Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Niemy Śpiewak - część 2 [?]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
misha
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: ndz 17 sty 2010, 18:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: to pytanie?
Płeć: Kobieta

Niemy Śpiewak - część 2 [?]

Postautor: misha » śr 15 sie 2012, 22:07

[TUTAJ] link do poprzedniej części.

*

Siadywałeś na ogrodzeniu.


WWWDni bez Mikiego było coraz więcej. Wszystkie wyglądały podobnie. Nie musiałem robić nic, poza wychodzeniem na padok.Czasem spędzałem czas na owym ulubionym wzgórzu, ale częściej - tuż przy ogrodzeniu. Nadymałem chrapy i świdrowałem wzrokiem ścieżkę, na której powinien pojawić się on. Dlaczego nie przychodzi?! Zarżałem ponaglająco.

*

WWW- Tak dłużej być nie może - Kata zdecydowanym ruchem położyła na biurku jakieś dokumenty.
WWW- Mnie to mówisz? - sarknęła właścicielka stajni. - Koń ma nieopłacony pensjonat, stoi bezczynnie całe dnie i rży, jakby...
WWW- Rży, jakby wzywał na pomoc wszystkie żywioły, które pomogłyby mu znowu spotkać Mike'a. Bo to jest jedyne, co według niego ma sens. O co warto walczyć. Tworzenie jedności. Czy tak?
WWWWłaścicielka stajni przetarła zmęczone oczy dłońmi.


*

WWWZachrapałem nerwowo, robiąc bokami jak po biegu. Uderzyła mnie straszna myśl, tak przerażająca, że zaparło mi dech w piersi, a sierść na szyi nawilgła od potu.
WWWA może on o mnie zapomniał?
WWWMIKI!
WWWZarżałem znowu, stając dęba, żeby być bardziej widocznym.
WWWZapomniał, zapomniał - krzyczała drwiąco ziemia pod uderzeniami moich kopyt. Pogalopowałem na wzgórze, zatrzymując się na jego szczycie i sprawdzając, czy nie patrzysz. Nie pamiętasz, Miki?
WWWGłośny wizg przeciął ciszę.

WWWGdziekolwiek jesteś, pozwól, że opowiem Ci moją historię. Ty jesteś jej częścią, więc słuchaj uważnie. Gdziekolwiek jesteś, poświęć mi chwilę, bo magia, którą razem tworzyliśmy nie zasługuje na zapomnienie.

WWWSiadywałeś na ogrodzeniu. Stałem tuż obok, piersią niemal go dotykając. Ty gładziłeś moje chrapy. Oboje wpatrywaliśmy się w sceny, które rozgrywały się na padoku. Szkółkowe konie chodziły pod uczniakami, którzy uporczywie trzymali pięty w górze. Czasem gubili strzemiona, lub tracili równowagę i opadali koniowi na szyję. Konie prywatne skakały lub wykonywały figury ujeżdżeniowe pod swoimi bardziej doświadczonymi właścicielami. Czasem szły z nimi na spacer, lub spędzały czas w inny sposób.

WWWPięknie się śmiałeś. Kiedy któryś koń usiłował zrzucić jeźdźca, klepałeś się po udach. Pamiętasz, kiedy pierwszy raz tak zrobiłeś? Odskoczyłem, jak oparzony, a ty niemal spadłeś z ogrodzenia ze śmiechu.
WWW- Śpiewaku, a ty? Zrzuciłbyś mnie? No powiedz, masz czasem na to ochotę?
WWWTrącałem cię radośnie nosem i podrzucałem łeb. Dlaczego miałbym cię zrzucić? Bo jesteś nieznośny, kiedy wiercisz się w siodle, poprawiając strzemiona? Albo gdy tracisz równowagę, kiedy uskoczę w bok? Nie, Miki, nie zrzucę cię. Jesteś moim przyjacielem, a przyjaciele nie wysadzają się z siodeł.

WWWCzasami pokrzykiwałeś wesoło do jeźdźców. Odpowiadali żartem. Czasem rozmawiałeś z Katą, tą dziewczyną, która lubi kantary. Wiesz, która, prawda? Mówiła o tobie. Dlaczego sprawiła, że się zaniepokoiłem? Nie, teraz, kiedy o tym myślę, to niemożliwe, żebyś o mnie zapomniał. Po prostu jesteś zajęty.

WWWNajlepiej pamiętam pewien wieczór, kiedy wszyscy skończyli już jazdę. Nie obserwowaliśmy teraz żadnych wydarzeń. Stałem naprzeciwko ciebie i patrzyłem. A ty patrzyłeś na mnie.
WWW- Śpiewaku - powiedziałeś wtedy, tak cicho, jakby wiatr układał się do snu.
WWWZbliżyłem głowę do twojej piersi, niemal jej dotykając. Gładziłeś ją delikatnie. Łaskotało.
WWW- Kiedy biegniesz, ziemia śpiewa pod uderzeniami twoich kopyt. Powinieneś się raczej zować Tancerzem, bo żadna lekkość nie dorówna tej, z którą biegniesz mi na spotkanie. A potem - oboje biegniemy, rzucić wichrowi wyzwanie.
WWWPrzymknąłem oczy.
WWWTak było, Miki. A teraz wiatr drwi sobie z nas obu, wczepiając swoje długie palce w moją coraz dłuższą grzywę. Wracaj!

*

WWWDo jego świadomości wdarł się rozpaczliwy, niemy okrzyk. Nic więcej.

~*

Zaradność według Mikiego.

WWWNiezmiennie to Kata witała mnie rano i żegnała wieczorem. W pewnym sensie zastąpiła Mikiego - ale tylko w wykonywaniu codziennych czynności.
WWWBo tego, co dla mnie zrobiłeś, co razem zrobiliśmy i osiągnęliśmy, nie da się porównać z niczym.

WWWMoim ulubionym zajęciem stało się obserwowanie Katy przy pracy. Przyznam, że nie mogłem się oprzeć, by nie porównywać jej z Mikim. Miałem tylko nadzieję, że nie dowie się o tym i nie będzie jej przykro. Starała się. Ale nie była... Tobą, Miki. Nie łączyły nas wspomnienia radosne i smutne, chwile, w których wspieraliśmy się nawzajem i kiedy oboje krzyczeliśmy, buntowniczo drwiąc sobie ze świata. Nigdy nie ścigała się z wiatrem, nigdy nie chciała skoczyć aż na księżyc. Wiem, że gdybym ja tego chciał, ty uśmiechnąłbyś się, uniósł w strzemionach i pokierował naszym wspólnym lotem. Może nie dotarlibyśmy na sam księżyc, ale trafilibyśmy na jakiś czarny kawałek nieba, rozświetlając go iskrami naszych najpiękniejszych przeżyć. Ludzie nazywają je gwiazdami.

WWWKata była bardzo zorganizowana. Było mi bardzo wesoło, bo akurat tej cechy nie było u ciebie ani za grosz. Pamiętasz? Gubiłeś wszystko. Dobrze, że utrzymywałeś przyjacielskie stosunki z ludźmi ze stajni i wszystko mogłeś od nich pożyczać. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego oni nie pożyczali nic od ciebie? (może dlatego, że mogli to pożyczyć od prawowitych właścicieli...?) A to owijki. Wodze. Uwiąz. Raz musiałeś pożyczyć popręg, innym razem... Och, Miki, jakim cudem udało Ci się zgubić jedno strzemię? Na każde urodziny - i ja, i ty, dostawaliśmy od każdego czapraki, bo wszystkie namiętnie gubiłeś. Było ich już tyle, że możnaby wyłożyć nimi mój boks. Mój i wszystkich pozostałych koni. Ale wiesz co? Lubiłem cię za to. Za element nieprzewidywalności, którym podobno obdarzone są konie. Nieprawda. My uważamy, że nieprzewidywalni są właśnie ludzie. Koni wystarczy uważnie słuchać.

WWWOd kiedy Kata się mną zajmuje, używamy tylko jednego czapraka. Wprawia mnie to w zdumienie. Zawsze wykonujemy te same czynności w niezmiennych porach. Karmienie, czyszczenie, sprzątanie boksu. Mógłbyś ustawiać zegarek na podstawie jej pojawiania się w stajni, mimo, że zgubiłeś go lata temu. Różnicie się, przyznam, nawet w zwyczajnych odruchach, gestach. Ona jest bardziej nieśmiała, nie tak rozmowna i wylewna jak ty. Nie nawiązuje przyjaźni ze wszystkimi jeźdźcami, nie zna z imienia wszystkich trzydziestu koni w stajni, nie zna też ich historii i rodziców. Pyta o pozwolenie, cokolwiek chce zrobić. Jak zachowywałeś się ty?

WWWPewnego dnia przyniosłeś dziwne siodło.
WWW- To siodło ujeżdżeniowe - oświadczyłeś, jakby ta nazwa miała mi cokolwiek powiedzieć. Przedmiot lśnił, sprzączki mrugały zadziornie odbitym światłem. Zostawiłeś je na drzwiach boksu i pobiegłeś pożyczyć czaprak.
WWW- Skąd właściwie masz to siodło? - zainteresował się właściciel konia z naszej stajni, kasztanka Roniego.
WWW- Tom, który trzyma tu od niedawna konia hanowerskiego, wiesz który, prawda? Kupił sobie nowe i zostawił w siodlarni.
WWW- I pozwolił ci pożyczyć?
WWW- Nie wiem, nie ma go tutaj - odparłeś z triumfalnym uśmiechem, który znał każdy, komu kiedyś zniknął na parę godzin sprzęt do jazdy.
WWW- Majtki też od wszystkich pożyczasz? - zainteresował się człowiek Roniego, a ty wybuchnąłeś śmiechem, niezdolny chwilowo odpowiedzieć.

WWWWłaściciel siodła i dumnego hanowera zastał nas na jeździe.
WWW- Miki, zginęło mi siodło. Szukam go.
WWW- A jak ono wygląda?
WWW- Nowa ujeżdżeniówka, rozstaw łęku jak u Śpiewaka, widziałeś?
WWWWtedy twoja bezczelność przekroczyła granice zdrowego rozsądku. Brzuch łaskotał mnie od wstrzymywanego śmiechu.
WWW- Nie, nie widziałem. Popytaj w stajni. Po co byłoby mi twoje siodło? - popukałeś palcem w czoło.
WWWMężczyzna pokiwał głową i poprawił trzymany pod pachą kask. Kiedy odszedł na bezpieczną odległość, zaśmiałeś się. Nie złośliwie. Radośnie.
WWWPo jeździe odniosłeś je na miejsce. Załączyłeś karteczkę z podziękowaniem i marchewki dla konia.

WWWCzy to Twój urok osobisty sprawiał, że mimo nieznośnego charakteru wszyscy cię lubili i nikt nie miał ci za złe, że pożyczasz sprzęt? Faktem jednak było, że oddawałeś go w stanie nienaruszonym. Co więcej, kiedy pożyczyłeś coś brudnego, po użyciu czyściłeś tak długo, aż lśniło.

WWWMyślę jednak, że coś innego powodowało, że nie wyrzucili Cię - i mnie razem z Tobą - na zbity pysk ze stajni. Byłeś dobrym człowiekiem. Jesteś nim. Zwierzęta to czują. Ludzie również. Chociaż nie rozumieją, co nakazuje im darzyć sympatią nieszkodliwego szaleńca, który nagminnie podbiera im sprzęt wtedy, kiedy go potrzebują i który w środku nocy zapala w stajni światło (doprowadzając właścicielkę do palpitacji serca), bo akurat miał fantazję odwiedzić konie.
WWWNiewysoki mężczyzna z karym ogierem. Po prostu dobry człowiek i przyjaciel. Zaufany. Sprawdzony. Takich teraz, podobno, najmniej. Czy Ty zawsze musisz być taki niepowtarzalny?

*

WWWNiepewny uśmiech przez sen.

~*

Bezradność.

WWWKata cicho wchodzi do stajni. Nie śpię już i czekam, głośno, nerwowo wypuszczając powietrze z płuc. Wie, że jestem zawiedziony, że widzę ją, a nie Ciebie. Spuszcza wzrok, a ja nic nie mogę poradzić na to, że jestem tak rozczarowany.
Chce mnie pogłaskać, ale odsuwam się. Dziewczyna w milczeniu wykonuje po kolei te same czynności co zawsze.
WWWWyprowadza mnie ze stajni, ale nie idziemy na padok. Kata kieruje się na lonżownik. Intryguje mnie tym, więc podnoszę łeb i stawiam uszy w sztorc.
WWWDziewczyna podpina lonżę do taśmowego kantara, tego, którego oboje nie lubimy. Czekam spokojnie.
WWWBierze bat, co mnie niepokoi. Zerkam kątem oka i ustawiam ucho na bok. Jestem zdenerwowany, ona zresztą też.
WWWZaczynam chodzić stępa po okręgu wokół dziewczyny.
WWWNie daje mi spokoju ten bat, wiesz, Miki? Ty nigdy go nie używałeś. Mimo, że ona nawet nim nie macha, nie mogę się rozluźnić. Nie raz obserwowałem innych jeźdźców i wiem, do czego używany jest bat.
WWWOna się denerwuje. Nie mogę zrozumieć, dlaczego. Jestem zdenerwowany, ale nie aż tak, by mogła to mocno odczuć. Chodzę przecież powoli wokół niej, tak, jak mnie prosiła.

*

WWW- Oszalałaś.
WWW- Nie, mówię poważnie. Skoro Śpiewak ma nieopłacony pensjonat, może pracować jako koń szkółkowy i tak na siebie zarabiać. Do powrotu Mike'a.
WWW- On nie wróci - mówi cicho właścicielka stajni.
WWWW oczach Katy błyska przestrach, ale nic nie odpowiada.
WWWWłaścicielka stajni podejmuje.
WWW- Pozwalam ci spróbować przygotować Śpiewaka do jazdy. Ale pamiętaj, że ten koń jest nieprzewidywalny.
WWW- Bo jest ogierem?
WWW- Nie. Bo tęsknota za Mikim przysłania mu wszystko inne. Te emocje w końcu znajdą ujście i nie chciałabym wtedy znaleźć się w pobliżu Niemego.
WWWKata kiwa głową z powagą. Boi się, ale podjęła decyzję.


*

WWWOna nagle podnosi trochę bat. Rzemyk na jego końcu drga nieznacznie. Podrywam się do szybkiego kłusa.
WWWPamiętam, jak Ty mnie lonżowałeś. W kantarze uplecionym ze sznurków i z długą liną w ręce. Bez bata, bo Ty potrafiłeś przemówić do mnie wyłącznie słowem lub gestem. Cmokałeś, więc szedłem stępa. Mówiłeś "kłus", potem "galop". Jeśli miałem mnóstwo energii i dobry nastrój, brykałem wesoło, a Ty śmiałeś się z tego serdecznie.
WWWInni jeźdźcy dziwili się temu.
WWW- Przecież ten koń cię w ogóle nie słucha! - oburzali się, widząc, jaki jesteś wesoły z powodu moich szalonych kopnięć tylnymi nogami i wybijania w galopie.
WWW- Wcale nie prosiłem go, by mnie słuchał.
WWW- A o co go prosiłeś? - pytali wtedy, zbici z tropu.
WWWTy zrobiłeś się poważny. Uniosłeś lekko rękę, dając mi znak, bym się zatrzymał. Podszedłem do Ciebie, a Ty przytuliłeś mój łeb i gładziłeś po ganaszach.
WWW- Prosiłem, by był moim przyjacielem. Żeby dotrzymywał mi towarzystwa i obdarzał zaufaniem, którym i ja go obdarzyłem. Nie prosiłem, by zmieniał się dla mnie w posłusznego, karnego wierzchowca. Wiesz, czemu? Bo mimo wszystkich jego wad, Śpiewak pozostaje dla mnie idealny. Chcę, żeby czuł się przy mnie swobodnie i pozwalam mu na to.
WWWJeźdźcy długo myśleli nad sprytną odpowiedzią, ale nic nie przychodziło im do głowy. W milczeniu, bezradnie obracali w dłoniach palcaty, których w Twoich rękach nie widziałem nigdy.
WWW- Kiedyś zrobi ci krzywdę - próbowali argumentować.
WWW- Skoro taka jego wola - wzruszyłeś ramionami.
WWWZdumiewał ich Twój spokój. Czasem przychodzili popatrzeć i nie mogli się nadziwić, że Ty nie potrzebowałeś masy sprzętu, bym robił to, o co prosiłeś. Ty potrafiłeś się ze mną porozumieć. Oni siłą chcieli zapanować nad końmi. Pechowo jednak, konie są znacznie silniejsze od ludzi. Nie tędy droga, tak mówiłeś.
WWWNie tędy droga.
WWWKata zakręciła batem w powietrzu. Rzemyk świsnął, zachrapałem i bryknąłem. Zatrzymałem się, cofnąłem i podniosłem łeb. Nie, Kata. Nie będzie po twojemu.
WWWCeniłem tę kobietę i wiedziałem, że Miki nie chciałby, abym komukolwiek zrobił krzywdę. Jednak nie mogłem pozwolić, by traktowała mnie w sposób, jakiego Ty nie dopuszczałeś. Poza tym, byłem rozgoryczony. Tęsknię okropnie.
WWWStanąłem dęba, dając jej tym samym do zrozumienia, że mam dość. Przeraziło to Katę. Dopiero, gdy się uspokoiłem, podeszła i odpięła lonżę, a później zaprowadziła mnie na padok. Była spięta i przestraszona, tak, jak ja.

*

WWWNiezmiennie zająłem miejsce przy ogrodzeniu, wpatrując się w przechodzących ludzi. Żaden nie był Tobą. Szli powoli, spokojnie - wiedzieli, jakie ruchy wykonywać, by nie płoszyć koni. Ty również wiedziałeś. Teoretycznie. W praktyce przybiegałeś na padok, krzycząc: witaj, Śpiewaku! Targałeś moją grzywę, śmiejąc się i opierając czoło o moją głowę. Po jednym dniu nieobecności witałeś mnie, jakbyś musiał czekać i tęsknić całe lata. Kochałeś mnie. Czy nadal mnie kochasz? Braciszku, wracaj. WWWWejdź znów do stajni, taszcząc cudze siodło, śmiej się serdecznie, kiedy wezmą Cię za luzaka. Powiedz, że jestem Twoim koniem, bo przeciwieństwa się uzupełniają. Ja jestem duży i głupi, a Ty mały i mądry. Parsknę i trącę Cię chrapami, a właściciel Roniego powie: widzisz, nawet koń się z Ciebie śmieje. A później zagrozi, że jeśli jeszcze raz zabierzesz owijki Roniego, powiesi Cię na lejcach w siodlarni. I zaśmiejecie się oboje.

*

WWWPoruszenie, nerwowe głosy.
WWW- Zaczyna reagować.


~*

Odbicie w kałuży.

WWWMoja grzywa staje się coraz dłuższa, Miki. Nadchodzi jesień - czas, kiedy wiatr zuchwale sobie poczyna, zrywając liście z drzew, trzaskając drzwiami od stajni, wdzierając się pod ubrania ludzi, którzy stawiają kołnierze kurtek i przytupują, aby się ogrzać.
WWWCzas, kiedy instruktorzy stoją pośrodku padoku, grzejąc dłonie o kubek gorącej herbaty, a dzielni adepci jeździectwa jadą po okręgu anglezowanym kłusem - ostrożnie, bo podłoże jest śliskie.
WWWCzas znienawidzony przez wszystkich, którym przyszło czyścić ubłoconego konia, którzy wiedzą, ile wysiłku trzeba włożyć, by pozbyć się zaklejonego błota z zimowej już sierści.
WWWWiatr, który tarmosi źrebaki za grzywy, zapraszając do zabawy, ten sam, który niesie mnóstwo zapachów, więc dorosłe konie przystają na padoku i chłoną chwilę, jakby zachwycone feerią woni niesionych z różnych stron.
WWWTen wiatr, któremu rzucaliśmy wyzwanie.
WWWCzuję się taki samotny, Miki.
WWWPamiętasz, jak spędzaliśmy jesień?
WWWWsiadałeś na mój grzbiet rzadziej, ale to wcale nie znaczyło, że Twoje odwiedziny nie były częste.
WWWDrzwi stajni otwierały się na całą szerokość, a ludzie i zwierzęta zwracali oczy ku wejściu. Ciszę, dotąd zakłócaną jedynie odgłosami przeżuwanego siana lub przenoszenia sprzętów, teraz przerywał Twój radosny głos. To było takie zabawne, kiedy próbowałeś udawać rozgniewanego, tym bardziej, że wyglądałeś śmiesznie w wysokich, niebieskich gumakach.
WWW- Kto i jakim prawem ośmielił się zostawić tę kałużę nietkniętą? Jakim prawem, pytam?! - krzyknąłeś i zamachałeś trzymanym w ręce uwiązem. WWWKarabińczyk wypadł Ci z ręki i uderzył o ścianę jednego z boksów, odbijając się z głośnym brzdęknięciem. Uskoczyłeś w bok, przestraszony, a później wyprostowałeś na baczność, jakby ten drobny incydent wcale nie miał miejsca. WWWKontynuowałeś, a ludzie i konie słuchali zdziwieni.
WWW- Dlaczego tak wielka kałuża się marnuje?! Czy nikt nie potrafi mi odpowiedzieć? - Twój ton miał brzmieć surowo, ale ja wiedziałem, że brzuch łaskocze Cię od powstrzymywanego śmiechu.
WWWSzerokim gestem otworzyłeś drzwi mojego boksu na oścież i od razu założyłeś mi kantar, do którego podpiąłeś uwiąz. Nie przywitałeś się nawet, ale ja wiedziałem, że chodzi Ci o to, by zadziwić parę nowych osób, które akurat miały pecha znaleźć się w stajni o tej samej porze, co Ty, Braciszku.
WWWWymaszerowałeś ze stajni równie poważny, jak wszedłeś, tym razem prowadząc mnie u boku.
WWW- Chodź, Niemy Śpiewaku - powiedziałeś wystarczająco głośno, bym usłyszał Cię nie tylko ja, ale i wszyscy obecni. - Ktoś musi zaprowadzić porządek i jak zwykle padło na nas.
WWWNie miałem pojęcia, o co Ci chodzi, ale udawałem, że doskonale rozumiem, co masz na myśli. Z ważną miną dotrzymywałem Ci kroku. Kiedy wyszliśmy ze stajni i nikt nie mógł już nas zobaczyć, wybuchnąłeś śmiechem. Wiedziałem, że nie będziesz umiał długo zachować powagi.
WWW- Chodź, Śpiewaku! - powiedziałeś konspiracyjnym tonem. - Na padoku jest taaaka kałuża! - spróbowałeś pokazać, jaka, rozkładając ręce.
WWWPobiegłeś w tamtą stronę, a ja pokłusowałem za Tobą. Rzeczywiście, na padoku widniała ogromna kałuża, wielkości małego bajorka. Zobaczyłem ją i zatrzymałem się, podnosząc łeb do góry. Tym samym pociągnąłem Cię w tył, niechcący omal ni przewracając. Czyś Ty oszalał, Miki? Czy Ty zamierzasz tam wejść?!
WWW- No chodź, Śpiewaku! Zamierzam tam wejść! - oświadczyłeś radośnie, potwierdzając moje obawy. Głośno wypuściłem powietrze i opuściłem łeb, udając zrezygnowanego, choć wcale nie było mi smutno. Z Tobą poszedłbym nawet na koniec świata, mimo, że jesteś wariatem.

WWWMiki wszedł do wody. Nie była głęboka, sięgała mu nieco powyżej kostek. Postawiłem niepewnie kopyto w wodzie.
WWW- Uważaj, bo mnie ochlapiesz - ostrzegł Miki, zajęty sprawdzaniem, jak głęboko jest dalej. Na swoje nieszczęście, bo nie zauważył, co wymyśliłem. Z miejsca ruszyłem kłusem i postąpiłem tak parę kroków, ciągnąc Mike'a aż na środek kałuży.
WWW- Stóóój! - zawył, próbując dotrzymać mi kroku i odzyskać równowagę jednocześnie. W końcu puścił uwiąz, co nie było mądrym posunięciem, bo stracił oparcie, poślizgnął się i upadł. Zarżałem. To było takie śmieszne!
WWWMiki wstał, cały mokry i trochę zły, ale zaraz roześmiał się.
WWW- Jesteś okrutny! - krzyknął do mnie, ale wiedziałem, że się już nie gniewa. Podszedłem do niego, unosząc wysoko nogi, bo wtedy woda rozchlapywała się jeszcze bardziej.
WWW- Chcesz wojny? Proszę bardzo! - powiedział i kopnął nogą tak, by ochlapać mnie wodą. Odskoczyłem, parskając.

WWWWiele skoków, chlapnięć i upadków później, byliśmy zmarznięci i przemoczeni. Wtedy Miki podszedł do mnie i złapał za kantar, pokazując coś naszymi nogami.
WWW- Spójrz, Niemy. To my - przerwał na chwilę, gapiąc się w wodę. Przez chwilę nie wiedziałem, co on tam takiego widzi, ale w końcu zauważyłem odbicie - swój łeb i jego głowę obok, obie zwrócone ku sobie i wpatrujące się w jeden punkt w kałuży. Miki milczał dość długo, jak na niego, ale w końcu znów się odezwał, tym razem cicho i poważnie.
WWW- To my. Wiem, że wyglądamy teraz jak błotne potwory i znów każą mi myć korytarz w stajni, bo naniesiemy najwięcej brudu ze wszystkich. Ale to nic. Wiesz, co jest w tym wszystkim najważniejsze? Że jesteśmy tu razem. Że stoimy jak kołki po kostki w kałuży, że i ze mnie, i z ciebie kapie woda. Że bolą nas brzuchy ze śmiechu. Że jesteśmy szczęśliwi i uszczęśliwiamy siebie nawzajem. Niczego innego nie chcę. Niczego innego - zakończył i widziałem, że jest wzruszony. Że dobrze mu tutaj, u mojego boku. Nic nie mogło mi sprawić większej radości, niż świadomość tego, że człowiek, którego kocham, jest naprawdę szczęśliwy dopiero, kiedy jest obok mnie. Trąciłem go chrapami i przytuliłem łeb go jego brzucha. Objął go i gładził moją szyję.
WWWW końcu odsunąłem się delikatnie i spojrzałem na niego. Jego oczy były wilgotne. Trąciłem go chrapami w policzek, pozostawiając na nim błotnisty ślad. Zaśmiał się cicho i otarł policzek rękawem, przez co tylko rozmazał błoto.
Z nieba zaczął siąpić deszcz. Miki spojrzał w niebo, a później na mnie.
WWW- Biegiem do stajni, bo zmokniemy! - krzyknął i rzucił się pędem w stronę stajni. Pokłusowałem za nim.
WWWWpadliśmy do stajni, zatrzymując się na korytarzu. Z boksów wyjrzały zaciekawione konie. Było tu też parę osób, które teraz nie kryły zdumienia, patrząc, jak wokół nas wyrasta na podłodze kałuża, powstająca z wody ściekającej z mojej sierści i ubrań Mikiego. Miki spojrzał na nich i krzyknął, wskazując teatralnym gestem drzwi:
WWW- Ludzie! Ale pada!
WWWOsoby, które jeszcze nie znały Mikiego dość dobrze, uniosły brwi w zdumieniu. Właściciel Roniego, kasztanka z boksu obok mnie, parsknął śmiechem.
WWW- Bój się Boga, Miki, tym razem przegiąłeś - powiedział wesoło. - Chodź, naleję Ci herbaty. Zdejmij z siebie te ubrania, bo zachorujesz.
WWW- Nie będę biegał nago po stajni - udałeś urażonego, a później wyszczerzyłeś zęby w uśmiechu. - Masz jakieś suche ubrania?
WWWWłaściciel Roniego był dobrym, cierpliwym przyjacielem. Pomógł Ci wyczyścić moją sierść, załatwił suche ubrania. Teraz leżałem w boksie, a Ty siedziałeś, opierając się o mój bok plecami i popijając herbatę z termosu swojego kumpla. On siedział naprzeciwko, po turecku.
WWW- Powiedz mi jedną rzecz. Czemu wziąłeś przeciekające gumaki?
WWW- One nie przeciekają - odparłeś.
WWW- Więc jakim cudem jest w nich tyle wody?
WWW- Nalała się od góry - wyjaśniłeś, a właściciel Roniego pokręcił głową, śmiejąc się.
WWW- Niezły z was duet - stwierdził, gładząc mnie po chrapach.
WWW- Najlepszy - podsumowałeś skromnie.

*

WWWPamiętasz, Miki? Tak było. Wracaj, Braciszku, smutno tu bez Ciebie. Nikt nie biega po kałużach ani nie wprawia w dobry humor całej stajennej kompani. Boję się samotności. Boję się rzeczywistości bez Ciebie u boku. Sam nie dam sobie rady. Sam nie wygram z wichrem. Zresztą, sam wcale nie chcę podejmować wyzwania. Bez Ciebie to nie miałoby sensu.

*

WWW- Powiedziałem wtedy, że niezły z Was duet. A Ty odparłeś, że najlepszy. Pamiętasz to? Wracaj, Śpiewak tęskni. A mnie już nie ginie sprzęt do jazdy, ale to nic. Śpiewakowi owijki Roniego bardzo pasowały. Dam ci je, chcesz? Wszyscy boją się teraz twojego karego. To już nie jest ten sam koń. Wracaj. Bez Ciebie to nie to samo.
Westchnął i podniósł się z krzesła, kierując w stronę wyjścia.
Ostatnio zmieniony pn 03 wrz 2012, 17:27 przez misha, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » wt 21 sie 2012, 12:29

- Rży, jakby wzywał na pomoc wszystkie żywioły, które pomogłyby mu znowu spotkać Mike'a.


Sztucznie mi to zabrzmiało.

Właścicielka stajni przetarła zmęczone oczy dłońmi.


Brzydki szyk i w ogóle te dłonie są niepotrzebne, bo przecież nie przecierała ich sobie stopami. ;) Po prostu: Właścicielka stajni przetarła zmęczone oczy.

Zapomniał, zapomniał - krzyczała drwiąco ziemia pod uderzeniami moich kopyt.


Aj, aj, aj - znowu zaimek. :) Wywal go, wiadomo o czyje kopyta chodzi.

Pogalopowałem na wzgórze, zatrzymując się na jego szczycie (...)


Iiii jeszcze raz... wiadomo, że na szczycie wzgórza.

To zdanie: Głośny wizg przeciął ciszę. Naprawdę musi być wyróżnione akapitem? Osobiście zabrałbym je do poprzedniego akapitu, brzmi ładniej, nie tak... pompatyczno-dramatycznie.

Nie obserwowaliśmy teraz żadnych wydarzeń.


Darowałbym sobie "teraz".

Do jego świadomości wdarł się rozpaczliwy, niemy okrzyk. Nic więcej.


Nie podobało mi się to zdanie - zbyt nagłe, wyjęte z kontekstu, dramatyczne.

WWWNiezmiennie to Kata witała mnie rano i żegnała wieczorem. W pewnym sensie zastąpiła Mikiego - ale tylko w wykonywaniu codziennych czynności.
WWWBo tego, co dla mnie zrobiłeś, co razem zrobiliśmy i osiągnęliśmy, nie da się porównać z niczym.


Zrobiłbym z tego jeden akapit.

(...) ale trafilibyśmy na jakiś czarny kawałek nieba, rozświetlając go iskrami naszych najpiękniejszych przeżyć. Ludzie nazywają je gwiazdami.


Ładne.

(...) nie było u ciebie ani za grosz.


Nie jestem pewien czy dodawanie "ani" do "za grosz" jest poprawne. Na pewno brzydko brzmi.

(może dlatego, że mogli to pożyczyć od prawowitych właścicieli...?)


Darowałbym to sobie, bo niepotrzebnie zatrzymuje czytelnika, jednocześnie nic nie wprowadzając - przynajmniej mnie zatrzymało, chciałem poukładać sobie to zdanie w głowie i straciłem rytm historii.

- Tom, który trzyma tu od niedawna konia hanowerskiego, wiesz który, prawda? Kupił sobie nowe i zostawił w siodlarni.


Dla realizmu i dynamizmu dałbym przecinek po "prawda?".

- Nie wiem, nie ma go tutaj - odparłeś z triumfalnym uśmiechem, który znał każdy, komu kiedyś zniknął na parę godzin sprzęt do jazdy.


Hmm, ale Toma tutaj nie ma, więc nie poznał tego uśmiechu. Czy to aby na pewno dobre?

Czy Ty zawsze musisz być taki niepowtarzalny?


Bardzo ładne (tylko "Ty" z malutkiej literuńci)

Niepewny uśmiech przez sen.


I znowu. Nie podobają mi się te kursywowe wtrącenia. Są takie enigmatyczno-pompatyczno-dramatyczne. W stylu: och, och, tajemniczy ja. ;)

WWWWyprowadza mnie ze stajni, ale nie idziemy na padok. Kata kieruje się na lonżownik. Intryguje mnie tym, więc podnoszę łeb i stawiam uszy w sztorc.
WWWDziewczyna podpina lonżę do taśmowego kantara, tego, którego oboje nie lubimy. Czekam spokojnie.
WWWBierze bat, co mnie niepokoi. Zerkam kątem oka i ustawiam ucho na bok. Jestem zdenerwowany, ona zresztą też.
WWWZaczynam chodzić stępa po okręgu wokół dziewczyny.


A co Ty na to, żeby te akapitulki scalić w jeden, zgrabny akapit? :P Przecież wszystkie mają tę samą "myśl". Pomyśl o tym.

Ona nagle podnosi trochę bat.


Zrezygnowałbym z "ona". Można domyślić się z kontekstu, kto trzyma bat. Na pewno nie Śpiewak. ;)

WWWPamiętasz, jak spędzaliśmy jesień?
WWWWsiadałeś na mój grzbiet rzadziej, ale to wcale nie znaczyło, że Twoje odwiedziny nie były częste.


Połączyłbym to w jeden akapit. Trochę wyżej z kolei wkrada się trochę chaosu, kiedy piszesz dłuższy czas o czasie, a potem nagle wyskakujesz z wiatrem.

WWW- Kto i jakim prawem ośmielił się zostawić tę kałużę nietkniętą? Jakim prawem, pytam?! - krzyknąłeś i zamachałeś trzymanym w ręce uwiązem. WWWKarabińczyk wypadł Ci z ręki i uderzył o ścianę jednego z boksów, odbijając się z głośnym brzdęknięciem. Uskoczyłeś w bok, przestraszony, a później wyprostowałeś na baczność, jakby ten drobny incydent wcale nie miał miejsca. WWWKontynuowałeś, a ludzie i konie słuchali zdziwieni.


I po co trzy akapity? Bardzo dobrze radziłyby sobie w jednej drużynie.

Trąciłem go chrapami i przytuliłem łeb go jego brzucha. Objął go i gładził moją szyję.


Za dużo "go".

Powiem Ci, że z początku miałem pewne obawy. Pomyślałem: hmm, powtórka z rozrywki? Śpiewak dalej będzie przeżywał brak przyjaciela i wspominał, jak było fajnie? Moje obawy się sprawdziły: Śpiewak dalej przeżywa brak przyjaciela i wspomina, jak było fajnie. Sęk w tym, że to działa! Dobrze mi się czytało tę "powtórkę z rozrywki". Z przyjemnością poszerzyłem znajomość mikrokosmosu Śpiewaka i Mikiego.

Tylko ostrzeżenie: myślę, że jesteś na granicy. Następna część już nie może być powtórką z rozrywki, bo wtedy już zacznie się męczenie materiału. Zakończyłaś naprawdę fajnym tłistem: zaskoczyło mnie, że Miki żyje. Nie zmarnuj tego. Poprowadź historię na nowe tory.

(usunąłbym też z rozmowy Katii z właścicielką stajni wzmiankę o powrocie Mikiego; trochę psuje to nagłe pojawienie się żywego Mikiego na koniec)

Nadal nie rozumiem do końca roli Katii. Zacząłem sądzić, że będzie to opowieść o tym, jak zrozpaczony Niemy powoli zaprzyjaźnia się z nową osobą, tak inną od Mikiego, lecz powrót Mikiego wszystko zmienia. I znowu: o co chodzi z tą Katią? I jestem ciekawy, co stanie się dalej, a to zawsze duży plus. :)

Jeśli chodzi o styl, to zdecydowanie poprawiłaś nadużywanie zaimków, wspaniale. Nadal zdarzają się niepotrzebne, ale jest ich znacznie mniej. O, słodki progresie! Znacznie mniej jest też problemów z szykiem zdań. Natomiast nadal nie podobają mi się niektóre akapity - zbyt często je rozstrzeliwujesz na malutkie fragmenciki, w czasie gdy lepiej sprawdzałyby się w grupie. Zwróć na to uwagę. I pamiętaj, że im rzadziej wyróżniasz zdania oddzielnym akapitem, tym większe wrażenie robi taki zabieg, gdy go czasami wykorzystasz. Unikaj taniej dramy!

No właśnie: jak już mówiłem, bardzo nie podobają mi się te nagłe, zdobione kursywą pojedyncze, enigmatyczne zdania. Mają robić klimat, ale dla mnie go jedynie psują, nieładnie pompują. Najsłabszy element tej części.

W poprzednim parcie dużo mówiliśmy o narracji od-koniowej, że w tym tkwi siła opowiadania. Mam wrażenie, że większy nacisk położyłaś tutaj na sportretowanie przyjaźni Śpiewaka i Mikiego, i to jest super, te wszystkie detale, to o nie chodzi w przyjaźni, ładnie Ci idzie opisywanie tego, ale w rezultacie gdzieś rozmył się koń w koniu. Było mniej od-koniowo niż poprzednio. To poważna sprawa. Zwróć na to uwagę, wyssij z siebie całą wiedzę o koniach i miłość, i wlej ją w Niemego Śpiewaka. Nie zrozum mnie źle, fajnie się czyta tę narrację, tylko mniej czuć tego konia. Posiedź nad tym.

A podsumowując: nadal mi się podobało. Chyba trochę mniej niż poprzednia część, bo mimo że dobrze się czyta i z ciekawością, to niewiele nowych elementów się pojawiło. Świetne zakończenie, otworzyłaś sobie wiele ścieżek. Usprawniłaś też kilka rzeczy w stylu, to bardzo fajnie. Przy kontynuacji skoncentruj się na nowych torach historii i zwiększeniu konia w koniu. Dzięki za ciekawą historię. :)

I na koniec uwaga czysto estetyczna: po co zdobić kursywą fragmenty o Katii? Rozumiem, że chcesz odseparować wizualnie narracje, ale według mnie średnio to wygląda.

Pozdrawiam,
Hałaśliwy Sopran

PS Jeszcze jedna myśl przyszła mi teraz do głowy: używasz dużo imiesłowów. Ściszyłbym to trochę.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » wt 21 sie 2012, 17:17

Czasem spędzałem czas na owym ulubionym wzgórzu

Bez "owym".
Właścicielka stajni przetarła zmęczone oczy dłońmi

Bez "dłońmi" brzmiałoby lepiej, a to, że nimi przeciera czytelnik się domyśli.
Nie obserwowaliśmy teraz żadnych wydarzeń

Nie "teraz" tylko "wtedy".
wczepiając swoje długie palce w moją coraz dłuższą grzywę

Nie można innego określenia na palce wiatru? Bo dwie długie rzeczy w jednym zdaniu to o jedną za dużo.
buntowniczo drwiąc sobie ze świata

Niepotrzebne.
(może dlatego, że mogli to pożyczyć od prawowitych właścicieli...?)

Niepotrzebny nawias.
Było ich już tyle, że możnaby wyłożyć nimi mój boks

"Można by" oddzielnie.
niezdolny chwilowo odpowiedzieć

Niezdolny chwilowo do odpowiedzi.
że nie wyrzucili Cię - i mnie razem z Tobą

Trochę zaimkoza.
Była spięta i przestraszona, tak, jak ja

Bez drugiego przecinka: nie stawia się przecinka przed "jak" jeśli jest to porównanie.
niebieskich gumakach

Gumiakach - zgubiłaś literę.
omal ni przewracając

Znowu literka uciekła.
powiedział i kopnął nogą tak

Bez "nogą", bo zawsze tą częścią ciała się kopie.
Miki podszedł do mnie i złapał za kantar, pokazując coś naszymi nogami

Nie rozumiem o co chodzi w tym pokazywaniu nogami.
i przytuliłem łeb go jego brzucha

Literówka.
Trąciłem go chrapami i przytuliłem łeb go jego brzucha. Objął go i gładził moją szyję.
końcu odsunąłem się delikatnie i spojrzałem na niego. Jego oczy były wilgotne. Trąciłem go chrapami w policzek,

Zbyt często te trącanie.
Biegiem do stajni, bo zmokniemy! - krzyknął i rzucił się pędem w stronę stajni. Pokłusowałem za nim.
Wpadliśmy do stajni

A tu za dużo "stajni".

Podobało mi się. Po lekturze pierwszej części myślałem, ze Mike odszedł-odszedł i już go nie ma na świecie, a tu taka niespodzianka. Ładnie wplatasz elementy z przeszłości i nie pozostawiasz ich ot tak, tylko ciągniesz je dalej i wykorzystujesz w późniejszych momentach.
Jedno mnie trochę razi, ale to raczej wina tego, że publikujesz to na blogu: nie ma między częściami żadnego sensownego przejścia i można je czytać w prawie dowolnej kolejności(tylko fragmenty gdzie pojawia się Kata można uznać za zacumowane, bo wtedy jest mowa o dalszych losach Śpiewaka).
No to tyle na chwilę.



Awatar użytkownika
misha
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: ndz 17 sty 2010, 18:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: to pytanie?
Płeć: Kobieta

Postautor: misha » ndz 02 wrz 2012, 13:27

Dziękuję za komentarze i poprawę błędów. Dziś skończyłam pisać Niemego i zabieram się za poprawki. :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości