"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Postautor: Mandragora » śr 15 sty 2014, 12:46

"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Postanowiłam wstawić ten niedługi fragmencik, gdzie w końcu pojawiają się zombie (bo jak dotąd, mimo sugestywnego tytułu nie pojawił się ani jeden zombiak :) ). Co prawda to tylko krótka, obrazowa scenka z ich udziałem, ale to zawsze coś.

Fabularnie to tylko strzęp całości, więc pewne kwestie będą niestety niezrozumiałe.

Link do pierwszej części rozdziału I : http://weryfikatorium.pl/...pic.php?t=15062
Link do drugiej części rozdziału I : http://weryfikatorium.pl/...pic.php?t=15122
Link do rozdziału II : http://weryfikatorium.pl/forum/viewtopic.php?t=15217

ZAWIERA WULGARYZMY

..........................................................................................................................

Wyciągnięcie z roztrzęsionego naukowca jakichkolwiek informacji, wydawało się nierealne. Facet nie dość że trząsł się jak naszpikowany żelatyną to na dokładkę wyrzucał z siebie przeróżne bezsensowne słowa z częstotliwością karabinu maszynowego.
- Do diabła Harris, zróbże z nim coś!
John kręcił się niespokojnie wokół mężczyzny w białym kitlu, nerwowo mierzwiąc włosy obiema rękami. Oczywiście, że facet przeżył piekło, ale nie on jeden. Obecnie wystarczyło wyjść na ulicę żeby poczuć się jak w czarciej jamie, pełnej wygłodniałych, obleśnych demonów. Najbardziej dobijał fakt, że koleś miał najwyraźniej coś wspólnego z całym tym bałaganem, być może on albo chociaż jacyś jego kumple otworzyli „piekielne bramy”. Cholera wie. Nie bez kozery znaleźli go, zamkniętego w głównym wozie centrum kryzysowego. Nie bez przyczyny przed jego imieniem na identyfikatorze, jak się wydawało, wymieniono kilka różnych tytułów. Tylko jak mieli się czegokolwiek dowiedzieć, skoro jego kontakt z rzeczywistością ograniczał się obecnie do wciągania i wypuszczania powietrza z płuc? John nachylił się nad facetem, wspierając dłoń na oparciu krzesła.
- Człowieku, weź się w garść! Musisz nam powiedzieć co tam się do cholery stało! Masz coś wspólnego z tym bajzlem?!
Mężczyzna nie reagował. Mimo iż twarz Johna znajdowała się zaledwie kilkanaście centymetrów od niego, wydawał się go nie zauważać. John uderzył pięścią w oparcie, wyprostował się i zwrócił do Harrisa.
- Nie wiem. Naprawdę, nie wiem. Jemu chyba odpierdoliło. Kompletnie nie kontaktuje. – Bezradnie rozłożył ręce.
Harris stał wsparty o ścianę i jak dotąd w milczeniu obserwował całą sytuację.
- Facet jest w szoku. Widziałem już podobne przypadki – odparł spokojnie.
- I co? Nie można nic z tym zrobić?
- Nie znam się na tym. Jestem tylko policjantem. – Wzruszył ramionami.
John zaczynał się niecierpliwić. W budynku znajdowało się czternaście osób. Każda jedna w takiej sytuacji, bezużyteczna jak włosy na dupie. Dlaczego on jeden musiał się wszystkim zajmować? Wydawało mu się, że Harris będzie najbardziej ogarnięty z nich wszystkich i chociaż połowę roboty weźmie na siebie. Jemu jednak najwyraźniej, najbardziej pasowała posada doradcy. Gdyby chociaż jego rady i sugestie były w jakiś sposób pomocne... Co mu z tego, że Harris stwierdził, iż koleś gibający się na krześle jest w szoku, skoro nie wiedział co ma dalej z tym fantem robić.
- Myślisz, że mu to minie? – zapytał mierząc wzrokiem naukowca.
- Nie mam pojęcia. Nie jestem psychologiem. – Odbił się od ściany i podszedł do Johna. – Ludzie po ciężkich przeżyciach często się tak zachowują. Oddajemy ich w ręce specjalistów i czekamy, aż będą w stanie cokolwiek nam powiedzieć – wyjaśnił.
- Ile to może potrwać? – Wskazał na faceta. – Kiedy będzie w stanie nam cos powiedzieć?
- A skąd mam wiedzieć! Mówiłem: Nie jestem psychologiem!
- Tu by się raczej psychiatra przydał. – John znowu nachylił się nad mężczyzną. Rozprostował wygięty identyfikator przypięty do kitla. – Profesor , doktor habilitowany Roman Wejtovyc – przeczytał. – Tutaj jest zabrudzone. – Zdrapał zeschnięta krew z plakietki. – No proszę. Nasz doktorek ma nawet stopień majora.
- Wojskowy? – zapytał Harris.
- Na to wygląda. – Puścił plakietkę, po czym sprawdził węzły. Najwyraźniej nie mylił się twierdząc, że lepiej mieć tego gościa pod kontrolą. – Wiadomo. Jak coś się pieprzy, to wojsko zazwyczaj ma w tym jakiś udział. – Wytarł ręce o nogawki. – Popilnujesz go? Ja pójdę sprawdzić co z resztą.
- Nie ma sprawy. W razie czego cię zawołam.
- W razie czego po mnie przyjdź, a jak będzie trzeba , przywlecz go ze sobą.
- Załatwione.
John skinął głową i pobiegł ku głównemu wejściu. Przemierzanie hallu pustego centrum, było cholernie przytłaczające, a świadomość że za cienkimi ścianami przetaczają się hordy zombie, wywoływała zimne dreszcze i gęsią skórkę. Wystarczyło przez chwile być samemu i człowiek zaczynał naprawdę się bać.
Tymczasem truchtem minął aptekę i znalazł się przy głównych drzwiach. Od razu spostrzegł, że praca szła całkiem szybko. Mur miał już pięć warstw i jak na twór wykonany przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o budowlance, prezentował się całkiem nieźle. Zbliżył się do jego krawędzi i aż go zmroziło kiedy zajrzał na drugą stronę. Na ogromne drzwi z hartowanego szkła, napierało kilkanaście , może kilkadziesiąt zakrwawionych, okaleczonych postaci. Dociśnięte do szyb ciała, drapały i uderzały pozostawiając wszędzie smugi czerwonej mazi. Jęk jaki przy tym wydawały drażnił uszy. John poczuł ucisk w żołądku i mimowolnie zrobił dwa kroki w tył o mało nie wpadając na Eddy’ego.
- W porządku John?
- Co? – Przez chwilę czuł się zbyt zdezorientowany, żeby zrozumieć kto do niego mówi.
- Pytam się czy wszystko w porządku. Nie wyglądasz najlepiej.
- I kto to mówi. – natychmiast się wyprostował i szelmowsko zmrużył oczy. – Odpocznij trochę. Zastąpię cię.
- Nie trzeba. Nie jestem jeszcze zmęczony. – Mimo to otarł pot z czoła. – Jak tam ten naukowiec którego przywieźliście?
- Harris mówi, że jest w szoku. Więc póki co nic z niego nie wyciągniemy.
- To znaczy, że się nie odzywa?
- Nie odzywa to mało powiedziane. Facet wygląda jakby postradał rozum.
Edd miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale John musiał mu przerwać.
- Skąd ich tylu? – Skinął głową na drzwi. – Ze dwie godziny temu przy wejściu było pusto.
Eddy usiadł na workach z cementem. Był jednak zmęczony i to bardzo.
- Schodzą się od waszego przyjazdu. To pewnie te co szwendały się w pobliżu. Musiały iść za samochodem, później przyciągnął ich hałas betoniarki, a teraz - mówił masując sobie łydki – chyba jedne ciągną do drugich. Ale nie przejmuj się – dodał widząc, że John nieznacznie pobladł. – Stary Carl mówi że nie przedrą się przez drzwi. Nawet jeśli, to zatrzyma ich mur.
- Mur jest jeszcze surowy – zauważył John. – Wystarczy że się o niego oprę i wszystko poleci.
- Carl mówi, że do jutra zwiąże i będzie można murować wyżej. Zaczniemy też domurowywać kolejne rzędy. Tak że za około tydzień powinniśmy mieć tu ścianę grubości ośmiu rzędów pustaków, dodatkowo wzmocnioną w środku dwoma rzędami czerwonej cegły i blachy. Do tego czasu drzwi spokojnie wytrzymają. Zresztą, według Carla w ogóle nie powinny się rozwalić.
- Mhm . Dobrze. Gdzie znajdę Carla?
- Poszedł do biura, jeszcze raz przejrzeć plany budynku.
...
Ostatnio zmieniony pn 24 mar 2014, 23:06 przez Mandragora, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Zoja
Szkolny pisarzyna
Posty: 38
Rejestracja: śr 11 gru 2013, 16:45
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: Kobieta

Re: "Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Postautor: Zoja » czw 16 sty 2014, 13:51

Mandragora pisze:"Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Postanowiłam wstawić ten niedługi fragmencik, gdzie w końcu pojawiają się zombie (bo jak dotąd, mimo sugestywnego tytułu nie pojawił się ani jeden zombiak :) ). Co prawda to tylko krótka, obrazowa scenka z ich udziałem, ale to zawsze coś.

Fabularnie to tylko strzęp całości, więc pewne kwestie będą niestety niezrozumiałe.

Link do pierwszej części rozdziału I : http://weryfikatorium.pl/...pic.php?t=15062
Link do drugiej części rozdziału I : http://weryfikatorium.pl/...pic.php?t=15122
Link do rozdziału II : http://weryfikatorium.pl/forum/viewtopic.php?t=15217

ZAWIERA WULGARYZMY

..........................................................................................................................

[akapit]Wyciągnięcie z roztrzęsionego naukowca jakichkolwiek informacji, Tu przecinek zbędny - nie oddziela się przecinkiem bloku podmiotu od orzeczenia. wydawało się nierealne. Facet nie dość przecinek że trząsł się jak naszpikowany żelatyną przecinek to na dokładkę wyrzucał z siebie przeróżne bezsensowne słowa z częstotliwością karabinu maszynowego.zamiast kropki dwukropek
- Do diabła Harris, zróbże z nim coś!
John kręcił się niespokojnie wokół mężczyzny w białym kitlu, nerwowo mierzwiąc włosy obiema rękami. Oczywiście, że facet przeżył piekło, ale nie on jeden. Obecnie wystarczyło wyjść na ulicę żeby poczuć się jak w czarciej jamie, pełnej wygłodniałych, obleśnych demonów. Najbardziej dobijał fakt, że koleś miał najwyraźniej coś wspólnego z całym tym bałaganem, być może on albo chociaż jacyś jego kumple otworzyli „piekielne bramy”. Cholera wie. Nie bez kozery znaleźli go, zamkniętego w głównym wozie centrum kryzysowego. Nie bez przyczyny przed jego imieniem na identyfikatorze, jak się wydawało, wymieniono kilka różnych tytułów. Tylko jak mieli się czegokolwiek dowiedzieć, skoro jego kontakt z rzeczywistością ograniczał się obecnie do wciągania i wypuszczania powietrza z płuc? John nachylił się nad facetem, wspierając dłoń na oparciu krzesła.
- Człowieku, weź się w garść! Musisz nam powiedzieć co tam się do cholery stało! Masz coś wspólnego z tym bajzlem?!
Mężczyzna nie reagował. Mimo iż twarz Johna znajdowała się zaledwie kilkanaście centymetrów od niego, wydawał się go nie zauważać. John uderzył pięścią w oparcie, wyprostował się i zwrócił do Harrisa.dwukropek zamiast kropki
- Nie wiem. Naprawdę, nie wiem. Jemu chyba odpierdoliło. Kompletnie nie kontaktuje. – Bezradnie rozłożył ręce.
Harris stał wsparty o ścianę i "jak dotąd" uznałabym za wtrącenie i oddzieliła przecinkami jak dotąd w milczeniu obserwował całą sytuację.
- Facet jest w szoku. Widziałem już podobne przypadki – odparł spokojnie.
- I co? Nie można nic z tym zrobić?
- Nie znam się na tym. Jestem tylko policjantem. – Wzruszył ramionami.
[akapit]John zaczynał się niecierpliwić. W budynku znajdowało się czternaście osób. Każda jedna w takiej sytuacji, przecinek tutaj zbędny bezużyteczna jak włosy na dupie. Dlaczego on jeden musiał się wszystkim zajmować? Wydawało mu się, że Harris będzie najbardziej ogarnięty z nich wszystkich i chociaż połowę roboty weźmie na siebie. Jemu jednak najwyraźniej, przecinek zbędny najbardziej pasowała posada doradcy. Gdyby chociaż jego rady i sugestie były w jakiś sposób pomocne... Co mu z tego, że Harris stwierdził, iż koleś gibający się na krześle jest w szoku, skoro nie wiedział przecinek co ma dalej z tym fantem robić.
- Myślisz, że mu to minie? – zapytał przecinek mierząc wzrokiem naukowca.
- Nie mam pojęcia. Nie jestem psychologiem. – Odbił się kto? od ściany i podszedł do Johna. – Ludzie po ciężkich przeżyciach często się tak zachowują. Oddajemy ich w ręce specjalistów i czekamy, aż będą w stanie cokolwiek nam powiedzieć – wyjaśnił.
- Ile to może potrwać? – Wskazał na faceta. – Kiedy będzie w stanie nam cos coś powiedzieć?
- A skąd mam wiedzieć! Mówiłem: Nie jestem psychologiem!
- Tu by się raczej psychiatra przydał. – John znowu nachylił się nad mężczyzną. Rozprostował wygięty identyfikator przecinek przypięty do kitla. – Profesor , doktor habilitowany Roman Wejtovyc – przeczytał. – Tutaj jest zabrudzone. – Zdrapał zeschnięta krew z plakietki. – No proszę. Nasz doktorek ma nawet stopień majora.
- Wojskowy? – zapytał Harris.
- Na to wygląda. – Puścił plakietkę, po czym sprawdził węzły. Najwyraźniej nie mylił się twierdząc, że lepiej mieć tego gościa pod kontrolą. – Wiadomo. Jak coś się pieprzy, to wojsko zazwyczaj ma w tym jakiś udział. – Wytarł ręce o nogawki. – Popilnujesz go? Ja pójdę sprawdzić przecinek co z resztą.
- Nie ma sprawy. W razie czego cię zawołam.
- W razie czego po mnie przyjdź, a jak będzie trzeba , przywlecz go ze sobą.
- Załatwione.
[akapit]John skinął głową i pobiegł ku głównemu wejściu. Przemierzanie hallu pustego centrum, tu przecinek zbędny było cholernie przytłaczające, a świadomość że za cienkimi ścianami przetaczają się hordy zombie, zbędny tu przecinek wywoływała zimne dreszcze i gęsią skórkę. Wystarczyło przez chwile być samemu i człowiek zaczynał naprawdę się bać.
[akapit]Tymczasem truchtem minął aptekę i znalazł się przy głównych drzwiach. Od razu spostrzegł, że praca szła całkiem szybko. Mur miał już pięć warstw i przecinek na otwarcie wtrącenia jak na twór wykonany przez ludzi przecinek nie mających zielonego pojęcia o budowlance, prezentował się całkiem nieźle. Zbliżył się do jego krawędzi i aż go zmroziło przecinek kiedy zajrzał na drugą stronę. Na ogromne drzwi z hartowanego szkła, zbędny przecinek napierało kilkanaście , może kilkadziesiąt zakrwawionych, okaleczonych postaci. Dociśnięte do szyb ciała, drapały i uderzały pozostawiając wszędzie smugi czerwonej mazi. Jęk przecinek jaki przy tym wydawały przecinek drażnił uszy. John poczuł ucisk w żołądku i mimowolnie zrobił dwa kroki w tył o mało nie wpadając na Eddy’ego.
- W porządku John?
- Co? – Przez chwilę czuł się zbyt zdezorientowany, żeby zrozumieć kto do niego mówi.
- Pytam się czy wszystko w porządku. Nie wyglądasz najlepiej.
- I kto to mówi. –"Natychmiast" z dużej litery natychmiast się wyprostował i szelmowsko zmrużył oczy. – Odpocznij trochę. Zastąpię cię.
- Nie trzeba. Nie jestem jeszcze zmęczony. – Mimo to otarł pot z czoła. – Jak tam ten naukowiec przecinek którego przywieźliście?
- Harris mówi, że jest w szoku. Więc póki co nic z niego nie wyciągniemy.
- To znaczy, że się nie odzywa?
- Nie odzywa to mało powiedziane. Facet wygląda jakby postradał rozum.
Edd miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale John musiał mu przerwać.
- Skąd ich tylu? – Skinął głową na drzwi. – Ze dwie godziny temu przy wejściu było pusto.
Eddy usiadł na workach z cementem. Był jednak zmęczony i to bardzo.
- Schodzą się od waszego przyjazdu. To pewnie te przecinek co szwendały się w pobliżu. Musiały iść za samochodem, później przyciągnął ich hałas betoniarki, a teraz - mówił przecinek masując sobie łydki – chyba jedne ciągną do drugich. Ale nie przejmuj się – dodał przecinek widząc, że John nieznacznie pobladł. – Stary Carl mówi przecinek że nie przedrą się przez drzwi. Nawet jeśli, to zatrzyma ich mur.
- Mur jest jeszcze surowy – zauważył John. – Wystarczy że się o niego oprę nie wiem, czy tu nie powinno być "oprą" i wszystko poleci.
- Carl mówi, że do jutra zwiąże i będzie można murować wyżej. Zaczniemy też domurowywać kolejne rzędy. Tak przecinek że za około tydzień powinniśmy mieć tu ścianę grubości ośmiu rzędów pustaków, dodatkowo wzmocnioną w środku dwoma rzędami czerwonej cegły i blachy. Do tego czasu drzwi spokojnie wytrzymają. Zresztą, według Carla przecinek w ogóle nie powinny się rozwalić.
- Mhm . Dobrze. Gdzie znajdę Carla?
- Poszedł do biura, jeszcze raz przejrzeć plany budynku.
...


Wow! Dobre to było! Lubię horrory, a ten zapowiada się interesująco. Podoba mi się jak piszesz. Fabuła toczy się płynnie, dość szybko, bez nużących dłużyzn. Ten efekt osiągnęłaś sporą ilością dialogów i ograniczeniem opisów, które zazwyczaj spowolniają akcję.
Na pierwsze wejście w tekście to trafny zabieg - intryguje czytelnika i zachęca do dalszego czytania. Pozwolę sobie jednak przestrzec Cię przed zbyt kategorycznym zarzuceniem opisów. Konieczne one są do stworzenia przekonywującej scenerii dla opisywanych wydarzeń, jak też do wzbudzenia w czytelniku emocji. Poza tym dają czytelnikowi chwilę wytchnienia od szybko biegnącej akcji.
Technicznie, to jak widać, masz jeszcze trochę problemów z interpunkcją, nie jest to jednak nic, czego nie można byłoby opanować i skorygować.
Pozdrawiam serdecznie.


..."Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."...

J.W Goethe "Faust"

Awatar użytkownika
Chabanina
Szkolny pisarzyna
Posty: 28
Rejestracja: wt 07 sty 2014, 17:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: "Jak Przetrwać. Od A-pokalipsy Do Z-ombie"

Postautor: Chabanina » czw 16 sty 2014, 22:59

Tekst udało mi się przeczytać, a to jest już plus dla ciebie;] Niestety, niezbyt mi się spodobał. Nie jest to tekst zły, ale nie jest też dobry.

Brakuje w nim oryginalnego pomysłu. Podążasz utartymi schematami, przez co nie dajesz sobie szansy, żeby czymś czytelnika zainteresować. Bohaterowie oblężeni w centrum handlowym to schemat. Roztrzęsiony naukowiec też brzmi znajomo. Twoje zombie to rzeczywiście dawno ostygłe trupy - brak w nich życia. Daj im coś, co spowoduje, że będą wyjątkowe. Póki co są jedynie elementem scenerii, przez co nie udaje Ci się wycisnąć z całej historii ani grama strachu. Skoro to ma być horror, to powinienem czuć strach, niepokój, lęk itp. Nie czuję, bo główną groźbę zmieściłaś w trzech linijkach. Twoje zombie niewiele różnią się od rozgniewanego tłumu. To po prostu kupa mięcha, która wali do drzwi. Twoi bohaterowie też bardzo się nie przejmują. Na Johnie widok zombie nie wywiera żadnego wrażenia. Niby to ściska go w żołądku, niby to cofa się o dwa kroki, ale już po chwili szelmowsko mruży oczy (swoją drogą jak można szelmowsko zmrużyć oczy?). Nawet jeśli później wyraża obawę o to, czy mur wytrzyma, to ja nie czuję jego strachu, bo sam się nie boję. Nie mogę bać się czegoś, co widziałem już tyle razy.

Niech zombie będą oryginalne. Wyobraź sobie, że stoją przed drzwiami nieruchomo i słychać tylko trzask hartowanego szkła, pękającego pod ich wzrokiem. Pajęczyna pęknięć powiększa się z godziny na godzinę, bez żadnego widocznego powodu. Zombie niszczą szybę samym tylko spojrzeniem.

Albo załóżmy, że wiedzą, iż są martwe. Są równie inteligentne co za życia, tyle, że oszalały po zobaczeniu "drugiej strony" i teraz rzuciły się na żyjących. Może wywrzaskują pozagrobowe tajemnice, aż ludziom włosy siwieją z przerażenia?

Moja rada, żeby uczynić ten tekst lepszym - daj popatrzeć na te zombie i zrób je takie, żeby straszyły.



Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » pt 17 sty 2014, 10:52

Zoja pisze:Wow! Dobre to było! Lubię horrory, a ten zapowiada się interesująco. Podoba mi się jak piszesz. Fabuła toczy się płynnie, dość szybko, bez nużących dłużyzn. Ten efekt osiągnęłaś sporą ilością dialogów i ograniczeniem opisów, które zazwyczaj spowolniają akcję.


Zawsze miło jak komuś się spodoba :). Moj problem polega na tym, że tworzenie scenek gdzie akcja toczy się dość żwawo, idzie mi w miarę naturalnie, natomiast momenty gdzie właściwie nic się nie dzieje przychodzą mi z trudem i musze je po wielokroć poprawiać.

Zoja pisze:Technicznie, to jak widać, masz jeszcze trochę problemów z interpunkcją, nie jest to jednak nic, czego nie można byłoby opanować i skorygować.


Moje problemy z interpunkcją robią się szeroko znane na forum. Jestem dość oporna w tej kwestii, ale staram się w miarę możliwości poprawić :).
Dzięki za powyłapywanie błędów.

Chabanina pisze:Brakuje w nim oryginalnego pomysłu. Podążasz utartymi schematami, przez co nie dajesz sobie szansy, żeby czymś czytelnika zainteresować.


Jak pisałam: To tylko urywek, wyrwany z kontekstu.
Założenie całej fabuły jest natomiast pomysłem, jak sądzę dość oryginalnym. Mimo to nie chcę pisać czego ów pomysł dotyczy (może kiedyś). W każdym razie, ja nigdzie się z tym jeszcze nie spotkałam.

Chabanina pisze:Nie czuję, bo główną groźbę zmieściłaś w trzech linijkach. Twoje zombie niewiele różnią się od rozgniewanego tłumu. To po prostu kupa mięcha, która wali do drzwi. Twoi bohaterowie też bardzo się nie przejmują. Na Johnie widok zombie nie wywiera żadnego wrażenia.


Pisałam, że w tym fragmencie zombi przedstawione są obrazowo. Są bardziej tłem tej krótkiej sceny, więc nie mogę się bardziej o nich rozpisać.

Natomiast zombie o super mocach? To nie dla mnie, mam nieco inną koncepcję.



Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pn 27 sty 2014, 22:53

Zacznijmy do sceny:
Mandragora pisze:John kręcił się niespokojnie wokół mężczyzny w białym kitlu, nerwowo mierzwiąc włosy obiema rękami.

I kawałek dalej:
Mandragora pisze:John zaczynał się niecierpliwić.

Mam wrażenie, że on już od dawne jest nie tylko zniecierpliwiony, ale nawet...zniecierpliwiony bardzo.

Mandragora pisze:W budynku znajdowało się czternaście osób. Każda jedna w takiej sytuacji, bezużyteczna jak włosy na dupie. Dlaczego on jeden musiał się wszystkim zajmować?

Coś mi tu zgrzyta i trzeszczy. I to porównanie. :? Napisz to od nowa.

Mandragora pisze:Mur miał już pięć warstw i jak na twór wykonany przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o budowlance, prezentował się całkiem nieźle. Zbliżył się do jego krawędzi i aż go zmroziło przecinek kiedy zajrzał na drugą stronę.

Jeśli mur miał tylko pięć warstw, to spokojnie było widać, co jest za nim. John nie musiałby zaglądać na drugą stronę.
Kto zbliżył się do krawędzi muru? Na logikę - John, na składnię - mur.

Widzę, że rozwijasz się ze swoją powieścią. A powyższy kawałek jest całkiem sensownie napisany, choć nie pojmuję jak zombie mogą kogokolwiek wystraszyć. :)

Powodzenia.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » wt 28 sty 2014, 09:21

dorapa pisze:Mandragora napisał/a:
W budynku znajdowało się czternaście osób. Każda jedna w takiej sytuacji, bezużyteczna jak włosy na dupie. Dlaczego on jeden musiał się wszystkim zajmować?

Coś mi tu zgrzyta i trzeszczy. I to porównanie. Napisz to od nowa.


Porównanie musi być "bardzo mocne", aby zobrazować to, jak bardzo John jest wściekły na zaistniałą sytuację.

dorapa pisze: Jeśli mur miał tylko pięć warstw, to spokojnie było widać, co jest za nim. John nie musiałby zaglądać na drugą stronę.


Zajrzeć można za wszytko, nie koniecznie musi to być wysokie. Słowo "zajrzeć", bardziej mi pod pasowało niż choćby, "spojrzeć".

dorapa pisze: choć nie pojmuję jak zombie mogą kogokolwiek wystraszyć.


Ja bym chyba odczuwała lekki dyskomfort, widząc poharatane mordki, przesuwające się za moim oknem :D



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pn 24 mar 2014, 23:05

Mandragora pisze:trząsł się jak naszpikowany żelatyną
Zgrzyta mi to porównanie.
Trzęsie się jak galareta to znane i wyświechtane. Ok. Podmieniasz na żelatynę. Ale nadal... szpikowanie żelatyną jakoś mi tu nie leży ;)

Mandragora pisze:John zaczynał się niecierpliwić.
Zaczynał? Serio? On od pierwszych chwil wygląda na ostro wku*** ekhem... zniecierpliwionego. Albo ja się nie znam.

Mandragora pisze:Każda jedna w takiej sytuacji, bezużyteczna jak włosy na dupie.
Znów porównanie... Miało być mocne...? Tylko że jego jedyna "moc" to wulgarny wyraz. Samej mocy jakiegoś podkreślenia bezużyteczności, zobrazowania jej raczej nie ma.

- Myślisz, że mu to minie? – zapytał mierząc wzrokiem naukowca.
- Nie mam pojęcia. Nie jestem psychologiem. – Odbił się od ściany i podszedł do Johna.
Na mój gust tutaj jednak przydałby się podmiot. Bo z domyślnego dostajemy Johna (co oczywiście jest bez sensu, więc niby łatwo się domyślić, ale jednak...)

Mandragora pisze:Mur miał już pięć warstw i jak na twór wykonany przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o budowlance, prezentował się całkiem nieźle. Zbliżył się do jego krawędzi i aż go zmroziło kiedy zajrzał na drugą stronę.
Z podmiotu domyślnego wychodzi, że to mur się zbliżył.

Trudno mi się było "wkręcić" w tak krótki fragment, a i tematyka raczej "nie moja", ale spróbujmy...
Warsztatowo, poza interpunkcją, całkiem czysto. W stylu nie grały mi porównania, momentami miałam poczucie, że opisy są dość "toporne", ale tutaj potrzebowałabym większego kawałka, by przyjrzeć się sprawie. Pomysł trudno mi ocenić - na pewno dość dawno nie widziałam ciekawego pomysłu na zombie... A skoro twierdzisz, że ten jest oryginalny, to może być nieźle.
Tylko postaci, przynajmniej na razie, zupełnie mi się "nie pokazały". Trudno mi było wychwycić jakieś charakterki, emocje. Niby John coś mówił o Harrisie, niby sam był cały czas obserwowany przez kamerę... Ale jednak czegoś zabrakło. Niemniej, jak mówiłam, krótki kawałek, dynamiczny, więc tym bardziej "uciekł" - nie musi pokazywać nie wiadomo czego.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » śr 26 mar 2014, 17:39

Adrianna pisze:Mandragora napisał/a:
trząsł się jak naszpikowany żelatyną

Zgrzyta mi to porównanie.
Trzęsie się jak galareta to znane i wyświechtane. Ok. Podmieniasz na żelatynę. Ale nadal... szpikowanie żelatyną jakoś mi tu nie leży


Mam już dość tych trzęsących się galaretek :wink: . Ktoś mi kiedyś powiedział, w jakiś mroźny zimowy dzień: Telepiesz się, jakbyś się żelatyny nażarła. Przeniosłam ten pomysł do tekstu, a jako że żelatynę zazwyczaj się rozpuszcza, naszpikowanie kogoś takową substancją, wydało mi się najbardziej obrazowe.

Adrianna pisze:Mandragora napisał/a:
John zaczynał się niecierpliwić.
Zaczynał? Serio? On od pierwszych chwil wygląda na ostro wku*** ekhem... zniecierpliwionego. Albo ja się nie znam.


John jest z początku raczej bardziej ostro podenerwowany, aniżeli zniecierpliwiony.

Adrianna pisze:Cytat:
- Myślisz, że mu to minie? – zapytał mierząc wzrokiem naukowca.
- Nie mam pojęcia. Nie jestem psychologiem. – Odbił się od ściany i podszedł do Johna.
Na mój gust tutaj jednak przydałby się podmiot. Bo z domyślnego dostajemy Johna (co oczywiście jest bez sensu, więc niby łatwo się domyślić, ale jednak...)


Przyznam, że troszeczkę nie rozumiem tej uwagi.

Z urywkami tak to już jest, że ciężko z nich cokolwiek wywnioskować. Mi raczej zależało na ocenie strony technicznej i to właśnie otrzymałam :)

Dzięki.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 26 mar 2014, 23:48

Co do tej uwagi:
Mandragora pisze:.. Co mu z tego, że Harris stwierdził, iż koleś gibający się na krześle jest w szoku, skoro nie wiedział co ma dalej z tym fantem robić.
- Myślisz, że mu to minie? – zapytał [John] mierząc wzrokiem naukowca.
- Nie mam pojęcia. Nie jestem psychologiem. – [to teraz tutaj podmiotem domyślnym też jest John] Odbił się od ściany i podszedł do Johna.
Może te uwagi w nawiasach kwadratowych pomogą. Jak pisałam - na logikę wszystko śmiga. Ale jednak warsztatowo trochę niezgrabnie.


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 27 mar 2014, 10:34

Wciąż nie widzę tutaj żadnych niedociągnięć. Wszystko przecież jest wyraźnie rozpisane, tak, że wiadomo kto co dokładnie mówi i kto co w danym momencie robi.

"John zaczynał się niecierpliwić. (...) Co mu z tego, że Harris stwierdził, iż koleś gibający się na krześle jest w szoku, skoro nie wiedział co ma dalej z tym fantem robić
- Myślisz, że mu to minie? – zapytał mierząc wzrokiem naukowca.
- Nie mam pojęcia. Nie jestem psychologiem. – Odbił się od ściany i podszedł do Johna."

Widać wyraźnie, że pierwszą kwestię musi wypowiadać nie kto inny, jak John. Nie ma potrzeby uściślania, a tym samym niepotrzebnego zaśmiecania tekstu.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 27 mar 2014, 11:05

Jej... Nie umiem wyraźnie pisać. Mam na myśli drugą wypowiedź. Uściślenie tego, kto tam "odbija się od ściany". Wcześniej masz rację - nic zmieniać nie trzeba.


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 27 mar 2014, 18:57

Jest tam tylko Harris i John (nie licząc gościa na krześle). Wcześniej jest mowa o tym, że Harris stoi przy ścianie, więc tylko on może się od niej odbić. Poza tym, jest napisane, że odbija się od ściany i podchodzi do Johna, więc wiadomo, że to Harris.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 27 mar 2014, 19:13

Wiem. Pisałam, że na logikę wszystko gra i każdy się domyśli. Tylko że językowo nadal trochę niezręcznie, jak na mój gust.
Twoja kwestia, co z tym zrobisz :)


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego

Awatar użytkownika
Mandragora
Pisarz osiedlowy
Posty: 242
Rejestracja: wt 24 wrz 2013, 11:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Mandragora » czw 27 mar 2014, 22:26

Mi językowo wszystko gra, ale każdy inaczej patrzy na tekst, więc myślę, że nie ma co się dalej nad tym rozwodzić :wink: .



Awatar użytkownika
El Nino
Szkolny pisarzyna
Posty: 41
Rejestracja: pn 21 kwie 2014, 17:40
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: El Nino » pn 28 kwie 2014, 19:34

Uwielbiam horror i od tego zacznijmy. Zwłaszcza, że nie mam predyspozycji, by się rozwodzić, wypowiadać i oceniać pod innym kontem, niż podoba się/nie podoba.
Może to trochę "gupie", ale cóż. Nie umiem, nie czuję się póki co na siłach, to się nie garnę.
Ale jak spojrzymy na samą górę postu, to... Tak. Uwielbiam horror, więc wypowiedzieć się na swój prymitywny sposób jednak chcę.
Podobało mi się. Jest nie przekombinowane. I jak ktoś już wyżej nadmienił, zombie są tutaj tłem. A to dobrze, bo w dobie tych wszystkich komiksów Kirkmana, książek Maxa Brooksa, Davida Moodego czy choćby nawet i S. Kinga (Komórka) żywe trupy się robią lekko niestrawne.
Choć może to tylko u mnie, bo ostatnio walnąłem dwa sezony Walking Dead naraz. Nie wiem.
Jednakże, mimo chwilowego przesytu tym całym zmartwychwstałym tałatajstwem jeżeli tylko coś się nowego pojawi, to zakasam rękawy i na pewno przystąpię do lektury.
A jak u ciebie dokładnie z tymi trupami? Bardziej 28 Dni później, czy klasycznie? Biegają czy lunatykują? Ja chyba chwilowo wolę dynamiczniejsze, bo powłóczące, to da się obejść truchtem i przez tą swoją nieporadność sporo tracą.
Ps: Nie czytałem jeszcze rozdziałów podanych w linkach, a być może jest to tam wyjaśnione.
Opinię zamieszczam w oparciu o ten krótki fragment.
Czy coś wkurza?
Hmm. Sam tak nie umiem, i nie czynię (z racji tej właśnie, że nie umiem), ale dialogi preferuję bardziej oniryczne i rzadziej przerywane wstawkami typu: zerknął, spojrzał, przeczesał. Nie, że są niepotrzebne, ale tu chyba mniej znaczy lepiej.
Na przykład te z "Drogi"- Cormaca są zajeb...wiadomo jakie.
Z tym, że to nie zarzut, a subiektywne odczucie. I mimo, że niezbyt merytoryczna, jedna opinia więcej.
Nie mniej, całość jest w porządeczku.


"Niczego się nie obawiam, bo niczego nie mam" - M. Luter.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości