Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Ucieczka syna zdrajcy

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Ucieczka syna zdrajcy

Postautor: Monivrian » śr 02 lis 2011, 21:11

Mam nadzieję, że dobrze obliczyłam dni od mej rejestracji, jeśli się walnęłam, to proszę o zablokowanie. To jest taki początkowy fragment tekstu fantasy, zawierające elementy fanfikowe. Całość w rzeczywistości ma 98 stron. Ja daję trzy pierwsze strony od których wszystko się zaczęło. Pozwoliłam temu fragmentowi nadać tu, mam nadzieję, pasujący tytuł. Życzę miłego czytania i komentowania. Za wszelkie krytyczne uwagi i rady będę bardzo wdzięczna

Ucieczka syna zdracy

Do komnaty wpadli mężczyźni odziani w purpurowe mundury gwardzistów Władcy Rant Or Mar, Morfensila. Podeszli zdecydowanie do Morvalata, siedzącego przy biurku nad rozłożonym czystym arkuszem pergaminu. Drogę zastąpił im siedemnastolatek z mieczem w ręku, w jego czerwonych oczach lśniła determinacja i chęć obrony mężczyzny, który najwyraźniej coś dla niego znaczył. Ubrany był w skórzane spodnie i prostą, czarną koszulę, na którą miał zarzucony płaszcz. Włosy związane w prosty kucyk sięgały mu do połowy pleców. Gwardziści zatrzymali się, wpatrując się z surowością na twarzach w śmiałka.
- Odejdźcie! – krzyknął chłopak. – Czego chcecie od mego ojca? Czy to Mofensil was tu przysłał, Serotonina?
Morvalat, siedzący do tej pory przy biurku, podniósł się szybko, a następnie położył rękę na ramieniu chłopaka, chcąc go w ten sposób uspokoić.
- Cicho, Mortironie – powiedział cichym, spokojnym tonem. – Sam to załatwię.
Chłopak zacisnął zęby, ale posłusznie odsunął się i stanął z boku. Rosły Morvalat podszedł bliżej do Gwardzistów, którzy czekali na rozkazy swego dowódcy. Mężczyzna z czarnymi, rozpuszczonymi włosami wykonał gest ręką. Pozostali Synowie Ciemności ruszyli ku swej ofierze. Morvalat, w skórzanym kaftanie i czarnych włosach do ramion, popatrzył na nich bez wyrazu i dobył miecza. Podskoczył ku nim, wyprowadzając kilka celnych cięć. Dwóch Gwardzistów osunęło się na kolana, kurczowo trzymając ręce na boku. Spod ściskających ranę palców, pociekła krew. Serotonina przystanął.
- Poddaj się, Mortan! – krzyknął. – Nie masz żadnych szans!
On nie odpowiedział, dalej atakował zawzięcie, jakby bronił czegoś ważniejszego niż własny syn. Przestraszony Mortiron obserwował wszystko z boku, pragnąc włączyć się do walki, mimo poleceń ojca. Nie mógł już patrzeć spokojnie, jak Mortan sam odpiera atak Gwardzistów Imperatora, który wysłał ich bez żadnego sensownego powodu. Tak mu się zresztą wydawało.
W końcu Morvalaci powalili swego pobratymca na ziemię, brutalnie wykręcili mu ręce do tyłu, po czym zakuli w kajdany. Serotonina podszedł bliżej do Mortana, zaciskającego z wściekłością wargi.
- Mam rozkaz od pana Rant Or Mar, Morfensila, doprowadzenia cię przed sąd za zdradę stanu i pomaganie Wygnańcom! – oświadczył zimnym, nie wyrażającym żadnych emocji tonem.
Mortiron zesztywniał, usłyszawszy w końcu, co było powodem napaści i nie mógł uwierzyć własnym uszom.
Zdrada stanu? To niemożliwe… mój ojciec nie mógłby… – zapewniał siebie samego w myślach, lecz tak naprawdę nie wiedział, co było prawdą.
Gwardziści podnieśli Mortana i wywlekli z komnaty. Mortiron został sam z Serotoniną, który odwrócił się w jego stronę. Spojrzał na niego z góry i z obrzydzeniem, jakie, z pewnością, budził w nim widok potomka zdrajcy.
- Możesz pójść zobaczyć wyrok – powiedział zimno.
Mortiron spojrzał na niego zszokowany; mówił to tak, jakby Mortan już został skazany na śmierć. W milczeniu, z rosnącą trwogą w sercu udał się za przywódcą Gwardzistów do sali tronowej.

Chłopak przekroczył powoli wrota sali tronowej. Ujrzał widok, który rozdarł mu serce. Ojciec klęczał przytrzymywany przez Morvalatów przed tronem, na którym zasiadał Morfensil. Po jego prawicy stał jego najstarszy syn, Uther, który wpatrywał się w skazańca z ogromnym rozbawieniem. Długie, czarne, sięgające poniżej lędźwi, włosy miał związane w ciasnym warkocz.
Każdy Morvalat miał czarne włosy i czerwone oczy, różnili się od siebie tylko posturą i ilością posiadanej mocy. Była to rasa, która dominowała nad elfami i ludźmi, żyjącymi w Arathei. Poza tym ich krew i jad w zębach był śmiertelną trucizną dla każdej żyjącej istoty, chociaż zdarzały się przypadki, że osoba, która napiła ich krwi stawała się jednym z nich.
Morfensil wstał z tronu, wpatrując się w Mortana z góry.
- Czy przyznajesz się do spółkowania z Wygnańcami i zdrady stanu? – zapytał zimno.
Cisza. Mortiron wstrzymał oddech, patrząc na to wszystko z rosnącym przerażeniem. Wiedział oczywiście, kim są Wygnańcy – byli to Morvalaci przybyli z innego kontynentu zwanym Ortalią i nigdy nie przysięgli posłuszeństwa Imperatorowi Arathei. To było przyczyną dla której Morfensil ich nienawidził. Młodzieniec miał nadzieję, że te wszystkie zarzuty, którymi obrzucali jego ojca są tylko śmiesznym pomówieniem. Gdyby Mortan naprawdę się do tego dopuścił, powiedziałby mu o tym. Nie trzymałby tak ważnych spraw w sekrecie przed własnym synem.
Mylił się.
- Tak, przyznaję się – powiedział cicho Morvalat po paru minutach milczenia. – Donosiłem Wygnańcom o wszystkim, co się dzieje w stolicy. Kto ci powiedział o tym, co zrobiłem?
Uther wysunął się do przodu, znajdując się przed Morvalatem. Po jego ustach błąkał się złośliwy, pełen rozbawienia uśmieszek.
- Ja – oświadczył z zadowoleniem. – Widziałem, jak rozmawiałeś z Monivrian kilka dni temu.
Mortiron stał bez ruchu. Jego nogi jakby wzrosły w ziemię, nie potrafił nawet drgnąć. Wpatrywał się w ojca z szokiem i niedowierzaniem w oczach. Czuł, jakby cały jego świat rozsypał się w jednej chwili. Postąpił krok w stronę ojca.
- Ojcze! – krzyknął. – Nie mogłeś tego zrobić! Nie wierzę…
- Ale zrobiłem – przerwał mu ostro Morvalat. – Musisz mnie pomścić i dokończyć to, co ja zacząłem!
- Nie mogę...
- Zamilcz, głupcze! Czy ja wychowałem cię na tchórza i służalczego psa?!
Morfensil podniósł rękę, ucinając wszelkie rozmowy. Mortiron, patrząc na ojca, już nie wiedział, co powinien uczynić. Kochał go, ale nie był gotowy, by pójść jego drogą. Czuł jakieś dziwne obrzydzenie na myśl, że miałby się okazać zdrajcą własnego ludu i władcy, którego wszyscy Morvalaci kochali i szanowali. Jednocześnie czuł jednak coś odmiennego, co nakazywało mu pozostać posłusznym ojcu.
Uther roześmiał się nagle okrutnie.
- Młody się waha – powiedział do Morfensila. – Nie sądzisz, ojcze, że należy mu wskazać właściwą drogę?
- Tak. Pokaż mu jak kończą zdrajcy! – odrzekł chłodno Władca Ciemności.
Uther uśmiechnął się szeroko i okrutnie.
- Jak sobie życzysz, ojcze.
Zbliżył się do Mortana, dobywając miecza. Kiedy znalazł się przed zdrajcą, podniósł broń i wykonał szerokie cięcie. Głowa Morvalata spadła z karku i potoczyła się do stóp chłopca, stojącego tuż za nim. W oczach Mortirona pojawiły się łzy, których nie potrafił powstrzymać, ponieważ był słabym i głupi młokosem. Wbił w Uthera i jego ojca wściekłe, pełne nienawiści spojrzenie. Zapomniał już o głupich myślach o posłuszeństwu, zapragnął zemsty. Nienawiść płonęła tak mocno w sercu, że niemal czuł jej żar. Popatrzył w milczeniu na króla Rant Or Mar.
- Mofensilu, synu Randa! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Przysięgam ci wiekuistą nienawiść i straszliwą zemstę. Zdechniesz z mej ręki! Ty i twoi przeklęci synowie! – Popatrzył z wściekłością na Uthera. – Ty przede wszystkim gotuj się na śmierć, która prędzej czy później cię dosięgnie!
Władca Morvalatów powstał.
- Aresztujcie go! Gwardziści!
Lecz Mortiron nie miał najmniejszego zamiaru pozwolić się tak łatwo uwięzić. Dobył miecz i zaczął energicznymi ruchami wyrąbywać sobie drogę ucieczki. Dostał się przed drzwi sali tronowej. Wybiegł stamtąd bezzwłocznie.
- Na co czekacie głupcy!? – krzyknął Morfensil. – Za nim! Macie go doprowadzić przed mój tron w tej chwili!
Uther powstrzymał zapędy ojca.
- Niech ucieka. – powiedział zimno. – Nigdzie nie znajdzie tylu sprzymierzeńców, by nam zagrozić. Pozwólmy mu odejść z Rant Or Mar. Prędzej zginie, niż cokolwiek uczyni przeciwko nam…
Morfensil zgodził się z synem niechętnie. Wiedział, co powinien uczynić, gdyby Mortiron powrócił do Imperium. Wtedy już nie będzie żadnej litości.

Mortiron, z niemałym wysiłkiem, dostał się do stajni. Mimo że pościg przestał już mu deptać po piętach, musiał opuścić Rant Or Mar i to jak najszybciej. Zabrał z kuchni tyle zapasów, ile tylko potrafił udźwignąć. Do uczynienia tego musiał oszołomić kuchcików i wymusić na Martherionie dyskretne przygotowanie prowiantu na drogę. Pozostało mu tylko zastanowić się, dokąd powinien pojechać. Szczerze wątpił, czy dawni sojusznicy jego ojca go przyjmą – przyznał się, przecież, przed Morfensilem do zdrady. Zrozumiał, że będzie musiał szukać kryjówki na pustkowiach.
Odwiązał swojego ukochanego gniadosza i pogłaskał go czule. Zwierzę prychnęło radośnie, przysuwając pysk bliżej, by polizać pana po ręce.
- Czeka nas tułaczka, maleńki – powiedział cicho, zakładając mu wędzidło do pyska.
Osiodłał wierzchowca i wyprowadził go ze stajni. Chłodny wiatr rozwiał jego długie do połowy pleców włosy. Dobył sztyletu i skrócił je poniżej ramion, przestając się przejmować, że niegdyś były wyznacznikiem jego wysokiej pozycji. To wszystko pozostało już za nim.
Pozostała mi już tylko zemsta, której nie mogę teraz dokonać – dodał w myślach, zaciskając palce w pięść tak mocno, że spomiędzy nich popłynęła krew.
Dosiadł konia i wyjechał przez bramę Rant Or Mar, pozostawiając już na zawsze miasto, w którym się wychował. I wspomnienia.
Ostatnio zmieniony sob 10 gru 2011, 16:32 przez Monivrian, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kruger » czw 03 lis 2011, 11:02

No to lecimy.
Fabułę całościową sobie odpuszczam. Skoro to fragment, to trudno do fabuły się odnieść. Jeśli by ci zależało, Moniviam, na ocenie fabuły, to pisz krótsze opowiadania i wstawiaj je w całości. Wtedy pogadamy.
A co do szczegółów. Czas, myślę, przeskoczyć z etapu tworzenia językiem opisowo-szkolnym, do języka literackiego. Myślę, że to się da zrobić. Samodyscyplina się przyda. I jeszcze – odstawiać tekst na dłużej a po powrocie do niego czytać jak obcy, na ile się uda, oczywiście.
Do komnaty wpadli mężczyźni odziani w purpurowe mundury gwardzistów Władcy Rant Or Mar, Morfensila.

Niestety już przy pierwszym zdaniu tłumię ziewanie. Autorka chce oddać nagłość, akcję, ruch – oni wpadli nagle, nieoczekiwani! No to się nie udało, zdanie jest przeładowane informacjami. Po co już w pierwszym zdaniu informacje, że to mundury purpurowe, że gwardzistów Władcy Rant Or Mar, Morfensila? Na to miejsce przyjdzie później. A tu nagłość sklęsła.
Dodatkowa uwaga, mundury (w sensie charakterystycznego kroju lub barw) są gwardii, a nie gwardzistów. W tym znaczeniu to sprawia wrażenie, że jacyś goście buchnęli mundury gwardzistom i teraz w nich paradują.
Podeszli zdecydowanie do Morvalata, siedzącego przy biurku nad rozłożonym czystym arkuszem pergaminu. Drogę zastąpił im siedemnastolatek z mieczem w ręku, w jego czerwonych oczach lśniła determinacja i chęć obrony mężczyzny, który najwyraźniej coś dla niego znaczył.

Skoro podeszli to cała scena z synem jest bez sensu. Drogę mógł im zastąpić wcześniej, ale oni już podeszli. Błędne obrazowanie.
Czemu nad czystym arkuszem pergaminu? To naprawdę stwarza inne wrażenie, niż autorka chciała. Jakby siedział nad tym arkuszem od paru godzin i nie wiedział co napisać (czytaj, czekał na nich) a nie jakby dopiero co usiadł i wyciągnął czysty arkusz. A podsumowując – czysty to nad-opis, zbędna informacja.
Przemyślałbym, autorko, konstrukcję narratora. Zastanów się jaki tym narratora personalnego prezentujesz, czy wszystkowiedzącego, czy takiego który wie tylko tyle ile widzi?
Z jednej strony masz narratora, który z góry wie, że chłopak, który dopiero się pokazał naszym oczom ma dokładnie 17 lat. Z drugiej narrator nie wie, że chłopak jest synem siedzącego, pisze „mężczyzna”.
A to „najwyraźniej coś dla niego znaczył”? Dwie niewiadome. I najwyraźniej (bardzo niedookreślone) i coś. Całe zdanko bym wywalił, skoro chłopak staje z mieczem i determinacją w oczach to fakt, że siedzący coś dla niego znaczy jest wystarczający wyraźny by o tym nie pisać.
Ubrany był w skórzane spodnie i prostą, czarną koszulę, na którą miał zarzucony płaszcz. Włosy związane w prosty kucyk sięgały mu do połowy pleców.

To jest dobry przykład na to, co sygnalizowałem na początku.
Spotyka się trzech bohaterów. Pierwszy ubrany był w to i to. Drugi włosy miał takie i takie. Trzeci miał taką i taką zbroję. Nie ziewasz czytając coś takiego, Moniviam? Ja ziewam. Bo tak się nie pisze. Spójrz na drugie zdanie, z tych zacytowanych. Tak się pisze. Mieszaj podmioty, pokazuj opisywane rzeczy z perspektywy innych osób. Nie pisz, że on był taki i taki, ubranie takie a takie. I zastanów się też, ile ze szczegółów tego ubrania jest naprawdę potrzebnych.
Np. Prosta, czarna koszula niezgrabnie wystawała ze skórzanych spodni a poły płaszcza rozchyliły się, gdy stawiał kolejne kroki.
Gwardziści zatrzymali się, wpatrując się z surowością na twarzach w śmiałka.

Często warto też poćwiczyć upraszczanie nadmiernie rozbuchanego języka. To co proste najczęściej brzmi o wiele lepiej. A konkretnie – wpatrywali się surowo – po prostu.
- Odejdźcie! – krzyknął chłopak. – Czego chcecie od mego ojca?

A tu mi logika szwankuje. Dalej w tekście przeczytałem, że chłopak darzył władcę szacunkiem i miłością. I przychodzą gwardziści władcy a on nagle staje przed nimi z bronią i broni ojca? Jeszcze nie wie, o co chodzi a już broni?
Morvalat, siedzący do tej pory przy biurku, podniósł się szybko, a następnie położył rękę na ramieniu chłopaka, chcąc go w ten sposób uspokoić.

Zrobił to, potem tamto a następnie jeszcze coś. To też przykład prostego języka opisowego a nie literackiego. Czasem to ujdzie, ale nie tu. Tu razi naiwnością przekazu. Przecież nie trzeba opisywać każdej czynności człowieka do najdrobniejszego szczegółu, by stworzyć spójny i żywy obraz. Upraszczamy język.
Po co dwie informacje określające o kogo chodzi? Albo Morvalat, albo siedzący dotąd przy biurku. Obie są zbędne, bo wiemy przecież, że dotąd siedział. I nie piszmy „następnie”. I nie piszmy oczywistości: „chcąc go w ten sposób uspokoić” – czytelnik to sobie sam obrazuje.
Jest w tym jedna pułapka, bo Morvalat to nie jest jego imię, jak dotąd mógł myśleć czytelnik, ale do tego wrócę później, na razie uznaję, ze to imię.
Chłopak zacisnął zęby, ale posłusznie odsunął się i stanął z boku.

Pogrubione – IMHO zbędne. Skoro się odsunął (czynność dokonana) to wiadomo, że ruch zakończył i już stoi. I wiadomo, domyślnie, że w bok, bo nie do góry ani w dół i też nie do przodu ani do tyłu, tak?
Rosły Morvalat podszedł bliżej do Gwardzistów, którzy czekali na rozkazy swego dowódcy.

Podszedł do gwardzistów, małą literą. Swego – nad-opis i zaimkoza. IMHO naiwna jest też uwaga o czekaniu na rozkazy. To co, przed wejściem do tej komnaty im nie powiedział co mają robić? Owszem, chłopak ich zatrzymał, ale już odszedł, teraz stoi przed nimi ten, po którego przyszli. De facto, oni nie czekają na rozkazy, tylko na to jak się rozwinie sytuacja. Czyli – całe zdanko po przecinku zbędne IMHO. Lepiej byłoby napisać, że w reakcji na to, ze on podszedł spojrzeli na swego dowódcę. Bo…
Mężczyzna z czarnymi, rozpuszczonymi włosami wykonał gest ręką.

JAKI MĘŻCZYZNA??? Ani chybi ten, co wstał i odsunął syna. W dodatku wykonał gest ręką… Gest – to ruch ręki. SJP.
Pozostali Synowie Ciemności ruszyli ku swej ofierze.

Kto tu jest synem ciemności? Dotąd nikogo tak nie nazwano. W dodatku pozostali. A kto jest pierwszym? Tego wszystkiego można się domyślić, ale porwane to jest masakrycznie.
Ruszyli ku ofierze – przecież stoi tuż przed nimi. Ja wiem – ruszyć to początek ruchu, ale to zakłada pewien impet a ten im jest niepotrzebny.
Morvalat, w skórzanym kaftanie i czarnych włosach do ramion, popatrzył na nich bez wyrazu i dobył miecza.

Po co te opisy wyglądu? Ni w pięć ni w dziesięć i nieliteracko.
Dobył miecza. Z mieczem siedział sobie przy biurku. Syn też spacerował sobie po domu z mieczem. Sorry, autorko, ale mało realistyczne to jest.
Podskoczył ku nim, wyprowadzając kilka celnych cięć.

Podskoczyć można w górę. Albo znaczy to też „podbiec z podskokiem”, ale on stoi przy nich. A więc – skoczył, po prostu skoczył.
Celne może być coś, co jest celowane, w konkretny punkt. A więc pchnięcie. Cięcie już nie.
Dwóch Gwardzistów osunęło się na kolana, kurczowo trzymając ręce na boku. Spod ściskających ranę palców, pociekła krew.

Kurczowo trzymają… - krakowiaczek jeden? Takie mam skojarzenie. Zbędna informacja autorko, usuń ten przegadany fragment. Będzie lepiej!
Gwardzistów małą literą, ale o tym już pisałem.
- Poddaj się, Mortan! – krzyknął. – Nie masz żadnych szans!

A więc Morvalat ma na imię Mortan. A niedługo potem okaże się, że inni to tez Morvalaci!
A więc grzech pierwszy – niejasne użycie Morvalata (członek rasy lub narodowości) bo wydaje się na początku że to imię. Grzech drugi: Morvalat, Mortiron, Mortan, Morfensil, Monivrian. Ja rozumiem, że jest tu klucz, ale on mi nie wynagrodzi łamania sobie mózgu na podobnie brzmiących imionach i nazwach własnych. Więcej inwencji. Grzech trzeci – Serotonina. Niestety, ja to słowo znam i wiem, co znaczy. I razi mnie, że to imię.
On nie odpowiedział, dalej atakował zawzięcie, jakby bronił czegoś ważniejszego niż własny syn.

On? Ostatni on-podmiot jaki się pojawia, to Serotonina. I on sobie nie odpowiedział?
Jakby bronił… - pokaż to czytelnikowi, niech sam to pomyśli. A jeśli już chcesz stwierdzić fakt to wywal słowo „jakby”.
Przestraszony Mortiron obserwował wszystko z boku, pragnąc włączyć się do walki, mimo poleceń ojca.

A to bzdura. Ojciec zakazał mu włączać się do walki a nie zabronił mu tego pragnąć. Więc póki tylko pragnął ale nie włączał się, nie czynił tego wbrew (mimo) poleceń ojca.
Nie mógł już patrzeć spokojnie, jak Mortan sam odpiera atak Gwardzistów Imperatora, który wysłał ich bez żadnego sensownego powodu. Tak mu się zresztą wydawało.

Nie mógł już patrzeć spokojnie – a przed chwilą mógł patrzeć spokojnie? Już – zbędne.
Sensowny powód, tak mu się wydawało. Czy władca musi mieć sensowny powód? Co to jest sensowny powód? Chcesz oddać rozdarcie chłopaka, autorko, że on nie wie, dlaczego ukochany władca występuje przeciw ojcu? Napisz to. Sensowne powody są bełkotem. To ze mu się tak wydaje, to oczywista oczywistość.
W końcu Morvalaci powalili swego pobratymca na ziemię, brutalnie wykręcili mu ręce do tyłu, po czym zakuli w kajdany.

Dopiero tu można się dowiedzieć, kto zacz Morvalat!
Mimo tego, błędne obrazowanie. Czemu nie napisać konkretnie, powalili Mortana?
A kajdany… Co to są kajdany, autorko? Żelazne obręcze i łańcuchy. Skuć kajdanami można przy pomocy kowala i młota. Nie da się tego zrobić szybko, chybcikiem z trzymanym siłą więźniem ledwo pojmanym. Bo kajdany to nie kajdanki.
Serotonina podszedł bliżej do Mortana, zaciskającego z wściekłością wargi.

To częsty błąd. Podszedł bliżej – znaczy stał blisko ale przysunął się jeszcze bliżej. Musi być jakieś uzasadnienie, np. chciał go dotknąć, otrzeć twarz itp. Ale z sytuacji, która jest opisana wynika, że Serotonina trzymał się z dala od walki, wyczekał na jej koniec i podszedł pogadać. A więc bliżej – do wywalenia.
- Mam rozkaz od pana Rant Or Mar, Morfensila, doprowadzenia cię przed sąd za zdradę stanu i pomaganie Wygnańcom! – oświadczył zimnym, nie wyrażającym żadnych emocji tonem.

Słuchacz, Mortan, wie że Morfensil jest Panem Or Mar. Co dziwne, czytelnik też już to wie. Nie szkoda Serotoninie strzępić języka?
Na czym polegała zdrada stanu? Bo pomaganie Wygnańcom postawiono obok zdrady, więc chodzi o dwa przestępstwa.
Mortiron zesztywniał, usłyszawszy w końcu, co było powodem napaści i nie mógł uwierzyć własnym uszom.

Dziel zdania, autorko.
– zapewniał siebie samego w myślach, lecz tak naprawdę nie wiedział, co było prawdą.

Powtarzasz się, autorko. Skoro sam się zapewniał w myślach, to znaczy że nie wiedział czy to prawda, nie?
Gwardziści podnieśli Mortana i wywlekli z komnaty.

Nadmiar zbędnych informacji usypia. Gwardziści wywlekli Mortana z komnaty. Mówi tyle samo prawda?
Mortiron został sam z Serotoniną, który odwrócił się w jego stronę. Spojrzał na niego z góry i z obrzydzeniem, jakie, z pewnością, budził w nim widok potomka zdrajcy.

Przydałoby się więcej zdań. A czemu? Bo się wpada w pułapki zgubionych podmiotów. Kto odwrócił się w czyją stronę i kto na kogo spojrzał z góry? Zamotane.
I czemu widok syna zdrajcy budzi obrzydzenie? Chwilę wcześniej zwracając się do samego zdrajcy był zimny i beznamiętny. Znaczy się – być synem zdrajcy to gorsza zbrodnia niż być zdrajcą?
- Możesz pójść zobaczyć wyrok.

Co to jest wyrok? Orzeczenie, stwierdzenie, treść, sentencja. Tego się nie da zobaczyć! Zobaczyć można rozprawę. Zobaczyć można wykonanie wyroku, ale nie wyrok.
Mortiron spojrzał na niego zszokowany; mówił to tak, jakby Mortan już został skazany na śmierć.

Kto mówił? Mortirion, on jest ostatnim podmiotem i również podmiotem domyślnym tego orzeczenia.
W milczeniu, z rosnącą trwogą w sercu udał się za przywódcą Gwardzistów do sali tronowej.

Albo zmień szyk: z rosnącą w sercu trwogą. Albo usuń w sercu. Serotonina jest dowódcą gwardzistów (z małej litery) a nie przywódcą. To nie to samo. Skąd wie, wyruszając, że do Sali tronowej? Domyślać się może że do pałacu (zamku?) ale od razu do sali tronowej?

Mnie to wystarczy. Wolę krótsze teksty omawiać, krótsze, ale skończone.


Weryfikacja zatwierdzona przez Adriannę
Ostatnio zmieniony czw 08 gru 2011, 20:43 przez Kruger, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Monivrian » czw 03 lis 2011, 13:31

I tak mi pomogłeś, dziękuję :)



Awatar użytkownika
Obywatelka AM
Umysł pisarza
Posty: 850
Rejestracja: pt 05 sty 2007, 20:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Obywatelka AM » pt 04 lis 2011, 15:27

Mofensil (ale czasem piszesz Morfensil, więc nie wiem, jak powinno być)
Morvalaci
Mortiron
Mortan
Monivrian
Martherion

Naprawdę można się pogubić. Ty na pewno orientujesz się w swoich bohaterach, ale uwierz mi, gdy czytelnik zostaje wrzucony w wir osobników nazywających się Mo-cośtam nie wie, kto jest kim. To bardzo utrudniało zrozumienie, szczególnie scen, gdzie dużo się dzieje i jest dużo osób. Jeszcze jak się później okazało Morvalat to nazwa rodu czy tam rasy i używasz jej zamiast słowa „człowiek” do opisu ich wszystkich. Na początku byłam przekonana, że to jakaś konkretna osoba ten Morvalat, dlatego później nie mogłam się połapać, gdy raz Morvalatem był nazywany ten „zły”, a raz ojciec, itd.
Gdybyś na przykład miała taką wizję, że w ich kraju jest nakaz nazywania się na literę M – okej. Ale tutaj wyraźnie Uther i Serotonina się wybijają (a Serotoninie to poświęcę jeszcze oddzielny akapit), więc najwyraźniej masz po prostu dziwne ciągoty do imion na literę M ;) Wprowadź trochę urozmaicenia, bo naprawdę jest ciężko zapamiętać te imiona, szczególnie na początku.
Natomiast Serotonina… Wiesz, że serotonina to nazwa związku chemicznego? A konkretnie hormonu. Nazwanie tak postaci w opowiadaniu fantasy rozbawiło mnie. To tak jakby jeden z hobbitów nazywał się Dopamina albo jakaś postać z Wiedźmina nazywała się Adrenalina. To brzmi po prostu śmiesznie ;) i nie na miejscu.

Dobra, zostawmy te imiona.
Nie chcę wypisywać wszystkich zdań, w których coś zgrzytało, czy które były kiepsko zbudowane. Skupię się na tym, co najbardziej mi przeszkadzało w trakcie czytania.

Drogę zastąpił im siedemnastolatek z mieczem w ręku, w jego czerwonych oczach lśniła determinacja i chęć obrony mężczyzny, który najwyraźniej coś dla niego znaczył.

Kruger już o tym mówił. Gdybyś napisała „chęć obrony ojca”, kropka – wystarczyłoby w zupełności.

Włosy związane w prosty kucyk sięgały mu do połowy pleców.

Mężczyzna z czarnymi, rozpuszczonymi włosami wykonał gest ręką

Morvalat, w skórzanym kaftanie i czarnych włosach do ramion

Długie, czarne, sięgające poniżej lędźwi, włosy miał związane w ciasnym warkocz.

Tak czytałam i zastanawiałam się, co Ty masz z tymi włosami, że ciągle do niech wracasz? Później okazało się, że są one istotną informacją, bo świadczą o statusie społecznym ich posiadacza. Ty to wiesz, ale Czytelnik tego na początku nie wie, są to dla niego fakty zupełnie nieważne, które w ferworze opisywanej walki gdzieś przepadają. Musisz to jakoś inaczej rozegrać, albo wcześniej powiedzieć o istotności tych włosów, albo opisywać wygląd postaci dopiero po tej informacji. Kombinuj ;)

- Czy przyznajesz się do spółkowania z Wygnańcami i zdrady stanu? – zapytał zimno.

„Spółkować” to znaczy „mieć stosunek płciowy”. Na pewno o to słowo Ci chodziło?

W oczach Mortirona pojawiły się łzy, których nie potrafił powstrzymać, ponieważ był słabym i głupi młokosem.

To znaczy tylko słabym i głupim młokosom zrobiłoby się smutno, gdyby ktoś właśnie ściął głowę ich ojca? Bez przesady, każdemu by się łzy zakręciły w oczach, nawet bohaterowi opowiadania fantasy. Powiedziałabym nawet, że Mortiron dosyć słabo zareagował na śmierć ojca. Nawet nie protestował, gdy Uther zbliżył się do Mortana z wyraźną chęcią pozbawienia go głowy.

Zapomniał już o głupich myślach o posłuszeństwu

posłuszeństwie

Wbił w Uthera i jego ojca wściekłe, pełne nienawiści spojrzenie. Zapomniał już o głupich myślach o posłuszeństwu, zapragnął zemsty. Nienawiść płonęła tak mocno w sercu, że niemal czuł jej żar. Popatrzył w milczeniu na króla Rant Or Mar.
- Mofensilu, synu Randa! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Przysięgam ci wiekuistą nienawiść i straszliwą zemstę. Zdechniesz z mej ręki!

Powtórzenia. I jak to „popatrzył w milczeniu” jak przecież coś mówił?
„Zdechniesz z mej ręki” też nie brzmi najlepiej, bardziej „zginiesz z mej ręki”, ale to już być może moje subiektywne odczucie.

zaciskając palce w pięść tak mocno, że spomiędzy nich popłynęła krew.

Chyba trochę przesadziłaś z tą krwią z powodu zaciskania pięści. W każdym razie scena wygląda na przerysowaną.


Ja też odniosłam wrażenie, że język opowiadania jest szkolny, niedojrzały. Nie przewinęła się nawet jedna metafora, same suche fakty, co kto po kolei zrobił. Nie mówię, że masz od razu pisać jak poeci, ale pobaw się trochę tym językiem ;)
Niepotrzebnie rozpisujesz się, w co była ubrana dana postać. A jeśli koniecznie chcesz o tym napisać, to chociaż w bardziej stosownym miejscu niż w środku opisu walki, jakiejś szybkiej akcji, itp.
Jest sporo powtórzeń.
Piszesz, że bohater poczuł cośtam, na przykład nienawiść, ale nie zawsze udaje Ci się naprawdę pokazać tę nienawiść w jego zachowaniu. Czasem lepiej właśnie nie pisać wprost o uczuciu, które ogarnia bohatera, tylko pokazać jego zachowanie świadczące o tym uczuciu.
Popracuj trochę nad naturalnością dialogów, niektóre postaci wyrażają się i zachowują zbyt teatralnie, sztucznie.
Zdaję sobie sprawę, że to fragment i nie wiem, co wymyśliłaś dalej, ale jak na razie fabuła nie wybija się ponad przeciętność.
Dużo czytaj i dużo pisz. Wiem, że to sztampowa rada, którą daje się wszystkim, ale najwyraźniej coś w niej jest ;)
Powodzenia.



Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Monivrian » śr 30 lis 2011, 23:14

Naprawdę dziękuję za pomoc :). Naniosłam wszystkie poprawki, które mówiliście z Krugerem i czyta się już lepiej. Pomogło. Dziękuję i kontynuuję ten tekst bo chcę to skończyć. To mi da większą motywacje do dalszej pracy nad sobą :)



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2393
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 08 gru 2011, 20:42

Wypisując uwagi starałam się pomijać to, co już wymienili Obywatelka i Kruger, co nie zmienia faktu, że praktycznie ze wszystkim, co wypisali się zgadzam.

Monilviam pisze:Czy to Mofensil was tu przysłał, Serotonina?
Kurde, ja się nie nauczę! Nie pić i nie weryfikować równocześnie.
Wybacz, to złośliwa uwaga, ale jak zobaczyłam to imię... Ciekawy pomysł na nazwę, nie powiem... http://pl.wikipedia.org/wiki/Serotonina

Monilviam pisze:Każdy Morvalat miał czarne włosy i czerwone oczy, różnili się od siebie tylko posturą i ilością posiadanej mocy. Była to rasa, która dominowała nad elfami i ludźmi, żyjącymi w Arathei. Poza tym ich krew i jad w zębach był śmiertelną trucizną dla każdej żyjącej istoty, chociaż zdarzały się przypadki, że osoba, która napiła ich krwi stawała się jednym z nich.

Nie wprowadzaj informacji tak ex cathedra. Dotąd Twój narrator gadał tak, jakby wszystko było wiadome (nie tłumaczył tła, tylko opisywał scenkę) i co, nagle tutaj wykład z różnorodności biologicznej musi zrobić? To bardzo nieporadnie wygląda.

Monilviam pisze: W milczeniu, z rosnącą trwogą w sercu udał się za przywódcą Gwardzistów do sali tronowej.

Chłopak przekroczył powoli wrota sali tronowej.
Następny akapit = następna scena - tak możesz robić. Ale pamiętaj, ze w tekście to nadal jest obok siebie, więc dbaj o gładkie przejście, o dobre brzmienie. Tutaj zaserwowałaś łopatologiczne powtórzenie. To niedobrze.

Monilviam pisze:Uther wysunął się do przodu, znajdując się przed Morvalatem.
Wysunął się naprzód i stanął przed Morvalatem.
Czy cokolwiek. W takiej formie, jak to napisałaś brzmi po polskiemu.

Monilviam pisze:Kochał go, ale nie był gotowy, by pójść jego drogą.
Nie wpychaj czytelnikowi banałów. No przecież wiadomo, że nie był gotowy, jak jeszcze nawet nie wiedział, co to za droga.

- Mofensilu, synu Randa! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Przysięgam ci wiekuistą nienawiść i straszliwą zemstę. Zdechniesz z mej ręki! Ty i twoi przeklęci synowie! – Popatrzył z wściekłością na Uthera. – Ty przede wszystkim gotuj się na śmierć, która prędzej czy później cię dosięgnie!
Mistrz strategii po prostu i sztuki przetrwania :P
I szczerze mówiąc właśnie znielubiłam Twojego głównego bohatera. Bo nie lubię głupich bohaterów. A tego usilnie starasz się dowieść (najpierw piszesz, że dlatego płacze - to akurat nie jest jakieś szczególnie logiczne), wpychając go w scenę z kiepskiego filmu przygodowego, w którym bohater wywrzaskuje swój plan, a potem przez resztę filmu ucieka przed tymi, którym to powiedział.

Monilviam pisze:Dobył miecz i zaczął energicznymi ruchami wyrąbywać sobie drogę ucieczki.
Realizm w walce też nie jest Twoją mocną stroną.
Nie wiem, jak by musiał walczyć, żeby sobie wyrąbać drogę przez grupę uzbrojonych gwardzistów.
Weź kiedyś broń do ręki, poćwicz parę ruchów, poczytaj opisy starć w książkach. Bo taki tekst wygląda po prostu śmiesznie.

Monilviam pisze:Do uczynienia tego musiał oszołomić kuchcików
Czym ich oszołomił?! Come on! Opowiadasz mi całe akapity o gościach z długimi czarnymi włosami i w skórzanych kaftanach, a jak przechodzi wreszcie do akcji, to dajesz jakiś jej telegraficzny skrót.

Do fabuły nie będę się czepiać - nie o to chodzi. Na razie musisz przede wszystkim ćwiczyć warsztat. Jak tylko dasz radę, na czymkolwiek.

Twój język na razie jest bardzo szkolny, prosty. Nie radzisz sobie ze scenami dynamicznymi i uczuciami, co próbujesz chyba nadrabiać rozepchanymi opisami.
Zauważ, że w tekście teoretycznie ciągle coś się dzieje - ktoś wpada do komnaty, ktoś walczy, ktoś ucieka, znów potyczka! A każda z tych scen jest opisana na zasadzie: "zamach mieczem i ranił jednego, ale go obezwładnili", "zaczął uciekać, porąbał przeciwników i wybiegł". Weź teraz w rękę książkę i popatrz, czy tam też tak jest napisane? Chyba nie...

Masz podstawy takie czysto poprawnościowe - widać, że starałaś się tekst dopracować. Nie zadbałaś o powtórzenia, kiepsko skonstruowane zdania jeszcze Ci się nie rzucają w oczy, ale jak będziesz ćwiczyć, to przyjdzie z czasem.
Dlatego będę czekać na coś lepszego.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Monivrian » pt 09 gru 2011, 02:12

Dziękuję za opinie. Wszystkie błędy, które pokazywali tworzy poprzednicy zostały usunięte. Nawet to durne imię zostało zmienione :D. Ogólnie nadal pracuję nad tym opowiadaniem bo chcę to skończyć.
Pozdrawiam
Moni



Awatar użytkownika
Kruger
Umysł pisarza
Posty: 942
Rejestracja: śr 12 paź 2011, 09:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kruger » pt 09 gru 2011, 09:12

Oczywiście, nie musisz z niego rezygnować. Warto ćwiczyć na nim i dla niego. Ale ćwicz też obok, na krótszych formach (opowiadania na 10-15 tys. znaków). Łatwiej obmyślić fabułę (może) ale na pewno łatwiej je poprawiać.



Awatar użytkownika
Monivrian
Dusza pisarza
Posty: 425
Rejestracja: sob 01 paź 2011, 02:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Monivrian » pt 09 gru 2011, 13:46

Ja to kończę w ramach tego Maratonu Pisarskiego. ( ma to już 119 stron) Cała zabawa polega na tym, że mój kłopot polega na tym, że nie idzie mi zaczynanie tekstu. Wychodzi mi to sucho i nadmiarem niepotrzebnych opisów, ale jak się tak bardziej rozpisze to jest lepiej. Jestem w dobrej myśli, bo widzę poprawę między tym prologiem a ostatnimi rozdziałami. Jest naprawdę widoczne :)



Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » pt 09 gru 2011, 15:05

Moi poprzednicy wytknęli Ci wszystkie ważniejsze błędy.

Od siebie mogę dodać, że niezbyt zręczne sformułowania w tekście mnie niekiedy bawią.

Dodatkowo - jeżeli chcesz pisać cokolwiek o walce wręcz, ludziach w mieczach itp. - ktoś Ci już to doradzał - dowiedz się trochę o tym. Jeżeli tego nie zrobisz, będziesz tworzyć fantastykę najgorszego sortu, taką, jakiej ja osobiście szczerze nie cierpię.

Na przykład - na początku piszesz o panu, który dobywa miecza i szlachtuje kilku gwardzistów cięciami owego oręża. Czy gwardziści owi stoją bez ruchu, nie dobywają w ogóle swoich broni ORAZ nie mają żadnego pancerza? Jeżeli tak, spoko, da się zrobić... ale w walce ludzie mają tę paskudną tendencję, że nie dają się trafić i uciekają spod miecza, skubańce jedne.

Może przedstawię to bardziej konkretnie: walka nigdy nie wygląda tak, jak na filmach. Te wszystkie piruety, parady, cięcia z szerokim zamachem. Walka wygląda raczej tak, jak przedstawiają ją panowie z Zornhau (a są naprawdę dobrzy w tym, co robią):
http://www.youtube.com/watch?v=mjT4JepA-Vc

Monilviam pisze:Jestem w dobrej myśli, bo widzę poprawę między tym prologiem a ostatnimi rozdziałami. Jest naprawdę widoczne

To popraw prolog. Serio. Nikt nie dobrnie do ostatnich rozdziałów jak prolog go zniechęci. Mam ten sam problem - jakość mej powieści jest nierówna, choć prolog poprawiałem już bardzo długo. I tak raczej zniechęca.

edit - ancepa - O walce TUTAJ
Ostatnio zmieniony pt 09 gru 2011, 18:46 przez Mich'Ael, łącznie zmieniany 1 raz.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości