[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: BonjurBuonegiorno » wt 11 wrz 2018, 19:59

Uwaga! Tekst zawiera wulgaryzmy. Napisane sprzed czasów nim dowiedziałem się, iż lepiej zaczynać od krótkich teksów, mimo to jestem ciekaw krytyki, którą przyjmę jak Japończyk deszcz, mam nadzieję.

- Powtórz jeszcze raz. Co zrobił? - Yron Devils usłyszał wiadomość już za pierwszym razem, ale słyszeć nie chciał. Zaczął kipieć ze złości, co dla niejednego mogłoby ujść za całkowicie irracjonalne, jednak sługa, a tym bardziej członkowie bractwa Invisible na czele którego stał Yron, znali go nazbyt dobrze. Miał powody.
- Rozmawiał z Sercem Nowy panie.
- Ile razy ci mówiłem, żebyś nie nazywał tej dziwki w ten sposób?
- Najmocniej przepraszam.
- Zamknij się już.
- Tak. Przepraszam.
- Zapłaci za to surową cenę.
- Za przeproszeniem, ale czy godzi się usuwać jednego z naszych? Young jest pierwszym hefrenem.


Jeden z hefrenów pierwszego stopnia Yron Devils podszedł bliżej swojego sługi tak, że czuć było od niego woń drogich perfum i zakomunikował - Już nie jest. Zawiadom Rossa, że wejdzie w zastępstwo. - Wypowiedział z grymasem obrzydzenia na ustach.


- Yyy... Rossa?


Yron spojrzał gniewnie odwrócony plecami.


- A tak Rossa, Rossa. - Anjura dokładnie rozumiał swojego pana.
- Philipia Rossa ty durniu. Young ma zniknąć jeszcze tej nocy. Wyślij zwierzynę. Niech to będzie nauczką dla pozostałych. Musi zapłacić cenę za złamanie kodeksu.
- Panie?
- Mów.
- Zgodnie z twoją wolą satelita odnalazł Younga w Civitas. Niejaki Rain jest w pobliżu.
- Rain?
- Tak panie. Wychowanek Sabiny Sulivan.
- Rain... Czym ty mi tu głowę zawracasz? Dopilnuj żeby Kriss Young nie zobaczył wschodu słońca. Im szybsza śmierć tym lepiej. Nikt nie łamie kodeksu.



*

Był schyłek sierpnia. Szedł powoli wzdłuż jednej z najintensywniej monitorowanych i najbardziej rozświetlonych, głównych ulic Wielkiego Miasta - miasta, które nocą przeobrażało się w istny plac manewrowy. Dotarł w końcu pod rozpromieniony zachodzącym Słońcem ratusz, daleko od jego umocnień. Tuż za nim znajdował się najprawdziwszy park z dzikimi zwierzętami. Wyrwa w schemacie budowy uwidaczniała tarczę gwiazdy rozrzucającą promienie dalej wgłąb zacienionych przecznic dając znać gdzie mieści się centrum. Tuż obok po drugiej stronie ulicy znajdował się megalitycznych rozmiarów przystanek autobusowy, taxi i centrum lotów. Grupka siedzących ludzi czekała na autobus prażąc się w świetle. On wolał postać. Trzymał w ręku kilka kwiatów myśląc, że zrobi swojej przyjaciółce niespodziankę. Czekał na nią dobre dziesięć minut i nie kłamiąc, nie mógł się doczekać. Nawet w takim miejscu słyszał ćwierkanie ptaków. Ulice dzięki najnowszym systemom rozładowywania korków i podziemnym trasom były dziwnie puste i spokojne jak on sam. Czas zatrzymał się w miejscu i czuć było w powietrzu koniec najgorętszej pory roku. Muzyczny, czy też filmowy hit lata miały odejść w niepamięć, a znad lądu zaczynał powiewać lekki chłód.


Olbrzymi autobus z rozświetlonymi billboardami na zewnętrzu podjechał pod przystanek. Rain uważnie się rozglądając szukał długich włosów i prawdopodobnie jeansowych szortów. Znalazł. Znalazł też i uśmiech. Rzucili się sobie w ramiona jak para nastolatków, która jeszcze nie martwi się przyszłością. Wzięła od niego kwiaty, ale jednocześnie pochwaliła się pierścionkiem zaręczynowym wyrobionym z popularnej, rzadkiej mieszanki metali zwanej "elementem przeznaczenia", co kosztowało niezłą sumę pieniędzy. Zupełnie się tego nie spodziewał. Minął szmat czasu. Wobec takiej hojności w swoim odczuciu własnej wartości poczuł się trochę uszczuplony. Usilnie starał się ukryć zaaferowanie podarunkiem. Byli przyjaciółmi odkąd poznali się na studiach. Byli przyjaciółmi choć oboje zdawali sobie sprawę co było wcześniej.


- Jejku jak ty urosłeś. - Jej dotyk wywołał falę wspomnień. - Nic się nie zmieniłeś. W dodatku nadal się tak samo ubierasz.


Mężczyzna w białym kombinezonie, który pasował do niego jak papierek do cukierka uśmiechnął się samymi oczami. - No tak już mam, że rosnę.


Zaczęli się przechadzać podziwiając zapamiętale zachód Słońca - Trochę szkoda lata. Szkoda wracać do miasta.


- Daj spokój - odparł - ja tam uwielbiam każdą porę roku.


- Tak? - Zapytała nie dając wiary.


- Mówię ci, wystarczy biegać. Musisz mieć w sobie ten ogień. Dobrze wiem o czym mówię.


- A mi szkoda tych wyjazdów nad morze, tego wylegiwania się na plaży, jazdy na rowerze.


Milczał próbując ukryć emocje, które nim targały. - Cieszę się, że potrafisz korzystać z życia. - Odparł po chwili.


- Co to? Grasz na gitarze? - Dziewczyna jakby nie zauważała ziejącej z niego uczucia pustki. Coś w nim było nie tak. Nie odzywał się przez dłuższą chwilę. - Rain słyszysz mnie?


- To nie gitara. - Odparł i zrobił pauzę, długą, nienaturalną. - Jestem specjalistą w Gravitech. - Pauza. - Napisałem algorytm umożliwiający... - Pauza. - Pracę maszyn na Neptunie...


Nie teraz!


- Na Neptunie? - przyglądała mu się uważnie jak stoi do niej bokiem i mówi.


- ...I ludzi.


- Przecież tam się nie da żyć.


- Widziałem palmy, Słońce, rzeki, tamy i lasy... Mam połączenie. - To odrzekł i poszedł sobie.


- Rain. Rain!


Zapadł zmierzch. Szaleństwo było wpisane w to co się działo. Wyprzedzał samochody jeden za drugim tworząc tunel na mokrej poświacie asfaltu. Co chwila ocierał szybkim gestem ręki zimny pot z czoła i zgniatał w silnym uchwycie skórzaną kierownicę gotów wyrwać ją razem z przekładnią. Lubił tę karoserię, albo mu się tylko zdawało. Choć to wymagało jedynie słownej komendy, z wysiłkiem włączył odtwarzacz audio. Zatopiony w rytmie muzyki, gdzie światłami dyskotekowymi były światła lamp i flesze fotoradarów, a tłem melodyjne dźwięki i głębokie, basowe breakedowny, mknął przed siebie z zawrotną prędkością górną obwodnicą.


Skup się.


Obserwował to co się działo na drodze, ale za żadne skarby nie mógł nad tym w stu procentach zapanować. Jego serce jak zawsze wypełnione było lękiem. Nie miał wiele do stracenia, ale chciał żyć. Jeszcze tylko to zadanie i coś się w końcu zmieni. Jeszcze tylko to... ostatnie. Nie. Nie ostatnie. Ile razy już to sobie powtarzał. Głupotę miał już za sobą.


Pionki.


Nie!


Skup się.


Płynął przez gładkie pasma M25 co chwila nasłuchując jęku tysiąc siedemset-konnego silnika samochodu, którego nigdy nie pamiętał. Wybitnie szeroka deska rozdzielcza oddzielająca niemalże leżącego kierowcę od jedynego pasażera, którego jak zwykle nie było, bądź był związany. Skórzane obicia. Samorzutnie kontrolowane przełączniki i regulatory. Sześćset kilo napędu...


Dźwięk odbijał się od wnętrz megawieżowców przez które przelatywał tworząc charakterystyczny huk. Co rusz uderzał dłonią w klakson. Ciężkie, szamańskie bębny rozwierały mu oczy, które nerwowo drżąc wypatrywały skomasowanego ataku drobnych punktów z oddali. Oddychał szybko, ale głęboko. Droga przybrała formę nitki. Jedyne co widział w tym kokpicie to kierownica i olbrzymi licznik zamykający obrotomierz niemalże do końca. Chłodno ważył każde drgnięcie w lewo i w prawo. Czuł, że koła, mimo iż opływ karoserii dociskał go do nawierzchni, unoszą się niebezpiecznie.


Wrzuć ósmy.


Dość! Zginę! Po co ta zabawa?


Przy Redhill zjechał na M23, którą przemierzył w trzy minuty. Tu zabawa miała się dopiero zacząć. Zjechał w nieludzko ciasne uliczki rozświetlane światłem lamp skrywające swoje zakręty za gęstymi krzewami. Niebieskim blaskiem ksenonów uwidaczniał walory każdego drzewa.


...2 lewy, 30... 6 prawy i znowu sześć prawy.


Teraz nie miał czasu się zastanawiać nad czymkolwiek. Odstawił wszystkie myśli na bok, na każdym zakręcie ocierając się o śmierć. Samochód był szybki, a jego konstrukcja lekka, gotowa rozpaść się przy byle stłuczeniu.


120... uwaga, rów po wewnętrznej, nie tnij!


Z wydechu padały wystrzały. Nasłuchiwał wyjącego wściekle silnika i dalszych wskazówek. Na krańcu Trasy znajdywał się Biały Mur i południowa jego brama.


Zatrzymał się przy jednej z obskurnych, sporych rozmiarów budek strażniczych skali niewielkiego baraku na co najmniej dwadzieścia osób. Jej wnętrze rozświetlały holoformy które odzwierciedlały widoki z kamer w miejscu podjazdu. O więcej strażnicy nie musieli się martwić. Mur był nie do przebycia. Dbano o spokój znajdujących się po jego drugiej stronie naukowców i metafizyków (adeptów świeżej dyscypliny, która powstała na potrzeby babrania się w nierozumianej jak dotąd komplementarności zjawisk fizycznych). Mur był pozostałością sprzed czasów epidemii i po części nadal pełnił podobną funkcję obronną.


Eleganckie poszycie, ekskluzywne wnętrze i wielka pojemność z zasady dawało do myślenia o właścicielu auta jako o obrzydliwie bogatym kawałku gnidy. Stąd też zdziwienie strażnika, który zobaczył przez uchyloną szybę osobnika, który jakby zupełnie do niego nie pasował. „Podprowadzam tylko“ - pomyślał.


- W jakim celu? - Zapytał.


- Interesy.


- Proszę otworzyć bagażnik.


Rain wyjął plakietkę. - Immunitet poselski. Proszę mnie przepuścić.


- Strażnik żuł gumę, która już dawno straciła swój miętowy smak patrząc z podejrzliwością godną Sherlocka Holmsa. „Taka młoda marnota“. Świecił mu latarką patrząc to na plakietkę, to na twarz. - Ile masz lat synku?


- Dwieście. Otworzysz tę jebaną bramę, czy mam się fatygować do kierownika?


Strażnik któremu na imię było Edeltraud, zrobił buzię w ciup i wydał pogardliwie odgłos. - Pff. Jedź sobie w cholerę. - Splunął na ziemię. Chowając latarkę za pas znowu wziął karabin w ręce i machnął do kolegi w budce. Szlaban podniósł się.


O trzeciej nad ranem Rain dotarł do Punktu. Musiał się śpieszyć jeśli chciał skorzystać z nocnej aury. Zatrzymawszy się w lesie tuż przy jednym z olbrzymich spodków na trawiastym bezdrożu, wysiadł z samochodu i podszedł do bagażnika.Wyjął z niego zajmujący całą dostępną przestrzeń neseser, a z niego swój karabin i dwa magazynki, które wsunął do ładownicy. Nakręcił tłumik i włożył na siebie ultra lekką kamizelkę. Przeszedł przez zarośla możliwie jak najszybciej. Niebo zrobiło się szare grożąc niepowodzeniem przedsięwzięcia. Stanął pod trzymetrowym murem. Zdjął przepasany przez plecy karabin celem przerzucenia go przez przeszkodę, lecz po chwili zrezygnował i przewiesił go z powrotem przez ramię.


Dasz radę. Tutaj.


Wybrał miejsce pod wiatr, gdzie nie było kamer. Wziął rozbieg i wybił się. Postąpił dwa kroki po ścianie i chwycił się za jej krawędź. Przedostał się na drugą stronę lądując miękko i zgrabnie. Przed samym nosem zauważył ochroniarza z psem i szybko padł na ziemię. Dziwiło go, że czworonóg go nie usłyszał. Zamarł w bezruchu dopóki ta para nie poszła sobie niknąc gdzieś za rzędem krzewów.


Trzecia.


Zauważył przed zachodnią bramą swój cel, kilku strażników, jakąś blondynkę i dwójkę dzieci. Wyglądało na to, że rodzina wybierała się na przejażdżkę. Wymierzył karabin w stronę grupki ludzi pakujących się do minivana.


Nie przy dzieciach!


Miał cel na muszce, ale zwlekał.


Oddaj strzał!


Spóźnił się. Cel wsiadł do auta.


Wracaj do pojazdu.


Podniósł się i wzbudził uwagę jednego z psów. Jego pozycja została spalona. Natychmiast się wycofał. Przewiesił karabin przez ramię i podobnie jak poprzednio pokonał przeszkodę. Pobiegł do auta i wpakował się do środka. Na miejsce pasażera odłożył broń. Ledwo włączył silnik, a wnętrze zaczęło drżeć od basu. Wcisnął pedał gazu do oporu i ruszył z miejsca.


Niepowodzenie.


Złapię ich.


Namierzam. Cel pozostał w środku. Niepowodzenie. Degradacja ze statusu A-7.


Wjechał na A 2011 i zajechał bezpośrednio od zachodniej bramy. Pięciu gotowych do pościgu strażników zapakowanych w dwa pamiętające epidemię jeepy Mitsubishi Pajero czekało na raporty. Gapili się przez szyby zdezorientowani widokiem, nieprędko przetwarzając dane. Na dziedziniec wjechał czarnym autem napastnik okrążając ich łukiem. Spod opon gęsto tryskał żwir.


Pierwsze piętro.


Zza horyzontu wyłonił się skrawek Słońca. Strażnicy rozpoczęli ostrzał.


Gdzie jest wejście?


Tylne, wschodnia ściana.


Okrążył imitację studzienki oddając strzały z okna, tak by strażnicy nie poczuli się bezpiecznie biegając po otwartym terenie. To był błąd. Naraz padł srogi ostrzał z nieśmiertelnego AK-47. Na Raina posypały się drobno szkła. Chyląc się doskonale zdawał sobie sprawę, że drzwi samochodu nie stanowią przeszkody dla ostrej amunicji. Po kilku sekundach jednak wyczuł, że ma do czynienia z ludźmi, którzy co najwyżej strzelali do tarcz, a nie do żywego celu. W całym zamieszaniu brała udział panika. Zdecydowanie nie mógł pozwolić sobie jednak na luksus w tej sytuacji. Szybkość i zręczność z jaką operował autem wprawiała w podziw. Kilka kul przeszyło poszycie. Chłodnicę trafił szlag. Następnie opony. Znalazł się przed południowym ćwierćkolem budowli. Wyskoczył z poszatkowanego auta przeklinając się w duchu. Biegł pochylony co sił. Naprężył przyzwyczajone do sprintu nogi, by po chwili trafić do jednych z drzwi ogromnego, białego spodka.


Pierwsze piętro.


Odszukał schody, ale szybko zdał sobie sprawę, że zapomniał karabinu. Na piętrze natrafił na stróża, który odsłuchiwał raporty - wyraźnie pogubiony stał do Raina tyłem. Po chwili odwrócił się i dostał cios w tchawicę, który kazał mu się krztusić na czworaka. Do środka wbiegła cała zgraja uzbrojonych po zęby gwardzistów.


Cel ucieka. W lewo. Sala 330.


Sala była zamknięta, ale Rain nie wiedząc jak i dlaczego wpadł do środka mimo zamkniętych drzwi. Zastał tam całą rodzinę. Cel, jego żonę i dwójkę dzieci.


- Spokojnie. - Próbował załagodzić sytuację czarnoskóry mężczyzna w niebieskim garniturze. Jedną ręką trzymał rękę żony, a drugą miał wyciągniętą nad panelem sterującym sali, która mogła uchodzić za szalupę ratunkową.


- Tato, czy to mikołaj? - Zapytała córeczka.


- Głupia jesteś Mary. - Odpowiedział jej starszy brat.


- Tato, on mnie przezywa!


Zlikwiduj Cel.


Dostarczę go!


Inicjacja całkowitej kontroli.


Człowiek w białym kombinezonie naraz zwinął się w kłębek, kiedy czerń zlała mu się na oczy. Zwalił się na podłogę, by po chwili dostać solidnego kopniaka w żebra. Sala odpływała gdzieś w nieznane. Przewrócił się na bok. Dostał solidnie butem w twarz i kolejny cios w żebra, potem w krocze. Podłoga zapełniła się kropelkami krwi. Leżący zaczynał tracić to co można by nazwać świadomością, by po chwili zostać chwyconym za głowę i wygiętym w tył. W tym momencie padły wystrzały z krótkiej broni. Cel stał jeszcze przez chwilę nachylony z poszatkowanym torsem. Asasyn odepchnął zwłoki jedną ręką.


- Nieeee!!! - Kobieta wydała z siebie przerażający okrzyk widząc męża, w którym dogasało życie. Nachylona spojrzała jeszcze tylko przez ramię. Jej pomarszczona teraz twarz wyrażała wszystko, całe okropieństwo i paroksyzm bólu. - Co...? Dlaczego?!
- Przykro mi. - Oznajmił zabójca. - Nie możesz kontrolować firmy.

W kolejnej chwili padł strzał. Kawałki mózgu splamiły biały jak śnieg kombinezon. Próbował przystawić sobie broń do skroni, ale ośrodek woli odmówił mu posłuszeństwa.




Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 203
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: MargotNoir » czw 13 wrz 2018, 16:21

BonjurBuonegiorno,

Znów cytuję bez HTMLA. Wybacz. Trochę tego jest. Najpierw technikalia, potem ogolne wrażenia:


BonjurBuonegiorno pisze:- Powtórz jeszcze raz. Co zrobił? - Yron Devils usłyszał wiadomość już za pierwszym razem, ale słyszeć nie chciał.


Chciał słyszeć, bo kazał powtórzyć. Mógł nie chcieć przyjąć do wiadomości.

BonjurBuonegiorno pisze:Zaczął kipieć ze złości,


Dość komiczne określenie. Jaki nastrój chcesz tu zbudować?

BonjurBuonegiorno pisze:co dla niejednego mogłoby ujść za całkowicie irracjonalne, jednak sługa, a tym bardziej członkowie bractwa Invisible na czele którego stał Yron, znali go nazbyt dobrze. Miał powody.


Kiepska logika.
Ktoś, kto zna Yrona wie coś o jego emocjonalnością, zwyczajach. Żeby wiedzieć, czy Yron ma powód, trzeba znać sytuację, nie charakter postaci.

BonjurBuonegiorno pisze:- Rozmawiał z Sercem Nowy panie.


Interpunkcja.

BonjurBuonegiorno pisze:- Ile razy ci mówiłem, żebyś nie nazywał tej dziwki w ten sposób?
- Najmocniej przepraszam.
- Zamknij się już.
- Tak. Przepraszam.
- Zapłaci za to surową cenę.
- Za przeproszeniem, ale czy godzi się usuwać jednego z naszych? Young jest pierwszym hefrenem.
Jeden z hefrenów pierwszego stopnia Yron Devils podszedł bliżej swojego sługi tak, że czuć było od niego woń drogich perfum


Intensywność roztaczanej woni nie zależy od miejsca, w którym woniejący stoi.

BonjurBuonegiorno pisze: i zakomunikował - Już nie jest. Zawiadom Rossa, że wejdzie w zastępstwo. - Wypowiedział z grymasem obrzydzenia na ustach.
- Yyy... Rossa?
Yron spojrzał gniewnie odwrócony plecami.


Jak? Miał oczy na plecach?

BonjurBuonegiorno pisze:- A tak Rossa, Rossa. - Anjura dokładnie rozumiał swojego pana.
- Philipia Rossa ty durniu. Young ma zniknąć jeszcze tej nocy. Wyślij zwierzynę. Niech to będzie nauczką dla pozostałych. Musi zapłacić cenę za złamanie kodeksu.
- Panie?
- Mów.
- Zgodnie z twoją wolą satelita odnalazł Younga w Civitas. Niejaki Rain jest w pobliżu.


Szybko poszło. Ile trwały te poszukiwania? Sekundę?

BonjurBuonegiorno pisze:- Rain?
- Tak panie. Wychowanek Sabiny Sulivan.


Teraz zaczyna się książka telefoniczna: akcja niezbyt wartka, ale za to ilu bohaterów... Gwarantuje Ci, że nikt nie zapamięta z tej sceny nikogo poza "Burakiem o śmiesznym imieniu" i "przydupasa".


BonjurBuonegiorno pisze:- Rain... Czym ty mi tu głowę zawracasz? Dopilnuj żeby Kriss Young nie zobaczył wschodu słońca. Im szybsza śmierć tym lepiej. Nikt nie łamie kodeksu.

No i tak. Mamy wstęp. Niby jakaś sytuacja została zarysowana, ale w zasadzie nie. Nadal nic nie wiemy poza tym, że ktoś kogoś ma zabić, a członkowie Tajemniczego Bractwa (swoją drogą warto pomyśleć nad lepszą nazwą) zachowują się wobec swojego herszta komicznie służalczo, a cała scena, zamiast budować napięcie, bawi.
Jest jakiś tajemniczy kodeks, ale nie wiemy, jaki. W sumie średnio nas to obchodzi. Ktoś kogoś nie lubi, pada sporo nazwisk, ale jeśli w dalszej części pojawią się nawiązania do tych postaci, czytelnik pewnie nawet się nie połapie, bo póki co to nie osoby, które można zapamiętać, tylko zlepki liter. Ja dopiero przy trzecim czytaniu i poprawianiu własnego komentarza zauważyłam, że w obu scenach jest jakiś Rain i pewnie to ten sam facet.


*

BonjurBuonegiorno pisze:Był schyłek sierpnia. Szedł powoli


Jadąc do szkoły padał deszcz.

BonjurBuonegiorno pisze: wzdłuż jednej z najintensywniej monitorowanych i najbardziej rozświetlonych, głównych ulic Wielkiego Miasta - miasta, które nocą przeobrażało się w istny plac manewrowy.


Warto pomyśleć nad lepszą nazwą, niż "Wielkie Miasto".
Jesteś pewien, że wiesz, co to jest plac manewrowy? Miasto nagle robiło się płaskie?

BonjurBuonegiorno pisze:Dotarł w końcu pod rozpromieniony zachodzącym Słońcem ratusz,


Fajnie, że ratusz był rozpromieniony. Nie lubię jak ratusze są smutne.

BonjurBuonegiorno pisze:daleko od jego umocnień.


Ratusz był daleko od umocnień ratusza.

BonjurBuonegiorno pisze:Tuż za nim znajdował się najprawdziwszy park z dzikimi zwierzętami. Wyrwa w schemacie budowy uwidaczniała tarczę gwiazdy rozrzucającą promienie dalej wgłąb zacienionych przecznic dając znać gdzie mieści się centrum.


Wyrwa w schemacie budowy?

BonjurBuonegiorno pisze:Tuż obok po drugiej stronie ulicy znajdował się megalitycznych rozmiarów przystanek autobusowy, taxi i centrum lotów. Grupka siedzących ludzi czekała na autobus prażąc się w świetle.
On wolał postać. Trzymał w ręku kilka kwiatów myśląc, że zrobi swojej przyjaciółce niespodziankę. Czekał na nią dobre dziesięć minut i nie kłamiąc, nie mógł się doczekać.
Może gdyby skłamał, czekałoby mu sie łatwiej.
Nawet w takim miejscu słyszał ćwierkanie ptaków. Ulice dzięki najnowszym systemom rozładowywania korków i podziemnym trasom były dziwnie puste i spokojne jak on sam. Czas zatrzymał się w miejscu i czuć było w powietrzu koniec najgorętszej pory roku. Muzyczny, czy też filmowy hit lata miały


Miał. "Czy też" to nie to samo, co "i".

BonjurBuonegiorno pisze: odejść w niepamięć, a znad lądu zaczynał powiewać lekki chłód.
Olbrzymi autobus z rozświetlonymi billboardami na zewnętrzu podjechał pod przystanek.


Billboardami? Na pewno chodziło Ci o billboardy?

BonjurBuonegiorno pisze:Rain uważnie się rozglądając szukał długich włosów i prawdopodobnie jeansowych szortów.


Nie wiedział, czego szukał?

BonjurBuonegiorno pisze:Znalazł też i uśmiech. Rzucili się sobie w ramiona jak para nastolatków, która jeszcze nie martwi się przyszłością. Wzięła od niego kwiaty, ale jednocześnie pochwaliła się pierścionkiem zaręczynowym wyrobionym z popularnej, rzadkiej mieszanki metali zwanej "elementem przeznaczenia", co kosztowało niezłą sumę pieniędzy.


Może jednak pierścionek kosztował, a nie chwalenie się/wyrabianie. No i chcesz wprowadzić jakiś interesujący, futyrystyczny element, ale nie pokazujesz niczego, poza nazwą. Nie tak buduje się fantastyczny świat.

BonjurBuonegiorno pisze:Zupełnie się tego nie spodziewał. Minął szmat czasu. Wobec takiej hojności w swoim odczuciu własnej wartości poczuł się trochę uszczuplony.


? Zrozumiałam za trzecim razem... na pewno nie "uszczuplony", warto to napisać całkowicie inaczej.

BonjurBuonegiorno pisze: Usilnie starał się ukryć zaaferowanie podarunkiem. Byli przyjaciółmi odkąd poznali się na studiach. Byli przyjaciółmi choć oboje zdawali sobie sprawę co było wcześniej.


On i podarek byli przyjaciółmi?

BonjurBuonegiorno pisze:- Jejku jak ty urosłeś. - Jej dotyk wywołał falę wspomnień. - Nic się nie zmieniłeś. W dodatku nadal się tak samo ubierasz.
Facet jest mutantem, że cały czas rośnie?
Mężczyzna w białym kombinezonie, który pasował do niego jak papierek do cukierka uśmiechnął się samymi oczami.


Mało informatywne porównanie. Różne papierki różnie pasują na różne cukierki.

BonjurBuonegiorno pisze:- No tak już mam, że rosnę.
Zaczęli się przechadzać podziwiając zapamiętale zachód Słońca - Trochę szkoda lata. Szkoda wracać do miasta.


Jak można coś podziwiać zapamiętale? Mam wizję ludzi, którzy z całych sił wytrzeszczają oczy i z rozwianymi włosami wrzeszczą "ojeeezu jakie to pieeeeeękne!!!" drąc szaty na piersiach.

BonjurBuonegiorno pisze:- Daj spokój - odparł - ja tam uwielbiam każdą porę roku.
- Tak? - Zapytała nie dając wiary.
- Mówię ci, wystarczy biegać. Musisz mieć w sobie ten ogień. Dobrze wiem o czym mówię.


Co za burak z tego Raina. "Hurr durr, jestem lepszy, bo biegam". Nic dziwnego, że laska wychodzi za innego.

BonjurBuonegiorno pisze:- A mi szkoda tych wyjazdów nad morze, tego wylegiwania się na plaży, jazdy na rowerze.


Zupełnie losowa odpowiedź. Ludzie tak nie rozmawiają.

BonjurBuonegiorno pisze:Milczał próbując ukryć emocje, które nim targały. - Cieszę się, że potrafisz korzystać z życia. - Odparł po chwili.


Interpunkcja.

BonjurBuonegiorno pisze:- Co to? Grasz na gitarze? - Dziewczyna jakby nie zauważała ziejącej z niego uczucia pustki.


Dlaczego spytała o gitarę?

BonjurBuonegiorno pisze:Coś w nim było nie tak. Nie odzywał się przez dłuższą chwilę. - Rain słyszysz mnie?
- To nie gitara. - Odparł i zrobił pauzę, długą, nienaturalną. - Jestem specjalistą w Gravitech.


Co ma piernik do wiatraka? Chyba zapomniałeś opisać jakiegos istotnego elementu. Pokrowiec na gitarę, w którym postać nosi komputer? Palce wyglądają pocięte strunami, co okazuje się tak naprawdę skutkiem pracy z drobnymi metalowymi elementami maszyn? O co chodzi?

BonjurBuonegiorno pisze: - Pauza. - Napisałem algorytm umożliwiający... - Pauza. - Pracę maszyn na Neptunie...
Nie teraz!
- Na Neptunie? - przyglądała mu się uważnie jak stoi do niej bokiem i mówi.
- ...I ludzi.
- Przecież tam się nie da żyć.
- Widziałem palmy, Słońce, rzeki, tamy i lasy... Mam połączenie. - To odrzekł i poszedł sobie.
- Rain. Rain!


Wiem, co chciałeś osiągnąć. Nawet pomysłowa scena, zwłaszcza te wstawki z jakiegoś centrum kontroli umysłowej... Problem polega na tym, że to, co sobie wybraziłeś niekoniecznie odpowiada temu, co opisałeś. Pomijam już oczywiste błędy i niezgrabnostki językowe. Ta scena to praktycznie szkic. Nic w niej nie ma. Żadnych opisów, emocji, nic, co przemwialoby do wyobraźni, ożywiało postacie, pozwalałoby jakoś je zobaczyć, usłyszeć. Mamy skrócony, sztuczny, nienaturalny dialog i szczątkowy zarys sytuacji, w który na siłę wcisnąłeś historię życia bohaterów. Na początku jeszcze jest opis miasta, ale potem się kończy, postaci wychodzą na scenę i zaczynają deklamować na szarym tle. Te wstawki "w głowie" są zupełnie z kosmosu. Gdyby nie to, że taki chwyt czasami stosuje się w filmach nie miałbym pojęcia, co miało się dziać i jak to miało wygladać. Żadnej mowy ciała, opisu wrażeń bohatera związanych z tym, że ktoś do niego "dzwoni" w ten sposób czy też opisu jego reakcji na "połączenie".
Masz też problem z narratorem. Nie jest wszechwiedzacy, za bardzo przykleja się do postaci, tylko nie wie, którą wybrać. Mam wrażenie, że u Ciebie to taki berek. Wchodzi nowa postać - narrator wsiada jej na plecy. I to by był nawet fajny zabieg, gdybyś realizował go konsekwentnie i przejrzyście. Tak, by czytelnik wiedział, co się dzieje i miał pewność, że kontrolujesz sytuację, a nie po prostu zapominasz, gdzie w danym momencie masz kamerę.


BonjurBuonegiorno pisze:Zapadł zmierzch. Szaleństwo było wpisane w to co się działo. Wyprzedzał samochody jeden za drugim tworząc tunel na mokrej poświacie asfaltu.


Co?

BonjurBuonegiorno pisze:Co chwila ocierał szybkim gestem ręki zimny pot z czoła i zgniatał w silnym uchwycie skórzaną kierownicę


Gdyby zgniótł kierownicę choć raz, daleko by nie zajechał.

BonjurBuonegiorno pisze:gotów wyrwać ją razem z przekładnią. Lubił tę karoserię, albo mu się tylko zdawało.


Co ma karoseria do kierownicy? Jesteś pewien, ze wiesz, co to znaczy "karoseria"?

BonjurBuonegiorno pisze:Choć to wymagało jedynie słownej komendy, z wysiłkiem włączył odtwarzacz audio.


Przepraszam, co? Z wysiłkiem powiedział "Alexa, graj"? Jak bardzo musiał być pijany?

BonjurBuonegiorno pisze:Zatopiony w rytmie muzyki, gdzie światłami dyskotekowymi były światła lamp i flesze fotoradarów, a tłem melodyjne dźwięki i głębokie, basowe breakedowny,


Internet nie zna słowa breakedown. Jeśli chodziło Ci o breakdowny, to co to słowo tu robi?

BonjurBuonegiorno pisze:mknął przed siebie z zawrotną prędkością górną obwodnicą.


Skup się.

BonjurBuonegiorno pisze:Obserwował to co się działo na drodze, ale za żadne skarby nie mógł nad tym w stu procentach zapanować.

To chyba normalne. Nikt nie panuje w stu procentach nad ruchem drogowym w całym mieście.

.
BonjurBuonegiorno pisze: Jego serce jak zawsze wypełnione było lękiem. Nie miał wiele do stracenia, ale chciał żyć. Jeszcze tylko to zadanie i coś się w końcu zmieni. Jeszcze tylko to... ostatnie. Nie. Nie ostatnie. Ile razy już to sobie powtarzał. Głupotę miał już za sobą.
Pionki


Wywal te pionki.

BonjurBuonegiorno pisze:Nie!


Cienki dramatyzm.

Skup się.

BonjurBuonegiorno pisze:Płynął przez gładkie pasma M25 co chwila nasłuchując jęku tysiąc siedemset-konnego


Nie przesądzasz? Po co mu taki silnik? Wozi furę kamieni?

BonjurBuonegiorno pisze:silnika samochodu, którego nigdy nie pamiętał.


Nie pamiętał samochodu? O co chodzi?

BonjurBuonegiorno pisze:Wybitnie szeroka deska rozdzielcza oddzielająca niemalże leżącego kierowcę od jedynego pasażera, którego jak zwykle nie było, bądź był związany.


Związany pasażer, którego nie ma. Zdanie do przebudowy.

BonjurBuonegiorno pisze:Skórzane obicia. Samorzutnie kontrolowane przełączniki i regulatory. Sześćset kilo napędu...


Przystopuj z tym zachwytem. Po pierwsze, to brzmi jak zachwyty nastolatka, który nie wie, co znaczą te wszystkie liczby w tabelce koło zdjęcia Moto Świecie, ale myśli, że im wieksza liczba, tym lepiej. To trochę jak zabawa w "kto wymyśli większego smoka".
Po drugie - w ogóle takie zachwycanie się tym, co Ty widzisz, a czytelnik już nie (bo nie umiesz tego opisać) jest słabe.

BonjurBuonegiorno pisze:Dźwięk odbijał się od wnętrz megawieżowców przez które przelatywał tworząc charakterystyczny huk. Co rusz uderzał dłonią w klakson. Ciężkie, szamańskie bębny rozwierały mu oczy,


Niezbyt udany zabieg.

BonjurBuonegiorno pisze:które nerwowo drżąc wypatrywały skomasowanego ataku drobnych punktów z oddali. Oddychał szybko, ale głęboko.


I nie hiperwentylował?

BonjurBuonegiorno pisze: Droga przybrała formę nitki. Jedyne co widział w tym kokpicie to kierownica i olbrzymi licznik zamykający obrotomierz niemalże do końca.


Czyli bohater był fatalnym kierowcą, a samochód zaprojektował idiota.

BonjurBuonegiorno pisze: Chłodno ważył każde drgnięcie w lewo i w prawo.
Czuł, że koła, mimo iż opływ karoserii dociskał go do nawierzchni,


Kogo? Tylko jego? Auto się unosiło, a kierowcę oplyw dociskał?

BonjurBuonegiorno pisze:unoszą się niebezpiecznie.
Wrzuć ósmy.
Dość! Zginę! Po co ta zabawa?


No właśnie - po co?

BonjurBuonegiorno pisze:Przy Redhill zjechał na M23, którą przemierzył w trzy minuty. Tu zabawa miała się dopiero zacząć. Zjechał w nieludzko ciasne uliczki rozświetlane światłem lamp skrywające swoje zakręty za gęstymi krzewami. Niebieskim blaskiem ksenonów uwidaczniał walory każdego drzewa.


Przekombinowane. Warto ująć to inaczej. Uwidacznianie walorów drzew jest kiepskie.

BonjurBuonegiorno pisze:...2 lewy, 30... 6 prawy i znowu sześć prawy.
Teraz nie miał czasu się zastanawiać nad czymkolwiek. Odstawił wszystkie myśli na bok, na każdym zakręcie ocierając się o śmierć. Samochód był szybki, a jego konstrukcja lekka, gotowa rozpaść się przy byle stłuczeniu.


No czyli to jednak był bardzo kiepski samochód. Po co mu te 1700 koni? Miał latać?

BonjurBuonegiorno pisze:120... uwaga, rów po wewnętrznej, nie tnij!
Z wydechu padały wystrzały. Nasłuchiwał wyjącego wściekle silnika i dalszych wskazówek. Na krańcu Trasy znajdywał się Biały Mur i południowa jego brama.
Zatrzymał się przy jednej z obskurnych, sporych rozmiarów budek strażniczych skali niewielkiego baraku na co najmniej dwadzieścia osób. Jej wnętrze rozświetlały holoformy które odzwierciedlały widoki z kamer w miejscu podjazdu.


A nie prościej "na podjeździe"?

BonjurBuonegiorno pisze:O więcej strażnicy nie musieli się martwić. Mur był nie do przebycia.


Muru się nie przebywa.
Tak swoją drogą każdy mur da się sforsować, jeśli nikt go nie pilnuje.

BonjurBuonegiorno pisze:Dbano o spokój znajdujących się po jego drugiej stronie naukowców i metafizyków (adeptów świeżej dyscypliny, która powstała na potrzeby babrania się w nierozumianej jak dotąd komplementarności zjawisk fizycznych).


Nie. Metafizyka istnieje od dawna, a ludzie parający się nią zajmują się czymś zupełnie innym. Wymyśl jakąś własną nazwę.
Jesteś pewien, że chodziło Ci o słowo "adept"? Nie wydaje mi się, żeby aż taki wysiłek wkładano w ochronę studentów, ale może. To Twoja wizja, upewnij się tylko, czy to, co piszesz oznacza to, co chciałeś przekazać.

.
BonjurBuonegiorno pisze:Mur był pozostałością sprzed czasów epidemii i po części nadal pełnił podobną funkcję obronną
Eleganckie poszycie, ekskluzywne wnętrze i wielka pojemność z zasady dawało do myślenia


Tu jestem pewna, że chciałeś zastosować wyrażenie, które znaczy coś innego, niż "dawać do myślenia".

BonjurBuonegiorno pisze: o właścicielu auta jako o obrzydliwie bogatym kawałku gnidy. Stąd też zdziwienie strażnika, który zobaczył przez uchyloną szybę osobnika, który jakby zupełnie do niego nie pasował. „Podprowadzam tylko“ - pomyślał.


Znowu narracyjny Berek i totalny chaos. Czemu strażnik miał pomyśleć o kimś obcym w pierwszej osobie? Do kogo nie pasował osobnik? Do kawałka gnidy, do auta czy do strażnika?


BonjurBuonegiorno pisze:- W jakim celu? - Zapytał.
- Interesy.
- Proszę otworzyć bagażnik.
Rain wyjął plakietkę. - Immunitet poselski. Proszę mnie przepuścić.


Ohoho. Immunitet poselski. Nie przesadzasz?

BonjurBuonegiorno pisze:- Strażnik żuł gumę, która już dawno straciła swój miętowy smak patrząc z podejrzliwością godną Sherlocka Holmsa. „Taka młoda marnota“. Świecił mu latarką patrząc to na plakietkę, to na twarz. - Ile masz lat synku?
- Dwieście. Otworzysz tę jebaną bramę, czy mam się fatygować do kierownika?
Strażnik któremu na imię było Edeltraud, zrobił buzię w ciup


Bo był pięcioletnią dziewczynką?

BonjurBuonegiorno pisze:i wydał pogardliwie odgłos. - Pff.


Onomatopeje zostaw komiksom.

BonjurBuonegiorno pisze:Jedź sobie w cholerę. - Splunął na ziemię. Chowając latarkę za pas znowu wziął karabin w ręce i machnął do kolegi w budce. Szlaban podniósł się.


To byl naprawdę kiepski strażnik. Nie uwierzył, że gość jest szychą - inaczej nie obrażałby go i nie pluł na ziemię. Wie, że gość kłamie, a mimo to go wpuszcza. Ta epidemia o której piszesz to była jakaś epidemia choroby neurodegeneracyjnej? Ofiary zatrudnia się teraz jako strażników przy terenie uczelni? W sumie ma sens. Do ważniejszych ludzi braliby bardziej inteligentnych ochroniarzy.

BonjurBuonegiorno pisze:O trzeciej nad ranem Rain dotarł do Punktu.


Generyczne nazwy pisane wielką literą nie są fajne.

BonjurBuonegiorno pisze: Musiał się śpieszyć jeśli chciał skorzystać z nocnej aury.


Aura to inaczej pogoda. Nie ma niczego szczególnego w pogodzie nocą. Może chodziło o ciemność?

BonjurBuonegiorno pisze:Zatrzymawszy się w lesie tuż przy jednym z olbrzymich spodków na trawiastym bezdrożu, wysiadł z samochodu i podszedł do bagażnika.Wyjął z niego zajmujący całą dostępną przestrzeń neseser, a z niego swój karabin i dwa magazynki, które wsunął do ładownicy. Nakręcił tłumik i włożył na siebie ultra lekką kamizelkę.
Przeszedł przez zarośla możliwie jak najszybciej. Niebo zrobiło się szare grożąc niepowodzeniem przedsięwzięcia. Stanął pod trzymetrowym murem. Zdjął przepasany przez plecy karabin


Jesteś pewien, że wiesz, co to znaczy "przepasany"?

BonjurBuonegiorno pisze:celem przerzucenia go przez przeszkodę, lecz po chwili zrezygnował i przewiesił go z powrotem przez ramię.


Z powrotem? Wcześniej miał go gdzie indziej.

BonjurBuonegiorno pisze:Dasz radę. Tutaj.


Wybrał miejsce pod wiatr, gdzie nie było kamer.

BonjurBuonegiorno pisze:Wziął rozbieg i wybił się. Postąpił dwa kroki po ścianie i chwycił się


Chwytać się za coś to potoczna konstrukcja, nawet nie wiem, czy tak naprawdę poprawna. W języku pisanym chwytamy coś. Można najwyżej chwycić się za głowę albo bolące kolano.

BonjurBuonegiorno pisze:za jej krawędź. Przedostał się na drugą stronę lądując miękko i zgrabnie. Przed samym nosem zauważył ochroniarza z psem i szybko padł na ziemię.


Jezu, czy ochroniarze w Twoim świecie są ślepymi kretynami? Jak można nie zauważyć gościa, który zaskakuje z trzymetrowego muru i ląduje centymetr od twojego buta? I ma na sobie biały, powtarzam, biały kombinezon?
Mam wrażenie, że chcesz, aby Twój bohater był super najlepszym wymiataczem i chcesz tego dowieść pokazując, jak wszystko mu się udaje. To tak nie działa. Dziki fuks i dysmózgia oponentów pomagają żałosnemu ciamajdzie w komedii, parodii filmów sensacyjnych. Zdolności postaci branej na poważnie pokazujesz, każąc jej pokonywać trudnosci, a nie usuwając wszystkie przeszkody w jakiś niewytłumaczalny, absurdalny sposób. Piszesz komedię czy nie?

BonjurBuonegiorno pisze: Dziwiło go, że czworonóg go nie usłyszał.


No mnie też to mocno dziwi.

BonjurBuonegiorno pisze:Zamarł w bezruchu dopóki ta para nie poszła sobie niknąc gdzieś za rzędem krzewów.


"Para"? Mało szczęśliwe określenie. Pasuje do lekkiego, humorystyczne stylu, nie sensacji.

BonjurBuonegiorno pisze:Trzecia.
Zauważył przed zachodnią bramą swój cel, kilku strażników, jakąś blondynkę i dwójkę dzieci. Wyglądało na to, że rodzina wybierała się na przejażdżkę. Wymierzył karabin w stronę grupki ludzi pakujących się do minivana.
Nie przy dzieciach!
Miał cel na muszce, ale zwlekał.
Oddaj strzał!
Spóźnił się. Cel wsiadł do auta.
Wracaj do pojazdu.
Podniósł się i wzbudził uwagę jednego z psów.


Nie wzbudza się uwagi.

BonjurBuonegiorno pisze:Jego pozycja została spalona.


To określenie pasuje do jakiejś dłużej używanej kryjówki. Ciężko "spalić pozycję" kogoś, kto po prostu przez parę sekund siedział w trawie.

BonjurBuonegiorno pisze:Natychmiast się wycofał. Przewiesił karabin przez ramię i podobnie jak poprzednio pokonał przeszkodę. Pobiegł do auta i wpakował się do środka. Na miejsce pasażera odłożył broń. Ledwo włączył silnik, a wnętrze zaczęło drżeć od basu. Wcisnął pedał gazu do oporu i ruszył z miejsca.
Niepowodzenie.
Złapię ich.
Namierzam. Cel pozostał w środku. Niepowodzenie. Degradacja ze statusu A-7.
Wjechał na A 2011 i zajechał bezpośrednio od zachodniej bramy. Pięciu gotowych do pościgu strażników zapakowanych w dwa pamiętające epidemię jeepy Mitsubishi Pajero czekało na raporty. Gapili się przez szyby zdezorientowani widokiem, nieprędko przetwarzając dane.


"Nieprędko" odnosi się raczej do opóźnienia, zanim zaczniesz coś robić.

BonjurBuonegiorno pisze:Na dziedziniec wjechał czarnym autem napastnik okrążając ich łukiem. Spod opon gęsto tryskał żwir.
Pierwsze piętro.
Zza horyzontu wyłonił się skrawek Słońca. Strażnicy rozpoczęli ostrzał.


Rozpoczęli ostrzał? Widzę tępych ochroniarzy ustawionych w rządku i grzejących z karabinów mniej wiecej w jakimś jednym kierunku. To chciałeś pokazać?

BonjurBuonegiorno pisze:Gdzie jest wejście?
Tylne, wschodnia ściana.
Okrążył imitację studzienki oddając strzały z okna, tak by strażnicy nie poczuli się bezpiecznie biegając po otwartym terenie. To był błąd. Naraz padł srogi ostrzał z nieśmiertelnego AK-47.


Jakiej studzienki? Kanalizacyjnej? Po co ktoś robiłby imitacje studzienek kanalizacyjnych?
Srogi ostrzał? To na pewno nie ma być komedia?

BonjurBuonegiorno pisze:Na Raina posypały się drobno szkła. Chyląc się doskonale zdawał sobie sprawę,


Jezu, nie, nie chyląc się. Schylając. Kuląc.

BonjurBuonegiorno pisze:że drzwi samochodu nie stanowią przeszkody dla ostrej amunicji.


Po co "ostrej"? Żeby się pochwalić, że wiesz, że istnieje ślepa? Kto w tej sytuacji strzelałby ślepakami? Poza tym istnieją takie rodzaje ostrej amunicji, które zatrzyma arkusz blachy. Drzwi samochodu stanowiłyby przeszkodę.
Jak już chcesz być mądry bez tracenia godzin na nudny research to polecam "demolition ranch" na Youtube. Ma niezły stosunek walorów rozrywkowych do przekazywanej wiedzy.
Poza tym, skoro trafili srogim ostrzałem w samochód, a drzwi nie stanowily przeszkody, to Rain od tego momentu nie żyje i można puszczać napisy końcowe.

BonjurBuonegiorno pisze:Po kilku sekundach jednak wyczuł, że ma do czynienia z ludźmi, którzy co najwyżej strzelali do tarcz, a nie do żywego celu.


No, na logikę - ilu ochroniarzy ze zwykłego osiedla mieszkalnego ma okazję sobie postrzelać do żywych ludzi?
I tak, ja wiem, że była epidemia i to ma być post-apo, dystopia, w której jest tak niebezpiecznie, że ochroniarze z uczelni czy tam osiedla domków jednorodzinnych noszą kałasze - tylko, że nie jest. Wcześniej opisałeś spokojny, beztroski świat. Taki, w którym ochroniarze nosza pistolety gazowe i nie rozpoczynają srogiego ostrzału tylko dlatego, że ktoś nie umie parkować.

BonjurBuonegiorno pisze:W całym zamieszaniu brała udział panika.


Nie. Nie brała udziału.

BonjurBuonegiorno pisze: Zdecydowanie nie mógł pozwolić sobie jednak na luksus w tej sytuacji.


Może jednak luksus czegoś? Wiesz, jak się stosuje tego typu wyrażenia?

BonjurBuonegiorno pisze: Szybkość i zręczność z jaką operował autem wprawiała w podziw.


Już, wyluzuj, spokojnie. Wiem, że uwielbiasz swojego bohatera. Jeśli chcesz, by czytelnik też go uwielbiał, daruj sobie takie peany.

BonjurBuonegiorno pisze:Kilka kul przeszyło poszycie.


Raz - mamy niezły beatbox. Ku klux klan, a potem szeleści.
Dwa - samochód nie ma poszycia.

BonjurBuonegiorno pisze:Chłodnicę trafił szlag. Następnie opony. Znalazł się przed południowym ćwierćkolem budowli. Wyskoczył z poszatkowanego auta przeklinając się w duchu. Biegł pochylony co sił.


Interpunkcja mówi, że był pochylony co sił.

BonjurBuonegiorno pisze:Naprężył przyzwyczajone do sprintu nogi, by po chwili trafić do jednych z drzwi ogromnego, białego spodka.


Naprężył nogi?

BonjurBuonegiorno pisze:Pierwsze piętro.
Odszukał schody, ale szybko zdał sobie sprawę, że zapomniał karabinu.


No błagam.

BonjurBuonegiorno pisze: Na piętrze natrafił na stróża, który odsłuchiwał raporty - wyraźnie pogubiony stał do Raina tyłem. Po chwili odwrócił się i dostał cios w tchawicę, który kazał mu się krztusić na czworaka.


A Rain czekał grzecznie, żeby mu przywalić.

BonjurBuonegiorno pisze: Do środka wbiegła cała zgraja uzbrojonych po zęby gwardzistów.


Jakich znowu gwardzistów?

BonjurBuonegiorno pisze:Cel ucieka. W lewo. Sala 330.
Sala była zamknięta, ale Rain nie wiedząc jak i dlaczego wpadł do środka mimo zamkniętych drzwi.


Otwarcie przyznajesz się, że nie masz pomysłu na rozwiązanie tego problemu, ale masz to gdzieś, bo Twój bohater jest tak zaje*bisty, że przenika przez drzwi.

BonjurBuonegiorno pisze: Zastał tam całą rodzinę. Cel, jego żonę i dwójkę dzieci.
- Spokojnie. - Próbował załagodzić sytuację czarnoskóry mężczyzna w niebieskim garniturze. Jedną ręką trzymał rękę żony, a drugą miał wyciągniętą nad panelem sterującym sali, która mogła uchodzić za szalupę ratunkową.


Mogla uchodzić za szalupę albowiem?

BonjurBuonegiorno pisze:- Tato, czy to mikołaj? - Zapytała córeczka.
- Głupia jesteś Mary. - Odpowiedział jej starszy brat.
- Tato, on mnie przezywa!


To jest mocno głupie. Chciałeś pewnie dodać scenie drastyczności przez dorzucenie niewinnych dziatek, ale dzieci, które potrafią już mówić nie są aż tak tępe. Chyba, że tych też dosięgła epidemia debilozy.

BonjurBuonegiorno pisze:Zlikwiduj Cel.
Dostarczę go!
Inicjacja całkowitej kontroli.
Człowiek w białym kombinezonie naraz zwinął się w kłębek, kiedy czerń zlała mu się na oczy.


To teraz już nie jest Rain tylko anonimowy człowiek w białym kombinezonie?

BonjurBuonegiorno pisze:Zwalił się na podłogę, by po chwili dostać solidnego kopniaka w żebra. Sala odpływała gdzieś w nieznane. Przewrócił się na bok. Dostał solidnie butem w twarz i kolejny cios w żebra, potem w krocze. Podłoga zapełniła się kropelkami krwi. Leżący zaczynał tracić to co można by nazwać świadomością, by po chwili zostać chwyconym za głowę i wygiętym w tył. W tym momencie padły wystrzały z krótkiej broni. Cel stał jeszcze przez chwilę nachylony z poszatkowanym torsem.


Cóż to za srogą ostrą amunicję miał w tej broni krótkiej, że aż poszatkowalo ofierze tors?

BonjurBuonegiorno pisze:Asasyn odepchnął zwłoki jedną ręką.
- Nieeee!!! -


Takiiiiii komiksowyyyyy zapiiiiiis wygląda baaardzo nieprofesjooonalnieeee i infatylnieeee!!!

BonjurBuonegiorno pisze: Kobieta wydała z siebie przerażający okrzyk widząc męża, w którym dogasało życie. Nachylona spojrzała jeszcze tylko przez ramię. Jej pomarszczona teraz twarz wyrażała wszystko, całe okropieństwo i paroksyzm bólu. - Co...? Dlaczego?!


BonjurBuonegiorno pisze:Dlaczego kobiety w takich scenach zawsze są beznadziejnie durne?


No i jakim cudem matka małych dzieci nagle ma 70 lat? Skąd to przyspieszone starzenie się?

BonjurBuonegiorno pisze:- Przykro mi. - Oznajmił zabójca. - Nie możesz kontrolować firmy.
W kolejnej chwili padł strzał. Kawałki mózgu splamiły biały jak śnieg kombinezon. Próbował przystawić sobie broń do skroni, ale ośrodek woli odmówił mu posłuszeństwa.

Ugh...

Ogólnie moje wrażenia są takie:
Masz wyobraźnię. Stworzyłeś jakąś historię, która okazuje się ciekawa, gdy zrozumiałam, co chciałeś przekazać i spróbowałam sama sobie jakoś to wyobrazić. Problem polega na tym, że nie bardzo umiesz to opisać. Trzeba wkładać sporo wysiłku w ignorowanie błędów czy sztywnych, nienaturalnych dialogów, dociekanie, co chciałeś powiedzieć i przerabianie tego w głowie. Mam wrażenie, że historię zobrazowałeś sobie jak film i znając podobne filmy na upartego można sobie skojarzyć, jak miała według Ciebie wyglądać jakaś scena, ale z tekstu to nie wynika,
Moze spróbuj ten tekst potraktować jako szkielet? Historia ma szansę być fajna, szkoda, żeby uciekła. Mając już ją "zabezpieczoną", spisaną i poukładaną możesz na spokojnie obudować ten szkielet mięsem: bardziej realistycznymi dialogami, przedstawieniem postaci (bo go na razie w ogóle nie ma, ni kuku), ciekawszym i bogatszymi opisami scenerii, zachowania postaci, wrażeń. Na koniec pokryjesz wszystko skórą: pewnością, że język stosujesz poprawnie, że znasz znaczenie stosowanych wyrażeń i świadomie wykorzystujesz ich zabarwienie emocjonalne czy stylistykę, do której pasują.
Oprócz tego pojawia się kolejny problem. Wyobraziłeś sobie bohatera, który w Twojej głowie jest wprost przezaje*bisty. Myślisz, że jeśli czytelnikowi powiesz "ej, moj bohater jest przezaje*bisty", to czytelnik też go pokocha. Otóż nie. Czytelnik musi sam zobaczyć postać w akcji, ocenić jej zachoanie i wyrobić sobie zdanie. Jeśli postać robi coś sprawnie i w imponujący sposób, to pokaż to. Niech czytelnik to zobaczy i sam wpadnie w zachwyt. Pisanie "był zachwycający i zachwycająco prowadził milionkonne auto z papieru" nie działa. Czytelnik nie uwierzy Ci na słowo. A przynajmniej ja nie wierzę.
Trzecia sprawa: narrator. Jak już pisałam "berek" to nie jest zły pomysł, ale musisz go realizować konsekwentnie. Tutaj widać w narracji kompletny chaos. Raz masz postać będącą podmiotem domyślnym w każdym zdaniu (co swoją drogą jest i tak dyskusyjne fajnym zabiegiem), co sugeruje bardzo bliski związek narratora z postacią, a zaraz potem piszesz o niej "mężczyzna w białym kombinezonie", jakby była kimś zupełnie obcym i dalekim, kto w historii pojawia się po raz pierwszy. Wybierz coś. Obojętne, co, ale wybierz.
No i chyba tyle. Jak na tak kiepsko pod względem technicznym napisany tekst czytało się całkiem lekko. Jest więc szansa, że gdy zapanujesz nad technikaliami, będziesz tworzyć całkiem wciągające historie.

Edit. B16: Zadałem sobie trud, żeby to popoprawiać, bo uważam, że warto.

Do autora: z tekstu i weryfki wykonanej przez Margot wnioskuję, że niekiedy nie znasz znaczenia słów, którymi się posługujesz. To niedopuszczalne, ale to też nie koniec świata. Prawdopodobnie każdy z nas przez to przechodził. Są ludzie dowiadujący się w wieku czterdziestu lat, że "ajfon" to nie żydowskie imię :) dobra rada: dużo czytaj, zapisuj słowa, które są ci obce i sprawdzaj je w necie lub w słowniku. Warto. Moje ulubione? Degrengolada :D (To akurat z gry "Wiedźmin 2"). Umiesz stworzyć historię, ale tak jak początkujący kucharz - nie wiesz, czego jej brak, jak będzie smakować, w jakie gusta trafi oraz jakie triki stosują najlepsi kucharze. Masz sporo pracy przed sobą, ale również potencjał. Pracuj, a będzie Ci dane.
Boże, jaki ja się łagodny zrobiłem... dawniej weryfikowałem bardziej jak Margot.

Ciekawostka - po całej pracy, kiedy po raz pierwszy kliknąłem: "Podgląd", poczułem się, jak programista. W jednym miejscu brakowało cudzysłowu :D



Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: BonjurBuonegiorno » czw 13 wrz 2018, 19:19

Dziękuję. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to badziew, ale chciałem by spotkanie trzeciego stopnia się urzeczywistniło. Doceniam ilość pracy włożonej w analizę tekstu - traktuję go jako szkielet. Mój bohater jest prze*ajebisty i chciałbym to przedstawić. Nie znam się na samochodach jak widać i na wielu innych elementach. Dużo by pisać próbując usprawiedliwić brak umiejętności. Ale chęcią nawiązania cieplejszych stosunków z weryfikatorką zaneguję choć jeden element.
Co za burak z tego Raina. "Hurr durr, jestem lepszy, bo biegam". Nic dziwnego, że laska wychodzi za innego.
Aż dziw mnie bierze jak mogłaś to w ten sposób odebrać. To chyba z braku lepszych opisów z mojej strony.
Enyłej. Dziękuję jeszcze raz. Będę to przerabiał kawałek po kawałku.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 203
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: MargotNoir » czw 13 wrz 2018, 22:27

Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy włożonej w poprawianie mojego niechlujstwa. Dzięki stokrotne i wiedzcie, że mi wstyd.



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 163
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: Figiel » pt 14 wrz 2018, 14:00

Trudno nie podpisać się pod tym, co napisała MargotNoir. Biorąc po uwagę warstwę językową, czytanie przypominało mi trochę brnięcie przez zaspy śniegu, więc musiałam trasę przejść dwukrotnie. Za drugim razem było łatwiej, bo szlak trochę przetarty i można było skupić się na opowieści, nie oglądając się na różnego rodzaju niezgrabności. Niewątpliwie, postawiłeś na akcję i dynamikę scen. To z założenia trudne zadanie, ale przy dopracowaniu tekstu mogą wyjść z tego naprawdę dobre kawałki. Na razie jednak są zbyt poszatkowane, by zapierały dech zawrotnym tempem, za którym jednak czytelnik byłby w stanie nadążyć.
Miałam trochę problemu z głównym bohaterem, ani go polubiłam, ani znielubiłam, bo za mało o nim wiem. Kim jest Rain, wiem, że działa i ma czasem cięty język, jednak brak mu innych szczegółów jego portretu. Z drugiej strony wydaje mi się, że wybrałeś fragment większego tekstu, więc niedosyt może dotyczyć wyłącznie tego przedstawionego.
Masz wyobraźnię, to widać i ona może stać się atutem Twoich tekstów. Nad warstwą językową trzeba sporo popracować, ale to taka kolej rzeczy - tego nie da się obejść czy przeskoczyć. Ale da się zrobić.



Awatar użytkownika
Suzy Owca
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: pn 01 paź 2018, 18:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: Suzy Owca » śr 03 paź 2018, 13:32

Wyobraźnię masz ogromną, co stało się wielkim atutem tego tekstu. Zawsze podziwiam opowiadania czy powieści, w których autorzy kreują swoją własną rzeczywistość. Stworzenie takiego świata to dla mnie duża sztuka. Wszystko tutaj jest nowe i ciekawe, jednak mam problem z przyswojeniem tych nowych i ciekawych rzeczy. Być może rzecz tkwi we mnie, a może po prostu dzieje się tutaj zbyt wiele. Akcja goni akcję, bohater porzuca na bez słowa wyjaśnienia swoją rozmówczynię, żeby zaraz wskoczyć auto i zostać królem szos. Ja chciałabym na moment zatrzymać się, zastanowić nad sytuacją, dostać chwilę wytchnienia. Tymczasem czuję się jak podczas oglądania filmu z Jasonem Stathamem. Jest dynamicznie, główny bohater to nieustraszony (no właśnie kto?) gość, który pędzi przed siebie, żeby następnie zrobić tak zwaną rozpierduchę. I fajnie, bo kto tego nie lubi, ale chciałabym wiedzieć coś więcej o Twoim Jasonie. Chciałabym dowiedzieć się więcej o świecie, w jakim przyszło mu żyć. Bo wydaje się być niesamowity (i świat, i bohater), dlatego chcę na moment zwolnić i zobaczyć jak wygląda.
Niemniej przedstawiony przez Ciebie fragment budzi ogromną ciekawość. Nie jestem ekspertem od strony technicznej, mogę Ci jednak napisać o moich osobistych odczuciach po przeczytaniu. Podobało mi się, ale trochę się zmęczyłam.



Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: BonjurBuonegiorno » sob 06 paź 2018, 18:40

Ale co z tego, kiedy już w ogóle przestałem się interesować pisaniem? Jak ktoś ma problem z tym, że kombinezon pasuje do człowieka jak papierek do cukierka, to reszta błędów jakoś mnie nawet przestaje interesować. HURR DURR... zastanów się tak życiowo, czy jesteś osobą jojczącą na zimno, czy adrenalina buzuje ci w żyłach podczas mroźnych nocy z dala od świateł lamp. Dam sobie członka odciąć, że tak, a nawet nie.



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2544
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: Bartosh16 » ndz 07 paź 2018, 12:53

BonjurBuonegiorno pisze:Source of the post Ale co z tego, kiedy już w ogóle przestałem się interesować pisaniem?


Przyszedłeś tutaj, żeby zobaczyć błędy w swoich tekstach. Pokazaliśmy Ci je, a Ty się obrażasz.
Jeśli nie przyszedłeś po krytykę...

BonjurBuonegiorno pisze:Source of the post Dam sobie członka odciąć, że tak, a nawet nie.


Radziłbym powstrzymać się od takich odpowiedzi. Jeśli nie podoba Ci się czyjaś opinia o swoim tekście, lepiej znieść ją w pokorze, zamiast się ciskać. Tutaj nikt nie klepie po pleckach, nawet jak ktoś pisze dobrze.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: BonjurBuonegiorno » ndz 07 paź 2018, 13:55

To raczej z bólu. Wybacz, ale psychiatria mi nie pomaga. Masz słuszność.



Awatar użytkownika
Seener
Pisarz domowy
Posty: 148
Rejestracja: śr 10 lut 2010, 21:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: Seener » ndz 07 paź 2018, 20:43

Bartosh16 pisze:Source of the post Radziłbym powstrzymać się od takich odpowiedzi. Jeśli nie podoba Ci się czyjaś opinia o swoim tekście, lepiej znieść ją w pokorze, zamiast się ciskać.

Ho ho ho?! (Nie w stylu Świętego Mikołaja).
Nie za ostro?
Autor nikogo nie obraża, nie łamie regulaminu, a tu porada w tonie groźby.
Bartosh16 pisze:Source of the post Radziłbym powstrzymać się od takich odpowiedzi.

A jak nie to co, herr komendante?
W moim skromnym odczuciu trochę to było poniżej dobrego smaku.
Autor się dość teatralnie rozczula nad sobą, ale to chyba nie powód, żeby go traktować w ten sposób. Zdaje się, że nic złego nikomu nie zrobił tutaj.

BonjurBuonegiorno: Bartosh taki ma styl, że wygłasza swoje opinie, jakby siedział na chmurce, obok najwyższego. Można przywyknąć albo zignorować. Szkoda czasu na polemiki. Wyobraźnię masz, a nikt nie był mistrzem od pierwszego zdania. Ćwicz i zdaj się na własny rozsądek za każdym razem kiedy dostajesz poradę.
Porada: Kontroluj ilość przekazywanych czytelnikowi informacji. Czasem jest tego za dużo.
Porada: Poszukaj stylu, który Ci pasuje w pisaniu i w czytaniu. Opisuj tę samą scenę parę razy i porównuj potem. Czasem zdania układają się same, czasem wyciska się je jak... nie powiem co. Zobacz co działa dla Ciebie od strony pisania i co się potem dobrze czyta.
Porada: Daj sobie czas i próbuj. To nie jest tak, że piszesz źle. Owszem, piszesz ;) ale nie Ty jedyny. To nie katastrofa, tylko brak doświadczenia, ćwiczeń, wyrobienia. Poziom średnio rozgarniętego gimnazjalisty masz już dość dawno za sobą, przynajmniej tak mi to wygląda. Skoro przeszedłeś już kawałek tej drogi, to możesz przejść następny. Próbuj.
Porada: Nie ufaj mi we wszystkich poradach. Nie zjadłem wszystkich rozumów. To tylko moje opinie.
W kwestii ortografii i gramatyki zasady są raczej ścisłe, ale reszta to już tylko opinie. Niezależnie od tego z jak wysokiej ambony niektórzy je wygłaszają. Pozostaje Ci własny rozsądek, żeby wybrać te wartościowe. Słuchanie wszystkich to też nie jest droga.
Tu rzeczywiście się nie poklepuje po plecach. Ciężko się rozwijać, jeśli się od siebie nie wymaga.
Ale to nie znaczy, że Weryfikatorzy mają moc Sądu Bożego. Niezależnie od tego, jak będą Ci grozić, wciąż de facto dzielą się tylko swoimi opiniami.

Faraon_edit: Komentujemy tekst szkoleniowy, a nie wcześniejsze komentarze. Ewentualne zarzuty wobec Czarnych, wyrażone jasno i klarownie kierujemy na PW Szefowej Weryfikatorów, Rubii.


Jako pisarz odpowiadam jedynie za pisanie.
Za czytanie winę ponosi czytelnik.

Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: BonjurBuonegiorno » pn 08 paź 2018, 16:50

To był czysty hejt z mojej strony za co przepraszam. Nie róbmy już argumentum ad personam, bo się niezręcznie zrobiło. Śmiesznie również. Dziękuję za komentarze.



Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W]Niebieski Zmierzch fragment sci-fi P

Postautor: BonjurBuonegiorno » wt 09 paź 2018, 16:07

BonjurBuonegiorno pisze: i zakomunikował - Już nie jest. Zawiadom Rossa, że wejdzie w zastępstwo. - Wypowiedział z grymasem obrzydzenia na ustach.
- Yyy... Rossa?
Yron spojrzał gniewnie odwrócony plecami.


MargotNoir pisze:Jak? Miał oczy na plecach?


Nie wiem, czy wolno tu wstawiać linki, ale zaryzykuję. Nie miał oczu na plecach tylko wykręconą szyję.

https://imgur.com/a/K7QsQ4P

Oczywiście miałem prawo się nie zgodzić z kilkoma kwestiami, ale spróbuję się zaprząc do weryfikacji.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości