Dom luster

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Dom luster

Postautor: Mortal One » sob 23 lis 2013, 11:57

Napisane trochę w nawiązaniu do tej miniatury, a trochę niezależnie.
___________

Wchodzi ja-lustro do domu luster. Skąd się tu wzięło? Nie wie. Nie wie i nie może sprawdzić, co zostawiło za sobą, ponieważ drzwi wejściowe zamknęły się za nim bezpowrotnie. Dlatego patrzy przed siebie: widzi korytarz bez końca. Biegają, chodzą i czołgają się po nim inne lustra. Duże, małe, czyste, brudne, krzywe, proste, wyszczuplające, pogrubiające, nowoczesne, staroświeckie, okrągłe, prostokątne, owalne, trójkątne, czasem o ramach prostych, a czasem misternie zdobionych. Te-lustra. Ja-lustro będzie musiało uważać, żeby nie wpaść któremuś z nich w drogę – inaczej mogłoby się o nie rozbić.

Po chwili wahania robi pierwszy krok w głąb tunelu… później drugi… trzeci… czwarty, piąty, szósty – z każdym następnym jego chód nabiera tempa. I z każdym następnym coraz bardziej uświadamia sobie, jak bardzo jest puste.

Jak bardzo nie jest.

Zaczyna więc rozglądać się wokoło. Szuka wzrokiem nie tylko tych-luster, ale też innych rzeczy: obrazów, które mogłoby zobaczyć, filmów, które mogłoby obejrzeć, sportów, których mogłoby spróbować, miejsc, które mogłoby odwiedzić – wszystkich wymienić tu nie sposób.

Mimo to dalej jest nieszczęśliwe. Aż wreszcie dociera do niego, że tak naprawdę doskwiera mu okropna samotność. Uczucie to nasila się szczególnie, gdy widzi te-lustra stojące naprzeciw siebie po obu stronach korytarza. Stojące i wpatrujące się jedno w drugie… Ja-lustro z początku myśli, że muszą fascynować je ich ramy. Bo co ciekawego może być w samej lustrzanej tafli? Przecież jest pusta. Tabula rasa.

Z czasem jednak zauważa, że ilekroć mija jakieś to-lustro (albo jakąkolwiek inną rzecz), odbija się ono na jego srebrnej powierzchni jak na naświetlonej kliszy. Co prawda ten obraz zaraz bezpowrotnie znika, ale ja-lustro wie, że odtąd zawsze będzie mogło przywołać sobie jakiś jego strzępek, wyciągnąć go powierzchnię, kiedy tylko będzie chciało. Jakby tego było mało – jego tafla wydaje się upodabniać do tafli mijanych tych-luster. Tym bardziej, im bardziej zapadają mu one w pamięć.

A niektóre z nich zapadają mu szczególnie. Takim zwierciadłom przygląda się dłużej, czasem wręcz zatrzymuje się przy nich, by móc się odpowiednio napatrzeć. I zaczyna zwracać uwagę na ich tafle. Te, które również się przy nim zatrzymują, pokazują mu różne obrazy, których normalnie by nie dostrzegło. Ono również wtedy im coś pokazuje. Dzięki temu jest szczęśliwe. Rozumie wreszcie dziwne te-lustra, które stoją naprzeciw siebie przy ścianach korytarza.

Cały czas jednak czuje, że nie znalazło jeszcze tego, czego szukało – zwłaszcza że z każdym następnym krokiem tunel zwęża się, a po jego bokach jest coraz więcej par tych-luster i coraz mniej samotnych, wpatrujących się pustym wzrokiem przed siebie zwierciadeł, które zdarzało mu się mijać już wcześniej. Niestety, ja-lustro powoli zaczyna czuć się jak one. Co prawda ma wielu lustrzanych towarzyszy, jednak z żadnym z nich nie jest zbyt szczęśliwe.

W swoim rosnącym smutku zwalnia, coraz mniej zważając na otoczenie. Czasem tylko próbuje wchłonąć w siebie nowe obrazy, nowe doświadczenia, których dotąd jeszcze nie miało. Ale wszystkie one wydają mu się mgliste, przezroczyste, jałowe. Przelewające się przez palce świadomości jak woda. Kolejne przeżycia-kamienie, które ciążą w głębi jego lustrzanego jestestwa. Kamienie, które nie odpowiadają, kiedy do nich mówi. Kamienie, których zimna, chropowata powierzchnia nie odbija jego obrazu jak te-lustra. Kamienie, które dają, ale nie biorą. Kamienie uwiązane do jego ramy, które ciągną ja-lustro w dół, w dół, w mroczne odmęty depresji. Ciągną, a ono najchętniej wzięłoby ich jeszcze więcej i więcej, i więcej, byle dotknąć samego dna! I już nigdy nie zobaczyć tych-luster. Nigdy. Ono nimi gardzi. Te, które próbują je jeszcze wyciągnąć z ciemnej toni, są natychmiast wyzywane od „potłuczonych”. W końcu wszystkie się od niego odwracają drewnianymi plecami. A nasze ja-lustro całkiem pogrąża się w ciemności.

I wtedy, gdy już jego srebrzysta niegdyś tafla zachodzi czarnymi chmurami, przez te chmury przebija się słaby promień. Budzi je dosłownie na chwilę przed śmiercią z zaciemnienia. I ja-lustro natychmiast bierze głębokie wejrzenie światła, i odbija się ramą od dna, i już sięga nią w stronę błędnego ognika. W ostatniej chwili jeszcze się waha – co, jeśli jest to wabik tej okrutnej ryby, która żyje w oceanicznych głębinach? Co, jeśli ja-lustro zaraz zostanie przez nią pożarte? Oby stanęło jej wtedy odłamkiem w gardle!

I chwyta. A światło ciągnie je w górę, w górę, do znajomego świata, do zwężających się z każdym krokiem korytarzy i do tych-luster, którymi jeszcze niedawno wzgardziło w bezmiarze swojej ignorancji. Aż wreszcie staje na twardym podłożu. Patrzy przed siebie i widzi to-lustro, które go uratowało, z kolei tamto również posyła mu spojrzenie srebrzystej tafli. Ja-lustro tonie w tym spojrzeniu i z wrażenia aż cofa się pod ścianę, podobnie zresztą jego nieoczekiwany wybawca. Tak. Wreszcie znalazło. A raczej zostało znalezione.

Teraz stoją naprzeciw siebie, a pierwsze zawiera obraz drugiego, który zawiera obraz pierwszego, który zawiera obraz drugiego… i tak w nieskończoność. Nie rozróżniają już siebie nawzajem, stają się jednością i czują się szczęśliwe jak jeszcze nigdy dotąd… no, może tylko w łonie lustro-matki.

Są sobą.
Ostatnio zmieniony śr 26 mar 2014, 14:22 przez Mortal One, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
chilipouder
Pisarz domowy
Posty: 128
Rejestracja: pn 02 gru 2013, 16:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: chilipouder » śr 11 gru 2013, 21:49

Ciekawe rozwinięcie koncepcji człowieka jako lustra. Tego, że my odbijamy się w innych, a oni w nas. Zerknąłem na poprzednią miniaturę. Padły tam zarzuty, że chaos, że nerwowo, że fajny obraz, ale fatalnie przedstawiony. To była prawda, ale tutaj jest już o wiele lepiej. Zachowałeś spokój, nie dałeś ponieść się emocjom.
Moim zdaniem niesamowicie ważne jest, aby mając już w głowie pomysł nie dać ponieść się euforii. Spojrzeć na tekst i na proces tworzenia nie jako zaangażowany twórca, nie jako czytelnik, ale jako obserwator relacji pomiędzy twórcą i czytelnikiem. Chłodno zastanowić się, czy na tym kolejnym zdaniu, kolejnym przymiotniku, czasowniku, który właśnie wychodzi spod mojej ręki czytelnik zyska, coś dzięki niemu zrozumie, pchnie go w opowieści do przodu, czy może tylko będzie to pianie, samozachwyt nad nowym pomysłem, "popisówka".
No i tutaj nie ma piania, samozachwytów, popisówek. Jest za to dobry styl i całkiem precyzyjnie poprowadzona opowieść o życiu lustra, będącego analogią życia człowieka wrażliwego, mającego swoje wzloty i przede wszystkim upadki, łaknącego miłości. Jest ładna puenta w postaci tej myśli, że każdy z nas dąży do tego, aby przestać być samotnym, odbić się w tej drugiej połówce, jej oczach, myślach i poczuć ukojenie.
Gdybym był jurorem w jakimś talent show powiedziałbym, że jestem na tak. :)



Awatar użytkownika
Zoja
Szkolny pisarzyna
Posty: 38
Rejestracja: śr 11 gru 2013, 16:45
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: Kobieta

Postautor: Zoja » czw 12 gru 2013, 15:42

Temat niby banalny, stary jak literatura: dążność człowieka do wyjścia z samotności, poszukiwanie w życiu czegoś, co sprawi, że przestanie być przeźroczystym, pustym jak lustrzana tafla. pragnienie spotkania na swojej drodze kogoś podobnego, kto zapisze się w jego życiu i wzajemnie, podmiot-lustro też zaznaczy się czymś wyraźnym w życiu drugiej istoty-lustra, równie samotnej. To prawda, że ten motyw nie jest specjalnie oryginalny, ale jakże oryginalny jest pomysł formy, w której go ująłeś! Wielkie ukłony dla Cię za to i ogromne wyrazy podziwu. Nie tylko za pomysł, ale i konsekwentne jego wykonanie.Wyraziłeś główną myśl krótko i zwięźle, bez zbędnych wyjaśnień, po mistrzowsku wręcz posługując się odpowiednimi środkami wyrazu.
Jestem pełna podziwu i uważam ten tekst za uroczy.
pozdrawiam serdecznie.


..."Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."...

J.W Goethe "Faust"

Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mortal One » czw 12 gru 2013, 21:26

Dziękuję za obie recenzje. Co do tworzenia "na zimno" - fakt, starałem się tak to pisać. Najpierw musi być oczywiście faza flow, w której wyrzucam z siebie główną myśl, a dopiero potem następuje właściwa dłubanina. Mimo to i tak - kiedy czytam tekst dzisiaj - wydaje mi się on mocno niedopracowany. I pod względem językowym, i konceptualnym. Ale minęły prawie trzy tygodnie od czasu, gdy to pisałem, więc w sumie nic dziwnego (zwłaszcza że mam klasyczną przypadłość twórcy i nie mogę patrzeć na większość rzeczy, jakie kiedykolwiek napisałem). Jeszcze raz dzięki.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2369
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 26 mar 2014, 14:21

Mortal One pisze:z każdym następnym jego chód nabiera tempa. I z każdym następnym coraz bardziej uświadamia sobie
Z podmiotów domyślnych dostajemy chód, który sobie coś uświadamia. Na logikę każdy załapie, o co chodzi, ale jednak niezgrabnie to wyszło.

Warsztatowo gładko, płynnie, styl przyjemny, uporządkowany. Przyjąłeś pewną formę i zrealizowałeś ją konsekwentnie i całkiem skutecznie. To jak najbardziej na plus.

Jeśli chodzi o treść, to dla mnie jakoś strasznie łopatologiczne wyłożyłeś to życie i stosunki międzyludzkie. Ubrałeś je w inny kostium, ale poza tym nie wniosłeś wiele nowego. Sam kostium też jak dla mnie trochę niedopasowany...

Jest ten człowiek-lustro, ale z tej metafory niewiele wynika. Chłonie obrazy, filmy, sporty. Poznaje ludzi, to znów jest samotny... Jakbyś opuścił lustro i pisał po prostu o człowieku, robiąc z tunelu metaforę życia czy coś w tym stylu, wyszłoby tak samo dobrze. Może tylko odpadałby ten (fajny zresztą) tekst o stanięciu rybie odłamkiem w gardle. Zabrakło mi czegoś, co by podkreśliło, że ta metafora ma jakąś głębszą rolę i jakiegoś świeższego spojrzenia, ciekawszej myśli...

To wszystko jest... w porządku. Solidnie wykonana praca. Ale jednak nie porywa.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Zero-Zero
Zarodek pisarza
Posty: 14
Rejestracja: pn 24 mar 2014, 22:14
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Zero-Zero » śr 26 mar 2014, 23:58

Rozumiem z tego tekstu dokładnie tyle, ile zrozumiała z "Dziadów" po pierwszym przeczytaniu. Czyli nic. Przepraszam, nie rozumiem. Może i bym zrozumiała, gdybym czytała to ciut uważniej, ale po prostu nie jestem w stanie. Pierwszy akapit wywołuje u mnie skojarzenie "Boże! Zupełnie jak w szkole! Nieeee, uciekam stąd". Ale cóż, ja zawsze byłam raczej miłośniczką czytadeł :) To chyba kwestia gustu.

Za to do języka nie można się przyczepić :) A to dobrze, bo z dobrym językiem można zrobić, co się chce.



Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mortal One » ndz 30 mar 2014, 12:13

Dziękuję za obie recenzje.

Jeżeli chodzi o zrozumiałość tekstu, to osobiście uważam go za jeden z najprostszych, jakie napisałem. Właśnie za taką mało odkrywczą, solidnie wykonaną pracę, która jednak nie porywa.




Wróć do „Archiwum Miniatur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość