Odmiana według przypadków (fragment)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
matikala
Pisarz domowy
Posty: 64
Rejestracja: śr 12 gru 2012, 11:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Odmiana według przypadków (fragment)

Postautor: matikala » pn 30 wrz 2013, 10:53

Mariusz przechodził przez ulicę siebiepewny, radosny, niosąc w jednej ręce but w butonierce, w drugiej tomik poezji wydanej przed wojną, był to może Kasprowicz, może Staff (nie no, wygłupiam się, telefon), kiedy krucha jak francuski rogalik równowaga jego życia i rzyci, nigdy nie wypoziomowana za dobrze, zawsze zabawnie - a nawet intrygująco - asymetryczna, została momentalnie, ale nie monumentalnie, zaburzona przez jakąś głupią blondynkę albo innego stereotypowego FAJTŁAPĘ-NIEDORAJDĘ. Sytuacja ta, dodajmy do tego - niezbyt szczęśliwa, trwała na oko (na które chłop w szpitalu umarł) niecałe pięć sekund, a więc niezmiernie krótko, chociaż w tym wypadku wystarczająco długo. W blisko-, daleko- i mosiężnych konsekwencjach, w wyobrażeniach (umarłego od czasu wydania eseju Barthesa) autora na wpływ tego typu wydarzeń na kształtowanie zachowań i świadomości jednostki ludzkiej, stanowi kluczowy moment współczesności-doczesności, klucz do transgresji na drugą stronę tęczy, gdzie życie, o ile tam też istnieje, a nie istnieje, nie jest już takie tęczowe czy sielskie-anielskie - to tak zwany odbyt bytów, najgorsza melina z metą-fizyką. Nasz pozbawiony supermocy czy jakichkolwiek predyspozycji do bycia bohaterem bohater, bohater-impotent, Polak z dziada, dziad z "Dziadów", samorodek Matki-Polki, pralki Frania, skarłowaciały Soplica, opowiadał o tym tak sobie:
- To nawet zabawne. Idziesz-idziesz, nagle buch. Nawet nic nie czujesz. Potem ocykasz się (?), budzisz i pytasz ad ego: "co się stało?", bo sam nie wiesz co. To trwało sekundę. Ludzie się zbiegają i to samo: "co się stało? co się stało?" Wszyscy to samo. Irytujące. Papugi. Ty też. W końcu sam ich naśladujesz. Zachowujesz się jak spłoszone zwierzę. Jesteś Tarzanem wśród ludzi. Habermasem wśród małp na ich planecie. Farmerem porwanym przez UFO. Jesteś speszony tym nieuzasadnionym zainteresowaniem. Sięgasz w pamięć pustymi garściami. Wiesz już co się stało, ale pamiętasz niewiele. Jakieś światło. Potem: bum bum bach bach trach trach, i po krzyku. Czujesz coraz silniejszą adrenalinę. Ból jeszcze nie objawił się pulsującymi epifaniami. Jesteś szturchniętym kulturalnym przechodniem: "Nic się nie stało. Takie tam. Zadrapanie. To? Stare. Wietnam, sześćdziesiąty czwarty. Wszystko w porządku. Muszę już iść. Spóźnię się. Proszę się rozejść. To nic takiego." Bierzesz urwaną nogę pod pachę i zmykasz, jak gdyby cała rzecz nie była warta uwagi. Wydaje ci się, że robią z igły widły. Chcą wezwać wszystko, co się da. Policję. Pogotowie. GOPR. TOPR. TVN. Armię Wyzwolenia Palestyny. Miejscową palestrę. Księdza. Zakład pogrzebowy Hades. Power Rangers. "Nie trzeba, naprawdę, o, spójrzcie, nic mi nie jest." Na dowód robisz pajacyka, przysiad, podwójne salto do tyłu.
Mówię w drugiej liczbie do siebie i na swój temat. Spotęgowana faza lustra. To niepokojące, odkąd jestem tego świadom. Kto mnie nauczył tak klepać?
Olek Klepacz? Eric Clapton?
Perec.
Ale ich było dwóch, Georges i Ischak, to pewnie pisali do siebie nawzajem. Między wierszami, między epokami, między nieznajomością drugiego. A ja nie mam takiego wdggefhfhddhh jak u Cortazara. Nie mam z kim gadać bez jawnego sensu jak Oliveira.
I te wszędobylskie pytania. Weszliby z nimi do tyłka gdyby mogli, robiąc sobie w nim miejsce buciorami i rozpychając łokciami. A przecież ciekawość to pierwszy stopień do piekła, można się potknąć i upaść na ryj na samo dno. Ale co tam ich obchodzi takie coś.
Widziałeś jak go rąbło? - mogli sobie później opowiadać.


Roronoa Zoro: Chcesz mnie zabić?! Nie potrafiłeś nawet zabić mi nudy!

Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość