Partia szachów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Partia szachów

Postautor: major sedes » czw 28 lis 2013, 20:02

„Partia szachów”

W przestrzeni pustej jak próżnia, w klatce stworzonej z sufitu ścian i podłogi, do partii szachów zasiadło dwóch pewnych swego. Ambicje obydwu sięgały najwyżej rozstrzygnięcia pojedynku, którego zakończenia można było nie być pewnym. Aczkolwiek wykluczając sytuację patową, każda rozgrywka wyklucza przegranego a nobilituje zwycięzcę.

- Choć, usiądź, figury już ustawione.
- Ok., widzę ze to ja rozpoczynam, białe zaczynają.

Czy myślał, że istnieją szachy przestrzenne jak to miejsce, w którym przyszło się spotkać? Czy wyobrażał sobie, że są figury, których przestrzeń manewru wykracza poza płaszczyznę szachownicy? Raczej byłby przecząco nastawiony a jeśli już to, zgodziłby się tylko czysto metafizycznie. Uznałby koncept jako coś łechtającego jego wyobraźnię.
- Miałeś z nim kontakt? – Zapytał zadumany, pogrążony w zawikłaniach partii.
- Miałem – powiedziałem wiedząc, że jeszcze o cos zapyta.
- To, jaki on jest? – Zapytał po prostu.

Trudno opisać, jaki ktoś jest nie zubażając tym samym czyjejś osobowości. Opis zawsze będzie karykaturą. Nawet, gdy będzie bardzo zbliżona do rzeczywistej postaci. Ponadto byt, o który zapytał, nie był figurą z szachownicy, nie miał swej funkcji na polu bitewnym i było to coś bez nazwy i pozycji.
- To, co z nim – zapytał zniecierpliwiony
- Słuchaj, fenomenalnie, nawet nie wiesz, o co pytasz.
- Tak? Czyżby? A co to za cudo?
- On jest jak wielka Jednia, w nim wszystko stanowi jedno ze wszystkim i jest tym samym, każdym w ogóle i w wyjątkach.
- Ciekawe, bo ja myślałem o człowieku, a ty....o czym innym prawisz.

Partia rozruszała się w ciekawą konstelację. Przejściowy impas przeobraził się w pełną napięcia akcję. Przeciwnik potrafił przewidzieć pięć ruchów na przód,
- Słuchaj, wyobrażasz sobie szachy przestrzenne?
- Nie bardzo,
- A on właśnie taki jest, że w to wierzy.
- Oszalał
- To jest możliwe, także moim zdaniem. Oczywiście żaden człowiek nie umiałby w to grać, ale on właśnie nie jest człowiekiem, więc jemu łatwo mówić.
- To, kim on jest?
- On jest kulą światła, właściwie to nie kulą, bo kula ma swe ograniczenie, on jest samym światłem, ale kulistym.
- To tak jakby pokuj z czterech ścian zawierał się w kuli, kwadratura koła tylko, że przestrzenna.
- No widzisz, teoretycznie jest to możliwe.
Szachy są grą miażdżącą dla koncentracji. Wzbogacenie tej gry o dodatkowy element przestrzenny o trzecia oś współrzędnych jest wywindowaniem w geometryczne niebiosa. A co zrobić z faktem, że to wszystko zawiera się jeszcze w kuli. Ot bańka mydlana.
- Wyobraź sobie, że sześcian z ośmiu pół, razy osiem, razy osiem to wszechświat, który on otacza, tą świetlistą kulą.
- To znaczy, że jesteśmy pojmani, i nasze ruchy to iluzja. On zna wszystkie posunięcia.
- To mandala proszę ciebie, więcej nie ma nic.

Być mandalą, być monadą i centrum świetlistej kuli, oto me marzenie, być wolnym i ogarniać wszystko dokoła. Być gwiazdą na niebie, świecić wokoło w mrocznym niebie. Do tego trzeba dążyć, do absolutu. Wydobyć się z przestrzeni, wkroczyć do czwartego wymiaru.
- Co koleżko, szach i mat. Nie umiesz wygrać na płaszczyźnie to i nie wygrasz w przestrzeni.
- Teraz dopiero wygrałem, przegrywając. To niezła sztuka grać i rozmawiać o kierunku prowadzącym wzwyż.
- To gdzie on jest?
- Kto?
- No ten czwarty wymiar?

Po słowie mat cała moja wyobraźnia przestrzenna implodowała, zniknął pokuj i towarzysz gry. Wszystko, ale to wszystko ogarnęło światło, którego nikt jeszcze nie widział. Po rozbłysku w miejsce bezbarwnego jak dotąd otoczenia pojawił się nowy gracz i inna szachownica; duża, z dobrze wymodelowanymi figurami i pionkami z drewna. Oparci o stół spostrzegliśmy popielniczkę i dwie filiżanki kawy, do połowy odpite. Tym razem czarne zaczynały.
- Twój ruch, poprzednią partie przegrałeś- Powiedział przeciwnik.

Był to rosły murzyn, z bujnymi dredami sięgającymi do ramion. Ubrany w T-shirt i dżinsy, a na głowie miał niebieski beret. Typowo jak na te porę roku i jak na tę porę dnia. Było popołudnie. Siedzieliśmy przy oknie w kawiarni, w której sprzedawano także słodycze i haszysz. Przy stolikach obok także grali w szachy lub warcaby. Z okna widać było grupki młodych ludzi siedzących na trawniku i mocno rozbawionych. Słodki zapach unosił się w powietrzu. Było rześko, okna były otwarte i dmuchały wentylatory.
- Wiesz, ja myślę tak: czwarty wymiar to fikcja.
- Czemu, to oczywistość ,że istnieje.
- Istnieje, ale tylko w teorii.
- No praktycznie to ziemia jest płaska, i ta wiedza wystarcza do chodzenia po ulicach.
- No właśnie, wiedzieć a widzieć to różnica.
- Nie, źle gadamy, jest tylko trzeci wymiar, czyli przestrzeń, a czwarty to czas. A są ludziska ze świadomością, do której nie dochodzi nawet przestrzeń. Tacy grają w szachy uważając, że to największa z możliwych maestria.
- Ty mówisz, że to nie wszystko?
- Tak mówię, to nie wszystko.
- To co ty wiesz lub widzisz? Gdzie byłeś?
- Byłem gdzieś, nie wiem gdzie, bo w tamtej przestrzeni był tylko gracz i szachownica. I rozmawiałem z gościem o szachach przestrzennych. Teraz widzę ciebie i kawiarnię i tych wszystkich ludzi, ale rozmowa jest na ten sam temat. Zmieniło się tylko umiejscowienie a moja idea jest jak gra.
- Jeśli tak to znowu przegrasz, zejdź na ziemie kolego. Szach i mat.

Zawsze długo trzeba czekać by usłyszeć słowo mat. Szachy to uczciwa gra, koniec jest taki, na jaki kto zasłużył. Mat to słowo zastrzeżone dla dobrego gracza, dla dobrej roboty. I tym razem po przegranej partii wielki oślepiający rozbłysk światła przeniósł sytuację w inne miejsce. Była tam ławeczka, skwer i małe drzewko oraz siedzący starszy pan z szachownicą pod pachą. Podszedłem i przywitałem się.
- Grywa pan? – Zapytałem odważnie.
- Właściwie to przegrywam. –Odpowiedział smutny. Widzisz to drzewko, które tu rośnie? Jak urośnie nada się na szachownicę i figury. Takie może być jego przeznaczenie. Szachy mnie pokonały. Mój ojciec nauczył mnie grać, gdy miałem osiem lat. Nie był świadomy, że gdy chce się wykończyć człowieka wystarczy nauczyć go grac w szachy. To pasja, która rujnuje normalne dzieciństwo.
- To nie zabawa.- Odparłem rozumiejąc.

Siedzieliśmy pogrążeni w milczeniu i docierała do nas powaga losu. A drzewko niepostrzeżenie rzuciło cień, który popełzł i przyćmił szachownicę. Jedno zerknięcie słońca zza chmury wypełniło nasze ślepe losy przestrzenią i czasem. Chciałem poratować go dobrą radą i do głowy przyszło mi jedno:
- Ja wiem, że gra nie daje ci już radości, jest dla ciebie bolesną utratą, ale zagraj ze mną proszę.
Bez słowa rozłożył szachownicę na ławeczce i zaczęliśmy partię. Ręce mu drżały. Od dzieciństwa przywiązany do szachów mógł czuć się za każdym razem jakby grał z ojcem. Teraz, gdy życie tworzyło dla niego zawikłane konstelacje na szachownicy teraz był dobry moment żeby mu pomóc.
- Widzisz, może grasz ze mną jak ze śmiercią o własne życie, a o taką stawkę każdy
- kiedyś przegra. Wtedy słowo mat znaczy tyle, co ostatni oddech. Jakże mocarne bywa to słowo. Spędziłeś życie na grze w szachy i dobrze je spędziłeś, to szlachetne i uczciwe zajęcie. Tylko, że gdy zapomnisz o szachach twoje życie będzie pustką, w której nic innego nie miało miejsca. Ponieważ ty jesteś tą bańką okalającą świat, tą przestrzenią statyczną, w której wszystkie posunięcia są względem siebie logiczne.
- To prawda mój chłopcze. Jestem takim miejscem, w którym spotyka się pasja i zniszczenie. Jestem miejscem geometrycznym, próżnią ruchów, wielką bańką i nie mam przeszłości, czyżby mnie szukałeś i o mnie chcesz mówić innym?
- Mówiłem już o tym nie raz, a dopiero teraz to się ziściło. Znalazłem Cię.



Awatar użytkownika
Prim_E_Chum
Szkolny pisarzyna
Posty: 29
Rejestracja: wt 06 mar 2018, 18:16
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Prim_E_Chum » czw 28 lis 2013, 23:03

W przestrzeni pustej jak próżnia, w klatce stworzonej z sufitu ścian i podłogi, do partii szachów zasiadło dwóch pewnych swego. Ambicje obydwu sięgały najwyżej rozstrzygnięcia pojedynku, którego zakończenia można było nie być pewnym. Aczkolwiek wykluczając sytuację patową, każda rozgrywka wyklucza przegranego a nobilituje zwycięzcę.


Aczkolwiek opinię, wykluczając, oczywiście i ostatecznie, ale nie bez możliwości odwrotu, sformowałem. I nie wiem, czy można by było być jej pewnym, choć nobilitacja zwycięża, rozgrywka angażuje, a sytuacja patuje. Zwyciezcę.



Awatar użytkownika
Thug
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 29 paź 2012, 22:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Thug » sob 30 lis 2013, 18:32

Uła. Patrząc na tytuł, spodziewałem się jakiegoś filozofowania. To co zobaczyłem, przerosło moje oczekiwania, ale nie mogę powiedzieć, że pozytywnie. Czytanie tego było męczące.
Po przeczytaniu całości i trawieniu tego, przyszło mi do głowy, że postanowiłaś ubrać jakąś wielką, niezbyt sprecyzowana teorię, w cienką, siateczkową bluzkę fabuły.

W przestrzeni pustej jak próżnia, w klatce stworzonej z sufitu ścian i podłogi, do partii szachów zasiadło dwóch pewnych swego. Ambicje obydwu sięgały najwyżej rozstrzygnięcia pojedynku, którego zakończenia można było nie być pewnym.


Pierwsze zdanie. Co zrobili - zasiedli. Ilu? Dwóch. Jakich? Pewnych swego? Kto?

Dwóch i obydwu. Nie jestem pewny czy to powtórzenie, ale mi to tak blisko siebie gryzie.

- Ok., widzę ze to ja rozpoczynam, białe zaczynają.

Poza podwójnym znakiem interpunkcyjnym. To zdanie dla mnie jest jak: Mamy zwłoki. I to martwe.
Dalej masz zdanie "Tym razem czarne zaczynały" Ja grałem tylko trochę i to dość dawno, ale jestem pewnym, że uczono mnie, iż białe zawsze zaczynają.
Raczej byłby przecząco nastawiony a jeśli już to, zgodziłby się tylko czysto metafizycznie.
Przecząco nastawiony. Zadziwiające określenie. Do tego interpunkcja. Mała rada której mi udzielono. Czytaj na głos swój tekst. Mi pomaga z większością problemów z przecinkami.

Szachy przestrzenne. On sobie ich nie wyobraża. Ja jako szachy trójwymiarowe mam skojarzenie z tymi od Star Treka.

- Miałeś z nim kontakt? – Zapytał zadumany, pogrążony w zawikłaniach partii.

dialogi

- On jest kulą światła, właściwie to nie kulą, bo kula ma swe ograniczenie, on jest samym światłem, ale kulistym.
(..)
- Wyobraź sobie, że sześcian z ośmiu pół, razy osiem, razy osiem to wszechświat, który on otacza, tą świetlistą kulą.
- To znaczy, że jesteśmy pojmani, i nasze ruchy to iluzja. On zna wszystkie posunięcia.
- To mandala proszę ciebie, więcej nie ma nic.

Ciekawe, a więc ten cały on nie jest częścią wszechświata, bo ma go otaczać.
Mandala nanosi na buddyzm. Nie znam jakoś specjalnie tych rejonów. W niej koło to chyba duch, jaźń, a kwadrat to cielesność, fizyczność życia człowieka. Wszechświat jako kwadrat w tym przykładzie mi nie pasuje. Bo wtedy my, ludzie, nie jesteśmy w pełni częścią tego wszystkiego, a tylko punktem styku, To oczywiście tylko moje zdanie, być może wynikające po prostu z niewiedzy. Jednak ja to ma się owego braku wolnej woli (nasze ruchy to iluzja) Owa przestrzeń z tego jawi się w moich oczach raczej jako szachownica, a gdzie tu coś o tym, że sami nie sterujemy swoimi pionkami (na przykład ciała czerń i ducha?), a ktoś inny?
- No ten czwarty wymiar?

Czwarty wymiar to oczywiście czas. Nie zajarzyłem co rozumie, poprzez wkroczenie do czwartego wymiaru, możliwość poruszanie się po nim w dowolny sposób? W kontekście szachów, to tak jakbyś w każdej chwili mógł zmienić swój trzeci ruch, albo podczas drugiego zobaczyć, co będzie w dwudziestym. Gra przestaje mieć sens, bo jest możliwe tylko znudzenie i pat, gdy obaj to potrafią.
No i skąd ów rozmówca wie, że ten pierwszy rozmyśla o czwartym wymiarze?

- Widzisz, może grasz ze mną jak ze śmiercią o własne życie, a o taką stawkę każdy
- kiedyś przegra.

Wkradł ci się enter i to mnie przeraża. Bo nawet o zerknięciu powinieneś zauważyć mała literę przy myślniku, który wygląda jak dialogowy.
W której wszystkie posunięcia są logiczne. Hmm. Czy aby na pewno? Nawet na szachownicy nie zawsze tak jest, a ma być wokół niej?

Z początku chciałem ci też podkreślać i powtórzenia. Jest ich dość trochę. Zrezygnowałem. Najpierw przestudiuj dialogi, proponowałbym więcej przerw między nimi. Teraz to jakby głosy w próżni, nie miałem obrazu tylko audio. I czytaj na głos tekst. To powinno pomóc z interpunkcją i płynnością.
Dałbym ci zadanie domowe. Napisać to potem jeszcze raz. Poprawić i wrzucić jeszcze raz. Pokazać czy to pomogło, ile się nauczyłeś w korekcie własnego tekstu. Może wtedy będziesz potrafił lepiej dotrzeć do mnie jako do czytelnika. Bo teraz widzę tylko chaos w porównaniu, które chyba nie jest najwłaściwszym.

Oczywiście, to tylko moja opinia, szaraczka. Możesz ją przyjąć, dyskutować, bądź zignorować. Tak czy owak, powodzenia.


-Może jak będę dużym chłopcem, ludzie będą mnie prosić o pomoc.
-Albo żebyś się przesunął.


Wróć do „Archiwum Miniatur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości