Obrazek
    :arrow: Zasady konkursu 18+

  • duży słoik miodu porzeczkowego do wygrania!
  • na opowiadania z wątkiem erotycznym czekamy do 22 sierpnia

NAJLEPSZA MINIATURA CZERWCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY! :text-link:

Nowa bitwa! :ulan:

Lem i jego Obłok

Pomysły, inspiracje, fabuły i inne bolączki pisarzy

Moderatorzy: Weryfikator, Poetyfikator, Moderator, Zaufani przyjaciele

Awatar użytkownika
siso
Pisarz domowy
Posty: 120
Rejestracja: wt 07 maja 2013, 01:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Lem i jego Obłok

Postautor: siso » śr 23 paź 2013, 00:14

Dobrą chwilę zastanawiałem się nad działem odpowiednim do umieszczenia tego wątku i nadal nie jestem pewien, czy "Jak pisać" będzie najlepszy. Niemniej jednak pytanie (a może nawet pytania), jakie chcę zadać pasuje tutaj bardziej, niż gdzie indziej.

Ostatnio męczę "Obłok Magellana". Nie powinno się raczej używać słowa "męczyć" w stosunku do prozy Mistrza, ale nie pasuje mi tu nic innego. Pozycja ta jest dla mnie potwornie przegadana niesamowicie kwieciście serwowanymi dyrdymałami, które należałoby odczytywać jako moralizatorskie, dydaktyczne i cokolwiek pouczające, a przy tym głębokie, niezależnie od tematu, i - na domiar złego - pozujące na przemyślenia wykształconego przedstawiciela naszej cywilizacji z odległej przyszłości. Czyli mądrzejszego od nas. Postawiłem sobie za cel jednak przeczytać całość i w sumie dobrze, bo końcówka zaczyna mi się już nawet podobać. Fani tego dzieła mogą mnie, rzecz jasna, zjechać na czym świat stoi, ale trudno. Po tak krytycznym wprowadzeniu, pozwólcie że zadam pytanie:

Jak należy pisać powieść SF, by w perspektywie półwiecza nie narazić się na śmieszność?

Załóżmy, że warstwa artystyczna jest do pominięcia, konstrukcja zdań, dialogów czy nawet poszczególnych scen nas w tej chwili nie interesuje, zaś skupiamy się całkowicie na dalekowzrocznym wizjonerstwie nieszczęsnego autora takiej prozy. Sam fakt, że książka ma już 60 lat, działa z pewnością łagodząco, ale - cytując klasyka - "pewnych spraw nie możemy przeginać".

Przykłady

1) Fascynacja energią jądrową
Tak u Lema, jak i u Asimova, jest moc atomu promowana niemalże nachalnie. Zdaję sobie sprawę, że w czasach, gdy książka powstawała, rzecz ta była bardzo na topie, jednak odrobina wyobraźni wystarczy czasami, by wyimaginować sobie coś milion razy potężniejszego, co nazwać można dowolnie i udowodnić korzystając z pseudonaukowego języka w strawny sposób.

2) Fascynacja naukowcami
W Obłoku wszyscy niemal bohaterowie są naukowcami. W porządku, zapewne byle cieci nie zapuszkowało by się na kilkanaście lat w ultranowoczesnym statku, ale wystarczy pooglądać takie indywidua z bliska, by wysnuć wniosek, że czasami daleko im do ludzi. Bez uciekania się do stereotypów.

3) Matematyka królową nauk
Wszystko da się wyliczyć, na wszystko jest odpowiedni wzór. Jeśli go nie ma, wystarczy mieć genialnego naukowca, którego największym hobby jest odkrywanie coraz to nowych "wysp" pośród ciemności niewiedzy. Jakby tego było mało, uczony ten może zwołać spotkanie semi-towarzyskie, na którym prezentuje tak skomplikowany wywód, że mu się równania na tablicach nie mieszczą, a wszyscy śledzą to z rosnącym podnieceniem.

4) Aparaty i automaty, wielkie mózgi elektryczne lub elektronowe, plątaniny kabli i zbawcza moc prądu elektrycznego
Wystarczy wziąć odpowiednio dużo kabli, lamp, "zegarów" i przełączników, by w solidnej, stalowej obudowie zamknąć twór, który po przepuszczeniu przezeń prądu zaczyna kluczyć po zawiłościach królowej nauk, szukając rozwiązań równań formułowanych przez genialnego matematyka-konstruktora. A tranzystor wynaleziono kilka lat przed napisaniem książki.

5) Rakiety
Jest XXX wiek, ale ludzie dalej śmigają po kosmosie rakietami. Statek-miasto jest przeogromny, ale napęd ma rakietowy. Potrafi stworzyć sztuczną grawitację, ale ludzkość nie opracowała jeszcze napędu antygrawitacyjnego. Rozważa się teoretycznie użycie planety jako statku, lecz dając jej napęd - uwaga - rakietowy!

Można by dodać jakieś inne kwiatki, ale powyższe wystarczą już, by pokazać poziom rozminięcia z teraźniejszością.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest wcale łatwo projektować przyszłość. Być może trzeba by zachować odpowiednio wysoki poziom ogólności. Wtedy jednak będzie to wyglądało jak niekompletne, pisane bez dokładnego planu. Być może trzeba by śledzić wszystkie najnowsze nowinki techniczne i trendy w społeczeństwie, ale przecież zawsze można coś przeoczyć, właśnie to coś istotnego.

Co sądzicie o tego typu wyzwaniach? Jak im sprostać i wyjść ze starcia z twarzą?



Awatar użytkownika
B.A.Urbański
Legenda pisarstwa
Posty: 1922
Rejestracja: czw 06 paź 2011, 18:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: B.A.Urbański » śr 23 paź 2013, 00:27

B.A. stwierdza, że to zależy od podgatunku SF.
Space fantasy jak np. Gwiezdne wojny nie zestarzeją się, bo tam nacisk jest położony na warstwę fantasy. Tylko tyle, że dzieje się w kosmosie.

Militarne SF też nie będzie się starzało, bo tam nacisk kładziesz na kwestię militarną, a to opisują zazwyczaj ludzie, którzy się tym interesują. Raczej w ciągu pół wieku nie powinno się zestarzeć.

Chyba najgorzej ma hard SF, bo jego jadrem jest właśnie SF. Kwestia tego, na ile jesteś dobrym futurologiem i na ile znasz dzisiejszą naukę.
No... albo na ile umiesz filozofować, żeby zakryć braki w wiedzy ;)

I tak dalej z różnymi podgatunkami...


I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!
B.A. = Bad Attitude

Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » śr 23 paź 2013, 00:28

W perspektywie półwiecza Lem nie naraził się na śmieszność, bo nie napisał nic śmiesznego.


Rzeczy, które wymieniasz jako "śmieszne" są u niego absolutnie naturalne i zrozumiałe i moim zdaniem nie odbierają jego twórczości wartości, wręcz przeciwnie, nadają im pewien uniwersalny charakter.

A u Asimova to racja, ale to w ogóle jest lolliteratura ;)


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5334
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Navajero » śr 23 paź 2013, 00:45

"Obłok..." to tekst propagandowy: pean na cześć komunizmu. Nie ma czym się zachwycać. Lepszy od "Kotła" ( wyjątkowo obleśnego tekstu wychwalającego oprawców z Urzędu Bezpieczeństwa i opluwającego antykomunistyczną partyzantkę), ale niewiele. W tych czasach wielu artystów flirtowało z władzą. Ich dzieła z okresu socrealizmu raczej nie porażają.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
B.A.Urbański
Legenda pisarstwa
Posty: 1922
Rejestracja: czw 06 paź 2011, 18:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: B.A.Urbański » śr 23 paź 2013, 00:49

Sepryot pisze:bo nie napisał nic śmiesznego

Nic? Nic a nic? ;)

A poza tym co ma pisanie czegoś śmiesznego do narażania się na śmieszność?


I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

B.A. = Bad Attitude

Awatar użytkownika
siso
Pisarz domowy
Posty: 120
Rejestracja: wt 07 maja 2013, 01:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: siso » śr 23 paź 2013, 01:21

Racja, zależy to od podgatunku, ale na upartego w każdym można by się doszukać pewnych niebezpiecznych słabości.

Pean peanem i zachwycać się nie ma czym, to jasne, ale warstwa futurologiczna w Obłoku leży na łopatkach. A mogła by nie leżeć.

Proponowałbym także dokonać i trzymać się obowiązkowego rozróżnienia między zabawnością tekstu, a narażaniem się na śmieszność autora ;)



Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » śr 23 paź 2013, 01:44

Wbrew pozorom ma to bardzo wiele wspólnego.

Leży? Leży. Tylko co z tego? Książki Lema nie są sci-fi. Nie mają na celu przewidywania przyszłości. Od biedy, za dzieło futurologiczne można uznać Summa Technologiae, gdzie - swoją drogą - Lem przewidział, na przykład, powstanie internetu; albo dysków magnetycznych, 10 wcześniej niż to komuś w ogóle przyszło do głowy. Ale ST to wyjątkowa pozycja w jego twórczości, w dodatku zjeżdżająca na czystą filozofię.

W Dziennikach Gwiazdowych, żeby było dowcipniej, są roboty parowe, a ludzie jeżdżą na meteorytach - tutaj też uznasz, że warstwa futurologiczna leży? :P

Zmierzam do tego, że odbiór otoczki sci-fi jako dominanty w twórczości Lema to po prostu błąd. Pełni ona pewną funkcję, tak samo jak każdy inny środek pisarski, dzięki któremu Lem sięgał celu. Obłok to kiepski przykład do omawiania tej sprawy - tak jak napisał Navajero, pachniał jeszcze mocno socrealem (tak jak Astronauci), Lem jeszcze nie bardzo wiedział, jak się wyplątać z kłopotliwej współpracy z Ojczyzno Ludowo.

Chociaż na marginesie dodam, że nie zgadzam się, żeby książka była pozbawiona jakiejkolwiek wartości - to były poszukiwania, próby, kombinacje, tykanie typowej dla Lema problematyki kijem od szczotki, dzięki którym później powstały arcydzieła - Solaris, Eden, Fiasko i tak dalej.

Proponuję sięgnąć na przykład po dwa opowiadania otwierające "Opowieści o Pilocie Pirxie", nieco pogardzaną, ale bardzo ważną w kontekście całej twórczości Lema pozycję - "Test" i "Patrol". Są dosłownie przepakowane detalami technicznymi - opisami statków, sterowni, manewrów w kosmosie i takich tam - i też z dzisiejszej perspektywy trącą technologiczną myszką. Tyle, że nic a nic nie o to chodzi w tych tekstach. To jest sceneria dla psychologicznego portretu człowieka w ekstremalnych warunkach, z którymi żadne wcześniejsze pokolenie się nie spotkało. Podobna sytuacja zachodzi w "Edenie", gdzie budowa rakiety jest przedstawiona prawie że punkt po punkcie - ale Lem nie robi tego po to, żeby się pochwalić, jaką fajną rakietę wymyślił, tylko po to, żeby urealistycznić przedstawiony problem etyczny, w dodatku w dokładnie odwrotnym (jednym z elementów tej powieści jest krytyka marksizmu) kontekście politycznym.


O tym, że są to zabiegi celowe i w pełni świadomie zastosowane, świadczy choćby odniesienie ich do chronologii. Przykładowo, w 1987, czyli w czasach, kiedy normalką już były komputery i tak dalej, Lem wydał dwie powieści: "Fiasko" i "Pokój na ziemi". We "Fiasku" technologia jest już ujęta współcześnie - żadnych taśm ferromagnetycznych, przecieków reaktorów ani mózgów elektronowych, wręcz przeciwnie. Dlaczego? Bo mu to było potrzebne. Natomiast w "Pokoju na ziemi" wracają technologie sprzed X lat. Dlaczego?
Bo mu to było potrzebne.

I między innymi (podkreślam: między innymi) dlatego uważam traktowanie Lema jako pisarza sci-fi, oraz podchodzenie w ten sposób do jego dzieł, za pospolitą herezję. ;)


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Awatar użytkownika
B.A.Urbański
Legenda pisarstwa
Posty: 1922
Rejestracja: czw 06 paź 2011, 18:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: B.A.Urbański » śr 23 paź 2013, 07:33

Sep, bardzo mi się podoba jak opisałeś Lema. Zwłaszcza to że pokazałeś, że wszystko miało u niego cel.
Nie rozumiem tylko ostatniego akapitu. To znaczy nie rozumiem powiązania logicznego między poprzednimi akapitami a konkluzją.
Nie wiem, czy odnoszę dobre wrażenie, ale czy Ty uważasz, że jeżeli elementy fantastyczne są po coś, to to już nie jest fantastyka?


I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

B.A. = Bad Attitude

Awatar użytkownika
cranberry
Debiutant
Debiutant
Posty: 534
Rejestracja: śr 23 lis 2011, 14:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin/Esensja
Płeć: Kobieta

Postautor: cranberry » śr 23 paź 2013, 09:48

Sepryot pisze: "Test" i "Patrol". Są dosłownie przepakowane detalami technicznymi - opisami statków, sterowni, manewrów w kosmosie i takich tam - i też z dzisiejszej perspektywy trącą technologiczną myszką. Tyle, że nic a nic nie o to chodzi w tych tekstach. To jest sceneria dla psychologicznego portretu człowieka w ekstremalnych warunkach, z którymi żadne wcześniejsze pokolenie się nie spotkało.

Dobre! Tak. Albo któreś opowiadanie, gdzie kończą się Pirxowi bodajże karty perforowane i nie może zapisać spotkania z UFO - nieważne czy karty, czy pendrive zalany kawą, czy mu papirusy smok zeżarł, chodzi przecież o co innego, sytuacja jest ważniejsza niż to, co konkretnie się zepsuło.

A wracając do zasadniczego pytania - aż się prosiło napisać, że przecież nie sposób DOKŁADNIE przewidzieć rozwoju nauki w ciągu 30-50 lat. Np. Gibson mnie miejscami razi, ale uświadomiłam sobie, że razi MIEJSCAMI, bo POZA TYM tak cholernie pasuje.
Ale gdzieś czytałam, zabijcie, nie powiem, kogo cytuję - że taki uczony, który bardzo dobrze wie, co jest TERAZ, może nie mieć odwagi na wizjonerski pomysł (choćby, żeby się z niego koledzy po fachu nie śmiali), który w ostatecznym rozrachunku może być zaskakująco dobrą diagnozą przyszłości.

Więc zasadniczo wracamy do konkluzji Sepryota, że istotą rzeczy nie jest to co i jak tylko "po co jest potrzebne".



Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » śr 23 paź 2013, 11:24

B.A.Urbański pisze:Nie rozumiem tylko ostatniego akapitu. To znaczy nie rozumiem powiązania logicznego między poprzednimi akapitami a konkluzją.
Nie wiem, czy odnoszę dobre wrażenie, ale czy Ty uważasz, że jeżeli elementy fantastyczne są po coś, to to już nie jest fantastyka?


To dosyć mętne i jestem pewny, że znalazłby się wyjątek, ale niech będzie, że tak, najprościej tak to można właśnie ująć. :P
Lem po prostu nie jest pisarzem fantastycznym. Z żadnej strony. Wręcz przeciwnie, jego książki są tak realistyczne, jak tylko realistyczna może być literatura - większość jego powieści i opowiadań ma solidne, głębokie, humanistyczne przesłanie na temat kondycji człowieka. Nawet, jeśli pisze o robotach. O niewielu twórcach używających otoczki fantastycznej można powiedzieć to samo.

Od biedy można uznać, że niektóre teksty pisał dla jaj, ale tam z kolei dostajemy czystą, artystyczną ucztę zmysłów. :P

cranberry pisze: Albo któreś opowiadanie, gdzie kończą się Pirxowi bodajże karty perforowane i nie może zapisać spotkania z UFO


A radiotelegrafista śpi, bo się upił. :mrgreen:

Nie mogłem sobie wczoraj przypomnieć jednego tytułu - już mam. "Nazywam się Joe" Andersona - tam to się dopiero cuda dzieją. Kolonizacja Jowisza za pomocą statków na lampy elektronowe.
No, i w jego kontekście możemy sobie pogadać o kiepskawych wizjach przyszłości. ;)


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Baribal
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 788
Rejestracja: pt 04 sty 2013, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Baribal » śr 23 paź 2013, 11:29

Np. Gibson mnie miejscami razi, ale uświadomiłam sobie, że razi MIEJSCAMI, bo POZA TYM tak cholernie pasuje.


Kiedy czytałem Gibsona, opisy technologii były dla mnie mało istotne. Oczywiście, podobało mi się, jak opisywał cyberprzestrzeń, ale bardziej wciągnęły mnie ciekawe postaci (zwłaszcza te kobiece), dobre opisy i cale przesłanie, które dzieje się jakby "wokół" głównej fabuły.



Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » śr 23 paź 2013, 11:38

Swoją drogą, nie chcę zrobić z tego wątku dyskusji o Lemie (chociaż przydałaby się taka na forum ;) ), ale jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. Zauważcie, że tematyka, którą Lem podejmował 30-40-50 lat temu zaczyna się DOPIERO TERAZ w ułomnej formie przedzierać do świadomości popkulturowej. Najlepszym przykładem są nakręcone niedawno filmy: "Moon" (2009) i "Grawitacja".

Kubrick coś tam próbował, ale wyszło średnio, więc olał i przesiadł się na robienie burdelu innych gatunkach kina.


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Awatar użytkownika
Gulo_Albus
Pisarz domowy
Posty: 69
Rejestracja: śr 03 lip 2013, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gulo_Albus » śr 23 paź 2013, 12:08

Nie cierpię Lema, nigdy nie przebrnąłem do końca. Natomiast Wojnę Światów Herberta George Wellsa przeczytałem kilkanaście razy. Technikalia w SF to ryzykowna sprawa, można czasem przesadzić. A przeważnie są to teorie i wyjaśnianie ich to może wykończyć kogoś kto nie zna się na fizyce kwantowej. Wystarczą jakieś ogólniki, w Gwiezdnych Wojnach masz hiper napęd i koniec. Wszyscy mają przyjąć że jest i bez dyskusji. Bez wnikania jak działa. Jak ktoś będzie wiedział to dostanie Nobla. A swoich pomysłów nie musisz zamykać w ramach obecnych teorii i wiedzy. Napęd WARP doprowadza mnie do frustracji, coś co zwija i rozwija przestrzeń przerasta moją trój wymiarową wyobraźnię. I nie chce wnikać w jego stronę techniczną, mi wystarczy że jest w SF.


Nieposłuszeństwo jest podstawą wolności, posłuszni muszą być niewolnicy.
Nam patriotom szabla i być może mogiła. Wam niewolnicy kajdany i zasłużone knuty.

Awatar użytkownika
cranberry
Debiutant
Debiutant
Posty: 534
Rejestracja: śr 23 lis 2011, 14:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin/Esensja
Płeć: Kobieta

Postautor: cranberry » śr 23 paź 2013, 14:53

Baribal, w zasadzie idealnie oddałeś mój stosunek do Gibsona. I tak, postaci kobiece rewelacja!

Sepryot, ja wiem, że trzymam się Wattsa jak pijany płota, zwłaszcza, że mam gigantyczne wprost luki w literaturze i filmie SF (żeby nie powiedzieć, że luki w pamięci i leje po bombach, jak na true star warsowca przystało), ale jak czytam teraz Wattsa właśnie, to dla mnie też zza tych wszystkich technikaliów wyziera (paskudne słowo, ale w sumie pasuje, bo i wyziera paskudnie) głównie czlowiek.

Z tym, że człowiek Wattsa jest inny niż ten Lema, być może dlatego, że Watts IMO stawia pytanie o człowieczeństwo może nawet głebiej - bo widzi w człowieku ssaka, widzi w nim "gadzi pień mózgu" i krąży wokół tematu zmian osobowości (tego co intuicyjnie nazwalibyśmy "najbardziej człowiekiem" czyli "duszą") metodami farmakologicznymi czy neurochirurgicznymi.

I żeby było "zabawniej" to w zasadzie w małym stopniu jest SF. Co nieco mrozi. To tak wracając zgrabnie to tematu wątku - jak książka się starzeje.

[ Dodano: Sro 23 Paź, 2013 ]
Gulo_Albus, trójwymiarowa wyobraźnia wystarczy, jakbyśmy pomachali trochę kartkami to by się i n-ty wymiar ładnie dało pokazać :D

[ Dodano: Sro 23 Paź, 2013 ]
I jeszcze:

Sepryot pisze: Zauważcie, że tematyka, którą Lem podejmował 30-40-50 lat temu zaczyna się DOPIERO TERAZ w ułomnej formie przedzierać do świadomości popkulturowej. Najlepszym przykładem są nakręcone niedawno filmy: "Moon" (2009) i "Grawitacja".


Rozwiniesz? Bo ciekawe rzeczy piszesz, nawet jeżeli domyślam się, co masz na myśli, to chętnie poczytam szerzej.

I jeszcze PS do mojego uporczywego wracania do Wattsa - ktoś gdzieś napisał, że to co Watts ma wspólnego z Polską (zastanawiał się w przedmowie do zbiorku, co jest między nim a Polską tak szczególnego, że tak go tu czytają) - no więc że tym czymś jest... Lem.



Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4841
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: Lem i jego Obłok

Postautor: Andrzej Pilipiuk » czw 24 paź 2013, 00:56

siso pisze:Jak należy pisać powieść SF, by w perspektywie półwiecza nie narazić się na śmieszność?



rozwoju techniki, kierunków tego rozwoju nie przewidzisz.
zwłaszcza nie przewidzisz tempa rozwoju a jak przewidzisz to nie zgrasz by się chronologicznie zetknęło.

Przykład?
Kiedyś będą pewnie roboty asystujące ludziom zniedołężniałym
Kiedyś będą komputery kwantowe.
Kiedyś zapewne będzie sztuczna inteligencja.

Ale to niekoniecznie oznacza że będzie robot-pielęgniarka ze sztuczną inteligencją w środku i komputerem kwantowym w głowie.

bo roboty pielęgniarki mogą np pracować podłączone przez net do jednej sztucznej inteligencji centralnej dla całego osiedla. Albo zanim powstanie sztuczna inteligencja to komputer kwantowy będzie starym rupieciem. Albo znikną roboty pielęgniarki bo osiedlowa AI będzie kierować ludzi na przymusową eutanazję w chwili wystąpienia pierwszych objawów reumatyzmu.

Boruń i Trepka wysłali misję na Proksimę dając kosmonautom biblioteczkę książek na mikrofilmach. U Lema robot prosił klienta restauracji do telefonu w holu. Komputery były lampowe. Roboty na tranzystorach etc.

w "Grze Endera" O.S.Carda mamy czasy za ok sto lat - naparzamy się w kosmosie z mrówasami - a ZSRR radośnie istnieje nadal... (w kolejnych tomach skorygował)(ale nadal Rosja jest poważnym graczem).

*

Moim zdaniem to o czym piszesz jest nieuniknione. Przewidzieć jako tako da się na kilka lat do przodu. Nie dalej. Za 5 lat pewnie nadal będą lodówki, pralki, zmywarki, telewizory, komórki, laptopy.

Za 10 lat? Lodówki - pewnie nadal - samochłodzące się opakowania są bez sensu. Pralki? Chyba jeszcze też - samoczyszczące się tkaniny pojawią się nieprędko. Zmywarki? może będziemy jedli na ekologicznej jednorazowej zastawie? Telewizory? Tu też nie byłbym optymistą. Komórki? Cholera wie. Może to już będzie kolejny etap np chip za uchem umożliwiajaćy rozmowy, albo okulary do wideokonferencji?

Za 30? Khm... 30 lat temu widziałem szczyt techniki komputer commodore 16, podłączało się to cudo do telewizora (trzeba było mieć do tego celu zagraniczny) gry - proste strzelanki wgrywało się z taśmy magnetofonowej (o stacjach dyskietek wiedzieliśmy że jest coś takiego). Ówczesne komputery nie choćbyś się skichał nie wyświetliły Ci gołych babek inaczej jak w postaci prostych obrazków złożonych z cyferek i literek...

Jeśli nastąpi porównywalny skok technologiczny to holograficzne gołe babki sterowane z kompa wielkości pudełka zapałem będą Ci biegały po pokoju w rozdzielczości lepszej niż rzeczywista...

O czym to ja? Aha.

W każdym razie pisz lepiej postapokaliptyk - wszystko rozwalone, chordy mutantów na które poluje się mieczami a po światłowodach sygnały nadaje używając świeczki i alfabetu Morse'a ;)

Albo uciekaj w niedopowiedzenia.

Trzecia możliwość: technologie obcych - kompletnie niezrozumiałe, albo nie wiemy jak to działa - widzimy efekt.

SPOJLERY:

W 3 tomie norweskiego Dziennika bohater trafia na pokład khm... prawdopodobnie statku kosmicznego.

Nie wiadomo czy to coś leciało w kosmosie czy zostało na ziemię teleportowane. Nie wiadomo czy było od razu duże czy wyrosło jak z nasienia czerpiąc związki chemiczne z gleby wokoło. Przypuszcza się że to struktura biologiczno cybernetyczna bo ściany to metalowa gąbka i gnijąca materia organiczna. Nie wiadomo czy to coś jeszcze żyje czy już nie. Dostępne jest jedno pomieszczenie - nie wiadomo do czego służyło. W dół z pojazdu coś sterczy - korzenie? elementy napędu? W jednym miejscy jak muchy na lepie tkwią trzej hitlerowcy uwiezieni i bąblu czasu stojącego.

W Oku Jelenia jest mechaniczna łasica - dzieło obcej rasy. Źródło zasilania? Zapewne zimna fuzja jądrowa - Czerpie ciężką wodę z genetycznie zmodyfikowanych mchów które ją kumulują. Zdolności? Potrafi namierzać metale na odległość kilkudziesięciu metrów, oszacować stop i podać ich przybliżoną wagę. Biega szybko (wzrok nie nadąża rozmazuje się w smugę) i na niewyobrażalne odległości. Potrafi zabijać wiązką mikrofali. Potrafi pobudzać u ludzi receptory bólu. tworzy niewielkie pola siłowe. Wytwarza niewielkie przedmioty. Jest w stanie przepalić sobie drogę przez kamienny fundament budynku. Potrafi wytwarzać bąble czasu stojącego. Potrafi pozbawić powietrze zdolności przenoszenia fal akustycznych. Była w stanie teleportować niewielki okręt na odległość kilku kilometrów. Skropliła momentalnie mgłę na przestrzeni kilkuset metrów. Widzi skały przez wodę. Ale unieruchomił ją i prosty elektromagnes i zwykły 40 stopniowy mróz.

Opisana jest też technologia tworzenia zapisu żywych istot w postaci tzw. scalaków - kryształów pamięci. Wgrać można na nie całą pamięć, osobowość (duszę?) oraz wszelkie informacje o strukturze ciała dzięki czemu dysponując materią organiczną można z krążka zielonego szkła odtworzyć kompletną istotę ludzką.

Łasica skrywa w sobie wgraną osobowość kosmicznej tancerki - istoty podobnej trybem życia zapewne do lemura, która jest prawdopodobnie mocno okaleczona jeśli chodzi o liczbę dostępnych zmysłów. Na swojej planecie miała kilkanaście zmysłów np. widziała grawitację fale radiowe, rozpoznawała temperaturę otoczenia z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza i identyfikowała substancje chemiczne po ich widmach.

W operacji dzień wskrzeszenia jest wehikuł czasu. Opisany obszernie i mętnie. Jest platforma startowa, wajcha do uruchamiania, betonowy silos kilometry kabli. to urządzenie prototypowe - niedoróbki nie przeszkadzają. Materia wysyłana w przeszłość musi się zmieścić w bąblu i nie może przekraczać krytycznej wagi. Opuszczając czas wywołuje implozję, pojawiając się - eksplozję i to dość silną a co gorsza głośną. (podobnie jak w "terminatorze" - tylko kula o wiele mniejsza i bez błyskawic)

Byłem ostrożny i myślę że te 3 książki przez jakieś ćwierć wieku się obronią

[ Dodano: Czw 24 Paź, 2013 ]
siso pisze:Jak należy pisać powieść SF, by w perspektywie półwiecza nie narazić się na śmieszność?



rozwoju techniki, kierunków tego rozwoju nie przewidzisz.
zwłaszcza nie przewidzisz tempa rozwoju a jak przewidzisz to nie zgrasz by się chronologicznie zetknęło.

Przykład?
Kiedyś będą pewnie roboty asystujące ludziom zniedołężniałym
Kiedyś będą komputery kwantowe.
Kiedyś zapewne będzie sztuczna inteligencja.

Ale to niekoniecznie oznacza że będzie robot-pielęgniarka ze sztuczną inteligencją w środku i komputerem kwantowym w głowie.

bo roboty pielęgniarki mogą np pracować podłączone przez net do jednej sztucznej inteligencji centralnej dla całego osiedla. Albo zanim powstanie sztuczna inteligencja to komputer kwantowy będzie starym rupieciem. Albo znikną roboty pielęgniarki bo osiedlowa AI będzie kierować ludzi na przymusową eutanazję w chwili wystąpienia pierwszych objawów reumatyzmu.

Boruń i Trepka wysłali misję na Proksimę dając kosmonautom biblioteczkę książek na mikrofilmach. U Lema robot prosił klienta restauracji do telefonu w holu. Komputery były lampowe. Roboty na tranzystorach etc.

w "Grze Endera" O.S.Carda mamy czasy za ok sto lat - naparzamy się w kosmosie z mrówasami - a ZSRR radośnie istnieje nadal... (w kolejnych tomach skorygował)(ale nadal Rosja jest poważnym graczem).

*

Moim zdaniem to o czym piszesz jest nieuniknione. Przewidzieć jako tako da się na kilka lat do przodu. Nie dalej. Za 5 lat pewnie nadal będą lodówki, pralki, zmywarki, telewizory, komórki, laptopy.

Za 10 lat? Lodówki - pewnie nadal - samochłodzące się opakowania są bez sensu. Pralki? Chyba jeszcze też - samoczyszczące się tkaniny pojawią się nieprędko. Zmywarki? może będziemy jedli na ekologicznej jednorazowej zastawie? Telewizory? Tu też nie byłbym optymistą. Komórki? Cholera wie. Może to już będzie kolejny etap np chip za uchem umożliwiajaćy rozmowy, albo okulary do wideokonferencji?

Za 30? Khm... 30 lat temu widziałem szczyt techniki komputer commodore 16, podłączało się to cudo do telewizora (trzeba było mieć do tego celu zagraniczny) gry - proste strzelanki wgrywało się z taśmy magnetofonowej (o stacjach dyskietek wiedzieliśmy że jest coś takiego). Ówczesne komputery nie choćbyś się skichał nie wyświetliły Ci gołych babek inaczej jak w postaci prostych obrazków złożonych z cyferek i literek...

Jeśli nastąpi porównywalny skok technologiczny to holograficzne gołe babki sterowane z kompa wielkości pudełka zapałem będą Ci biegały po pokoju w rozdzielczości lepszej niż rzeczywista...

O czym to ja? Aha.

W każdym razie pisz lepiej postapokaliptyk - wszystko rozwalone, chordy mutantów na które poluje się mieczami a po światłowodach sygnały nadaje używając świeczki i alfabetu Morse'a ;)

Albo uciekaj w niedopowiedzenia.

Trzecia możliwość: technologie obcych - kompletnie niezrozumiałe, albo nie wiemy jak to działa - widzimy efekt.

SPOJLERY:

W 3 tomie norweskiego Dziennika bohater trafia na pokład khm... prawdopodobnie statku kosmicznego.

Nie wiadomo czy to coś leciało w kosmosie czy zostało na ziemię teleportowane. Nie wiadomo czy było od razu duże czy wyrosło jak z nasienia czerpiąc związki chemiczne z gleby wokoło. Przypuszcza się że to struktura biologiczno cybernetyczna bo ściany to metalowa gąbka i gnijąca materia organiczna. Nie wiadomo czy to coś jeszcze żyje czy już nie. Dostępne jest jedno pomieszczenie - nie wiadomo do czego służyło. W dół z pojazdu coś sterczy - korzenie? elementy napędu? W jednym miejscy jak muchy na lepie tkwią trzej hitlerowcy uwiezieni i bąblu czasu stojącego.

W Oku Jelenia jest mechaniczna łasica - dzieło obcej rasy. Źródło zasilania? Zapewne zimna fuzja jądrowa - Czerpie ciężką wodę z genetycznie zmodyfikowanych mchów które ją kumulują. Zdolności? Potrafi namierzać metale na odległość kilkudziesięciu metrów, oszacować stop i podać ich przybliżoną wagę. Biega szybko (wzrok nie nadąża rozmazuje się w smugę) i na niewyobrażalne odległości. Potrafi zabijać wiązką mikrofali. Potrafi pobudzać u ludzi receptory bólu. tworzy niewielkie pola siłowe. Wytwarza niewielkie przedmioty. Jest w stanie przepalić sobie drogę przez kamienny fundament budynku. Potrafi wytwarzać bąble czasu stojącego. Potrafi pozbawić powietrze zdolności przenoszenia fal akustycznych. Była w stanie teleportować niewielki okręt na odległość kilku kilometrów. Skropliła momentalnie mgłę na przestrzeni kilkuset metrów. Widzi skały przez wodę. Ale unieruchomił ją i prosty elektromagnes i zwykły 40 stopniowy mróz.

Opisana jest też technologia tworzenia zapisu żywych istot w postaci tzw. scalaków - kryształów pamięci. Wgrać można na nie całą pamięć, osobowość (duszę?) oraz wszelkie informacje o strukturze ciała dzięki czemu dysponując materią organiczną można z krążka zielonego szkła odtworzyć kompletną istotę ludzką.

Łasica skrywa w sobie wgraną osobowość kosmicznej tancerki - istoty podobnej trybem życia zapewne do lemura, która jest prawdopodobnie mocno okaleczona jeśli chodzi o liczbę dostępnych zmysłów. Na swojej planecie miała kilkanaście zmysłów np. widziała grawitację fale radiowe, rozpoznawała temperaturę otoczenia z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza i identyfikowała substancje chemiczne po ich widmach.

W operacji dzień wskrzeszenia jest wehikuł czasu. Opisany obszernie i mętnie. Jest platforma startowa, wajcha do uruchamiania, betonowy silos kilometry kabli. to urządzenie prototypowe - niedoróbki nie przeszkadzają. Materia wysyłana w przeszłość musi się zmieścić w bąblu i nie może przekraczać krytycznej wagi. Opuszczając czas wywołuje implozję, pojawiając się - eksplozję i to dość silną a co gorsza głośną. (podobnie jak w "terminatorze" - tylko kula o wiele mniejsza i bez błyskawic)

Byłem ostrożny i myślę że te 3 książki przez jakieś ćwierć wieku się obronią




Wróć do „Kreatorium”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości