[Dramat]2012 - Krew na rękach

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
matiej
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 07 sty 2011, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[Dramat]2012 - Krew na rękach

Postautor: matiej » pn 27 cze 2011, 22:39

Jest to zarys książki. Dlatego liczę na ostrą krytykę:

Ból. Okropny ból rozsadzał moją głowę. Czułem się jakby mózg detonował i fala uderzeniowa napierała na czaszkę. Totalna masakra. Skutek przedawkowania bimbru. Dobrze, że libacja skończyła się przed dwudziestą pierwszą. Przepis zabraniający po dwudziestej drugiej przebywać poza miejscem zamieszkania stał się dla mnie zbawienny. Gdyby nie on wciąż byłbym pijany, a kilkudniowy zgon gwarantowany. Mocniejszy od tego bimbru jest chyba jedynie czysty spirytus. Straszne ścierwo, na dodatek zajeżdżało szczurem. Okropieństwo. Przekręciłem się na brzeg łóżka. Nie otwierając oczu, powieki cholernie ciążyły, zrzygałem się na podłogę. Sama żółć. Okropny posmak wymiocin w ustach. Co gorsza, suszyło jak diabli. Zebrałem siły. Ociężale zwlokłem się z wyra. Z trudem ominąłem to, co wydaliłem. Kilka kroków i stałem nad umywalką, a raczej, niczym autystyczny bachor, kiwałem się nad nią. Elementarny problem człowieka pod wpływem. Zachowanie pionu. Odkręciłem kurek z zimną wodą, ciepłej i tak nie było. Poleciało kilka kropel. Przekręciłem go jeszcze raz. Woda nie leciała. Jedynie kapała. Kap, kap, kap… Każde kapnięcie doprowadzało mnie do szału. Z półki nad zlewem ściągnąłem plastikowy kubek na szczoteczkę do zębów. Podstawiłem go pod kran. Niecierpliwie czekałem, aż się napełni. Przetarłem podkrążone oczy. Zmarnowany gapiłem się na wodę kapiącą do kubka. Po około pięciu minutach był do połowy pełen. Przechyliłem go. Dwa łyczki. Nie zdążyłem podstawić naczynia ponownie pod kran, gdy z dworu rozbrzmiało wycie syren. Łeb niemal mi pęknął. Spojrzałem na zegarek. Oczywiście, 10:22. Szatańska godzina. Co dzień o tej porze przez bite pięć minut wyły przeklęte syreny. Niby ku pamięci. Już rok. Tyle dokładnie czasu minęło od kiedy kraj zamienił się w psychopatyczny sen wariata jadącego na psychotropach. Patrząc z zewnątrz może wydawać się to groteską, lecz dla większości mieszkańców jest to istna makabra. Dokładnie rok wcześniej ogłoszono wprowadzenie czwartej Śród-Europy. Cofnęliśmy się do czasów Śród-Europy Ludowej, albo nawet okupacji wojennej. Brak wolności jednostki oraz segregacja obywateli na dwie kategorie: prawdziwych Obywateli i nie-Obywateli. O przynależności do jednej z tych grup orzekał sąd złożony z dwóch kaznodziei, sędziego oraz członka Partii Ścisłej. De facto sędzia musiał należeć do Partii Szerokiej, zaś kaznodzieje byli z nominacji Ojca Dyktatora. Rozprawie przewodniczył wyższy rangą duchowny. Totalna farsa. Jeszcze przed rozprawą znany był wyrok. Osoba uznana za nie-Obywatela była wykluczona ze społeczeństwa. Umieszczano ją w podmiejskich gettach, których nie miała prawa opuszczać. Traciła również jakąkolwiek osobowość prawną. Charakteryzował ją jedynie numer. Każdy nie-Obywatel był numerem, który miał również wytatuowany na lewej dłoni. To był jego dowód osobisty, taki sam jak ludzi w faszystowskich obozach koncentracyjnych. Natomiast całą prawą dłoń tatuowano na czerwono. Oznaczało to ni mniej ni więcej, co „krew na rękach”. Każdego nie-Obywatela obwiniano o wszelakie nieszczęścia śród-europejskiego narodu. W szczególności o katastrofę, którą co dzień upamiętniały syreny. Co więcej, każdemu z wykluczonych wszczepiano chip w ramię. Dzięki niemu kontrolowano położenie takiej osoby. Tym sposobem sprawdzano, czy nikt z krwią na rękach nie wydostał się poza mury getta.

Podejrzanych o działania przeciwko władzy, bądź bycie nie-Obywatelem również zamykano. Umieszczano ich w tych samych gettach, co już oskarżonych. Jednak nie tatuowano im rąk, ani wszczepiano chipów. Zakładano jedynie specjalne bransoletki z wmontowanym nadajnikiem GPS. Dokładnie takie same, jakie w demokratycznych krajach noszą osoby odbywające areszt domowy. Była to grupa do której należałem. Swoją rozprawę miałem wyznaczoną na następny dzień. W sumie wiedziałem, że zostanę w getcie znacznie dłużej. Prawdziwych Obywateli nigdy nie wzywano na rozprawy. Odbywały się one zaocznie, zaś dokumenty zaświadczające o prawdziwym obywatelstwie były przesyłane pocztą. Na dodatek członkiem sądu mającego obradować nad moją osobą był psychopata, z którym jeszcze w czasach demokratycznych miałem nieprzyjemność procesowania się. Oskarżył moją osobę o przywłaszczenie jego pieniędzy. Nigdy nie widziałem ich na oczy. Temida była po mojej stronie. Tym razem byłem pewien, że będzie chciał się zemścić.

Podniosłem z podłogi ubranie. Straszne szmaty. Każdy mieszkaniec getta otrzymywał jednakowe ciuchy – pasiaste, drelichowe gówno. Jak w pierdlu. W sumie getto było swoistym ogromnym więzieniem. Ubrałem się.

Z półki nad łóżkiem wziąłem dziesięć jednostek. Od wprowadzenia czwartej Śród-Europy jednostka stała się oficjalną walutą. Za pół jednostki można kupić chleb. Natomiast oficjalna średnia pensja wynosi trzy tysiące jednostek. Jest to czysta propaganda władz. W rzeczywistości większość zarabia po 200 jednostek. Większość stanowią nie-Obywatele, których nie wlicza się do statystyk. Pensja minimalna oscyluje w granicach tysiąca jednostek - kwota brutto. Należy odliczyć podatek na Jedyną Słuszną Wiarę oraz Partię – około 800 jednostek. Służba zdrowia, czy emerytury nie są przeznaczone dla nie-Obywateli, stąd też żadnych składek na ich poczet się nie uiszcza. Wszelaki socjal jest zarezerwowany wyłącznie dla prawdziwych Obywateli. Na całe szczęcie za mieszkania w getcie nie trzeba płacić czynszu.

Wyszedłem z nory. Inaczej miejsca, w którym mieszkałem nie dało się nazwać. Piętnaście metrów kwadratowych wyposażonych w dwie półki, stolik, stary wschodnio-europejski telewizor i radio, dwa krzesła, skrzypiące łóżko z wystającymi sprężynami, przeciekający kibel i umywalkę. Z sufitu zwisała żarówka, która nie dawała wiele światła. Po włączeniu jedynie żarzyła. Oczy od niej bolały. Znacznie lepiej było spędzać wieczory przy świecach. W dzień światło wpadało przez malutkie okno. Lekko rozświetlony pokój wyglądał najbardziej przerażająco. Stare, brudne tapety na ścianach, podłogi wyłożone drewnianymi deskami, z których co rusz wystawały drzazgi, a w szczelinach zbierał się brud. W całym pomieszczeniu unosił się smród stęchlizny. Co gorsza okna nie dało się otworzyć, przez co nie było sposobności do wywietrzenia mieszkania. Klatka schodowa równie straszna, co pomieszczenia mieszkalne. Obdrapane ściany przyozdobione wulgarnymi napisami. Wszystko to w większości dzieła poprzednich lokatorów tych bloków, którzy niejednokrotnie w obecnym systemie zostali uznani za prawdziwych Obywateli. Cóż prawdziwy Obywatel to ten, który wymaluje kilka kurw sprayem na ścianie, poinformuje wszystkich napisem w windzie o puszczalskich praktykach nastoletniej sąsiadki i na wiele innych sposobów zdewastuje budynek. Zszedłem trzy piętra. Z windy nie chciałem korzystać. Wydobywał się z niej straszny odór mieszaniny szczochów ludzkich i zwierzęcych. Opuściłem przybytek zwany przez oficjeli Blokiem 43. Udałem się w kierunku Bloku 27. Szedłem środkiem ulicy. Dookoła szarość i brud. Ani żywej duszy. Z pogorzeliska, na którym dzień wcześniej palono książki antysystemowe, wiatr wymiótł nadpaloną kartkę. Szybowała w moim kierunku. Piruet, beczka. Porywisty wiatr tańczył ze skrawkiem papieru tango. Strona z książki co rusz unosiła się i opadała, zataczała okręgi. Swój taniec zakończyli zaraz przede mną. Podniosłem kartkę. Mym oczom ukazał się napis:

1984
George Orwell

Książka opisująca ustrój znienawidzony przez obecną władzę, a mimo to wpisano ją na listę utworów antysystemowych. Cóż cienka jest granica pomiędzy poczynaniami komunistów, a nacjonalistów. Rozejrzałem się dookoła. Nikogo w zasięgu wzroku. Spoglądnąłem na numerację budynków. Blok 37. W tej części jeszcze nie zdążono zamontować monitoringu. Zaryzykowałem. Zgiąłem kartkę wpół i schowałem do kieszeni. Nie wiem czemu to zrobiłem. Siła wyższa. Pewna forma buntu przeciw Partii. Będę musiał ją porządnie ukryć, jak wrócę do nory. Posiadanie choć kawałka kartki z zakazanej książki było surowo karane. Co więcej stosowano wtedy odpowiedzialność zbiorową. Cały Blok, w którym mieszkał przestępca, pozbawiano pensji na miesiąc. Pieniądze te otrzymywali mieszkańcy sąsiedniego budynku. Sprytny chwyt, mający na celu zachęcenie nie-Obywateli do donoszenia.

Zrobiłem kilka kroków. Byłem obok Bloku 36. Z góry spoglądał Prezes. Ogromny plakat, przysłaniający okna mieszkańcom dwunastu pięter, z którego gniewnie spoglądał na okolicę Prezes. Był on Przewodniczącym Partii. Zarówno Ścisła, jak i Szeroka podlegała pod niego. Całe Państwo było w jego rękach. Musiał jedynie liczyć się ze zdaniem Ojca Dyktatora. Miałem wrażenie jakby rzeczywiście spoglądał na moją osobę, że wie o mym występku. Wewnętrzne poczucie winy. Pomimo okazywanego oporu, zaczynałem przesiąkać systemem. To on przejmował kontrolę nad moim życiem. Potrzebowałem wiele samozaparcia by nie wyrzucić kartki.
Ostatnio zmieniony wt 13 maja 2014, 18:44 przez matiej, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
FDF
Pisarz domowy
Posty: 69
Rejestracja: wt 04 maja 2010, 14:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: [Dramat]2012 - Krew na rękach

Postautor: FDF » wt 28 cze 2011, 23:03

matiej pisze:Ból. Okropny ból rozsadzał moją głowę.


Powtórzenie.
Wyraz "ból" raczej nie jest na tyle ważny, żeby go w ten sposób wyróżniać.

matiej pisze:Czułem się jakby mózg detonował i fala uderzeniowa napierała na czaszkę.


Zdanie nie ma sensu.
Nawiasem mówiąc, czy zwykły, wywołany kacem ból głowy ma aż tak duże znaczenie dla fabuły, żeby mówić o tym przez kilka zdań? Wydaje się, że prościej i lepiej byłoby po prostu jakoś pokazać, że facet ma kaca. Może przecież usiąść na łóżku, potrzeć twarz ręką i wdepnąć w rzygi, a następnie nażłopać się wody z kranu. Od razu wiadomo, że zabalował i na pewno rozsadza mu łepetynę. W dodatku nie wiem, gdzie dzieje się akcja (w domu, pod drzewem, na ławce w parku?) i jakoś trudno mi sobie stworzyć w głowie obraz. Przez parę pierwszych zdań widzę tylko faceta, który ma kaca.

matiej pisze:Przepis zabraniający po dwudziestej drugiej przebywać poza miejscem zamieszkania stał się dla mnie zbawienny. Gdyby nie on wciąż byłbym pijany, a kilkudniowy zgon gwarantowany.


Ta informacja jest zbędna. Nie wnosi niczego istotnego do fabuły. Należy usuwać zbędne informacje i słowa.


matiej pisze:Kilka kroków i stałem nad umywalką, a raczej, niczym autystyczny bachor, kiwałem się nad nią.


Błędem jest korygowanie akcji ("a raczej"). Czytelnik bowiem wpierw coś sobie wyobraził, a po chwili każe mu się zmieniać obraz. To tak, jakbyś w filmie widział aktora sięgającego po rewolwer, a za moment okazałoby się, że jednak sięgał po nóż.

matiej pisze:Co dzień o tej porze przez bite pięć minut wyły przeklęte syreny. Niby ku pamięci. Już rok. Tyle dokładnie czasu minęło od kiedy kraj zamienił się w psychopatyczny sen wariata jadącego na psychotropach.


Momentami piszesz trochę tak, jakbyś nadawał przez telegraf, co zakłóca płynność tekstu. Taki telegraficzny przekaz byłoby można od biedy wsadzić w usta jakiegoś nawiedzonego proroka, żeby nadać enigmatyczności jego wypowiedzi, jednak w innym przypadku psuje się tekst. Poza tym dlaczego "niby" ("niby ku pamięci")? Albo wyły ku pamięci albo nie wyły. Nie ma tu miejsca na wyraz niby, który sugeruje, że coś jest pozorne. Jeśli już użyłeś ten wyraz, to powinieneś jakoś wytłumaczyć dlaczego to "niby", przy czym to powinno mieć znaczenie dla fabuły.


P.S. Uważam, że robisz dużo prostych błędów. Powinieneś zajrzeć sobie na przykład do "Galerii Złamanych Piór" Feliksa Kresa. Tam możesz znaleźć lekarstwo na większość przypadłości, o ile będziesz pojętnym uczniem.



Awatar użytkownika
patkazoom262
Dusza pisarza
Posty: 454
Rejestracja: pn 17 mar 2008, 20:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Mokas
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: patkazoom262 » czw 30 cze 2011, 16:33

Cóż, ten początek - bo to początek książki, czy fragment wyjęty ze środka? - słabo mnie przekonał, by zabrać się za całą książkę. Początek trochę ciężki, te krótkie, szybkie zdania przeszkadzały mi w czytaniu, później było już lepiej, później jednak też zauważyłam, że mocno inspirujesz się Orwellem. Nie wiem, czy ta inspiracja przebiega przez całe dzieło, czy tylko ten początek (?) taki jest, ja jednak o wiele bardziej cenię sobie pisarzy, którzy korzystają ze swoich pomysłów.

Ogólnie jednak tej dużej ilości prostych błędów, o których mówi poprzednik, nie widzę, tzn technicznie jest w miarę dobrze, schludnie itp. itd. Dlatego też pozwolę sobie - choć komentowanie komentarzy nie jest dobrą rzeczą - poobronić cię, autorze:

FDF pisze:matiej napisał/a:
Ból. Okropny ból rozsadzał moją głowę.


Powtórzenie.
Wyraz "ból" raczej nie jest na tyle ważny, żeby go w ten sposób wyróżniać


Ja tam myślę, że matiej użył dobrego zabiegu, może trochę banalnego, ale dobrego. A czy "ból" jest ważny, czy nie, to należy, mz, do spraw autora.

FDF pisze:Nawiasem mówiąc, czy zwykły, wywołany kacem ból głowy ma aż tak duże znaczenie dla fabuły, żeby mówić o tym przez kilka zdań? Wydaje się, że prościej i lepiej byłoby po prostu jakoś pokazać, że facet ma kaca. Może przecież usiąść na łóżku, potrzeć twarz ręką i wdepnąć w rzygi, a następnie nażłopać się wody z kranu. Od razu wiadomo, że zabalował i na pewno rozsadza mu łepetynę


Ty byś tak napisał, na szczęście jednak ludzie piszą różnie i mają swoje, często zupełnie odmienne, wizje, wyobrażenia, jak coś ma wyglądać. Matiej postanowił opisać kac na taki a nie inny sposób i już. Może się nie podobać, ale nie należy robić z tego jakiegoś wielkiego kłopotu, błędu, który od razu trzeba poprawić.

FDF pisze:Ta informacja jest zbędna. Nie wnosi niczego istotnego do fabuły. Należy usuwać zbędne informacje i słowa.


Wybacz, ale te niby zbędne informacje i słowa - w ogóle skąd pewność, że zacytowane przez ciebie słowa są naprawdę zbędne? Może będą ważne w odniesieniu do dalszej treści książki? - coś jednak dają, tzn. pozwalają odetchnąć: gdyby książki składały się z tylko ważnych dla fabuły zdań, to by czytelnik zamęczyłby się na śmierć.
Można by to przedstawić inaczej, ale nie mam do tego głowy. Nie po tym, jak zobaczyłam to czepialstwo.
Czyli ja mówię: nie wyrzucaj, autorze.

FDF pisze:matiej napisał/a:
Kilka kroków i stałem nad umywalką, a raczej, niczym autystyczny bachor, kiwałem się nad nią.


Błędem jest korygowanie akcji ("a raczej"). Czytelnik bowiem wpierw coś sobie wyobraził, a po chwili każe mu się zmieniać obraz. To tak, jakbyś w filmie widział aktora sięgającego po rewolwer, a za moment okazałoby się, że jednak sięgał po nóż.


Po pierwsze: mnóstwo piszących, zarówno pisarzy, jak i publikujących w necie, używa tego "a raczej", sama też to robię zresztą, co BYNAJMNIEJ NIE JEST błędem.
Po drugie: kiepskie porównanie.
Po trzecie: mnie samo zdanie się podoba.

Również zastosowanie "niby" w jednym z kolejnych zdań mi nie przeszkadza.


Przepraszam za to komentowanie nie tego, co trzeba, ale już kilka razy czytałam komentarz poprzednika i nie mogłam wytrzymać. Jak mam za to dostać warna, to jakoś to przyjmę.

A, i jeszcze do tekstu, bo prawie zapomniałam:
Tytuł: kojarzy mi się z robieniem taniej sensacji. Strasznie oklepany.



Awatar użytkownika
FDF
Pisarz domowy
Posty: 69
Rejestracja: wt 04 maja 2010, 14:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: FDF » czw 30 cze 2011, 17:56

patkazoom262 pisze:Po pierwsze: mnóstwo piszących, zarówno pisarzy, jak i publikujących w necie, używa tego "a raczej", sama też to robię zresztą, co BYNAJMNIEJ NIE JEST błędem.


Pokaż przykłady, bo żaden znany pisarz nigdy nie napisze, że "Tomek pobiegł w stronę domu, a raczej samochodu". W innym przypadku (np. dialog), owszem, można użyć "a raczej", jednak nigdy, kiedy opisujemy akcję. Nikt tego nie robi i to jest święta zasada.

patkazoom262 pisze:Wybacz, ale te niby zbędne informacje i słowa - w ogóle skąd pewność, że zacytowane przez ciebie słowa są naprawdę zbędne? Może będą ważne w odniesieniu do dalszej treści książki?


Są zbędne w tym fragmencie tekstu. Wyskakują ni z gruszki, ni z pietruszki i nie wiadomo o co konkretnie chodzi.



P.S. Matiej, nie słuchaj użytkowniczki patkazoom262, bo bardzo źle Ci radzi. Dopuszcza powtórzenia, nie myśli o usuwaniu zbędnych części tekstu oraz mówi, że w porządku jest korygować fabułę za pomocą "a raczej". To są wyjątkowo złe rady. Jeśli ich posłuchasz, to zmarnujesz wiele cennego czasu. Ona po prostu wysyła Cię na manowce. Nie wiem dlaczego to robi. Miejmy nadzieję, że tylko ze względu na ignorancję, a nie coś innego, bo różnie to bywa.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2369
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 30 cze 2011, 20:57

FDF, patkazoom262, przypominam, że z zasady nie zajmujemy się tutaj komentowaniem komentarzy. Liczymy na inteligencję autora, który uwagi przemyśli i dopasuje do swojej wizji prozy.

Ponadto, FDF, spuść trochę z tonu. Każdy ma prawo tutaj mieć swoje spojrzenie na pisanie i nie zajmuj się tutaj wartościowaniem.

DZIĘKUJĘ


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2836
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bartosh16 » śr 12 mar 2014, 23:58

I tutaj jestem rozdarty... Pomysł bardzo mi się podoba, natomiast zrealizowany jest fatalnie. Niemal każde zdanie, do przeredagowania. W pisaniu nie chodzi tylko o to, żeby było fajnie, ale żeby też czytało się fajnie. Nawet jeśli historia wciąga, czytelnik rzuci książkę w diabły, jeśli nie da się jej czytać.

Wytknę kilka błędów, na więcej nie mam czasu ani ochoty.

matiej pisze:Ból. Okropny ból rozsadzał moją głowę.


Kiepskie otwarcie. Pierwsze zdanie, pierwsze słowa są najważniejsze. Tutaj nie można się potknąć. Powtórzenie miało spotęgować efekt bólu, a w rzeczywistości nuży i zniechęca.

matiej pisze:Czułem się jakby mózg detonował i fala uderzeniowa napierała na czaszkę


"Detonować" można bombę. Mózg mógł "eksplodować".
Fala uderzeniowa nie napiera, tylko uderza. Raz.

matiej pisze:Straszne ścierwo, na dodatek zajeżdżało szczurem


"Ścierwo" to trup, truchło, zwłoki.
Ten bimber mógł być syfem, badziewiem, gównem.

matiej pisze:Gdyby nie on wciąż byłbym pijany, a kilkudniowy zgon gwarantowany.


"Gwarantowany" miało łączyć się z tym wcześniejszym "byłby"? Nie połączyło się.
W ogóle zaleca się nie nadużywanie wariacji słowa "był".

matiej pisze:Podstawiłem go pod kran


Zbędny zaimek. Należy usuwać wszędzie, gdziekolwiek tylko nie zaburza tożsamości podmiotu i nie wypacza fabuły.

matiej pisze:Oczywiście, 10:22. Szatańska godzina


Nie szatańska. Szatańska jest 3:00 rano, a w państwie, gdzie obowiązuje Jedyna Słuszna Wiara, każdy powinien o tym wiedzieć. Chyba że ta Wiara nie jest chrześcijańska.

matiej pisze:czwartej Śród-Europy


Czemu z półpauzą? Czemu nie razem?

matiej pisze:Traciła również jakąkolwiek osobowość prawną


Zdolność prawną. Osobowość prawną ma firma.

matiej pisze:W szczególności o katastrofę, którą co dzień upamiętniały syreny


Sprawa katastrofy się nie wyjaśniła. Jestem zawiedziony i zaciekawiony :)

matiej pisze:Oskarżył moją osobę o przywłaszczenie jego pieniędzy


Po prostu "mnie".

matiej pisze:W rzeczywistości większość zarabia po 200 jednostek


Takie liczebniki słownie. Dwieście.

Resztę zostawię dla innych.

Językowo jest bardzo słabo. Ani za bogato, ani nazbyt sprawnie. To jest do poćwiczenia.
Jak wspominałem, historia nawet ciekawa. Ojciec Dyktator, Jedyna Słuszna Wiara, całkiem spoko. Przepisy, selekcja, system. Mam nieodparte wrażenie, że to zdemonizowana wersja Polski.
Ubolewam nad tym, że nie wyjaśnia się, czym jest katastrofa. Trzymasz mnie w napięciu, nie zepsuj tego.

Pomysły masz fajne, teraz musisz je równie fajnie opisać.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy

PS. Dramat to rodzaj literacki. Dzieli się głównie na komedie i tragedie. Jak "Romeo i Julia" na przykład.
To co napisałeś, to coś jak political fiction, podgatunek science- fiction.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości