Niespodziewana śmierć cz.1

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Niespodziewana śmierć cz.1

Postautor: Milt » śr 14 sie 2013, 14:52

Kontynuacja Hildegardy

Jeśli traktujecie "palanta" jako wulgaryzm, wulgaryzmy są. :P Jeden niepełny też się zdarzył.



___Pomysł Hildegardy wydaje mi się co najmniej szalony, ale skoro tak jej zależy, w porządku- z przyjemnością posłużę radą. I tak nie mam tu nic lepszego do roboty.
___W drodze do pokoju natykam się na Chrisa. Uzbrojony w profesjonalny Nikon żwawo schodzi na parter. Tak myślałem, że prędzej czy później odda się pasji fotografowania wszystkiego dookoła, a co tu kryć- okolica temu sprzyja. Zamki, jeziora, góry i lasy- wszystko aż prosi się o porządną sesję zdjęciową i profesjonalną obróbkę. A Chris jako grafik komputerowi potrafi zdziałać cuda. Jest istnym wirtuozem programów graficznych. I ma wyczucie. Zdjęcia po wyszlifowaniu to arcydzieła- sesji ze ślubu Thomasa nie odtworzyłby nawet zawodowy fotograf. A tapety na pulpit czy telefon? Za zgodą Chrisa stworzyliśmy z Samem stronę internetową, gdzie można pobierać jego prace. Różne odsłony Londynu przekroczyły pięć tysięcy! Przyznaję, Chris nie błyszczy inteligencją, ale odmówienie mu talentu byłoby grzechem śmiertelnym.
___- A ty dokąd? – Przystaję. Chris automatycznie też.
___- Gdzie nogi poniosą. – Wzrusza ramionami. – Może upatrzę coś ciekawego… – Unosi dłoń z aparatem. – Chodź ze mną, jeśli nie masz nic do roboty. Przydasz się.
___- Żeby nosić za tobą sprzęt? Nie, dzięki. Gdzie reszta?
___- Standardowo grają. Popili i dalej męczą karaoke. Przerobili lata osiemdziesiąte i wzięli się za dziewięćdziesiąte. Z początku też chciałem pośpiewać, ale Thomas odkopał w komputerze filmik z urodzin Manuela i nie wytrzymałem.
___Średnio pamiętam tę imprezę. Początek jeszcze jakoś, ale potem- biała kartka. Nie wiem, jakie licho nas podkusiło, żeby z tej okazji kupić butelkę polskiej wódki na łebka. Tak czy inaczej, jedynym wspomnieniem pozostaje filmik z Chrisem wczuwającym się w Step by step.
___- Ten, gdzie brakuje eksplozji radości na koniec? – Szczerzę zęby w złośliwym uśmiechu.
___Chris rzuciłby się na mnie z pięściami, gdyby z restauracji nie wyszło młode małżeństwo.
___- Przynajmniej nie odleciałem po szóstym kieliszku. – Odbija piłeczkę.
___Zaciskam usta. Nienawidzę mojej słabej głowy, bo chłopaki mają używane.
___- Idziesz czy nie?
___Spoglądam to na Chrisa, to na schody powyżej.
___- Spacer to niegłupi pomysł – stwierdzam. – Idę. O ile nie każesz mi nosić sprzętu.
___Chris przystaje na żądanie, dlatego chwilę później opuszczamy hotel. Przechadzka po obiedzie dobrze mi zrobi. Chyba zacznę ją praktykować. O ile pogoda będzie taka jak dziś: bezchmurne niebo, nie za wysoka temperatura, lekki wiatr i absolutny spokój. Można wrzucić na luz.
___Po drodze nad Alpsee zauważam na drodze ślady końskich kopyt- co najmniej dwóch koni i kół. W pewnym momencie przy ścieżce wiodącej do lasu ślady jednego urywają się. Kilka metrów dalej ktoś przeciął to miejsce, wybiegając z pobliskich krzaków w las. Chris bezwiednie idzie tą drogą, a ja za nim. Wolałbym nie zostawiać go samego. Jak złapie natchnienie, zapomina o świecie.
___Tym razem łapie w połowie drogi nad jezioro. Gęste korony drzew przepuszczają pojedyncze promienie słoneczne. Właśnie ten motyw Chris obiera jako przewodni dla sesji. Biega teraz od drzewa do drzewa, trzaskając kolejne ujęcia.
___Żeby nie stać jak kołek, idę dalej. Nagle zamieram. Mrugam kilkakrotnie, by upewnić się, że wzrok mnie nie myli. Niestety… Widok człowieka bezwładnie leżącego na środku drogi należy do rzeczywistości. Byle nie to, o czym myślę… Przełykam ślinę. Powietrze wokół robi się parne. Krew dudni w uszach. Odruchowo wycieram wilgotne dłonie w dżinsy. Na miękkich nogach podchodzę bliżej. Przykucam i palcami dotykam miejsca na szyi, gdzie powinna pulsować tętnica. Powinna...
___- Panie Lehmann?... – Delikatnie potrząsam w nadziei, że zareaguje. Nic z tego. Sprawdzam oddech. Znowu nic.
___A jeszcze trzy kwadranse temu widziałem faceta w restauracji…

(Rozdział kolejny)

___Niemożliwe... Nie potrafię dopuścić myśli, że ktoś kto czterdzieści pięć minut temu krążył po hotelu i wydawał pracownikom kolejne polecenia, zmarł nagle w czasie zwykłego spaceru. Czy śmierć naprawdę przychodzi tak niespodziewanie? Idziesz na spacer i koniec z tobą? Nie wierzę, że Lehmann nie żyje. Może zasłabł? Może istnieje jeszcze cień nadziei? Przełykam ślinę, uświadomiwszy sobie, że jego życie leży w moich rękach. Moich i Chrisa. Bez zastanowienia rozpinam Lehmannowi koszulę. Nie mogę zapanować nad drżeniem rąk i niespokojnym biciem serca. Jak to szło? Trzydzieści uciśnięć na dwa oddechy. Dam radę. Muszę.
___Spoglądam przez ramię.
___- Chris?!
___- Czego tam?! – Słychać zza drzew.
___- Chodź tu natychmiast!
___Odchylam Lehmannowi głowę, znajduję miejsce pod mostkiem i przyjmuję odpowiednią pozycję. Dziesiątki razy przechodziłem szkolenie pierwszej pomocy. Tylko wykorzystanie wiedzy w praktyce zawsze sprawiało mi sporo kłopotu. Ale nie mogę się poddać. Nie w takiej chwili. Zamykam oczy i rozpoczynam uciski.
___- Czego chcesz? – W głosie pobrzmiewa nuta pretensji. No tak, przerwałem natchnionemu robotę.
___- Dzwoń po karetkę! Szybko!
___Sięga do kieszeni.
___- Jak nas tu znajdą?
___- Skieruj ich na hotel. Pobiegnę po nich.
___Dwanaście. Trzynaście. Musi przeżyć! Czterdzieści parę lat to zbyt wcześnie, żeby umierać. Kolejne dwa oddechy. Zajmuję pozycję i powtarzam serię. Z sekundy na sekundę mocniej zaciskam zęby; jeszcze chwila i je połamię. Najgorzej, że nie mogę przerwać akcji, by otrzeć gęste krople potu, które suną powoli w kierunku oczu.
___Psia mać, ktoś musi przecież biec do hotelu!
___- Już jadą. – Informuje, chowając telefon do kieszeni. – Co z nim?
___- Chodź szybko! – Klęka obok. – Zrobię dwa oddechy i zaczniesz uciskać. Trzydzieści razy. Potem to samo i do oporu, aż się ocknie.
___Natychmiast przystępujemy do działania. Z początku patrzę Chrisowi na ręce. O dziwo, wie co i jak. Mina tylko zdradza, że obrzydza go myśl o akcji „usta- usta”.
___- Jeśli go uratujesz, zostaniesz bohaterem wyjazdu i Thomas będzie mógł ci naskoczyć.
___Kiwa głową i skupia się na zadaniu; ja ile sił w nogach pędzę przez las w kierunku hotelu. Czemu nie słychać sygnału karetki?! Wybiegając na główną drogę, prawie wpadam pod samochód. Z piskiem opon zatrzymuje się zaledwie pół metra przede mną.
___- Panie, uważaj pan! – Z samochodu wysiada stary Bawarczyk, którego spotkałem dziś pod gabinetem Lehmanna. Bez uprzedzenia ładuję się do środka. – Panie, co pan? – Nie skrywa oburzenia.
___- Zawieź mnie pan do hotelu. Sprawa życia i śmierci.
___- Pali się gdzieś, czy co?! – Wsiada.
___- A żeby pan wiedział. No już! Jedźże, człowieku!
___Dociska pedał gazu. Dwie minuty później jesteśmy pod hotelem. W tej samej chwili z oddali dochodzą sygnały nadjeżdżającej karetki. Kamień z serca! Już mam wysiąść, ale stary łapie mnie za koszulkę.
___- Pięć euro się należy.
___- Co?! – Patrzę na niego jak na niezrównoważonego psychicznie.
___- Pięć euro powiedziałem. To nie był darmowy przejazd. Benzyna kosztuje.
___Co za jakiś palant?! Tam umiera człowiek, a jemu forsa w głowie!
___- Oddam innym razem. – Wyszarpuję się i wyskakuję z wozu z prędkością błyskawicy.
___- Będę cię ścigać, smarkaczu!
___Ignoruję groźbę. Niespokojnie krążę pod hotelem, oczekując przyjazdu pogotowia. Chyba powinienem poinformować kogoś o wypadku. Rzucam okiem na skrzydło z restauracją. Zdążę dobiec i porwać Ann? Wzdycham i pędzę do budynku. Przecinam hol, korytarz prowadzący do sali i wpadam do środka, skupiając zaintrygowane spojrzenia gości. Ann obsługuje właśnie dwie młode dziewczyny. Na mój widok chichoczą, poprawiają włosy i machają rzęsami. Świetne wyczucie!
___- Chodź! – Chwytam ją za ramię.
___- Oszalałeś?! – Próbuje się wyrwać. – Nie mogę tak po prostu wyjść!
___Pod hotel zajeżdża karetka na sygnale. Dziewczyna szeroko otwiera oczy.
___- Matt, co się dzieje?
___- Hans...
___Nie muszę powtarzać. Tym razem ona bierze mnie za rękę i wyprowadza z restauracji. Na placu wpadamy na ekipę medyczną i policję. Zawsze wszędzie się wcisną. Nie sądzę, żeby Chris sam z siebie ich wezwał.
___ Kieruję ich do lasu. W trakcie drogi zdaję relację z akcji reanimacyjnej.
___Szybko docieramy na miejsce. Chris, choć nie przywrócił Hansowi życia, w moim odczuciu idealnie wywiązał się z zadania. Nie przypuszczałem, że koleś o raczej słabej psychice, ma jaja. Znam go pięć lat i po raz pierwszy udowodnił, że gdzieś tam w nim drzemie prawdziwy facet.
___Ekipa ratownicza zabiera Lehmanna.
___- Robiliśmy co mogliśmy... – zaczynam, ale chyba nikt mnie nie słucha.
___- Jeśli pan może, proszę się jak najszybciej stawić w szpitalu. Potrzebujemy pańskiej relacji wydarzeń – prosi młody funkcjonariusz policji.
___Kiwam głową. Ostatni ratownik właśnie wsiada do ambulansu.
___- Jest szansa? – pytam zanim zniknie na dobre.
___Nie uzyskuję odpowiedzi. Odjeżdżają na sygnale. W tej samej chwili kątem oka dostrzegam Ann. Myślałem, że została w środku i pojedzie do szpitala.
___- Co tu robisz?! Ktoś powinien z nimi być! Lekarze potrzebują danych pacjentów!
___Patrzy, jakby nie do końca rozumiała.
___- Hans... – zaczyna, lecz nie kończy. Zaciska powieki i następuje to, czego najbardziej się obawiałem- wybucha płaczem.
___Zerkam na Chrisa. Nie bardzo wiem, jak się zachować, co powiedzieć, zrobić? Pokazuje coś na migi, ale nie rozumiem o co chodzi. Próbuje przekazać to samo w inny sposób. Nadal nie łapię. Za trzecim razem dociera do mnie, że mam ją objąć. Idę za sugestią z oporem, niepewny reakcji.
___- Istnieje jakiś cień szansy... – mówię, ostrożnie gładząc ją po plecach.
___- Cień! – Podchwytuje i rozkleja się jeszcze bardziej.
___- Ej… ej… – Odsuwam ją i chwytam za podbródek. – Spróbuj przyjąć to na klatę, być silna. Odstawimy cię do szpitala. Myślę, że Hansowi potrzeba wsparcia.
___- Muszę poinformować mamę...
___- Poinformujesz ze szpitala.
___- A co z restauracją?
___- Olej to! Hans ważniejszy!
___Opiekuńczo obejmuję ją ramieniem. Szybkim krokiem idziemy do hotelu. W pewnej chwili spoglądam przez ramię. Chris stoi w miejscu i ogląda jakiś cienki, podłużny przedmiot.
___- Co tam znowu znalazłeś? – Stajemy.
___- Coś w sam raz dla Thomasa. Takiego bata!
___Ledwie wydaję jakikolwiek dźwięk, bat ze świstem rozcina powietrze i głośnym plaśnięciem uderza w udo Chrisa. Słychać przeciągły jęk, a potem wiązankę zupełnie do niego niepodobną.
___- Ja pier… – Powstrzymuję się, patrząc na Ann. – Chris, palancie, nie musiałeś go testować na sobie! – Odruchowo pocieram swoje.
___Ann, próbując stłumić śmiech, podbiega do niego. Odbiera przyrząd i ogląda z każdej strony.
___- W porządku? – Opiera mu dłoń na ramieniu.
___Kiwa głową, zaciskając zęby na pięści. Uspokojona podchodzi do mnie.
___- Hans co sobotę w porze obiadowej jeździ konno. – Unosi dłoń. – To jego palcat. – W tej samej chwili atakuje ją nowa myśl, bo bierze głęboki oddech i zasłania dłonią usta. – O mój Boże! A jeśli spadł z konia, bo zasłabł? – Z niedowierzaniem i przerażeniem potrząsa głową.
___- A zdarzało mu się?
___- Raz, ale nie w trakcie jazdy. Co nie zmienia faktu, że w każdej chwili mógł dostać ataku. – Przesuwa dłoń na serce.
___- W takim razie koń wam nawiał.
___- Parys! – Wygląda na jeszcze bardziej przerażoną. – Hans jeździ na Parysie. Wczoraj Jurgi potwierdził jego udział w turnieju. – Spogląda w las. – Trzeba go znaleźć! I to natychmiast!
___- Ann, nie teraz – cedzę. – Mamy ważniejsze rzeczy na głowie niż szukanie durnego konia!
___Nie przekonałem jej. Uparcie stoi w miejscu, rozglądając się po ___- Chris, zbierz chłopaków i poszukajcie Parysa. Zabiorę Ann do szpitala.
___- Szukajcie dużego, karego ogiera z czarną grzywą i gęstym ogonem.
___- Kary czyli jaki? – Chris wciąż próbuje dojść do siebie.
___- Czarny – odpowiadam zirytowany. – Jakieś cechy szczególne?
___- Żadnych.
___- Dacie radę? – Zwracam się do Chrisa.
___Kiwa głową. Niezbyt mu ufam, ale jaką inną formę pomocy mogę zaproponować?
___- Uspokojona? Idziemy?
___W odpowiedzi bierze mnie pod ramię i szybko odchodzimy w stronę hotelu.

___W szpitalu nie mają dobrych wieści.
___- Przykro mi – mówi lekarz. – Ten człowiek umarł, zanim przeprowadzono resuscytację.
___Zaraz puszczę pawia. Tak się kończy struganie bohatera.
___Ann unosi głowę. Patrzymy sobie w oczy. Jest silna. Przyjęła wiadomość lepiej niż myślałem.
___- Co spowodowało śmierć? – Udaje mi się wydusić.
___- Na razie ciężko stwierdzić, dlatego ustalimy to dokładnie w czasie sekcji. Najpóźniej jutro rano poinformujemy państwa o przyczynie. Jesteście krewnymi?
___- Ja jestem... pasierbicą.
___- Mogę na moment panią prosić?
___Znikają za rogiem korytarza. Siadam na najbliższym krześle i chowam twarz w dłoniach. Nie zdołaliśmy uratować Lehmanna. Ale próbowaliśmy, to się liczy… Nie. Wcale nie. W moim słowniku nie figurują słowa typu: „porażka”, „przegrana” lub „niepowodzenie”. Lekarz co prawda powiedział, że Lehmann już nie żył, mimo wszystko gryzie mnie poczucie winy. Mam wrażenie, że nie dałem z siebie wszystkiego i po prostu zawiodłem.
___Przeciągam palcami po włosach i rozglądam po korytarzu. Moją uwagę zwraca kobieta, która właśnie weszła. Bardzo podobna do Ann- filigranowa, o ciemnokasztanowych, kręconych włosach i jasnej cerze. W drodze do szpitala Ann dzwoniła do matki, zatem wychodzę z założenia, że to ona. W ogóle nie zastanawiając się, co najlepszego wyprawiam, podchodzę.
___- Słucham pana?
___Kompletnie zapomniałem, że przecież ona nie ma zielonego pojęcia kim jestem.
___- Pani... Matka Ann, prawda?
___- Tak. A pan? – Mierzy mnie uważnym spojrzeniem od dołu do góry.
___- Matt. Jej nowy znajomy.
___- Ach... to pan.
___To pan?! Czyżby Ann coś o mnie wspominała? Cóż, to nie najlepsza pora, żeby podniecać się podobną myślą.
___- Wiadomo co z Hansem?
___Już otwieram usta, ale zjawia się Ann. Podbiega do matki i obejmuje za szyję. Zaciskam zęby. Raczej nie będę dłużej potrzebny. A nie... Jednak przydam się lekarzowi. Prosi do gabinetu, żebym jeszcze raz zdał dokładną relację z wydarzeń w lesie.

CDN.
Ostatnio zmieniony pt 23 maja 2014, 09:51 przez Milt, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 983
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: gebilis » sob 17 sie 2013, 11:26

Milt pisze:A Chris jako grafik komputerowi potrafi zdziałać cuda.

To zdanie jak i następne pozostaje poza tematem zdań poprzednich, ja bym je wygładziła
Milt pisze:Standardowo grają. Popili i dalej męczą karaoke

prędzej karaoke kojarzę ze śpiewaniem, niż z graniem
Milt pisze:ale potem- biała kartka

ta kartka... może plama?
Milt pisze:Chris rzuciłby się na mnie z pięściami, gdyby z restauracji nie wyszło młode małżeństwo.

zbyt duży przeskok myśli
Milt pisze:Po drodze nad Alpsee zauważam na drodze ślady końskich kopyt

???
Milt pisze:Po drodze nad Alpsee zauważam na drodze ślady końskich kopyt- co najmniej dwóch koni i kół. W pewnym momencie przy ścieżce wiodącej do lasu ślady jednego urywają się. Kilka metrów dalej ktoś przeciął to miejsce, wybiegając z pobliskich krzaków w las. Chris bezwiednie idzie tą drogą, a ja za nim.

nie rozumiem tego fragmentu - jaki ma cel to wtrącenie?
Milt pisze:Tym razem łapie w połowie drogi nad jezioro.

co łapie? A ponadto tu las, tu jezioro - wolałabym bardziej uporządkowaną drogę
Ogólnie czyta się lekko, jednak potknięcia wyhamowują i trochę to za lekkie. W kryminale spodziewałabym się odrobiny drapieżności, tajemnicy. Tu fabuła toczy się spokojnie, z pewnym rozleniwieniem.
Nie jest to złe, jednak w tym gatunku literackim przeszkadza.


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » sob 17 sie 2013, 11:46

gebilis pisze:
Milt pisze:A Chris jako grafik komputerowi potrafi zdziałać cuda.

To zdanie jak i następne pozostaje poza tematem zdań poprzednich, ja bym je wygładziła


Można prosić o sprecyzowanie? ;)

gebilis pisze:
Milt pisze:Po drodze nad Alpsee zauważam na drodze ślady końskich kopyt- co najmniej dwóch koni i kół. W pewnym momencie przy ścieżce wiodącej do lasu ślady jednego urywają się. Kilka metrów dalej ktoś przeciął to miejsce, wybiegając z pobliskich krzaków w las. Chris bezwiednie idzie tą drogą, a ja za nim.

nie rozumiem tego fragmentu - jaki ma cel to wtrącenie?


Chcę wykorzystać te obserwacje w śledztwie. Może jakoś inaczej wplotę tę informację?

Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi. Na pewno odniosę się do nich przy poprawkach :)



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » sob 17 sie 2013, 12:19

Jest coś w narracji w czasie teraźniejszym, co w tym tekście pociąga i jednocześnie wciąż przebywam na granicy irytacji. Nie jest to irytacja "przeciwko", ale ten stan napięcia mi towarzyszy podczas lektury. To może zagrać w całości - tytuł fajnie potwierdza czy uzasadnia ten czas teraźniejszy
Masz więcej tekstu? Mogę zerknąć? Bo nie chcę się mądrzyć przy wyimku


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » sob 17 sie 2013, 12:39

Milt pisze:Zamki, jeziora, góry i lasy- wszystko aż prosi się o porządną sesję zdjęciową i profesjonalną obróbkę.

wszytko aż się prosi o sesję zdjęciową - w porządku;
wszystko aż się prosi o profesjonalną obróbkę - nie, to zdjęcia wszystkiego proszą się o obróbkę, nie wszystko;

Milt pisze:Chris jako grafik komputerowi potrafi zdziałać cuda. Jest istnym wirtuozem programów graficznych. I ma wyczucie. Zdjęcia po wyszlifowaniu to arcydzieła- sesji ze ślubu Thomasa nie odtworzyłby nawet zawodowy fotograf. A tapety na pulpit czy telefon? Za zgodą Chrisa stworzyliśmy z Samem stronę internetową, gdzie można pobierać jego prace. Różne odsłony Londynu przekroczyły pięć tysięcy! Przyznaję, Chris nie błyszczy inteligencją, ale odmówienie mu talentu byłoby grzechem śmiertelnym.
___- A ty dokąd? – Przystaję. Chris automatycznie też.

Sporo tego Chrisa. Na pewno można tak pokombinować zdaniami, żeby dwa Chrisy zniknęły.

Milt pisze:- Standardowo grają. Popili i dalej męczą karaoke.

Grają czy śpiewają?

Milt pisze: Szczerzę zęby w złośliwym uśmiechu.

Złośliwy uśmiech i szczerzenie zębów nie za bardzo zgrywają. Wypróbuj przed lustrem. Szczerzymy zęby w uśmiechu wesołym, pełnym radości, a złośliwy uśmiech to raczej skrzywienie warg.

Milt pisze:Nienawidzę mojej słabej głowy, bo chłopaki mają używane.

mają używane buty, samochody
mają używanie - frazeologizm "mieć uciechę, przyjemność".

Milt pisze:O ile nie każesz mi nosić sprzętu.
___Chris przystaje na żądanie, dlatego chwilę później opuszczamy hotel. Przechadzka po obiedzie dobrze mi zrobi. Chyba zacznę ją praktykować. O ile pogoda będzie taka jak dziś: bezchmurne niebo, nie za wysoka temperatura, lekki wiatr i absolutny spokój. Można wrzucić na luz.

żądanie - wydaje się, że to za mocne słowo.
zacznę praktykować przechadzki - Zgrzyta mi ten zwrot, choć teoretycznie chyba jest poprawny. Bo czy można stosować w życiu, w praktyce przechadzki? Raczej się przechadzamy, spacerujemy niż praktykujemy przechadzki. Mam nadzieję, że wyjaśniłam swoją wątpliwość.

praktykować -
2. «stosować coś w życiu, w praktyce»

Milt pisze:Po drodze nad Alpsee zauważam na drodze ślady końskich kopyt- co najmniej dwóch koni i kół. W pewnym momencie przy ścieżce wiodącej do lasu ślady jednego urywają się. Kilka metrów dalej ktoś przeciął to miejsce, wybiegając z pobliskich krzaków w las.

Pierwsze "po drodze" wypada zamienić na inne wyrażenie. Może: Idziemy nad Alpsee. Na drodze zauważam ślady końskich kopyt.
ślady jednego się urywają - Ślady koni czy kół?
Bohater jest bardzo spostrzegawczy i zna się na tropach, odczytuje ze śladów, że jechały dwa konie i wóz, a kawałek dalej ktoś wybiegł z lasu. Skąd wie, że wybiegł a nie szedł spacerkiem? Może warto dodać kilka szczegółów?
To kryminał, więc chyba lepiej być dokładniejszym w takich drobiazgach.

Milt pisze:Jak złapie natchnienie, zapomina o świecie.
___Tym razem łapie w połowie drogi nad jezioro.

Z tym "łapaniem" to coś nie ten teges wyszło...

W drugiej części nie podoba mi się ostre przejście w nastroju Ann. Płacze z powodu stanu Hansa, a kiedy Chris uderza się palcatem zaczyna się śmiać. Eee... Mało to naturalne. Przerażona dziewczyna płacze a po minucie śmieje się niemal beztrosko? Nie za szybko?

Matt pędzi do hotelu, by spotkać się z pogotowiem, jest wstrząśnięty sytuacją i zauważa, jak panienki w restauracji robią słodkie oczka na jego widok?

Powodzenia w tworzeniu cd. Wybrałaś dość trudną drogę - kryminał pisany z punktu widzenia bohatera. Trochę się nagimnastykujesz, żeby przedstawić fakty na tyle prawdopodobnie, żeby on nie wyrósł na jasnowidza, do tego wszechwiedzącego. :D


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » sob 17 sie 2013, 13:29

dorapa pisze:W drugiej części nie podoba mi się ostre przejście w nastroju Ann. Płacze z powodu stanu Hansa, a kiedy Chris uderza się palcatem zaczyna się śmiać. Eee... Mało to naturalne. Przerażona dziewczyna płacze a po minucie śmieje się niemal beztrosko? Nie za szybko?

Matt pędzi do hotelu, by spotkać się z pogotowiem, jest wstrząśnięty sytuacją i zauważa, jak panienki w restauracji robią słodkie oczka na jego widok?


Już się z tym uporałam. Faktycznie... te dwie reakcje bohaterów są trochę nie na miejscu.

dorapa pisze:Powodzenia w tworzeniu cd. Wybrałaś dość trudną drogę - kryminał pisany z punktu widzenia bohatera. Trochę się nagimnastykujesz, żeby przedstawić fakty na tyle prawdopodobnie, żeby on nie wyrósł na jasnowidza, do tego wszechwiedzącego. :D


Lubię wyzwania. :D I ciężko pracuję nad całością, choć przyznaję, czasem się gubię i muszę wracać do początkowych fragmentów, żeby się odnaleźć ;)

Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości