Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Ciemna Strona Mocy - Finał!

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator

Autor którego tekstu zawładnął Mrokiem?

Czas głosowania minął wt 30 wrz 2014, 19:41

Część druga
8
53%
Kapłaństwo powszechne
3
20%
Medea 2.0
4
27%
 
Liczba głosów: 15

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5071
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Ciemna Strona Mocy - Finał!

Postautor: ithi » wt 23 wrz 2014, 19:32

Każdy ma jeden głos.
Ostatnio zmieniony wt 23 wrz 2014, 19:41 przez ithi, łącznie zmieniany 2 razy.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5071
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » wt 23 wrz 2014, 19:35

[center]Część druga[/center]
<p align="justify">

wwwPamiętał, że tak powiedział i jego życzenie wykonano. Teraz to na wskroś męskie ubranie było w strzępach i cuchnęło. Nigdy wcześniej nie miał na sobie tak śmierdzącego łacha. Nigdy wcześniej sam nie był śmierdzącym łachem. Był kimś, komu ustępowano z drogi, z głębokim ukłonem otwierano drzwi, podsuwano krzesła, spełniano rozkazy i zachcianki. Tak, pamiętał, że taka była jego przeszłość. I tego nikt mu nie odbierze.
wwwPoruszył się niespokojnie na barłogu; zgniła słoma śmierdziała ludzkimi odchodami. Tak samo zresztą, jak on sam. Usiadł, strząsając z dłoni karalucha, choć właściwie zrobił to odruchowo. Przestały mu przeszkadzać. Chodziły po celi w tę i z powrotem w poszukiwaniu czegoś, co mogłyby zjeść. Słyszał ich trzeszczące kroczki. Czasami rzucał im trochę papki, którą dostawał na posiłek. Była w sam raz dla robactwa. Nie umiał odgadnąć, z czego była zrobiona, nie miała smaku, a w ciemności nie widział koloru. Zjadał jednak, co mu dawali, już bez sprzeciwu żołądka. Nie chciał umrzeć z głodu, nie chciał też błagać o coś mniej obrzydliwego. Przekonał się, że perfidia oprawców nie zna granic. Żałował, zawsze żałował, ilekroć poprosił. Rozumiano go opacznie, a może rozumiano dobrze, a tylko z czystej złośliwości przewrotnie wypełniano życzenia.
wwwKiedy ich pojmano, chciał, by nie krzywdzono gwardzistów. A potem musiał patrzeć, jak umierali w męczarniach, krzycząc tak przeraźliwie, że krwawiły mu uszy. Pamiętał każdy moment kaźni. Wystarczyło, że zamknął oczy, a cienie pod powiekami formowały się w kształty ich łamanych rąk i miażdżonych stóp, wyrywanych wnętrzności, wypalanych oczu i zgniatanych genitaliów.
wwwWszystko rozgrywało się wciąż i wciąż. Przysypiał skulony na posadzce tylko po to, by po chwili zerwać się na dźwięk własnego wrzasku, tak podobnego do tego, jaki wydobył się z ust Kobo, gdy dosięgły jej płomienie stosu. Chciał umrzeć, błagał o śmierć, leżąc we krwi Less, skapującej coraz wolniej z licznych drobnych ran; słodkiej Less, tak czułej i oddanej Less, powieszonej głową w dół i szepczącej nieustające przeprosiny, słowa pełne żalu i bólu.
www– Zabij mnie – mówił wtedy do stojącego nieruchomo kapłana.
wwwTen w odpowiedzi posyłał uśmiech, zły, przewrotny.
www– Oczywiście, że umrzesz. Kiedy ci pozwolimy.
wwwŻył więc, choć nie wiedział, po co.
www– Najpierw zapłacisz!
wwwNie rozumiał, ile i komu.
wwwOd czasu do czasu wyprowadzano go z celi, jak często nie wiedział, bo w wiecznej ciemności tracił poczucie upływu minut, godzin i dni. Wypuszczano go do kamiennej studni i zostawiano samego. Były tylko nagie, szare ściany, bruk pod nogami, a wysoko ponad głową błękit nieba. Słońce prażyło niemiłosiernie lub lał deszcz, a on tkwił bez ruchu i czekał na powrót do celi. Te spacery najdotkliwiej uzmysłowiły mu, że nigdy już nie zazna spokoju.
wwwUciekał więc z Miasta Świetlików w pamięć.
wwwSala tronowa – marmury, złocenia, kryształowe zwierciadła i wielkie gobeliny ze scenami z polowań. Rzeźbione krzesła, na których siedzieli wystrojeni dostojnicy. Ojciec rozparty na tronie, wlepiał oczy w piękne cycuszki, a on sam stał za tronem, taki dumny, pewny siebie…
wwwTa duma była przeszłością. Nic z niej nie zostało. Jeszcze udawał, jeszcze umiał podnieść głowę, ale coraz rzadziej, coraz słabiej…
wwwNie pamiętał wiele z podróży, jaką odbył na złość ojcu, kiedy ten podchwycił pomysł skoligacenia się z królem Leonem. Wysłał posłów, by zabiegali o rękę królewny Aleksandry. Tyle że nie w imieniu królewicza Harolda, a w swoim własnym. Zachciało mu się młodej, utytułowanej żony. Próbował z nim rozmawiać, perswadować. Na próżno. Odwrócił się wtedy od ojca, a następnego dnia pogalopował za karawaną, oddalającą się królewskim traktem w stronę Arty, największej rzeki królestwa. Za nim popędził oddział gwardzistów.
wwwLeżąc w zimnej, ciemnej celi pamiętał salę tronową. Wyobraźnia podsuwała widok ojca z młodą żoną, ich małego syna, królewicza. Zastąpi go, zajmie miejsce, które należało się jemu, Haroldowi, jako pierworodnemu. Wściekłość na ojca odchodziła, pozostała coraz silniejsza gorycz niespełnienia. I tęsknota za przyszłością, której nie będzie mu dane nigdy zaznać. Pamiętał blask korony i ciężar berła. Kiedyś kazał je przynieść i przymierzył się do królowania. Nie pojmował, skąd wiedzieli o tym kapłani Miasta Świetlików, ale szydzili teraz z niego, a ich słowa po stokroć raniły. Śmierdzącego i zagłodzonego nazywali królem i złodziejem.
www– Co ukradłem? – pytał.
www– Życie ludzi, którzy za tobą poszli.
www– Wy ich zabiliście. Wy!
www– Twój kaprys ich tu sprowadził. Podążyli za twoim majestatem, panie!
wwwSzydzili z niego, obrażali każdym słowem i zostawiali w mroku, z którego przychodziły mary. Krzyki torturowanych. Znów widział, jak umiera odwaga gwardzistów i wiara w króla Harolda. Zasypiał i przychodziła Mares z wyrwanym językiem, napojona wrzącą smołą. Widział tę złotoustą dziewczynę, czarującą niegdyś słowami, jak umierała w ciszy, tak przerażającej, tak strasznej. Bujna kobiecość Kobo sczezła w ogniu. A Less… Każda kropla krwi, którą wytoczyli z Less, była jego krwią. Umierał razem z nimi. I żałował, że śmierć nie była prawdziwa.
wwwNie wiedział, kiedy zaczął myśleć, że kapłani mają rację ani kiedy pojawiło się poczucie winy. Rosło w nim i rosło, aż jednego dnia powiedział w mrok, że za wszystko zapłaci, odda swoją krew, da ból, niech tylko je wezmą. Odpowiedział mu szyderczy śmiech.
www– Pamiętasz salę tronową? Marmury, złocenia, kryształowe zwierciadła? Dostojników rozpartych na wspaniałych krzesłach? I ojca na tronie… – pytał ktoś. – Myślisz, że oni pamiętają ciebie?
www– Jak długo tu jestem?
www– A ile ludziom trzeba czasu, by zapomnieć?
wwwNie znał odpowiedzi. Sam pamiętał tak wiele. Upał sali tronowej. Chłód mrocznej komnaty. Ciepły bok sfinksa i blade martwe ciało, bez kropli krwi. Karminowe usta syreny, pełne smoły. Gobeliny ze scenami polowań i siebie samego, umykającego przed kapłanami. Słodycz mleka i ohydę papki dla karaluchów.
wwwSześć jędrnych cycuszków. Nic z nich nie zostało. Nie będzie epickich opowieści o dalekiej krainie z legend.
www– Miasto Świetlików – przypomniał sobie, jak mówił to w sali tronowej. Co wtedy myślał? „…postradały rozum, jeśli myślą, że kronika Eldera zawiera coś więcej ponad chore urojenia autora!” Życzył im, by zrealizowały swoje marzenie, choć nie wierzył, że cokolwiek znajdą. Zapytał Kobo, jaki ma kunszt.
www– Ja, panie, potrafię odczytać ludzkie myśli i pragnienia – powiedziała.
wwwTak mówiła. Coś w nim drgnęło, jakaś myśl przewrotna i bolesna.
www– A lęki? Lęki też potrafisz odczytać? – zapytał mroku.
wwwNikt nie odpowiedział.
www– Skoro umiesz stworzyć piękno, umiesz i ohydę. I ułudę… – szepnął do Less.
wwwWydało mu się, że skądś napłynęło ciepło. I rozmowy. Jakby dostojnicy gawędzili z ojcem.
www– Słowa, myśli, obrazy – mamią. Oszukujecie mnie!
www– Oszukujemy – przytaknęły.
www– Pamiętasz, jak to było? – szepnęła Mares. – Nikt nie zajrzy do twojej głowy.
www– Nikt oprócz nas – wytłumaczyła Kobo. – Wejdziemy, zaproszone.
www– Wpuściłeś nas – To Less, poznał jej głos i westchnął z ulgą, choć już wiedział, że zmysły kłamały, gdy oglądał jej śmierć, gdy całował jej piersi.
www– Jak twój ojciec, i ojciec ojca, i wielu przed nimi. Od dnia, kiedy stanęliście w Mieście Świetlików. Pamiętasz? – pyta Kobo.
wwwHarold otworzył oczy. Z ciemności napłynęły iskierki światła. Zbliżały się, gromadziły wokół, aż rozjaśniły mrok na tyle, by dostrzegł, że to świetliki.
www– Miasto Świetlików nie istnieje.
www– Istnieje – odpowiedziała Less. – Jest w tobie, Haroldzie. Przypomnij sobie.
wwwZmarszczył brwi. Zobaczył salę bez złoceń i marmurów, bez gobelinów ze scenami z polowań. Stały w niej trzy trony. Kamienne, proste, surowe. Tak surowe, jak twarze kobiet w ciemnych szatach. Patrzyły na niego, oceniały każdą myśl. Ważyły słowa. Mierzyły strach i odwagę.
www– Jesteś królem – usłyszał. – Dorosłeś.
www– Ożenisz się z Aleksandrą.
www– Wrócimy, by ocenić twojego syna.
www– A teraz odpocznij – szepnęła ciepło Less. – Przypomnij sobie salę tronową. Marmury, złocenia, kryształowe zwierciadła i wielkie gobeliny ze scenami z polowań. Rzeźbione krzesła, na których siedzą wystrojeni dostojnicy. Zbliża się południe. Przez wysokie okna wpadają promienie słońca i powietrze gęstnieje od upału.
www– Powoli wszystkim zaczyna być gorąco, pocą się i mają ochotę na szklanicę zimnego piwa oraz krótką drzemkę. Jednak ukrywają ziewanie i cierpliwie wysłuchują próśb kolejnych mężczyzn. Pamiętasz?
www– Zaraz wejdą trzy młode kobiety – podpowiedział.
www– Jakie kobiety, panie? – zapytał szambelan.


</p>



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5071
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » wt 23 wrz 2014, 19:37

[center]Kapłaństwo powszechne[/center]
wulgaryzmy
<p align="justify">

WWWWrzesień był piękny tego roku. Bezchmurne niebo pozwalało słońcu łagodzić chłód wschodniego wiatru, a liście płynnie zmieniały kolory, podobnie jak zielone niziny przechodzą na mapach w żółte przedgórza i kończą się krwistą czerwienią szczytów. Tej łagodności brakowało mapom politycznym, gdzie barwy nagle wymieszały się, jak w dziecięcych kolorowankach.
WWWPo przejściu frontu, życie w Piaskowej Wodzie toczyło się bezszelestnie. Zazwyczaj gwarny bar, był pusty, nikt też nie pił wina za sklepem. Sąsiadki nie plotkowały przy płotach, młodzież nie szwendała się, a dzieciaki nie biegały po obejściach. Wszyscy przesiadywali w domach i wychodzili jedynie w ostateczności. Ostrożność podpowiadał mieszkańcom instynkt samozachowawczy, gdyż poza nocną godziną policyjną nie było żadnych restrykcji, zakazane z kolei było poruszanie się samochodami, które w większości zostały zarekwirowane.
WWWNaprzeciw baru stał przejęty przez okupacyjną armię budynek gminnej świetlicy. Na zewnątrz zawsze siedziało dwóch żołnierzy, którzy zamiast budki wartowniczej mieli srebrnego dżipa. Obserwowali przemykających mieszkańców, niektórych zaczęli już kojarzyć, zwłaszcza pewnego eleganckiego i siwiejącego już pana. Codziennie, rano i wieczorem przejeżdżał rowerem i wracał równo po godzinie, jak gdyby jeździł według rozkładu. Zawsze też spoglądał na zegarek i żegnał się przed krzyżem.
WWWStanisław Ratajczyk przed wojną był właścicielem auta, z którego teraz obserwowali go żołnierze. Nie mogli tego wiedzieć, gdyż przybyli już po zainstalowaniu nowej władzy, a historia samochodu nie miała żadnego znaczenia, ich główną troską były oczekiwane urlopy. Któregoś dnia, znudzeni zagadnęli rowerzystę. Rozmowa była wręcz przyjazna. Dowiedzieli się, że jest weterynarzem i jeździ do samotnej matki.
WWW- Z urlopu przywiozę papużki – z przejęciem mówił jeden z wojskowych – to zerknie pan, bo ostatnio tylko śpią i śpią.
WWWChoć sytuacja na wszystkich frontach była znakomita, żołnierze nie otrzymali urlopów. Dowódca wyśmiał też ich prośby o przepustki świąteczne, grzmiąc, że jasełka mieli w szkole, a jak chcą, to skoszaruje ich w jakimś kościele.
WWWTego samego dnia, pijany wartownik krzyknął do Ratajczyka:
- Święta są odwołane! Już nie musisz się żegnać!
Zirytował go znak krzyża. Nazajutrz doszło do poważniejszego incydentu. Żołnierz podbiegł do rowerzysty i poszturchiwał kolbą kałasznikowa. Krzyczał, że następnym razem zabije go i z trudem dał się odciągnąć koledze. Zamiast do domu, Stanisław pojechał do kościoła i opowiedział księdzu o zdarzeniu.
WWW- Więc żegnać się, czy nie? – podsumował drżącym głosem.
WWWStary proboszcz po chwili milczenia zaczął opowiadać o prześladowaniach chrześcijan, przytaczał żywoty męczenników i cytaty z Pisma, po czym przeszedł do właściwej odpowiedzi:
WWW- Masz żonę i dwóch ledwie dorosłych synów. Twoja matka choruje i wiem, jak wam ciężko, sam ją też odwiedzam. Myśl o nich. Najważniejszymi przykazaniami, jakie dał nam nasz Pan, Jezus Chrystus, jest miłować Boga i bliźniego. Boga masz w sercu i On o tym wie, myśl raczej o najbliższych i zawierz wszystko Panu, On przeprowadzi nas przez te trudne dni. Pomódlmy się.
WWWStanisław wyszedł z kościoła pełen wewnętrznego spokoju. Tak bardzo bał się innej odpowiedzi, że odczuwał teraz najgłębszą ulgę w życiu. Radosny nastrój trwał przez cały wieczór i udzielił się domownikom. Niespodziewane ożywienie dodało otuchy małżonce i podbudowało morale synów, którzy podejrzewali, że ojciec nawiązał kontakt z partyzantką.
WWWPoranek zaczął się w równie dobrej atmosferze, rodzina po raz pierwszy wspólnie odmówiła modlitwę przed posiłkiem. Nie czuli skrępowania, mimo, iż wcześniej wspólne praktyki ograniczały się do świątecznych nabożeństw i przyjmowania kolędy.
WWWPo śniadaniu wyjechał do matki. Świat wydawał się nieprawdopodobnie piękny i Stanisław dziwił się, jak mógł nie dostrzegać tego wcześniej. Chłonął krajobraz, jakby pierwszy raz widział złotą jesień w rodzinnej wsi. Problemy, którymi zadręczał się nieustannie, wydały się teraz niedorzeczne w swej błahości. Poskładane przyśpieszonymi rekolekcjami życie zaczęło prawdziwie smakować i Ratajczyk przyśpieszył, by nie marnować ani chwili. Nagle poczuł, jakby głowa pękła na dwoje. Zatrzymał się. Jak grom spadła myśl, która gwałciła dogmat proboszcza. Przez ciało przeszła fala gorąca, a drżące dłonie oplotła pajęczyna obrzmiałych żył. Stał sparaliżowany zdaniem, które powtarzał nieobecnym głosem, jakby wtórował wewnętrznemu lektorowi:
WWW- Kto mnie się zaprze przed ludźmi, tego i ja się zaprę...
WWWMógł jeszcze zawrócić, lecz ruszył dziurawą drogą i po minucie zauważył żołnierzy, a nieco dalej, po przeciwnej stronie trzymetrowy drewniany krzyż.
WWWJechał powoli, by odwlec ten moment, ale w głowie panował kompletny chaos i nie mógł zdobyć się na żadną decyzję. Wczorajsze słowa księdza zdawały mu się bluźniercze, a dzisiejsza myśl sparaliżowała go strachem, który choć zrodził się z najgłębszych przeżyć religijnych, szybko przeistoczył się w pospolitą obawę przed bólem fizycznym. Chciał zawrócić, lecz wartownicy dostrzegli go.
WWWMinął ich, a gdy zbliżał się do krzyża, odwrócił wzrok, lecz w ostatniej chwili przeżegnał się. Przez kilka sekund, zdających się być wiecznością, czuł dziwne połączenie ustępującego strachu i gotowości na najgorsze. Spodziewał się krzyku. Panowała cisza, odjechał.
WWWW drodze powrotnej także wykonał znak krzyża i przejechał nie niepokojony przez żołnierzy. Targany tragicznym konfliktem musiał porozmawiać z księdzem. Nie zastał go na plebanii. Wrócił do domu rozbity, tłumaczył się bólem zęba. Oznajmił, że matka zamieszka z nimi.
WWWWieczorem ponownie odwiedził kościół, także bezskutecznie. Pełen sprzecznych myśli, powoli zbliżał się do krzyża. Gdy przeżegnał się, usłyszał agresywne: „Stój!”.
WWWJeden z wartowników podbiegł i uderzył go w twarz. Stanisław przewrócił się.
WWW- Pojebało cię, kurwa? Co ci, kurwa, mówiłem, co?
WWWŻołnierz podniósł rower i przerzucił przez najbliższy płot, o mało przy tym nie upadając, był pijany. Chciał dać do zrozumienia Ratajczykowi, że nigdzie już nie pojedzie.
WWW- Chcesz krzyż? To chodź!
WWWChwycił go za ramię i zaciągnął pod krzyż. Przeżegnał się niedbale, odepchnął Stanisława, a sam oparł się o belkę i oddał na nią mocz, po czym krzyknął:
WWW- No! Teraz ty!
WWW- Nie – odmowa była ledwie słyszalna.
WWW- Daj spokój biedakowi, może się chłopu nie chce – wtrącił się kolega z dżipa.
WWW- Jakiś ty kurwa mądry – odpowiedział zaczepnie, a po chwili dodał – ale coś może w tym być, bo nie pił z nami!
WWWPodsunął manierkę z wódką, mówiąc, że będzie wolny, jak wypije. Stanisław zrobił duży łyk, co spotkało się z wylewnym uznaniem, jednak zamiast spełnić obietnicę, żołnierz ponowił żądanie zbezczeszczenia. Odmowa była cicha lecz stanowcza, co wyprowadziło go z równowagi. Złapał Stanisława za kark i kilka razy uderzył głową o krzyż. Gdy Ratajczyk osunął się na ziemię, docisnął twarz do plamy moczu i wysyczał:
WWW- Teraz, kurwa, zobaczysz, co się robi z tym gównem.
WWWOdepchnął Ratajczyka i uwiesił się na poprzecznej belce. Po kilku szarpnięciach rozległ się trzask łamanego drewna. Żołnierz upadł przygnieciony ciężkim ramieniem i wstał z trudem. Uniósł złamany fragment tak, jak sportowcy unoszą puchary i zawył triumfalnie. Próbował też wyrwać pionową belkę. Długo szamotał się, lecz głęboko osadzona konstrukcja pozostała nienaruszona i nie pomagały kopnięcia, ani uderzenia odłamanym ramieniem. W Końcu poddał się i wyczerpany, usiadł na złamanej belce.
WWW- Już? Wyszalałeś się? Kończ tę szopkę – wołał kolega z dżipa.
WWW- O kurwa! Racja! – Zerwał się. – Wysiadaj!
WWWPodbiegł do auta, wsiadł za kierownicę i ruszył. Zamiast do przodu, pojechał do tyłu i rozbił reflektor. Stanisławowi przypomniały się wszystkie prośby synów o kluczyki. Uświadomienie, że nigdy nie pozwolił im usiąść za kółkiem, a teraz jakiś cham rozbija się bezkarnie, potęgowało poczucie bezsilności i bolało bardziej niż rozbity nos.
WWWW końcu dżip stanął przed krzyżem. Żołnierz wysiadł i przywiązał linkę holowniczą do belki. Przez chwilę mocował się z zapięciem przy aucie, po czym ostentacyjnie otrzepał dłonie i wsiadł do środka. Tym razem nie miał problemów z biegami. Silnik zawył, linka naprężyła się, któreś koło zabuksowało i drugi raz tego wieczoru rozległ się trzask łamanego drewna.
WWWKierowca wyskoczył z auta i słabym angielskim próbował śpiewać „We are the Champions, potem podniósł największy fragment i kazał Ratajczykowi podejść.
WWW- Masz swój krzyż. – Pchnął belkę w jego stronę. – A teraz wypierdalaj!
WWWStanisław z trudem utrzymał się na nogach. Powoli ruszył w stronę domu, lecz po paru metrach usłyszał:
WWW- Te, Cyrenejczyk! Ty wiesz, że darowałem ci życie. Wiesz?
WWW- Wiem – odparł machinalnie.
WWW- Bo mogłem cię zastrzelić jak psa, o tak. – Wycelował w niego karabin i nacisnął spust.
WWWStanisław nie podskoczył ze strachu, jak sobie wyobraził żartowniś. Naciskając spust, był przekonany, że przełącznik jest w górnej pozycji i rozlegnie się jedynie dźwięk podobny do odpalanej zapalniczki. Taki dźwięk wydała spadająca na asfalt łuska.


<p>



Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5071
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » wt 23 wrz 2014, 19:39

[center]Medea 2.0[/center]
<p align="justify">

____ Jedni mówią, że oszalała. Inni – że to niemożliwe. Szukali jej latami, miesiącami i godzinami. Szukali, a ona cały czas tu była. Tu, w ciasnym, zatęchłym pokoju jedenastopiętrowego bloku. I to tu czeka, aż wreszcie ją ktoś znajdzie.
____ Zmieniała fryzury, zmarszczki i stanowiska. Przeżyła większych od siebie – Aleksandra, Karola i Chana.
____ - Mamo?
____ Odwraca głowę.
____ - Kiedy jedziemy?
____ Patrzy na nich. Na ich kręcone loczki, błękitne oczy i różane policzki. Uśmiecha się blado.
____ - Za chwilę – szepce, na powrót spoglądając w głąb popękanej filiżanki stygnącej herbaty.
____ - Mamo?
____ - Spakujcie się – ucina.
____ Zanurza czubek palca w herbacie i delikatnie ściąga nim zbierający się na wierzchu kamień. Nie znosi tutejszej wody. Każdy napój, który na niej robi, przypomina jej brudnawe stawy Jolkos. Wyjmuje palec i zerka na błyszczącą błonkę zgromadzoną na jego czubku. Bez zastanowienia rozciera ją drżącym kciukiem. Gdyby tylko wspomnienie o Jazonie mogła tak łatwo zatrzeć. Gdyby tylko.
____ Wierzchem dłoni odsuwa z czoła opadające włosy. I, wciąż z ręką tkwiącą przy skroni, rozgląda się po pokoju. Szuka punktu zaczepienia, odpowiedzi ukrytej między pyłkami kurzu, które mozolnie unoszą się w powietrzu wypełnionym ciężarem jej zbrodni. Przymyka oczy.
____ Budzi ją drżenie telefonu. Machinalnie odbiera.
____ - Gdzie jesteś?
____ Czuje, jak głos w słuchawce przeszywa jej klatkę piersiową. Jak rozcina ścięgna między żebrami i jak wbija się w mięso życia. Podkula nogi w wytartym fotelu.
____ Ten egoista, narcyz. Cholerny kłamca.
____ Przeciągłą ciszę wypełnia krzyk jej oddechu.
____ - Medea?
____ - Jestem tam, gdzie ty nigdy nie będziesz – odpowiada. Nie musi już używać wyższej barwy, by podobać się teatrowi ateńskich mężczyzn. Nie musi już podobać się jemu. Czuje się wyzwolona. Jest sobą – sobą z niskim głosem. Kobiecość jej nie stanowi.
____ - Chcę zobaczyć swoich synów.
____ Odpowiada mu milczenie.
____ - Jesteś mi to winna.
____ Nic mu nie jest winna. Ani żadnych synów, ani żadnej wdzięczności, ani nawet, przesiąkniętych jego zapachem, ubrań, w których od niego uciekła.
____ - Pamiętaj, że robię to wyłącznie dla dobra naszych dzieci.
____ Przeraźliwy wrzask wydziera się spomiędzy jej zranionych żeber i razem z telefonem uderza o drewnianą podłogę. W ułamku sekundy rozpada się na drobne kawałki.
____ - Mamo?
____ Jej pierś faluje. Nie może znieść jego kłamstw i swojej naiwnej wiary w przysięgi fałszywsze od bogów. Niewielka dłoń Mermerosa wsuwa się pomiędzy jej palce. Lecz ona boi się spojrzeć w dół i ujrzeć w głębokim błękicie oczu cień Jazona. Delikatnie zabiera więc rękę i odwraca się do syna plecami. Woli spojrzeć na społeczeństwo za przysłoniętym oknem niż na własny płód.
____ - Idź – szepce trzęsącym się głosem. – Zawołaj Feresa – dodaje.
____ Światło niechętnie przedziera się przez obdarte zasłony, zostawiając nieregularne smugi na brudnej podłodze i jej bosych stopach. Gdy słyszy dźwięk zamykanych drzwi, oddycha z ulgą. Wie, że musi odejść. Zawieźć je do tego, który wyzbył się przesytu serca.
____ Powinna się przygotować. Zetrzeć rozmazany makijaż, ułożyć potargane włosy. Nie dać po sobie poznać, że została aż tak skrzywdzona. Że wygląda na oszalałą. Nie, ona nie była szalona. Ona była tą, która mogła dać życie, ale i przynieść śmierć.
____ Obok wisi lustro. Przykurzone, matowe i małe, lecz duże na tyle, by można było spojrzeć swemu odbiciu prosto w oczy. Ona tego nie robi. Czułaby się obco, patrząc na nieznajomą. Wyciera twarz, poprawia włosy, zabiera dzieci. Wychodzi.
____ Kiedy będzie już za późno, staną naprzeciw siebie. On wykrzyczy swe sofizmaty – ona będzie milczeć, bolejąc potrójnie.
____ - Czy ona chce jeszcze mnie zabić? – zapyta Jazon sam siebie.
____ Lecz ona nie chce. Nie jest wystarczającym szczurem, by mogła mu tak ulżyć.
____ Później na skrzydlatych smokach uleci wprost do wiejskiej świątyni Hery. Tam pochowa ich ciała, zgodnie z boskim prawem. W beczkach, w stawach, w lasach i pod ziemią. W miejscach, które, być może, ktoś kiedyś odnajdzie. Odnajdzie oraz wspomni, jak dobrą i spokojną rodziną byli. Jakim on był dobrym mężem, jakim grzecznym, uczynnym. Jakie piękne dzieci mieli, jakie niewinne. Jej i jej ropiejących ran na sercu nikt nie wspomni. Nikt nie będzie pamiętał, ile ona poświęciła dla niego. Że dla związku z nim wyrzekła się pochodzenia, rodziny i siostrzanej miłości. Zamiast współczucia – nienawiść. Będą wyzywać ją od –yń i –elek, będą szukać zemsty. Nie pozwolą odejść i zapomnieć.
____ Choć jest tu od tysiącleci, nikt nie może sobie z nią poradzić. Zawsze tu była. Ona i jej racje. Jej będą syndromy i kompleksy. I to właśnie je, z ramienia Freudów i Jungów, przekaże zrozpaczonym córkom, które cierpią z powodu swoich Argonautów i ich żądz cudownych baranów.
____ Stoi na środku świątyni, nad ciałami przedwcześnie zmarłych. Umazana krwią i błotem sumienia. Dumna i ambitna. Piękna w swym barbarzyństwie i barbarzyńska w swym pięknie. Godnością dorównuje swym siostrom Elektrom, Fedrom, Kasandrom, Jokastom, Ifigeniom i Klitajmestrom. Ta, która zaprzęgła swą mądrość w służbie nieokiełznanej pasji. Nigdy niedorosła i niepełnoprawna. Prawdziwsza niż kiedykolwiek. Nie obchodzi jej lekcja moralna – a lekcja autentycznego życia. Bo chciała zwrócić życie.
____ - Moje życie – szepce drętwymi wargami.
____ I już nie zapyta ponownie. Was, którzy patrzycie. Jakiż inny koniec może być od tego? Najpierw cisza. Potem ciemność.


<p>



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 778
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » pt 26 wrz 2014, 06:52

Tak sobie ja kombinuję, dlaczegóż to nikt nie chce słowa bałaknąć, widząc pełne teksty wybrane voxem populowym. Dlaczego odważnych nie ma, bo zainteresowanie jakieś się objawia, ino wszyscy obchodzą wkoło, na boczku tylko szepczą. I tak mi wychodzi, że ten i ów to się boi, że jaką głupotę palnie. No i co? Przynajmniej jakaś dyskusja będzie, zaczem pożytek społeczny.

To ja se palnę.

„Część druga”. A to ci niespodzianka! Przewrotność na złoty medal, zapętlić tekst w ósemkę, żeby zjadał własny ogon po drugiej stronie mocy. I ładniutko napisane, bogato, nastrojowo. Podoba mi się, a jakże, tylko czy mrok nie powinien być jednak konsekwentny, do dna, do najczarniejszych czeluści? Ot, zagwozdka. Dorapa to (a tak mi się wydaje), czy ktoś inny próbuje w trąbę mnie robić?

„Kapłaństwo powszechne”. Dobra ręka to pisała, dobra zwłaszcza do obyczaju, do rejestracji życia wokół. Jednak tekst jest trochę „matowy”, a zło nie tak niecodzienne, żeby osłupiało, ale i nie z tych banalnych, najbardziej przejmujących. Z kolei dekoracje jakby trochę sztuczne i finał trochę siłowy. No i – niestety – jest sporo potknięć językowych, na obiektywne, redakcyjne oko może nie wystarczyło czasu. Lub możliwości.

„Medea 2.0”. Ciekawa rzecz. W moim osobistym odbiorze to opowiadanie mimo erudycyjnego szkieletu wchodzi mi nie przez głowę, a przez serce. Być może nie potrafię ocenić owej erudycji z tej prostej przyczyny, że z toposami u mnie krucho :-P więc rejestruję tylko pewne skojarzenia, obrazy, w ogóle, albo w małym stopniu odnosząc się do mitologicznego źródła. Jednak coś mnie w „Medei” uwiera. Jest w niej moment poruszający: „ Tam pochowa ich ciała, zgodnie z boskim prawem. W beczkach, w stawach, w lasach i pod ziemią. W miejscach, które, być może, ktoś kiedyś odnajdzie. Odnajdzie oraz wspomni, jak dobrą i spokojną rodziną byli. Jakim on był dobrym mężem, jakim grzecznym, uczynnym. Jakie piękne dzieci mieli, jakie niewinne. Jej i jej ropiejących ran na sercu nikt nie wspomni.” Widzę tu mistyczne wręcz połączenie między tym, co jest i tym, co zawsze było i zawsze będzie. A potem narracja skręca – we frazy (po mojemu) wydumane, patetyczne, smagające pewną sztucznością, teatralnością. Może to konwencja, może jest w tym zakręcie głębszy zamysł. Do mnie on nie trafia.

Nie wiem jeszcze, na co zagłosuję, ale decyzja będzie trudna. Poszukam może akacji, jeszcze z niej liście całkiem nie opadły :-)



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4457
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pt 26 wrz 2014, 09:31

A mnie Medea trochę rozczarowała, i to właśnie w tym miejscu, które tak przemówiło do Leszka. Bo nagle zrobiło się aluzyjnie, uogólniająco, socjologizująco i Medea stała się taką matką-w-ogóle, uosobieniem wszystkich matek, zabijających swoje dzieci. Otóz, nie. Ona ich nie zabiła, żeby złożyć ofiarę przebłagalną, ani z poczucia bezradności, w osaczeniu, ani po to, żeby uchronić przed złym światem i jeszcze gorszym losem. Zabiła, żeby się zemścić na ich ojcu, manipulacyjnie, tak samo, jak wcześniej zabiła brata, żeby powstrzymać pościg za "Argo". To naprawdę bardzo zła kobieta była i, co ciekawe, nie została ukarana ani przez ludzi, ani przez bogów, a przecież bogowie greccy z upodobaniem karali ludzi za znacznie mniejsze przewinienia. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby historię Medea-Jazon-dzieci odwzorowywać we współczesności w skali 1:1, ale jeśli pominie się ten czynnik zimnej kalkulacji, to z całej historii zostają jedynie imiona.
Z tym, że to jest rzeczywiście tak napisane, że przemawia do uczuć.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5468
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » pt 26 wrz 2014, 12:39

Mroczna recenzja

To ja - w pierwszej turze głosowałam na Medeę z wielkim apetytem na dalej, na to nieodgadnione i odwieczne. Ale... jakoś poszło na skróty, jakby coraz bardziej gubiły się oczka w koronce.

Kapłaństwo... - jest poza osobistą metaforą, bo się oparło na wartościach wychowawczych, alegorii dogmatu. Nie lubię takiego wzorca sensu dyskusji

Część druga - intryguje tym odwracaniem monety, kompozycją kołową, polifonią w kanonie*.
*po polsku takie Pije Kuba do Jakuba razem z Wśród nocnej ciszy... - to się świetnie daje RAZEM śpiewać (grać na czerty ręce). Proszę spróbować :P)


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 778
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » pt 26 wrz 2014, 18:18

A powiedz "topos", a Rubia zstąpi i przemówi :-P Cwaniura jestem, co?

No fakt, "Medea" obiecywała wiele. Poziom stylistyczno-literacki zdawał się sugerować jakieś ciekawe odczytanie mitu. No ale jak to zrobić?

Wydaje mi się, że były dwie drogi: jedna - to subtelna gra znaczeniami, mnożenie ich (to, co lubi Natasza) ku jedynej, ostatecznej konkluzji, druga - to powrót do pierwiastka zła w rzeczywistości, której żył, żyje i będzie żyć człowiek. Wczoraj, dziś i jutro.

Fragment, który przytoczyłem otwierał taką perspektywę i to w sposób bardzo emocjonalny, odwołując się do sielskiego obrazu białostockiej (mazowieckiej, kujawskiej - nieważne) chałupy za wsią i mrocznej tajemnicy, jaką kryje, ona i jej pobliże. Równie - w jakimś planie - mitologicznego, co oryginalna mitologia, której jest wcieleniem i kontynuacją.

Tej możliwości Autor pozbył się wracając do erudycyjno - stylistycznej strzelistości, w istocie niejako rozpruwającej koronkę, o której pisze Natasza. I zakończenie - mocne, dobitne, zwracające się do czytelnika wisi w powietrzu, pozbawione korzeni.

Szkoda, naprawdę mi szkoda tej ulotnej chwili, kiedy wydawało się, że wchodzę w jądro ciemności.
Choć bezwzględnie Słowo, którym Medeę napisano jakości jest nietuzinkowej.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4457
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pt 26 wrz 2014, 20:07

No to teraz będzie o micie, nie o toposie :P
Każdy mit ma swój rdzeń, którego przy obróbce nie warto naruszać. Można, owszem, to zrobić, ale wtedy mit traci swą nośność. W przypadku mitu o Medei rdzeniem jest właśnie ona sama, jako reprezentantka wykalkulowanego zła. Miała mnóstwo innych możliwości, żeby zemścić się na Jazonie. Wybrała zabójstwo dzieci. (Nawiasem mówiąc, w literaturze tak się utarło, że zdradzone i porzucone kobiety zazwyczaj zabijają siebie. Z potomstwem bywa różnie. No, ale literatura to literatura, a mit, to mit). Dlatego nie da się jej traktować jako pars pro toto wszystkich dzieciobójczyń. Dziewczyna, która ukrywa ciążę, rodzi dziecko w lesie, a potem je topi, Medeą nie jest, tak samo, jak pijany facet zabijający matkę w kłótni nie będzie Orestesem, chociaż, być może, Orestes był pijany, kiedy zabijał matkę. Tu nie ma łatwych paraleli ani rozszerzania sytuacji wyjściowej na rozmaite inne, podobne jedynie z pozoru. Dlatego byłam bardzo ciekawa, w jaki sposób autorka rozwinie historię przeniesioną we współczesność, ale cały czas traktowałam ją jako opowieść o jednostce, właśnie ze względu na trudność z rozszerzeniem. Okazało się, że jest inaczej, więc czytelniczo czuję się trochę rozczarowana, ale chyba nie aż tak bardzo, skoro już drugi post o tym piszę.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 778
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » pt 26 wrz 2014, 20:20

No masz. Tera dla odmiany o jakimś prototypie Persa. Bądź tu mądry :-(

To podumowując, dla wiedzy i ku pamięci Autora mamy następujące powody lekkiego rozczarowania:
1. Bo koronka
2. Bo masowość całkiem niemitologiczna
3. Bo filozofia zamiast krwistego dramatu.

Kto da więcej? :-P



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4457
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » pt 26 wrz 2014, 20:49

Parsa prototyp, Parsa. Freddie Mercury był Parsem :P

Więcej nie dam, bo wydałam wszystko, co miałam. Chyba sobie coś jeszcze przeczytam, dla wzbogacenia wrażeń.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 778
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » pt 26 wrz 2014, 21:21

Kim był niejaki Freddie Mercury to ja już dobrze wiem. Tutaj mity i toposy, a żęder się wdziera boczną furtką, ino patrzeć, jak zacznie podśpiewywać. Też mi prototyp! No ludzie!... :-P



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1346
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Smoke » pt 26 wrz 2014, 22:56

Część druga; przegadane. Dylematy może i słuszne, ale średnio mroczne. W sumie moja ocena po lekturze całości poprawiła się, ale to wciąż nie jest to. Język nie zachwyca, momentami styl jest szkolno-wypracowaniowy, naiwny, bez głębokiego wczucia się, a jedynie z odmalowaniem scenerii, za dużo filozofii.

Medea niestety rozczarowała. Przyznam, że mimo mojej krytyki, zagłosowałem na nią w pierwszej rundzie, ale to już się nie powtórzy. Nie wiem, czy Autorka nie zrozumiała mitu, jaki wykorzystała, czy świadomie rozjechała swoją fabułę z oryginałem. Oryginalna Medea miała jaja (mentalne) jak arbuzy, Medea 2.0 jest półanalfabetką z zapyziałej wsi, lub inną penerą, która potrafi jedynie rozkładać nogi i peklować dzieci w beczkach. O ile tytuł ma znaczenie, to Medea 2.0 powinna być o np. drapieżnej lwicy, pani dyrektor, która ma równie przebojowego męża i jakoś w swojej głowie z nim rywalizuje (bądź, co gorsza rywalizuje z obcymi samcami) i żeby nie wypaść z obiegu usuwa ciążę, by załapać się na jakiś prodżekt, który będzie mocną odskocznią w jej dalszej karierze. To tylko niezobowiązujący przykład. Zamiast tego, jest coś, co mogłoby być wstępem do jakiegoś anglosaskiego dokumentu o matkach-morderczyniach, którego celem byłoby pokazanie ich ludzkiej twarzy, dramatu, a na końcu przedstawienie ich samych jako ofiary. Nie urzekła mnie ta historia. Językowo ładnie, ale mroku tyle, ile mięsa w kiełbasie za 3.99zł/kg.

Kapłaństwo powszechne; wbrew obawom obyło się bez moralizatorstwa, katechizacji, czy dramatu i końcówka przyniosła krwawą akcję. Może lepiej byłoby, gdyby ta akcja była też krwista, bo teraz narrator opowiada jakby widział wszystko z pobliskiego domu zza firanki, być może lepiej byłoby mu podejść do płota. Trochę za szybko, zwłaszcza, że zgrzyta nieco stylistycznie, ale ogólnie nie jest źle.



Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 778
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » sob 27 wrz 2014, 14:55

O, o! Dzięki Bogu jest na forum Smoke, na niego zawsze można liczyć, jak trzeba komuś przyłożyć :-P Miał, to dał :-)

Zagłosowałem, żeby nie zostawiać na ostatnią chwilę. Zdaje się, że nawet próbowałem oszukać, wciskając czarną kropeczkę dwa razy, niech mi to zostanie wybaczone :-(

A nie powiem...



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3880
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » ndz 28 wrz 2014, 19:42

Część druga
Leszek Pipka pisze:Przewrotność na złoty medal, zapętlić tekst w ósemkę, żeby zjadał własny ogon po drugiej stronie mocy. I ładniutko napisane, bogato, nastrojowo.

No i zamknąłeś mi, Leszku, buzię na kłódkę, bo choćbym i chciała z całego serca się pokłócić, to nie mogę.

Smoke, z Tobą się pokłócę, chcesz?
Smoke pisze:Język nie zachwyca,

Zachwyca. Jest poprawnie, może nawet i racja, że chwilami wręcz szkolnie, ale to bardzo dobrze. To gra na wysokich dźwiękach, na kryształowych kieliszkach i nie wiesz, czy te słodkie promyki światła to igraszka, czy nóż. Językowe fajerwerki wprowadziłyby tu nadmiar. Ta prostota jest dobra.

Smoke pisze:za dużo filozofii.

Nie. Filozofii jest w sam raz. Akurat tyle, ile trzeba. I należy docenić, że ta filozofia nigdzie nie jest wyłożona wprost, wciąż pozostaje w tle, jak nieznośne brzęczenie owadów. Słuchasz i wiesz, ale nie odważysz się wypowiedzieć tego zaklęcia głośno, bo kieliszki popękają i będzie koniec koncertu. Ładnie to jest zrobione, ta całość jest utkana z cieniutkich, pajęczych nitek.

O pozostałe dwa teksty pokłócę się jutro. :)


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka


Wróć do „Walki mocy 2014”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości