Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Demony dwóch światów

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Demony dwóch światów

Postautor: major sedes » śr 03 lip 2013, 00:08

Demony dwóch światów


-Ja źle się czuję, pół roku temu wyszedłem ze szpitala, wolę pokój trzy osobowy, a najlepiej dwu osobowy.
-Mamy trójkę na parterze-odparła kierowniczka i szybko dodała: –A co pan zrobi, gdy na przyszły semestr dostanie pan akademik?
-To się okaże, to się okaże za rok.-Powiedziałem zbity z tropu, udając pewność w głosie. Nigdy nie wiem, co będzie.

Pokój pusty. Trzy łóżka. Na podłodze przy łóżku leży torba. Jeszcze kogoś dokwaterowali.
Okna zakratowane, tak często okradali. Nadomiar dziwnie skądś znajome. Kojarzą się z więzieniem a przypominają brutalnie ponury szpital. Kraty wyglądają złowieszczo.
Dokwaterowali dwóch studentów, z tego samego kierunku, z drugiego roku.
Znali się, relacje utarte, kontakt po wakacjach odnowiony na tych samych torach.
Pierwszy dokwaterowany zwał się „Kosa”, blondyn, sportowiec. Drugi –długowłosy brunet imieniem Paweł.
Oboje przystojni, atletyczni. Umysły ścisłe. Kierunek studiów techniczny.
Znali się. Więc będę tym trzecim, zawsze na trzeciej pozycji. Moje zdanie będzie trzecie, czyli ostatnie, więc musi być wiążące, ogólnie wszystko ujmujące. Będę wbijał się zawsze na trzecią osobę. ”My” się nie dzieli przez trzy.
Poróżnili się o ściągi na kolokwium, Kosa znał odpowiedzi wcześniej i nie podzielił się tym.
Na tym wątku zacząłem z Pawłem tworzyć przyjaźń, wspólną partię, polityczny konkubinat, podzielałem jego oburzenie. Z wyrachowaną ciekawością zapytałem o jego dziewczynę. Pokazał mi jej zdjęcie jakby do tego zmuszony. Uczelnia go męczyła. Po dotarciu do pokoju zawsze przysiadał na łóżku zatrzymany w swojej czynności zdejmowania butów(szpanerskie glany) i spodni. Siedział tak i coś gadał. Nie wiem o czym bo wyglądał jakby siedział na klozecie, z opuszczonymi spodniami co rozpraszało skupienie nad treścią. Wyglądał na zmęczonego
Wieczorami Kosa odmawiał pacierz. Klękał i wgapiał się w krucyfiks, dobrze potrafił się modlić, po cichu mamrotał. Napisał swoją ksywkę na ścianie i też długo się w nią wpatrywał, dotykał palcem napisu. Jest coś magicznie pociągającego w imieniu.
Kosa i Paweł dla własnego towarzystwa wszędzie chodzili razem, jak panienki, co się trzymają, Także po to, aby wziąć prysznic.
Cóż począć, nadal byłem tym trzecim. Paliłem. Paliłem, co godzinę na korytarzu.
Na sen łykałem śpiocha. Dotrwałem do grudnia.
Po kolędzie przyszedł ksiądz. Poświęcił pokój, i…i „żeby żyć w czystości”. Zostawił płaszcz i dziwną, czarną czapkę w naszym pokoju i ruszył świecić inne pokoje i…i „żeby żyć w czystości”.

-Kosa, ubierz tą czapkę.- Powiedziałem beznamiętnie.
Kosa nałożył czapkę i zrobił skrępowany błazeński uśmiech. Zgiąłem się w pół ze śmiechu.

Paliłem. Na parterze obok mojego pokoju facet w średnim wieku, zawsze w rażąco zielonym dresie frotte był właścicielem punktu ksero. Wiadomo, notatki, wykłady, ściągi, skrypty student musi kserować.
Podszedł do mnie i z krzykiem coś do mnie, że palę.
-Proszę iść do kierowniczki-odparłem.
Wrócił od kierowniczki jeszcze bardziej oburzony. Wykrzyczał: -Pan już się nadaje tylko na emeryturę!
Zamknąłem się w pokoju. Tego gościa musiałem długo wkurwiać swoim paleniem. A kierowniczka prawdopodobnie stanęła w obronie studenta, co wkurzyło drobnego biznesmena, biznesmena w zielonym dresie. Palenie było jeszcze dozwolone. Byłem roztrzęsiony.
Zaliczyłem semestr.
Z nadmiaru albo niedostatku, z ubogiej albo trudnej sytuacji mieszkaniowej, musiałem skorzystać z toalety. Szukałem papieru toaletowego. Szukałem wszędzie, szukałem uparcie.
Znalazłem, był w lodówce. Tego było już za wiele…

Tego było już za wiele. Żeby się podreperować wyruszam na zakupy. Wyruszam, aby się uzdrowić i pozbyć klimatu akademickiego podobnego do stojącej wody. Wszedłem do najdroższej galerii handlowej w mieście. Z głośników usłyszałem: witamy studenta architektury. System komputerowy zlokalizował mój czip umieszczony w karku i kulturalnie mnie powitał. Kultura to podstawa nawet, gdy cyfrowa. Wolę mieć czip w karku, bo ten wszczepiony do mózgu wywołuje halucynacje.
Najpierw po odzież. Kupiłem szary płaszcz po przecenie z futrową podpinką, czerwone buty do jazdy na deskorolce i czapkę z daszkiem Nike.
Potem do spożywczego. Kupiłem najlepszy keczup na świecie. Przed zapłaceniem podniosłem portfel, aby osoba stojąca za mną w kolejce widziała, że mam kasę. Kiwnęła głową potwierdzająco do ekspedientki, że nie jestem oszustem, menelem bez kasy.
Tuż obok kolejki stanęła psychicznie chora i dziecinnym tonem zapytała czy dam jej na groszki. Tupnąłem nogą i odpowiedziałem: nie mam na groszki!
Mogłem kupić mięso, pomyślałem. Kupić mięso w najdroższym sklepie to przejaw luksusu i krwistej namacalności luksusu.
Potem na sajgonki, sajgonki to egzotyka, wyśmienite i tanie. Następnie po kwiaty. Z torbami w ręku z keczupem wziąłem bez pytania najkolorowszy kwiat z wazonu na ladzie.
Dobrze, dobrze- powiedziała ekspedientka widząc moje szalone milczenie. Wariat! Zauważyła. Nie warto z tak błahego incydentu wzywać policję. Przydałyby się okulary, ciemne i stylowe kupiłem najdroższe.Za drogie- pomyślałem-szał zakupów wciągnął mnie bez reszty. Jeszcze hostessy w galerii powabnie wcisnęły mi komplet kosmetyków dla mężczyzn.
Wyszedłem przed galerię, zapaliłem. Myślałem o matce. Uzdrowiony i obkupiony, czekałem na kolejną myśl o tym, co mnie jeszcze czeka.
Dzień jeszcze długi. Można by coś wypić. Poszedłem do najbardziej rozchwytywanego lokalu studenckiego w mieście. Wypiłem przez słomkę setkę burbona White z colą i lodem. Barman z szelmowskim uśmiechem zapytał czy coś jeszcze? Poproszę burbona Black- poprosiłem- przecież nagle polubiłem luksus. Musieli mieć na zapleczu…trupa. Co innego pobudza do śmiechu policjantów i barmanów niż trup?
O drugiej w nocy zamknęli lokal. W płaszczu, czapce i nowych butach przystanąłem przed grupką młodzieży. Byli oszczędni w mowie zaczęli gdzieś iść a ja za nimi. Doprowadzili mnie na cmentarz komunalny. Nocą na cmentarzu także byli oszczędni. Widać pseudosataniści mają takie klimaty. Znudzony położyłem się obok nagrobka, jeśli nie są pseudo, jeśli są satanistami, to na pewno mnie zakopią razem z za drogimi okularami, z najlepszym keczupem na świecie i nowych ciuchach. Pochówek żywcem o świcie to jest dopiero ekstremalna impreza. Ale nic z tych rzeczy, oni tylko pili tanie wino, choć podziemny nurt fantazmatów sprawił, że byłem tylko bezwolnym widzem swoich wyobrażeń. Patrzyłem i słuchałem ich i gdy byłem już zniecierpliwiony monotonią i nostalgią młodzieżowych klimatów zaczęło świtać. Odwróciłem głowę i za sobą zobaczyłem słoneczny zegar, na którym pojawił się cień wskazujący upływ czasu.
Pora wracać. Psim swędem znalazłem wyjście z cmentarza. W centrum o świcie, zmęczony i utrudzony położyłem się na ławeczce na przystanku tramwajowym. Leżącego i samotnego na mieście dojrzał mnie patrol policji. Miałem paragony z zakupu keczupu w torbie na potwierdzenie, że nie jestem sklepowym złodziejem a porządnym, prawym konsumentem i wzięty kwiat kolorowy, jawnie w biały dzień ukradziony , który nie budził zastrzeżeń , domniemywań , domysłów i podejrzliwości. Dla policjantów kojarzył się raczej z czymś wzniosłym i niemalże romantycznym. Zapytali o buty, czemu nie mają sznurówek, mają gumki -odrzekłem. Sprawdzili tożsamość przez telefon do centrali, gdyż nie miałem dokumentów, bo mnie okradło i pobiło trzech typków, gdy przed cmentarzem siedziałem i popijałem piwko. Podejrzane typy z pobliskiej dzielnicy najpierw wypytali mnie czy ich znam, a potem, gdy już mieli pewność, że nie znam, pobili i ukradli portfel z dokumentami.
Ten jeden z tych trzech zabrał portfel a Ci pozostali dwaj zrobili z paska od spodni tzw. „bramkę”, żeby zatrzymać mój pościg za tym, co uciekł z portfelem. W wywiadzie jeszcze powiedziałem, że jestem studentem, a traf chciał, że uczelnia była na widoku. Tu na wzgórzu widać moją uczelnie- powiedziałem. Skąd te reakcje? -Zapytali- Ano stąd, że ją widzę-mówię. Zdziwiłem się, funkcyjni spali na stojąco. Koniec, końców puścili wolno. Moje dane z centrali zgadzały się z widokiem, no i miałem paragony.
Wróciłem do pokoju w akademiku piechotą nie tramwajem. Nogi mnie paliły z bólu, te nowe buty były jednak do niczego.
Chłopaki, Kosa i Paweł i przyjęli mnie życzliwie i z niepokojem jakby kogoś długo oczekiwanego.
Kierowniczka pod moją nieobecność w nocy zrobiła ambaras i zadzwoniła do mojej matki, aby zabrać mnie do domu, bo następnego dnia mnie nie wypuści. Za chwilę przyjechała matka.
-Mamo, jeśli mam studiować musisz pomóc mi w znalezieniu stancji. Tego już za wiele.
-Źle się czujesz, nie możesz studiować, wracamy do domu, kierowniczka już Cię tu nie chce.
-Czemu, przecież mogłem być wszędzie, co jej do tego? To nie więzienie przecież, ale spójrz tylko na te kraty w oknach.
-Ale drzwi są jedne, synu. Nie masz innego wyjścia i …nie pal tyle, nie ty tu urządzasz, architekcie.
-To przez to, że palę przy punkcie ksero? Co ten, biznesmen krzykacz nagadał kierowniczce?
Uwierzyła, że odstraszam mu klientów? –Snułem domysły do matki, do niej zawsze trzeba się domyślać.
- Palenie już nie modne, synku, Kierowniczka ma swoje interesy, pakuj się.
-Mamo, ale ty nie wiesz, że on chodzi w zielonym dresie!

Spakowałem się szybko, bo mama zachowała się apodyktycznie jak nalot policji i w dodatku histerycznie. Nie miałem wiele do pakowania i nic do powiedzenia, w zasadzie wszystkie klamoty mogłem zostawić w pokoju dla chłopaków skoro moja przyszłość runęła przez jeden głupi telefon kierowniczki do matki.
Był późny wieczór, świeciły latarnie, do domu było dwie godziny jazdy. Auto prowadził starszy brat, z którym mama ofiarnie i naiwnie przyjechała, aby zabrać mnie do domu, po tym telefonie, telefonie w efekcie katastrofalnym w skutkach.
Wyjechaliśmy na autostradę, samochód brata był dziesięcioletni, ale miękkie zawieszenie dawało przyjemne poczucie lotu, odrywania się od drogi; razem z tym miłym poczuciem oderwałem się od nieznośnego milczenia matki i brata i uniosłem się w pamięć niedawnych jeszcze świeżych wspomnień z nocnej przygody na mieście. Samochód gładko sunął w perspektywie nocnej autostrady. Spojrzałem w boczne lusterko i odwróciłem głowę, aby zobaczyć matkę, która ciągle niepokojąco milczała na tylnim siedzeniu, milczała tak jakby stało się coś tak złego, jakieś przestępstwo, które odjęło jej mowę.
Ale co to? Obok mamy siedzieli jeszcze dwaj towarzysze z imprezy na cmentarzu. Poznałem po twarzach ziemiste cery i długie włosy.
- Witamy Cię!- Powiedział jeden z nich, duchów- satanistów.
-Tak długo się na nas patrzyłeś na cmentarzu, że Ci zostało i nadal nas widzisz- Powiedział drugi.
-Mam halucynacje, pomyślałem. A skoro moja rodzinka nie interesuje się mną, to trzeba wykorzystać i halucynacje, żeby podróż jakoś minęła bezboleśnie, bez kaca moralnego.
-Nie przejmuj się, oni Cię nie słyszą, rozmawiamy z Twoimi myślami- Mówią sataniści.
-Masz szansę nas widzieć, a nie musisz otwierać ust byśmy się porozumieli, jesteśmy tu po to, aby wyjaśnić Ci jak naprawdę było.
- Powiedzcie, czemu wyrzucili mnie z akademika?
-Dlatego przyjacielu, że podpadłeś kierowniczce już przy zakwaterowaniu, zdradziłeś się, wychyliłeś mówiąc prawdę o swoim samopoczuciu i ona miała oko na Ciebie już od samego początku. Twoi koledzy, Kosa i Paweł mają uprzejmą grzeczność i młodzieńczą witalność, a Ty zrobiłeś niekorzystne pierwsze wrażenie mówiąc, że niedomagasz.
- Aha, no tak, pierwsze wrażenie, autoprezentacja, no tak, westchnąłem no i jeszcze to palenie, teraz wszystko jasne, ona próbuje kojarzyć każdego studenta a ja szczególnie się dałem pokazać. Pamiętam jak płaciłem za wynajem i ona nie chciała przyjąć drobnych pieniędzy tylko grube, tylko ją tym zdenerwowałem.
-Kazała Cię obserwować recepcjonistce akademika, nic nie zrobiłeś wbrew regulaminowi, ale padło na Ciebie podejrzenie, a gdy właściciel ksero poszedł zrobić awanturę wtedy czara podejrzliwości się przelała i należało tylko wykorzystać dobry moment, aby się Ciebie pozbyć. Wystarczyło, że nie wróciłeś na noc a recepcjonistka powiadomiła kierowniczkę.
- Uważam, że nie miała prawa. Gdybym wiedział o tym spisku zrobiłbym wszystko, aby …
-Aby, co?- Zapytali mówiąc chórem.
- Doprowadziłbym do tego, aby wezwali policję lub pogotowie lub samego rektora uczelni.
- Właśnie w tym rzecz, że kierowniczka nie chciała mieć z tobą większych problemów i
załatwiła wszystko po cichu jednym nocnym telefonem do twojej naiwnej i pełnej pobożnych niepewności matki.
- No dobra demony, więc co teraz ze mną będzie? I co się stało wtedy na cmentarzu?
- Jeszcze nie wiemy, co będzie z Tobą, bo odmieniliśmy Cię wtedy na cmentarzu, gdy położyłeś się na gołej ziemi przy nagrobku to mieliśmy Cię zakopać, a ty myślałeś, że z nudy my nic nie robimy, ale zrobiliśmy coś odwrotnego, ekshumowaliśmy Ci ducha; zamiast żywcem pogrzebać wskrzesiliśmy Ci go.
-Co to znaczy?
-Znaczy, że teraz żyjesz w dwóch światach: zewnętrznym i wewnętrznym. W zewnętrznym dbasz o ludzi a w wewnętrznym dbasz o siebie. Umiesz widzieć demony takie jak my, masz halucynacje i jesteś z tym w kontakcie i nie przeraża Cię to. Pamiętaj jednak, że im bardziej wzbogacasz jeden ze światów tym bardziej zubażasz drugi, zawsze zachowuj równowagę!
-Dobrze, czyli na cmentarzu trafnie was odgadłem, a co będzie, gdy dojedziemy do domu? Co będzie z równowagą? Czy już nigdy nie uwolnię się od was?
- Sami odejdziemy, gdy tylko zgasisz papierosa, jesteśmy tylko obłokiem wspomnień z dymu, Twoim myślokształtem.
-Ale, czemu tylko ja was widzę? Czy tylko mojego ducha ekshumowaliście?
-Robimy to tylko tym, którzy do nas się przyłączą. Przypadkiem Tym, którzy mają ochotę na nocne wędrówki po cmentarzach spotyka nasza łaska. Pozostali żyją tylko w jednym ze światów i nie mają innego wyboru. Balansuj między światem zewnętrznym a wewnętrznym.
Zobacz teraz na matkę i brata oni milczą, bo maja tylko jeden świat, jedną nogę, więc kuleją.
- A czy dla nich nie ma nadziei?- Zapytałem z niejaką troską.
- Oni nie odważą się wyjść. A teraz powiemy Ci więcej o dwóch światach. Sam widzisz, że mieszkając w akademiku widziałeś tylko jeden świat zewnętrzny, byłeś chodzącym, odbijającym lustrem, a wybierając się na wędrówkę i po uzdrowienie trafiłeś aż do nas na cmentarz. Oto otrzymałeś uzdrowienie, możliwość spojrzenia w świat drugi, wewnętrzny. Dwa światy to teraz Twoja rzeczywistość. Są jak dwie nogi, lewa i prawa. To trywialne, ale po prostu nauczyliśmy Cię chodzić, chodzić między nocą a dniem, między światem lewej nogi a odbitym światem prawej nogi. Na tym polega równowaga.- Powiedziały demony, rozpuściły włosy i zamknęli powieki.

Zgasiłem papierosa i jak obiecane demony satanistów rozpłynęły się w ciemności jak zdematerializowane zjawy. Ulotniły się niczym dym z papierosa. Samochód gładko sunął po autostradzie. Matka i brat milczeli. Pochłaniała nas nocna cicha podróż. Perspektywa przyszłości przepadła w ciemnym zwierciadle. Na horyzoncie widniała tylko geometria przeżyć. Prawdziwe światło odbijał księżyc.
Ostatnio zmieniony pt 11 kwie 2014, 19:58 przez major sedes, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3757
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » ndz 08 wrz 2013, 07:18

Tekst bardzo przekonująco pokazuje osunięcie się bohatera w chorobę. Nie jestem psychiatrą, ale są tu elementy charakterystyczne dla schizofrenii. Jeżeli opowiadanie było pisane na podstawie wiedzy teoretycznej o chorobach psychicznych - gratuluję, dobra robota. Jeżeli jednak opiera się na własnym doświadczeniu, to musisz Autorze koniecznie o siebie zadbać - bo może grozi Ci coś bolesnego i niebezpiecznego. Literacko jest obiecująco, ale nie warto ryzykować życia i zdrowia dla literatury.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4979
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Navajero » ndz 08 wrz 2013, 11:53

Tekst mnie zainteresował, bo od pewnego czasu pracuję nad podobną koncepcją. Zetknięcie się świata realnego i nierealnego/ zaburzonego, to ciekawy pomysł. Niestety wykonanie pozostawia nieco do życzenia. Przede wszystkim zbyt łopatologiczne wyjaśnienie pewnych spraw ( być może spowodowane tym, że tekst jest zbyt krótki?). Nieźle przedstawiony sposób myślenia chorego. Drobne ( przeważnie) błędy warsztatowe, np. W płaszczu, czapce i nowych butach przystanąłem przed grupką młodzieży. Nikt w wieku bohatera nie nazwie równolatków "młodzieżą". Nawet psychicznie chory. Konkludując: dobry pomysł, niezły tekst.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » ndz 08 wrz 2013, 12:26

Navajero pisze:Tekst mnie zainteresował, bo od pewnego czasu pracuję nad podobną koncepcją.

Offtop Navajero, - znasz Krzysztonia? "Obłęd"? Podrzucam, bo może być ciekawą lekturą.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4979
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Navajero » ndz 08 wrz 2013, 13:12

Nie, nie znam. Zerknę. Dzięki :)


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."

dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Demony dwóch światów

Postautor: major sedes » sob 16 mar 2019, 19:32

Podbijam tekst, sprzed już 8 lat! mój pierwszy na wery. Nie był weryfikowany (tylko ogólnikowo) a że piszecie, że dobry jest i pomysłowy to też może ktoś inny trafi, bo przez chwile będzie na szczycie tabelki :)

@Thana pisze że, życie nie jest warte literatury jeśli jest w tym ryzyko. Rozważam właśnie sobie ten problem, bo autentyczność waży i daje się odczuć w twórczości, no i trzeba coś przeżyć żeby napisać. Także mówię " Twórczość rzadko dosięga życia" - a tu w tekście powyżej to się sięgło dna.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości