Pustka

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Pustka

Postautor: Mortal One » wt 31 gru 2013, 13:57

Początek opowiadania - mogą wystąpić wulgaryzmy.
_________________

Psst – szepnęła do mnie konspiracyjnie kolejna otwierana puszka coli. Poprzednie leżały gdzieś pod moimi nogami. Ile ich było? Nie wiem. Nie sądzę, żebym był w stanie je wtedy policzyć. Wcześniej było piwo, dużo piwa, ale piwo się skończyło.
Psst – kolejna. Psst – i kolejna. Psst. To nasza tajemnica. Psst. Chodź do mnie, wypij mnie, nikt się o nas nie dowie. Psst. Ja cię zrozumiem, dam ci to, czego najbardziej potrzebujesz. Psst. Tak, tak... wypełnię Pustkę.
Psst. Psst. Psst.
Dość. Pęcherz zaczął coraz mocniej dawać się we znaki. Wstałem, potykając się o walające się po podłodze śmieci, i jak najszybciej pomknąłem do łazienki. Pomknąłem to może za dużo powiedziane – właściwie to zataczałem powolne kółka jak mucha, która obudziła się przedwcześnie ze snu zimowego. Prowadziła mnie ręka. Ona znała drogę. Szafka. Framuga. Ściana. Ściana. Kaloryfer. Okno. Ściana. Ściana. Drzwi.
Pstryknąłem włącznik światła, oślepiło mnie. Nie miałem czasu czekać, aż znikną powidoki. Przynajmniej nie musiałem walczyć z rozporkiem; roztropnie nie zapinałem go wcześniej. To nie był mój pierwszy kurs na linii sypialnia – łazienka tamtej nocy.
Uff. Zdążyłem. Kiedyś, kiedy byłem równie zalany, co teraz, w jakimś strzępku myśli pośród ogólnej bezmyślności, otępienia i bólu głowy przyrzekłem sobie, że skończę z tym raz na zawsze, kiedy po raz pierwszy nie zdążę. To chyba dlatego zawsze tak się spieszyłem. Taaaak… pozostało więc tylko wcisnąć spłuczkę i szszszuuuuuuu! Dać sąsiadom kolejny powód, żeby mnie znienawidzili za nocne hałasy.
I z powrotem. Drzwi. Ściana. Ściana. Okno. Kaloryfer. Ściana. Ściana. Framuga. Szafka. Psst.
Tamtej nocy po raz pierwszy nie zdążyłem.
***
- Następny! - Od samego początku nie podobał mi się ten głos. Był władczy, przenikliwy i wbijał się w uszy bolesnym klinem. Tak zawsze wyobrażałem sobie głos siostry Ratched, kiedy czytałem „Lot nad kukułczym gniazdem”. Głos Kombinatu karcący nieposłuszny trybik, pokazujący mu, gdzie jego miejsce.
- Przepraszam, kto jest następny?!
Cholera, zamyśliłem się. Siostra Ratched będzie miała pierwszy dowód mojej winy. Westchnąłem i napiąłem mięśnie, powoli się podnosząc. Później postawiłem pierwszy krok. Drugi. Trzeci. I czwarty. Miałem wrażenie, że ktoś wlał mi do głowy gorący ołów. Ciążyła ku ziemi i ani chybi zaraz spadłaby z szyi, gdybym tylko stracił równowagę. Jej utrzymanie było o tyle trudne, że jednocześnie musiałem patrzeć pod siebie – światło jarzeniówek było nie do zniesienia. A jednak… udało się. Minąłem metę, wtoczyłem się do środka i pozwoliłem zamknąć za sobą drzwi.
- Proszę usiąść – powiedział uprzejmie Głos. Mimo tej uprzejmości dało się wyczuć w nim jakąś nutę zniecierpliwienia, i to właśnie ona kazała mi się pośpieszyć. Opadłem ciężko na podsunięte mi krzesło. Usłyszałem, jak Głos przechodzi za moimi plecami, mija mnie z lewej strony i siada za biurkiem.
- Pan…
- Urban. Jacek Urban.
- Dobrze, że nie Jerzy. Tylko polityków by mi tu brakowało…
Nie odpowiedziałem. Zamiast tego ukradkiem przyjrzałem się Głosowi. Głos miał około czterdziestu lat, surową, pociągłą twarz, spięte w kok blond włosy, lekki makijaż i skromny sweter. A nazywał się Ewa Potocka, dla mnie pani psycholog. Ale wtedy jeszcze nie liczyła się jako osoba. Ona była tylko ustami, przez które przemawiał Kombinat. Musiała być bardzo zajęta wyszukiwaniem mnie w bazie danych, bo nie zwróciła uwagi na to, jak dość niedyskretnie wpatrywałem się w jej obfity biust. Poczułem znajomą twardość w kroczu.
- Pan nie jest stąd? – spytała, kiedy upewniła się co do prawdziwości mojej egzystencji. Spojrzała na mnie badawczo. W dłoni trzymała długopis, zawieszony jakiś centymetr nad leżącym na biurku wściekle czerwonym Notesem. Ta czerwień mnie ostrzegła.
- Nie.
Skrob, skrob – długopis zaczął pracować.
- Studiuje pan?
- Tak.
Skrob.
- A co konkretnie?
Nic. Chlanie po nocach. Zacisnąłem usta i odwróciłem wzrok. Jej spojrzenie było równie przeszywające, co sam Głos.
- Jeżeli mam panu pomóc, muszę coś o panu wiedzieć.
- Psychologię – skłamałem.
Skrob.
- O! W takim razie co pan tu robi?
- A jak pani myśli, po co większość ludzi idzie na psychologię? – burknąłem. Nie chciałem być miły. Nie dla niej. To, że znalazłem się w tamtym gabinecie, wcale jeszcze nie znaczyło, że chciałem rozpocząć terapię. Dobrze, zgoda, jakaś bardzo mała część mnie chciała. Niektórzy nazywają ją rozumem.
- …wiem, po co – wyrwał mnie Głos z zamyślenia. – Nie sądzę, żeby te studia zmieniły się jakoś diametralnie przez ostatnie dwadzieścia lat. Na którym…
Tak. Czyli musiała być dobrze po czterdziestce. Mogłem się wtedy założyć, że przechodziła właśnie menopauzę. Pewnie dlatego była taka natarczywa – myślałem.
- Przepraszam, słyszał pan moje pytanie?
- Nie… może pani powtó… powtórzyć? – Pobudka, pobudka, pobudka! Obudź się, człowieku!
- Na którym jest pan roku?
- Pierwszym.
Skrob.
- I co, jak pan znajduje te studia?
- Dobrze… w sumie to dobrze wiedziałem, czego się po nich spodziewać. Nie było jakiegoś rozczarowania.
Skrob.
- A czego się pan spodziewał?
- Odrobiny luzu. Wie pani… bez rodziców jest spokój. Nikt mi tu nie każe wstawać o siódmej rano, mogę wracać, o której chcę… no, mam spokój. – Wiedziałem, że plotę ostatnie bzdury, ale w tamtej chwili nie stać mnie było na nic lepszego. I wpadłem.
- To dosyć oczywiste. Pytałam raczej o samą naukę, przedmioty…
Cisza. Po prostu mnie zatkało.
- Naprawdę pan studiuje?
Skrob, skrob, skrob. Długopis notował zawzięcie. Chciała mnie poznać, zapisać w swoim czerwonym Notesie, wydrzeć moją tajemnicę, moją istotę, a potem zrobić z nią wszystko to, co każe jej Kombinat. To mi przypomniało teorię jakiegoś greckiego filozofa, bodajże Leukipposa. Kiedy patrzymy na jakiś przedmiot, odrywa się od niego jego podobizna, która następnie trafia do naszych oczu. Ta kobieta odrywała ode mnie moje podobizny i miałem wrażenie, że im więcej ich miała, tym mniej było mnie samego. Nie mogłem jej na to pozwolić.
- Tak, do cholery!
- Proszę nie podnosić na mnie głosu. Jeżeli pan chce, możemy w tej chwili zakończyć terapię.
Pięć minut później byłem już w tramwaju.
***
Psst.
***
Wyglądała dokładnie tak, jak ją wtedy zostawiłem. Prosty sweter, blond włosy spięte w kok i lekki makijaż. W ogóle miałem wrażenie, jakby te kilka tygodni przerwy było tylko chwilą. Jakbym zmienił wtedy zdanie, zawrócił tuż przed wyjściem z przychodni i poszedł ją przepraszać jak nieposłuszne dziecko. Teraz rzeczywiście byłem tym dzieckiem, a jej wzrok przepełniała oskarżycielska rezerwa zmieszana z dziwnym rozbawieniem, rozbawieniem, które często widywałem u rodziców karcących swoje pociechy, choć tak naprawdę już dawno im wybaczyli.
- Witam ponownie. Proszę usiąść. – W jej głosie również brzmiała pogodna nuta. Dobrze wiedziała, że wrócę. To uspokoiło tę bardziej rozumną część mnie, choć tę drugą część, tę, która kazała mi wtedy uciec, wprawiło w ponure przygnębienie. Które przybrało na sile, kiedy tylko zobaczyłem na jej biurku znajomy Notes. Otworzyła go.
- Na czym to my… aha. Pan wyszedł – powiedziała, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. I to mnie trafiło. Cholera, to mnie trafiło.
- Przepraszam… źle sypiałem wtedy. Po prostu nie rozumiałem, dlaczego pani musiała zadawać mi tyle tych pytań.
- Skoro studiuje pan psychologię, to powinien pan wiedzieć, że moja praca polega przede wszystkim na stawianiu pytań.
- Tak… wiem… ale możemy dzisiaj porozmawiać o czymś innym? Nie o studiach?
- Dobrze, możemy. Pan mieszka w…
- Mieszkaniu.
Skrob.
- Sam?
- Sam.
Skrob.
- To ciekawe. Ma pan jakąś pracę?
- Rodzice… - Nie. To nie mogło mi jeszcze wtedy przejść przez gardło.
Skrob, skrob.
- Rozumiem. Z tego, co pamiętam, jest pan po przeprowadzce. Jak pan się czuje w nowym mieście? Nie było żadnych problemów ze zmianą zamieszkania?
- Nie. To znaczy… wie pani, mieszkałem wcześniej w małym miasteczku. Tutaj powietrze jest o wiele bardziej zanieczyszczone.
- To prawda. I nic więcej?
- Nic.
Skrob.
Cisza. Ta z działu „niezręczne”, z najniższej półki, robaczywa i zakurzona.
- To może zrobimy sobie mały teścik…
Cóż, wtedy przynajmniej stamtąd nie uciekłem.
Ostatnio zmieniony pt 23 maja 2014, 09:37 przez Mortal One, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1384
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » wt 31 gru 2013, 15:57

Bardzo mi się podobało. Czyta się lekko, płynnie. Potrafiłeś stworzyć nastrój. To – pozornie infantylne - „skrob” jakoś świetnie się komponuje (choć nie powinno). A pierwsze zdanie już mnie zaskoczyło; rozmawiać z puszką coli to jednak sztuka. I sądzę, że wiesz o czym piszesz.

Tylko jednego trochę nie rozumiem – warto psuć smak po piwie – colą? :roll: Pewnie kwestia gustu.

Mimo tej uprzejmości dało się wyczuć w nim jakąś nutę zniecierpliwienia, i to właśnie ona kazała mi się pośpieszyć.

Zbędny przecinek.



Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mortal One » wt 31 gru 2013, 18:00

Dzięki. A co do psucia smaku po piwie colą, to usprawiedliwienie mam jedno: chciałem tym jeszcze silniej zaznaczyć marność bohatera.



Awatar użytkownika
Kajtus
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: wt 31 gru 2013, 20:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Żywiec
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Kajtus » śr 01 sty 2014, 12:43

Po pierwsze zapraszam do tematu: Akapity na forum. Wszystko jest jednym ciągiem. Na szczęście nie oszczędzałeś enterów, toteż utwór nie odstrasza jeszcze ścianą tekstu, ale mimo to akapity nadają przejrzystości i można powiedzieć, że wtedy tekst jest profesjonalnie przygotowany.

Po drugie poprawiłbym dwie rzeczy, które nie spodobały mi się, aczkolwiek to tylko moja subiektywna ocena.
"Wcześniej było piwo, dużo piwa, ale piwo się skończyło." Wg mnie, w tym zdaniu jest o jedno piwo za dużo. Zmieniłbym na to "ale już się skończyło" albo "ale to, co dobre, się skończyło".
"Po prostu nie rozumiałem, dlaczego pani musiała zadawać mi tyle tych pytań." Wyrzuciłbym słowo "tych" albo dodał po nim jakiś epitet.

Po trzecie chyba czas ocenić.
To, co podoba mi się u Ciebie najbardziej, to naprawdę świetne wyliczenia, liczne wyrazy dźwiękonaśladowcze, a także dialogi, które są na naprawdę przyzwoitym poziomie. Odpowiada mi Twój styl i bardzo przyjemnie się to czyta.

Rozumiem, że to początek całości i będziesz wrzucał ciąg dalszy?

Zastanawiałeś się nad rozbudowaniem trzeciej części? Mamy bohatera, którego poznajemy. Wstęp, pokazanie problemu. Trafia do ośrodka na jakąś rozmowę, z której ucieka, odchodzi, olewa sprawę. Tutaj brakuje mi teraz jakiegoś rozbudowanego opisu. Może jak spotyka kogoś po drodze? Może jak wraca do siebie i zasiada przed telewizorem? To oczywiście mogłoby zostać przerwane w pół zdania i zaczęłaby się czwarta część - tak jak jest.
"Witam ponownie" budzące z przemyśleń.
Taka sugestia. Po prostu przeskok pomiędzy 2 a 4 jest dla mnie za szybki, choć oczywiście, jeśli tego nie zmienisz, opowiadanie dalej będzie OK!

Mortal One pisze:A co do psucia smaku po piwie colą, to usprawiedliwienie mam jedno: chciałem tym jeszcze silniej zaznaczyć marność bohatera.

Ach, jaką marność? Człowiek czasami ma ochotę zabić smak alkoholu i sięga po colę. ;)



Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mortal One » śr 01 sty 2014, 13:18

Dzięki za recenzję. Z poprawkami generalnie się zgadzam - także z zarzutem o brak akapitów, bo rzeczywiście dość ciężko się to czyta. Zostawiłbym jednak tę trzecią część tak, jak jest. Na powrót do domu przyjdzie jeszcze pora, tutaj chodziło jedynie o zasygnalizowanie powrotu do dawnych nawyków i ponownego zrażenia się nimi.



Awatar użytkownika
Kajtus
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: wt 31 gru 2013, 20:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Żywiec
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Kajtus » śr 01 sty 2014, 17:46

Mortal One pisze:Na powrót do domu przyjdzie jeszcze pora, tutaj chodziło jedynie o zasygnalizowanie powrotu do dawnych nawyków i ponownego zrażenia się nimi.

Więc jeśli chodziło tylko o to, to jest naprawdę super i faktycznie nie warto nic zmieniać. ;)

I cieszę się, że zgodziłeś się z poprawkami. :D To znaczy, że może nie czepiam się jakoś bardzo.



Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3667
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » śr 01 sty 2014, 21:49

Ciekawy początek, czytałabym dalej.

Dwie uwagi:

Mortal One pisze:Miałem wrażenie, że ktoś wlał mi do głowy gorący ołów.

Jeżeli ołów został wlany, to musiał być roztopiony, czyli gorący. Ale to mi się w ogóle wydaje za mocne - picie ołowiu to natychmiastowe skojarzenie ze średniowiecznymi torturami, a wlanie go do głowy - przesada. Nadmiar. Coś znaczeniowo lżejszego powinno ten ciężar głowy obrazować.

Mortal One pisze:skromny sweter.

To jest ogólnik (później to się powtarza w postaci "prostego swetra") i to drugi, bo wcześniej jest "lekki makijaż". Takie ogólniki utrudniają wyobrażenie sobie tej postaci. Sweter nie ma koloru, a ma go notes, chociaż zajmuje mniej miejsca w przestrzeni. "Lekki makijaż" oznacza, że twarz wygląda dość naturalnie - ale co to znaczy w przypadku tej konkretnej pani? Przydałyby się konkrety w miejsce ogólników albo (jeżeli bohater nie zwraca na coś uwagi) w ogóle zrezygnuj z wymieniania danej cechy.

Mortal One pisze:Cisza. Ta z działu „niezręczne”, z najniższej półki, robaczywa i zakurzona.

A to mi się bardzo podoba! Wszystko o tej ciszy wiem, wszystko rozumiem. Brawo!

Zatwierdzam weryfikację - Gorgiasz
Ostatnio zmieniony śr 11 cze 2014, 15:50 przez Thana, łącznie zmieniany 1 raz.


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Ryju malowany spróbuj nazwać nienazwane - Lech Janerka

Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mortal One » czw 02 sty 2014, 12:15

Ołów zostawiłbym, jak jest - skłonność do przesady jest ważną cechą bohatera, co zaznaczę jeszcze w dalszej części opowiadania. Ale z następną uwagą już w pełni się zgadzam, pomyślę nad tym. Również dzięki.



Awatar użytkownika
chilipouder
Pisarz domowy
Posty: 128
Rejestracja: pn 02 gru 2013, 16:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: chilipouder » czw 02 sty 2014, 12:53

Fragment mi się spodobał. Zgrabny flirt z puszką coli, choć tematyka dla mnie mało atrakcyjna, przekonał mnie, żeby czytać dalej. Nie zawiodłem się, bo było jeszcze kilka smacznych zdań.
Dla mnie "Pssst" w trzeciej części mówi wystarczająco wiele, aby być łącznikiem pomiędzy częścią drugą i czwartą. Zawiera się w nim zwięzła informacja o podejściu do terapii, ale i podejściu bohatera w ogóle, który ucieka od konfrontacji z życiem w alkohol, choć się już z nim tak nie przyjaźni, bo jednak wraca na terapię.
Na tle dobrych opisów i celnych porównań w mojej subiektywnej ocenie dialogi wypadają trochę gorzej. Choć wymiana zdań pomiędzy bohaterami jest płynna i dobrze podkreślona wtrąceniami, to wypada drętwo, nawet jak na pierwszą rozmowę pomiędzy dwojgiem ludzi. To opinia oparta na moich odczuciach. Niestety nie potrafię wskazać palcem w tekście, co sprawiło, że tak właśnie sądzę.



Awatar użytkownika
Mortal One
Szkolny pisarzyna
Posty: 33
Rejestracja: ndz 25 mar 2012, 15:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mortal One » pt 03 sty 2014, 14:05

Dziękuję za opinię. Wrażenie drętwoty w dialogach może brać się stąd, że obie postacie, jego - opornego pacjenta - i ją - typową panią psycholog - przedstawiłem w dość schematyczny sposób. Jednak zapewniam, że w obu wypadkach był to celowy zabieg. On ją chciał widzieć w roli nudnej i wścibskiej terapeutki, z kolei siebie - nękanej przez nią ofiary, która tak naprawdę właśnie tego nękania chciała... a przynajmniej ta niewielka jej część, którą niektórzy nazywają rozumem.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości