[W] Wybór Ewelyn

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Przemek » sob 16 cze 2018, 21:31

Opowiadanie adresowane do młodzieży, z takimi mam najwięcej problemów.
Pisząc to opowiadanie inspirowałem się, co prawda, dość odlegle: Zbrodnią i karą, Salą samobójców, Black Swan, a nawet Harrym Potterem.

Posiłkowałem się także Waszymi uwagami, żeby postacie nie były przerysowane i jednoznaczne, choć na pierwszy rzut oka mogą się takie wydać, ale mam nadzieję, że tylko na pierwszy.


opowiadanie zawiera nieliczne wulgaryzmy

********************************


Niektórzy ludzie, choć za każdym razem inni, wciąż powtarzają się w naszym życiu. Tak jak błędy.





Prawa ręka zwisała mu bezwładnie wzdłuż ciała. Chudy jak przecinek, wysoki mężczyzna o jasnoniebieskich oczach i blond włosach zwrócił się do jednej z dziewcząt:
- Ewelyn spróbujesz wykonać cabriole, z jednym uderzeniem oczywiście. Nie musi od razu wyjść, ale postaraj się.
- Mogę z dwoma, to nie będzie problem, jestem w tym dobra - stwierdziła poprawiając opadające na twarz blond loki.
Oczy wszystkich dziewcząt zwróciły się teraz w kierunku Ewelyn. Mina dwudziestoośmioletniego baletmistrza wyrażała jednocześnie gniew i zdziwienie, lecz Ewelyn zdawała się tego nie dostrzegać. Wyskoczywszy z jednej nogi, zawirowała w powietrzu, uderzając łydką dwa razy. Wylądowała lekko zachwiawszy się.
- Ha! - Zadowolona, klasnęła w ręce.
- Nie posłuchałaś polecenia, przyjdź na jutrzejsze zajęcia.
- Przecież zrobiłam jeszcze lepiej niż pan kazał.
- Wyjdź proszę, dekoncentrujesz inne dziewczęta.
Ewelyn westchnęła i opuściła salę, już miała ruszyć korytarzem, gdy usłyszała baletmistrza zwracającego się do Joan:
- Spróbujesz zademonstrować pozostałym cabriole?
- Tak, proszę pana.
Ewelyn cofnęła się i nieznacznie uchyliła drzwi, spojrzała na Joan, jej twarz zdawała się promienieć ze szczęścia. Dziewczyna wyskoczyła do góry i okręciwszy się, uderzyła łydką o łydkę, nieco tracąc równowagę, w ostatniej chwili skorygowała błąd.
- Hm... musisz jeszcze dużo pracować, później unoś drugą nogę, dziewczęta, ćwiczymy – stwierdził Du Pek. Oczywiście to nie było jego prawdziwe nazwisko, ale Ewelyn uważała go za właśnie kogoś takiego. Dziewczyna wyszła przed szkołę, usiadłszy na murku, zaczęła bezmyślnie majdać nogami. Po chwili usłyszała kroki. To jedna z dziewcząt, Elsa, przystanęła obok.

- Nie posłuchałaś baletmistrza. Jakby tego było mało, pyskowałaś mu – stwierdziła z żalem.
- Bo jest kiepski, gdybym chciała, mogłabym mu spokojnie dorównać.
- Jeszcze życie nauczy cię pokory.
- Jak do tej pory nie nauczyło, to już nie nauczy – z beztroskim uśmiechem stwierdziła Ewelyn.
- Przez twoją arogancję nigdzie nie zajdziesz, choć jesteś zdolna. Ludzie odwrócą się od ciebie.
- Już się odwrócili, he he – odparła wyraźnie czymś ubawiona.
- Co cię tak śmieszy?
- Nie wiem, może cała ta ludzka obłuda, sztuczność.
- Po co ty właściwie chodzisz na balet, jak nie zmierzasz się niczego nauczyć?
- Bo mi się nudzi. Muszę coś robić.
- Jesteś okropna z tą twoją pozą – odparła Elsa, odwróciwszy się na pięcie.

Ewelyn podciągnęła nogi, po czym rozłożyła się na murku. Ziewnęła. Łagodny wietrzyk przyjemnie muskał jej twarz.
„Gdzie tu sens, a gdzie logika, one harują, a ja odpoczywam za karę” - Pomyślała. Jej powieki nagle stały się ciężkie. Dziewczynę ogarnęła senność. W pewnym momencie obudził ją dźwięk czyichś kroków. Mruknęła z niezadowolenia, chętnie zdrzemnęłaby się dłużej. Na ułamek sekundy cień przesłonił światło. Może jak będę udawać, że śpię, to nikt nie będzie mi prawił morałów? - Po chwili jednak Ewelyn znudziło bezmyślne leżenie. Kto właściwie ją minął? Otworzyła oczy. Na szkolnym podwórku w oddali kilkunastu metrów dostrzegła Joan. Dziewczyna stała, opierając się o rozłożystą, kwitnąca jabłoń. Drzewo wdzięcznie prezentowało się na tyłach szkolnego podwórka. Joan uroniła kilka łez, będąc tak bardzo czymś zaaferowaną, że nawet nie zauważyła przyglądającej się jej Ewelyn. Po chwili Joan i wzbiła się w powietrze, podwójno - uderzeniowe cabriole nie wyszło jej, wylądowała, przewracając się.
Ewelyn niewiele myśląc, wstała z murka i podeszła do zaskoczonej Joan, ta dostrzegła ją dopiero teraz.
- Nie spinaj się tak, za dużo w tym patosu. Myślę, że Du Pek oprócz tego, że mało co umie, to jeszcze kiepsko naucza. Pod moim okiem ci to wyjdzie – stwierdziła ochoczo, a jej niebieskie tęczówki zabłyszczały. Mogę ci zademonstrować nawet dwu i pół -uderzeniowe, czasem mi wychodzi. Wszystkiego cię nauczę - dodała z dumą.
- Pozwól, że sama zdecyduję pod czyim okiem będę trenować – sucho odparła Joan.
- Pamiętaj, mniej patosu i dziwnych ruchów, po prostu wcześniej przejdź do unoszenia drugiej nogi.
Joan spojrzała krzywo, po czym bez słowa skierowała się do budynku, zostawiając Ewelyn samą.
- Miło, że mi dziękujesz, proszę bardzo – powiedziała, a w zasadzie, krzyknęła za tamtą.
„Nie liczy się to, co robię i mówię, do puki się nie ugnę.” - Pomyślała z żalem.
W tym momencie ktoś tryknął ją w ramię.
- Jesteś nienormalna, napyskowałaś Rotardowi! Wstyd mi, że mam tę przykrość dzielić z tobą pokój.
- Jezu, Lenka... Joan cię nasłała? Czy wy wszystkie dostałyście jakiegoś pierdolca na punkcie tego wątpliwego „cudu”, może jeszcze mu się oświadczycie i od razu konkurs na żonę zorganizujecie?
- To nasz mistrz. Jeśli nie masz szacunku do nikogo i niczego, to chociaż stul dziób. I nie dziw się, jak przymknę oko, gdy ci wysmarują facjatę pastą. Albo czym innym.
- Przepraszam, ale nie dosłyszałam, co powiedziałaś?
- To co słyszałaś.
- Jeśli któraś by tylko spróbowała, to gorzko pożałuje, przekaż im. A teraz spierdalaj słoneczko.
Lenka, dotknięta do żywego, zamilkła, po czym obróciła się na pięcie.


/dziesięć miesięcy później/


Promienie słońca wpadały przez okno. Ewelyn ziewnęła. Po chwili tknięta nagłym przeczuciem zbliżyła dłoń do twarzy. Odetchnęła – mocne paniusie tylko w gębie. Czemu z powodu jednej jedynej groźby, każdego ranka musi budzić się spocona i gorączkowo macać po twarzy? To już jakaś obsesja, wiedźmy rzuciły na nią klątwę. Rozejrzała się. Lenki dawno nie było. Pewnie poleciała na zajęcia doskonalące. Całe szczęście, że tylko dla chętnych. Du Pek podnieca się, że dziunie przychodzą do niego na siódmą rano.
8:25?! Oj, trzeba zadek w troki wziąć. Za pięć minut śniadanie. Zaspana Ewelyn sięgnęła po mundurek do szafy. Po chwili poczuła woń odchodów, uświadamiając sobie, że jej szkolne ubranie jest w nich ubrudzone. Co, kurwa, która to?! - Jęknęła.
Tak jak stała - w piżamie, pobiegła do jadalni. Natychmiast podeszła do przerażonej Lenki i nakryła jej głowę śmierdzącym mundurkiem. Tamta próbowała się szarpać, ale Ewelyn była silniejsza.
- Ty żmijo! - wrzasnęła.
- Co tu się dzieje?! -Spytał wstrząśnięty Du Pek. - Zostaw ją.
Lenka upadła na podłogę i puściła pawia. Wielce żałosny widok.
- Grozi nam, jest niebezpieczna, prześladuje inne dziewczyny, bałyśmy się o tym powiedzieć - podchodząc, nagle stwierdziła Joan.
- Co?! - Ewelyn niemal odebrało mowę. - Wysmarowały mój mundurek, widzi pan? Ja nikogo nie prześladuję, one kłamią!
- Z całym szacunkiem Ewelyn, ale jeśli mam komuś wierzyć, to będzie to Joan. Ty nie dajesz przykładu, żeby ci wierzyć.
- W porządku – odparła beznamiętnie.
- Jesteś niegodna tej szkoły. Idź i doprowadź się do ładu, bo aż żałość bierze – stwierdził, spojrzawszy na nią.
Ale kasa jaką daje ci mój stary jest nad wyraz godna.
- Du Pek – szepnęła.
- Mówiłaś coś?
- Nie.

*

Pani Lora Cloud nerwowo przechadzała się po klasie. Nauczycielka co chwilę poprawiała swój misternie upięty kok.
- Już? Napisałaś wypracowanie? - spytała po chwili.
- Tak – odparła Ewelyn.
- Oddaj kartkę, zobaczymy... Nie rozumiem, co się z tobą dzieje? – nagle wymsknęło się starszej kobiecie.
- Nie godzę się na panujący system, nienawidzę hierarchii, nie będę, jak jakiś szczur, pięła się w tym chorym wyścigu.
- Każdy przechodził to, co ty i jakoś wytrzymywał.
- Ja jestem inna – stwierdziła beznamiętnie.
- Za tą maską kryje się wrażliwa dziewczyna.
Ewelyn spojrzała krzywo na Cloud.
-Widzi pani, świat składa się z rzeszy ignorantów, a ja jestem jedyna wrażliwa – odparła ironicznie.
Nauczycielka westchnęła.
- Nie należy mi się koza. Nie terroryzuję dziewczyn, to bzdura.
- Wierzę ci, ale...
- Przecież po co miałabym... a, czyli pani mi wierzy?
- Rozumiem, że jest ci ciężko.
- Nie jest mi ciężko, ale przytuli mnie pani?
- Chyba się zagalopowałaś. Nie jestem twoją koleżanką.
- Przepraszam, to był żart, ale nie na miejscu.
- Następnym razem przyślę pana Rotarda, niech tu siedzi z tobą.
- Eh... Dziewczyny za nim zdychają. Wzdychają – przejęzyczenie.
- Był kiedyś świetny, ale ten wypadek wszystko mu odebrał. Może bywa trochę zgorzkniały, ale to wspaniały nauczyciel, zapewniam cię.
- Pani też?! No nie...
- Nie znasz ludzi, nie oceniaj ich pochopnie.
- Ja po prostu nie trawię pana Rotarda. Dziewczyny go tak wielbią, to ja go nie wielbię, żeby była równowaga w przyrodzie.
- Mówisz o nauczycielu.
- Przepraszam.
- Twoje wypracowanie jest napisane niedbale. Tu masz wyłuszczone błędy, przejrzyj. Zaraz wrócę. Chyba nie muszę zamykać klasy, prawda?
- Prawda.

Ewelyn powiodła wzrokiem za nauczycielką. Ziewnęła. Po chwili z dołu rozległa się muzyka.
Jejku, przecież dzisiaj dzień konkursowy! To dlatego mi taki numer wycięły. O matko, czy one myślały, że chciałam startować?! Jeszcze czego! Te ich durne konkursy... Ale popatrzeć jak lalki się pocą, to chętnie. Cholera, obiecałam pani Cloud siedzieć na dupie. A... zostawię jej kartkę.

Przepraszam, że nie dotrzymałam słowa, poszłam popatrzeć na koleżanki. Żadnego narkotyzowania, żadnego alkoholu. Co złego to nie ja, he he. :D

Ewelyn delikatnie złapała za klamkę, z nosem w drzwiach zlustrowała korytarz. Pusty. To dobrze. Czmychnęła na dół.
Zaczaiła się na tyłach widowni. Miała farta, ponieważ swój program akurat wykonywała Joan. W tej chwili kontynuowała ciąg obrotów na palcach czyli chaines. Ewelyn przyglądała się z rozkoszą. Dobra jest. Joan wyglądała na rozluźnioną. Posłuchała moich rad, wreszcie. Po chwili wykonała batterie, czyli uderzenie jednej nogi o drugą w powietrzu. Też nienagannie i bez stresu. W końcu przeszła do cody – popisowej, finalnej, części występu.
Nieźle, nieźle... - uznała Ewelyn. Po chwili jednak zauważyła, że Joan szykuje się do cabriole. Wcześniej uniosła nogę. Tak. Tak! I kto jest debeściak trener?! Wykonała podwójne cabriole, bez nawet najmniejszego zachwiana. Świetnie!
Du Pek oraz jego znajoma - Du Pka, pewnie narobili w porty z żalu.
Joan skończywszy występ, ukłoniła się. Rotard wziął mikrofon i z całym swoim majestatem przemówił: Wykonałaś element, który nie był przewidziany w programie. Realizujemy go dopiero od klasy trzeciej. Dyskwalifikacja.

Mina Joan mówiła sama za siebie – dziewczyna z trudem powstrzymywała się od płaczu – przepraszam, źle zrozumiałam regulamin, to już się nie powtórzy. Ewelyn zdębiała. Kurwa, przecież to program dowolny! Co on pierdoli?! Ale ciul. Jakim prawem wypadek uprawnia go do bycia takim chujem?! Ona musi się czuć okropnie, tyle się napracowała, i to po kryjomu, trenowała niemal cały rok. I co, Joan, jesteś zadowolona ze swojego „mistrza”? Może mnie wreszcie stąd wypieprzą? Może takiego wyskoku już żadna kasa od starego nie ugłaska? He, he.
Niewiele myśląc Ewelyn wybiegła z widowni wprost na parkiet.
- Dobrze to wykonała, sama jej powiedziałam jak ma poprawić, unosiła nogę wcześniej a nie później, jak pan jej kiedyś sugerował.
Joan z wyrazem głębokiego niesmaku, a po chwili i gniewu, spojrzała na Ewelyn.
- Pan Rotard powinien cię pochwalić – dodała Ewelyn.
- Wynoś się stąd, wariatko, zepsułaś mi występ! – syknęła Joan.
- Ja? Mnie nazywasz wariatką?! A on to co?! Chyba mu się pomylił program dowolny z niedowolnym! - wykrzyczała rozżalona.
Du Pek zaniemówił, utkwiwszy zbaraniały wzrok w Ewelyn, cały aż trząsł się z nerwów. Ba, wyglądał wręcz, jakby zaraz miał się rozpłakać. Niecodzienny widok.
Po chwili Ewelyn poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Dotyk był szorstki. Odwróciła się. To pani Cloud.
- Zawiodłam się na tobie – nauczycielka stwierdziła lodowatym głosem.
- Ale...
- Milcz! - rzekła podniesionym tonem, który Ewelyn wydał się obcy, a wręcz skrajnie przerażający.
- Zadzwonicie do taty? Zabierze mnie stąd?
- Tata już dzwonił przed chwilą, kazał przekazać, że do ferii masz mieć jakieś postępy, inaczej uzna, że także i wtedy powinnaś trenować.
- Co?! Jest pani taka jak oni! – Z goryczą stwierdziła Ewelyn, utkwiwszy wzrok w mankiecie niedopranego mundurku.
- Wszystko ma swoje granice – szorstko odparła nauczycielka. Jest zbrodnia, będzie i kara - dodała po chwili. Te słowa wydały się Ewelyn zupełnie od czapy. Czyżby starsza pani przed chwilą czytała Dostojewskiego? Co z tego, że Raskolnikow kogoś tam zaciupał siekierą? Miał ważny powód. Przecież lichwiarka odzierała ludzi z godności i z marzeń. Czyżby ona Ewelyn była Raskolnikowem, który zadźgał Lichwiarkę, a raczej Lichwiarza? Może jednak na próżno doszukiwać się tutaj analogii, przecież nikt nie zginął, tak czy tak. Co prawda oczy Du Pka były smutne, Ewelyn zdawało się nawet, że dostrzega w nich łzy, ale przecież mogło się jej coś przywidzieć. To dziwne, ponieważ odkąd pamięta, facet słynął z kamiennej twarzy. I Joan też upokorzyła, niechcący, przypadkiem, z tą całą swoją chęcią pomocy. Jest Raskolnikowem, tylko, że Raskolnikowi bieda odebrała rozum i uczyniła go potwornym, on przecież oszalał. Bieda... Czy tylko taki jej rodzaj istnieje na tym świecie? Ludzie są ignorantami. Żadne pieniądze nie zastąpią bycia kochanym i potrzebnym drugiemu człowiekowi. Nie, jej nie grozi obłęd, ona- Ewelyn tylko wymierzała sprawiedliwość, a poza tym, jest bogata. Ubóstwo, a więc i obłęd jej nie grożą, bajecznie bogata w kasę ojca i najchętniej życzyłaby mu bankructwa – nie mógłby już więcej opłacać tego przeklętego grajdołka. A tak, no cóż... Dzięki wspaniałomyślności starego nie tak dawno wybudowano nową salę do ćwiczeń. Jeszcze jedno pieprzone pomieszczenie tortur; gdyby tak przebrać Du Pka w skórę i dać mu pejcz, dobrze komponowałby się z tym „pokojem masochistycznej radości” co poniektórych panienek.

*
Ewelyn nie mogła zasnąć, natomiast Lenka, bohaterka oraz idolka dziewczyn w walce przeciwko wrogowi publicznemu numer jeden, chrapała jak najęta. Była powszechnie czczoną męczennicą, a to dlatego, że tak dzielnie zniosła przyduszenie posranym ( przez siebie) mundurkiem no i oczywiście codziennie wytrzymywała obecność Ewelyn. Rewelacja, oprócz wydalania na czyjś mundurek, to jest główny cel życiowy - przypodobać się zgrai jakichś kłamliwych i fałszywych idiotek. Ewelyn zamyśliła się. Hm... Może nie powinnam aż tak ostro oceniać współlokatorki, pewnie tamte wywierały na Lenkę presję. Ewelyn miała wrażenie, że się dusi. Ostrożnie wstała z łóżka. Byleby tylko śpiąca królewna się nie obudziła, ale gdzie tam, współlokatorka spała niczym zarżnięta. W przeciwieństwie do Ewelyn nigdy nie miała kłopotów z zasypianiem. Dziewczyna wymknęła się do toalety. Otworzyła okno, rześkie, zimowe powietrze jak na złość niewiele pomogło. Astmy jakiejś nagle dostałem, czy co? Zerknęła na podwórze. Lampy oświetlały chodnik. Cisza. Ani żywej duszy.

Fajnie było by stąd zwiać. Tylko dokąd? Do starego? Oj, nie. Może trzeba znaleźć jakąś robotę? - przeszło jej przez myśl. Ta... szesnastolatka robotę. - Ciekawe jaką? - Uśmiechnęła się gorzko. To już lepiej zwiać do starego. Czy na pewno? Ojciec dzwonił do niej codziennie i do znudzenia powtarzał, że jest wyjątkowa, tylko nie wierzy w siebie, że on to wszystko dla niej, że taki talent nie może się zmarnować. Zmarnować... Raz nawet, w nerwach wymsknęło mu się, że mama, gdy była z Ewelyn w ciąży stwierdziła, że córka na pewno odziedziczy po niej zdolności.
Kiedyś wyjdę z tego więzienia i zabiję starego. Eh, marna motywacja do życia, ale tak czy tak, zawsze jakaś.


Po chwili Ewelyn o czymś sobie przypomniała, dziewczyna gorzko uśmiechnęła się do swojego odbicia w szybie okiennej. Sprawiało wrażenie nad wyraz mrocznego i obłąkańczego.
Jak to jest być szczęściarą? Jak to jest, kiedy inne bachory bawią się grzechotką, a ty razem z nimi i nie musisz się wykazywać, żeby sprostać aspiracjom. Nie chwalą cię w kółko i nie zapewniają, że osiągniesz wielkie rzeczy i że masz nieprzeciętne zdolności, a inni to przy tobie niedołęgi. Jak to jest, gdy pozwalają ci normalnie żyć, oddychać, rozwijać i z nikim nie porównują, oczywiście na twoją korzyść... Jak to jest mieć ludzi, którzy cię naprawdę kochają, a nie popisują się tobą, żywiąc Wielkie Nadzieje? W tym momencie usłyszała odgłos kroków na korytarzu. Był coraz głośniejszy. Ktoś szedł do łazienki. Dziewczyna schowała się w kabinie.
- Zniszczyłaś mi występ. Wiem, że tu jesteś. Widziałam, jak wymknęłaś się z pokoju.
Ewelyn wyszła z kryjówki.
-To nie miało tak być, chciałam utrzeć nosa temu palantowi, on cię przecież ranił!
- Skąd wiesz, że mnie ranił?
- No, widziałam.
- Czy zdajesz sobie sprawę, że ubliżając komuś, kogo cenię ubliżasz i mnie?
- Jak ty możesz go cenić?
- Chciałabyś, żebym to ciebie ceniła, co? - Joan nagle spytała ze zjadliwym uśmieszkiem.
- Chciałabym.
Joan roześmiała się. - Skąd ty się wzięłaś? Z choinki?
- Nie cierpisz mnie, a ja się starałam, okłamałaś Rotarda, że was prześladuję.
-To ma być szantaż emocjonalny dziecka z przedszkola? W pewnym sensie nas prześladujesz.
- Nie cierpisz mnie, bo to dzięki mnie wyszło ci cabriole. Nie możesz tego znieść, i że musiałaś na nie pracować więcej niż ja.
- Nie mogę znieść, że taka rozpieszczona ignorantka jak ty zatruwa naszą szkołę.
- Dlaczego mnie tak nie cierpisz? Chciałam pomóc, życząc ci jak najlepiej.
- Może to jednak sobie chciałaś pomóc i to cudzym kosztem?
- Jakbym chciała sobie pomóc, to podrzuciłabym tobie świnie, jak ty mnie, ale wiesz, że nie jestem do tego zdolna. Tytuł mistrzyni autopomocy, powinien przypaść właśnie tobie, Joan.
- Rozumiem, że ty nigdy nie musiałaś sobie pomagać. Zawsze miałaś wszystko pod nos podstawione. Dlatego z wielkiej szlachetności serca, i z nudów, zaczęłaś pomagać innym.
- Miałam za łatwo w życiu twoim zdaniem. Dlatego mnie tak nienawidzisz. Ciężkie życie nie oznacza, że musisz uciekać się do kłamstw i przekrętów. Teraz to ty manipulujesz pojęciami.
- No, jak żyje się w pięknym domku z mamusią i tatusiem, którzy świata poza cudowną córusią nie widzą i dupcie podcierają ciągle, to pewnie nie.
- To zabij mnie, może wreszcie doznasz ulgi - żachnęła się Ewelyn.
- Nie muszę, a nawet nie chcę, z każdym dniem będziesz umierała po trochu, a ja będę na to patrzeć.
- Jesteś suką.- Ewelyn nagle podeszła do Joan i schwyciła ją za szyję, po czym zatkała jej usta dłonią. Tamta zaczęła się szarpać.
Boże, co ja wyprawiam?! - Nagle dotarło do niej. Puściła Joan, ta, oparłszy się o ścianę złapała się za szyję, kaszląc.
- No schrzaniaj, prosto do Rotarda i mu się poskarż.
- Chciałabyś wylecieć, co? A to nie ma tak łatwo, w życiu trzeba się pomęczyć – powiedziała Joan. - Miło będzie popatrzeć na upadek ignorantki – stwierdziła, obróciwszy się na pięcie.
- To musi być przykre nie posiadać innego równie ekscytującego zajęcia! - Ewelyn krzyknęła za jej plecami.

Duszno, kurwa, i duszno bez przerwy...
Otworzyła okno na oścież. Po chwili stanęła w nim, desperacko próbując zaczerpnąć powietrza. A może gdyby wiatr wirował mi we włosach, a nawet czułabym go na całym ciele, byłoby nieco lepiej, lżej? Bez tego przygniatającego ciężaru... Cały balast zostanie tutaj, w tych cholernych murach, już nigdy go ze sobą nie wezmę. Rażona niczym piorunem, Ewelyn poczuła nagły strach, lecz po chwili zaczęła wyobrażać sobie wyrastające z ramion skrzydła. Stały się prawdziwe.


***


- Tato... - powiedziała, otworzywszy oczy.
- Tak Amelio yyy... Ewelino?
- Chociaż raz mógłbyś nie mylić mamy ze mną?! Chociaż raz, kurwa!
- Uspokój się. Przepraszam. Jesteś do niej bardzo podobna, przecież wiesz, że była świetną ba... Wspaniałą kobietą.
- Ja nie jestem wspaniała.
- Co ty gadasz? Jesteś.
- Nie, nie chcę być!
- Uspokój się.
- Wszystko mnie boli, ale najbardziej chyba serce, rozumiesz tato?
- Masz złamaną rękę i nogę. I znacznie więcej szczęścia niż rozumu, dziecko, coś ty sobie najlepszego zrobiła... Mogłaś zostać kaleką, dociera to do ciebie?!
- Przytul mnie tato.
- Może nie teraz, masz... urazy.
- Nie ważne, przytul.
- Proszę, przestań już grymasić. Lepiej podziękuj panu Rotardowi, miał tę samą grupę krwi co ty: 0 rh- Gdyby nie jego natychmiastowa pomoc, wykrwawiłabyś się na śmierć.
- Podziękuję mu. I przeproszę. – powiedziała ze smutkiem.
- I jeszcze jedno, w tej sytuacji musimy obrać inną drogę dla ciebie. Przecież winnaś uwzględnić swoje szanse. Medycyna? Jesteś bardzo bystra.
- Nie jestem. I już nie chcę być.



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 163
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wybór Ewelyn

Postautor: Figiel » pn 18 cze 2018, 19:33

Tekst jest adresowany do młodzieży, ma konkretne założenie, ale odnoszę wrażenie, że zbytnio epatuje moralizatorstwem na poziomie postaci. Mam na myśli przede wszystkim ich język, przynajmniej w niektórych momentach. Rozumiem, że dzieciaki nastawione na sukces i karierę artystyczną są dojrzalsze i nieco poważniej podchodzą do swoich obowiązków niż te, którzy nie mają jasno sprecyzowanych planów na przyszłość. I być może te ukierunkowane mówią dojrzalej, ale chyba nawet one swoje poglądy wyrażają mniej nasyconym mądrościami językiem.
Tymczasem Elsa mówi:
Przemek pisze:Source of the post Jeszcze życie nauczy cię pokory.

Przemek pisze:Source of the post Przez twoją arogancję nigdzie nie zajdziesz, choć jesteś zdolna. Ludzie odwrócą się od ciebie.


To nie są teksty nastolatki. To są teksty matrony w słusznym wieku. Określanie "dziewczęta" w zestawieniu z tym, co mówią brzmi - przynajmniej dla mnie - dysonansem.
Lenka również w niczym nie ustępuje. Zamiast walnąć coś w stylu" Że też muszę z taką kretynką dzielić pokój", powiada:
Przemek pisze:Source of the post Wstyd mi, że mam tę przykrość dzielić z tobą pokój.

A Joan jej wtóruje:
Przemek pisze:Source of the post Czy zdajesz sobie sprawę, że ubliżając komuś, kogo cenię ubliżasz i mnie?

Krótko mówiąc, sposób wypowiadania się dziewczyn zdaje się do nich nie pasować.

Przyglądam się Ewelyn. Zdolna, z perspektywami ale zbuntowana nastolatka, która ma trudności z odnalezieniem się w grupie. Z racji zdolności jest żądna uznania i wydawałoby się, że jej kolejną cechą powinno być dążenie do wypracowania i utrzymania pierwszej pozycji, tak, by nikt jej nie zagroził. Tymczasem dziewczyna chce pomagać koleżankom, radzi im w kwestiach technicznych, jak lepiej wykonywać skoki, szczerze cieszy się, gdy im wychodzą, więc zdaje się nie być egoistyczna. Jednak nie do końca, a czytelnik ma się nad czym zastanowić. I to mi się podoba.
Szablonowy natomiast jest bogaty tatuś, nawet biorąc pod uwagę deklarowany, niestandardowy stosunek dziewczyny do stanu posiadania. Ale jest coś, co ten schemat może uzasadniać: pokazanie naiwności ( zgodniej z nastoletnią naturą) z jaką Evelyn diagnozuje przyczyny, takie linearne myślenie" gdyby nie to, wszystko wyglądałoby inaczej".
Mamy też presję oczekiwań, którym podlega bohaterka i w konsekwencji buntu przeciw autorytetom. Ten bunt, jako osiowy objaw okresu dojrzewania zupełnie skutecznie broniłby się bez presji, bogactwa ojca i braku matki w tle. Wystarczyłby moim zdaniem sam chłód emocjonalny rodzica i jego konsekwencje. Ale to oczywiście, tylko moje widzenie problemu.
Zdecydowanie nie kupuję Raskolnikova w kontekście problemu - na siłę i trochę "od czapy". Za to "Wielkie Nadzieje" całkiem zgrabnie przemycone. Nie kupuję też klonów osobowościowych: mieszanki Dumbledora i McGonagall w osobie Lory oraz Snape'a w Rotardzie, szczególnie w kontekście jego głęboko skrywanej przyzwoitości.
Co do próby samobójczej - nie bardzo rozumiem, dlaczego pojawiła się podczas pobytu w szkole. Ewelyn nie jest typem, który można zastraszyć, zgnębić. Na poziomie funkcjonowania w szkole jakoś radziła sobie z niekomfortową sytuacją, a i przebieg rozmowy z Joan nie wnosi żadnego znaczącego pretekstu. Poza... egzaltacją bohaterki.
Natomiast rozmowa z ojcem, wali w sedno, gdyby decyzję podjęła po rozmowie z nim, nie pytałabym, dlaczego.
Rzuciło mi się w oczy:
Przemek pisze:Source of the post Wyskoczywszy z jednej nogi, zawirowała w powietrzu, uderzając łydką dwa razy.

Próbowałam sobie to wyobrazić, ale nie bardzo wiedziałam, gdzie ta łydka ma uderzyć. Wyjaśnienie jest w dalszej części tekstu, ale przydałoby się przy pierwszym opisie wyskoku.
Przemek pisze:Source of the post zaczęła bezmyślnie majdać nogami.

Majtać.
Przemek pisze:Source of the post Na szkolnym podwórku w oddali kilkunastu metrów dostrzegła Joan. Dziewczyna stała, opierając się o rozłożystą, kwitnąca jabłoń. Drzewo wdzięcznie prezentowało się na tyłach szkolnego podwórka. Joan uroniła kilka łez, będąc tak bardzo czymś zaaferowaną, że nawet nie zauważyła przyglądającej się jej Ewelyn.

Z odległości kilkunastu metrów zobaczyła kilka łez na twarzy koleżanki?
Joan była "zaaferowana" czy może zwyczajnie "przejęta"? I nie do końca przekonuje mnie konstrukcja "będąc tak bardzo czymś zaaferowaną", poprawne to niby, ale w konwencji tego opowiadania brzmi odrobinę sztucznie.
Samodzielne zdanie o tym, jak prezentuje się drzewo na podwórku szkolnym, szczególnie po tym, gdy czytelnik wie, że tam ktoś stoi i jest ciekawy kto i po co, wybija z lektury. Może warto wdzięczną prezentację wkomponować w zdanie poprzednie?
Przemek pisze:Source of the post Po chwili Joan i wzbiła się w powietrze

Wiadomo.
Przemek pisze:Source of the post Nie liczy się to, co robię i mówię, do puki się nie ugnę.” - Pomyślała z żalem.

Dopóki.
Przemek pisze:Source of the post W tym momencie ktoś tryknął ją w ramię

Najpewniej rozeźlony baran! Wybacz, siła skojarzenia:) Narrator nie musi używać żargonu.
Przemek pisze:Source of the post Zaspana Ewelyn sięgnęła po mundurek do szafy. Po chwili poczuła woń odchodów, uświadamiając sobie, że jej szkolne ubranie jest w nich ubrudzone.

Fajna scenka, z niedosytem opisowym. Po pierwsze, dlaczego "po chwili" - otwiera i powinno śmierdzieć natychmiast. Po drugie, woń to tylko zapach, wzrok lokalizuje jego źródło. Po trzecie, słowo "ubrudzone" informuje, a nie pokazuje skali. A ta by się przydała dla wzmocnienia efektu.
Przemek pisze:Source of the post Lenka upadła na podłogę i puściła pawia. Wielce żałosny widok.

Kto wypowiada drugie zdanie? Moim zdaniem, narrator, ale nie klei się to z jego funkcją w tym tekście. Podobny myk jest w dalszej części tekstu, przy opisie emocji baletmistrza po słowach Ewelyn, spowodowanych dyskwalifikacją Joan.
Przemek pisze:Source of the post Pani Lora Cloud nerwowo przechadzała się po klasie. Nauczycielka co chwilę poprawiała swój misternie upięty kok.
- Już? Napisałaś wypracowanie? - spytała po chwili.
- Tak – odparła Ewelyn.
- Oddaj kartkę, zobaczymy... Nie rozumiem, co się z tobą dzieje? – nagle wymsknęło się starszej kobiecie.

Lora jest nauczycielką, zapewne zauważyła, że Ewelyn sprawia kłopoty. Miała wręcz obowiązek zadać to pytanie, więc nie rozumiem, skąd słowo "wymsknęło" a na dodatek, nagle.
Przemek pisze:Source of the post Nie należy mi się koza. Nie terroryzuję dziewczyn, to bzdura.

Koza? To nadal się tak nazywa? Nauczyciele wciąż mówią: za karę dziś zostaniesz w kozie? Pytam, bo może istotnie jakiś powrót do tego słowa nastąpił.
Przemek pisze:Source of the post Du Pek oraz jego znajoma - Du Pka, pewnie narobili w porty z żalu.

Kto to Du Pek, wiem. A ta żeńska odmiana, to która z postaci?
Przemek pisze:Source of the post Rotard wziął mikrofon i z całym swoim majestatem przemówił:

Chudy jak przecinek, z ręką zwisającą wzdłuż ciała, czy nie tak? Ostrożna bym była z tym majestatem. Zastanawiam się też nad poprawnością konstrukcji " przemówić z całym majestatem". Majestatyczny jest bardziej ruch, wygląd niż słowa... Majestatycznie przemówił, czyli władczo? Z powagą i godnością? Prawdę mówiąc, sama nie wiem.
Przemek pisze:Source of the post - Zniszczyłaś mi występ. Wiem, że tu jesteś. Widziałam, jak wymknęłaś się z pokoju.
Ewelyn wyszła z kryjówki.

Coś tu z porządkiem informacji nie tak: Ewelyn się chowa, więc pierwsze, co powinna powiedzieć Joan, gdy zobaczyła pusta łazienkę, to " Wiem, że tu jesteś", zresztą tłumaczy nawet, skąd wie. Czy nie lepiej, jako zaczątek konfrontacji face to face eksponowałyby się słowa " Zniszczyłaś mi występ", po tym jak Ewelyn opuszcza kryjówkę?
Ale też zastanawiam się nad sensem tego zarzutu, bo jak niby Ewelyn zniszczyła występ Joan, która przecież program wykonała bez przeszkód, tyle że nadgorliwie? Chciała się dłużej napawać otrzymaną reprymendą? Przecież sama z miejsca uznała, że popełniła błąd. Zachowanie i słowa Ewelyn nie miały wpływu na decyzję Rotarda. Co w dyskwalifikacji można jeszcze zniszczyć?
Przemek pisze:Source of the post Rozumiem, że ty nigdy nie musiałaś sobie pomagać. Zawsze miałaś wszystko pod nos podstawione. Dlatego z wielkiej szlachetności serca, i z nudów, zaczęłaś pomagać innym.
- Miałam za łatwo w życiu twoim zdaniem. Dlatego mnie tak nienawidzisz. Ciężkie życie nie oznacza, że musisz uciekać się do kłamstw i przekrętów. Teraz to ty manipulujesz pojęciami.
- No, jak żyje się w pięknym domku z mamusią i tatusiem, którzy świata poza cudowną córusią nie widzą i dupcie podcierają ciągle, to pewnie nie.

Miałam trochę kłopotu ze złapaniem logiki w tym dialogu... "...pewnie nie" łączy się zapewne z " Ciężkie życie nie oznacza, że musisz uciekać się...". Ten dialog moim zdaniem nie jest płynny, chyba przez ten końcowy zarzut manipulacji na jednym wdechu z całą kwestią, podczas gdy Joan w odpowiedzi zupełnie go ignoruje.
Przemek pisze:Source of the post - Tato... - powiedziała, otworzywszy oczy.
- Tak Amelio yyy... Ewelino?
- Chociaż raz mógłbyś nie mylić mamy ze mną?! Chociaż raz, kurwa!

Rzeczywiście, byle jaki tatuś. Myli matkę z córką, a nawet jak już wydaje mu się, że wie, kogo ma przed sobą, to imię przeinaczy:) Ewelyn czy po prostu Ewelina?

Pozdrawiam:)

Zatwierdzam jako weryfikację.

God



Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Przemek » wt 19 cze 2018, 00:36

Figiel, Dziękuję za wyczerpujący komentarz i dużo cennych uwag.

Nieco może faktycznie język dziewcząt jest zbyt grzeczny, jednak ma to swoje delikatne uzasadnienie, ponieważ są to baletnice(specyficzne środowisko – perfekcjonistyczne, silne kontrolujące swoje zachowanie, emocje, a także i wagę) a nie bokserki :)

Nie kupuję też klonów osobowościowych: mieszanki Dumbledora i McGonagall w osobie Lory oraz Snape'a w Rotardzie, szczególnie w kontekście jego głęboko skrywanej przyzwoitości


Nauczycielka która stara się zrozumieć zbuntowaną nastolatkę i jej pomóc, choć jej pomoc ma swoje granice, niekoniecznie od razu musi być klonem Dumbledora lub McGonagall. Nauczyciel, który szybko dostrzega talent uczennicy, ale także i jej zarozumiałość, ona irytuje go i jednocześnie jest mu jej żal, nie od razu jest Snape'm, a nawet nie po drodze mu ze Snape'm.

Jeśli chodzi o inspiracje HP, Ewelyn miała być syntezą dobrego, pomocnego Harrego i egoistycznego, zarozumiałego Draca. Chciałem połączyć ich w jedno i stworzyć z tego mieszankę wybuchową.

Pozdrawiam

Added in 8 minutes 46 seconds:
ps.

Figiel pisze:Source of the post Co do próby samobójczej - nie bardzo rozumiem, dlaczego pojawiła się podczas pobytu w szkole. Ewelyn nie jest typem, który można zastraszyć, zgnębić. Na poziomie funkcjonowania w szkole jakoś radziła sobie z niekomfortową sytuacją, a i przebieg rozmowy z Joan nie wnosi żadnego znaczącego pretekstu. Poza... egzaltacją bohaterki.


Ewelyn gra niezniszczalną, ale taką nie jest. To, że ktoś potrafi się odszczeknąć, automatycznie nie oznacza, ze jest szczęśliwy, może być wręcz przeciwnie, im bardziej ktoś wyszczekany tym więcej żalu i smutku pod tą maską i kiedyś maska wreszcie pęka. Bycie w szkole której nie cierpi, zresztą jak i baletu, niedogadywanie się z koleżankami i ojcem, bycie tak naprawdę pozostawioną samej sobie wyłącznie, bez możliwości jakiejkolwiek ucieczki przed tym wszystkim, jest poważnym powodem do samobójstwa dla nastolatki. Ona nie widzi żadnych szans na zmianę swojej sytuacji. A do tego przecież poniosła porażkę - w tym wszystkim najbardziej zależało jej na akceptacji Joan, a Joan wyraźnie dała jej znać, co o niej myśli.


„Nie pozwól światu, by mógł mieć coś do ukrycia.
Pamiętaj, że każdy błąd prowadzi do prawdy, a prawda zawsze jest źrenicą życia.”

Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4564
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: ithilhin » wt 19 cze 2018, 07:59

Nieco może faktycznie język dziewcząt jest zbyt grzeczny, jednak ma to swoje delikatne uzasadnienie, ponieważ są to baletnice(specyficzne środowisko – perfekcjonistyczne, silne kontrolujące swoje zachowanie, emocje, a także i wagę) a nie bokserki :)

Rozumiem, że znasz to środowisko i to nie w Polsce?
No i taka perfekcjonistyczna baletnica moim zdaniem zbytnio by się brzydziła, żeby ubrudzić fekaliami mundurek koleżanki i podrzucić jej go do szafki. Nie gra mi to zupełnie.
A język koleżanki Evelyn moim zdaniem razi sztucznością. Dziwne są też archaizmy typu koza, bo teraz chyba nawet w szkołach z internatem tego nie ma. Dziś tez żaden nauczyciel nie wywali ucznia z zajęć, bo po prostu za niego odpowiada.

Narrator który tryka też nie pomaga w odbiorze tekstu.
Ogólnie czytając miałam wrażenie, że to pisała nastolatka -(na platformie wattpad) ale tylko pod względem niedoskonałości narracji. A nie masz narratora pierwszoosobowego. Może taki by uratował ten tekst.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.
FP

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4075
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Rubia » wt 19 cze 2018, 08:59

Ja tylko w sprawie realiów samego początku.
Przemek pisze:Source of the post Prawa ręka zwisała mu bezwładnie wzdłuż ciała. Chudy jak przecinek, wysoki mężczyzna o jasnoniebieskich oczach i blond włosach zwrócił się do jednej z dziewcząt:
- Ewelyn spróbujesz wykonać cabriole, z jednym uderzeniem oczywiście. Nie musi od razu wyjść, ale postaraj się.
- Mogę z dwoma, to nie będzie problem, jestem w tym dobra - stwierdziła poprawiając opadające na twarz blond loki.

1. Zasadniczo, jeśli rozpoczynasz opowiadanie albo fragment dłuższego tekstu od opisu jakiejś osoby, sugeruje to, że właśnie ona będzie odgrywać tu rolę pierwszoplanową (kierujesz na nią uwagę czytelnika). Tymczasem u Ciebie tak nie jest, więc wygląd baletmistrza zupełnie spokojnie może pojawić się w dalszej części. Tutaj wystarczyłby sam dialog jako wprowadzenie w akcję.
2. To dziewczyny na ćwiczeniach noszą teraz rozpuszczone włosy? Wiadomo, co przeszkadza złej baletnicy, ale włosy opadające na twarz będą przeszkadzać nawet dobrej. Chyba że ma krótkie loczki opadające na czoło, lecz wtedy należałoby to wyraźnie zaznaczyć.
Przemek pisze:Source of the post Mina dwudziestoośmioletniego baletmistrza wyrażała jednocześnie gniew i zdziwienie, lecz Ewelyn zdawała się tego nie dostrzegać.

A gdyby baletmistrz miał 27 albo 29 lat, wtedy jego mina wyrażałaby coś innego? To jest niedobra maniera z newsów, podawanie wieku w latach, kiedy nie ma to zupełnie żadnego znaczenia (czytelnikom jest wszystko jedno, czy do sklepu włamał się 25- czy 35-latek). Wystarczyłaby informacja, że baletmistrz jest młody, i tyle.
Przemek pisze:Source of the post Dziewczyna wyszła przed szkołę, usiadłszy na murku, zaczęła bezmyślnie majdać nogami. Po chwili usłyszała kroki. To jedna z dziewcząt, Elsa, przystanęła obok.

- Nie posłuchałaś baletmistrza. Jakby tego było mało, pyskowałaś mu – stwierdziła z żalem.

Evelyn została wyrzucona z zajęć, które nadal trwają. Elsa pojawia się po chwili - zwiała z nich, żeby porozmawiać z koleżanką? A niby taka posłuszna wobec baletmistrza...
Przemek pisze:Source of the post Otworzyła oczy. Na szkolnym podwórku w oddali kilkunastu metrów dostrzegła Joan. Dziewczyna stała, opierając się o rozłożystą, kwitnąca jabłoń. Drzewo wdzięcznie prezentowało się na tyłach szkolnego podwórka. Joan uroniła kilka łez, będąc tak bardzo czymś zaaferowaną, że nawet nie zauważyła przyglądającej się jej Ewelyn.

Evelyn wyszła przed szkołę, po czym, nie zmieniając miejsca, zobaczyła Joan na tyłach szkolnego podwórka. Hm. Niby wszystko możliwe, lecz lepiej byłoby, gdyby dziewczyny od razu znalazły się w tej samej przestrzeni. Do tego - z odległości kilkunastu metrów NIE WIDAĆ, że ktoś uronił kilka łez. Można zauważyć, że trze powieki, co wcale nie znaczy, że płacze (mogło mu coś wpaść do oka). Jeśli chcesz podkreślić, że Joan jest przygnębiona czy podłamana, niech o tym mówią jej sylwetka i gesty, a nie "kilka łez".

Zwracaj uwagę na takie drobiazgi. Jeden czy drugi kiks można autorowi darować, lecz ich nagromadzenie (a ja tu wzięłam pod uwagę tylko niewielki fragment) obniża jednak jakość tekstu.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Przemek » wt 19 cze 2018, 09:05

Gosiu,
dziękuję za przeczytanie i za wyjaśnienie spójnika "dopóki".

ps. dlatego Joan ma pretensje, że Ewleyn zniszczyła jej występ, bo po raz kolejny, to Ewelyn znalazła się w centrum uwagi. O dwu-uderzeniowym cabriole nikt nie będzie pamiętał, ale o "akcji" Ewelyn będzie gadać cała szkoła. Po za tym jest zła wściekła, ponieważ faktycznie musiała więcej pracować niż Ewelyn, a do tego faktycznie to wskazówki tamtej pomogły jej w wyćwiczeniu cabriole.

Added in 3 minutes 40 seconds:
Rubia pisze:Source of the post 2. To dziewczyny na ćwiczeniach noszą teraz rozpuszczone włosy?

Tam nigdzie było napsane że są rozpuszczone, włosy mają tendencję do wymykania się kosmykami z kucyka/koka.

Added in 7 minutes 28 seconds:
Elsa mogła udać, że musiała na chwilę iść do toalety, nauczyciel raczej nie będzie miał nic przeciwko temu, wnikał dokąd poszła, chyba tego nie trzeba tłumaczyć.

No ale jakieś tam doprecyzowania, widać, gdzieniegdzie trzeba zrobić, bo niejasne niektóre sytuacje, dziękuję za przeczytanie, Rubio.
Tak, jej sylwetka lepiej mówiłaby o przygnębieniu.


„Nie pozwól światu, by mógł mieć coś do ukrycia.
Pamiętaj, że każdy błąd prowadzi do prawdy, a prawda zawsze jest źrenicą życia.”

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 163
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Figiel » wt 19 cze 2018, 14:24

Przemek pisze:Source of the post Nieco może faktycznie język dziewcząt jest zbyt grzeczny, jednak ma to swoje delikatne uzasadnienie, ponieważ są to baletnice(specyficzne środowisko – perfekcjonistyczne, silne kontrolujące swoje zachowanie, emocje, a także i wagę) a nie bokserki

Przemku, nie o grzeczność mi chodziło, czyli słownictwo wolne od arogancji i wulgaryzmów. Bardziej o nieprzystający do wieku postaci język. Spróbuję wyjaśnić. Weźmy choćby tę wypowiedź:
Przemek pisze:Source of the post Jeszcze życie nauczy cię pokory.

Taką uwagę może rzucić osoba, która ma za sobą doświadczenie, swoje przeżyła i wie, że bywają sytuacje, w których człowiek jest bezsilny wobec pewnych zdarzeń, a bunt przeciw nim jest czystym marnotrawieniem energii, bo wynik takiej zabawy jest z góry przesądzony. Ale, żeby to wiedzieć, trzeba mieć perspektywę "wstecz". Nastolatki ( poza drastycznymi wyjątkami) takiej nie posiadają, bo jedyny kierunek w którym patrzą, to "naprzód". Cechą charakterystyczną młodości jest brak pokory wobec zastanej rzeczywistości, doświadczają jej pokolenia. Myślę, że gdzieś koło trzydziestki następuje zmęczenie oporem. Człowiek uczy się między innymi przez osobiste doświadczenie, więc gdy powoli zacznie liczyć siniaki i masować obolałe po kopniakach pośladki, zazwyczaj dochodzi do wniosku, że Don Kichote to może i fajna postać, tylko wiatraków jakby za dużo. To jeszcze nie pokora, jedynie dostosowanie. Pokora pojawia się znacznie, znacznie później. Z punktu widzenia nastolatki, mniej więcej wtedy, gdy osiągamy wiek Matuzalema. A my przecież mówimy o młodziutkich dziewczynach, które, jeśli nawet stosunkowo łagodnie przechodzą okres buntu (w przeciwieństwie do bohaterki) to pojęcie "pokory wobec życia" jest daleko przed nimi. Słowem, posługiwanie się cytowaną, skądinąd celną uwagą, bliższe będzie matce, jak najbardziej zasadne u babki ale w ustach nastolatki brzmi niepokojąco dziwacznie i każe zadać pytanie, co takiego u licha, tę młodą osobę spotkało? Albo rodzi niemiłe przekonanie, że dziewczę jak papuga powtarza słowa zasłyszane od dorosłych, nie do końca wiedząc, o czym mówi.
Przemek pisze:Source of the post A do tego przecież poniosła porażkę - w tym wszystkim najbardziej zależało jej na akceptacji Joan, a Joan wyraźnie dała jej znać, co o niej myśli.

Próbuję doszukać się w tekście znaków potwierdzających, że Ewelyn zabiegała o akceptację Joan. Niby podpowiada, jak wykonać udany wyskok, broni przed niesprawiedliwą oceną i cieszy się, widząc postępy Joan. Ale to za mało, by stwierdzić, ze motywem działania Ewelyn było pragnienie akceptacji. To nie zostało w żaden sposób potwierdzone w tekście, a czytelnik może dostrzec zupełnie inne powody jej zachowania - np chęć udowodnienia innym, że DuPek jest kiepskim nauczycielem, próba uzyskania autorytetu wśród koleżanek czy w końcu chęć przekonania samej siebie, że jest świetna w tym, co robi.
Przemek pisze:Source of the post . Bycie w szkole której nie cierpi, zresztą jak i baletu,

Nienawidzi baletu? Jestem zdumiona, według mnie tekst mówi co innego. Natomiast szkoły faktycznie nie cierpi.
Przemek pisze:Source of the post dlatego Joan ma pretensje, że Ewleyn zniszczyła jej występ, bo po raz kolejny, to Ewelyn znalazła się w centrum uwagi. O dwu-uderzeniowym cabriole nikt nie będzie pamiętał, ale o "akcji" Ewelyn będzie gadać cała szkoła. Po za tym jest zła wściekła, ponieważ faktycznie musiała więcej pracować niż Ewelyn, a do tego faktycznie to wskazówki tamtej pomogły jej w wyćwiczeniu cabriole.

A nie masz wrażenia, że to trochę naciągane?
Zobacz, co mówisz:
Przemek pisze:Source of the post specyficzne środowisko – perfekcjonistyczne

Co może rodzić większe emocje i dyskusje u tych perfekcjonistek? Co bardziej zapadnie w pamięć? Fakt, że ich koleżanka, która poprawnie wykonała program zawierający elementy wykraczające poza oczekiwany poziom umiejętności została za to zdyskwalifikowana, czy to, że stuknięta Ewelyn po raz któryś z kolei napyskowała nauczycielowi. Myślą, że światek młodych baletmistrzyń raczej intensywniej będzie żył werdyktem i oceną na ile wyskok Joan był doskonały, choćby dlatego, że mimo dyskwalifikacji, narodziła się lokalna gwiazda i trzeba będzie sporo pracy włożyć w przebicie jej umiejętności, które w przyszłości przełożą się na karierę. Bo przecież po to ćwiczą, prawda? Nadal twierdzę, że nawet w kontekście jaki proponujesz, Ewelyn nie zepsuła występu Joan. Może i usunęłaby jej osiągnięcie w cień, gdyby dziewczyny nie spodziewały się po Ewelyn, że umie sprzeczać się z nauczycielem. Tymczasem to była tylko kolejna zadyma z jej udziałem, nic nowego. Za to dyskwalifikacja za zbyt dobrze wykonany program? O tak, to jest coś! W świecie perfekcjonistek długo będzie o czym gadać.

I ostatnia sugestia - warto pokusić się o jednorodny i konsekwentny zapis myśli bohatera. To czyni tekst czytelniejszym i podnosi jego estetykę. Nie mój to wymysł, mądrzejsi mi powiedzieli, ale chyba dobra rada, więc podaję dalej.

Pozdrawiam:)



Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Przemek » wt 19 cze 2018, 23:35

Figiel pisze:Source of the post Taką uwagę może rzucić osoba, która ma za sobą doświadczenie, swoje przeżyła i wie, że bywają sytuacje, w których człowiek jest bezsilny wobec pewnych zdarzeń,


Może się nie znam na ludziach, ale nieraz widziałem osoby znacznie młodsze ode mnie (nastolatki) bardziej pokorne i inteligentne społecznie, one chyba doskonale rozumieją, że bunt nie zawsze pomaga. To często jest kwestia socjalizacji, nie do końca wieku, one mogłyby mnie np. dać taką radę. Np. inaczej będzie zachowywać się 29cio latka która jest jedynaczką niezbyt zsocjalizowaną, całe życie była buntowniczką (i tak jej zostało) dorastała wśród dorosłych, a nie rówieśników, a inaczej dziewiętnastolatka, która ma rodzeństwo, dorastała w środowisku w którym szybko trzeba było zrozumieć zasady społeczne i walczyć o miejsce w grupie. Ta nastolatka może mieć kolosalnie większe doświadczenie od starszej "koleżanki".

Figiel pisze:Source of the post Próbuję doszukać się w tekście znaków potwierdzających, że Ewelyn zabiegała o akceptację Joan.


- Jak ty możesz go cenić?
- Chciałabyś, żebym to ciebie ceniła, co? - Joan nagle spytała ze zjadliwym uśmieszkiem.
- Chciałabym.


Figiel pisze:Source of the post Nienawidzi baletu? Jestem zdumiona,


Dzięki wspaniałomyślności starego nie tak dawno wybudowano nową salę do ćwiczeń. Jeszcze jedno pieprzone pomieszczenie tortur; gdyby tak przebrać Du Pka w skórę i dać mu pejcz, dobrze komponowałby się z tym „pokojem masochistycznej radości” co poniektórych panienek.


:)

Figiel pisze:Source of the post Co może rodzić większe emocje i dyskusje u tych perfekcjonistek? Co bardziej zapadnie w pamięć? Fakt, że ich koleżanka, która poprawnie wykonała program zawierający elementy wykraczające poza oczekiwany poziom umiejętności została za to zdyskwalifikowana, czy to, że stuknięta Ewelyn po raz któryś z kolei napyskowała nauczycielowi.


Chyba jednak to drugie, dziewczyny lubią obsmarowywać , naśmiewać się z czarnych owiec, to im pomaga się dowartościować, z mojej obserwacji wynika, że robią to nawet, zdawałoby się dojrzałe panie (nie przechodzi im jak widać).
Joan mogła też się bać, że Ewelyn zrazi do niej nauczyciela, że tamten będzie miał za złe, że posłuchała wskazówek Ewelyn, a nie jego.

Figiel pisze:Source of the post I ostatnia sugestia - warto pokusić się o jednorodny i konsekwentny zapis myśli bohatera. To czyni tekst czytelniejszym i podnosi jego estetykę.


Faktycznie miejscami ta narracja mi się poślizgnęła. Wolę pierwszoosobowe. Narrator wszystkowiedzący jest trudniejszy jak dla mnie.

Również pozdrawiam :)


„Nie pozwól światu, by mógł mieć coś do ukrycia.
Pamiętaj, że każdy błąd prowadzi do prawdy, a prawda zawsze jest źrenicą życia.”

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4075
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Rubia » śr 20 cze 2018, 00:35

Przyznam się, że nie kupuję tej historii z mundurkiem, a właściwie - reakcji nauczyciela. Ewelyn jako sprawczyni samosądu zachowała się fatalnie wobec koleżanki i powinna zostać ukarana. Nie zmienia to jednak faktu, że jej mundurek rzeczywiście został upaprany ekskrementami i obowiązkiem dyżurnego nauczyciela (albo kierownika internatu) było wyjaśnić, co się właściwie stało. Czyli - kto to zrobił, po prostu. To było nie tylko naruszenie regulaminu internatu, ale ogólnie przyjętych norm zachowania. Nawet jeśli Ewelyn nie cieszyła się sympatią ani koleżanek, ani nauczycieli, ci ostatni powinni zareagować. Choćby dlatego, że mogli spodziewać się przynajmniej telefonu, jeśli nie wizyty rozwścieczonego rodzica: co się dzieje w tym internacie? Komu i za co ja płacę? I, niestety, pretensje byłyby uzasadnione. Jak na warunki szkolno-internatowe, afera należy do tych grubszych i nie da się przejść nad nią do porządku dziennego, używając argumentu: "wierzę Joan, nie tobie". Nawet gdyby koleżanki naprawdę obawiały się Ewelyn, nie daje im to prawa do obfajdania jej mundurka. To jest szkoła artystyczna, płatna, a nie ośrodek wychowawczy dla nieletnich z dołów społecznych. Próba znalezienia winowajczyni wydaje się tu konieczna.
A że część dziewcząt mogłaby po tym jeszcze bardziej znielubić Ewelyn i solidaryzować się ze sprawczynią, to zupełnie inna sprawa.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4564
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: ithilhin » śr 20 cze 2018, 09:02

Przemek pisze:Source of the post Faktycznie miejscami ta narracja mi się poślizgnęła. Wolę pierwszoosobowe. Narrator wszystkowiedzący jest trudniejszy jak dla mnie.

W tym co zaprezentowałaś tutaj, w tym fragmencie to narracja pierwszoosobowa moim zdaniem sprawdziłaby się lepiej. Ne musiałabyś tłumaczyć motywów bohaterki, mogłabyś je pokazać. Od niej, ze środka.

Przemek pisze:Source of the post Chyba jednak to drugie, dziewczyny lubią obsmarowywać , naśmiewać się z czarnych owiec, to im pomaga się dowartościować,


To jest cecha dzieci i młodzieży w grupie, ogólnie, nie przypisywałabym tego jedynie "dziewczynom".

:offtop:

► Pokaż Spoiler


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.
FP

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1065
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Misieq79 » śr 20 cze 2018, 10:06

Przedpiśczynie już sporo, więc ja tylko dwie uwagi:
Przemek pisze:Source of the post Rażona niczym piorunem, Ewelyn poczuła nagły strach, lecz po chwili zaczęła wyobrażać sobie wyrastające z ramion skrzydła. Stały się prawdziwe.

1) Piorun trochę nie na miejscu, pasowałby raczej do stuporu. Albo zemdlenia i gleby.
2) Skacze żeby się zabić. A skrzydła sugerują jednak ocalenie.

Przemek pisze:Source of the post - Proszę, przestań już grymasić. Lepiej podziękuj panu Rotardowi, miał tę samą grupę krwi co ty: 0 rh- Gdyby nie jego natychmiastowa pomoc, wykrwawiłabyś się na śmierć.

Znaczy, turboratownik pan R przeprowadził transfuzje na miejscu za pomocą bambusa ze szkolnej doniczki i szlaucha od spryskiwacza swojego wartburga?
Nie ma czegoś takiego jak bezpośrednia transfuzja. takie rzeczy to ino w filmach.
Obrazek


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.

Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Przemek » śr 20 cze 2018, 12:54

Skacze żeby się zabić. A skrzydła sugerują jednak ocalenie.


Skrzydła są metaforą, że jest wolna, ponad wszystko. Nie są tutaj w sensie dosłownym. :lol:

Misieq79 pisze:Source of the post Znaczy, turboratownik pan R przeprowadził transfuzje na miejscu za pomocą bambusa ze szkolnej doniczki i szlaucha od spryskiwacza swojego wartburga? Nie ma czegoś takiego jak bezpośrednia transfuzja. takie rzeczy to ino w filmach.


A skąd Ci takie coś przyszło do głowy? :lol:

Nie jest nigdzie powiedziane że on osobiści będąc baletmistrzem przeprowadził transfuzję :shock:
Ratownicy medyczni, mogli zapytać, czy ktoś ma taką krew, bo potrzebna natychmiast itd. i on mógł się zgłosić szybko, pojechać karetką do szpitala itd
No ale chyba tak szczegółowo to nie muszę pisać.
Dziękuję za wizytę, Misieq.

Tak Rubio, sprawa z mundurkiem mogłaby być trochę inaczej poprowadzona.

ithilhin pisze:Source of the post To jest cecha dzieci i młodzieży w grupie, ogólnie, nie przypisywałabym tego jedynie "dziewczynom".

Słusznie, chłopczęta czasem nawet są bardziej obgadujący niż dziewczyny, a czasem dorośli są gorsi niż dzieci i młodzież też.

Added in 18 minutes 33 seconds:
ps. w sumie z mojego opisu mogło wynikać, że on przeprowadził transfuzję xdddddddddddddd . Ale w ogóle nie miałem takiego zamiaru zamysłu, trochę wyszło śmiesznie.


„Nie pozwól światu, by mógł mieć coś do ukrycia.
Pamiętaj, że każdy błąd prowadzi do prawdy, a prawda zawsze jest źrenicą życia.”

Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1065
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Misieq79 » śr 20 cze 2018, 18:24

Przemek, ratmedzi nie mogą "zapytać" ani zrobić transfuzji, nawet gdyby każde miało przy sobie ważny wynik badania krwi.
Po pierwsze, układ AB0 i Rh to nie jedyne komplety antygenów, zawsze przed przetoczeniem robi się próbę krzyżową, bo pomimo zgodności AB0 dalej może mieć przeciwciała.
Po drugie, krew po pobraniu podlega karencji, czeka aż dawcy wyjdą badania np na HIV czy WZW. To nie jest kwestia godzin.
Więc po drugie i pół, pan R mógł oddać krew,nawet się chwalić że dostała jego (wątpliwe) ale nie na miejscu zdarzenia.
Po trzecie, przy złamaniu 2 kończyn wątpię by była potrzebna aż transfuzja. Ale dobra Twoja, mogła uszkodzić coś więcej np śledzionę. Tu się nie upieram.
Więc transfuzja bezpośrednia to ino na filmach.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.

Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 188
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Przemek » śr 20 cze 2018, 18:50

Misieq79 pisze:Source of the post Przemek, ratmedzi nie mogą "zapytać" ani zrobić transfuzji, nawet gdyby każde miało przy sobie ważny wynik badania krwi.Po pierwsze, układ AB0 i Rh to nie jedyne komplety antygenów, zawsze przed przetoczeniem robi się próbę krzyżową, bo pomimo zgodności AB0 dalej może mieć przeciwciała.Po drugie, krew po pobraniu podlega karencji, czeka aż dawcy wyjdą badania np na HIV czy WZW. To nie jest kwestia godzin.Więc po drugie i pół, pan R mógł oddać krew,nawet się chwalić że dostała jego (wątpliwe) ale nie na miejscu zdarzenia.Po trzecie, przy złamaniu 2 kończyn wątpię by była potrzebna aż transfuzja. Ale dobra Twoja, mogła uszkodzić coś więcej np śledzionę. Tu się nie upieram. Więc transfuzja bezpośrednia to ino na filmach.


No dobra, w takim razie jest niemerytorycznie. Nie znam się na medycynie.
Na przyszłość będę pamiętał. Dzięks.


„Nie pozwól światu, by mógł mieć coś do ukrycia.
Pamiętaj, że każdy błąd prowadzi do prawdy, a prawda zawsze jest źrenicą życia.”

Awatar użytkownika
Begied21
Pisarz osiedlowy
Posty: 205
Rejestracja: pn 19 lut 2018, 22:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[W] Wybór Ewelyn

Postautor: Begied21 » czw 21 cze 2018, 14:17

Nie będę gadał o błędach technicznych, bo więksi w temacie zrobili to lepiej - subiektywne wrażenia: całkiem spoko, Ewelyn(czemu nie Ewelina/Evelyn?) jest wiarygodna, czuć owo naprężenie emocjonalne, które pewnie chciałeś oddać, ale jest trochę zamieszania, m.in z kozą oraz faktyczne z tymi tekstami.
No i ta kursywa w narracji - nie powiem ze nie, bo temat mnie także dotyczy.Figiel - a może być narracja 3os „sterowana”? Czyli jak bohater jest sam, to kursywa a dialogi tylko jak jest z innymi, tzn bierze czynny udział w rozmowie, czy to właśnie jest ten za duży chaos?


"Ostro? Za ostro? No k...a, nie sądzę" - Tomasz "Kelthuz" Czapla
Jak to mawia święta Ziuta - olej risercz, daj uczucia...


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości