[W]Wielka Awaria

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Osobliwość
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Wielka Awaria

Postautor: Osobliwość » pt 08 cze 2018, 22:50

Siedząc tak na dworcu na srebrnym krzesełku, zaczął się przyglądać mężczyźnie siedzącym tuż naprzeciw niego. Zajadał się tortillą z niewiadomą zawartością, a jego granatowa kurtka ufajdana była sosem czosnkowym. Od czasu do czasu ordynarnie wycierał sobie twarz, rzucając wzrok w stronę sfrustrowanego nastolatka. Czy mieli ze sobą coś wspólnego? Najprawdopodobniej nie, w końcu człowiek naprzeciw mógłby śmiało być jego ojcem. Poza tym, te róże na jego torbach, musiał być w kimś zakochany, a to kolejna bariera, która oddziela te dwa światy. Tak przypadkowe spotkania napawają zdumieniem i pytaniem, jak dziwny splot wydarzeń sprawił, że siedział właśnie w tym miejscu? Patrząc sobie w oczy, przelewali emocje. Młody chłopak aż kipiał od złości. Przez nieszczęście, które starało się go prześcignąć, kolejny raz został marionetką losu. Kreowany przez górnolotne emocje nienawiści wobec świata, zaczął coraz wyraźniej odczuwać ból, który niosło uczucie beznadziei. Chciał uciec, rzucić to wszystko w cholerę, jednak nie mógł. Miał kogoś, kto powinien stać się dla niego kimś ważnym. Kogoś na tyle niebezpiecznie znajomego, że każdy dotyk i każde słowo mogło rozpalić suchą trawę w promieniu tysięcy kilometrów.


Dziesięć minut, tyle zostało do odjazdu jego kolejnego pociągu, tym razem nie zamierzał ryzykować. Chciał po prostu wsiąść w tę kupę stali i zostawić swoją frustrację w krwistoczerwonym budynku PKP. Wstał więc pośpiesznie i udał się na ośnieżony peron numer jeden. Tabun zdezorientowanych ludzi zagrodził mu drogę, stanął więc gdzieś na uboczu i rozglądał się za zegarem. Tym działającym oczywiście, bo jak na złośliwość wszystkie inne przestały działać. Dwie kobiety obok ubrane w identyczne, cytrynowe kurtki zaczęły analizować, czy aby to na pewno jest ich peron. Szukały wzrokiem jakiejkolwiek możliwości, by odnaleźć drogę do Rzepina. Maturzysta z całych sił chciał im pomóc, jednak sam nie wiedział, gdzie znajduje się jakikolwiek pociąg. Awaria, tak określiła to pani w głośniku, tłumacząc się z niedziałających zegarów. Awaria to całkiem dobre słowo pomyślał Adrian. Całe jego życie można było określić mianem Wielkiej Awarii. Reaktor, który symbolizował jego osobę, uszkodzony był już od początku swojego istnienia. Zlepiony z krwi i żelaza, pragnął jedynie eksplodować i połączyć się z wiecznością. Tą samą, z której pochodzą gwiazdy.


Minęła wyznaczona godzina, pociąg nie przyjechał. Paleta barw na twarzach rodaków malowała się od zakłopotania, poprzez zażenowanie aż do czystej złości. Adrian również podzielał uczucia tych ostatnich. Pary dymu wzbijały się z ust ludzi, tworząc niesamowity pejzaż zimowego wieczoru. Ostatnie słońce zgasło już dobrą godzinę temu, teraz zostało jedynie zatopić się w nieokiełznanym mroku nocy. Chłopak nie mogąc stać bezczynnie, postanowił pójść na pobliski peron i sprawdzić, czy aby na pewno koleje kolejny raz nie zażartowały z podróżujących i nie zataiły przed nimi prawdziwego miejsce pociągu. Już z daleka zauważył rozpalone reflektory stalowego węża. Był przekonany, że to do tego potwora miał właśnie wsiąść, jednak od kolejnej wielkiej przygody rozdzielił go napis na maszynie: Rzepin. Świetnie, czyli znów w drugą stronę.


Dziesięć minut po planowanym odjeździe przez dworzec przelał się pisk hamowania pociągu. Przed wejściem Adrian zdążył zatrzymać dwie kobiety, te same, które szukały wcześniej właściwego peronu i wskazał im właściwą drogę. Szczęśliwy i dumny ze swojego czynu powoli zmywał wspomnienie po złośliwości życia. Mógł więc spokojnie rozsiąść się samotnie w przedziale i cieszyć błogą ciszą. Rozebrał pancerne ubranie i poczuł ulgę, choć jeden problem zniknął. Zaczął spoglądać za okno, zastanawiając się nad tym mężczyzną z dworca. Gdzie teraz jest? Co robi? Komu dał te kwiaty? Jak to niby przypadkowe spotkanie wpłynie na jego życie? Z logicznego punktu widzenia nie powinno zmienić się prawie nic, jednak, czy świat zawsze jest logiczny? Każdy nasz ruch jest jak narysowanie kolejnej kreski na pustej kartce. W ciągu życia tworzymy obraz nas samych, naszych wyborów i ludźmi, z jakimi się zetknęliśmy. To mimowolny proces zachodzący w naturze od niepamiętnych czasów. Każdy kontakt z drugą osobą daje jej możliwość dorysowania własnej kreski na obrazie. Może go zniszczyć, upiększyć lub zmienić koncepcje, jednak nigdy nie pozostaje bierna. Te wszystkie małe akty dobroci i najohydniejsze zbrodnie tworzą naszą przyszłość. Wspólną przyszłość.


Podróż była nużąca, kolejne połacie terenu zostawiały po sobie mglisty posmak i pytanie, co by się stało, gdyby to właśnie tam się wysiadło? Nieodkryte tajemnice, jakie niesie ze sobą życie, dodają wszystkiemu uroku, jednak jak się cieszyć, skoro właśnie straciło się pieniądze na kolejny bilet, jest się spóźnionym i do tego nie wzięło się swoich leków psychotropowych? Tylko jedno słowo, jak echo odbijało się od głowy Adriana. Awaria; raz za razem dudniły syreny. Gdzieś w oddali pojawiały się pierwsze światła Głogowa, które uświadamiały, że zostało jeszcze wystarczająco czasu, by rozdrapać sobie mózg. Wyobraźnia podstawiała mu obrazy roztrzaskanej czaszki konfrontującej się z masą pociągu. Kolorowa plazma cieknąca z mózgu stawała się coraz bardziej rzeczywista. Zamykając oczy, czuł, że może ją niemal spróbować, jak słodki nektar zza lady cukierni. Z chorych wyobrażeń przywrócił go konduktor sprawdzający bilety. Wpuścił chłód do jego przedziału i wprowadzając nieprzyjemny zapach tytoniu. Niby nie można palić papierosów, ale kto zwróci uwagę osobie mogącej wyrzucić cię z pociągu? Chwile później Adrian mógł powrócić do swojego szarego świata pozbawionego ludzi. Myślał, że będzie cieszył się tym spokojem przez resztę podróży, jednak naiwna była to nadzieja. Chwile po konduktorze wpadła dwójka ludzi. Starszy mężczyzna ubrany w ciepły, biały polar i jeansy oraz brunetka o ostrych rysach twarzy. Staruszek, który nie wyglądał na obeznanego z techniką wyciągnął smartfona i rozpoczął salwę dźwięków obmywających przedział. Pomimo że Adrian chwile wcześniej zdążył założyć słuchawki, to nie uniknął irytujących klawiszy wciskanych na oślep przez mężczyznę. Nie trwało to jednak długo, a większą uwagę zaczęła skupiać na sobie kobieta, która błądziła wzrokiem po twarzach współtowarzyszy podróży. I tak na zmianę w ciszy i wsłuchani w dźwięki klawiatury przecinali kolejne światła wielkich miast.


Za oknem śnieg przemieniał się w stłumioną mrokiem nocy trawę. Ledwo dostrzegalna tarcza księżyca wciąż rzucała poświatę zza zachmurzonego nieba. Adrian znów wspomnieniami wrócił do spóźnionego pociągu, który stracił po części z własnej winy. Miał wyjechać wcześniejszym autobusem, jednak chciał pobyć trochę dłużej w domu, wcale mu się nie śpieszyło do Wrocławia. Tak naprawdę, w ogóle nie chciał tam jechać, jednak głupio było odmówić, skoro najlepszy przyjaciel jego chłopaka miał urodziny. Przynajmniej ten jeden jedyny raz matka nie robiła mu problemów z powodu niespodziewanego wyjazdu. Dzień zapowiadał się zbyt dobrze, dlatego chłopak wewnętrznie czuł, że coś musi pójść nie tak. Kierowca autobusu nie dość, że jechał zbyt wolno, to jeszcze trafił na roboty drogowe. Najgorsze jednak przyszło dwa kilometry od dworca, gdy złapała go policja. Wystawianie mandatu kosztowało odjazd pociągu. Bo przecież, jak człowiek jeżdżący tą samą trasą każdego dnia, mógł nagle zapomnieć znaczenia znaków? Adrian na samą myśl o tej chwili gotował się w środku, nie lubił sytuacji, gdy coś, co zaplanował, waliło się, jak domek z kart. Może to dlatego, że rzadko coś zakładał, a gdy wreszcie to robił, starał się, by doszło do celu?


Jeszcze godzina, jeszcze godzina, jeszcze godzina, powtarzał wciąż bez namysłu. Poczwarka w jego umyśle powoli zaczynała zwijać się w kokon, a wraz z nią ulatywała kreatywność. Powieki stawały się coraz cięższe, a ślina coraz wolniej zaczynała spływać do gardła. Mógł zasnąć, miał jeszcze dużo czasu, jednak czy aby na pewno chciał? Za chwile miał się spotkać ze swoim chłopakiem, który raczej nie da mu tak łatwo zmrużyć oczy. Kuba był ciekawą osobą, jednak łatwo dało się go prześwietlić. Był bardzo zaradny, co stanowiło trzon ich znajomości. Miał w życiu pasje, plany i zwariowane przygody. Różnił się znacznie od Adriana, jednak to tylko dodawało ich związku smaku. Pomimo problemów, jakie ostatnio się między nimi piętrzyły, teraz było w miarę w porządku. Adrian czuł wewnętrznie, że jego chłopak naprawdę się w nim zakochał, jednak nie dopuszczał tej informacji do świadomości. Nie chciał się zadręczać tymi wszystkimi emocjonalnymi problemami. Gdyby sam się w nim zakochał, najprawdopodobniej nie wybaczyłby mu zdrady. Rana wciąż była jeszcze otwarta, jednak przestała się z niej sączyć zajadła ropa. Adrian wiedział, że jeśli ktoś raz zgrzeszył, będzie w stanie to powtórzyć. Czy czuł się zraniony? Nie, jednak wciąż miał na języku rozczarowanie i obrzydzenie do tak bliskiej mu osoby, nie mógł pojąć, jak człowiek, który kogoś kocha, może tak postąpić. Zrozumiał wtedy, że nigdy nie przyjdzie mu udźwignąć prawdy o tym, jak działa miłość i inne ludzkie uczucia. Pomimo tego, wciąż chciał być z Kubą, nieważne w jakiej formie. Jakkolwiek by to nie brzmiało, czuł z nim więź i nie zamierzał jej tak szybko zrywać.


Kochanek. Układ. Związek. Miłość. Seks. Pożądanie. Tylko te słowa galopowały po bezdrożach mózgu chłopaka. Nie był pewien czy mógłby mu zaufać kiedykolwiek. Widział, że każda akcja równa się reakcja, ale nie mógł nic poradzić na przeszłość, która powoli zaczynała się zacierać. Nie był idealny; nikt nie jest i choć zrobił niewłaściwy ruch, gdzieś w głębi czuł, że jest w stanie nie przejmować się jego wybrykiem; w końcu jesteśmy tu by popełniać błędy.


Szkielet wielkiego stadionu wyłaniał się zza oświetlonych ulic. Wrocław kolejny raz przywitał Adriana tym mroźnym spojrzeniem potężnej, betonowej metropolii. Z jednej strony pociągało go to, z zaś drugiej czuł wewnętrzny niepokój, groźbę tego, że wielki świat zabije w nim indywidualizm. Tyle pytań, a tak mało czasu, by znaleźć odpowiedzi. Tego dnia jednak najbardziej żałował, że nie obserwował zachodu słońca. Lubił patrzeć, jak wielka rozgrzana bogini zanika gdzieś tam, gdzie budzi się mrok. Zachody napawały go nie o tyle nadzieją, co samą obietnicą zmiany, bo choć dzień w noc się zamienia, to wciąż nie wypada ze swojego cyklu. I tak jak nie pozostajemy martwi na długo, noc nie będzie trwała wieczna. Dlatego z nowym świtem mogą powstać szersze perspektywy zmieniające nasz świat na zawsze. Te wewnętrzne przekonanie, które obiecywało lepsze czasy, przytrzymywało go przy życiu każdego dnia. Podobno bez względu na orientacje, wyznanie czy narodowość wszyscy jesteśmy zaprogramowani, by wierzyć w dobro i w to, że kiedyś zostaniemy wynagrodzeni za nasz trud. Ta specyfika umysłów sprawia, że choć żyjemy w czasach upadających ideałów, wciąż gdzieś głęboko w naszych sercach tli się nadzieja i tęsknota za prawdziwym domem. Wysiadając z pociągu i tuląc się w Kubę, tak właśnie myślał, wciąż wierzył, że jutro nie jest jeszcze do końca stracone, a każdą awarię można naprawić.



________
Śmiało, pożryj mnie bestio krytyki! ^^



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1065
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Wielka Awaria

Postautor: Misieq79 » sob 09 cze 2018, 18:42

Osobliwość pisze:Source of the post , zaczął się przyglądać mężczyźnie siedzącym siedzącemu tuż naprzeciw niego.
Source of the post Zajadał się tortillą z niewiadomą zawartością narrator czy mężczyzna?
Source of the post ordynarnie wycierał sobie twarz, rzucając wzrok w stronę sfrustrowanego nastolatka. Czy mieli ze sobą coś wspólnego? Najprawdopodobniej nie, w końcu człowiek naprzeciw mógłby śmiało być jego ojcem. niejasne czy nastolatek to narrator czy trzecia osoba. Jeśli trzecia, to mógłby właśnie być ojcem. A różnica wieku nie przekreśla "cośłączenia"
Osobliwość pisze:Source of the post Przez nieszczęście, które starało się go prześcignąć (...) (...) (...) każdy dotyk i każde słowo mogło rozpalić suchą trawę w promieniu tysięcy kilometrów.

Trochę żeście, żołnierzu, przesadzili z pompatycznością. Cały pierwszy akapit trzeba literka po literce - i dalej wchodzi jak kaktus.

Osobliwość pisze:Source of the post Paleta barw uczuć na twarzach rodaków malowała się od zakłopotania, poprzez zażenowanie aż do czystej złości


Osobliwość pisze:Source of the post Chłopak nie mogąc stać bezczynnie, postanowił pójść na pobliski peron i sprawdzić, czy aby na pewno koleje kolejny raz nie zażartowały z podróżujących i nie zataiły przed nimi prawdziwego miejsce !!! pociągu.


Sorry. Dalej nie mogę.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2544
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Wielka Awaria

Postautor: Bartosh16 » wt 19 cze 2018, 11:28

Ktoś musi...

Osobliwość pisze:Source of the post Siedząc tak na dworcu na srebrnym krzesełku


"tak" jest kompletnie zbędne. Możesz to wrzucić w rozmowie towarzyskiej, ale nie w literaturze pięknej pisanej.
Srebrne krzesełko na dworcu? To żart czy fantazja? Gdyby było blaszane, to ukradliby na złom, a co dopiero srebrne.

Osobliwość pisze:Source of the post Zajadał się tortillą z niewiadomą zawartością


Tortilla to zasadniczo sam placek. Znając realia, powinien zajadać się kebabem w tortilli, które to określenie samo w sobie jest błędne poprzez wypaczenie, jakim jest polski kebab. Zaś słowo "kebab" implikuje, że w środku znalazło się mięso, sos i zielenina.
Chyba że naprawdę jadł placek z nieokreśloną zawartością.
Z kontekstu też nie do końca wynika, kto zajadał tortillę.

Osobliwość pisze:Source of the post róże na jego torbach


Nie jest napisane jednoznacznie, czy chodzi o kwiaty leżące na torbach, czy o dajmy na to wyszywane lub haftowane. Babcia miała taką torbę z różami, dostała od kogoś bodajże.

Osobliwość pisze:Source of the post niebezpiecznie znajomego, że każdy dotyk i każde słowo mogło rozpalić suchą trawę w promieniu tysięcy kilometrów


To miało brzmieć romantycznie, rozumiem, ale... nie brzmi. W życiu nie przyrównałbym gorącego uczucia do żywiołu zdolnego rozpalić trawę.



Wybacz, ale to jest po prostu źle napisane. Pomimo całej dobrej woli nie zdołałem pokonać Twojego tekstu. Za dużo zaimków, za dużo zdań o niczym wiodących donikąd. Myśli nieuporządkowane, chaos, chcesz opisać emocje, ale ich nie czuję. Ogranicz zaimki, szczególnie osobowe, popracuj nad składnią i sensem. Widać, że chcesz coś powiedzieć, ale nie do końca czujesz słowa, jakimi należy to opisać.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość