Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

[W] Stróż [S-F], opowiadanie

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[W] Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » ndz 03 lut 2019, 13:09

Witam,

Poniższe opowiadanie to pierwszy tekst, jaki napisałem od czasu wypracowania na maturze. Jestem całkowicie zielony i bardzo zależy mi na konstruktywnej krytyce. Baboli zapewne jest masa, ale sam nie jestem już w stanie ich wyłapać bez pomocy osób trzecich.


Stróż


Ten dzień nie wyróżnił się dla Edmunda niczym wyjątkowym. Przynajmniej do tej pory.

Wsiadł po pracy do tramwaju i dotarł bez przeszkód na osiedle, gdzie mieszkał od wielu lat. Blok, w którym kupił mieszkanie, oddalony był o pięć minut piechotą od przystanku. Krótki spacer w chłodnym, listopadowym powietrzu dostarczył przyjemnego orzeźwienia po otępiających godzinach za biurkiem.

Wszedł do mieszkania na drugim piętrze zamykając za sobą drzwi najciszej, jak tylko potrafił. Edmund był na tym punkcie szczególnie wyczulony, bo nie rozumiał czemu inni lokatorzy nie mogli zadać sobie odrobiny trudu i oszczędzić reszcie dźwięków trzaskania, które w bloku z płyty roznosiły się po całej klatce schodowej i potrafiły przyprawić o zawał serca. Pośpiesznie zsunął buty nie rozwiązując nawet sznurowadeł a kurtkę powiesił na wieszaku w przedpokoju. Przeszedł do salonu i usiadł wygodnie na kanapie, by po chwili pogrążyć się w zadumie.

Wyczuł ten obiekt już kilka dni temu, ale z początku założył, że to tylko zabłąkana kometa. Mylił się. Bliżej niezidentyfikowane ciało niebieskie poruszało się leniwie po obrzeżach Mgławicy Kraba. Aż do tej chwili.

Obserwację utrudniało promieniowanie synchrotronowe generowane przez centralnie umieszczoną gwiazdę neutronową, ale teraz Edmund był już pewny, że kilka sekund temu obiekt gwałtownie przyśpieszył i skierował się ku najbliższemu pulsarowi.

Mgławica Kraba oddalona była od Ziemi o ponad sześć tysięcy lat świetlnych, co uniemożliwiało dokładniejszą analizę przy użyciu wrodzonych zmysłów. Ludzkie ciało miało niestety swoje ograniczenia, które oczywiście, można było tymczasowo zniwelować i zbadać tajemniczy obiekt dokładniej, nie ruszając się z miejsca, ale Edmund już zdecydował, że w tej sytuacji łatwiej będzie zobaczyć wszystko na własne oczy. Zwłaszcza, że był piątek, więc nie będzie musiał wykorzystywać, cennego na wagę złota, dnia urlopu. Po eskapadzie, która go czeka, spędzi większość soboty w łóżku.

Wstał powoli z kanapy i udał się do kuchni. Jako doświadczony wędrowiec, nie potrzebował specjalnych przygotowań i filiżanka dobrej kawy w zupełności mu wystarczy. Uruchomił ekspres i wybrał opcję podwójnego espresso. Edmund zawsze odczuwał przed podróżą pewien rodzaj zdenerwowania, ale dźwięk mielonych ziaren działał na niego uspokajająco. Słowo 'podróż' było tutaj daleko idącym uproszczeniem, chodziło przecież o przeniesienie się o tysiące lat świetlnych w ułamku sekundy, a nie o przejażdżkę komunikacją miejską.

Kiedy trunek był gotowy, złapał filiżankę z parującym płynem za ucho i usiadł przy kuchennym stole. Pamiętał doskonale ostatnią sytuację, która wymagała jego interwencji, ale było to wiele lat temu i na szczęście udało się rozwiązać sprawę polubownie. Edmund miał nadzieję, że tym razem będzie podobnie. Dopił kawę, wstał od stołu i poszedł do sypialni. Nie wiedział w co się przebrać, ale ostatecznie nie miało to żadnego znaczenia, postanowił więc pozostać w błękitnej, bawełnianej koszuli i czarnych spodniach ze sztruksu. Wróci za kilka godzin, albo nawet wcześniej, jeśli wszystko potoczy się bez większych komplikacji.

Każdy wędrowiec, już od wczesnej młodości, przechodził skomplikowane szkolenie w znajdowaniu i korzystaniu ze ścieżek w czasoprzestrzeni. Tak przynajmniej można było z grubsza opisać ten proces korzystając z terminologii ziemskiej nauki, która na początku dwudziestego pierwszego wieku, mówiąc delikatnie, nie zachwycała.

Edmund natomiast, wśród wędrowców, uchodził za elitę.

Przeciągnął się energicznie i powoli podszedł do okna. Zbliżała się siedemnasta, więc listopadowe słońce już dawno schowało się za horyzontem. Miejska łuna, wraz z gęstymi chmurami, skutecznie uniemożliwiała dostrzeżenie gwiazd. „Tym razem bez melancholii i patosu”, zaśmiał się w myślach.

Chwilę później pokój był pusty.

***

Wszechogarniający błękit zachwycał, ale zarazem przytłaczał swoim pięknem. Zjawisko to powodowały wysokoenergetyczne cząsteczki zjonizowanego helu i wodoru, które supernowa wypluła prawie tysiąc lat temu, dając narodziny Mgławicy Kraba.

Oddalony o prawie pół roku świetlnego pulsar, generował wyjątkowo silne promieniowanie gamma, lecz nie mogło ono dosięgnąć Edmunda. Nic nie mogło, bo w istocie wcale go tam nie było, przynajmniej w rozumieniu fizyki relatywistycznej. Unosił się wygodnie w lokalnej kieszeni podprzestrzennej, która zawierała jedynie powietrze o pokojowej temperaturze i ciśnieniu równym wartości dokładnie jednego bara. Horyzont zdarzeń wpuszczał do środka jedynie fale z widma widzialnego, umożliwiając wędrowcowi obserwację otoczenia. Na zewnątrz kieszeni nie wydostawało się nic.

Widoczny w odległości kilku kilometrów statek kosmiczny, kształtem przypominał wydłużoną elipsoidę i wywoływał skojarzenie ze sterowcami, które królowały w przestworzach na początku dwudziestego wieku. Długość kadłuba wynosiła w przybliżeniu osiemset metrów, a jego poszycie miało matowy odcień grafitu. Edmund nie zauważył żadnych włazów ani iluminatorów, pojazd stanowił jednolitą bryłę, która trwała zawieszona w bezruchu.

Najszybsza metoda oceny stopnia zaawansowania cywilizacji, to przetestowanie czułości czujników, jakimi dysponuje. Znał to prawidło jeszcze z czasów szkolenia, powtarzane w kółko przez przynudzających instruktorów. Nikt mu natomiast nie pokazał, jakiej rozrywki może dostarczyć taka procedura. Tego nauczył się sam, wiele lat później.

Od czasu swojego przybycia, Edmund nie wyczuł żadnej reakcji ze strony pobliskiego statku. Była to cenna wskazówka, gdyż jego załoga prawdopodobnie w ogóle nie zdawała sobie sprawy z jego istnienia. Musiał jednak wziąć pod uwagę możliwość, że to tylko pozorna bezczynność, mająca za zadanie go zmylić. Nie takie rzeczy już widział, a nie lubił niemiłych niespodzianek.

„Zobaczmy, czy jesteście lękliwi”, pomyślał i uniósł prawą rękę, odwracając dłoń spodem do góry. Nad jego palcami, bardzo powoli, zmaterializowała się maleńka kula o rozmiarze nie większym od ziarnka grochu. Idealnie czarnego ziarnka grochu. Wędrowiec spojrzał w kierunku grafitowego pojazdu, ale nic się nie zmieniło, żadnej reakcji.

– Popadam w paranoję – wypowiedział cicho zirytowanym tonem.

Przez następnych kilka sekund, sfera nad jego dłonią rosła, osiągając ostatecznie wymiary piłki do tenisa. Dalej nic.

– Tak myślałem – stwierdził spokojnie – naprawdę popadam w paranoję.

Czarna kula zniknęła, a Edmund strzepnął energicznie dłoń, jakby przed chwilą poraził go prąd. Nie lubił tego uczucia, ale teraz przynajmniej wiedział, że ma do czynienia z cywilizacją wysoko rozwiniętą, lecz w wielu aspektach ograniczoną. Wysokoenergetyczna czarna dziura była łatwa do wykrycia, nawet przez horyzont zdarzeń, który oddzielał jego podprzestrzenne lokum od reszty otoczenia, a w takim przypadku każdy o zdrowych zmysłach, nie pozostałby obojętny. Postanowił spróbować z czymś łatwiejszym, a najwięcej uwagi przykuwały zjawiska, które w danym środowisku i warunkach nie miały żadnego sensu.

Pozytonium, jako niestabilny układ elektronu i pozytonu, bardzo szybko rozpada się na kwanty gamma i dlatego należy do rzadkości w warunkach naturalnych. Wystarczyło jednak umieścić je w silnym polu Higgsa, by wielokrotnie wydłużyć jego średni czas życia, czyniąc z niego doskonałe źródło energii. Pojawienie się takiej substancji tutaj, byłoby nie lada fenomenem.

Edmundowi przypadła do gustu taka koncepcja.

Uniósł ręce i mocno ścisnął dłonie o siebie, wykonując ruchy, jakby chciał ulepić śnieżkę ze zbyt sypkiego śniegu. Ze szczelin między palcami wystrzeliły oślepiające promienie niebieskiego światła, by chwilę później całkowicie zniknąć. Popuścił chwyt ukazując lewitujący przed nim kawałek zielonego kryształu, podobnego do wyszlifowanego szkła, które spędziło wiele lat na piaszczystej plaży.

– Pół kilo powinno wystarczyć – powiedział z przekonaniem.

Zadowolony z siebie, zbliżył do bryłki wskazujący palec i delikatnie ją popchnął. Dryfowała powoli w kierunku przezroczystego horyzontu zdarzeń, a kiedy w niego wniknęła, dało się usłyszeć ciche syczenie.

Kryształ znajdował się już po drugiej stronie.

Z pozornie gładkiego i jednolitego kadłuba statku, wysunęło się nagle mrowie podłużnych manipulatorów, a sam pojazd pokrył się ledwie dostrzegalną, żółtawą powłoką. Wędrowiec pokiwał powoli głową. Spodziewał się podobnej reakcji. „Czas poznać załogę”, pomyślał.
Co ciekawe, wyczuwał tylko jedną formę życia, przebywającą aktualnie w pomieszczeniu umiejscowionym na lewym krańcu kadłuba.
Kieszeń podprzestrzenna otaczająca Edmunda zaczęła się kurczyć, aż do momentu, gdy jej krawędzie niemal przylgnęły do jego ciała. Skierował wzrok na część statku, w której znajdował się jedyny załogant i po chwili był już w środku.

Sala o gładko wypolerowanych ścianach szmaragdowego koloru była idealnym sześcianem, którego bok nie miał więcej niż pięć metrów. Umieszczone w suficie, okrągłe plafony rzucały przyjemne, rozproszone światło. Podłogę pokryto materiałem podobnym do szarej gumy, zapewne dla zapewnienia lepszej przyczepności. Edmund nie widział żadnych drzwi, a jedynym obiektem w pomieszczeniu był sporych rozmiarów fotel, ustawiony na wysokiej, około dwumetrowej kolumnie. Dokładnie w geometrycznym środku sześcianu.

Zajmujący siedzisko nagi mężczyzna metodycznie przesuwał palcami po panelach zamontowanych w podłokietnikach. Fizjologicznie prawie nie różnił się od człowieka, co nie dziwiło, gdyż zdecydowana większość istot obdarzonych świadomością, pochodziła od tego samego przodka. Szczegółami przykuwającymi uwagę był kompletny brak owłosienia i wyjątkowo krótka szyja.

Skład atmosfery i siła ciążenia przypominały ziemskie. Edmund westchnął cicho wiedząc, że to zły znak. Wziął głęboki oddech i pozwolił zniknąć podprzestrzennej powłoce, która do tej pory zapewniała mu niewykrywalność. Spoglądając w górę, podszedł powoli do mężczyzny w fotelu.

Obcy zamarł, a pasma częstotliwości telepatycznych wypełniły się paniką i poczuciem zaskoczenia. Wędrowiec uśmiechnął się przyjaźnie, kiedy ich spojrzenia się spotkały.
„No to jedno mam z głowy, nie będę musiał analizować zapisów komputera pokładowego, żeby opanować język”, pomyślał z ulgą, a następnie dostroił się do jaźni gospodarza. Uniwersalność telepatii w jego profesji była nieoceniona.

– Uspokój się – przekazał najbardziej przekonująco, jak potrafił. – Nie mam złych zamiarów.

– Mam ci uwierzyć na słowo, przybyszu? – odpowiedział obcy bez dozy zawahania. – Pojawiasz się nieproszony i nie raczyłeś się nawet przedstawić.

Panika i zaskoczenie stały się prawie niewyczuwalne. Zastąpiły je oburzenie i niepokój.

– Nazywam się Edmund i jestem... stróżem tego sektora.

– A czymże to, taki stróż, się zajmuje – zapytał mężczyzna, krzywiąc usta w pogardliwym uśmiechu – i co robi na moim statku?

– Nie zamierzasz odpowiedzieć na grzeczność i również się przedstawić?

– Jestem u siebie, a na pytanie nie odpowiada się pytaniem – stwierdził obcy z nieukrywanym rozdrażnieniem.

– Powiedzmy, że ta część galaktyki jest mi bliska i dbam tutaj o względny porządek. – Edmund spojrzał chłodno na swojego gospodarza. – Nie chciałbym, żeby ktoś nabałaganił – dodał z naciskiem.

Łysy mężczyzna niemalże teatralnym ruchem przyłożył dłonie do piersi i uśmiechnął się dobrotliwie.

– Ja? Bałagan? – odpowiedział z udawanym zdziwieniem. – Pozwól, że ci coś opowiem, drogi Stróżu, a na pewno...

Wypadkowy potencjał energetyczny, powiązany z materią w ścianach pomieszczenia, gwałtownie wzrósł. Edmund nie mógłby tego przeoczyć. „Skubaniec gra na czas!”, pomyślał zaskoczony i jednocześnie zły na siebie, że tego nie przewidział.

– Natychmiast przestań! – przekazał na całym spektrum częstotliwości telepatycznych, na którym umysł obcego był w stanie odbierać. – Nie jesteś zdolny wyrządzić mi żadnej krzywdy – dodał spokojnie, ale stanowczo.

Mężczyzna pobladł, całkowicie przytłoczony, a po uśmiechu i pewności siebie nie było śladu. Przesunął palcami po panelu na prawym podłokietniku, a potencjał materii, z której wykonana była sala, wrócił do normy. Kolumna zaczęła powoli wsuwać się w podłogę obniżając fotel do poziomu gruntu. Nagi mężczyzna wstał i podszedł do ściany naprzeciwko, która nagle morfowała w prostokątny iluminator, dając widok na przestrzeń kosmiczną. Spojrzał w dal i skrzyżował ręce na plecach.

Pomimo nagości, emanował majestatem.

– Wybacz, Stróżu Edmundzie, ale … – zawahał się – zniszczenie cię wydawało się najrozsądniejszą z opcji.

– Jak już powiedziałem, nie mam wrogich zamiarów i na szczęście nie udało ci się tego zmienić – zażartował wędrowiec, starając się obniżyć napięcie.

– Jestem Voldren, Ostatni Imperator Sedorii – mężczyzna uniósł ręce i rozpostarł je nad sobą – a to wszystko, co zostało z mojego imperium, dwadzieścia tysięcy trzysta pięćdziesiąt cztery dusze, dla których szukam nowego domu.

– W hibernacji, jak zakładam?

Voldren potwierdził skinieniem głowy.

– Od dawna – odpowiedział z wyczuwalnym żalem – od bardzo dawna.

W tej chwili Edmund zdał sobie sprawę, że ma przed sobą człowieka pragnącego odkupienia. Za wszelką cenę.

– To młoda mgławica, Stróżu, więc nie trudno tu o energię, na której niedostatek, od pewne czasu, skarży się ta kupa złomu – wyraził pogardliwie, a potem splunął pod nogi.

To prawda, gwiazda niskiej klasy eksplodowała tutaj w tysiąc pięćdziesiątym czwartym roku, a pozostałości nie zdążyły jeszcze ostygnąć, dając możliwość łatwego pozyskania paliwa.

– Mam nadzieję, że to nasz ostatni przystanek. – Voldren odwrócił głowę i spojrzał Edmundowi w oczy. – O ile nam nie przeszkodzisz...

– Nie obawiaj się – wyraził kojącym tonem – opowiedz mi lepiej o celu swojej podróży.

– Ten wrak jest w służbie już od czasów moich pradziadów, ale jakimś cudem czujnikom udało się namierzyć obiecujący obiekt. – Twarz mężczyzny wypełniła się nadzieją. – Trzecia planeta od gwiazdy klasy piątej, ciśnienie akceptowalne, temperatura też.

– Inteligentne formy życia? – rzucił szybko Edmund, ale tylko on wiedział, że to pytanie retoryczne. W tym sektorze była tylko jedna planeta pasująca do opisu.

– Tego nie wiem – odpowiedział Voldren. – Jest to jednak możliwość, którą biorę pod uwagę.

Edmund nie wyczuł kłamstwa.

– Co wtedy?

– Nie umiem ci odpowiedzieć, jestem już zbyt zmęczony. – Ramiona Voldrena opadły, a głowa pochyliła do przodu. – Zamierzam po raz ostatni usnąć, a po przebudzeniu dać moim dzieciom przyszłość, na jaką zasługują.

– Usnąć na jak długo? – zapytał wędrowiec.

Ocena możliwości statku, którym dysponował Voldren, była problematyczna, a z pewnością bardziej pracochłonna niż bezpośrednie pytanie.

– Biorąc za jednostkę miary miliard cykli najbliższego pulsara... – mężczyzna zmarszczył brwi w skupieniu. – W przybliżeniu czterdzieści siedem.

„Trzydzieści trzy milisekundy na cykl... To będzie około czterdzieści dziewięć ziemskich lat”, oszacował Edmund z żalem.

– Nie pozostaje mi nic więcej, jak życzyć ci powodzenia, Ostatni Imperatorze Sedorii.

Voldren zmarszczył brwi zaskoczony.

– To wszystko? – zapytał, patrząc na Edmunda wzrokiem pełnym nadziei.

– Rzadko muszę interweniować. Na mnie czas.

Wędrowiec uśmiechnął się życzliwie, a potem otulił podprzestrzenna barierą, i zniknął.

Voldren odetchnął z ulgą.

***

Zewnętrzna powłoka kadłuba była na wyciągnięcie ręki. Grafitowa powierzchnia przyjemnie rozpraszała fale w paśmie widzialnym, a po żółtawej osłonie nie było już śladu. Voldren uznał zapewne, że zagrożenie minęło i postanowił ją dezaktywować dla oszczędności energii, lecz dla Edmunda nie miało to żadnego znaczenia.

To, co zamierzał zrobić, przyprawiało go o mdłości. To, co zrobić musiał. Cele misji zostały ściśle określone, a on nigdy jeszcze nie pozwolił, żeby emocje wpłynęły na jego decyzje. Stawka była zbyt wysoka.

– To będzie twój ostatni przystanek, Voldrenie. Zaprawdę zostaniesz ostatnim Imperatorem. – wypowiedział ciężkim głosem Edmund. – Wybacz, ale dwa tysiące sześćdziesiąty ósmy, to zbyt wcześnie.

Uniósł powoli rękę i przyłożył dłoń do dzielącego go od próżni horyzontu zdarzeń. Nie zawahał się.

Siła przenikliwego strumienia neutronowego, skierowanego przez Edmunda w stronę statku, spowodowała przyjęcie przez każdego z załogantów dawki promieniowania jonizującego równej przynajmniej trzystu grejom, momentalnie uszkadzając synaptyczne przewodnictwo w ich centralnych układach nerwowych.

Arka, a zarazem ostatnia nadzieja upadłego imperium, stała się okrętem widmo.

***

Zegar na kuchennej ścianie wskazywał osiemnastą pięć, nie było go tylko godzinę. Nie dość, że czuł się podle, to jeszcze fizyczne zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Ludzki organizm nie miał jeszcze wystarczająco dużo czasu, by osiągnąć choć ułamek swojego pełnego potencjału. Zadaniem Edmunda było zadbać, by tego czasu ludzkości nie zabrakło.

Teraz położy się spać wiedząc, że dopiero jutro żal i wyrzuty sumienia uderzą z pełną siłą.



Awatar użytkownika
Dawny Don
Zarodek pisarza
Posty: 22
Rejestracja: sob 02 lut 2019, 12:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Dawny Don » ndz 03 lut 2019, 14:09

1)"Blok, w którym kupił mieszkanie, oddalony był o pięć minut piechotą od przystanku." - Od przystanku do swojego bloku miał pięć minut piechotą.
2) "Krótki spacer w chłodnym, listopadowym powietrzu dostarczył przyjemnego orzeźwienia po otępiających godzinach za biurkiem". - Wydaje mi się, że mówimy "spacer na chłodnym powietrzu". Poza tym, czy "dostarczył orzeźwienia" czy może zwyczajnie "orzeźwił" po otępiających godzinach za biurkiem?
3)"Wszedł do mieszkania na drugim piętrze zamykając za sobą drzwi najciszej, jak tylko potrafił". - Zdanie brzmi tak, jakby nie wszedł do swojego mieszkania, tylko do jakiegoś innego mieszkania znajdującego się na drugim piętrze. Jeśli ważne jest to na którym piętrze mieszkał, to może da się tą informację zamieścić w innym zdaniu.

Added in 3 minutes 29 seconds:
4) "Edmund był na tym punkcie szczególnie wyczulony, bo nie rozumiał...". - Był wyczulony, bo nie rozumiał? Może był wyczulony, bo wkurzało go to, że... ?


DOBRA NOWINA: Niebyt - nie istnieje!

Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » ndz 03 lut 2019, 14:21

Pierwsza poprawka cymes. Brzmi o wiele lepiej. Dzięki.

Nad pozostałymi muszę pomyśleć.



Awatar użytkownika
Skylord
Pisarz domowy
Posty: 90
Rejestracja: śr 22 cze 2016, 11:27
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szkocja
Płeć: Mężczyzna

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Skylord » ndz 03 lut 2019, 15:50

Zigmunt pisze:Source of the post Kiedy trunek był gotowy, złapał filiżankę z parującym płynem za ucho i usiadł przy kuchennym stole.

Trunek w polskim znaczeniu to wóda ;) nie kawa
Zigmunt pisze:Source of the post Zbliżała się siedemnasta, więc listopadowe słońce już dawno schowało się za horyzontem.

informacja listopad się powtarza, czy to błąd? nie wiem, jednak można by tutaj zrezygnować, albo rzucić coś podobnego w znaczeniu
Zigmunt pisze:Source of the post Od czasu swojego przybycia, Edmund nie wyczuł żadnej reakcji ze strony pobliskiego statku.
wydaje mi się zbędne, statek jest jeden,
Zigmunt pisze:Source of the post Z pozornie gładkiego i jednolitego kadłuba statku, wysunęło się nagle mrowie podłużnych manipulatorów, a sam pojazd pokrył się ledwie dostrzegalną, żółtawą powłoką.

nagle wydaje mi się zbędne,
Zigmunt pisze:Source of the post Czarna kula zniknęła, a Edmund strzepnął energicznie dłoń, jakby przed chwilą poraził go prąd. Nie lubił tego uczucia, ale teraz przynajmniej wiedział, że ma do czynienia z cywilizacją wysoko rozwiniętą, lecz w wielu aspektach ograniczoną.

wiedzę o tym że cywilizacja jest wysoko rozwinięta mógł wywnioskować po statku, a ich ograniczenia potwierdził czarną dziurą, tak mi się by to widziało ;)
Zigmunt pisze:Source of the post – To młoda mgławica, Stróżu, więc nie trudno tu o energię, na której niedostatek, od pewne czasu, skarży się ta kupa złomu – wyraził pogardliwie, a potem splunął pod nogi.
literówka,

Niby ciekawe, ale, samo przedstawienie bohatera jakby Superman, (choć bardziej Silver Surfer) w dzień pracuje a po godzinach ratuje świat?
Bohater wygląda na przyjaznego i nie przekonuje mnie, że chroni ziemi, a sam zabija inne istoty, od tak pstryknięciem palca.
Podobno są inni strażnicy?
Gdzie był strażnik imperatora i jego galaktyki?, to tylko snucie przypuszczeń.
Jednak u ciebie wyjaśnienie jest typu, dlaczego bohater zrobił tak?: bo musiał, dla mnie to nie jest wyjaśnienie.
Dzięki za podzielenie się o/



Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » ndz 03 lut 2019, 16:53

Skylord pisze:Niby ciekawe, ale, samo przedstawienie bohatera jakby Superman, (choć bardziej Silver Surfer) w dzień pracuje a po godzinach ratuje świat?
Bohater wygląda na przyjaznego i nie przekonuje mnie, że chroni ziemi, a sam zabija inne istoty, od tak pstryknięciem palca.
Podobno są inni strażnicy?
Gdzie był strażnik imperatora i jego galaktyki?, to tylko snucie przypuszczeń.


Dziękuję za uwagi. Postaram się wyjaśnić.

W mojej głowie sam pomysł wygląda następująco:

1) Wszechświat zamieszkuje bliżej nieokreślona, lecz ogromna liczba wszelakich istot rozumnych na różnym poziomie rozwoju.
2) Edmund jest przedstawicielem cywilizacji tak zaawansowanej, że głowa mała.
3) Cywilizacja ta wpadła w rozwojowe "minimum lokalne" i od dawna nie czyni już postępu w żadnej dziedzinie.
4) Odkrywa, że tylko ludzie na Ziemi są w stanie z czasem im dorównać i być może kiedyś osiągnąć rozwojowe "sacrum".
5) Edmund zostaje wysłany na Ziemię, aby ją odizolować od zagrożeń zewnętrznych, bo byle łachudry ze statkiem kosmicznym (w opowiadania bogu ducha winien Imperator) mogą zaprzepaścić wielki plan.

Samo opowiadanie jest próbą wstępu, bo żaden ze mnie pisarz.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1498
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Misieq79 » ndz 03 lut 2019, 19:25

To tak
Część "ziemska" jest nieco przegadana, podkreślenie zewnętrznej "pospolitości" Edmunda nie wymaga IMO tak wielu znaków.
Co do części "kosmicznej" - ogólnie na tak. I zabawne, bo mam wrażenie że w większości opowiadań o podobnej tematyce Niebieskokulkanie są raczej na pozycji dobrze pilnować/izolować a nie chronić. Bo są źli.
Koncept Edka fajny, kojarzy mi się ze Śpiewakiem z "Końca śmierci" Liu Cixina. Tylko umyka mi kto / co nim steruje, "obiekt" wykrył niby sam, nie dostał koordynatów.
Oczywiście błędy są, a jakże. Przede wszystkim gubisz odległość Mgławicy od Ziemi, 1054 to data obserwacji więc supernowa wybuchła około 5500 pne.
Zigmunt pisze:Source of the post które supernowa wypluła prawie tysiąc lat temu

Siedem i pół zatem

Zigmunt pisze:Source of the post która trwała zawieszona w bezruchu.

Względem...? W kosmosie jesteśmy. Wywaliłbym.
Zigmunt pisze:Source of the post uniósł prawą rękę, odwracając dłoń spodem do góry.
"dłonią do góry". Kropka.
Zigmunt pisze:Source of the post maleńka kula o rozmiarze nie większym od ziarnka grochu.

No raczej nie. Czarna dziura o promieniu Schwarzschilda 3mm będzie miała 1/3 masy Ziemi (a jest kilka kilometrów od statku) a o promieniu 34mm (piłka tenisowa) - 3x masę Ziemi. Mniejsza o promieniowanie, zacznie ściągać statek grawitacyjnie.
Zigmunt pisze:Source of the post Wędrowiec spojrzał w kierunku grafitowego pojazdu, ale nic się nie zmieniło, żadnej reakcji.

Chociaż z drugiej strony, skoro stworzył czarną dziurę WEWNĄTRZ swojej kieszeni to nie dziwota że na statku nie było reakcji :D
Zigmunt pisze:Source of the post – Natychmiast przestań! –

To mi nie pasuje, zwłaszcza z wykrzyknikiem. Wystarczy samo "nie jesteś w stanie nic mi uczynić"
Zigmunt pisze:Source of the post a po uśmiechu i pewności siebie nie było śladu.

Uśmiech i pewność siebie zniknęły bez śladu.
Zigmunt pisze:Source of the post od pewne czasu

literówka
Zigmunt pisze:Source of the post To prawda, gwiazda niskiej klasy eksplodowała tutaj w tysiąc pięćdziesiątym czwartym roku,

Ponownie, 5500pne
Zigmunt pisze:Source of the post – Inteligentne formy życia? – rzucił szybko Edmund, ale tylko on wiedział, że to pytanie retoryczne.
Voldren nie mógł znać kodu Morse'a, ale z radosnego popiskiwania radiostacji wywnioskował, że na Ziemi jest wspaniale.
A na poważnie, pierwsze popiskiwania Popowa i Marconiego przylecą tam za 6000 lat z hakiem.
Zigmunt pisze:Source of the post będzie około czterdzieści dziewięć ziemskich lat”

Czyli fura Voldrena ma napęd FTL?
Zigmunt pisze:Source of the post To, co zamierzał zrobić, przyprawiało go o mdłości. To, co zrobić musiał. Cele misji zostały ściśle określone, a on nigdy jeszcze nie pozwolił, żeby emocje wpłynęły na jego decyzje. Stawka była zbyt wysoka.

OK, tu trochę wjeżdżam z butami w Twój świat, ale skoro jesteśmy gdzie jesteśmy to w prosty sposób mógł zafundować Voldrenowi porządnego laga i po prostu zepsuć hipernapęd. Chociaż, oczywiście, łajba mogła nie przetrwać kilku(nastu) tysięcy lat lotu.
Ale to rodzi pytanie o światotworzenie. Skoro są imperia, wojny i hipernapęd, to gwiezdnych watażków, awanturników (Han Solo wygrał kiedyś planetę w sabbaka), obalonych władców i zwyczajnych świrów powinno być jak mrówków. I albo 1) Stróże powinni mieć pełne ręce roboty albo 2) wokół Ziemi na powiedzmy 10 parseków jest no-fly zone i wie o tym kożdyn jedyn. Nawet Voldren.

Reasumując, część "kosmiczna" podobała mi się bardziej od "ziemskiej". Ogólnie, mimo baboli, opowiadanie na tak.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar
Dupczysław Czepialski herbu orka na ugorze

Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » ndz 03 lut 2019, 20:08

Głupi merytoryczny błąd z tą mgławicą...

Poza tym uświadomiłeś mi, że sam zamysł w mojej głowie jest trochę zbyt skomplikowany, żebym ze swoimi umiejętnościami mógł go jakoś sprawnie przedstawić w krótkim opowiadaniu.

Misieq79 pisze:Source of the post Tylko umyka mi kto / co nim steruje, "obiekt" wykrył niby sam, nie dostał koordynatów.


W skrócie: Edmund jest zamkniętą w ciele człowieka istotą, dla której czas i przestrzeń to pikuś, a talentów ma wiele i sam jest sobie kosmicznym radarem.

Misieq79 pisze:Source of the post Chociaż z drugiej strony, skoro stworzył czarną dziurę WEWNĄTRZ swojej kieszeni to nie dziwota że na statku nie było reakcji


Tutaj chciałem przedstawić, że są cywilizacje, które byłyby w stanie ją wykryć (w tym Edmunda).

Misieq79 pisze:Source of the post Ale to rodzi pytanie o światotworzenie. Skoro są imperia, wojny i hipernapęd, to gwiezdnych watażków, awanturników (Han Solo wygrał kiedyś planetę w sabbaka), obalonych władców i zwyczajnych świrów powinno być jak mrówków. I albo 1) Stróże powinni mieć pełne ręce roboty albo 2) wokół Ziemi na powiedzmy 10 parseków jest no-fly zone i wie o tym kożdyn jedyn. Nawet Voldren.


Mój zamysł: Wszechświat jest tak ogromny, że żadna cywilizacja nie jest w stanie kontrolować wszystkiego, a różnice w zaawansowaniu technologicznym już tych, które opanowały podróż międzygwiezdną, są znaczące.

Dzięki za opinię!



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1498
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Misieq79 » ndz 03 lut 2019, 20:17

Zigmunt pisze:Source of the post Edmund jest zamkniętą w ciele człowieka istotą, dla której czas i przestrzeń to pikuś, a talentów ma wiele i sam jest sobie kosmicznym radarem.

Ok, to ogarnąłem, ale poza tekstem podkreślasz że nie jest sam, jest jakiś wyższy imperatyw "tych chronić"
Zigmunt pisze:Source of the post zamysł w mojej głowie jest trochę zbyt skomplikowany, żebym ze swoimi umiejętnościami mógł go jakoś sprawnie przedstawić w krótkim opowiadaniu.

No nie wiem, jakoś nie miałem problemów. Jedyne wodolejstwo jakie zauważyłem dotyczy pierwszego, "ziemskiego" akapitu.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar
Dupczysław Czepialski herbu orka na ugorze

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 479
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: MargotNoir » ndz 03 lut 2019, 20:17

Zigmunt pisze:Source of the post Ten dzień nie wyróżnił się dla Edmunda niczym wyjątkowym. Przynajmniej do tej pory.

Wsiadł po pracy do tramwaju


Tydzień wsiadł do tramwaju.

Zigmunt pisze:Source of the post  oszczędzić reszcie dźwięków

Dlaczego mieszkańcy mieliby oszczędzać czegokolwiek reszcie dźwięków? Możesz zostawić samo "trzaskania" i będzie jasne, o co chodzi.

Zigmunt pisze:Source of the post Obcy zamarł, a pasma częstotliwości telepatycznych wypełniły się paniką i poczuciem zaskoczenia.

Zaskoczeniem. "Poczucie zaskoczenia" to pleonazm.

Zigmunt pisze:Source of the post wyraził kojącym tonem

Lepiej "powiedział, zapewnił". Wyraża się jakąś myśl, a nie konkretne zdanie.

Zigmunt pisze:Source of the post momentalnie uszkadzając synaptyczne przewodnictwo w ich centralnych układach nerwowych.

Przewodnictwo to pewna cecha, właściwość, ewentualnie - jak się uprzeć - zjawisko. Uszkadzać można obiekty. Wiem, że takie sformułowanie pojawia się na Wikipedii, ale nie wierz Wikipedii w tej kwestii. Poza tym, jeśli przeczytasz ten artykuł, dowiesz się, że natychmiastowa śmierć następuje wskutek czego innego. Z "uszkodzonym przewodnictwem" trochę się można jeszcze pomęczyć.

Zigmunt pisze:Source of the post Popuścił chwyt ukazując lewitujący przed nim kawałek zielonego kryształu, podobnego do wyszlifowanego szkła, które spędziło wiele lat na piaszczystej plaży.

No dobrze. Różne są kryształy, a akurat szkło kryształem nie jest i nie bez powodu kryształy zazwyczaj (choć nie zawsze) są kanciate i dość lśniące, a szkło na plaży przypomina bezkształtną, matową bulwę. Zdanie niby jest do obronienia, bo to, że coś jest bezkształtne i matowe jeszcze nie znaczy, że nie jest kryształem, ale moim zdaniem to niepotrzebne przekombinowanie i rzucanie sobie samemu kłód pod nogi. Zamiast zdań do obronienia lepiej umieszczać w tekście takie, których nie trzeba bronić.

Zigmunt pisze:Source of the post Unosił się wygodnie w lokalnej kieszeni podprzestrzennej, która zawierała jedynie powietrze o pokojowej temperaturze i ciśnieniu równym wartości dokładnie jednego bara. Horyzont zdarzeń wpuszczał do środka jedynie fale z widma widzialnego, umożliwiając wędrowcowi obserwację otoczenia. Na zewnątrz kieszeni nie wydostawało się nic.


Średnio pasuje mi ten opis. Mogę się zgodzić, że w SF wesoło ignoruje się wszelkie problemy związane z niedostosowaniem naszego odbioru rzeczywistości do kwestii takich, jak dylatacja czasu, wymiary inne niż czas + trzy przestrzenne, czasoprzestrzeń i tak dalej. Mogę się zgodzić, że znaczenia pewnych pojęć się zniekształca i zapomina się, że człowiek nie jest cząstką elementarną ani ciałem niebieskim, ale i tak ten koncept moim zdaniem jest słaby. Po pierwsze - jeśli facet jest za horyzontem zdarzeń, to równie dobrze może w ogóle nie podróżować, bo nie wchodzi i wchodzić nie może w żadne interakcje ze światem poza jego bańką. Po drugie - załóżmy, że jakimś cudem za tym jego horyzontem utrzymuje się ciśnienie 1 bara i czas płynie tak samo, jak na jakimś statku... Opisałeś to w sposób, który sugeruje, że facet nie odbywa żadnej mentalnej podróży astralnej, tylko naprawdę lata po kosmosie w bańce. Jakim cudem on to przeżywa? Facet cały czas ma czynny metabolizm, do jego bańki wchodzi sporo energii (światło), nie wychodzi nic. Jak szybko by się ugotował?

Zigmunt pisze:Source of the post Oddalony o prawie pół roku świetlnego pulsar, generował wyjątkowo silne promieniowanie gamma

Bez przecinka.

Zigmunt pisze:Source of the post ludzki organizm nie miał jeszcze wystarczająco dużo czasu, by osiągnąć choć ułamek swojego pełnego potencjału


I to tak naprawdę jest mój główny zarzut. Rozumiem nawet pomysł opowieści o trudnym moralnym wyborze, przed jakim stanął strażnik; o psychologicznych i emocjonalnych konsekwencjach zabijania z konieczności... ale są dwa bardzo, bardzo duże ale.

1) Czemu niby jakiegoś kosmitę miałby obchodzić los Ziemian?
Ale OK, załóżmy, że w Twoim świecie istnieje rasa wścibskich kosmitów, którzy za punkt honoru przyjęli sobie niedopuszczanie do kontaktów między mieszkańcami różnych planet. Twój świat, Twoje reguły.

2) Co to znaczy, że ludzki organizm nie osiągnął jeszcze swojego pełnego potencjału?
Może włączył mi się w tym momencie mój prywatny ból odwłoka, ale jest to coś, na co mam wręcz alergię. Używamy 10% mózgu, jak się zjednoczymy, to będziemy robić myśliwce z kwantów i fabryki czekolady z plazmy... Przeznaczeniem ludzkości jest ewolucja w kosmicznych filozofów-inżynierów w skali makro, w jakieś przemądre syncytium o kolektywnej mocy obliczeniowej sięgającej gazylionów yottaIPSów, hodujące motyle i dzielące się z Wszechświatem swoją napędzaną oświeconym pacyfizmem mocą Misiów Tulisiów.
Nie.
To po pierwsze temat jest przeeksploatowany, a po drugie to bzdura. Co to w ogóle znaczy, że "ludzki organizm nie osiągnął 100% swojego potencjału"? Chcesz mi powiedzieć, że sprinterzy zarabiający ciężkie pieniądze za bicie kolejnych rekordów mogliby biegać z prędkością tysięcy kilometrów na godzinę, ale... jeszcze nie mieli czasu? Żołnierze, strażacy, policjanci, sportowcy ekstremalni, ci wszyscy, których życie nierzadko zależy od wykorzystania własnej wydolności, wiedzy i sprytu w jak największym stopniu mogliby to robić dużo lepiej, ale wolą ginąć, bo... bo co? Co to za magiczny potencjał, którego nie wykorzystujemy? Chirurdzy wolą od czasu do czasu spartolić operację i zabić pacjenta, chociaż umieliby operować dużo sprawniej i bardziej precyzyjnie?

Wykorzystujemy swój potencjał w 100% - a przynajmniej wielu z nas to robi cały czas. Wciąż ktoś popycha swoje ciało lub swój umysł na granice możliwości, a ogromne nagrody za pokonywanie kolejnych barier świadczą o tym, że w obecnym kształcie i z takim organizmem, jaki mamy pewnych rzeczy po prostu nie da się zrobić lepiej.

A może chodziło Ci o gatunek, a nie organizm? Nawet jeśli, to nie rozwijamy się w jakimś określonym kierunku. Sukces ewolucyjny polega na posiadaniu wnuków, a nie na tworzeniu epopei i budowaniu piramid z kwarcu. Nie ma lepiej i gorzej "wyewoluowanych" gatunków; każdy, który istnieje osiągnął póki co 100% sukcesu. Ja wiem, że pięknie się marzy o jakimś pangalaktycznym zlocie hipisów z MENSy, ale w tym momencie to brzmi bardziej jak opowieści tybetańskiego guru, niż science fiction.

Nie zrozum mnie źle, sam motyw ludobójstwa (kosmitobójstwa?) z konieczności, dokonanego przez anonimowego pana Zenka z blokowiska jest oryginalny, świeży, ma potencjał, ale tutaj jest dużo miejsc, w których można się poślizgnąć i Ty się niestety poślizgnąłeś. Potrzebujesz przede wszystkim dużo lepszej motywacji postaci. Samo "bractwo, które robi tak, bo tak" to trochę za mało. Możesz iść nawet w kosmiczne sekciarstwo i wtłoczyć do głowy Edmunda fanatyzm religijny, nakazujący ochronę planet bez szczególnego uzasadnienia, albo iść w stronę absurdu Autostopem przez Galaktykę, ale coś sensownego musi bohaterem kierować.
Jeśli chodzi o kwestię sajensu, to dobrze byłoby wybrać konwencję i pójść albo w stronę fantastyki, wymyślić jakieś magiczne/tantryczne moce Edmunda, pozwalające mu na OOBE czy podróże duszy, albo w sajens i troszkę to dopracować, by nieścisłości nie rzucały się w oczy.



Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » ndz 03 lut 2019, 20:37

Dziękuję za wyczerpującą opinię, doceniam!

MargotNoir pisze:Source of the post Zaskoczeniem. "Poczucie zaskoczenia" to pleonazm.

MargotNoir pisze:Source of the post Lepiej "powiedział, zapewnił". Wyraża się jakąś myśl, a nie konkretne zdanie.


Tutaj miałem pewien problem z przeprowadzeniem dialogu "telepatycznego" - chciałem uniknąć wyrażeń ściśle powiązanych z czynnością mówienia w sensie fizycznym.

MargotNoir pisze:Source of the post 1) Czemu niby jakiegoś kosmitę miałby obchodzić los Ziemian?


Powód czysto pragmatyczny - rasa Edmunda jest w stagnacji i tylko człowieka postrzega jako potencjalne źródło wiedzy w przyszłości (bardzo dalekiej). Innymi słowy, szukają nowego punktu widzenia u rasy, która może ich prześcignąć.

Niestety we wszechświecie cywilizacje dosyć często kończą marnie - stąd przydzielona ochrona.

MargotNoir pisze:Source of the post To po pierwsze temat jest przeeksploatowany, a po drugie to bzdura. Co to w ogóle znaczy, że "ludzki organizm nie osiągnął 100% swojego potencjału"?


Chciałem wyjaśnić, że zwykły człowiek jest w stanie robić to co Edmund w ludzkim ciele, ale jeszcze nie wie jak.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 479
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: MargotNoir » ndz 03 lut 2019, 20:43

Zigmunt pisze:Source of the post Powód czysto pragmatyczny - rasa Edmunda jest w stagnacji i tylko człowieka postrzega jako potencjalne źródło wiedzy w przyszłości (bardzo dalekiej). Innymi słowy, szukają nowego punktu widzenia u rasy, która może ich prześcignąć.

Dlaczego nie wspomniałeś o tym w tekście?
Zigmunt pisze:Source of the post Chciałem wyjaśnić, że zwykły człowiek jest w stanie robić to co Edmund w ludzkim ciele, ale jeszcze nie wie jak.

Dlaczego nie wspomniałeś o tym w tekście?

Nie wiem, może mi to po prostu umknęło, może czytałam nieuważnie. Które fragmenty tekstu uważasz za te tłumaczące wyżej wspomniane kwestie? Zastanowię się nad tym, może po prostu nie zrozumiałam i wtedy zwrócę honor.



Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » ndz 03 lut 2019, 20:49

Nie musisz nic zwracać, bo specjalnie tego nie wyjaśniałem. Po prostu sam lubię dzieła, które wprowadzają mnie w świat wzbudzając ciekawość niedopowiedzeniami.



Awatar użytkownika
Skylord
Pisarz domowy
Posty: 90
Rejestracja: śr 22 cze 2016, 11:27
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szkocja
Płeć: Mężczyzna

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Skylord » ndz 03 lut 2019, 23:56

Zigmunt pisze:Source of the post Samo opowiadanie jest próbą wstępu, bo żaden ze mnie pisarz.

Czasem pomysł jest ciekaw przeczytania, a podobno umiejętności przychodzą z czasem, więc pisz i rozwijaj świetlaną przyszłość Ziemi, powodzenia ;)



Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 479
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: MargotNoir » pn 04 lut 2019, 07:55

Zigmunt pisze:Source of the post Po prostu sam lubię dzieła, które wprowadzają mnie w świat wzbudzając ciekawość niedopowiedzeniami.

OK, rozumiem, ale zważ, że niedopowiedzenie budzi ciekawość, gdy jest niedopowiedzeniem, a nie nieopowiedzeniem. Masz pytanie, sugerujesz jakieś możliwe odpowiedzi, rzucasz "okruszki chleba", a przynajmniej wskazujesz, że jako autor zdajesz sobie sprawę z istnienia jakiejś luki, przyglądasz jej się razem z czytelnikiem, a nie po prostu całkowicie pomijasz zagadnienie.



Awatar użytkownika
Zigmunt
Szkolny pisarzyna
Posty: 27
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Stróż [S-F], opowiadanie

Postautor: Zigmunt » pn 04 lut 2019, 08:38

Jeszcze jedna kwestia:

MargotNoir pisze:Source of the post Zigmunt pisze:
Ten dzień nie wyróżnił się dla Edmunda niczym wyjątkowym. Przynajmniej do tej pory.

Wsiadł po pracy do tramwaju


Tydzień wsiadł do tramwaju.


Byłem uczony, że kontekst też może określać podmiot, a tutaj jest to dosyć oczywiste. Co innego, gdybym przedstawił dwie osoby w pierwszym zdaniu. Jak to dokładnie jest od strony samej gramatyki?




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości