Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Kariszin - Wilcze serce

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Melodia
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: sob 12 paź 2013, 19:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Kariszin - Wilcze serce

Postautor: Melodia » wt 19 lis 2013, 21:57

ROZDZIAŁ I

Pewnego dnia , w jednym z domów na ulicy Brzozowej odbywała się smutną, rodzinna rozmowa. W tym domu mieszkali Państwo Mayowie Ewa i Krzysztof oraz z dwójkę dzieci Karolem (12lat) i Antoniną (10lat) . Mayowie dostali przed chwilą tragiczną wiadomość. Brat pani Ewy został zamordowany przez Indian z plemienia Apaczów. Jego rodzina zginęła także. Ranczo zostało ograbione, a potem spalone. Rodzina Mayów bardzo się smucili z tego powodu.
- Nie napisali może kochanie, o każe wymierzonej Indianom – spytał Krzysztof żony.
-Napisali, że ich nie złapano - odpowiedziała ze smutkiem Ewa.
-Ale nie zostaną tej sprawy, co ?
-Nie wiem.
-To okropne, rodzina nam ginie, a oni nawet nie ukażą tych psów Apaczów-powiedział rozgniewany Krzysztof.
-Uspokój się. Nie przy dzieciach.
-A ja nienawidzę Indian – krzyknął nagle Karol.
-Ja też nie – odpowiedziała jego siostra z goryczą w głosie.
-Wy nie macie nic tu do gadania – powiedziała spokojnie mama.
-Jak dorosnę, pójdę do Ameryki i zemszczę się nad Apaczowi. Zabije pierwszego napotkanego Apacza – zawołał chłopiec.
-Nigdzie nie pojedziesz. Będziesz tu mieszkał i będziesz nauczycielem – powiedział ojciec.
Chłopak nic nie odpowiedział, ale w myślach mówił sobie „Nie będę żadnym nauczycielem, pojadę do Ameryki. Zrobię to co powiedziałem, zemszczę się”. Karol w spokoju słuchał rozmowy rodziców , a potem poszedł do szkoły.

ROZDZIAŁ II
Minęło 7 lat. Państwo Mayowie się postarzeli. Karol wyrósł natomiast na silnego dziewiętnastoletniego młodzieńca, a Antonina na śliczną, siedemnastoletnią dziewczynę. Wszyscy byli Polakami.
Karol miał twarz szczupłą. Miał brązowo-blond włosy i błękitne oczy. Był duży, dobrze zbudowany. Z jego twarzy emanowała siła fizyczna i duchowa. Spojrzenie miał pełne odwagi i dobroci. Był silny, umiał walczyć, strzelać, jeździć konno. Znał również języki obce, matematyka, geografia itp. Umiał grać na pianinie i gitarze.
Natomiast Antonina była szczupła o jasnej jak śnieg twarzy, czarnych, prostych włosach sięgających poniżej pasa (zazwyczaj zaplecionych w warkocz lub rozpuszczonych). Usta miała czerwone jak krew i lśniące, białe zęby. Była trochę niższa od Karola. Z oczów emanowała dobroć, mądrość, odwaga i siła. Dziewczyna umiała tak samo jak Karol walczyć, strzelać i jexdzić konno. Umiała języki obce, matematyka, geografia, biologie itp. Umiała tez grać na flecie i skrzypcach.
Pewnego dnia Karol wrócił wcześniej do domu. Został w nim swoją siostrę.
-Cześć Anti! CO u ciebie? – spytał
-Wszystko dobrze.
-Co robisz? Wyglądasz na smutną
-Znalazłam przed chwilą ten list, który dostaliśmy siedem lat temu. Wiesz, ten o śmieci czujka, brata mamy - powiedziała i nagle rozgrzał w niej gniew – ciekawe czy złapali i ukarali tych Indian – krzyknęła z wściekłością.
-Spokojnie, spokojnie – powiedział brat uspokajającym głosem
-Ja po prostu nie mogę znieść myśli, że Apacze nie zostali ukarani za popełnione morderstwo – powiedziała płaczliwym głosem Antonina. Karol spojrzał na nią, a potem ją objął i przytulił. Stali tak w milczeniu, aż Karol rzekł – obiecałem, że pojadę do Ameryki i to zrobię.
-Nie! - Krzyknęła – nie wolno ci !
-Zrobię to, nie teraz co prawda, ale to zrobię - Pochylił się, pocałował ją w czoło i poszedł do swego pokoju.
Minął jednak kolejny rok nim zaczął się szykować do wyjazdu. Karol, za pozwoleniem uzyskanym w końcu od rodziców i błogosławieństwem od nich zaczął się szykować. Poszedł najpierw do swego starego przyjaciela, który był zbrojmistrzem. Wchodząc do sklepu powiedział.
-Dzień dobry Mr. Burns!
-Dzień dobry Karolu. Co podać?
-Poproszę o dobrą broń i rewolwery.
-O, wybierasz się gdzieś?
-Tak, do Ameryki.
-No, to w takim razie weź tę rusznice na niedźwiedzie i idź ją wypróbować tam na strzelnicy.
Karol wziął strzelbę, przypatrzył się jej, wypróbował i rzekł do sklepikarza.
-To, bardzo dobra broń. Wezmę ją. I te dwa rewolwery plus amunicję do obu broni.
-Proszę. Życzę szczęści w podróży. Wróć cały i zdrowy.
-Dziękuję . Do widzenia.
Młodzieniec wyszedł i udał się zaraz do domu. Pokazał broń rodzinie i Karol zaniósł ją do pokoju, a potem poszedł po kilka jeszcze rzeczy potrzebnych w podróży. Gdy tak szedł wpadł mu w oko piękny koń na sprzedaż. Koń był dobrze zbudowany. Wyglądał na wytrzymałego. Maść miała kolor ciemny brąz z czarną, gęstą grzywą i ogonem. Był to ogier.
Karol poszedł do sprzedaży.
-Dzień dobry! Ile ten koń kosztuje?
-Dzień dobry, 4000zł.
-Dobrze. Biorę to!
Chłopak zapłacił i poszedł wraz z konikiem do domu.
-Nazwę cię - mówił – Błyskawica. Podoba ci się? No pewnie, że tak.
Doszli w końcu do domu. Antonina wybiegała przed dom.
-Ależ on jest wspaniały-krzyknęła patrząc na konia.
–Prawda? nazwałem go Błyskawica.
-Wspaniale.
-Zawołasz proszę rodziców.
Antonina szybko pobiegła po rodziców. Gdy zobaczyli konie bardzo się nim zachwycali. Karol w końcu skończył przygotowania. Miał zamiar jutro popłynąć statkiem o Ameryki Północnej, a dalej na swoim konikiem.

ROZDZIAŁ III
Pożegnanie Karola z rodziną był bardzo smutne. Wszyscy płakali, ale młodzieniec nic sobie z tego nie robił.
-Jak tylko będę mógł to wrócę. Jak zrobię to co chciałem – mówił wciąż Karol.
Minęło parę chwil. Chłopak był już na pokładzie i machał swojej rodzinie. Przy tym myślał sobie „Zostawiam was, ale obiecuję że wrócę” i tęsknie patrzył na ląd, na swoją ojczyznę, którą zostawiał. Odwrócił się i spojrzał na zachód słońca. Bał się i smucił, ale starał się zapomnieć o czekających go niebezpieczeństwach.
Minęło parę dni. Karol obudził się właśnie w kajucie. Wyszedł na pokład i rozejrzał się. Zobaczył brzeg.
-Co to za ląd, panie kapitanie? - spytał
-Ameryka Północna- usłyszał odpowiedź kapitana.
-Dobrze, tu w porcie wysiądę – mruknął do siebie.
Powoli statek dobijał do portu, już spuszczono kotwicę. Karol poszedł po swoje rzeczy. Gdy wszedł na ląd wraz ze swoim koniem, zobaczył małą zaniedbaną wioskę. Poszedł od razu do jakiegoś ni to hotel ni to salonu. Przywiązał konia do jakiegoś słupka i wszedł do środka. W środku było duże pomieszczenie. Podłoga była z desek zrobiona Na niej były krzesła i stały lekko brudny szynkwas za którym stał człowiek niski i gruby o małych oczkach, które patrzyły ze śmieszną naiwnością na świat. Był to barman i zarazem szef hotelu. W środku było niewiele ludzi. Karol poszedł do szynkwasu i oparł się o blat.
-Dzień dobry. Poproszę piwo. – powiedział do barmana. Mężczyzna zrobił od razu to o co go proszono. Karol z lekkim uśmiechem popijał chłodne piwo i przyglądał się ludziom, którzy tam byli. Jeden szczególnie mu się spodobał. Karol dopiero co przyjechał i nie umiał rozróżnić za bardzo Indian i z jakiego plemienia pochodzi. Gdy by umiał, już by się rzucił ze strzelbą na człowieka, który mu się spodobał. Był to bowiem Indianin z plemienia Apaczów.
Na oko młodzieniec miał tyle samo lat co Karol. Miał długie , krucze włosy opadające mu łagodnie włosy opadające mu na plecy. Twarz miał ciemną z lekkim odcieniem brązu, odstawiając kości policzkowe i lśniące zęby. Miał na sobie skurzane mokasyny, spodnie i bluzę ze skóry jelenia przyozdobione frędzlami. Na szyli miał zawieszony woreczek z lekami, naszyjnik z pazurów niedźwiedzia i bogato zdobioną fajkę pokoju. Za pasem był nóż i tomahawk. W ręce trzymał dubeltówkę. W oczach Indianina widać było, że posiada ogromną siłę, zręczność i dobroć.
Był on wodzem, którego imię miało być w przyszłości sławne. Zwał się Kariszim – wilcze serce.
Karol patrzył na niego, dopóki nie zauważył, że Indianin też mu się przygląda. Szybko się odwrócił.
-Panie karczmarzu, czy ma pan wolny, jednoosobowy pokój – spytał się człowieka za ladą
- Owszem, ale najpierw muszę znać pana nazwisko i czy pan zapłaci – odparł barman.
-Nazywam się Karol May. Zapłacę tyle ile trzeba. Proszę się jeszcze zająć koniem.
-Dobrze. Nazywam się Arnold Smith. Na jak długo chce pan zostać?
-Na jakieś dwa dni. Czy macie może coś do jedzenia?
-Tak. Stek z chlebem albo gulasz z mięsem królika.
-Poproszę więc stek.- rzekł Karol i poszedł usiąść.
Usiadł koło okna, niedaleko Indianina i dalej kątem oka mu się przyglądał Kariszim to widział, ale nie dał po sobie tego poznać. Pan Smith przyniósł posiłek i pióro. Położył to przed Karolem. Młodzieniec od razu rzucił się na jedzenie, tak był głodny.
-Panie karczmarzu, proszę jeszcze pióra – usłyszał ciepły, melodyjny, miły dla ucha głos. To Indianin wołał Smitha. Mężczyzna szybko pobiegł do Indianin i nalał do kufla piwa. Koriszin spojrzał na Konrada i delikatnie się do niego uśmiechnął. Potem wstał i do niego poszedł i usiadł naprzeciwko.
-Witaj. Widzę, że niedawno przyjechałeś. Czy byłeś kiedyś w Ameryce? – zagadał do niego.
-Nie- odparł krótko Karol.
-Niezbyt to bezpiecznie miejsce dla takich żółtodziobów jak ty.
-A to niby czemu, co? A tak w ogóle to nie słucham rad czerwonoskórych – powiedział oschle Karol.
- W tym kroju ciągle dzieją się jakieś morderstwa. Najczęściej jego powodem jest złoto. Usłyszałem, że nazywasz się May. Nie wiem, może to twoja rodzina, nieważne, ale pewnie rodzina Mayów została zamordowana przez białych rabusiów gdyż znali drogę do skarbu. Ale żaden z nich nic nie powiedział. Podobno siostrzeniec pana Maya ma mapę i klucz do skarbu W tych czasach często zdarzają się takie rzeczy. Było to około 8 lat temu. Karol zatrząsnął się ze złości. Ten Indianin śmiał mówić, że jego rodzinę zamordowali biali .
-To Apacze, a nie biali zamordowali mojego wujka, ciocię i kuzynki – powiedział ledwo nad sobą panując- po to tu przyjechałem, aby zemścić się i pozabijać tych Apaczów – i nagle zdał sobie sprawę, że powiedział za wiele powiedział. Spojrzał na Indianina
-Ci biali mordercy wymyślili tę bajeczkę – powiedział spokojnie Indianin
-A skąd ta pewność. Kim jesteś?


[ Dodano: Wto 19 Lis, 2013 ]
wiem, że moje opowiadanie są słabe i dziecinne, i że piszę chaotycznie.. ale proszę was o radę, opinie i pomoc :)
Ostatnio zmieniony śr 11 cze 2014, 16:17 przez Melodia, łącznie zmieniany 2 razy.


''Nic nie dzieje się dwa razy"

Awatar użytkownika
Szczepko
Umysł pisarza
Posty: 800
Rejestracja: śr 06 lut 2013, 00:39
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Szczepko » wt 19 lis 2013, 22:12

Trudno mi się wypowiadać o warsztacie, bo tekst nie jest napisany po polsku (najbardziej rażący jest brak poszanowania reguł interpunkcji). A podawanie liczby lat bohaterów w nawiasie pasuje do Faktu i Super Expressu, a nie do literatury, jakkolwiek by na nią nie patrzeć. Dla odmiany przeczytaj jakieś lektury szkolne, one się znalazły w kanonie nie bez powodu - nawet jeśli nudzi Cię temat, skup się na języku. I nie pisz niczego więcej zanim nie dowiesz się o co chodzi z fleksją i dlaczego jest tak ważna (zwłaszcza w kontekście tzw. łączliwości wyrazów). Podpowiedź? Proszę (pierwsza z brzegu, bo dalej już nie mogłam czytać):

Rodzina Mayów bardzo się smucili z tego powodu.


Coś dzwoni?



Awatar użytkownika
slacker!
Pisarz domowy
Posty: 84
Rejestracja: pt 27 wrz 2013, 18:59
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: slacker! » wt 19 lis 2013, 23:35

Pierwsze wrażenie miałem takie, że to jest bardzo campowe opowiadanie. Przerysowania i drewno w dialogach jest zamierzone.

Nawet jeśli nie jest to camp, to i tak masz duży potencjał. Opisy są dosyć konkretne a całość nawet błyskotliwa (szczególnie ksenofobiczni Mayowie z M3).

Nie słuchałbym na twoim miejscu rady N.S. i raczej pisał jak najwięcej. Niby dlaczego miałabyś przestać?

A tak w ogóle, to po porządnej korekcie, to jest solidny literacki chleb razowy.


Obrazek

Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2884
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bartosh16 » wt 19 lis 2013, 23:43

Pokuszę się o bogatszą weryfikację, choć w pierwszej kolejności podpiszę się pod postem Natalii i odeślę Cię do lektur szkolnych. Do jakichkolwiek lektur. Jakichkolwiek tekstów literackich. Jeśli nie masz dwunastu lat, to powinnaś dostać zrąbę od nauczyciela języka polskiego.

Nie będę wytykał literówek. Nie każdy ma palce zwinne, jak iluzjonista czy pianista i nie każdego klawiatura słucha, ale KAŻDY przed zaprezentowaniem tekstu szerszemu audytorium ma obowiązek przejrzeć tekst celem sprawdzenia, czy nie ma prostych potknięć.

Melodia pisze:Pewnego dnia , w jednym z domów na ulicy Brzozowej odbywała się smutną, rodzinna rozmowa.


Pierwsze zdanie, które mnie zniechęciło do dalszego czytania.
Uzasadnij mi użycie tego przecinka, to nic nie powiem. Oprócz tego przecinek w poprawnym zapisie powinien mieć spację tylko z prawej strony.
Pogrubienie - literówka w otwierającym zdaniu.
Nigdy więcej. Zapamiętaj.

Melodia pisze:W tym domu mieszkali Państwo [b]Mayowie Ewa i Krzysztof[/b] oraz z dwójkę dzieci Karolem (12lat) i Antoniną (10lat). Mayowie dostali przed chwilą tragiczną wiadomość. Brat pani Ewy został zamordowany przez Indian z plemienia Apaczów. Jego rodzina zginęła także. Ranczo zostało ograbione, a potem spalone. Rodzina Mayów bardzo się smucili z tego powodu.


Ewa i Krzysztof May. Emigranci? Skąd takie nazwisko u Polaków?
Liczebniki słownie i broń Ci panie Boże w nawiasie.
Pogrubienie - powtórzenie.
Ranczo? Ameryka? Jesteś dzieckiem emigrantów? Pytam poważnie bez cienia złośliwości.
Rodzina się smucili? Zadanie domowe: odmień czasownik "smucić" w czasie przeszłym przez osoby.

Melodia pisze:- Nie napisali może kochanie, o każe wymierzonej Indianom – spytał Krzysztof żony.


Kochanie winno być oddzielone przecinkami.
każe rodzic dziecko, jak ono na to zasłuży. Zadanie domowe: odmiana czasownika "karać" przez osoby.
Podkreślony tekst ma wydźwięk pytający - gdzie jest znak zapytania?
Krzysztof spytał żonę, toż nie miał ich pięć, żeby używać liczby mnogiej.

Melodia pisze:-Ale nie zostaną tej sprawy, co ?


Jest zasadnicza różnica między słowem zostać, a zostawić.

Melodia pisze:-To okropne, rodzina nam ginie(1), a oni nawet nie ukażą(2) tych psów Apaczów


1. Rodzina nam ginie pasuje bardziej do populacji niewielkich oceanicznych rybek, których po tarle jest kilkadziesiąt milionów, nie do ludzkiej rodziny, której członków łączą pewne więzy emocjonalne.
2. Ukażą się najbliższe numery "Gazety Wyborczej" i "Życia na gorąco". Polecam tę stronę: -> [url=http://sjp.pl/kara%E6]Kliknij mnie[url]

Melodia pisze:-Jak dorosnę, pójdę do Ameryki(1) i zemszczę się nad Apaczowi.(2) Zabije (3)pierwszego napotkanego Apacza (4)– zawołał chłopiec.


1. Iść, ciągle iść w stronę słońca. Rozumiem, że do Ameryki pójdzie przez naturalny most na cieśninie Beringa? A może w tym momencie się okaże, że oni jednak mieszkają w Ameryce?
2. zemszczę się na Apaczu, choć mam przeczucie, że to nie ja powinienem Cię tego uczyć.
3. Kto zabije?
4. Powtórzenie.

Melodia pisze:Karol w spokoju słuchał rozmowy rodziców , a potem poszedł do szkoły.


O której miała miejsce ta rozmowa? 7 rano? O której poszedł do tej szkoły?

Melodia pisze:Minęło 7 lat(1). Państwo Mayowie się postarzeli. Karol wyrósł natomiast na silnego dziewiętnastoletniego (2)młodzieńca, a Antonina na śliczną, siedemnastoletnią (2)dziewczynę. Wszyscy byli Polakami(3).


1. Liczebniki słownie. Ostatni raz to piszę.
2. Umiem liczyć. Ich wiek nie ma większego znaczenia.
3. Wiem. Ewa, Krzysztof, Karol i Antonina to polskie imiona.

Melodia pisze:Karol miał (1)twarz szczupłą. Miał (1)brązowo-blond włosy(2) i błękitne oczy. Był duży, dobrze zbudowany. Z jego twarzy emanowała siła fizyczna(3) i duchowa. Spojrzenie miał (1)pełne odwagi i dobroci. Był (1)silny, umiał walczyć, strzelać, jeździć konno. Znał również języki obce, matematyka, geografia itp(4). Umiał grać na pianinie i gitarze.(5)


1. Naucz się opisywać inaczej niż "był" i "miał".
2. Brązowo-blond włosy? Jak to wygląda?
3. Siła fizyczna z twarzy? Jak?
4. Matematyka i geografia mogą być trudne, ale nie słyszałem, żeby były to języki obce.
5. Na co mu te wszystkie umiejętności?

Melodia pisze:Z oczów(1) emanowała dobroć, mądrość, odwaga i siła. Dziewczyna umiała tak samo jak Karol walczyć, strzelać i jexdzić (2)konno. Umiała języki obce, matematyka, geografia, biologie itp. Umiała tez grać na flecie i skrzypcach(3).


1. Z oczu.
2. Za to powinnaś oberwać od rodziców. Wciśnijże ten "alt", to nie GG.
3. Wszechuzdolnione dzieciaki. Pozazdrościć, ale na cholerę im było się uczyć tego wszystkiego?
Podejrzewam, jak wcześniej napisałem, że jesteś dzieckiem polskich emigrantów i uczęszczasz na jazdę konną i lekcje gry na instrumentach. I że nie znosisz Indian, choć nie mam bladego pojęcia za co.

Melodia pisze:Pewnego dnia Karol wrócił wcześniej do domu. Został w nim swoją siostrę(1).
-Cześć Anti(2)! CO(3) u ciebie? – spytał(4)


1. To bardziej pasowałoby w sytuacji, gdyby w domu zastał żonę z kochankiem, nie siostrę, z którą najpewniej mieszka.
2. Fajna ksywka, choć mam przemożne wrażenie, że masz o dwa lata starszego brata i właśnie tak do Ciebie się zwraca.
3. Przetrzymany "Shift", mnie też się zdarza, ale zawsze na bieżąco poprawiam.
4. Kropkę zgubiłaś, Anti.

Melodia pisze:Wiesz, ten o śmieci czujka, brata mamy


List o śmieciu czujka, czy śmierci wujka? Czytałaś to w ogóle przed wstawieniem tutaj? Zawsze czytaj swój tekst. On nie jest tylko żerem dla czytelnika, ale też Twoją wizytówką. Pójdziesz między ludzi w brudnej spódniczce, zabłoconych butach i krzywo zapiętej koszuli?
Wiem, że brat mamy, to z reguły wujek. Pogrubione możesz wywalić.

Dalej nie czytam i nie poprawiam. Nie widzę w tym sensu. Najpierw Ty musisz się poprawić.
Bez obaw, każdy kiedyś zaczynał.
W swoim profilu piszesz, że czytasz mnóstwo książek. Nie widzę tego.
Piszesz również o nadziei na znalezienie siły na dalsze pisanie. Ode mnie dostajesz pstryczka w nos za karygodne błędy. Potraktuj to jak kubeł zimnej wody od starszego brata, który sugeruje spięcie pośladów i masę ćwiczeń.
Niestety, nie mam dobrych wieści. Podstawy leżą. Ortografy? To nawet nie jest szkolne wypracowanie. Jeśli masz problemy z ortografią, to daj mamie do sprawdzenia. Swoją drogą mam dziwne przeczucie, że Twoja mama ma na imię Ewa. A na nazwisko Maj. Ale to jakieś przebicie z zaświatów chyba.

Czytaj, więcej czytaj. Mnóstwo czytaj. Patrz, jak piszą autorzy, jak konstruują wypowiedź, narrację, bohaterów. Jak tworzą opisy, jakich słów używają. Jak często pada "się", "był", "miał" i w jaki sposób tego unikają. Jak podsuwają pod nos zagadkę i jak wiodą do jej rozwiązania. Szukaj tego, co najbardziej lubisz. Jeśli coś Cię interesuje, znajdź odpowiedź na pytanie, dlaczego to jest takie ciekawe? Jeśli daną książkę czyta Ci się nad wyraz szybko, to zastanów się, co o tym decyduje.

Tyle od wyrozumiałego wujka Daniela.

Pytanie na koniec - ile masz lat?
Kiedyś wiek autora na podstawie tekstu oszacowałem na 14 lat i o 14 lat się pomyliłem, więc wolę być ostrożny.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Szczepko
Umysł pisarza
Posty: 800
Rejestracja: śr 06 lut 2013, 00:39
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Szczepko » wt 19 lis 2013, 23:58

slacker! pisze:Nie słuchałbym na twoim miejscu rady N.S. i raczej pisał jak najwięcej. Niby dlaczego miałabyś przestać?


N.S. nie napisała, że ma przestać pisać w ogóle. Natomiast żeby pisać dobrze trzeba mieć pewne niezbędne podstawy - gramatyka, interpunkcja, ortografia opanowane na fest, żeby nie przeszkadzały w odbiorze treści. Tu przeszkadzają, ba! uniemożliwiają zapoznanie się z całością. To jak piec ciasto bez mąki.

Chyba że to był ironiczny post :P



Awatar użytkownika
slacker!
Pisarz domowy
Posty: 84
Rejestracja: pt 27 wrz 2013, 18:59
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: slacker! » śr 20 lis 2013, 00:03

Jeszcze dodam, by nie zginęło między tymi elaboratami.

Zwróć uwagę na to co wyłożyli ci w weryfikacjach N.S. i B. Błędy językowe, stylistyczne, ortograficzne. Jakie są to błędy? Są to błędy, które relatywnie najłatwiej poprawić, w czym szybko można stać się lepszym. A ortografia to już kwestia korekty.

To co jest u ciebie dużym plusem to brak grafomańskiej przesady, rozwlekłości, skupienia na nieistotnych szczegółach. Piszesz dosyć konkretnie, a to jest bardzo duża zaleta czego wydaje mi się nie podkreślono wystarczająco w poprzednich weryfikacjach.

ten fragment (wycinam "już" i wszystkie "swoje":

Powoli statek dobijał do portu, spuszczono kotwicę. Karol poszedł po rzeczy. Gdy wszedł na ląd wraz z koniem, zobaczył małą zaniedbaną wioskę. Poszedł od razu do jakiegoś ni to hotel ni to salonu.


jest naprawdę niezły. może nie jest olśniewający, ale nie jest też żałosny. wielu ambitnych początkujacych autorów snułoby w tym miejscu jakieś denne antropologiczne rozważania o znaczeniu napisów na miejscowych kamieniach czy opisywało pół akapitu kolor nieba. Masz świeżość spojrzenia i umiesz lapidarnie ujmować to co opisujesz, nie strać tego.

[ Dodano: Sro 20 Lis, 2013 ]
To jak piec ciasto bez mąki.

marchewkowe można zrobić bez mąki.

I nie pisz niczego więcej zanim nie dowiesz się o co chodzi z fleksją i dlaczego jest tak ważna


może pisać i jednocześnie dowiadywać się o co chodzi z fleksją i dlaczego jest tak ważna.


Obrazek

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » śr 20 lis 2013, 09:48

Tekst wygląda jak "pisany na kolanie". Tak jakbyś napisała coś na szybko i nawet nie zawracała sobie głowy, żeby to później przeczytać. Oto najbardziej rażące przykłady, tylko z pierwszego rozdziału:

Melodia pisze:na ulicy Brzozowej odbywała się smutną, rodzinna rozmowa. W tym domu mieszkali Państwo Mayowie Ewa i Krzysztof oraz z dwójkę dzieci Karolem (12lat) i Antoniną (10lat)


Błędy stylistyczne, logiczne, ortograficzne czy jak to nazwać w tym zdaniu, aż krzyczą do mnie jak to czytam. To wygląda jakbyś w pierwszym momencie miała jakiś koncept na zdanie, a w jego połowie zaczęła pisać zupełnie inaczej.
No i po kiego te lata w nawiasach??

Melodia pisze:Rodzina Mayów bardzo się smucili z tego powodu.


Melodia pisze:- Nie napisali może kochanie, o każe wymierzonej Indianom – spytał Krzysztof żony.
-Napisali, że ich nie złapano - odpowiedziała ze smutkiem Ewa.
-Ale nie zostaną tej sprawy, co ?


Melodia pisze:-Jak dorosnę, pójdę do Ameryki i zemszczę się nad Apaczowi.


Myślę, że weryfikacja tego tekstu mijałaby się z celem, bo na dobrą sprawę, cały tekst trzeba by tu poprawić.

Tak więc przede wszystkim czytaj książki. Mogą to być nawet proste bajki dla dzieci. Sprawdź sobie w jaki sposób wszystko jest tam napisane. Następnie ćwicz na krótkich historyjkach, nawet takich na jedną stronę A5. Czytaj je po kilka razy, skupiając się na logice zdań i błędach ortograficznych. I to tyle. Myślę, że póki co nic więcej nie mogę ci poradzić.



Awatar użytkownika
Cerro
Debiutant
Debiutant
Posty: 694
Rejestracja: wt 27 lis 2012, 13:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Cerro » śr 20 lis 2013, 11:52

I nie formatuj tak więcej tekstów, bo oczy bolą od tych wielgaśnych liter.

Też dobra rada - nie słuchaj slackera!. Ortografia i interpunkcja to rzeczy, które łatwo poprawić, ale gdziekolwiek wyślesz tak niechlujny tekst, zostanie on z miejsca odrzucony. Nikomu się nie będzie chciało ich poprawiać, po prostu. Tak jak nie chciało się nikomu, kto weryfikował go powyżej, doprowadzać sprawy do końca. Zwyczajnie szkoda sił i energii, gdy na świecie jest tyle lepiej napisanych tekstów.

Uwagi ogólne do tego i następnych tekstów (bo nie ma się co poddawać, jak pomysły są, to pisać trzeba):
1. Przed wrzuceniem gdziekolwiek wyczyść tekst z literówek i błędów ortograficznych oraz kwiatków typu "śmieć czujka". Jedno czytanie powinno pozwolić ci wyłapać większość z nich, bo są naprawdę rażące.
2. Polecam ci czytać tekst na głos. Kropka - przerwa na trzy oddechy, przecinek - przerwa na jeden. Akcentuj tylko te znaki, które masz zapisane. Pozwoli ci to wyłapać zarówno błędną fleksję jak i braki przecinków, przynajmniej te braki, które niszczą sens zdania.
3. Zapis dialogów w wielkim skrócie: myślnik jest zawsze oderwany od tekstu z obu stron, kropka po wypowiedzi pojawia się tylko, jeżeli po myślniku nie masz słów typu "powiedział", "spytał", "rzekł", "zaznaczył" i wtedy didaskalia z dużej. Ot, taki przykładzik:
- Naprawdę to zrobił - stwierdził Adaś.
- Naprawdę to zrobił. - Wpatrzył się w ścianę, rozmyślając nad tym.

4. Nie dawaj więcej tak ohydnego formatowania. Sposób podania tekstu jest ważny.
5. Ogranicz "miał" i "był", zwłaszcza w opisach. Najlepiej w ramach ćwiczenia spróbuj napisać kilka opisów, w których te słowa w ogóle nie występują.

P.S.
Ten fragment
Powoli statek dobijał do portu, spuszczono kotwicę. Karol poszedł po rzeczy. Gdy wszedł na ląd wraz z koniem, zobaczył małą zaniedbaną wioskę. Poszedł od razu do jakiegoś ni to hotel ni to salonu.

jest beznadziejny, pozbawiony plastyczności jak większość tego tekstu. Informujesz zamiast pokazywać. To błąd, ale taki wyższej kategorii. Najważniejsze, co musisz poprawić, to fakt, na który zwróciła ci uwagę Natalia - czyli najzwyczajniejsza w świecie odmiana czasowników przez osoby i przypadki.

Nie wiem, ile masz lat. Strzelam, że niewiele, jednak taka informacja przydałaby się w tym przypadku, bo można by dostosować do tego dobre rady, polecić jakieś lektury i tak dalej.
Powiem tak - jeżeli masz więcej niż dwadzieścia pięć lat, pisanie chyba nie jest twoim powołaniem.
Jeżeli mniej niż piętnaście, nie przejmuj się zafundowanym tu zimnym prysznicem, to takie rytualne powitanie nowego w światku OMC pisarzy ;)

Zatwierdzam weryfikację - Gorgiasz
Ostatnio zmieniony śr 11 cze 2014, 16:17 przez Cerro, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Ignite
Pisarz
Pisarz
Posty: 742
Rejestracja: pn 12 lip 2010, 12:17
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lublin
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Ignite » śr 20 lis 2013, 16:09

Abstrahując zupełnie od poziomu tekstu - czy fakt, że jeden z bohaterów westernu nazywa się Karol May, to jakaś zamierzona aluzja do tego pana?


Między kotem a komputerem - http://halas-agn.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Melodia
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: sob 12 paź 2013, 19:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Melodia » śr 20 lis 2013, 17:29

Jak czytam te wasze argumenty to faktycznie widzę te błędy. Fakt, jestem młoda i mam 16 lat. Pisanie to taka moja pasja, ale nigdy nie dawałam tego komuś do czytania dopóki nie namówiła mnie przyjaciółka. Tak, Karol May, mój ulubiony autor. Bardzo dziękuje za rady i postaram się do nich dostosować. :)
Ale widzę, że czeka mnie jeszcze sporo pracy ;)
Przepraszam też za te błędy ale to też trochę wina komputera, który jest zapisany na język angielski i wszystkie słowa zapisanę są na czerwono więc nie zawszę widzę cy jest błąd czy go nie ma... i przepraszam za te powiększenie tekstu, przypadek :P
Jeszce raz dziękuje :D


''Nic nie dzieje się dwa razy"

Awatar użytkownika
BezAtux
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: ndz 30 cze 2013, 22:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: BezAtux » śr 20 lis 2013, 18:03

Cześć! :)

Śliczna ta nazwa: "Kariszim – Wilcze Serce"...


Które zdanie brzmi lepiej?
Melodia pisze: z dwójkę dzieci Karolem (12lat) i Antoniną (10lat) .

Melodia pisze:Karol wyrósł natomiast na silnego dziewiętnastoletniego młodzieńca, a Antonina na śliczną, siedemnastoletnią dziewczynę.


To drugie, prawda? Wiek w nawiasach nadaje takiej niezdrowej, historyczno-dziennikarskiej sztywności.

slacker pisze: To co jest u ciebie dużym plusem to brak grafomańskiej przesady, rozwlekłości, skupienia na nieistotnych szczegółach. Piszesz dosyć konkretnie, a to jest bardzo duża zaleta czego wydaje mi się nie podkreślono wystarczająco w poprzednich weryfikacjach.


@slacker
Masz racje- konkretne pisanie jest OK :)
Tylko czasami przydałoby się uzupełnić tekst o pewne szczegóły.

Tosiu, bardzo ładnie umiesz opisywać, ale dlaczego robisz to tak rzadko? Brakuje mi choćby rozwiązania sporu z rodzicami. Przecież się nie zgadzali na jego wyjazd. To, że był pełnoletni, nie oznacza całkowitej wolności. Niestety.
Pominęłaś też różne ważne (przynajmniej dla mnie) kwestie. Skąd Karol znał imię Koriszina i skąd wiedział, że Arnold Smith " to barman i zarazem szef hotelu"? Kto to jest Konrad?

Ciekawa postać- ta Antonina :) Szkoda, że nie popłynęła razem z bratem...
Jeśli chodzi o błędy ortograficzne, interpunkcyjne etc. to troszkę ich jest, ale to raczej kwestia wprawy. Za to dobrze zapisujesz dialogi (czego ja Ci mogę tylko pozazdrościć).
Powiększenie tekstu- ukłon w stronę niedowidzących :)

I oczywiście czytaj. Dużo, jak najwięcej. Nie tylko westernów.

Masz wyobraźnię, 'lekkość pióra', nie nudzisz, czarujesz swoją historią.
Czekam na dalsze części :D


Jeżeli za­bałaga­nione biur­ko jest oz­naką za­bałaga­nione­go umysłu, oz­naką cze­go jest pus­te biur­ko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Triceraton
Szkolny pisarzyna
Posty: 26
Rejestracja: pn 04 lis 2013, 20:23
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Vordingborg
Płeć: Kobieta

Postautor: Triceraton » śr 20 lis 2013, 19:23

ROZDZIAŁ I

Pewnego dnia(bez spacji) , w jednym z domów na ulicy Brzozowej odbywała się smutna, rodzinna rozmowa. W tym domu mieszkali Państwo Mayowie(przecinek albo myślnik) Ewa i Krzysztof [shadow=red]oraz z(wraz z)[/shadow] dwójką dzieci(przecinek albo myślnik) Karolem (12lat) i Antoniną (10lat)(bez spacji) . Mayowie dostali przed chwilą tragiczną wiadomość. Brat pani Ewy został zamordowany przez Indian z plemienia Apaczów. Jego rodzina zginęła także(szyk: także zginęła). Ranczo zostało ograbione, a potem spalone. Rodzina Mayów bardzo się smuciła z tego powodu.
- Nie napisali może(przecinek) kochanie(zbędny przecinek) o każe wymierzonej Indianom(znak zapytania) – spytał Krzysztof żony.
-(spacja)Napisali, że ich nie złapano - odpowiedziała ze smutkiem Ewa.
-(spacja)Ale nie dostaną tej sprawy, co ?
-(spacja)Nie wiem.
-(spacja)To okropne, rodzina nam ginie, a oni nawet nie ukażą tych psów Apaczów(spacja przed i po "-")-powiedział rozgniewany Krzysztof.
-(spacja)Uspokój się. Nie przy dzieciach.
-(wciąż spacja...)A ja nienawidzę Indian – krzyknął nagle Karol.
-Ja też nie – odpowiedziała jego siostra z goryczą w głosie.
-Wy nie macie nic tu do gadania – powiedziała spokojnie mama.
-Jak dorosnę, pójdę do Ameryki i zemszczę się nad Apaczami. Zabiję pierwszego napotkanego Apacza(może wykrzyknik) – zawołał chłopiec.
-Nigdzie nie pojedziesz. Będziesz tu mieszkał i będziesz nauczycielem – powiedział ojciec.
Chłopak nic nie odpowiedział, ale w myślach mówił sobie „Nie będę żadnym nauczycielem, pojadę do Ameryki. Zrobię to(przecinek) co powiedziałem, zemszczę się”. Karol w spokoju słuchał rozmowy rodziców(bez spacji) , a potem poszedł do szkoły.

ROZDZIAŁ II
Minęło 7 lat. Państwo Mayowie się postarzeli. Karol wyrósł natomiast na silnego(przecinek)dziewiętnastoletniego młodzieńca, a Antonina na śliczną, siedemnastoletnią dziewczynę. Wszyscy byli Polakami. (według mnie kompletnie zbędne zdanie)
Karol miał twarz szczupłą. Miał(powtórzenie) brązowo-blond włosy i błękitne oczy. Był duży(w sensie wysoki czy tłusty?), dobrze zbudowany. Z jego twarzy emanowała siła fizyczna i duchowa. Spojrzenie miał pełne odwagi i dobroci. Był silny, umiał walczyć, strzelać, jeździć konno. Znał również języki obce, matematyka, geografia itp. Umiał grać na pianinie i gitarze. <----- Gary Stu? :)
Natomiast Antonina była szczupła o jasnej jak śnieg twarzy, czarnych, prostych włosach sięgających poniżej pasa (zazwyczaj zaplecionych w warkocz lub rozpuszczonych). Usta miała czerwone jak krew i lśniące, białe zęby. Była trochę niższa od Karola. Z oczów emanowała dobroć, mądrość, odwaga i siła. Dziewczyna umiała tak samo jak Karol walczyć, strzelać i jeździć konno. Umiała języki obce, matematyka, geografia, biologię itp. Umiała też grać na flecie i skrzypcach. (jest i Mary)
Pewnego dnia Karol wrócił wcześniej do domu. Zastał w nim swoją siostrę.
-(spacja tu i na dole powinna być)Cześć Anti! Co u ciebie? – spytał(kropka)
-Wszystko dobrze.
-Co robisz? Wyglądasz na smutną(kropka)
-Znalazłam przed chwilą ten list, który dostaliśmy siedem lat temu. Wiesz, ten o śmieci(albo o śmierci, albo o śmieciach ;) )czujka(wujka?), brata mamy - powiedziała i nagle rozgrzał (się)w niej gniew – ciekawe(przecinek) czy złapali i ukarali tych Indian(wykrzyknik?) – krzyknęła z wściekłością.
-Spokojnie, spokojnie – powiedział brat uspokajającym głosem
-Ja po prostu nie mogę znieść myśli, że Apacze nie zostali ukarani za popełnione morderstwo – powiedziała płaczliwym głosem Antonina. Karol spojrzał na nią, a potem ją objął i przytulił. Stali tak w milczeniu, aż Karol rzekł – obiecałem, że pojadę do Ameryki i to zrobię.
-Nie! - Krzyknęła(kropka) – Nie wolno ci (zbędna spacja)!
-Zrobię to, nie teraz co prawda, ale to(zbędne) zrobię - Pochylił się, pocałował ją w czoło i poszedł do swego pokoju.
Minął jednak kolejny rok nim zaczął się szykować do wyjazdu. Karol, za pozwoleniem uzyskanym w końcu od rodziców i błogosławieństwem od nich zaczął się szykować. Poszedł najpierw do swego starego przyjaciela, który był zbrojmistrzem. Wchodząc do sklepu powiedział:
-Dzień dobry(przecinek) Mr. Burns!
-Dzień dobry(przecinek) Karolu. Co podać?
-Poproszę o dobrą broń i rewolwery. (dość ogólne zamówienie :D)
-O, wybierasz się gdzieś?
-Tak, do Ameryki.
-No, to w takim razie weź tę rusznicę na niedźwiedzie i idź ją wypróbować tam na strzelnicy.
Karol wziął strzelbę, przypatrzył się jej, wypróbował i rzekł do sklepikarza.
-To(zbędny przecinek) bardzo dobra broń. Wezmę ją. I te dwa rewolwery plus amunicję do obu broni.
-Proszę. Życzę szczęścia w podróży. Wróć cały i zdrowy.
-Dziękuję(zbędna spacja) . Do widzenia.
Młodzieniec wyszedł i udał się zaraz do domu. (tutaj napisałabym "Karol" i potem bez niego "zaniósł...)Pokazał broń rodzinie i Karol zaniósł ją do pokoju, a potem poszedł po kilka jeszcze (jeszcze po kilka rzeczy)rzeczy potrzebnych w podróży. Gdy tak szedł(przecinek) wpadł mu w oko piękny koń na sprzedaż. Koń był dobrze zbudowany. Wyglądał na wytrzymałego. Maść miała kolor ciemnego brązu z czarną, gęstą grzywą i ogonem. Był to ogier.
Karol poszedł do sprzedawcy.
-Dzień dobry! Ile ten koń kosztuje?
-Dzień dobry, 4000zł.
-Dobrze. Biorę to!
Chłopak zapłacił i poszedł wraz z konikiem do domu.
-Nazwę cię - mówił – Błyskawica. Podoba ci się? No pewnie, że tak.
Doszli w końcu do domu. Antonina wybiegała przed dom.(powtórzenie)
-Ależ on jest wspaniały(spacja)-(spacja)krzyknęła(przecinek) patrząc na konia.
–Prawda? nazwałem go Błyskawica.
-Wspaniale.
-Zawołasz proszę rodziców(może znak zapytania)
Antonina szybko pobiegła po rodziców. Gdy zobaczyli konia bardzo się nim zachwycali. Karol w końcu skończył przygotowania. Miał zamiar jutro popłynąć statkiem do Ameryki Północnej, a dalej na swoim koniku.

ROZDZIAŁ III
Pożegnanie Karola z rodziną było bardzo smutne. Wszyscy płakali, ale młodzieniec nic sobie z tego nie robił.
-(SPACJA!)Jak tylko będę mógł(przecinek) to wrócę. Jak zrobię to(przecinek) co chciałem – mówił wciąż Karol.
Minęło parę chwil. Chłopak był już na pokładzie i machał swojej rodzinie. Przy tym myślał sobie „Zostawiam was, ale obiecuję(przecinek) że wrócę” i tęsknie patrzył na ląd, na swoją ojczyznę, którą zostawiał. Odwrócił się i spojrzał na zachód słońca. Bał się i smucił, ale starał się zapomnieć o czekających go niebezpieczeństwach.
Minęło parę dni. Karol obudził się właśnie w kajucie. Wyszedł na pokład i rozejrzał się. Zobaczył brzeg.
-Co to za ląd, panie kapitanie? - spytał(kropka)
-Ameryka Północna- usłyszał odpowiedź kapitana.
-Dobrze, tu w porcie wysiądę – mruknął do siebie.
Powoli statek dobijał do portu, już spuszczono kotwicę. Karol poszedł po swoje rzeczy. Gdy wszedł na ląd wraz ze swoim koniem, zobaczył małą zaniedbaną wioskę. Poszedł od razu do jakiegoś ni to hotelu ni to salonu. Przywiązał konia do jakiegoś(powtórzenie) słupka i wszedł do środka. W środku (powtórzenie) było duże pomieszczenie. Podłoga była(powtórzenie!) z desek zrobiona(kropka) Na niej były krzesła i stały(bez "y") lekko brudny szynkwas(przecinek) za którym stał(p-o-w-t-ó-r-z-e-n-i-e) człowiek niski i gruby(chyba przecinek) o małych oczkach, które patrzyły ze śmieszną naiwnością na świat. Był to barman i zarazem szef hotelu. W środku było niewielu ludzi. Karol poszedł do szynkwasu i oparł się o blat.
-Dzień dobry. Poproszę piwo. – powiedział do barmana. Mężczyzna zrobił od razu to(przecinek) o co go proszono. Karol z lekkim uśmiechem popijał chłodne piwo i przyglądał się ludziom, którzy tam byli. Jeden szczególnie mu się spodobał. Karol dopiero co przyjechał i nie umiał rozróżnić za bardzo Indian i(może "oraz") z jakich plemion pochodzą. Gdy(łącznie)by umiał, już by się rzucił ze strzelbą na człowieka, który mu się(powtórzenie) spodobał. Był to bowiem Indianin z plemienia Apaczów.
Na oko młodzieniec miał tyle samo lat(przecinek?) co Karol. Miał długie , krucze włosy opadające mu łagodnie włosy opadające mu na plecy.(no comment) Twarz miał ciemną z lekkim odcieniem brązu, odstawiające kości policzkowe i lśniące zęby. Miał na sobie skórzane mokasyny, spodnie i bluzę ze skóry jelenia przyozdobioną frędzlami. Na szyli miał(miał, miał miał, miał...) zawieszony woreczek z lekami, naszyjnik z pazurów niedźwiedzia i bogato zdobioną fajkę pokoju. Za pasem był nóż i tomahawk. W ręku trzymał dubeltówkę. W oczach Indianina widać było, że posiada ogromną siłę, zręczność i dobroć. (może jeszcze widać było, co jada na śniadanie? Nie jestem przekonana, czy w oczach można widzieć taką np. zręczność)
Był on wodzem, którego imię miało być w przyszłości sławne. Zwał się Kariszim – wilcze serce.
Karol patrzył na niego, dopóki nie zauważył, że Indianin też mu się przygląda. Szybko się odwrócił.
-Panie karczmarzu, czy ma pan wolny, jednoosobowy pokój – spytał się człowieka za ladą(kropka)
- Owszem, ale najpierw muszę znać pana nazwisko i czy pan zapłaci – odparł barman.
-Nazywam się Karol May. Zapłacę tyle(przecinek) ile trzeba. Proszę się jeszcze zająć koniem.
-Dobrze. Nazywam się Arnold Smith.(a go się nie pytał o imię :)) Na jak długo chce pan zostać?
-Na jakieś dwa dni. Czy macie może coś do jedzenia?
-Tak. Stek z chlebem albo gulasz z mięsem królika.
-Poproszę więc stek.(spacja, i nie tylko tutaj!)- rzekł Karol i poszedł usiąść.
Usiadł koło okna, niedaleko Indianina i dalej kątem oka mu się przyglądał(kropka) Kariszim to widział, ale nie dał po sobie tego poznać. Pan Smith przyniósł posiłek i pióro. Położył to przed Karolem. Młodzieniec od razu rzucił się na jedzenie, tak był głodny.
-Panie karczmarzu, proszę jeszcze pióra(kropka) – Usłyszał ciepły, melodyjny, miły dla ucha głos. To Indianin wołał Smitha. Mężczyzna szybko pobiegł do Indianina i nalał do kufla piwa. Koriszin spojrzał na Konrada i delikatnie się do niego uśmiechnął. Potem wstał i(zbędne "i") do niego poszedł( poszedł do niego) i usiadł naprzeciwko.
-Witaj. Widzę, że niedawno przyjechałeś. Czy byłeś kiedyś w Ameryce? – zagadał do niego.
-Nie- odparł krótko Karol.
-Niezbyt to bezpiecznie miejsce dla takich żółtodziobów jak ty.
-A to niby czemu, co? A tak w ogóle(przecinek) to nie słucham rad czerwonoskórych – powiedział oschle Karol.
- W tym kroju ciągle dzieją się jakieś morderstwa. Najczęściej jego powodem jest złoto. Usłyszałem, że nazywasz się May. Nie wiem, może to twoja rodzina, nieważne, ale pewnie rodzina Mayów została zamordowana przez białych rabusiów(przecinek) gdyż znali drogę do skarbu. Ale żaden z nich nic nie powiedział. Podobno siostrzeniec pana Maya ma mapę i klucz do skarbu(kropka) W tych czasach często zdarzają się takie rzeczy. Było to około 8 lat temu. Karol zatrząsną (zbędne)ł się ze złości. Ten Indianin śmiał mówić, że jego rodzinę zamordowali biali(zbędna spacja) .
-To Apacze, a nie biali zamordowali mojego wujka, ciocię i kuzynki – powiedział ledwo nad sobą panując(spacjaa i kropka)- Po to tu przyjechałem, aby zemścić się i pozabijać tych Apaczów(kropka) – I nagle zdał sobie sprawę, że powiedział za wiele powiedział(zbędne). Spojrzał na Indianina(kropka)
-Ci biali mordercy wymyślili tę bajeczkę – powiedział spokojnie Indianin(kropka)
-A skąd ta pewność. Kim jesteś?


Ufff...


The two of us together again, there's nothing we can't do!
Yes, Noatak.
I had almost forgotten the sound of my own name...
It will be just like the good old days.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości