Pragnienia Falvani (fantastyka)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Pragnienia Falvani (fantastyka)

Postautor: Milt » pt 04 mar 2011, 12:49

WWWZłocisty promień Słońca przedarł się do komnaty przez małą szparkę pomiędzy błękitnymi zasłonami, prześlizgnął po wielkim łożu i połaskotał po policzku księżniczkę Anshularu. Westchnęła cichutko i przetoczyła na drugi bok, licząc że ma jeszcze cień szansy na króciutką drzemkę. Z drugiej strony wiedziała, że za moment do komnaty wejdzie Melili, oznajmiając, że kąpiel jest gotowa, z kolei kapitan Rallvan oczekuje na listę zajęć, które Falvani realizowała każdego dnia. Dzisiaj zamierzała spędzić czas z poddanymi. Robiła to co tydzień: szła do miasta i odwiedzała kilka, a czasem nawet kilkanaście domów. Przy okazji rozdawała ubogim część swojej cotygodniowej wypłaty, która przysługiwała jej i Shahtarowi po śmierci rodziców. Dziwnym trafem jej należność w ostatnim czasie diametralnie zmalała. Rozmawiała na ten temat z bratem. Shahtar skwitował narzekania wzruszeniem ramion i komentarzem, że jego wydatki służą państwu i są ważniejsze niż kobiece zachcianki. Tu dyskusja się urwała, do czasu aż Falvani odkryła, na co brat wydaje pieniądze. Wszystko szło na rozbudowę armii, czego nie potrafiła zrozumieć. Na co królowi kilkadziesiąt tysięcy wojskowych i nowoczesny sprzęt, skoro ponad pół roku temu, po długiej i ciężkiej wojnie, podporządkował Anshularowi ostatni sąsiadujący kraj? Odpowiedź Shahtara była krótka: żeby ciągle budzić strach i odwieść sąsiadów od wszelkich prób wyzwolenia spod jego władzy. Skapitulowała, lecz nie do końca.
WWWWykorzystując chwilę, którą miała przeznaczyć na drzemkę, Falvani otuliła się kołdrą i zsunęła z łoża na miękki dywan. Gdyby Shahtar wiedział ile skarbów skrywa komnata jego siostry... Delikatny uśmiech wykrzywił pełne usta. Miała swoje małe sekrety.
WWWOdetchnęła głęboko. Zebrała w sobie całą siłę, żeby wyciągnąć spod łóżka wielki worek wypełniony po brzegi złotem, biżuterią i drogocennymi kamieniami. Do dziś zastanawiała się jakim cudem zdołała przytaszczyć go z Gordenamonu. Przecież wór był dwa razy cięższy od niej! "Nie ma rzeczy niemożliwych"- pomyślała, chichocząc pod nosem. Sięgnęła po skórzaną sakiewkę, leżącą na stoliku nocnym i wsypała do niej złote monety i kolorowe kamienie. Dorzuciła trzy naszyjniki, kilka pierścionków, bransoletek i dwie pary kolczyków- wszystko dla znajomych, które miała w mieście. Doda jeszcze kilkanaście sukien, leżących na dnie garderoby; szkoda, żeby się marnowały, podczas gdy część mieszkanek Anshularu chodziła w łachmanach.
WWWJuż miała zawiązać worek, kiedy w oczy rzucił jej się wisiorek na złotym łańcuszku. Przedstawiał rozłożony kwiat lakeshi- jej ulubiony. Czerwone płatki zrobiono z rubinów, fioletowy środek z polerowanego ametystu, a listki z polerowanego jadeitu. Przeciągłe westchnienie opuściło płuca księżniczki. I pomyśleć, że skarbiec Gordenamonu skrywał coś tak pięknego... Zdziwiła się, że tamtejsza królowa nie nosiła takiej błyskotki. Oczywiście, nie oznaczało to, że ma pójść w jej ślady. Chwyciła wisiorek. Przeskoczyła kilka stopni oddzielających jej łoże od reszty pokoju. W jednym z kątów stało wielkie lustro w złoconej ramie; tam przystanęła.
WWWŁańcuszek, na którym wisiał drogocenny kwiat lakeshi sięgał piersi. Żałowała, że nie był nieco krótszy. Mimo wszystko ten mały mankament nie odejmował mu uroku. Poza tym zawsze może poprosić nadwornego złotnika, aby go skrócił. Przytknęła palec do ust. Może nie zajdzie taka potrzeba, skoro znaczna większość jej sukni miała głębokie dekolty, czasami nawet sięgające pępka?
Po chwili kołdra, którą otuliła nagie ciało wylądowała na podłodze. Falvani zlustrowała krytycznym spojrzeniem odbicie w lustrze. Tym razem spojrzenie czarnych oczu nie skupiło się na błyskotce, tylko zmierzyło od bosych stóp po czubek głowy kobietę stojącą po drugiej stronie srebrnej tafli. Matka zostawiła jej w spadku niezwykłą urodę, nic dziwnego, że pożądał jej co drugi mężczyzna w Anshularze.
WWWCzarne jak smoła włosy otaczały twarz o szpiczastym podbródku. Falami opadały na krągłe ramiona i spływały po gładkich plecach aż do pasa. Niejedna kobieta marzyła o tak grubych i lśniących lokach. Jednak nie tyle na nich skupiały się zazdrosne spojrzenia, co na twarzy, która budziła największe zainteresowanie. Część ludzi w mieście mawiała, że Falvani tuż po narodzinach została ulubienicą bogów. W przeciwnym razie nie obdarzyliby jej dużymi, lekko skośnymi, czarnymi oczami otoczonymi gęstymi rzęsami; małym, zgrabnym noskiem i pełnymi, karminowymi ustami, które wręcz błagały o pocałunki. Gdy wykrzywiał je uśmiech w policzkach księżniczki pojawiały się dołeczki. Pamiętała jak damy dworu jej matki podziwiały jej uśmiech i robiły dosłownie wszystko, żeby rozbawić małą księżniczkę. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło.
WWWWzrok dziewczyny znowu zsunął się w dół. Malarz, z którym jakiś czas temu romansowała wyznał jej, że jeszcze nigdy nie spotkał kobiety, która miałaby tak doskonale wszystko rozłożone. Za zgodą Falvani naszkicował serię aktów, które ofiarował jej w prezencie na zakończenie udanego związku. Wkrótce potem dziewczyna ukryła je na dnie szuflady stolika nocnego. Zachichotała na wspomnienie rysunków i ich autora. Gdyby wiedział jak bardzo zapadło jej w pamięć wszystko co razem wyprawiali...
WWWZ rozmyślań wyrwało ją ciche pukanie do drzwi. Melili... Dziewczyna szybko chwyciła kołdrę i pognała w stronę łóżka. Rzuciła się na miękki materac i nakryła po samą szyję.
WWW- Możesz wejść! - Zaprosiła służącą.
WWWMelili córka nadwornej krawcowej raźnie wkroczyła do komnaty księżniczki. W pierwszej kolejności rozsunęła błękitne zasłony, wpuszczając do pokoju poranne światło słońca.
WWW- Proszę wstawać, wasza wysokość! - Jej melodyjny głos zerwałby z łóżka niejednego śpiocha. - Na zewnątrz jest przewspaniała pogoda, w sam raz na spacer po mieście.
WWWFalvani usiadła na łóżku, podciągając kołdrę pod brodę. Wolała, żeby służąca nie zobaczyła klejnotu na jej szyi, a potem zasypała lawiną pytań na jego temat. Nie miała jeszcze obmyślonej historii wisiorka. Jeżeli powie, że pochodzi ze skarbca Gordenamonu, pierwszą myślą, jaka przyjdzie Melili do głowy, będzie ostatnie rozegrane tam wydarzenie. Nie chciała, by ktokolwiek podejrzewał, że coś łączy ją z potworem, który złupił skarbiec i przy okazji zabił ponad pięćdziesięciu zbrojnych.
WWW- Kąpiel jest już gotowa, wasza wysokość - oznajmiła. - Kapitan Rallvan czeka na rozporządzenia.
WWW- Jeżeli chodzi o kapitana Rallvana, chciałabym, by po śniadaniu stawił się w moim gabinecie. Przekaż mu tę prośbę... W czasie mojej kąpieli, wyciągnij wszystkie bordowe suknie i przy okazji obejrzyj te na tyłach garderoby. Po spotkaniu z Rallvanem posegreguję je; zamierzam oddać część kobietom z miasta. Hm, co jeszcze... - postukała się palcem w policzek. - Chyba na razie to by było na tyle...
WWWMelili skinęła głową. Podała księżniczce szlafrok, po czym poszła do garderoby. Falvani odetchnęła głęboko. Ściągnęła wisiorek i schowała do szkatułki na stoliku nocnym. Lepiej, żeby nowe świecidełko nie rzucało się nikomu w oczy...

WWWKapitan Rallvan żwawo przemierzał pałacowe korytarze. Jego kroki echem odbijały się od kamiennych ścian, na których w równych odstępach wisiały gobeliny przedstawiające wyobrażenia o bogach- opiekunach Anshularu.
WWWPo raz pierwszy odkąd został dowódcą straży przybocznej Falvani, ta wezwała go do siebie. Dotąd dawała mu swój plan dnia rozpisany na papierze i wymagała, żeby chroniący ją żołnierze dostosowali się do każdego podpunktu. Dlatego zdziwiło go nagłe pojawienie się Melili w garnizonie i oświadczenie, że księżniczka chce w cztery oczy omówić z nim dzisiejsze plany. Najwyraźniej planowała coś poważnego. A może uznała, że zmieni taktykę i od teraz będą o tym rozmawiać? "Nie łudź się!"- Podpowiedział głos wewnętrzny. Dotąd praktycznie nie zamienił z nią słowa, dlaczego teraz miałoby być inaczej?
WWWZatrzymał się przed pomalowanymi na biało dwuskrzydłowymi drzwiami, ozdobionymi płaskorzeźbami; kwieciste motywy, przeplatały się ze zwierzęcymi. Rallvan zawsze był pełen podziwu dla wszelakich artystów, a w szczególności dla rzeźbiarzy. Ostatni, który przebywał na dworze Shahtara zadał sobie wiele trudu, żeby wykonać w marmurze dwanaście posągów do pałacowych ogrodów. Efekty końcowe pracy docenili zwłaszcza żołnierze, którzy gromadami przychodzili do kwiatowej alei, wzdłuż której ustawiono rzeźby. Zachichotał pod nosem. Wiedział, kto zainspirował młodego artystę i jakie pobudki mają wojskowi macając posągi półnagich kobiet.
WWWWestchnął głęboko... Wczorajszej nocy młody rzeźbiarz został zamordowany. Nadal szukano sprawcy i starano się znaleźć motywy kierujące zbrodniarzem. Jego pierwsze podejrzenie padło na Falvani. Młody artysta był jej ostatnim kochankiem. Zerwał związek nie uzgadniając tego z księżniczką. Mało tego: wziął kolejną kobietę. Wieści dotarły do siostry króla, która wynajęła płatnego mordercę i rozkazała pozbyć się niewiernego kochanka. To oczywiste! Lecz kto zarzuci Falvani morderstwo? I czy oskarżanie jej miało sens, skoro sprawa dotyczyła zwyczajnego rzeźbiarza?
WWWPotrząsnął głową, odrzucając ponure rozmyślania. Zapukał. Cisza. Pchnął drzwi i zajrzał do środka.
WWWFalvani stała przy otworzonym na oścież oknie. Wiatr wiejący od strony oceanu mierzwił kosmyki kruczoczarnych włosów, które uwolniły się z wysoko upiętego końskiego ogona. Bordowa suknia z wiązanymi na szyi ramiączkami odkrywała plecy od karku aż po krzyż. Kolejny strój miał więcej wycięć niż materiału. Kilku żołnierzy śmiało się, że Shahtar skąpi pieniędzy na tkaniny, bo woli wydać je na kolejną machinę oblężniczą. W rzeczywistości księżniczka zdawała sobie sprawę, jakie reakcje budzi w mężczyznach. By je wzmocnić wybierała stroje, które dokładnie podkreślały wszystkie atuty.
WWWMusiała wyczuć, że ktoś ją obserwuje, bo odsunęła się od okna i zwróciła w stronę podwładnego. Od razu zwrócił uwagę na głęboki dekolt i rozcięcie z prawej strony szerokiej spódnicy. Standard. Przywyknął w ciągu pół roku. Początki miał trudne, bo każde spojrzenie na Falvani w tego typu sukni, wywoływało bolesny skurcz w lędźwiach i potrzebę zaspokojenia pożądania. Zawsze po swojej zmianie brał pierwszą lepszą garnizonową prostytutkę i kochał się z nią, dopóki księżniczka nie opuściła jego myśli.
WWW- Kapitanie... nie usłyszałam, pukania. Długo tu jesteś?
WWW- Nie, wasza wysokość - potrząsnął głową. - Dopiero wszedłem.
WWWPrzestąpił kilka kroków i zatrzymał się przed biurkiem z ciemnego drewna. Czas na formalności.
WWW- Wasza wysokość - pokłonił się.
WWW- Kapitanie - dygnęła.
WWWW pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza. Żadne nie chciało odezwać się pierwsze. Rallvan liczył, że Falvani zacznie rozmowę. Podobne oczekiwania miała dziewczyna względem swojego podwładnego. Podeszła do biurka. Musiała zająć czymś ręce, dlatego zaczęła przerzucać listy od poddanych, w których prosili o pożyczkę albo przysłanie pałacowego medyka. Raz po raz rzucała kapitanowi ukradkowe spojrzenia. Czemu dotąd nie zdawała sobie sprawy, że on jest tak diabelnie pociągający?- głowiła się szeleszcząc pergaminami. Był jeszcze przystojniejszy niż go zapamiętała. A pamiętała go doskonale. Dziesięć lat temu przydzielono go do jej straży przybocznej. Z początku służył jako zwyczajny szeregowy, ale skupiała na nim więcej uwagi niż na dowódcy czy jakimkolwiek innym żołnierzu; pewnie dlatego, że był najmłodszy z całej dwudziestki.
WWWMając trzynaście lat (on miał wtedy dziewiętnaście) wpadła po uszy... Rallvan z niepozornego szesnastolatka powoli zmieniał się w mężczyznę. Patrzała na niego jak na obraz i usilnie próbowała zwrócić na siebie uwagę. Rok starań poszedł na marne. Rallvana wysłano na front. Już wtedy Anshular walczył z Mindeą, która nie chciała uznać rządów nowego króla- Shahtara.
WWWFront był doskonałym miejscem dla młodego żołnierza. Tam się rozwinął. Zademonstrował swoje możliwości królowi i dowódcom. Przez cztery kolejne lata bardzo szybko awansował. Przeszedł naprawdę ciężką drogę od zwykłego szeregowego aż do kapitana. Falvani słyszała, że często sprzeciwiał się dowódcom, za co go karali. W szczególności nie tolerowali jego działań na własną rękę. Jedna z samodzielnych akcji pozwoliła jednak odnaleźć słaby punkt wroga, dzięki czemu armia Anshularu wygrała ważniejszą z bitew, która po czasie zaowocowała zwycięstwem nad Midneą.
WWWMawiano, że Rallvan ma świetny zmysł taktyczny i nie boi się ryzyka. Shahtar wykorzystał pierwszą z cech. Mianował kapitana dyplomatą i kazał mu wynegocjować warunki traktatu, jaki zamierzał zawrzeć z sąsiednim państwem. Mindea musiała uznać zwierzchnictwo Anshularu i spełnić kilka wymogów Shahtara, o ile chciała zachować obecne rządy. Falvani do dziś nie wiedziała, jak Rallvan zdołał przekonać władze sąsiadów do podpisania traktatu, na mocy którego ich kraj został podporządkowany Anshularowi. Shahtar również był pełen podziwu, dlatego mianował kapitana pierwszym dyplomatą i obiecał, że zrealizuje każde jego życzenie. Rallvan wykorzystał to i poprosił króla, aby pozwolił mu wrócić do Anshularu. Gdy przebywał na froncie zmarł jego ojciec, a matka ciężko zachorowała i w ciężkich chwilach potrzebowała wsparcia jedynego syna. Shahtar spełnił żądanie. Początkowo przydzielił Rallvana do swojej eskorty, lecz kiedy okazało się, że dowódca straży przybocznej księżniczki odchodzi na emeryturę, postanowił przekazać stanowisko młodemu kapitanowi.
WWWI tak oto księżniczka miała przed sobą swoją pierwszą, młodzieńczą miłość. Minęło sześć lat od czasu, kiedy była nim beznadziejnie zauroczona. Po części jej przeszło. Dorosła i uświadomiła sobie kilka istotnych faktów, mianowicie takich, że nie należy wchodzić z bliższe relacje z wojskowymi. Przede wszystkim dlatego, że żołnierze dzielili uwagę pomiędzy kilka kobiet. Świadomość, że mają żony lub narzeczone w ogóle nie stanowiła dla nich problemu, żeby wziąć jeszcze kochankę... A nawet kilka. Druga wada wojskowych- skłonność do plotek. Jedna najmniejsza przygoda z żołnierzem mogłaby ośmieszyć księżniczkę przed całą armią! Żaden wojskowy nie omieszkałby podzielić się z przyjaciółmi szczegółami romansu i opowiedzieć, jaka jest w łóżku. Przyjaciele przekażą relację innym przyjaciołom i w ten oto sposób cały Anshular obiegną informacje do czego zdolna jest księżniczka Falvani. Zadrżała na samą myśl. Trzecia wada: wojskowi z reguły nie praktykowali gry wstępnej. Brali kobietę od razu, nie rozpływając się w zachwytach nad jej ciałem. Chodziło im tylko o to, by zaspokoić żądzę.
"Prymitywy"- przeleciało dziewczynie przez myśl.
WWW- Może mógłbym pomóc, wasza wysokość? - Z zamyślenia wyrwał ją niski, lekko schrypnięty głos kapitana. Podniosła wzrok, zupełnie nie wiedząc o co chodzi. - W szukaniu listy zajęć na dzisiaj - wskazał palcem na stertę papierów, które od dłuższego czasu przerzucała.
WWW- Nie, nie - potrząsnęła głową. - Nie ma takiej potrzeby - lekko przygryzła wargę.- Ja... - odsunęła się od biurka - szczerze mówiąc... nie mam listy zajęć na dzisiejszy dzień.
WWWCiemne brwi Rallvana powędrowały do góry. Jakaś nowość...
WWW- Nie masz konkretnych planów, wasza wysokość?
WWW- Mam. Zamierzam udać się do miasta i spędzić dzień z moimi poddanymi.
WWW- Rozumiem, wasza wysokość- skinął głową.- Czego ode mnie w związku z tym oczekujesz?
WWW- Żebyś zmniejszył o połowę moją obstawę. Dwudziestu jeden żołnierzy znacznie utrudnia mi kontakt z ludźmi w mieście. Będę szczera: zawstydzacie mieszkańców Anshularu, nie chcą przy was rozmawiać o czymkolwiek. Co więcej, część obawia się podejść, kiedy mnie otaczacie. Najgorzej wypadają wizyty w domach. Wpadacie do środka jak podczas akcji antyterrorystycznej.
WWW- Nie chcę cię martwić, wasza wysokość, ale to niemożliwe.
WWW- A to dlaczego? - Splotła ręce na bujnych piersiach i oparła się biodrem o biurko.
WWW- Przepisy mówią, że członek rodziny królewskiej może być eskortowany przez co najmniej dwudziestu jeden żołnierzy. Zmniejszenie ich liczby w ogóle nie wchodzi w grę.
WWWPostukała się palcem po policzku, próbując znaleźć jakieś inne rozwiązanie problemu. Nagle coś w niej drgnęło... Przecież kapitan Rallvan uwielbiał naginać przepisy! Chytry uśmieszek wykrzywił jej wargi.
WWW- A czy to przypadkiem nie twoją dewizą było, że przepisy są po to, by je łamać? - mrugnęła do niego porozumiewawczo.
WWW- Owszem. Lecz kilka lat służby w armii nauczyło mnie, że są również po to, by ich przestrzegać. Jeśli ludzie nie przestrzegają pewnych reguł, wtedy...
WWW- ...powstaje trudny do opanowania chaos - dokończyła. Wykłady z prawa i polityki międzynarodowej najbardziej zapadły jej w pamięć.
WWWUśmiechnął się z uznaniem.
WWW- Mimo wszystko zmniejszenie liczby żołnierzy nie doprowadzi do wielkiego chaosu - uznała.
WWW- Ale da potencjalnym zamachowcom większe pole do popisu - odparł. - Nie wiem, czy słyszałaś, wasza wysokość, ale wczorajszej nocy nieznany sprawca zabił twojego ko... - ugryzł się w język - rzeźbiarza, którego ostatnio ty i twój brat gościliście w pałacu. Dla mnie to sygnał, żeby nawet zwiększyć twoją ochronę.
WWWPrychnęła zniecierpliwiona. Był nieugięty. Mimo to nie umiała pogodzić się z myślą, że kapitan mógłby wyjść z tego starcia zwycięsko. Koniecznie musi znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie! A może powinna zagrać nieczysto, łechtając męską próżność?
WWW- Nie słyszałam o tym morderstwie - pokręciła głową. - Przykro mi - spuściła wzrok. - Słuchaj, kapitanie - stanęła naprzeciw niego w odległości mniejszej niż przewidywały dworskie obyczaje. Musiała zadrzeć głowę, żeby móc spojrzeć mu w oczy. - Z tego co wiem, jesteś doskonałym żołnierzem... Szybko orientujesz się w sytuacji i masz świetny refleks - dla wzmocnienia efektu zaczęła powoli krążyć dookoła niego. - Mając przy boku kogoś takiego - zmierzyła go wzrokiem - nie potrzebna mi gromada ochroniarzy. Nawet gdybyś był przy mnie sam jeden, czułabym się bezpieczna - przesunęła dłonią po silnym, szerokim ramieniu.
WWWZadrżał pod jej dotykiem.
WWW- Nie byłabyś wystarczająco bezpieczna, gdyby zaatakowała cię cała zgraja zamachowców. Dam radę, co najwyżej dwóm zbrojnym. Przy trzech lub więcej nie mogłabyś liczyć na moją ochronę... Dlatego nalegam na dwudziestu jeden żołnierzy w obstawie.
WWW- A ja nalegam, żebyś zmniejszył ich liczbę o połowę! - odsunęła się.
WWW- Jeżeli brat waszej wysokości wyrazi zgodę...
WWW- Słucham?! - wybałuszyła na oczy. - Chyba się przesłyszałam- przetkała ucho palcem - ty chcesz prosić Shahtara, żeby wyraził zgodę na zmniejszenie liczby żołnierzy w mojej- położyła nacisk - obstawie?!- Prychnęła. - Zdaje się, że nie wszystko jest dla ciebie jasne, kapitanie. Dowodzisz moją strażą przyboczną, czyli podlegasz mi! Shahtar nie ma tu nic do gadania, z kolei mój rozkaz to dla ciebie świętość. Dopiero w następnej kolejności słuchasz mojego brata, a jeszcze w następnej dostosowujesz się do przepisów, które jako księżniczka, mogę nagiąć. Czy wszystko jest dla ciebie oczywiste?
WWW- Nie. Mam zastrzeżenia, co do ostatniego. Z tego co wiem, jedynie król może zmieniać prawo.
WWWZaklęła pod nosem, choć damie nie przystawało używanie tego rodzaju słownictwa. Nie przewidziała, że Rallvan tak dobrze zna kodeks Anshularu. Z niewiadomych powodów rozwścieczyło ją to jeszcze bardziej niż jego zamiar spytania Shahtara o zgodę na zmniejszenie liczby żołnierzy w jej obstawie.
WWW- I jeszcze jedno nie jest dla ciebie oczywiste - dodała. - Nie pojmujesz, że jesteś dowódcą mojej straży przybocznej, nie Shahtara. Dopóki sobie tego nie uświadomisz twoje obowiązki przejmie Vikeran - splotła ręce na piersiach i uśmiechnęła się triumfalnie.
WWW- Wasza wysokość mnie szantażuje? - przekrzywił głowę i również splótł ręce na klatce piersiowej.
WWW- I jeszcze masz czelność mnie lekceważyć! - uderzyła dłonią w oparcie krzesła, stojącego naprzeciw biurka. - Stań na baczność, kiedy ze mną rozmawiasz! - warknęła.
WWWWykonał rozkaz.
WWW- Widzę, że trzeba będzie nad tobą popracować, kapitanie - pokręciła z niezadowoleniem głową, przeszła kilka kroków po gabinecie. - Arogancki i niesubordynowany... Ile dostawałeś batów za każdy sprzeciw?
WWW- Dziesięć, wasza wysokość.
WWW- Najwyraźniej to za mało - skrzywiła się. - Dostaniesz tyle samo, jeśli w mojej ochronie będzie dziesięciu żołnierzy za dużo. Ma być jedenastu. Dotarło?
WWW- Tak, wasza wysokość.
WWW- Świetnie. Możesz odejść - machnęła ręką w stronę drzwi.
WWWOdwróciła się do niego plecami. Podeszła do okna. Widok pałacowych ogrodów zawsze działał na nią kojąco. W tym momencie była tak wściekła, że musiała uspokoić napięte nerwy.
WWW- Chciałbym coś zasugerować, jeśli wasza wysokość pozwoli...
WWWDrgnęła słysząc głos Rallvana. Zwróciła się w jego stronę.
WWW- Jeszcze tu jesteś? - Wąskie brwi zbiegły się w literę V.
WWW- Znalazłem rozwiązanie kompromisowe.
WWW- Słucham - splotła ręce na piersiach.
WWW- Co myślisz o dwudziestu żołnierzach ubranych po cywilnemu?
WWWSpojrzała na niego zaintrygowana. Odsunęła się od okna.
WWW- Pomysł jest dobry... o ile tych dwudziestu żołnierzy nie tylko ubierze się po cywilnemu, ale zapanuje nad typowo wojskowym zachowaniem.
WWW- Co wasza wysokość przez to rozumie?
WWW- Mają udawać zwyczajnych ludzi... cywilów. Po prostu, wtopicie się w tłum.
WWW- Dokładnie o to mi chodzi. To zwiększy możliwość złapania potencjalnego zamachowca.
WWWJeszcze bardziej zmarszczyła brwi.
WWW- Widząc że nie masz ochrony, zamachowiec nie zawaha się uderzyć... My natomiast będziemy wystarczająco blisko, żeby zareagować i pojmać go, zanim dojdzie do tragedii - wyjaśnił.
WWW- Ach... czyli chcesz zrobić ze mnie żywą przynętę? - uśmiechnęła się półgębkiem.
WWW- Coś tak jakby...
WWW- A skąd przypuszczenie, że ktokolwiek próbuje zrobić na mnie zamach?
WWW- Jesteś siostrą króla; zapewne twój brat ma przeciwników.
WWW- Mój brat owszem, ale nie ja. Dotąd nikt nie próbował mnie zabić.
WWW- Nie zapominaj, wasza wysokość, że w mieście nadal może przebywać morderca, który zabił twojego kochanka - zamilkł, widząc mordercze spojrzenie, jakie mu posłała. - Może chciał w ten sposób uderzyć w ciebie? - zasugerował.
WWW- A może mój były kochanek miał wrogów i zabójstwo nie ma ze mną nic wspólnego?
WWW- To też logiczne wytłumaczenie, ale nie możemy ignorować pierwszej możliwości.
WWWSkinęła głową na znak, że się zgadza. Mimo wszystko była spokojna o swoje życie.

WWWWszelkie rozmowy ustały, kiedy Rallvan wkroczył do komnaty, w której przebywało dwudziestu żołnierzy należących do straży przybocznej księżniczki. Wszyscy jak jeden mąż zerwali się z miejsc, ustawili na baczność i zasalutowali dowódcy. Ruchem ręki dał im znać, że mogą spocząć.
WWW- Panowie - klasnął w dłonie - ujmę to krótko: eskortujemy księżniczkę w mieście, z tym że po cywilnemu, więc darujemy sobie płaszcze i odejdziemy trochę od typowych procedur.
WWW- To znaczy? - Vikeran, najlepszy przyjaciel i zastępca Rallvana zmarszczył brwi.
WWW- Będziemy blisko księżniczki, ale wtopimy się w tłum. Nie obstawimy jej murem, jak zawsze. Poddani chcą mieć do niej dostęp, a my im to utrudniamy. A jeśli chodzi o wizyty w domach - cicho zachichotał, kiedy przypomniało mu się jak skojarzyła je Falvani - trzech obstawi budynek na zewnątrz, dwóch wejdzie do środka, nie wpadamy całą gromadą, jak zwykle. To by chyba było na tyle... Pytania?
WWW- Skąd ta nagła zmiana? - Spytał jeden z młodszych szeregowych.
WWW- Mówiłem już, poddani chcą mieć łatwiejszy dostęp do księżniczki.
WWW- Ale czy to bezpieczne? - Vikeran zmarszczył nos. - Potencjalny zamachowiec pomyśli, że nie chronimy księżniczki, więc bez wahania ją zaatakuje.
WWW- Będziemy na tyle blisko, by zareagować w razie zagrożenia. Poza tym ona utrzymuje, że nie ma wrogów w mieście. Cóż... wszystko okaże się dzisiaj - westchnął. - Ktoś coś jeszcze chce dodać?
WWWOdpowiedziało mu milczenie.
WWW- Świetnie - znów klasnął w dłonie. - Za godzinę spotykamy się na dziedzińcu. Odmaszerować.
WWWCała gromada zasalutowała i powoli zaczęła opuszczać komnatę. Rallvanowi coś nie pasowało, dlatego kiedy jego podwładni wychodzili, przeliczył ich. I miał rację, że to zrobił. Brakowało mu jednej osoby. Nawet wiedział kogo...
WWW- Mnie szukasz? - Za plecami usłyszał znajomy głos, przywodzący mu na myśl syk jadowitego węża.
WWWOdwrócił się. Spojrzenie brązowych oczu napotkało spojrzenie zielonych oczu Nevreia. Jako jedyny z całej dwudziestki nie zaakceptował decyzji króla, odnośnie obsadzenia Rallvana na stanowisku dowódcy straży przybocznej Falvani. Sam ostrzył zęby na tę posadę. Wcześniej był zastępcą przywódcy. Liczył, że po jego odejściu na emeryturę, przejmie obowiązki. Tymczasem w Anshularze pojawił się bohater wojenny, ulubieniec Shahtara i bezczelnie zniweczył jego nadzieje! Nevrei nienawidził Rallvana od momentu, gdy zajął miejsce, które naprawdę należało się jemu! Znienawidził go jeszcze bardziej za to, że mianował zastępcą swojego najlepszego przyjaciela, a jego zrzucił do pozycji byle szeregowca! Nie miał w tej sprawie nic do gadania, gdyż był niższy rangą niż obaj żołnierze- w dodatku po sześć lat od niego młodsi. Dotąd tego nie zrozumiał i cały czas uważał, że nie potraktowano go sprawiedliwie.
WWWPo plecach Rallvan przebiegł dreszcz, gdy zobaczył nienawistne spojrzenie zielonych oczu. Choć stawił czoła wrogowi kraju i samym dowódcom, obawiał się Nevreia; zwłaszcza jego zamiłowania do plotek i naginania faktów. Wiedział, że nie może mieć słabości, bo podwładny wykorzysta to przeciwko niemu. A potrafił być mściwy... Co jeszcze o nim wiedział? Dużo... nawet za dużo, na dodatek złego. Jedyne jego zaletę stanowiły lojalność wobec księżniczki i nieposkromiona odwaga, nic poza tym.
Nie idziesz się przygotować?
WWW- Idę... Ale zanim pójdę, chcę podzielić się z tobą odkryciem, jakiego dokonano odnośnie zamachu na byłego kochanka naszej drogiej księżniczki.
WWWRallvana nie zachwycił uśmieszek, który wpłynął na wargi Nevreia, kiedy wspomniał o Falvani.
WWW- Aż tak interesuje cię ta sprawa? - Splótł ręce na klatce piersiowej.
WWW- Owszem... Zwłaszcza kiedy okazało się, że zamachowcem była Czarna Bestia.
WWW- Czarna Bestia? - Ciemne brwi kapitana powędrowały do góry. - Ta sama, która kilka dni temu obrabowała skarbiec Gordenamonu?
WWW- Dokładnie - skinął głową Nevrei.
WWW- Skąd to przypuszczenie?
WWW- Kilku medyków przeprowadziło sekcję zwłok. Ślady, które znaleziono na ciele nie były od miecza czy sztyletu, tylko od pazurów wielkiego zwierzęcia, ściślej mówiąc kota.
WWW- Kota?! - Tym razem brwi kapitana zbiegły się nad nasadą nosa. - W Anshularze nie ma żadnych większych kotów, co najwyżej małe, trzymane jako domowe pupile.
WWW- Otóż to! Najbliższe wielkie koty zamieszkują puszczę sto mil od Anshularu. Stąd podejrzenie, że morderstwa dokonała Czarna Bestia. Zresztą, po co wielkiemu kotu, ba, jakiemukolwiek kotu złoto i klejnoty Gordenamonu? To zakrawa na absurd!
WWW- Co o niej wiesz?
WWW- To najprawdopodobniej człowiek w przebraniu.
WWW- To tylko przypuszczenie.
WWW- Ale jakie trafne! - wycelował w Rallvana palcem. - Spójrz na to - schylił się i podniósł z ławki na której wcześniej siedział rękawice zakończone ostrymi pazurami. Kapitan wziął je do ręki i dokładnie obejrzał. - Mam zamiar dojść gdzie wykonują takie rękawice i po co. Kiedy już do tego dojdę, dowiem się kto w ostatnim czasie je zamawiał. Stąd bliska droga do ustalenia, kim jest Czarna Bestia.
WWW- Ale nie masz pewności, że zostały wykonane w Anshularze.
WWW- Dlatego popytam w innych krajach. W związku z tym, chciałem cię prosić o miesięczną przepustkę.
WWWRallvan zastanowił się przez chwilę. Przez całą rozmowę dręczyło go jedno pytanie:
WWW- Co ty tak właściwie chcesz osiągnąć przez to odkrycie? Awans? Uznanie Shahtara, Falvani, generała, moje? Posłuchaj, masz swoje obowiązki. Należysz do straży przybocznej księżniczki, czy ci się to podoba czy nie. Sprawę Czarnej Bestii i ostatniego morderstwa pozostaw naszym śledczym, bo to ich działka. Nie dam ci przepustki, choćbyś mnie błagał na kolanach. A teraz odmaszeruj. Za godzinę chcę cię widzieć na dziedzińcu gotowego do dzisiejszego zadania.
WWWNevreiowi niebezpiecznie zadrgały nozdrza... Jak ten gówniarz śmie mu rozkazywać i odsuwać od śledztwa?! Nie starczało mu, że pozbawił go dwóch stanowisk, a teraz zabiera jeszcze możliwość awansu i przyczynienia się do schwytania niebezpiecznego mordercy?
WWW- Pójdę z tym do króla- oznajmił Nevrei.
WWW- To idź, droga wolna - kapitan machnął lekceważąco ręką. - Może przydzieli ci funkcję śledczego. Choć śmiem wątpić... zwłaszcza przy braku jakichkolwiek zasług - uśmiechnął się szyderczo.
WWWGdyby spojrzenia mogły zabijać, Rallvan już leżałby martwy pod stopami podwładnego. Nevrei sapnął gniewnie, po czym szybkim krokiem opuścił komnatę. Jeszcze jeden komentarz kapitana i z pewnością puściłyby mu nerwy.

WWWPowóz z odkrytym dachem, ciągnięty przez dwa kasztanki powoli posuwał się po żwirowej drodze prowadzącej w stronę centrum Anshularu. Falvani wygodnie rozsiadła się na miękkim siedzeniu, podparła głowę o zagłówek i wystawiła twarz do słońca. Widać było, że pogoda przypadła jej do gustu. Rallvanowi, jadącemu z prawej strony powozu zdawało się, że dziewczyna śpi. W rzeczywistości miała przymknięte powieki, by móc podglądać kapitana, który ani na moment nie spuścił z niej wzroku. Ciągle dręczyły ją wyrzuty sumienia, że dzisiejszego ranka potraktowała go zbyt ostro. Groziła mu, gdy tak naprawdę nie powinna mieć mu za złe, że troszczy się o jej bezpieczeństwo. Gdyby nie jego opanowana do perfekcji dyplomacja, pewnie dostałby te dziesięć batów za dziesięciu żołnierzy, których jej zdaniem nie powinno tu być.
WWWOtworzyła oczy i wyprostowała się. Ruchem ręki przywołała Rallvana. Nie chcąc, by otaczający ich żołnierze podsłuchali rozmowę, zniżyła głos do szeptu.
WWW- Kapitanie, wybacz mi, jeśli uważasz, że tego ranka potraktowałam cię zbyt ostro - odezwała się. - Nie powinnam była ci grozić. Wiem, że chciałeś dla mnie dobrze...
WWWRallvan z trudem powstrzymał opadającą szczękę. Falvani go przeprasza?! Co się stało, że księżniczka nagle dostrzegła swoje błędne rozumowanie i pojęła jego tok myślenia?
WWW- Nie ma o czym mówić, wasza wysokość- wykrztusił z trudem.
WWW- Jest- zaprotestowała. - Zachowałam się jak rozwydrzony, niemyślący dzieciak.
WWW- Miałaś prawo do gniewu, kiedy sprzeciwiłem się twojemu rozkazowi.
WWW- Rallvanie, proszę cię nie próbuj mnie teraz usprawiedliwiać.
WWWRallvanie? To już przeszli na "ty"?
WWW- Naprawdę bardzo za wszystko przepraszam.
WWW- Nic nie szkodzi - uśmiechnął się.
WWWO czym Rallvan rozmawia z Falvani?- Zastanawiał się jadący z tyłu Nevrei, zgrzytając zębami z zazdrości. I pomyśleć, że mógłby być teraz na jego miejscu i w najlepsze flirtować z piękną siostrą króla. A może... Nagle przez jego głowę przebiegła genialna myśl. Porozmawia na temat przepustki z Falvani! Podjechał bliżej zrównując się z powozem, ale po przeciwnej stronie przełożonego.
WWWNa widok znienawidzonego podwładnego wąskie usta Rallvana wykrzywił grymas niezadowolenia.
WWW- Wasza wysokość, wybacz, że przerywam rozmowę, ale mam sprawę...
WWWFalvani zwróciła się w stronę Nevreia. Rallvan zaczął domyślać się o co może chodzić.
WWW- Wasza wysokość, czy wyraziłabyś zgodę, żebym wziął miesięczną przepustkę?
WWW- Miesięczną przepustkę? - jej brwi powędrowały do góry. - Dlaczego?
WWW- Chciałbym zająć się sprawą Czarnej Bestii.
WWWJadący po przeciwnej stronie kapitan sapnął gniewnie, mrożąc Nevreia spojrzeniem.
WWW- Czarnej Bestii? - przyjrzała mu się z zaciekawieniem.
WWW- Słyszałaś chyba, wasza wysokość, o stworze, który złupił skarbiec Gordenamonu, zabijając przy tym pięćdziesięciu zbrojnych? Ten sam potwór zamordował rzeźbiarza, który ostatnio pracował nad figurkami do pałacowych ogrodów. Tak stwierdzili nasi medycy po sekcji zwłok.
WWW- Owszem, słyszałam - skinęła głową. - Nie rozumiem jednak dlaczego chcesz się tym zająć. To zadanie dla śledczych, a ty nim przecież nie jesteś.
WWW- Wasza wysokość, służyłem dosyć długo w straży pałacowej i w twojej straży przybocznej. Nigdy nie miałem okazji sprawdzić się na innym polu. Wiem, że nie wypada mi prosić, ale... chciałbym pomóc naszym śledczym w rozwiązywaniu sprawy Czarnej Bestii.
WWWFalvani zastanowiła się przez chwilę. Nevrei miał rację. Rallvan i Vikeran najpierw służyli w pałacu, potem oddelegowano ich na front, gdzie zyskali sporo doświadczenia i szybko awansowali na wyższe stanowiska, podczas gdy ich starszy kolega pozostał w Anshularze, przez co nigdy nie miał okazji sprawować żadnej innej funkcji. Dlatego uznała, że najwyższy czas to zmienić. Kto wie... może okaże się lepszym śledczym niż ochroniarzem?
WWW- Jak wiele wiesz na temat potwora? - Spytała nagle.
WWW- Wydaje mi się, że to człowiek przybierający postać kota. Zamierzam dojść kim jest i ująć zanim wyrządzi kolejne szkody. Oczywiście, jeśli dasz mi szansę, wasza wysokość- skłonił głowę.
WWWJego determinacja spodobała się księżniczce, dlatego powiedziała z uśmiechem:
WWW- Oczywiście, że ci ją dam, sierżancie Nevreiu.
WWWW tej samej chwili kapitan Rallvan odchrząknął znacząco, zwracając na siebie uwagę Falvani.
WWW- Coś nie tak, kapitanie? - Odwróciła głowę w jego stronę.
WWW- Jako przełożony sierżanta Nevreia zgłaszam sprzeciw.
WWW- Powody? - Splotła ręce na piersiach i posłała przywódcy straży wyzywające spojrzenie.
WWW- Śledczym nie można zostać od tak - pstryknął palcami. - Do tego potrzeba szkolenia, które trwa dwa lata. Do tego czasu Czarna Besita zostanie schwytana, a przecież o nią mu chodzi... Dlatego jaki sens będzie miało szkolenie, skoro sierżant Nevrei nie osiągnie tego czego chce? To tylko strata czasu.
WWWDziewczyna zaklęła pod nosem. To samo zrobił Nevrei, bo Rallvan niestety miał rację.
WWW- Obejdzie się bez szkolenia - powiedziała księżniczka. - Albo przejdzie je na szybko; w miesiąc.
WWWSierżant westchnął z ulgą, z kolei kapitan pokręcił z niezadowoleniem głową.
WWW- Jak to sobie wyobrażasz, wasza wysokość?
WWW- Porozmawiam z Shahtarem. Jako król może odrobinę nagiąć przepisy dla żołnierza, który służył mi wiernie przez ostatnie... - zastanowiła się przez chwilę.
WWW- Jedenaście - podpowiedział Nevrei.
WWW- ...jedenaście lat - uśmiechnęła się. - Przynajmniej tyle mogę dla niego zrobić.
WWW- Wasza wysokość ostatnio lubi łamać przepisy - zauważył Rallvan.
WWW- Uczę się od lepszych - popatrzała znacząco na kapitana.
WWWPrzewrócił oczami.
WWW- A nie pomyślałaś, że jeżeli dasz teraz szansę Nevreiowi, inni żołnierze też spróbują wyegzekwować od ciebie pewne ustępstwa? Sama mówiłaś, że naginanie przepisów prędzej czy później doprowadzi do chaosu, który ciężko będzie opanować.
WWWSapnęła gniewnie. Jakim prawem wykorzystywał jej słowa przeciwko niej?!
WWW- Posłuchaj, kapitanie, nie płacę ci za udzielanie mi porad, tylko za ochronę. Weź to pod uwagę. Jeżeli będę potrzebować doradcy, poszukam kogoś odpowiedniego na to stanowisko.
WWW- To może już zacznij, wasza wysokość. Uważam, że potrzebujesz kogoś takiego.
WWW- A ja uważam, że pozwalasz sobie na zbyt wiele! - Podniosła głos. - Nie masz prawa mnie pouczać! Jeśli jeszcze raz to zrobisz, zdegraduję cię z powrotem do porucznika, a twoje obowiązki powierzę Vikeranowi.
WWW- Twój brat nie wyrazi zgody - odparł bezczelnie się do niej uśmiechając.
WWW- Oczywiście- prychnęła - zapomniałam, że jesteś jego ulubieńcem... - Zwróciła się do Nevreia: - Daję ci miesięczną przepustkę. W tym czasie wyszkolisz się w szybkim trybie na śledczego i zajmiesz sprawą Czarnej Bestii. Mam nadzieję, że szybko ją schwytasz - dodała z uśmiechem.
WWW- Dziękuję, wasza wysokość - Nevrei skłonił nisko głowę.
WWWChwilę później uśmiechnął się szyderczo do jadącego po przeciwnej stronie powozu Rallvana. Kapitan westchnął głęboko i pokręcił z niezadowoleniem głową. Dalsza dyskusja nie miała sensu, ponieważ dotarli do centrum miasta. Tu zakończył się jego obowiązki, ponieważ na samym wstępie księżniczka zażyczyła sobie, żeby wszędzie towarzyszyli jej Vikeran i Nevrei. Obaj żołnierze nie mogli odstępować jej w mieście nawet na krok. Rallvan z resztą żołnierzy dostali zadanie, polegające na patrolowaniu placu i przylegających ulic. Kapitan nie protestował- wystarczająco podpadł dziś księżniczce. Nie chciał narażać się jeszcze bardziej.
Ostatnio zmieniony wt 08 maja 2012, 20:38 przez Milt, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pt 04 mar 2011, 20:00

Milt pisze:Jego kroki echem odbijały się od kamiennych ścian, na których w równych odstępach wisiały gobeliny przedstawiające wyobrażenia o bogach- opiekunach Anshularu.

wyobrażenia bogów - opiekunów Anshularu
Milt pisze:kwieciste motywy, przeplatały się ze zwierzęcymi.

motywy kwiatowe
Milt pisze:Spojrzenie brązowych oczu napotkało spojrzenie zielonych oczu Nevreia.

Za dużo spojrzeń w jednym zdaniu.
Milt pisze:Koniecznie musi znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie! A może powinna zagrać nieczysto, łechtając męską próżność?

łechcząc jego męską próżność
Milt pisze:Mając trzynaście lat (on miał wtedy dziewiętnaście) wpadła po uszy... Rallvan z niepozornego szesnastolatka powoli zmieniał się w mężczyznę.
Milt pisze:Dziesięć lat temu przydzielono go do jej straży przybocznej.
Milt pisze:Minęło sześć lat od czasu, kiedy była nim beznadziejnie zauroczona.

Ja z matmy noga, ale te lata mi się poplątały, nie mogę dojść do ładu z tymi cyferkami.
Poznali się ona - 13, on 19. dziesięć lat temu, ale sześć lat temu była w nim zakochana. Czy to wszystko się zgadza? Nie mówię, że to jakoś tak bardzo ważne, ale pytam dla porządku. Bo jeśli księżniczka, która ma kochanków na pęczki na coś koło 19 lat, to niezła z niej puszczalska. Ale może w tym twoim świecie, tak już jest? Księżniczki zmieniają chłopów jak rękawiczki, a jak który skubany niewierny, to go pazurkami szlachtują?

Pamiętam pierwszą część tej historii. Byłam po przeczytaniu przekonana, że to piękna księżniczka zamienia się w niebezpiecznego kotka - bestię. Teraz moje mniemanie się wzmocniło. Jeśli się przekonam, że mnie nabrałaś, będę szczęśliwa.
Lubię takie rozgrywki jak między twoimi bohaterami. Przeczytałam z przyjemnością, choć jak widzisz, coś tam do poprawienia się znalazło. A jestem pewna, że co bardziej drobiazgowi czytacze znajdą więcej.
Twoja opowieść układa się w logiczną całość, są przekonujący mnie bohaterowie, rozumiem ich sposób myślenia, motywy i myślę, że wiem do czego ta historia dąży. Ciekawi mnie tylko jakie perturbacje wynajdziesz. I to nie jest źle, że wiem (jak myślę) co będzie na końcu. Dla mnie to interesujące, jak pociągniesz kolejne niespodzianki, przeszkody, nieoczekiwane sytuacje, pogonie, ucieczki, przyczajanie się i wyskakiwanie znienacka. I sceny wzruszająco-czułe.

Będę czekać na kolejną odsłonę.Tylko wrzuć taki fragment, by można było połapać się w związkach przyczynowo- skutkowych.

I opisz jak wygląda bestia.

Pozdrawiam.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » sob 05 mar 2011, 15:11

dorapa pisze:Ja z matmy noga, ale te lata mi się poplątały, nie mogę dojść do ładu z tymi cyferkami. Poznali się ona - 13, on 19. dziesięć lat temu, ale sześć lat temu była w nim zakochana. Czy to wszystko się zgadza? Nie mówię, że to jakoś tak bardzo ważne, ale pytam dla porządku.


Już tłumaczę. Poznali się, kiedy Falvani miała 10 lat, więc była za młoda, żeby wzdychać do kogokolwiek (chociaż teraz dziesięciolatki są nad wyraz dojrzałe). Zauroczyła się w wieku 13 lat i ten stan utrzymywał się przez rok, dopóki Rallvana nie wysłano na front. Potem jej przeszło; od tego czasu minęło 6 lat.
To tak dla jasności.

dorapa pisze:Bo jeśli księżniczka, która ma kochanków na pęczki na coś koło 19 lat, to niezła z niej puszczalska. Ale może w tym twoim świecie, tak już jest? Księżniczki zmieniają chłopów jak rękawiczki, a jak który skubany niewierny, to go pazurkami szlachtują?


Właśnie o to chodzi, żeby była puszczalska. Nie wszystkie księżniczki muszą być cnotliwe :P

Dzięki za wyłapanie błędów. Biorę się do poprawiania :)



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » wt 08 mar 2011, 11:37

Złocisty promień Słońca przedarł się do komnaty przez małą szparkę pomiędzy błękitnymi zasłonami, prześlizgnął po wielkim łożu i połaskotał po policzku księżniczkę Anshularu.

Wycięłabym ten błękit. Niepotrzebny detal. Słońce z małej.

Z drugiej strony wiedziała, że za moment do komnaty wejdzie Melili(1), oznajmiając, że kąpiel jest gotowa(2), z kolei kapitan Rallvan oczekuje na listę zajęć, które Falvani realizowała każdego dnia.


1 - niepotrzebny przecinek
2 - tu bym dała kropkę. "A i kapitan Rallvan..."

Tu dyskusja się urwała, do czasu aż Falvani odkryła, na co brat wydaje pieniądze.

Niezręcznie sformułowane wg mnie. Może tak: "Dyskusja urwała się. Ale wkrótce Falvani odkryła..."

Zebrała w sobie całą siłę, żeby wyciągnąć spod łóżka wielki worek wypełniony po brzegi złotem, biżuterią i drogocennymi kamieniami.

Istnieje coś takiego jak "zebrać się w sobie". Ale nie ma to raczej nic wspólnego z wysiłkiem fizycznym. "Z wysiłkiem wyciągnęła spod łóżka..." "Napięła wszystkie mięśnie, by..."

Doda jeszcze kilkanaście sukien(1), leżących na dnie garderoby(2); szkoda, żeby się (3)marnowały, podczas gdy część mieszkanek Anshularu chodziła w łachmanach.

1- niepotrzebny przecinek
2 - tu przecinek
3 - szkoda żeby się zmarnowały (...) chodziła w łachmanach LUB szkoda żeby się marnowały (...) chodzi w łachmanach. (plus tak na marginesie - suknie księżniczki są zazwyczaj zbyt strojne i delikatne, by ubogie kobiety mogły ich używać)

Już miała zawiązać worek, kiedy w oczy rzucił jej się wisiorek na złotym łańcuszku. (1)Przedstawiał rozłożony kwiat lakeshi- jej ulubiony. Czerwone płatki zrobiono z rubinów, fioletowy środek z polerowanego ametystu, a listki z (2)polerowanego jadeitu.

1 - ... wisiorek na złotym łańcuszku przedstawiający jej ulubiony kwiat lakeshi.
2 - wyrzuciłabym to powtórzone polerowanie

W jednym z kątów stało wielkie lustro w złoconej ramie; tam przystanęła.

W kącie stało. Nie trzeba być aż tak szczegółowym. I księżniczka stanęła przed lustrem a nie w kącie. Ze zdania wynika, że postawiła samą siebie w kącie.

Łańcuszek, na którym wisiał drogocenny kwiat lakeshi sięgał piersi.

Przecinek niepotrzebny.

Po chwili kołdra, którą otuliła nagie ciało wylądowała na podłodze.

Rozumiem z tego, że szamotała się z tym ciężkim worem omotana w kołdrę?

Falvani zlustrowała krytycznym spojrzeniem odbicie w lustrze.

"Falvani krytycznie zlustrowała odbicie w lustrze." Samo lustrowanie zawiera w sobie patrzenie na coś.

Tym razem spojrzenie czarnych oczu nie skupiło się na błyskotce, tylko zmierzyło od bosych stóp po czubek głowy kobietę stojącą po drugiej stronie srebrnej tafli.

Niepotrzebne.

Malarz, z którym jakiś czas temu romansowała wyznał jej, że jeszcze nigdy nie spotkał kobiety, która miałaby tak doskonale wszystko rozłożone

Przepraszam, co????? Chodzi ci o doskonałe proporcje ciała?

Wkrótce potem dziewczyna ukryła je na dnie szuflady stolika nocnego.

To "wkrótce" nie jest tu potrzebne. Wkrótce po czym?

Gdyby wiedział jak bardzo zapadło jej w pamięć wszystko co razem wyprawiali...

Wszystko TO co razem wyprawiali

W pierwszej kolejności rozsunęła błękitne zasłony, wpuszczając do pokoju poranne światło słońca.

Już od samego początku wiemy, że dzień był słoneczny, był poranek a zasłony były koloru niebieskiego. Szanuj inteligencję czytelnika.

Hm, co jeszcze... - postukała się palcem w policzek. - Chyba na razie to by było na tyle...

Czy stukanie ma odzwierciedlać namysł? Wyszło trochę sztucznie.

po czym poszła do garderoby

przeszła do garderoby/udała się do garderoby

gobeliny przedstawiające wyobrażenia o bogach- opiekunach Anshularu.

przedstawiające wyobrażenia bogów

Zatrzymał się przed pomalowanymi na biało dwuskrzydłowymi drzwiami, ozdobionymi płaskorzeźbami; kwieciste motywy, przeplatały się ze zwierzęcymi.

ozdobionymi płaskorzeźbami, gdzie kwieciste... i tak dalej.

Wiatr wiejący od strony oceanu mierzwił kosmyki kruczoczarnych włosów, które uwolniły się z wysoko upiętego końskiego ogona.

pamiętamy.

Jedna najmniejsza przygoda z żołnierzem mogłaby ośmieszyć księżniczkę przed całą armią!

armią. kropka.

- Nie masz konkretnych planów, wasza wysokość?

Wasza Wysokość

Wpadacie do środka jak podczas akcji antyterrorystycznej.

Akcje antyterrorystyczne - zbyt to pachnie przełomem XX i XXI wieku

Rallvanowi coś nie pasowało, dlatego kiedy jego podwładni wychodzili, przeliczył ich. I miał rację, że to zrobił. Brakowało mu jednej osoby.

I miał rację. Brakowało jednej osoby.
I dobrze że to zrobił. Brakowało jednej osoby.

Widać było, że pogoda przypadła jej do gustu.

że pogoda jej się podoba/że lubi ładną pogodę. Przypaść do gustu - w tym użyciu jest tu trochę niezręczne.

Przyjrzyj się też zapisowi dialogów.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » wt 08 mar 2011, 20:01

Mam uwagi do uwag.
Ebru pisze:Cytat:
Tu dyskusja się urwała do czasu aż Falvani odkryła, na co brat wydaje pieniądze.

Niezręcznie sformułowane wg mnie. Może tak: "Dyskusja urwała się. Ale wkrótce Falvani odkryła..."

Kiedyś mi mówiono, żeby unikać zdań rozpoczynających się od np. Ale... więc proponuję:
"Dyskusja urwała się do czasu, kiedy Falvani odkryła, na co brat wydaje pieniądze."

Ebru pisze:Cytat:
Łańcuszek, na którym wisiał drogocenny kwiat lakeshi sięgał piersi.

Przecinek niepotrzebny.


A ja bym dostawiła jeszcze jeden: "Łańcuszek, na którym wisiał drogocenny kwiat lakeshi, sięgał do piersi."
Bez przecinków: "Łańcuszek z kwiatem lakeshi sięgał do piersi." I ta wersja jest najlepsza.
Ebru pisze:Cytat:
Falvani zlustrowała krytycznym spojrzeniem odbicie w lustrze.

"Falvani krytycznie zlustrowała odbicie w lustrze." Samo lustrowanie zawiera w sobie patrzenie na coś.

Proponuję niczego nie lustrować w lustrze. "Falvani spojrzała krytycznie na odbicie w lustrze."

Pozdrawiam.



Online
Awatar użytkownika
slavec2723
Dusza pisarza
Posty: 508
Rejestracja: śr 15 gru 2010, 18:35
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: ze Skopania
Płeć: Mężczyzna

Postautor: slavec2723 » ndz 13 mar 2011, 15:14

Milt napisała:
- A skąd przypuszczenie, że ktokolwiek próbuje zrobić na mnie zamach?

Nikt nie robi zamachu. Zamach można dokonać, bądź przygotować.



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » wt 15 mar 2011, 14:16

(plus tak na marginesie - suknie księżniczki są zazwyczaj zbyt strojne i delikatne, by ubogie kobiety mogły ich używać)

Dlaczego ubogie kobiety nie miałyby nosić sukien po księżniczce?
Bo będą dziwnie wyglądać? Bo to do nich nie pasuje?
Obejdźmy stereotypy.
Przyjmijmy, że Falvani się tym nie przejmuje, bo chce dobrze dla poddanych.

Rozumiem z tego, że szamotała się z tym ciężkim worem omotana w kołdrę?

Tylko jak wyciągała go spod łóżka. Zdaję sobie sprawę, że to trudne, ale przecież nie niewykonalne :P

Dziękuję za wszelkie uwagi i propozycje zmian :)



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » wt 15 mar 2011, 16:49

Bo to niesamowicie niewygodne i niepraktyczne. Proponuję mały eksperyment: ubierz balową suknię i zabierz się za mycie okien. Ciekawe jak ci pójdzie.



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » wt 15 mar 2011, 17:09

Źle się zrozumiałyśmy. Stroje jakie noszą kobiety w Anshularze są stylizowane bardziej na starożytną Grecję/ Rzym. To nie są jakieś XVIII- czy XIX- wieczne kreacje o szerokich spódnicach i ciasnych gorsetach, raczej proste suknie, tylko w przypadku Falvani z lepszego materiału- szczególnych różnic w kroju nie ma.



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » śr 16 mar 2011, 10:00

A ta suknia?
Falvani stała przy otworzonym na oścież oknie. Wiatr wiejący od strony oceanu mierzwił kosmyki kruczoczarnych włosów, które uwolniły się z wysoko upiętego końskiego ogona. Bordowa suknia z wiązanymi na szyi ramiączkami odkrywała plecy od karku aż po krzyż. Kolejny strój miał więcej wycięć niż materiału. Kilku żołnierzy śmiało się, że Shahtar skąpi pieniędzy na tkaniny, bo woli wydać je na kolejną machinę oblężniczą. W rzeczywistości księżniczka zdawała sobie sprawę, jakie reakcje budzi w mężczyznach. By je wzmocnić wybierała stroje, które dokładnie podkreślały wszystkie atuty.
WWWMusiała wyczuć, że ktoś ją obserwuje, bo odsunęła się od okna i zwróciła w stronę podwładnego. Od razu zwrócił uwagę na głęboki dekolt i rozcięcie z prawej strony szerokiej spódnicy.



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » śr 16 mar 2011, 13:36

Nie jest jakaś typowo balowa. Z resztą szerokość w tym wypadku to pojęcie względne- można ją sobie wyobrażać jako bardzo rozłożystą. Ja mam wizję, że po prostu się nie opina i nie przywiera do nóg.

Chyba będę musiała napisać jakiś obszerniejszy tekst o strojach w Anshularze, żeby wyjaśnić dlaczego Falvani oddaje kobietom z miasta swoje suknie.

A tak poza tym jest coś takiego jak stroje codzienne i odświętne. Więc kto powiedział, że kobiety z miasta ubierają suknie po księżniczce do wykonywania typowych prac domowych? Jakbym dostała po kimś jakiś dobry i elegancki ciuch, zakładałabym go od święta. A w Anshularze nie brakuje okazji do zabaw, ale o tym będzie dalej.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości