nowe oczy

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miggy
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: sob 24 sie 2013, 13:50
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

nowe oczy

Postautor: Miggy » sob 19 kwie 2014, 14:25

- A jak według ciebie powinno to wyglądać, co? Zawsze wiesz najlepiej, no to powiedz, jak powinno to wyglądać, gdzie chciałabyś mieć wyjście, a gdzie wyjście? I jak to zrobić? No powiedz, jak jesteś taka mądra. Zawsze jesteś „taka mądra” – mówiła do mnie osoba, z którą nie chciałam rozmawiać, ale zostałam do tego zmuszona.
To już się dzieje od jakiegoś czasu, a ja mam wrażenie, że od zawsze. Zostałam wplątana w koło, w śmiertelny wir, z którego nie ma żadnego prawidłowego wyjścia. Są tylko idiotyzmy, ducha upadki i zapętlanie się w niczym. Dobrze wiedziałam, że moje rozmyślania nad tym, jak uczynić niemożliwe na nic się nie zda. Niemożliwe jest niemożliwym, a Bóg jest daleko stąd i nie chce o nas słyszeć.
- Prawdę mówiąc to nie wiem. Ale może mogłabym coś wymyślić… kiedyś… w końcu – mówię do niej nieśmiało, rozglądając się na boki.
No i powiedziała: wymyśl. I dała mi na to tylko kilka dni.

***

Nie znam osoby, która nie wpadła w wir i nie uczyniła z siebie mentalnego kaleki. Być może są wyjątki, ale nie są mi one znane. W wirze skazani na hałas i poniżanie, nie wiemy, co mamy z sobą zrobić, i w którą stronę patrzeć, gdy tonie się w kole. Ja mam więcej niż prawo, żeby mówić o tym, w co zostałam wplątana. Po przeżyciu kilkudziesięciu godzin w lęku, przez który oślepłam na jedno oko, zamknęłam się w szklanej wyimaginowanej bańce. Miesiącami nie było z tego wyjścia, a wszyscy nadal płynęli, jak gdyby nigdy nic. Na jednym z brzegów tej płaskiej ziemi, a chciałoby się mówić, że płaskiej planety, straciłam świadomość połykając, z własnej woli, wymysł ludzi stworzonych po to, żeby umrzeć. Po kilku miesiącach w końcu odzyskałam swoją twarz, ale były to męczarnie najgorsze z najgorszych. Wiedziałam, że powodem tego wszystkiego było tylko to koło.
Gdyby nie koło, nie leżałabym wtedy odurzona na brzegu z nogami w wodzie. Nie byłoby tego, gdyby nie to całe niepotrzebne gówno. Czy możemy więc podzielić się na wygranych i przegranych? Kto jest po stronie koła, niech dalej w nim tonie. Jest ktoś, kto chce widzieć coś więcej, a skazany jest tylko na oglądanie planktonu, pływając w ogłupieniu. W kółko, i w kółko, i w kółko.
Będzie czas, gdy zostanę martwą rybą. I nie będzie to lunatyzm całkiem zakazany.
- Ale niech pani się pozbędzie tych halucynacji – mówili do mnie, gdy nie mogłam zaznać spokoju. Mówili do mnie, a ja chciałam tylko wyjść i przebić się na drugą stronę. Nie wiedziałam tylko czego jest to strona. Ale zapętlanie się w sobie doprowadzało mnie już do szaleństwa.
- Zapomnij o tym wreszcie – mówiłam do siebie jak w delirce – zapomnij, błagam cię.
Ale nie chciałam siebie słuchać.

Unikałam, jak tylko mogłam, wyścigów szczurów i niepotrzebnych międzyludzkich kontaktów. Mimo to, nigdy nie udało mi się pozbyć ze świadomości faktu, że uczestniczę w tym samym biegu, co inni. Wtedy jakaś diabelska siła pozwoliła mi się zakochać i zapomnieć o wszystkim. Co prawda, rano wstawałam i robiłam, co powinnam, ale towarzyszyło temu przyjemne odrętwienie mózgu i świadomość, że jesteśmy tylko my. I nikt więcej.
Jak przypuszczałam, było to oszustwo. Szybko minęło i znów zostałam sama.

- Więc wpadłaś w wir… To musiało się kiedyś stać – westchnął. – Też byłem kiedyś taki - powiedział do mnie jeden z tych wymyślonych.
- Mam chyba zbyt krótką szyję, by móc spojrzeć w górę… - odpowiedziałam.
- Nie szkodzi, ja ci pokażę co masz zrobić.

I opowiedział mi, jak kiedyś starzał się, kręcąc się w kole jak na karuzeli. Mówił o tym dość beznamiętnie, zwłaszcza gdy wspominał, jak kompletnie się rozpił i nigdy nie znalazł już drogi do domu. I ciągle tylko „nie szkodzi”, „nie szkodzi”, bo będą lepsze wyjścia, zawsze są nowe wyjścia, aż wreszcie on, aż tak zdziadziały zdobył się na to, by wysunąć swą starczą twarz nad horyzont. Spotkał tam tylko małe dzieci, które z utęsknieniem wpatrywały się w przestrzeń. A jemu tylko jedna łza, jedna… I nie było nic więcej, nie było czego szukać, był tylko piękny widok, o którym nie dało się zapomnieć. Potem znów wpadł do wody, która robiła z nim co chciała.
- Ale dla ciebie mam rozwiązanie… Ja już jestem stary, mi to niepotrzebne, ty jeszcze możesz, jeszcze warto… Bo co innego, kiedy tylko woda, koło… Koło… Na co my jesteśmy skazani – szeptał.
- No ale co? – prawie krzyknęłam.
I pokazał mi to, co miał mi pokazać. Wskazał palcem na wysokie urwisko i mówi: wdrap się, skocz, woda cię uniesie, a Bóg pobłogosławi. Skoro jesteś rybą to powinnaś leżeć bokiem. Masz wtedy najlepsze pole widzenia.
I uśmiechnął się smutno uśmiechem starca.

Dobrze pamiętałam o tym człowieku i wiedziałam, że jedno wyjście już mam. Ale nagle zrobiło mi się smutno, gdy pomyślałam, że miałabym wyrzec się całkiem tego, co mnie tworzy. To woda mnie głaszcze jak najlepsza matka, a świat ma kształt koła, więc moje widzenie musi być okrągłe. Ale pogodzenia nie były mi pisane. Następnego dnia sama wpisałam się w ogłupienie na tabletkach uspokajających i antydepresantach. Wpadłam w wir tylko po to, żeby wyprzedzić wszystkich innych i coś sobie udowodnić. Nie polubię koła, na nic mi koło, ale będę w nim władcą. Myślałam tak, bo tylko ta myśl czyniła mnie żywą.
Nikt się ze mnie nie śmiał. Cenili mnie, podziwiali, bili mi brawo. Mówili o mnie: jest najlepsza. Trzeba brać z niej przykład!
Aż w końcu zwątpiłam, choć broniłam się przed tym każdą częścią ciała.

Człowiek nie jest samotną wyspą, ale ja jestem małą rybką. Mam swoje walizki, którymi zasłaniam swoją twarz. Wiedząc, że umiera się w samotności, doroślejąc czy nie. A że miałam skłonności do bycia Piotrusiem Panem to polubiłam się z lekami, które rzucałam odkąd tylko pamiętam. Wtedy to, czy byłam najlepsza czy nie w ogóle mnie nie interesowało. Byłam ja. A ja to ja, a mnie wszystko wolno. A jak nie wolno, to i tak wolno. To zawsze się coś wymyśli. Bo ja to ja, ja i ach, ach, ja… Taka właśnie ja.
- Nie bądź smutna. Czemu jesteś taka cicha? – zapytał jakiś głos.
Ale ja już nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Zapętlenie wzięło górę i co miało być ważne? I na ile ja byłam ważna w sobie, na ile świat był moim solipsyzmem? Nie wiedziałam. Nie chciałam też się poddawać i przestać szukać odpowiedzi. Tak robią dorośli ludzie, a ja nigdy nie będę dorosła. Bo jednego nikt mi nie odbierze: ja jestem ja.
I nawet jeśli w wirze: ja to ja.

To były myśli fałszywe, których wstydziłam się sama przed sobą.

Zaczęłam myśleć, że przeżyłam wszystkie próby samobójcze serca i wyrzekłam się z własnej woli substancji odurzających po to, żeby świat był bardziej światem obiektywnie odczuwalnym. Z dystansem zaczęłam podchodzić do swoich bólów i nie-bólów. Zobojętniałam na siebie, ale wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że nadludzka siła wciąż chce trzymać mnie w tym pędzie.
Każdego dnia szykowałam się jak na śmierć. Wykupiłam miejsce na cmentarzu, czułam, że to będzie niedługo. Bo Bóg musi być po mojej stronie. Bo Bóg jest moim Bogiem i to ja wymyśliłam mu wszystkie nazwy i Bogiem go uczyniłam, niech więc da mi, da, co ma dać. Ja czekałam.
Ale chyba znowu byłam w błędzie.

W końcu postanowiłam znaleźć osobę, której mogłabym to wszystko opowiedzieć. Jednak nikt nie widział w niczym problemu, a nawet nie zauważał, że wplątany jest w śmiertelną pułapkę. Niektórym to się podobało. Byli brzydcy, nosili się jak wieśniacy, nie mieli z życia kompletnie nic, prócz jakichś zwierzęcych uniesień. A kochali swoje życie i dumni byli ze swoich obraźliwie brzmiących nazwisk. Wtedy zauważyłam jak porusza się świat: to wmawianie sobie tego, co chce się słyszeć. Po to, żeby było wygodnie, siedząc na fotelu. Inni są leniwi, ja też będę taki. Bo nie ma szlachetnych wzorców, szlachetne wzorce są śmieszne, a ja powiem brzydkie słowo i się rozluźnię.
A inni znów trzymali pieniądze w ustach, żeby wszyscy widzieli, jak pięknie wyglądają, gdy na twarzy mają gówno, które czczą. Poruszali się w fajkami między palcami, bo to dodawało im klasy, tak samo jak futra w panterkę i rozmowa o pogodzie.
Musiałam być zdenerwowana. To było moje jedyne uczucie.

Jak miałam całować ślady stóp z miłości za jeszcze nie poznanym, gdy prawdziwy człowiek jeszcze się nie urodził. A może był martwy lub tylko śmierć udawał. Widząc tylko maryjne maski, zamiast tego czegoś w oczach, zaparłam się w sobie i zmuszałam się do wymiotów, żeby świat ze mnie wyleciał. No tak, w pewnym momencie zaczęłam być poza tym wszystkim. Wygląd stracił znaczenie, lecz ludzie nie widzieli we mnie nic, prócz powierzchowności i skłonności do szaleństwa.
Tak chciałam, by zobaczyli, że jestem! Jestem! Nie mogli, bo nie było ich naprawdę. Wir ich opętał i wyssał z nich całe człowieczeństwo. I rozmowy, że w wirze to coś tam, w wirze teraz płacą lepiej, a wirze, wir… Bo o wirze… To mówili, choć używali nieco innych słów.
Ja pływałam na uboczu i oceniałam wszystkich w swojej głowie. Tylko dla swojego użytku. Nie bawiły mnie plotki, bo były to plotki z wiru. A jeśli przestudiowało się to szatańskie koło, nic już nie bawiło, a przyprawiało o mdłości.

***

Przeczytałam w gazecie historię o tych, którzy wypisali się na własne żądanie. Byli bezdomnymi grzebiącymi w koszach, bo nimi właśnie chcieli być. Historii tej dodano dużo moralizatorstwa i jakichś filozoficznych odniesień, które wydały mi się śmieszne. Co za życie, zbierać resztki, będąc wyśmiewanym. A co to życie, gdy jest się podziwianym przez masę? Jeszcze bardziej smutne. Było też o tych, co zwariowali przez nonsens życia w społeczeństwie i skazani są na męczarnie wieczne, snując się z kąta w kąt.
Wreszcie jadąc do domu, wyobraziłam sobie jak pięknie i mieszczańsko pachnie mój dom. Jak odwykłam od zapachu, którym nieco pogardzam. A jednak gdzieś tam jest we mnie szacunek do tego zamkniętego w domu życia. I zaczęłam snuć myśli o tym, jak baśniowo wygląda przejażdżka pociągiem, powrót do domu i najprostszy obiad, którego nie zakrapia się alkoholem.
Wtedy zrozumiałam, że wymyśliłam sobie cały ten wir i to diabelskie koło. Zamknęłam oczy i uniósł mnie świat zmysłów i uczuć.

Wyrwałam sobie oczy i padłam na ziemię.

***

Ona dała mi tylko kilka dni na to, by wymyślić jak pokonać ten wir. Ja nie wiedziałam, co mogłabym jej powiedzieć.
Byłam ślepa, ale wreszcie dowiedziałam się, o co w tym wszystkim chodzi.
Ostatnio zmieniony sob 19 kwie 2014, 19:13 przez Miggy, łącznie zmieniany 1 raz.



Humanozerca
Debiutant
Debiutant
Posty: 831
Rejestracja: śr 17 kwie 2013, 17:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Humanozerca » sob 19 kwie 2014, 17:18

mieć wyjście, a gdzie wyjście?
Nie widzę różnicy między wyjściem i wyjściem. Ten drobny błąd czyni tekst mimowolnie komicznym. W tekście pojawia się opis wewnętrznej dyskusji nad tworzeniem i tekstem. Oto jakiś uwewnętrzniony, bezwzględny krytyk gani pisarkę, ta zaś ma doń pretensje o surowość. Tylko czemu pisze tak słabo? Czyżby go wcale nie było? Spójrzmy na szczegóły:

PostWysłany: Dzisiaj 13:25 Temat postu: nowe oczy
- A jak według ciebie powinno to wyglądać, co? Zawsze wiesz najlepiej, no to powiedz, jak powinno to wyglądać, gdzie chciałabyś mieć wyjście, a gdzie wyjście? I jak to zrobić? No powiedz, jak jesteś taka mądra. Zawsze jesteś „taka mądra” – mówiła do mnie osoba, z którą nie chciałam rozmawiać, ale zostałam do tego zmuszona.
Podkreślone zdanie słabo przystaje do reszty, robisz przeskok od gwałtownej wypowiedzi do wewnętrznego monologu. Zresztą, w mojej ocenie cudzysłów słabo nadaje się do wyrażenia mowy mówionej czy myśli wewnętrznych, nie ma w nich adekwatnego odpowiednika.
nic się nie zda.
Zgubiona końcówka czasownika.
To już się dzieje
Sztuczny szyk wyra zów.
tylko idiotyzmy, ducha upadki i zapętlanie się
Nieprawidłowa odmiana. Czasownik "są" narzuca wymienianie rzeczy mnogich.
Prawdę mówiąc to nie wiem.
Brak przecinka po "ąc".

Potem, po trzech kropkach, zaczynasz mówić o życiu korporacyjnym lub czymś w tym rodzaju Wyścig szczurów obrazujesz jako bezsensowny wir i dochodzisz do finału - wyłupania oczu. Zaskakujesz, ale mimo to brzmisz teatralnie. Tylko w teatrze można okaleczyć się bezboleśnie. Tylko w kiczowatym teatrzyku występują persony: fizycznie brzydkie, noszące się jak wieśniacy, kompletni hedoniści i jeszcze dumni ze swoich obraźliwie brzmiących nazwisk. Tylko w kiczowatym przedstawieniu pojawia się niby-człowiek szukający prawdziwego człowieka.

Poruszali się w fajkami między palcami,
Powinno być "z".
Występują też powtórzenia (chyba można zwalić na formę) i inne problemy. Może powiedzą o nich następni komentatorzy... muszę lecieć.
[/quote]



Awatar użytkownika
Miggy
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: sob 24 sie 2013, 13:50
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Miggy » sob 19 kwie 2014, 17:44

Miało być "wejście, a gdzie wyjście?" - nie mogę edytować posta.

Czy jest coś złego w teatralności? Jeśli piszę w pierwszej osobie i opisuję swoje myśli?



Humanozerca
Debiutant
Debiutant
Posty: 831
Rejestracja: śr 17 kwie 2013, 17:00
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Humanozerca » sob 19 kwie 2014, 18:08

Miało być "wejście, a gdzie wyjście?" - nie mogę edytować posta.
Tu nie ma robienia poprawek na bieżąco, najpierw się nasłuchasz, potem popracujesz nad tekstem i aktualizujesz po regulaminowej kwarantannie.
Czy jest coś złego w teatralności?
Tak, jeśli zabieg nie pasuje do tematu i/lub nie został uzasadniony.
Jeśli piszę w pierwszej osobie i opisuję swoje myśli?
W mojej ocenie jedno i drugie nie wystarcza do uzasadnienia teatralności.



Awatar użytkownika
Miggy
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: sob 24 sie 2013, 13:50
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Miggy » sob 19 kwie 2014, 18:21

Ale teatralność użyta po to, żeby opisać jakieś zjawisko? Żeby pokazać je właśnie w takim przejaskrawieniu, podzielić wszystko na białe-czarne? Ja myślę w ten sposób, więc w taki sposób piszę. Ale rozumiem, że może się nie podobać.

Dzięki za komenarz ;)



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1388
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » sob 19 kwie 2014, 19:13

Zostałam wplątana w koło, w śmiertelny wir, z którego nie ma żadnego prawidłowego wyjścia.

Usunąłbym przymiotnik „prawidłowego”; gdyż takie ujęcie zakłada milcząco, że może być wyjście nieprawidłowe, czyli po prostu trzeba zmienić układ odniesienia czy układ pojęć w którym się obracamy. A tak – to będzie swoisty eschatologiczny determinizm, bez wyjścia, bez nadziei na zmianę, tak „czarna dziura”. Bardziej przekonująco i ostatecznie.

Ja mam więcej niż prawo, żeby mówić o tym, w co zostałam wplątana.

To „prawo” jest mylące; w pierwszej chwili nie zrozumiałem o co chodzi. A mylące dlatego, że wir może być prawoskrętny i lewoskrętny i ten termin, może tu się skojarzyć z takim znaczeniem. Trzeba to jakoś nazwać inaczej.

Na jednym z brzegów tej płaskiej ziemi, a chciałoby się mówić, że płaskiej planety,

Małe zamieszanie, albo tautologia. Bo „Ziemia” oznacza również planetę, jako ciało krążące wokół Słońca, tylko że wówczas piszemy ją dużą literą.
Tutaj można odnieść wrażenie, że powtarzasz te samą informację.

I pokazał mi to, co miał mi pokazać.

Drugie „mi” niepotrzebne.

Wskazał palcem na wysokie urwisko i mówi: wdrap się, skocz, woda cię uniesie, a Bóg pobłogosławi. Skoro jesteś rybą to powinnaś leżeć bokiem. Masz wtedy najlepsze pole widzenia.

Trzymałbym się czasu przeszłego: ...i powiedział:
I skoro (przyszła) sytuacja ma dotyczyć pobytu ryby w wodzie, to raczej „powinnaś pływać bokiem”, a nie „leżeć”.

Dobrze pamiętałam o tym człowieku i wiedziałam, że jedno wyjście już mam.

„tego człowieka” albo „o tym, co mówił ten człowiek”.

Ale pogodzenia nie były mi pisane.

To zdanie jest dla mnie niejasne. Nie bardzo wiem, jak mam rozumieć „pogodzenia”.

Bo jednego nikt mi nie odbierze: ja jestem ja.

Nasuwa się związek czy podobieństwo ze starotestamentowym określeniem Boga: „jestem, który jestem”. Które w łacińskim tłumaczeniu Vulgaty wprowadza zaimek „ja” (ego): „Ego sum qui sum”. Może wykorzystać to skojarzenie?

zamiast tego czegoś w oczach

„Czegoś” - to zbyt enigmatyczne. Warto by to jakoś określić.

Jak odwykłam od zapachu, którym nieco pogardzam.

...nieco pogardzałam.

Wyrwałam sobie oczy i padłam na ziemię.

***

Ona dała mi tylko kilka dni na to, by wymyślić jak pokonać ten wir. Ja nie wiedziałam, co mogłabym jej powiedzieć.
Byłam ślepa, ale wreszcie dowiedziałam się, o co w tym wszystkim chodzi.

To zakończenie mi nie odpowiada. Dlaczego wyrywasz sobie oczy? Wir nie był postrzegany tylko tym jednym zmysłem, to było kompendium całości istnienia, całości tego, jak odbierałaś istnienie, oczy to tylko narzędzie, niczemu niewinne. Przecież już zrozumiałaś, że wymyśliłaś sobie „cały ten wir i diabelskie koło”.
Odrzuciłbym to zakończenie, według mnie zawarta tu konkluzja ani nie wynika z całości, ani niczego dodatkowo nie wyjaśnia, bo to zostało zrobione już wcześniej. Rozwinąłbym w dwóch – trzech zdaniach, to co stało się najważniejszego – zrozumienie, że sama wymyśliłaś zarówno wir, jak i Twoje Alter Ego. Pokazałaś, że jest Ci przypisana Moc Sprawcza, tak jak Jemu, a „ja jestem ja” stanowi odpowiednik Tamtego Imienia.

A ogólnie – to bardzo dobre opowiadanie. W porównaniu z Karłami, styl i język jest uproszczony, bardziej przejrzysty, ale przez to – paradoksalnie – nie ma wspomnianych zapętleń. I jest to, czego brak odczuwałem poprzednio, gładka fabuła, sprecyzowana tematyka, postawiony problem, poszukiwania i droga do jego rozwiązania, wreszcie finał. Czyta się w miarę lekko. I jest jeszcze to, co – przynajmniej dla mnie – najważniejsze: zaczynam widzieć samego siebie, dopasowywać i porównywać własne myśli i odczucia. Zaczynasz montować lustra, w których można poszukać odbicia własnej twarzy.



Awatar użytkownika
B.A.Urbański
Legenda pisarstwa
Posty: 1918
Rejestracja: czw 06 paź 2011, 18:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: B.A.Urbański » śr 02 lip 2014, 18:12

Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każda uwaga niewłaściwie stosowana zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu ;)


no to powiedz, jak powinno to wyglądać, gdzie chciałabyś mieć wyjście, a gdzie wyjście? I jak to zrobić? No powiedz

Powt.

Nie znam osoby, która nie wpadła w wir i nie uczyniła z siebie mentalnego kaleki. Być może są wyjątki, ale nie są mi one znane.

Za to znam masło maślane ;)

W wirze skazani na hałas i poniżanie, nie wiemy, co mamy z sobą zrobić, i w którą stronę patrzeć, gdy tonie się w kole

Po pierwsze znów nadopis - jest tego strasznie dużo w tym tekście, więc niech te dwa cytaty będą przykładami. A muszę przyznać, że jest to straaaasznie denerwujące.
Po drugie niby jest napisane "my", a nagle wyskakuje forma bezosobowa. A jeszcze przed chwilą było "ja". Do tego jeszcze mieszasz czasy. To wszystko wprowadza niepotrzebny chaos.

Wiedziałam, że powodem tego wszystkiego było tylko to koło.
Gdyby nie koło

Powt.

W kółko, i w kółko, i w kółko.

I w kółko, i w kółko, i w kółko.

Nie wiedziałam tylko, czego jest to strona

Przecinek.

Nie szkodzi, ja ci pokażę, co masz zrobić.

Przecinek.


Tekst jest słaby - głównie dlatego, że nie ma w nim treści, ale również dlatego, że jest nudny sam w sobie.

Ja nie widzę tutaj teatralności, a to opko przywodzi mi na myśl, bez obrazy, bełkot pijanej nastolatki.
Nie wnikam, czy zabieg był celowy, czy nie, ale w momencie gdy to stwierdziłem, doczytałem do końca, choć nie wyłapywałem już błędów, bo prawa bełkotu są takie, że jest pełen błędów, niespójności, nielogiczności i no cóż - bełkotu :P

Oczywiście w również w bełkocie pijanej nastolatki znajdzie się czasami coś ciekawego (nie tylko dla niej) i nawet coś mądrego, ale ciężko to wygrzebać z bezsensownej paplaniny.

Trochę szkoda, bo bardzo fajny tytuł i to właśnie on skłonił mnie do przeczytania.


Pozdro!

B.A.


I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!
B.A. = Bad Attitude


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości