Ostatnia noc - cz.1. [fantasy, elementy psychologiczne]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Ostatnia noc - cz.1. [fantasy, elementy psychologiczne]

Postautor: Milandra » ndz 28 lip 2013, 13:38

TEKST ZAWIERA JEDEN "LEKKI" WULGARYZM

Ostatnia noc - cz.1.
1.

Na południowym krańcu Miasta Lebab dobiegał już wieczór. Gama barw na niebie sięgała od rozbielonej żółci, poprzez krwistą czerwień, aż po ciemny kobalt. Powietrze było suche i ciepłe, wiatr lekki i przyjemny, a morze za oknem Pałacu Południa irytująco nieruchome.
Cały ten spokój działał Nadii na nerwy. Może dlatego, że zbyt ostro kontrastował z obecnym stanem jej psychiki. Może dlatego, że młoda księżniczka - tytuł ten przyprawiał ją o mdłości - miała wrażenie, że udziela się on wszystkim mieszkańcom Lebabu, a przynajmniej tej ich części, która uważa ją za dobrodziejkę i zbawicielkę tego państwa. Nie wspominając już o tych bardziej nawiedzonych, którzy uważali ją za zbawicielkę całego świata. Wiedziała, że jeżeli tej nocy uczyni to, co zamierza, cały ten ich spokój zostanie zburzony. Piękny zachód słońca, zwiastujący ciepłą noc i dobrą pogodę przypominał o tym, jakie bezimienny tłum pokłada w niej śmieszne nadzieje, jakby jakaś siła wyższa chciała ją skarcić, jak nauczyciel krnąbrnego ucznia. Nie wywoływało to w niej zbytnich wyrzutów sumienia - to nie jej wina, że ludzie lubią dopisywać legendy do dramatycznych wydarzeń, dopatrywać się jakiś pozaziemskich interwencji, w tym, co im trudno zrozumieć. Jeżeli lud południa miał jakikolwiek związek z jej niepokojem, to tylko taki, że z politycznego punktu widzenia, powinna mieć chociaż lekkie poczucie winy wobec nich.
Powinna.
Niczego takiego jednak nie odczuwała.
Zeszła z parapetu w swoim pokoju, którego w przeciwieństwie do większości mieszkańców pałacu, nie nazywała komnatą. Wiszący na ścianie zegar wskazywał godzinę dziewiętnastą z minutami. Mędrzec Tyyni powinien już skończyć rozmowy z władzami miast podlegających Lebabowi. Należał on do ostatnich osób, z którymi dziewczyna chciałaby teraz rozmawiać. Był również niestety jedną z tych, z którymi musi zamienić parę słów, chociażby dla zwykłej przyzwoitości. Była jeszcze Anneko, ale o niej Nadia wolała nie myśleć.
Zdjęła i rzuciła na łóżko długi sweter, który miała założony na samą bieliznę.
Stanęła przed lustrem i przyjrzała się brzydkim zgrubieniom na żebrach. Rana pod piersią zagoiła się całkiem ładnie, prawie nie była widoczna, ale te zrosty poniżej zostaną jej na zawsze. Po innych obrażeniach już nawet nie było śladu. Przeczesała palcami sięgające do ramion rude włosy. Ubrała się w czarne spodnie i fioletową tunikę. Miała teraz do dyspozycji całą garderobę ze "strojami godnymi księżniczki Lebabu", ale zdecydowanie nie zamierzała się w nie stroić. Nie chciało jej się malować, więc posłużyła się drobną iluzją – oprawa jej oczu zmieniła odcień z rdzawego brązu na czerń. Zupełnie jakby obrysowała oczy węglem i wytuszowała rzęsy.
Doprowadziwszy się do stanu używalności, zmrużyła powieki i przywołała w myślach obraz korytarza przed gabinetem Mędrca Tyyni. Poczuła szarpnięcie w potylicy i przestrzeń wokół niej załamała się w znajomy sposób. Po sekundzie otworzyła oczy. Znajdowała się przed rzeźbionym w drewnie drzwiami z miedzianą kołatką.
Zastukała. Po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich Mędrzec Tyyni we własnej osobie.
- Witaj Nadio. Mogę ci w czymś pomóc?
Dziewczyna skłoniła się lekko, jak zawsze, gdy miała do czynienia z Mędrcem.
- Bardzo bym chciała porozmawiać z ekscelencją, jeśli oczywiście ekscelencja ma dla mnie czas.
- Ależ proszę, wejdź.
Tyyni ubrany był w swoją tradycyjną, czarną togę, siwą brodę miał zaplecioną w warkocz. Mimo niezbyt imponującego wzrostu stu pięćdziesięciu dwóch centymetrów, samą swoją postacią wzbudzał szacunek.
- Herbaty, kawy? - zapytał się uprzejmie.
- Bardzo dziękuję, nie mam ochoty.
- A ja nawet bardzo. Ci wszyscy książęta, hrabiowie i burmistrzowie, potrafią być bardzo męczący.
Nadia dopiero drugi raz w ciągu tych kilku lat spędzonych w Lebabie znalazła się w gabinecie mędrca. Pierwszy raz był wtedy, gdy pałac został zaatakowany przez Arcymistrza Magii Orjana de Sulio, wtedy atmosfera nie służyła jednak podziwianiu wystroju, więc magiczka czuła się, jakby nigdy tutaj nie była. Pomieszczenie to miało kształt kwadratu o boku około siedmiu metrów. Na ścianie naprzeciwko drzwi wejściowych znajdowały się dwa olbrzymie okna, wychodzące na morze. Białe ściany były niemalże całkowicie zasłonięte przez niezliczone regały z książkami. Pod oknami stało ogromne biurko, po którego obu stronach stały wyściełane krzesła. Poza znajdującą się na półkach ilością książek i drobiazgów o mniej lub więcej wiadomym dla Nadii przeznaczeniu, całe wnętrze było urządzone bardzo skromnie.
- Proszę usiądź, moja droga. - wskazał jej dłonią miejsce na przeciw okna. Sam usiadł po drugiej stronie biurka. - Właściwie, to powinienem mówić do ciebie "pani" albo "księżniczko", jeśli sobie życzysz.
O tak, tego by jeszcze brakowało. – pomyślała dziewczyna. Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.
- Szczerze mówiąc, to się ucieszyłam, kiedy wchodząc tu usłyszałam, że ktoś się zwraca do mnie bez tytułowania. - starała się mówić swobodnie, ale jej głos drżał.
Tyyni przyglądał się jej z dobrodusznym wyrazem twarzy. Nadia miała wrażenie, że czyta w jej myślach, przyłapała się nawet na tym, że bezwiednie zaczęła tworzyć zaporę mentalną.
- Nie muszę się w żaden sposób włamywać do twojego umysłu, żeby wiedzieć, że nie leży ci rola księżniczki Lebabu.
Dziewczyna splotła ramiona na piersiach i zaczęła rozglądać się po kątach. Jej wzrok rejestrował różne przedmioty, tytuły ksiąg. Ich obraz nie trafiał do jej świadomości, gdyby ją ktoś zapytał o to, co przed sekundą przeczytała na grzbiecie opasłego tomu z najbliższego regału, nie potrafiłaby odpowiedziec.
- Mędrcze Tyyni - zaczęła drżącym głosem. - Jak ekscelencja zapewne wie, poza moim pokrewieństwem z czterdziestym siódmym Księciem Lebabu, nie mam żadnych predyspozycji do rządzenia tym miastem, nie mam predyspozycji do rządzenia w ogóle. Nie mam żadnego doświadczenia, brakuje mi odpowiedniego wykształcenia, dyplomacji... - urwała, żeby złapać oddech. Liczyła, na to, że mędrzec coś powie. Milczał. - Chodzi o to, że... Ja tego nie chcę. A ci wszyscy ludzie, którzy myślą o mnie niestworzone rzeczy, gdyby tylko byli świadomi tego, jakby mogłyby wyglądać moje rządy... znaczy, ja sobie nawet ich nie wyobrażam... oni by też nie chcieli... - urwała. Tyyni wstał i zaczął przechadzać się po pokoju.
- Dziecko... ile ty masz lat tak właściwie?
- Dwadzieścia trzy.
Nadię zdziwiło lekko to błahe pytanie.
- Chodzę po tym świecie prawie osiem razy dłużej od ciebie.
- Do czego ekscelencja zmierza?
Stary mag uśmiechnął się łagodnie i oparł dłońmi o biurko.
- Do niczego ważnego. Po prostu myślę jak długo już żyję i o tym, jak długo piastuję już urząd doradcy i tytuł Mędrca Południa. Widziałem już wielu władców tego miasta, lepszych i gorszych. Władza przypadała tutaj już nawet młodszym od ciebie. Ale ty jesteś jak do tej pory najmłodszą osobą, która potrafiła wprost powiedzieć, że jej nie chce i nie czuje się odpowiednią osobą do jej sprawowania. Nie wiem nawet, czy w ogóle nie jedyną, która zdobyła się na coś takiego.
Nadia nie wiedziała co powiedzieć. Wiedział. Wiedział, że nie chodzi jej o dobro państwa ani poczucie odpowiedzialności.
- Jeśli zrzekniesz się swojej władzy, Starszyzna Południa zwoła wybory. Twój następca zostanie wybrany spośród kandydatów zgłoszonych przez poszczególne Domy. Ani całe Południe, ani nawet miasto Lebab nie obrócą się z tego tytułu w ruinę.
Zależy, kogo wybiorą. - pomyślała rudowłosa.
- Ludzie, którzy pokładają w tobie nadzieje, będą zawiedzeni, ale być może właśnie podjęłaś najwłaściwszą dla nich decyzję.
Dziewczyna podniosła się ze swojego miejsca. Chce w niej wzbudzic wyrzuty sumienia. Przecież wie, że tak naprawdę ma w poważaniu lud i całą tą farsę dotyczącą jej osoby.
- Myślę, że odchodząc stąd, nie zawiodę ich bardziej, niż rządząc niezgodnie z ich wyobrażeniami.
Mędrzec Tyyni patrzył na nią cały czas tym samym spojrzeniem, łagodnym i uważnym.
- Ty już podjęłaś decyzję. Mam nadzieję, że znajdziesz cel, do którego zmierzasz i swoje miejsce na świecie. Życzę ci jak najlepiej. Władza, która ci przypadła w tak dziwnych i tragicznych okolicznościach nie jest podejrzewam twoim jedynym problemem…?
Nadia zaczęła już zbliżać się do wyjścia. Wzięła głęboki oddech i zgarnęła dłonią włosy na lewe ramię.
- My nie mamy swojego miejsca. - powiedziała gorzko.
- Mamy, mamy. Tylko szukamy go dłużej niż ludzie. W końcu mamy trochę więcej czasu niż oni, więc jest to chyba sprawiedliwe, nie uważasz?
Czarodziejka zdobyła się na wymuszony uśmiech. Tyyni wiedział, że umyślnie udała, iż nie słyszy ostatniego pytania, czuła to. Wiedział też, że prawdziwa odpowiedź na nie tkwiła w Nadii zbyt głęboko, by wyciągać ją z niej siłą.
- Do widzenia, ekscelencjo.
Nie śmiała powiedziec „żegnaj”.
Wyszła na ciemny korytarz. Nie użyła teleportacji, wolała się przejść. Chociaż zdobione, drewniane drzwi się zamknęły, Nadia cały czas czuła na plecach spokojne spojrzenie mędrca. Może tylko jej się wydawało, a może Tyyni przełamał jej blokadę i przekazał coś, czego nie powiedział, zanim wyszła z gabinetu.
Słyszała gdzieś w swojej głowie zdania, których nie miała ochoty słuchac.
Zbiór uniwersalnych mądrości, żeby nie powiedzieć banałów. Nie zamierzała nikogo szukać, nie zamierzała się na nikim się mścić. Chciała tylko wymazać ze swojego życia ostatnie kilka miesięcy, może nawet ostatnie kilka lat. Opuścić miejsce, w którym od początku czuła się obco.
Nadia nie wiedziała, czy to faktycznie mędrzec Tyyni przekazał jej swoje myśli, czy to tylko jakiś jej wewnętrzny głos rozsądku przybrał aż tak realną formę, że słyszała go w swojej głowie. Może zaczyna wariować, tak jak Rasmus? Może Orjan zrobił z nią to samo co z jej przyjacielem, tylko że z jakiś powodów na nią magia zaczęła później działać...
Dziewczyna parsknęła ironicznym śmiechem na tę myśl. Nie byłoby to nawet takie złe. Przemieszczać się myślami po niewidocznych dla oka wymiarach, bez kontroli i świadomości... Przynajmniej byłoby jej wtedy wszystko jedno. Ale na taki luksus chyba sobie nie zasłużyła.
Skierowała swoje kroki do ogrodu. Nigdy się nie dowiedziała jakie techniki czarodziejskie sprawiają, że w tym pałacu zawsze się trafia tam, gdzie chce, mimo, że na mapach przypominał on istny labirynt. Zapewne nigdy się tego nie dowie. Podświadomie czuła, że już tutaj nie wróci.
Ogród był najbardziej efektownym i przesyconym magicznymi sztuczkami miejscem w Lebabie. Zdawał się być olbrzymi, a w każdej alejce znajdowała się zupełnie inna roślinność. Były tutaj intensywnie pachnące kwiaty, przypominające róże o ogromnych koronach we wszystkich kolorach tęczy. Wszelkie drzewa owocowe. Olbrzymie paprocie. Palmy i drzewa iglaste. Gdy Nadia kilka lat temu pierwszy raz ujrzała to miejsce, była po wrażeniem jego piękna, z czasem jednak zaczęła dostrzegać wszechobecną w nim sztuczność. Wszystko było perfekcyjną iluzją, którą jej oko – ponieważ właśnie ta gałąź magii była jej specjalnością - wychwytywało natychmiast. Prawdopodobnie ogród nie miał nawet zbyt dużej powierzchni, tak samo jak cały Pałac Południa.
Dlatego Nadia już od dawna unikała przebywania w obrębie tej budowli, częściej włóczyła się po obrzeżach miasta, gdzie szukała podobieństw do swoich rodzinnych stron.
W zagajniku otoczonym drzewami o błękitnych kwiatach, przy niskiej ławie, która wyglądała jakby była zrobiona ze szkła, siedział na kocu Rasmus. Ciemność wieczora rozświetlały białe kule z chłodnych płomieni. Rasmusowi towarzyszyła pani Anais, kiedyś pokojówka, teraz pełniąca bardziej rolę opiekunki księcia.
Gdy rudowłosa spojrzała na twarz młodego mężczyzny, miała ochotę wyrzucic ze swojej pamięci to, co ją przed chwilą rozbawiło. Luksus? Rasmus miał półotwarte usta i martwy wzrok, wpatrzony w jakiś niewidzialny punkt na stole. W prawej ręce ściskał brzeg koca. Przetłuszczone, fioletowe włosy były ciasno zaplecione w warkocz. Gdy osiem lat temu magiczka pierwszy raz zobaczyła go w tym właśnie ogrodzie, kolor jego włosów wydał się jej jedynym nienaturalnym elementem otoczenia. Teraz wiedziała, że cała obecna wokół nich przyroda jest tylko doskonałym oszustwem, a fioletowe włosy to u pół krwi varikana najzwyklejsza cecha pod słońcem.
- Dobry wieczór. - przywitała się z Anais. Ta zerwała się ze swojego koca i nisko ukłoniła. Nadia poczuła się bardzo niezręcznie.
- Przepraszam, nie zauważyłam pani.
- Nic nie szkodzi. - Nadia uśmiechnęła się nerwowo. - Jak Rasmus się czuje?
Anais westchnęła i rozłożyła ręce.
- Bez żadnych zmian, odkąd go pani ostatni raz widziała. Nie ma z nim kontaktu, ale przynajmniej już tak często nie krzyczy, jak zaraz po tym, kiedy go odratowali. Pani nie wie, bo leżała w szpitalu, ale straszne to było. Do teraz, jak mi się tylko aby zdaje, że się czymś zdenerwował, to się boję, że znowu dostanie jakiegoś ataku.
Nadia słuchała jej z kamienną twarzą, chociaż wewnątrz czuła, jak palą ją prawdziwe wyrzuty sumienia, jak powoli wypełnia ją pustka po stracie najbliższej osoby. Chciała czuć to wszystko, chciała się ukarać. To co się stało było przecież po części jej winą.
- Musimy mu podawać kroplówkę, bo nie chce jeść.
Dziewczyna pokiwała głową i przyklękła na kocu obok Rasmusa.
- Hej... Rasmus... To ja, Nadia.
Żadnej reakcji. Nie widział jej, nie było go tutaj. Było tylko ciało, skorupa, która wciąż funkcjonowała, ale umysł był gdzieś daleko. Los gorszy od śmierci.
- Mogłaby nas pani zostawić na chwilę samych? - zwróciła się do Anais. Ta zawahała się, chcąc może coś powiedzieć, pokiwała jednak głową i zniknęła za zasłoną drzew.
Przez chwilę dziewczyna milczała. Czuła się, jakby była w tym zagajniku zupełnie sama. Wpatrywała się w twarz przyjaciela, która przypominała bardziej maskę.
- Rasmus... Ja naprawdę nie wiedziałam, że to się tak skończy... - chciała mu opowiedzieć o tym, co ją dręczy, tak jak to zrobiłaby kiedyś, ale jej głos się załamywał. Wzięła głęboki oddech. - Przepraszam...
Miała wrażenie, że to słowo nic nie oznacza. Wobec tego, co z jej winy spotkało Rasmusa, wydawało się być pustą zbieraniną liter.
- Odchodzę z Lebabu. Nie mogę tu już dłużej być. To nie jest moje miejsce, nigdy nie było. Nie wiem gdzie pójdę. Może gdzieś na północ... Tam jest podobno straszna dzicz, ale miejscowi cenią sobie magów. Albo wrócę do Viriewska. To głupie, wiem, co ja tam będę robić... Ale nie mogę i nie chcę tu zostać. Przepraszam...
Rudowłosa czuła się, jakby duchem była gdzieś daleko, jakby to jakaś obca osoba wypowiadała te słowa. Gdy zamilkła na chwilę, uświadomiła sobie, że płacze. W tym samym momencie poczuła ucisk na swojej dłoni. Rasmus trzymał ją za rękę. Patrzył na nią zupełnie przytomnym wzrokiem, sprawiał wrażenie całkowicie świadomego. Nadia była w szoku. Usłyszała szept, wydobywający się z jego ust;
- Lina.
- Rasmus...? - odwzajemniła uścisk dłoni.
- Przetnijcie linę.
Dziewczyna nie wiedziała czy to się dzieje naprawdę, czy tylko jej wyobraźnia zaczęła sobie z niej stroić makabryczne żarty.
- Księżniczko! Czy coś się stało?
Ujrzała nad sobą zatroskaną twarz Anais. Spojrzała na swoją dłoń, która nie była już złączona z dłonią Rasmusa. Jego twarz była pozbawiona wyrazu, spojrzenie puste. Z kącika ust ciekła mu ślina.
- Nie, nie... W porządku wszystko. Chyba już pójdę.
- Jak sobie pani życzy.
Nadia podniosła się z koca i ruszyła w kierunku ścieżki, którą tutaj przyszła.
- Do widzenia, dobranoc.
Niebo nad jej głową miało teraz czysty, szafirowy kolor, gdzie nie gdzie usianie było błyszczącymi gwiazdami.
Bardzo ładna iluzja. W tym pieprzonym ogrodzie nawet niebo jest oszustwem. - pomyślała dziewczyna.
Ostatnio zmieniony wt 15 kwie 2014, 02:26 przez Milandra, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » ndz 28 lip 2013, 14:58

Milandra pisze: Może dlatego, że młoda księżniczka - tytuł ten przyprawiał ją o mdłości - miała wrażenie, że udziela się on wszystkim mieszkańcom Lebabu, a przynajmniej tej ich części, która uważa ją za dobrodziejkę i zbawicielkę tego państwa. Nie wspominając już o tych bardziej nawiedzonych, którzy uważali ją za zbawicielkę całego świata. Wiedziała, że jeżeli tej nocy uczyni to, co zamierza, cały ten ich spokój zostanie zburzony. Piękny zachód słońca, zwiastujący ciepłą noc i dobrą pogodę przypominał o tym, jakie bezimienny tłum pokłada w niej śmieszne nadzieje, jakby jakaś siła wyższa chciała ją skarcić, jak nauczyciel krnąbrnego ucznia. Nie wywoływało to w niej zbytnich wyrzutów sumienia - to nie jej wina, że ludzie lubią dopisywać legendy do dramatycznych wydarzeń, dopatrywać się jakiś pozaziemskich interwencji, w tym, co im trudno zrozumieć.

Dużo zaimków i dookreśleń. Połowę można spokojnie wyrzucić. Ogólnie w całym tekście aż się od nich roi. Zwróć na to szczególną uwagę i usuwaj tam, gdzie naprawdę nie są konieczne.

Milandra pisze:Doprowadziwszy się do stanu używalności

Raczej o "stanie używalności" myślimy w kontekście rzeczy, nie ludzi. Może zamiast: do porządku?

Milandra pisze:Zdjęła i rzuciła na łóżko długi sweter, który miała założony na samą bieliznę.


Milandra pisze:Przeczesała palcami sięgające do ramion rude włosy. Ubrała się w czarne spodnie i fioletową tunikę. Miała teraz do dyspozycji całą garderobę ze "strojami godnymi księżniczki Lebabu", ale zdecydowanie nie zamierzała się w nie stroić. Nie chciało jej się malować, więc posłużyła się drobną iluzją – oprawa jej oczu zmieniła odcień z rdzawego brązu na czerń. Zupełnie jakby obrysowała oczy węglem i wytuszowała rzęsy.


Milandra pisze:Tyyni ubrany był w swoją tradycyjną, czarną togę, siwą brodę miał zaplecioną w warkocz.

Ja wiem, czy jest sens dokładnie opisywać kto w co był ubrany/ jak był pomalowany/ uczesany? Czy to coś wnosi do tekstu?
I tak się zastanawiam... tu sweter, tam tunika...

Milandra pisze:Pierwszy raz był wtedy, gdy pałac został zaatakowany przez Arcymistrza Magii Orjana de Sulio, wtedy atmosfera nie służyła jednak podziwianiu wystroju, więc magiczka czuła się, jakby nigdy tutaj nie była. Pomieszczenie to miało kształt kwadratu o boku około siedmiu metrów. Na ścianie naprzeciwko drzwi wejściowych znajdowały się dwa olbrzymie okna, wychodzące na morze. Białe ściany były niemalże całkowicie zasłonięte przez niezliczone regały z książkami. Pod oknami stało ogromne biurko, po którego obu stronach stały wyściełane krzesła. Poza znajdującą się na półkach ilością książek i drobiazgów o mniej lub więcej wiadomym dla Nadii przeznaczeniu, całe wnętrze było urządzone bardzo skromnie.

Powtórzenia.

Milandra pisze:Zależy, kogo wybiorą. - pomyślała rudowłosa.

Pomyślała wystarczy. Czytelnik już wie, że jest ruda. I ogólnie unikaj określania bohaterki: "rudowłosa", ogólnie po kolorze włosów.

Milandra pisze:Wszystko było perfekcyjną iluzją, którą jej oko – ponieważ właśnie ta gałąź magii była jej specjalnością - wychwytywało natychmiast.

Było... była... Powtórzenia.

Milandra pisze:Skierowała swoje kroki do ogrodu.

Nie prościej napisać: poszła, zawędrowała?

Fragment zapowiada się ciekawie, ale mam kilka zastrzeżeń. Z jednej strony pałac... magia... magowie, mędrcy... Z drugiej zegarki na ścianach, kroplówka. Wiem, że to fantasy i tu można wszystko, ale te nowoczesne akcenty trochę mi nie pasują do kreowanego od początku obrazu świata.
Sporo rzeczy wydaje mi się też niedopowiedzianych. Wiadomo, trzeba dawkować informacje, więc mam nadzieję, że w kolejnych częściach wyjaśnisz coś więcej.
Przejrzyj tekst pod względem zaimków i powtórzeń.
Generalnie, nie jest źle.

Pozdrawiam :)

B16 - zatwierdzam
Ostatnio zmieniony wt 15 kwie 2014, 02:25 przez Milt, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milandra » ndz 28 lip 2013, 16:02

Bardzo dziękuję za opinię :) ech, a wydawalo mi się, że usunęłam nadmiar zaimków i powtórzenia, a jednak... ;) sporo się tego ostało. Przyznam, że mam skłonności do dokładnego opisywania wyglądu bohaterów, bo ja po prostu widzę to, o czym piszę, jakby to był film i trochę trudno mi znieśc, że ktoś może sobie mojego bohatera wyobrażac inaczej niż ja :P Staram się, żeby takie opisy były możliwie krótkie i nie wtrącone "na siłę". Poza tym staram się przez np. opis stroju pokazac uniwersum, w którym rozgrywa się akcja - tutaj jest to rejon "stylizowany" na Daleki Wschód, jeżeli mogę się tak wyrazic, czasy przypominające rozwojem techniki XIX wiek. Dzięki za komentarz, również pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
Almari
Szkolny pisarzyna
Posty: 34
Rejestracja: pn 20 cze 2011, 10:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Almari » czw 01 sie 2013, 13:37

Gdyby się coś powtarzało, to wybacz :)

Cały ten spokój działał Nadii na nerwy.

Moja bohaterka też ma tak na imię. Może mi się nie zleją perspektywy ;p

Może dlatego, że zbyt ostro kontrastował z obecnym stanem jej psychiki. Może dlatego, że młoda księżniczka - tytuł ten przyprawiał ją o mdłości - miała wrażenie

Celowe, wiem, ale jakoś mi nie leży. Brzmi wymuszenie.

która uważa ją za dobrodziejkę i zbawicielkę tego państwa. Nie wspominając już o tych bardziej nawiedzonych, którzy uważali ją za zbawicielkę całego świata.

Zdecydowanie do przeróbki. Zbyt blisko powtórzenia i ogólnie niezręczne zdanie.

Piękny zachód słońca, zwiastujący ciepłą noc i dobrą pogodę przypominał o tym, jakie bezimienny tłum pokłada w niej śmieszne nadzieje,

Wykasuj przecinek po słońca. Określenie dobra pogoda jest zbyt szerokie w tym kontekście, bo nie wiadomo do czego się odnosi. Na pierwszy rzut oka wynika, że do nocy, z tym że raczej mało kogo to interesuje, bo wtedy wszyscy śpią. Poza tym czy zachód słońca sam w sobie może zwiastować dobrą pogodę? Bezchmurne niebo zwiastuje na ogół brak deszczu i słońce, duchota oznacza burzę, ale po zachodzie słońca niczego bym się nie domyśliła ;)

jakie bezimienny tłum pokłada w niej śmieszne nadzieje,

Sugestia: zmieniłabym szyk - Jakie śmieszne nadzieje pokłada w niej bezimienny tłum

jakie bezimienny tłum pokłada w niej śmieszne nadzieje, jakby jakaś siła wyższa chciała ją skarcić, jak nauczyciel krnąbrnego ucznia

jakie, jakby, jak

to nie jej wina, że ludzie lubią dopisywać legendy do dramatycznych wydarzeń,

Użyłabym innego słowa miast dopisywać. Niby wiem, o co ci chodzi, ale jednak nie brzmi zbyt dobrze.

w tym, co im trudno zrozumieć.

Sugestia: Lepiej się czyta - w tym, co trudno im zrozumieć.

widzenia, powinna mieć chociaż lekkie poczucie winy wobec nich

Można potraktować jako wtrącenie, ale jednak dałabym bez przecinka

Zeszła z parapetu w swoim pokoju, którego w przeciwieństwie do większości mieszkańców pałacu, nie nazywała komnatą.

Zdanie odnosi się w tym przypadku do parapetu, a nie do pokoju.

Należał on do ostatnich osób, z którymi dziewczyna chciałaby teraz rozmawiać. Był również niestety jedną z tych, z którymi musi zamienić parę słów, chociażby dla zwykłej przyzwoitości.

Niezręczne

Była jeszcze Anneko, ale o niej Nadia wolała nie myśleć.

Mimo, że wolała nie myśleć, przydałoby się jednak słowo wyjaśnienia. Kim jest Anneko, albo czemu nie chce o niej myśleć. Można to zmieścić nawet w jednym zdaniu.

Rana pod piersią zagoiła się całkiem ładnie, prawie nie była widoczna, ale te zrosty poniżej zostaną jej na zawsze

Ma sznyte i myśli o tym, że zagoiło się całkiem ładnie. Można pomyśleć, że jej się to podoba ;)

ale zdecydowanie nie zamierzała się w nie stroić. Nie chciało jej się malować, więc posłużyła się

za dużo się

Znajdowała się przed rzeźbionym w drewnie drzwiami

To raczej na drzwiach rzeźbi się jakieś wzorki, a nie na odwrót. W dodatku literówkę masz

- Witaj(,) Nadio. Mogę ci w czymś pomóc?


Mimo niezbyt imponującego wzrostu stu pięćdziesięciu dwóch centymetrów

Nie pasują do klimatu te centymetry. Lepiej mniej więcej określić ile miał, albo porównać jego wzrost z czymś konkretnym.

- Herbaty, kawy? - zapytał się uprzejmie.

bez się

więc magiczka czuła się, jakby nigdy tutaj nie była

miała nieodparte wrażenie, odczucie

Pomieszczenie to miało kształt kwadratu o boku około siedmiu metrów.

Dziewczyna ma miarkę w oczach ;) Takie szczegóły są zbędne.

Na ścianie naprzeciwko drzwi wejściowych znajdowały się dwa olbrzymie okna, wychodzące na morze.

bez przecinka

Pod oknami stało ogromne biurko, po którego obu stronach stały wyściełane krzesła

2x stało

Poza znajdującą się na półkach ilością książek i drobiazgów o mniej lub więcej wiadomym dla Nadii przeznaczeniu, całe wnętrze było urządzone bardzo skromnie.

ilość książek brzmi nieładnie. I czy książki były w XIX wieku wyznacznikiem luksusu? Wątpię. Poza tym pomieszczenie na siedem metrów, z dużymi oknami, wyrąbanym biurkiem jak u prezesa wcale nie przypomina skromnego wnętrza ;)

wskazał jej dłonią miejsce na przeciw okna. Sam usiadł po drugiej stronie biurka. -

Zaraz, wydawało mi się, że biurko przylega do okien, więc krzesła nie są naprzeciwko okien tylko z boku. Chyba że coś źle sobie wyobraziłam. Dużą literą "wskazał"

O tak, tego by jeszcze brakowało. – pomyślała dziewczyna. Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.

Taki zapis sugeruje, że to jej wypowiedź, ale brakuje pauzy na początku. Więc pewnie chodzi ci o jej myśli. Wtedy zapis powinien wyglądać tak:
1. O tak, tego by jeszcze brakowało – pomyślała dziewczyna. Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.
2. O tak, tego by jeszcze brakowało, pomyślała dziewczyna. Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.

nie potrafiłaby odpowiedziec.

literówka

świadomi tego, jakby mogłyby wyglądać moje rządy...

jak mogłyby

- Dziecko... ile ty masz lat tak właściwie?

Nie wierzę, żeby tego nie wiedział. W końcu parę lat tutaj spędziła.

- Do czego(,) ekscelencja(,) zmierza?


Po prostu myślę(,) jak długo już żyję i o tym, jak


Ale ty jesteś(,) jak do tej pory(,) najmłodszą osobą, która potrafiła wprost powiedzieć, że jej nie chce i nie czuje się odpowiednią osobą do jej sprawowania. Nie wiem nawet, czy w ogóle nie jedyną, która zdobyła się na coś takiego.

Skoro stwierdził, że najmłodszą, to musiał wiedzieć, czy nie było innych. To raczej sugeruje, że byli, ale starsi.

Nadia nie wiedziała co powiedzieć. Wiedział. Wiedział,

Dwa ostatnie powtórzenia zamierzone, pierwsze nie, dlatego się gryzie.

Zależy, kogo wybiorą. - pomyślała rudowłosa.

Podobny zapis jak ci wskazałam wyżej

Chce w niej wzbudzic wyrzuty sumienia

literówka

całą tą farsę dotyczącą jej osoby.



- My nie mamy swojego miejsca. - powiedziała gorzko.

bez kropki

Tyyni wiedział, że umyślnie udała, iż nie słyszy ostatniego pytania, czuła to. Wiedział też, że prawdziwa odpowiedź na nie tkwiła w Nadii zbyt głęboko, by wyciągać ją z niej siłą.

Zaplątałaś się w perspektywie.

czego nie powiedział, zanim wyszła z gabinetu.

bez przecinka

których nie miała ochoty słuchac.

literówka

Nie zamierzała nikogo szukać, nie zamierzała się na nikim się mścić.

zbędne się i wcześniej masz słuchać, a to się gryzie z szukać.

Może zaczyna wariować, tak jak Rasmus? Może Orjan zrobił z nią to samo co z jej przyjacielem, tylko że z jakiś powodów na nią magia zaczęła później działać...

Nic z tego nie czaję. Za dużo niewyjaśnionych informacji, a i zajawka trochę nieumiejętna.

Nigdy się nie dowiedziała(,) jakie techniki czarodziejskie sprawiają, że w tym pałacu zawsze się trafia tam

przestaw "się" po trafia.

Były tutaj intensywnie pachnące kwiaty, przypominające róże o ogromnych koronach we wszystkich kolorach tęczy.

bez przecinka

Wszystko było perfekcyjną iluzją, którą jej oko – ponieważ właśnie ta gałąź magii była jej specjalnością

Czyli którą? Pewnie chodzi o magię iluzji, ale można się pogubić i stwierdzić, że specjalizowała się w ogrodnictwie.

miała ochotę wyrzucic

kolejna literówka i znowu ć

- Dobry wieczór. - przywitała się z Anais. Ta zerwała się ze swojego koca i nisko ukłoniła.

bez kropki. Rozumiem, że Anais się zerwała, więc połącz to zdanie.

Nadia słuchała jej z kamienną twarzą, chociaż wewnątrz czuła, jak palą ją prawdziwe wyrzuty sumienia, jak powoli wypełnia ją pustka po stracie najbliższej osoby

a kto umarł?

gdzie nie gdzie usianie było błyszczącymi gwiazdami.

gdzieniegdzie

W tym pieprzonym ogrodzie nawet niebo jest oszustwem. - pomyślała dziewczyna.

jw.

Milt wspomniała już o tych rekwizytach, które nie pasują do całości. Mi też to przeszkadzało. Masz takie przeskoki stylowe. Raz się czyta bardzo dobrze, a raz średnio. Opisy strojów nie brzmią wymuszenie, więc jest okay. Swoboda pisania się wyklaruje z czasem, choć tak jak mówię historia zaciekawia i wpadnę do następnej części, jeśli się ukaże. Nie zrozumiałam tylko, o co chodzi pod koniec z tą liną, chciał żeby go odcięli? Może się wyjaśni.

Pozdrawiam ;)

B16 - zatwierdzam
Ostatnio zmieniony wt 15 kwie 2014, 02:25 przez Almari, łącznie zmieniany 1 raz.


"Szczęśliwy człowiek, co złamał okowy godzące w intelekt,
i zaprzestał frasować się stale.
Znoś i trwaj! Ból ten przyda ci się kiedyś"

Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milandra » czw 01 sie 2013, 19:02

ok, dziękuję za wszystkie sugestie :) Niedopowiedzeń jest dużo, ponieważ jest to fragment trochę wyjęty z kontekstu, kawałek całości, która się jeszcze w mojej głowie nie wyklarowała. hmmm... z tym wystrojem wnętrza, to chciałam przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że Tyyni nie miał w swoim gabinecie niczego zbytkownego, kosztownego. Tylko to, co mógł dostać z racji swojego urzędu i było mu potrzebne :) Kim jest Anneko - wyjaśni część druga. Tyyni nie wiedział koniecznie ile Nadia ma lat, gdyż sam jest baaardzo wiekowy i fakt, czy ktoś ma 20 czy 25 lat, może mu umknąć. A zamiany "ć" na "c", wynikają z tego, że moja klawiatura nie zawsze chce ze mną współpracować. To chyba tyle ode mnie :) Dzięki za opinię, też pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
WIOSNA
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: pn 08 lip 2013, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Re: Ostatnia noc - cz.1. [fantasy, elementy psychologiczne]

Postautor: WIOSNA » pt 02 sie 2013, 23:22

Hej,

[quote="Milandra"][b]
Gama barw na niebie sięgała od rozbielonej żółci / żółć mi się kojarzy nie najlepiej, w każdym razie nie z kolorem i do tego na niebie. Może warto użyc milszej formy dla oka


na samą bieliznę. / sama bielizna i nie sama bielizna? ciekawe. skróty myślowe lub potoczne uzywanie pewnych wyrazen w takiej powiesci raczej nie powinny miec miejsca


że nie leży ci rola księżniczki Lebabu. / to jest zamierzone? w taki sposób przemawia Mędrzec?

Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milandra » pn 05 sie 2013, 22:30

Dzięki za odzew :) jeżeli o kolory chodzi, to myślę, że jest to kwestia mocno subiektywna, a kolor nieba w pobliżu zachodzącego Słońca często ma mniej więcej taki odcień. Nie do końca rozumiem o co chodzi z tą bielizną, ale w wersji poprawionej i tak już tego nie ma. mędrzec w moim opowiadaniu nie jest typem posągowego mędrca - wszak mądrośc nie musi się wykluczac z potocznym językiem. :)



Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Ostatnia noc - cz.2 (ost) [fantasy, elementy psychologiczne]

Postautor: Milandra » czw 22 sie 2013, 17:00

TEKST ZAWIERA NIEDOKOŃCZONY WULGARYZM I PODTEKSTY EROTYCZNE

link do części pierwszej: http://www.weryfikatorium.pl/forum/view ... hp?t=14550

Ostatnia noc - cz.2 (na razie ostatnia)

2.
Nad centrum Lebabu było widoczne prawdziwe niebo. Tej nocy nie było na nim gwiazd, tylko ciemne chmury, spomiędzy których przebijało się światło księżyca w pełni. Nadia włóczyła się już od godziny po ulicach miasta. Ludzi nie było zbyt wiele, przynajmniej w dzielnicy, którą przemierzała. Jakaś para wracała z restauracji, trzymając się za ręce. Dwóch rikszarzy z nocnej zmiany, oferowało przechodniom podwózkę. Bezdomny żebrał pod bramą kamienicy.
Magiczka straciła poczucie czasu. Wiedziała, dokąd chce się udać, ale starała się jak najbardziej odwlec ten moment w czasie. Przechodziła obok małego baru z kilkoma stolikami na zewnątrz i podniszczonym lampionem wiszącym nad otwartymi drzwiami. Stojąca obok wejścia drewniana tabliczka głosiła: "Najlepsza makwa domowej roboty - tylko 10 saunów za litr!". Makwa był to słaby alkohol, produkowany z miejscowego zboża i owoców, zazwyczaj podawany na ciepło. Przez podgrzanie uderzał do głowy o wiele mocniej, niż wskazywałaby na to jego zawartość procentowa. Nadia weszła do środka.
- Poproszę czarkę makwy. – zwróciła się do barmana.
Kiwnął głową i wskazał dziewczynie stolik pod ścianą. Magiczka usiadła przy nim i wpatrzyła się w widniejący za oknem lampion, chociaż zdecydowanie nie było w nim nic szczególnego do oglądania. Po chwili podszedł do niej barman z parującą czarką alkoholu. Dziewczyna zanurzyła w nim usta i upiła łyk. Płyn był ciepły i lekko palił w gardle. Miał smak dziwnych, białych owoców, którymi Rasmus lubił się objadać, a Nadia nigdy nie pamiętała ich trudnej do wymówienia, varikańskiej nazwy.
Na wypadek, gdyby któryś Lebabianin ją rozpoznał, zastosowała drobną iluzję; wymyśliła dla siebie czarne włosy do pasa i śniadą skórę. Wyczuła, że zwróciło na nią uwagę dwóch młodych mężczyzn - jeden człowiek, bardzo potężny, drugi chyba pół krwi verikan, co stwierdziła po jego zielonych włosach i lekko szpiczastych uszach. Pili przy stoliku po drugiej stronie lokalu. Naraz wybuchli głośnym śmiechem. Chyba tylko miała fałszywe wrażenie, że się jej przyglądają. Była ostatnio przewrażliwiona.
Dokończyła makwę i zaraz zamówiła drugą. Nadia rzadko piła alkohol, ale ten napój nawet jej smakował. Poza tym nie miała pomysłu, co ze sobą zrobić, jak wypełnić czas do świtu. Może jak się upije, to przynajmniej będzie mieć więcej odwagi, żeby porozmawiać z Anneko. Albo upije się tak, że nie będzie tam w stanie dojść. To też byłoby jakieś rozwiązanie problemu. – uśmiechnęła się do siebie.
Gdy wypiła drugą czarkę trunku, zaczęło jej się kręcić w głowie. Posiedziała jeszcze chwilę, popatrzyła na coraz bardziej podrygujący na wietrze lampion. Zostawiła na stoliku zapłatę i chwiejnym krokiem wyszła z baru.
Szła szybko, ale niezbyt prosto. Znowu zaczęła wyczuwać czyjeś intencje, czyjąś uwagę. Słyszała kroki. To wszystko jednak błąkało się gdzieś na obrzeżach jej świadomości, nie prowokując żadnych działań. W końcu przystanęła na chwilę, ponieważ ulica wokół niej coraz bardziej wirowała. Nie minęło pięć minut, jak poczuła mocny ścisk czyjejś ręki na swoim nadgarstku.
- Koteczku, nie zgubiłaś ty się aby...? - usłyszała szorstki głos. Za nią stał mężczyzna z baru. Przed nią jak spod ziemi wyrósł jego zielonowłosy kolega, szczerząc równe, białe zęby.
- Puszczaj, bo pożałujesz. - powiedziała cicho, z kamiennym wyrazem twarzy.
- Taka ładna, a sama... Zabawimy się?- szepnął pół verikan. Jedną ręką pogładził ją po twarzy, a drugą zadarł jej tunikę. Ten potężny przyciągnął ją do siebie za ramiona.
- Zostaw mnie, do kurw… - olbrzymia, spocona ręka zamknęła jej usta. Zielonowłosy przywarł do niej całym ciałem i mruknął do kolegi:
- Nie bój się, ty sobie zaraz też użyjesz...
Nie "użyli sobie". Nadia nie zdawała sobie do końca sprawy z tego co robi, działała pod wpływem impulsu. Ten, który trzymał ją od tyłu, w ułamku sekundy stracił panowanie nad swoim ciałem, które poszybowało kilka metrów w powietrzu, żeby wylądować w kontenerze z odpadami. Zdębiałego pół verikana kopnęła z całej siły w krocze i uciekła, nie oglądając się za siebie. Przebiegła kilka przecznic, dziwiąc się, skąd miała tyle siły. Kiedy czuła, że za chwilę się przewróci, przysiadła na szerokich schodkach pomiędzy dwoma kamienicami. Rozejrzała się wokół, ale nigdzie nie zauważyła napastników. Chyba na dobre ich wystraszyła. Żaden zwykły człowiek ani verikan przy zdrowych zmysłach nie będzie się dobierał do wściekłej czarownicy. Potraktowała brutala najprostszą telekinezą, ale w obecnym stanie kosztowało ją to bardzo dużo energii. Siedząc na marmurowym stopniu, miała wrażenie jakby straciła władzę w kończynach. Coraz mocniej kręciło jej się w głowie. I w żołądku. Próbowała powstrzymać mdłości, ale gdy tylko lekko przechyliła tułów do przodu, zwymiotowała. Mimowolnie się uśmiechnęła, kiedy wyobraziła sobie, jak musi teraz wyglądać. Księżniczka i zbawicielka Lebabu oraz reszty świata, Nadia z Viriewska, sponiewierana i pijana, rzyga na schodkach pomiędzy kamienicami w jednej z najgorszych dzielnic miasta.
Zamknęła oczy i ostatkiem sił postarała się przywołać w myślach wnętrze korytarza na trzecim piętrze w internacie dla wojowników Południa.


* * *


Woda w wannie była przyjemnie chłodna i pachniała różanym mydłem. Nadia czuła się prawie trzeźwa. Zmywała z siebie pot i brud dzisiejszego wieczora. Odzyskała całkowitą przytomność umysłu, nie miała już zawrotów głowy ani mdłości. Niestety jej czaszka sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała wybuchnąć od środka.
- Ruda, na bogów... Jak ci się udało doprowadzić do takiego stanu?
- Dwie czarki makwy. Wiesz, jaką ja mam słabą głowę...
Anneko była bardzo wysoka i miała smukłą, wysportowaną sylwetkę - jak każda wojowniczka. Jej bladą skórę gdzie nie gdzie pokrywały piegi, a blond włosy nosiła krótko obcięte.
- Przyniosłam ci ręcznik. - uklękła obok wanny i pogłaskała dziewczynę po szyi. - Zostawiłam twoje rzeczy w pralni. Gdzie ty się w ogóle włóczyłaś?
- Pojęcia nie mam... - chwyciła delikatnie palce Anneko i splotła je ze swoimi. Zdała sobie sprawę, że wciąż ma długie, czarne włosy. Zamknęła oczy i cofnęła iluzję.
- Teraz lepiej. - uśmiechnęła się blondynka. Po jej oczach było widać, że przybycie Nadii obudziło ją z głębokiego snu. Wstała z podłogi, prawie zrzucając ręcznik do wanny. Chwyciła go w ostatniej chwili, zanim całkowicie by się zamoczył. Rudowłosa często się zastanawiała, jakim cudem dziewczyna, która walczy kataną z refleksem dzikiego zwierzęcia i gracją godną baletnicy, potrafi być tak niezdarna przy zwykłych czynnościach. – Już spałam, kiedy usłyszałam twoje walenie w drzwi. Jak ciebie zobaczyłam, serio się przeraziłam. Wyglądałaś jakby cię ktoś napadł...
"Ciepło, ciepło..." - pomyślała Nadia.
Czarodziejka zamknęła oczy i całkowicie zanurzyła się w wodzie. Wciąż czuła się słabo. Od samego rana nic nie jadła, niewiele ostatnimi czasy sypiała. Iluzje, teleportacja i poderwania ciała napastnika do efektownego lotu wyczerpały ją do cna.
- Halo, Nadia! Powiesz w końcu, co się stało? - głos usłyszała z pokoju, do którego wychodziło się z łazienki. W internacie każdy wojownik miał swoją własną, małą sypialnię z łazienką. Anneko poprawiała właśnie pościel na łóżku.
Nadia wynurzyła głowę i powoli usiadła. Spłukała z siebie resztki mydlin zimną wodą z dzbana obok, poczym wyszła z wanny.
- Parę godzin temu rozmawiałam z Rasmusem. - powiedziała bezbarwnym tonem. Wzięła ręcznik i zaczęła suszyć nim włosy. Wojowniczka zbliżyła się do niej i oparła ręką o futrynę.
- Rozmawiałaś...?
- Mówiłam do niego. Przez chwilę zdawało mi się, że... - przerwała i pokręciła głową.
Odnosiła wrażenie, jak gdyby przez cały dzisiejszy wieczór funkcjonowała na granicy jawy i snu, jakby nie wszystko co się wydarzyło, miało naprawdę miejsce.
- Ale tylko mi się zdawało. - machnęła ręką i odwróciła się. Milczały przez chwilę, aż Anneko po prostu ją przytuliła.
- To nie twoja wina... Nie możesz się cały czas zadręczać, bo zwariujesz... Zresztą, kto wie, może Rasmus kiedyś wyjdzie z tego? Rozmawiałam z johde z naszej świątyni. Mówił, że spotykał już takie przypadki i słyszał o takim jednym, kiedy dusza takiej osoby powróciła do ciała. Tylko trzeba wierzyć w taką możliwość, być przy tej osobie... Żeby jej dusza miała do czego wracać...
Nadia uśmiechnęła się . W przeciwieństwie do niej, Anneko była bardzo religijna.
- Daj spokój. Nie wierzę w cuda. - odsunęła się od dziewczyny i spojrzała jej w oczy, chyba pierwszy raz tej nocy. Ona pocałowała ją i powiedziała:
- Nie zapominaj, że cudem samym w sobie jest, że żyjesz.
- No właśnie. Może i czasami zdarzają się cuda, ale na pewno nie w takim natężeniu. Wyczerpałam już limit cudów dla tej części świata na najbliższe tysiąclecie. - wysunęła się z objęć blondynki i położyła na łóżku. Pokój wojowniczki był urządzony skromnie i w jasnych barwach. Dzięki temu wydawał się znacznie większy niż był naprawdę. Wszystko miało w nim swoje miejsce. Książki na regale, ubrania w komodzie. W najdalszym kącie pomieszczenia znajdowała się wnęka z szafą zamykaną na kluczyk - w niej Anneko trzymała swoją broń. Ścianę na przeciwko łóżka zdobił prosty zegar z białą tarczą. Wskazywał punktualnie godzinę drugą.
- Chcesz coś mojego do ubrania? - blondynka stanęła pomiędzy łóżkiem, a komodą i ziewnęła przeciągle. Nadia tymczasem w ogóle nie odczuwała senności.
- Od kiedy gorszy cię moje nagie ciało w twoim łóżku? - uśmiechnęła się, przybierając ponętną w swoim mniemaniu pozę.
- Nie chciałabym, żebyś zmarzła.
- Zapewniam cię, że jest mi wręcz gorąco...
Ciepłe światło pochodzące z wiszącego pod sufitem lampionu padało na szyję i dekolt Anneko, a kiedy się pochyliła, wydobywało też z cienia koszuli jej piersi.
- Zapewniam cię, że ja jutro muszę wstać o piątej rano. - blondynka zdjęła dłoń dziewczyny z okolic poniżej swoich obojczyków. Kiedy śmiertelnik był przez dłuższą chwilę dotykany przez maga, mógł odczuć dziwne, ale przyjemne mrowienie w całym ciele. Czarodziejka doskonale sobie zdawała z tego sprawę. Anneko jednak nie poddała się tej pieszczocie. Lekko przeskoczyła nad Nadią i znalazła się po drugiej stronie łóżka.
- Ale ja tu i tak zostaję. - magiczka dała za wygraną i grzecznie położyła dłonie na prześcieradle. Właściwie to wcale nie miała ogromnej ochoty na seks. Potrzebowała tylko czyjegoś ciepła, bliskości. Nie była jednak zbyt skłonna, żeby jawnie domagać się czułości.
- Dobrze... - Anneko ułożyła się na boku, z twarzą obróconą w stronę rudowłosej. - Pewnie będziesz jeszcze spać, jak będę wychodzić... Twoje ubrania będą gotowe dopiero na pojutrze, na rano. Jak chcesz, to sobie coś mojego pożycz.
Jej słowa przechodziły przez głowę dziewczyny jak przez tunel o twardych i śliskich ścianach - nie zostawiając po sobie śladu. Nie miały już znaczenia, nie mogły mieć. Nadii nie będzie tutaj o piątej rano ani po południu ani tym bardziej pojutrze.
- Nadia…
- Hmm…?
- Nie zauważyłaś, że… Strasznie się od siebie ostatnio oddaliłyśmy. Nie czujesz tego?
Tak, wiem to wszystko i czuję. Ale nie będziemy o tym rozmawiać – pomyślała czarodziejka.
- Jesteś taka skryta… Nie wiem co się dzieje w twojej głowie.
Nigdy nie wiedziałaś, kochanie… - Nadia wbiła wzrok w sufit.
- Anneko... Kocham cię.
Blondynka otworzyła oczy i odpowiedziała;
- Wiem. Ja ciebie też... - obróciła się na plecy i zmrużyła powieki. Nadia przytuliła się do kochanki całym ciałem, jakby chciała się z nią zrosnąć w jedność.
- Wszystko jest dobrze, naprawdę.
Pierwszy raz powiedziała dziewczynie, że ją kocha, chociaż były ze sobą prawie dwa lata. Kilka razy powiedziała, że jej na niej zależy. Często mówiła, że jej pragnie. Może nie była pewna swoich uczuć. Może dlatego, że ich tak bezpośrednie wyznanie wydawało się jej deklaracją czegoś zbyt ważnego. Czegoś nieuchwytnego, co równie dobrze mogło mieć ogromną moc jak i nie mieć jej wcale. Czegoś co mogło w ogóle nie istnieć.
Teraz mogła użyć tych dziwnych słów. Nie miały już żadnego znaczenia. Wypełniły na chwilę coraz bardziej nieruchomą przestrzeń pomiędzy nimi. Rozpłynęły się w próżni, nie zostawiając po sobie żadnego śladu.
Leżała obok Anneko i słuchała jej coraz bardziej miarowego oddechu. Zza uchylonych okiennic słychać było tylko łagodny wiatr, grający wśród gałęzi drzew. Nadia znowu poczuła się jakby dryfowała w jakiejś nierzeczywistej przestrzeni. Powinna już odejść, ale bała się, że obudzi dziewczynę. Szepnęła coś do niej, żeby upewnić się, że śpi wystarczająco głęboko. Wysunęła się delikatnie z pościeli i teleportowała do swojego pokoju w pałacu.
Bez słowa wyjaśnienia.


* * *


Kraniec Lebabu, z którego odchodził trakt na północ, graniczył z lasem. Łatwiej byłoby pokonać czekający ją fragment drogi pociągiem, ale ryzykowałaby wtedy, że natknie się na kogoś znajomego.
Była godzina czwarta nad ranem. Drzewa, zarośla i najprawdziwsze paprocie były spowite poranną mgłą. Niebo miało błękitno - szary odcień, słońce nie ujawniło się jeszcze w całej okazałości, ale było już zupełnie widno. Zapach wilgotnej ziemi wżynał się w nozdrza młodej czarownicy, która przemierzała ścieżkę szybkim krokiem. Miała na sobie obszerną skórzaną kurtkę, spodnie i buty z wysoki cholewami. W jedną z nich włożyła maksymalnie naostrzony sztylet ze srebra – nie wiadomo jakie diabelstwo spotka na swojej drodze. Pozostałe potrzebne rzeczy spakowała do torby z grubego, podobno nieprzemakalnego płótna. Nie odczuwała już żadnej słabości ani nawet bólu głowy. Koncentrowała się wyłącznie na tym, żeby iść przed siebie.
Odsuwała od siebie myśli o rzeczach, które miały lub nie miały miejsca tej nocy, chociaż być może powinny. Jeszcze bardziej starała się nie dopuścić do siebie wspomnienia tego, co mogło się zdarzyć tylko w jej wyobraźni. Panicznie bała się, że jeśli pozwoli którejkolwiek z tych myśli wkraść się do jej świadomości, to obejrzy się za siebie i wróci do Lebabu.
A przecież nie miała już odwrotu.


KONIEC


[/b]



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » czw 22 sie 2013, 19:45

Milandra pisze:Nad centrum Lebabu było widoczne prawdziwe niebo. Tej nocy nie było na nim gwiazd, tylko ciemne chmury, spomiędzy których przebijało się światło księżyca w pełni. Nadia włóczyła się już od godziny po ulicach miasta. Ludzi nie było zbyt wiele, przynajmniej w dzielnicy, którą przemierzała.

Powtórzenia. Środkowe "było" można zastąpić np. nie migotały/świeciły gwiazdy, brakowało gwiazd... Coś w tym stylu.

Milandra pisze:Może jak się upije, to przynajmniej będzie mieć więcej odwagi, żeby porozmawiać z Anneko. Albo upije się tak, że nie będzie tam w stanie dojść. To też byłoby jakieś rozwiązanie problemu. – uśmiechnęła się do siebie.

Podobnie tutaj.

Milandra pisze:niż wskazywałaby na to jego zawartość procentowa


Milandra pisze:stwierdziła po jego zielonych włosach i lekko szpiczastych uszach

No wiadomo...

Milandra pisze:Znowu zaczęła wyczuwać czyjeś intencje, czyjąś uwagę.

Aż się ciśnie pytanie: jakie intencje? Bo mogą być różne.

Milandra pisze:Jej bladą skórę gdzie nie gdzie pokrywały piegi,

Ort.

Milandra pisze:Jak ciebie zobaczyłam, serio się przeraziłam.

Tu proponuję zmienić szyk, żeby uniknąć rymowanek. No i to ciebie mi tu zgrzyta...

Milandra pisze:poderwania ciała napastnika do efektownego lotu wyczerpały ją do cna

Wiem, że chodzi o scenę walki, ale pogrubiony kawałek wydaje mi się zbyt, że tak ujmę, subtelny (?)...

Milandra pisze:W internacie każdy wojownik miał swoją własną, małą sypialnię z łazienką.

Swój albo własny. Proponowałabym drugie.


Tak mi trochę w tym tekście zgrzyta bar, barman... Pewnie dlatego, że kiedyś też mi to wytknęli :P Ostatnio pisałaś, że to czasy kreowane na XIX wiek (dobrze pamiętam? ;)) Jeszcze wtedy nie funkcjonowały takie określenia. Raczej. Więc tu byłabym ostrożna.
I już koniec? Bohaterka po prostu odchodzi nie oglądając się za siebie? Odnoszę wrażenie, że jeszcze nie wszystko zostało dopowiedziane... Czegoś tu brakuje- chodzi mi przede wszystkim o wątek Rasmusa. No chyba, że będzie jakiś ciąg dalszy. Będzie? ;)
Jeszcze są zaimki i powtórzenia, nie wyłapywałam wszystkich. Tak czy inaczej- pilnuj. No i to określanie bohaterek po kolorze włosów mi zgrzyta, ale to twój tekst i moja subiektywna opinia czytelnika. To na tyle...

Pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milandra » czw 22 sie 2013, 22:23

Dzięki za opinię :) tak jak ostatnio zauważyłaś powtórzenia i błędy stylistyczne, których ja nie dostrzegłam i jestem bardzo za to wdzięczna :)
1. bar - wydaje mi się, a nawet jestem pewna, że w XIX wieku były bary, natomiast przyznaję Ci rację, że mogło nie funkcjonowac określenie barman, umknęło to mojej uwadze.
2. wątek Rasmusa i inne niedopowiedzenia - nie wiem, czy wspominałam o tym w jakimś komentarzu pod poprzednią częścią, ale powyższe opowiadanie jest fragmentem wyciętym z większej całości, której jeszcze nie przelałam na klawiaturę. Mam w głowie ogólny zarys historii, na razie nie potrafię jej zacząc, ale akurat ten moment mi się tak jakoś wykrystalizował, że postanowiłam go napisac, chociażby po to, żeby pocwiczyc warsztat. Moją ambicją jest, aby ze skrawków opowieści, która się tworzy w mojej wyobraźni, wyklarowała się w końcu jakaś całośc, ale czuję,że jeszcze trochę przede mną, zanim to się stanie :P W każdym razie dziękuję i pozdrawiam.



Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2428
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: ravva » śr 28 sie 2013, 23:09

Bezdomny żebrał pod bramą kamienicy.
nocą?
Wiedziała, dokąd chce się udać, ale starała się jak najbardziej odwlec ten moment w czasie.
synonimy.
"w czasie" zbędne.

Przez podgrzanie uderzał do głowy o wiele mocniej
podgrzany.

Lebabu
nie wiem, skąd ta nazwa, ale jak dla mnie to nieustająco jest baobab :-D

- Poproszę czarkę makwy. – zwróciła się do barmana.
Kiwnął głową i wskazał dziewczynie stolik pod ścianą.
barmani nie wskazują stolików, tym się zajmują kelnerzy, jak zamawiasz cos przy barze, przy barze odbierasz.
Na wypadek, gdyby któryś Lebabianin ją rozpoznał, zastosowała drobną iluzję; wymyśliła dla siebie czarne włosy do pasa i śniadą skórę.
gdyby ktos ją rozpoznał. a w ogóle to zdanie sensu nie ma.
Niestety jej czaszka sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała wybuchnąć od środka.
pogrubienie zbędne, a w ogóle zdanie jest paskudne.
blondynka zdjęła dłoń dziewczyny z okolic poniżej swoich obojczyków.
czyli skad?

milt była na tyle miła, ze odwaliła czarną robotę, zreszta tragedii nie ma, styl jest ciezkawy trochę, a przegladając oba kawałki, które wrzuciłaś da się zauwazyć fascynację okolicznosciami przyrody, jakby grały w opowieści gówną rolę - nieba, lasy, widoczki... landszaft taki, do tego w sumie nic nie wnosi do textu.

bohaterka słabo zarysowana, poza tym, ze jest zbawicielka, która chce zwiać, nic o niej nie piszesz, nie wiem co lubi, jaka jest, co ją kręci, a co brzydzi. jest magiczką i może machnąc gosciem do śmietnika, a jednocześnie zachowuje się jak nastoletnie cielę - rozjeżdza sie ta panna psychologicznie, cieżko ja wziąć na wiarę, bo czytajac ma się do czynienia z wydmuszką, nie z postacią, która żyje.
podobnie jest z magiem - jedziesz stereotypami, mamy starego kurdupla z warkoczem (!!) na brodzie, ale nic, co mówi nie swiadczy na jego korzyść.

z tego całego tałatajstwa najciekawiej wypada anneko - jest racjonalna, konretna, uporządkowana - cos się da o niej powiedzieć.

scena walki nadii z napastnikami moglaby być ciekawsza, a wydaje się pusta - zero emocji, panna pozbyła się jednego napastnika, a drugi stal i czekał az mu przykopie i ucieknie? serio?

spróbuj coś zrobić z bohaterami, bo nie oprzesz opowiadania na tak nijakiej postaci - chyba, ze ożywisz rasmusa - łączy go z magiczką przeszłosc i gosc wydaje się wystarczająco nośny, zeby dodać opowiadnaiu kolorów.


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.

Awatar użytkownika
Milandra
Szkolny pisarzyna
Posty: 35
Rejestracja: czw 27 cze 2013, 22:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milandra » pt 30 sie 2013, 16:28

Dzięki za opinię. Nie wiem czy się zgadzam z Twoją opinią na temat bohaterki - trudno mi jest się odnieśc, ponieważ patrzę na nią nie tylko przez pryzmat tego fragmentu - w którym z założenia jej psychika jest tymczasowo 'rozjechana' - ale także innych takich 'urywków', które istnieją na razie tylko w mojej głowie - bo jak już wspominałam, jest to tylko kawałek większej całości. Byc może faktycznie czytając tylko ten fragment, Nadia może się wydac nijaką postacią. Każdy inaczej odbiera, bo ja osobiście jak czytałam i sprawdzałam ten tekst, to miałam wątpliwości co do mojego przedstawienia Anneko - a Ty stwierdziłaś odwrotnie :) W każdym razie dzięki za uwagi, także te negatywne, będę wiedziała, na co zwrócic uwagę przy pisaniu następnych tekstów.



Awatar użytkownika
ravva
Legenda pisarstwa
Posty: 2428
Rejestracja: sob 26 sty 2008, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: ravva » pt 30 sie 2013, 16:43

Milandra pisze: jak czytałam i sprawdzałam ten tekst, to miałam wątpliwości co do mojego przedstawienia Anneko - a Ty stwierdziłaś odwrotnie :)
bo się panna idealnie wpasowała w moją ulubioną kliszę ;-)


Serwus, siostrzyczko moja najmilsza, no jak tam wam?
Zima zapewne drogi do domu już zawiała.
A gwiazdy spadają nad Kandaharem w łunie zorzy,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie mów o tym.
(...)Gdy ktoś się spyta, o czym piszę ja, to coś wymyśl,
Ty tylko mamie, żem ja w Afganie, nie zdradź nigdy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości