę wypchaną projektami.

- Mało brakowało, a bym o tobie zapomniał.- powiedział do szarego, podłużnego przedmiotu.

Pewien już, że wziął wszystko, poszedł na przystanek, skąd autobusem, jak co dzień, udał się na Kortowo.

W autobusie przez chwilę patrzył na ludzi. Wszyscy więźli jakieś zmartwienia, problemy. Niektórzy korzystali z okazji i przeglądali po raz setny te same notatki. Inni mieli takie spojrzenia jakby dryfowali po swoim prywatnym morzu trosk. Ciekawe, co ich tak gnębi? Problemy na studiach? Konflikt z rodziną bądź przyjacielem? A może kłótnia z partnerem?

Tu jego myśli, niczym szalona konwersacja, przeszły na inny tor.

Dzisiaj znów się z nią zobaczy. Pójdzie do niej i zostanie tam do późna w nocy. Najpierw odbędą rozmowę o codziennych sprawach. Później może będą się kochać, a jak zawsze po tym zaczną sobie opowiadać o swoich najskrytszych pragnieniach. Będą snuć przy tym plany na przyszłość, na wspólną przyszłość. W końcu ucichną i wtuleni w siebie zaczną delektować się swoją obecnością.

Nie zauważył kiedy autobus zajechał na pętlę. Tłum wysiadających studentów, swoim przepychaniem i przepraszaniem, wyrwał go z rozmyślań. Całe szczęście. Mało brakowało a przegapiłby przystanek.

Z pętli jest tylko kilka kroków do jego „ukochanej” katedry. Kiedy zbliżył się do sali, w której miały odbyć się zajęcia z Rysunku Map, zastał jak zawsze bardzo gorąco przywitany.

Grupa uważała go za kogoś w rodzaju nadczłowieka. Nauka przychodziła mu niezwykle lekko, był koleżeński, szarmancki wobec dziewcząt i zawsze można było na nim polegać. Mało tego, ilekroć ktoś miał jakiś problem, nawet pozornie nie do rozwiązania, mógł zwrócić się do niego o pomoc. Nigdy nie zdarzyło się tak żeby nie miał czasu albo ochoty. Często, jeśli uznał, że sytuacja tego wymaga, odkładał swoje sprawy na bok i skupiał się na cudzych. Jego pomoc bynajmniej nie polegała na tym, że sam się wszystkim zajmował. Wysłuchiwał, co „potrzebujący” miał do powiedzenia, ewentualnie zadawał parę pytań i po kilku minutowych przemyśleniach mówił „potrzebującemu” co i jak ma robić. Czasem zdarzało się, że musiał sam interweniować. Dochodziło do tego rzadko i tylko wtedy, gdy „potrzebujący” sam wcześniej sobie nie mógł poradzić mimo jego wskazówek.

Wieści o jego zaradności szybko rozeszły się wśród rówieśników, a następnie całym wydziale. Jednak o pomoc prosili go najczęściej ludzie, którzy go znali. Pozostali albo niedowierzali tym pogłoskom, albo mylnie sądzili, że jako obcy nie mają co liczyć na jego pomoc.

Jego przyjaciele nadali mu pseudonim oddający jego charakter. I tak w studenckich kręgach był znany jako Anioł. Mało kto zwracał się do niego po imieniu. Najczęściej były to koleżanki z grupy, które chciały na samym początku rozmowy zasugerować, że mają do niego jakąś sprawę. Mówiły wtedy:

- Andrzejku? - przedłużając przy tym ostatnią samogłoskę do granic absurdu.

To był znak, po którym wiedział, że nie będzie to zwykłe „cześć, jak się masz?”.

Nie przeszkadzało mu, że ludzie ciągle go o coś proszą. Wręcz przeciwnie, czół się przez to wyróżniony. Poza tym bardzo lubił pomagać ludziom, nie tyle ze względu na to, że popełniał w ten sposób dobry uczynek, ale dlatego, że bardzo lubił rozwiązywać jakieś problemy, im trudniejsze tym większa radość z sukcesu. Inne powody pomagania rówieśnikom były nieco bardziej przyziemne. Niektórzy byli mu tak wdzięczni, że nie szczędzili funduszy na drobne prezenty. Miał już na swoim koncie kilogramy słodyczy, hektolitry piwa i kilka butelek wódki. Osobiście nie przepadał za alkoholem, ale ze względu na szacunek dla obdarowującej go osoby przyjmował prezent i zapraszał tę że osobę i przyjaciół do opróżnienia butelki.

Wrogów nie posiadał, a przynajmniej jawnych wrogów. Nikt nie ośmieliłby się wystąpić przeciwko niemu i narazić się „wielbiącym” go tłumom.

Zajęcia, mimo że nie były przesadnie interesujące, minęły jak z bicza trzasnął. Tuba nie ciążyła już tak bardzo. Wszystkie projekty przeszły pomyślnie wstępną kontrolę i pozostało się tylko modlić, że na szczegółowej wypadną równie dobrze.

Nie ukrywając swej radości, zaczął iść w kierunku akademika, w którym mieszkała ona. Kasia, dziewczyna najcudowniejsza z cudownych, najsłodsza z najsłodszych. Istna bogini. Całą drogę podśpiewywał refren jakiejś starej piosenki:

„Do ciebie szłem,

Choć stopy krwawiły,

Do ciebie szłem,

Cel wracał mi siły.”

Skąd on znał ten tekst? Czy to ważne? Wszystko stało się teraz nieistotne, bo oto stanął przed betonowym gigantem. Spojrzał w górę. Mieszkała na czwartym piętrze. Na tę myśl znów wesoło zanucił słowa piosenki:

„Do ciebie szłem,

Choć stopy krwawiły,

Do ciebie szłem,

Cel wracał mi siły.”

Już za parę minut znowu ją ujrzy.

Przywitał się z portierką, uśmiechając się przy tym najradośniej jak tylko potrafił. Kobieta siedząca za szybą odwzajemniła uśmiech. Przyjęła legitymację i włożyła ją do przegródki oznaczonej numerem pokoju, do którego się wybierał. Nie musiała o nic pytać. Ten młodzieniec bywa tu ostatnio równie często jak mieszkańcy tegoż akademika. Uśmiechnęła się do niego ponownie i nacisnęła przycisk zwalniający blokadę drzwi. Mechanizm zabrzęczał. Teraz wystarczy tylko pchnąć.

Kiedy stawiał nogę na pierwszym stopniu usłyszał za plecami trzask automatycznie zamykających się drzwi. Do jego głowy przywędrowały wspomnienia wczorajszego spotkania z Katarzyną.

Była taka zamyślona. Nieobecna. Coś ją gryzło. Chciał jej pomóc, ale uznał, że nie powinien interweniować dopóki ona nie uzna tego za konieczne. Sądził, że jeśli sama upora się ze swoim problemem, pomoże jej to bardziej uwierzyć w siebie. Podjął jednak teraz decyzję, że jeśli dziś wciąż będzie się dziwnie zachowywać, to postara się wybadać sprawę i ewentualnie pomóc.

Ostatnie dziesięć stopni pokonał nieco szybciej stawiając stopy na co drugim z nich. Teraz korytarzem w lewo do pokoju 415. Dlaczego ilekroć ma zapukać do tych właśnie drzwi ogarnia go jakiś szaleńczy strach? Czuje się jakby miał zaraz zobaczyć dziewczynę, z którą umówił się w ciemno. Nie jest istotne to czy okaże się ona ładna czy też nie. Odczuwa się wtedy dziwną ekscytację, gdyż za kilka chwil poznasz coś, czego dotąd nie znałeś.

Kiedy otworzyła drzwi ujrzał jej twarz równie zachmurzoną jak poprzedniego dnia. Nie odwzajemniła uśmiechu, którym ją obdarował. Nadeszła więc pora żeby wkroczyć do akcji.

- Coś jest nie tak, prawda? – spytał już się nie uśmiechając. Przeczuwał, że sprawa może być znacznie poważniejsza niż sądził.

- Musimy pogadać. – a gdzie się podział ten radosny głosik, na usłyszenie którego tak bardzo liczył, którego tak bardzo pragnął i potrzebował?

Scena ta wydała mu się dziwnie znajoma. Niczym z jakiegoś tandetnego filmu. Gdzie zakochani nie mówią sobie „cześć” ani „dzień dobry”. Wystarcza im jedno spojrzenie w oczy i już wiedzą, że to koniec. Nie, to nie o to chodzi. Na pewno nie o to.

Wszedł do środka, ale nie usiadł od razu na jej łóżku jak to miał w zwyczaju. Stał z rękami skrzyżowanymi na piersi i czekał na wyjaśnienia.



- Patrz. To Anioł.

- Jest jakiś dziwnie zamyślony.

- Pewnie znowu ratuje komuś dupę.



Nie zwracał uwagi na nic, zmierzając w kierunku pętli autobusowej. Zdaje się, że kilka osób się z nim przywitało, ale on nie odpowiedział. Cała jego uwaga była skupiona na czymś zupełnie innym. Ignorowani przez niego ludzie nie czuli się w najmniejszym stopniu urażeni. Wychodzili z założenia, że musi on aktualnie być zajęty rozwiązywaniem kolejnego problemu. Więc nie tylko się nie obrażali, ale odczuwali jeszcze większy podziw dla tego człowieka.

Wsiadł do autobusu nie do końca świadomy, że to zrobił. Zwykle stawał gdzieś pod oknem, żeby zostawić wolne miejsce siedzące dla kogoś, kto bardziej niż on potrzebował kilkuminutowego spoczynku. Tym razem to on był tym, który potrzebował wolnego siedzenia. Zajął to przy samych drzwiach, gdyż było to jedyne nie zajęte miejsce. Musiał usiąść. Czuł się dziwnie zmęczony. Serce waliło mu jak oszalałe. Brakowało mu tchu. Powietrze zdawało się być niezwykle gęste i ciężkie. Tak jakby nie chciało dostać się do płuc. Jakby tam czekała je okrutna śmierć.

Kiedy znalazł się już w mieszkaniu, rzucił w kąt tubę i plecak. Było już dobrze po siedemnastej, teleexpress dawno już się skończył. Andrzej od kilku godzin nie miał nic w ustach, a mimo to nie czuł głodu. Nic dziwnego. Na skutek ostatnich wydarzeń, mało kto nie straciłby apetytu. Nie zjadł więc obiadu, kolacji zresztą też nie. Zignorował przygotowania do kolokwium, które czekało go następnego dnia, mimo iż nie zajrzał ani razu do notatek. To nie było w jego stylu. Nie zdarzyło się jeszcze w jego studenckiej karierze, żeby świadomie nie nauczyć się na sprawdzian. Mimo to nie potrafił w sobie znaleźć ani krzty siły do nauki, ani grama woli do tej walki.

Przygnębienie rosło z każdą chwilą. Około godziny dwudziestej pierwszej wmusił w siebie filiżankę herbaty i położył się do łóżka. Pomimo zmęczenia, jakie odczuwał, nie był w stanie od razu zasnąć. Zbyt wiele myśli plątało się w jego głowie. Nie potrafił ich wyciszyć. Leżał tak długi czas, czekając aż sen nadejdzie i przyniesie jego duszy ukojenie.

W końcu zasnął. Trudno to jednak nazwać snem, była to raczej drzemka. Przed północą przymknął oczy i ocknął się niecałą godzinę później. Wziął do ręki zegarek. Dochodziła pierwsza. Kiedy go odkładał zauważył coś dziwnego. Znajdował się w swoim pokoju, w swoim mieszkaniu. Co u licha robił on w nocy z poniedziałku na wtorek we własnym łóżku? I wtedy sobie wszystko przypomniał. W głowie znów zabrzmiały jej słowa, te cholerne słowa.

Co zrobił źle? Gdzie popełnił błąd? Był gotów uszczypnąć w tyłek samego Szatana byle tylko się tego dowiedzieć. Ale czy taka wiedza coś by mogła zmienić? Niestety nie.

W pewnej chwili naszła go myśl, że można to jeszcze naprawić. Jakaś dzika, niczym nie okiełznana nadzieja na to, że wszystko może być jeszcze dobrze. W jego sercu znów zapłonęła radość. Chwycił za telefon i z listy znajomych wybrał "Misiaczek". Czekając aż odbierze przypomniał sobie jak "bili" się, kiedy oznajmił jej, że wpisze ją jako "Misiaczek". Ależ to było zabawne.

Na jego twarzy na chwilę zagościł uśmiech, ale znikł, kiedy po czwartym sygnale ona wciąż nie odbierała. Nadzieja powoli zaczynała gasnąć. Co on sobie myślał? że niby wszystko zawsze będzie szło po jego myśli? Szósty sygnał. Już miał się rozłączyć, gdy siódmy sygnał został nagle przerwany i w słuchawce zabrzmiał jej zaspany głos:

- Słucham?

Przez chwilę się wahał czy aby na pewno powinien coś powiedzieć. Nie po to ją chyba do cholery budziłeś żeby się teraz rozłączyć? - zbeształ samego siebie w myślach.

- Cześć. To ja. Chcę porozmawiać. - nie przypominał sobie by jego głos kiedykolwiek brzmiał równie niepewnie.

- Wiesz, która jest godzina?

- Wiem. Przepraszam, że cię obudziłem. - przez krótką chwilę zastawiał się, co powiedzieć dalej - Chciałem cię prosić żebyś to wszystko jeszcze raz przemyślała. - nie potrafił zapanować nad drżącym głosem. Można by pomyśleć, że za moment się rozpłacze. Miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale mu przerwała.

- Ja już to przemyślałam. I to nie raz. - serce mu zamarło - Zrozum, to koniec. Przepraszam. Dobranoc. - rozłączyła się.

To koniec. Koniec! Co w tym wszystkim było najgorsze? To, że już nigdy jej nie obejmie? Czy to, że był w stanie zrozumieć i poddać się?

Odłożył telefon na szafkę nocną i położył się z powrotem do łóżka, ale tej nocy nie było mu już dane zasnąć.



Sekundy zmieniały się w minuty, a te w godziny. Czas dłużył się niemiłosiernie. Punktualnie o szóstej rano miał zabrzmieć elektroniczny głos budzika. Andrzej, na kilka sekund przed tym wydarzeniem, położył rękę na wyłączniku. Postanowił sprawdzić, jak szybko zdoła zareagować. Doprawdy dziwne rzeczy przychodzą czasem człowiekowi do głowy, kiedy się nudzi. Im bliżej punktu "zero", tym napięcie stawało się coraz większe. Tak jakby od tego jak szybko przyciśnie przycisk zależało jego życie.

Wyświetlacz nie pokazywał sekund, a jedynie godzinę i minuty, co zwielokrotniało napięcie. Serce łomotało w piersi bez opamiętania. Mimo, że od niemal minuty obserwował wyświetlacz i cała jego uwaga była skupiona jedynie na nim, dał się zaskoczyć. Sądził, że uda mu się wyłączyć budzik na tyle szybko, że nie zdąży on wydać z siebie żadnego dźwięku. Mylił się. Zanim mózg pojął, co się dzieje i przesłał informacje do dłoni, że już czas zareagować, minęło dostatecznie dużo czasu, aby przeciwnik zdążył powiedzieć jedno pełne "piii".

Klęska.

Położył się z powrotem na łóżku. Splótł palce dłoni za głową i patrzył w sufit. Nagle całym umysłem pojął infantylność tej zabawy i wybuchł śmiechem. śmiał się do łez, tak długo, na ile starczyło mu sił.



W autobusie, jak zwykle, wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Tak było co dzień. Zdarzał się często znacznie większy ścisk, ale rzadko mniejszy. I nie wiedzieć czemu, tego ranka, Aniołowi pojazd wydał się być niemiłosiernie zatłoczony. Obecność obcych ludzi wywoływała w nim uczucie dyskomfortu. Niektórzy z współpasażerów zerkali na niego, tak jak każdy czasem zerka z nudów na towarzyszy podróży. On też kiedyś tak na innych spoglądał, teraz też to robił mimowolnie. Ale irytowało go to, że oni tak bezczelnie się na niego gapią. Tak jakby miał nad sobą lewitującą tabliczkę z napisem „Gap się na mnie”.

Bydło. Tak właśnie w tejże chwili ich odbierał. Jako głupie, bezmyślne bydło. Nie chciał uwierzyć, że należą do tego samego gatunku.

Na dodatek żaden z nich nie ustąpił mu miejsca. Pewnie, że mu się należy. Nie spał całą noc do ciężkiej cholery!



Jak tylko dojechał na miejsce, ukrył się w cieniu jednego z pobliskich drzew. Nie miał najmniejszej ochoty z nikim gadać. Ani, tym bardziej, udzielać komukolwiek dobrych rad.

Na zajęcia wszedł nieco spóźniony, żeby uniknąć rozmów z rówieśnikami. Z początku zaskoczyła go sytuacja w sali. Wszyscy wyrywali kartki z zeszytów. Co u licha oni robią? Wtedy dopiero do niego dotarło, co się dzieje. Kolokwium. No tak.

Napisanie sprawdzianu zajęło mu śmiesznie mało czasu. Bo niby jak długo można się podpisywać? Zerknął przez chwilę na pytania. Nie były specjalnie trudne. Gdyby chciał mógłby powalczyć o tą trójczynę, ale nie miał teraz na to chęci ani siły.

Kiedy wychodził z sali nie zwrócił uwagi na wyrazy twarzy rówieśników. Wszyscy bez wyjątków wyglądali jak świąteczne karpie. Z rozchylonymi ustami i żuchwami oscylującymi niebezpiecznie blisko sznurówek, spoglądali to na wychodzącego Anioła to na doktora, który, solidarnie z resztą zebranych w pomieszczeniu osób, przybrał głupawą minę.

Gówno go obchodziło, co sobie pomyślą. Miał już dość zajęć na ten dzień. Postanowił zrobić sobie mała przerwę od tego całego cyrku. Po dziesięciu minutach na uczelni czuł się bardziej zmęczony niż po całodniowej, fizycznej harówce. To zapewne wina tej nieprzespanej nocy. Nabrał ochotę na kilka chwil spędzonych w jakimś barze studenckim, pośród chmur dymu papierosowego, wtulony w kufel zimnego piwa. Szlag by trafił, że najwcześniej bary otwierają około dziesiątej, a było zaledwie wpół do dziewiątej. Narodził się więc dylemat. Poczekać? Czy zalać się w trupa w domowym zaciszu?



Zasiadł przed komputerem. Na stoliku już czekały karton soku grejpfrutowego, kieliszek, szklaneczka i butelka wódki. Włączył najsmutniejszą porcję muzyki, jaką tylko posiadał w swych zbiorach. Z głośników jako pierwszy wypłynął utwór „To nie był film”. W głowie Anioła, niczym u jasnowidza, zabrzmiały słowa refrenu, które dopiero miały zostać wyśpiewane. „Prawie tak jak w filmach...”

Tak. Dokładnie tak. Młody człowiek upijający się z tęsknoty za ukochaną. Prawie tak jak w filmach. Jakie to żałosne.

Pierwszy kieliszek, poprzedzony idiotycznym toastem „za tych co na morzu”, spłynął w dół gardła paląc je niemiłosiernie. Wódka nie była dostatecznie schłodzona, przez co zdawała się być jeszcze gorsza w smaku niż była w rzeczywistości. Andrzeja aż ciarki przeszły po plecach. Sok, choć cudownie cierpki, nie dawał ukojenia. Z ledwością udało mu się powstrzymać odruch wymiotny.

- Nawet upić się nie potrafisz pajacu. – powiedział sam do siebie i z całej siły cisnął kieliszkiem w ścianę. Ten rozprysł się na dziesiątki tysięcy maleńkich kryształków.

Jakie to żałosne – pomyślał.



Około godziny szesnastej obudził go dzwonek jego telefonu. Otworzył oczy i przez chwilę zastanawiał się czy aby na pewno słyszy to, co wydaje mu się, że słyszy. Tak. To był najgłupszy ton dzwonka, jaki tylko człowiek mógł wymyślić. Nędzna imitacja jakiegoś utworu klasycznego. Niema chyba nic mniej finezyjnego niż muzyka poważna w cymbałkowej aranżacji.

Poczuł niezwykłą ciężkość swojego ciała. Telefon cały czas go nawoływał a on starał się sobie przypomnieć jak znalazł się w łóżku. Zdaje się, że opróżnił butelkę do połowy. ćwierć litra wódki to nie tak strasznie dużo, ale on nie spał całą poprzednią noc i niewiele jadł. Spożycie więc takiej ilości alkoholu można uznać za sukces.

Komórka ciągle się darła. To chyba coś ważnego. Spróbował wstać. Ledwie usiadł na łóżku, gdy poczuł jak piorun bólu rozrywa mu czaszkę.

- Kurwa mać. – wyszeptał.

Kiedy sięgał po telefon zabrało go na wymioty. Wziął kilka głębszych wdechów i nacisnął klawisz oznaczony zieloną słuchawką.

- Synku? – usłyszał płaczliwy głos matki. Spojrzał na wyświetlacz. Widniejący na nim napis głosił „Centrum dowodzenia światem”. Upewniło go to, że rozmawia z matką.

- Tak mamo? – bezskutecznie starał się aby jego głos brzmiał choć odrobinę normalnie. – Coś się stało? – ostatnie słowa niemal wybełkotał.

- Synku. – ledwie powstrzymywała wybuch płaczu. – Dziś rano tata miał wypadek. – zakręciło mu się w głowie, nie wiedział tylko czy to dzieło promili wciąż buszujących w żyłach czy tego, co przed chwilą usłyszał. – Zmarł w szpitalu. – dłużej już nie mogła się powstrzymywać. Rozpłakała się i powtarzała co chwilę do słuchawki „O mój Boże” tak, jakby to z nim rozmawiała.



Zabawne, jakie dziwne myśli przychodzą czasem człowiekowi do głowy. Zupełnie nie adekwatne do sytuacji życiowej, w jakiej myślący się aktualnie znajduję. Przesycone ironią i całkowicie bez znaczenia. Niczym nie związane ze sprawami naprawdę ważnymi.

Anioła rozbawiła myśl o tym jak bardzo wyrażenie „mknąć” nie pasuje do podróżowania autobusem PKS. Do tego błyskotliwego wniosku doszedł właśnie siedząc w takim pojeździe i zmierzając do rodzinnego miasta. Ciekawy był też fakt, że PKS pośpieszny z Olsztyna do Ostrołęki jechał o pół godziny dłużej niż zwykły. Była to anomalia na skalę ogólnonarodową. A wszystko przez to, że kursy pośpieszne zahaczały dodatkowo o jeszcze jedną wieś, która leżała całkiem nie po drodze.

„Mknę jak strzała” – pomyślał poczym, wsłuchawszy się w monotonne buczenie silnika, wybuchł niemym śmiechem. Ilekroć powtarzał sobie w myślach tę frazę rosło jego pozorne zadowolenie.

Tak. Pozorne. Bo nie sposób było zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Gdzieś na tej, wydawałoby się, doskonałej drodze natrafił na wybój, który wytracił go z kursu i zniósł na nieznany mu dotąd szlak. Na ścieżkę pełną cierpienia i niepowodzeń, upokorzeń i bólu. Miał dziwne wrażenie, że jego życie obróciło się bezpowrotnie w ruinę. Nie potrafił znaleźć w sobie dostatecznie dużo woli, wiary, ani sił na naprawienie tego bajzlu.



Do domu zajechał około godziny dziesiątej w nocy. Przywitano go gorącymi uściskami. Wprawdzie nie było go w domy prawie miesiąc, ale nie to było źródłem tych gestów. Rodzina chciała się w ten sposób pocieszyć, jego po części też, ale głównie siebie. Chcieli odnaleźć wsparcie w jego sile, z której słynął nawet tu. Sęk w tym, że on już jej nie posiadał. Anioł upadł. Połamał aureolę, pobrudził skrzydła błotem i nie potrafił się podnieść. Stał się tak samo kruchy jak oni. Równie śmiesznie malutki i bezradny jak każdy inny śmiertelnik. Miał wrażenie, że jemu pomoc i wsparcie jest w znacznie większym stopniu potrzebna niż tym, którzy go o nią prosili.

Gdy zobaczyła go młodsza siostrzyczka, Alicja, rozpłakała się po raz kolejny tego koszmarnego dnia. Uwiesiła się na szyi brata. Przytuliwszy się tak mocno jak tylko umiała, zrosiła jego ramię potężna porcją łez.

W domu, oprócz jedynej siostry i matki, była jeszcze babcia. Przyszła, jak tylko się dowiedziała o tragedii, by całą swoją osobą wesprzeć córkę i pomóc jaj w codziennych czynnościach.

Alicja poszła spać. Biedactwo. Strasznie ją wymęczył ten dzień. Dziesięć lat to nie jest wiek na takie „przygody”. Babcia również udała się, choć niechętnie, do swego domu. Matka musiała ja wielokrotnie zapewniać, że skoro Andrzej jest już w domy to na pewno sobie poradzą. Pożegnała się krótko przytulając córkę i wnuczka i odeszła.

We dwójkę zasiedli w kuchni. Matka zaparzyła mu herbaty, ale jakoś opornie szło mu jej spożywanie. Zamienili zaledwie kilka słów. Spytała o codzienne sprawy. Jak mu idzie na uczelni? Czy jest zdrowy? Wykręcił się tylko od odpowiedzi na pytanie związane z Kasią. Nie miał ochoty poruszać tego tematu. Na myśl o niej powietrze znowu stało się nieznośnie ciężkie i gęste.

Po półgodzinnym milczeniu rozeszli się do swoich pokoi.



Ceremonia pogrzebowa odbyła się dopiero w czwartek, czyli dwa dni po przyjeździe Andrzeja. Zjechała się niemal cała rodzina bliższa i dalsza. Niektórych z nich nie widział od wielu lat, innych widział pierwszy raz w życiu. Przyjechali również przyjaciele ojca z pracy, ze szkoły, nawet kumple z wojska. Nigdy nie przypuszczał, że mógł on znać tylu ludzi. Jakim cudem nigdy ich nie spotkał?

Myśli Anioła krążyły pośród kompletnie nie istotnych spraw. Jego zmysły zatrzymywały się na szczegółach nie związanych bezpośrednio z tragedią. System obronny został uruchomiony automatycznie. Miał przy pomocy wzroku, węchy i słuchu nie dopuścić by w umyśle narodziła się jakakolwiek myśl związana z cierpieniem. System miał również za zadanie powstrzymać rozwój tej myśli, której udało się przedrzeć przez pierwszą linię obrony.

Z początku sprawował się świetnie. Anioł stojąc w kościele, w pierwszym rządzie od ołtarza, poczuł odurzający zapach, na który składała się mieszanka perfum zarówno damskich jak i męskich. Zapach perfum damskich był oczywiście w zdecydowanej przewadze. Powietrze straciło za ich sprawą swój nie powtarzalny smak. Stało się nieznośne i przyprawiało o mdłości. Co te kobiety sobie myślą, wylewając na siebie hektolitry tych chemicznych aromatów? Czy nie przychodzi żadnej z nich do głowy, w czasie spryskiwania swojego ciała tym świństwem, że może troszkę przesadza? Wystarczyłaby teraz jedna maleńka iskierka. Całe szczęście, że znicze będą zapalane nieco później, na otwartej przestrzeni. Może uda się w ten sposób uniknąć kolejnego nieszczęścia.

Tak. Kolejnego nieszczęścia można próbować uniknąć, bo z tym, co się stało, nic już nie można zrobić. Nie da się cofnąć nieprzyjemnych wydarzeń. życie to nie jest gra komputerowa, w którą można w razie niepowodzeń zacząć grać od początku. Nie da się tak po prostu wyzerować licznika. Ból został zadany i nie pozostaje nic innego niż nauczyć się z nim żyć.

- Dlaczego? – wielka machina myśli ruszyła, miażdżąc wszystko na swojej drodze, łącznie z systemem obronnym. – Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego każesz mi cierpieć? Nigdy nie uczyniłem nikomu nic złego. Mało tego pomagałem tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Nigdy w życiu nie wystąpiłem przeciwko tobie. A mimom to, ty mnie za coś karzesz. Za co? Co takiego uczyniłem żeby zasłużyć sobie na taki los? – w oczach Anioła zaczęły tańczyć łzy. – Nienawidzę cię za to. Jeśli już chciałeś się na mnie za coś zemścić to czemu twoja kara dotknęła też tych wszystkich ludzi? Wstyd mi tylko, że byłam aż taki naiwny i tobie zaufałem. Nienawidzę cię. Słyszysz nienawidzę.

Ale adresat nie odpowiadał. Był jakby głuchy na te oskarżenia. Czyżby to była jawna ignorancja z jego strony? A może dokładnie wiedział, co robi i czekał aż chłopak wszystko zrozumie. Aż przyjmie tą gorzką lekcję i pojmie, dlaczego została ona mu dana.



W sobotnie popołudnie zapragnął wyjść z domu, przejść się dokądkolwiek, byle tylko nie musieć bezczynnie siedzieć i czekać na Bóg wie co. Alicja nie mogła zrozumieć, dlaczego brat nie chce jej zabrać ze sobą na spacer. Całe szczęście mama rozumiała i stłumiła usilne protesty „małej”.

Ruszył przed siebie. Kierunek nie był istotny. Chciał od czegoś uciec. Zdaje się, że od myśli. Ale w ten sposób nie da się ich zgubić.

Szedł znanymi mu już dobrze ulicami i alejkami. Po raz kolejny wertował w głowie ostatnie wydarzenia. Nie potrafił przestać o tym myśleć, czy nawet na chwile zawiesić myśli na czymś mniej przygnębiającym. A im więcej o tym myślał, tym głębiej wbijał sobie w serce ten brudny cierń.

Po drodze mijał mieszkańców osiedla, których znał jedynie z widzenia. Niektórzy wyprowadzali psy, które niezwykle ochoczo zanieczyszczały trawniki. Inni przechadzali się w towarzystwie znajomych, przyjaciół bądź ukochanych. Czemu oni się tak cieszą? Jak mogą być tak zaślepieni? Przecież na tym ziemskim padole nie ma nic, co mogłoby wywoływać radość. On to zrozumiał, niestety. Czy powinien ich uświadomić? Czy lepiej być szczęśliwym żyjąc w zakłamaniu, czy cierpieć w świadomości? Są jak więźniowie Matrixa. żyją swoje życia nie dostrzegając prawdy. Jemu na siłę została wepchnięta do ust tabletka, która wyrwała go z tego snu. Gdyby miał taką władzę, odebrałby ludziom możliwość wyboru. świat, w którym teraz żyją jest przynajmniej pozornie lepszy.



Prawie dwadzieścia cztery godziny później siedział w autobusie zmierzającym do Olsztyna. Kompletnie nie zwracał uwagi na to, co działo się wokół. Nie patrzył za okno, wpatrując się w umykające przed wzrokiem drzewa. Nie rozglądał się po wnętrzu autobusu. Usiadł wygodnie i zamknąwszy oczy pozwolił by monotonne buczenie silnika odprowadziło go za rączkę do krainy snów. Bezskutecznie. Przez ostatni tydzień nie sypiał najlepiej. Czuł się okropnie zmęczony. Jednak jego myśli okazywały się o wiele silniejsze od zmęczenia i pragnienia snu. Jeśli już zasypiał to późno w nocy, prawie nad ranem, by za kilka godzin dać się zbudzić porannemu słońcu.

Na domiar złego popadł w coś w rodzaju małej obsesji. Zdawało mu się, że wszechświat się z niego nabija. Ilekroć zobaczył coś w telewizji czy usłyszał w radiu dokonywał błędnej, a tak naprawdę niesłusznej, interpretacji. Najgorsze były teksty piosenek usłyszane w radiu. Jeżeli człowiek właściwie do tego podszedł, to niemal wszystko, na co mógł się natknąć w swoim życiu, mogło okazać się być policzkiem wymierzonym w jego twarz. Takie subiektywne podejście do rzeczywistości, które przyjął Anioł, nie było zdrowe.

Wystarczyło cokolwiek, jakikolwiek utwór. W przypadku „Koniec” Elektrycznych Gitar wystarczyłby sam tytuł żeby wdeptać go w ziemię. Część liryczna dokańczałaby dzieła.

„To już jest koniec, nie ma już nic...”



Na miejsce dotarł około godziny dwudziestej. Powolnymi, tryskającymi anemia ruchami, wypakował rzeczy. Czyste ciuchy trafiły do szafy, a przygotowane przez matkę jedzenie do lodówki.

Kiedy skończył zastanowił się, co powinien teraz zrobić. Stał tak przez chwilę, jakby zagubiony się w codzienności. Powinien był położyć się do łóżka, ale nie sądził żeby udało mu się zbyt szybko zasnąć. Postanowił więc posiedzieć jeszcze chwilę i czymś się zająć.

Włączył komputer. Właściwie to nie wiedział po co to zrobił, ale skoro już się stało to trudno. Może uda mu się w ten sposób zabić tę nieznośna ciszę. Uruchomił więc odtwarzacz, który zawsze był nastawiony na tryb losowego odtwarzania utworów. To, czego Anioł nie znosił podczas słuchania muzyki to możliwość przewidzenia, jaki utwór usłyszy się jako następny.

Zanim lista piosenek została wczytana przez system, on znalazł się już w kuchni i wstawiał wodę na herbatę. Z sąsiedniego pokoju dobiegły go pierwsze nuty dobrze znanego mu dzieła. Było to „Pierwsze wyjście z mroku” zespołu Coma. Słowa były Aniołowi bardzo dobrze znane, ale mimo to słuchał ich z zaciekawieniem. Zaprzestał dotychczasowych czynności. Był całkowicie pochłonięty kolejnym „atakiem” niebios.

W końcu nadszedł kulminacyjny moment utworu. Refren. Gitary przycichły, a wokalista, delikatnym, jak na swoje możliwości, głosem, zaśpiewał:

”Mimo, że zgubiłem się,

Mimo, że zabrnąłem w mrok,

Wymieszałem z błotem krew,

Ocaleję mimo to!”

Serce Andrzeja zaczęło bić nieco żwawiej, a oddech przyspieszył.

„Trzeba uprzytomnić sobie, że

Nawet, kiedy wszystko straci sens,

Znajdziesz przestrzeń gdzie

Wielka wiara tłumi lęk!”

Nie zauważył nawet, że porusza ustami, śledząc słowa. W głowie zaczął rozwijać się zarodek niepokojącej myśli. Przeraziło go to. Podszedł do komputera i używając skrótu klawiszowego przełączył na następna ścieżkę. Tym razem los, którego role w komputerze spełniał matematyczny algorytm, zadecydował równie trafnie. W głośnikach rozbrzmiał kawałek zespołu Creed pod tytułem „Weathered”. Anioł dawno nie zaglądał na tą półkę swojej muzycznej kolekcji. Nie przewidział więc, jaka niespodzianka czeka go tym razem. Powoli przypominał sobie kolejna wersy. Z każdym następnym coraz trafniej przewidywał, jakie słowa za chwilę usłyszy. Nagle zamarł. Przypomniał sobie pewien fragment, który właśnie w tej chwili wypełnił cały pokój:

„Because one day it ends

One day we die

Believe what you will

That is your right

But I choose to win

So I choose to fight

To fight.”

(„Ponieważ jeden dzień jest końcem

W jeden dzień zginiemy

Wierzę , że będziesz

Takie jest twoje prawo

Ale wybieram zwycięstwo

Więc wybieram walkę

Do walki.”)

Jeśli maszyna losuje z pośród tysięcy dwa utwory, z których każdy zdaje się mówić mu niemalże to samo, sprawa może się wydać dziwna a co najmniej intrygująca. Postanowił zaryzykować i ponownie użyć tego samego, co ostatnio skrótu klawiszowego. Ponownie padło na zespół Creed. Tym razem był to utwór „Faceless man”. Z całości wychwycił tylko jeden wers. Ten najistotniejszy:

„I'll say I choose to live for always”.

(“Powiem, że chcę żyć już na zawsze.”)

Więcej nie potrzebował. Wyłączył komputer. Mimo, że woda już dawno się zagotowała, o czym elektryczny czajnik oznajmił mu typowym dla siebie pstryknięciem, nie nalał jej do kubka. Położył się do łóżka i rozpoczął burzę jednego mózgu.

Przez tych kilkadziesiąt minut przewinęło się wiele tematów od sensu życia począwszy na teorii przeznaczenie skończywszy. Starał się sam sobie wyjaśnić kilka rzeczy, opierając się na wszystkich swoich dotychczasowych doświadczeniach. Przywołał kilka tytułów książek. Sięgał pamięcią nawet do niektórych lektur szkolnych.

Gdzieś jednak w tym mętliku myśli zagubił się i zasnął. Przez całą noc na jego twarzy gościło coś, czego już od wielu dni tam nie było.



Punktualnie o szóstej rano obudził go wrzask budzika. Westchnął na myśl o kolejnym dniu i nie spiesząc się, wyłączył małego kata snów. Poleżał jeszcze kilka minut z rękami splecionymi za głową, po czym, w samych tylko bokserkach, podszedł do okna i odsłonił rolety. Objawił się jego oczom obraz okolicy skąpanej w porannym, majowym słońcu.

- Zapowiada się kolejny wspaniały dzień.- powiedział szeptem do samego siebie.
Ostatnio zmieniony śr 25 lut 2009, 10:02 przez Lan, łącznie zmieniany 6 razy.


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » ndz 25 lut 2007, 12:15

O mój Boże!

Nie moge w to uwierzyć!

To wielki wyróżnienie dla mnie!



Chciałbym podziękowac wszystkim którzy mnie wspierali i pozdrowić "moją Księżniczkę".



Dziękuję, jeszcze raz dziękuję.



Pozdrawiam.


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.



„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.



"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1079
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » ndz 25 lut 2007, 12:23

Gratuluje. Podobalo mi sie, szczegolnie "kat snow". Pozdrawiam



Awatar użytkownika
martttyna
Pisarz osiedlowy
Posty: 231
Rejestracja: śr 05 lip 2006, 18:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: martttyna » ndz 25 lut 2007, 13:15

No no... i co się tak cieszysz :P



Gratulacje... :lol:


Serce, które kocha, jest zawsze młode.

Przysłowie Greckie

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » ndz 25 lut 2007, 13:44

Wielkie Gratulacje z mojej strony.Wygrana sie nalezala.



Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Patren
Pisarz
Pisarz
Posty: 1913
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » ndz 25 lut 2007, 13:51

Big Brawo ode mnie i oby te sukcesy od teraz był co raz częstsze i lepsze. Jutro Nike, pojutrze nobel. :)



Jeszcze raz Duże Gratulejszyns.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 851
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » ndz 25 lut 2007, 14:09

Gratuluję Kochanie! :*



Ależ jestem dumna, normalnie rozpływam się :) I taka szczęśliwa! Jesteś najlepszy, nigdy nie przestanę ci tego powtarzać :*



Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » pn 26 lut 2007, 07:32

Oj, dziękować.



Tak do publicznej wiadomości:

TO ZWYCIęSTWO DEDYKUJę MOJEJ KSIężNICZCE :*


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.







„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.







"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 851
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » pn 26 lut 2007, 15:34

:jupi: Nie wiem, czym sobie zasłużyłam, ale dziękuję.



Ostatni całusek :* i dość tych czułości, bo pewnie wszystkim już się cukier krystalizuje na monitorze :wink:



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 03 mar 2007, 13:30

Nie wiem czy to odpowiednie miejsce na to,w koncu same gratulacje znajduja sie powyzej,ale coz tam-raz kozie smierc.Prosiles bym napisal Ci co mysle o Twoim opowiadaniu,a wiec jest okropne...okropnie dobre.Ciekawie napisane-konstrukcja zdan mi sie podobala,nie bylo ani za dlugich zdan,ani za krotkich.Ciekawe porownania i wybor piosenek,ktore spotegowaly nastroj.Gdy skonczylem czytac,w glowie kolatala mi sie mysl-wiara nie przemija,ona tylko drzemie-nie wiem nawet czemu.Twoj tekst opowiada o kims takim jak ty,ja,czy ktokolwiek inny,czyli o zwyklym,szarym czlowieku-to jest naprawde dobre.Nic dziwnego,ze wygrales.



Jakbym spotkal Cie w realu uscisnalbym Ci dlon za to opowiadanie,tak pozostaje mi tylko pogratulowac.





P.S.Swoja droga jestem ciekaw na jakim poziomie staly inne prace biorace

udzial w konkursie?



To narazie tyle,bo czas mi sie konczy-za tydzien albo jutro dopisze reszte mojej opinii.


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » ndz 04 mar 2007, 14:52

Właśnie poziomem innych prac się martwiłem.

Jeśli był niski to co mi z tego zwycięstwa?


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.







„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.







"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 17 mar 2007, 11:34

Jezeli prace nadeslaly osoby,ktore mysle,ze pokusily sie o udzial w konkursie,to mysle,ze poziom byl jak najbardziej wysoki\odpowiedni,wiec nie martwil bym sie o "'latwosc'zwyciestwa.





Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.



Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » sob 17 mar 2007, 13:10

A kogo konkretnie masz na myśli?



A może ujawniliby się ci, co wzięli udział? O ile się nie wstydzą.


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.







„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.







"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1079
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » sob 17 mar 2007, 14:47

Wstydza <zawstydzona>



Awatar użytkownika
Nupperlich
Szkolny pisarzyna
Posty: 25
Rejestracja: sob 25 sie 2007, 19:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Nupperlich » wt 28 sie 2007, 10:26

Jestem pod wrażeniem. :) Zastosowałeś tutaj jeden z moich ulubionych zabiegów, czyli kompozycję zamkniętą.



Anielskie. :)




Wróć do „Podium”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość