Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

niedosyt

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miggy
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: sob 24 sie 2013, 13:50
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

niedosyt

Postautor: Miggy » ndz 04 maja 2014, 20:33

Do ciała Gali zbliżała się wiosna. Dopiero teraz dotarło to do niej: musi wziąć sprawy w swoje ręce, bo potem będzie już za późno. A do tego Gala nie mogła doprowadzić. W tym momencie postanowiła, że wyjdzie, odda to, co ma oddać, a potem wróci i rozliczy się ze sobą. Gala była dobra w postanowieniach, ale niestety – tylko w nich. Co prawda, zrobiła to co chciała. Ubrała się pospiesznie, próbowała uczesać włosy nerwowo szarpiąc szczotką, a potem wybiegła po to, żeby już do domu nie wrócić. Przynajmniej nie dzisiejszej nocy.
Musiała, choć na chwilę, zobaczyć Klarę. Osobę, w której przeszkadzało jej dosłownie wszystko: od pochodzenia do nałogów przez wygląd i denerwującą łatwość w komunikacji. Wiedziała, że Klara uniemożliwia jej oderwanie się od tego, co łączy ją ze złym światem. Tak właśnie to widziała, ona jako ofiara w ramionach wielkiego pająka, jakim była Klara, która z pewnością mówiłaby do niej: „moja muszko”, gdyby tylko miała odwagę. Jednak szaleństwa powściągliwej Klary stawały się coraz bardziej szaleństwami opętanej nałogiem Gali, która pod wpływami różnych ludzi i różnych substancji wpychała nos w nie swoje sprawy. Wiedziała, że się pogarsza, i że będzie się pogarszać, ale autodestrukcja była jedyną wabiącą ją rzeczą, dla której była skłonna poświęcić wszystko. Jednak perspektywa przyszłych obłędów bolała i przerażała biedną znerwicowaną Galę, która zaczynała się już miotać męczona sprzecznymi pragnieniami.
Klara była pierwszą kochanką Gali. Nie znaczyło to dla niej nic, prócz ciężaru i niepotrzebnej zazdrości spowodowanej walką o własność. „Ciążą ci tylko twoje błędy, twoje urojone problemy” – mówiła do niej Klara – „nie ja! Ja jestem dla ciebie wszystkim…” A potem dodawała, zmieniając nieco ton: „Chciałabym być wszystkim.”
Gala musiała odpowiedzieć : jesteś, naprawdę jesteś.
Ale co wtedy mogła myśleć, to trudne pytanie. Wiedziała jedno: to opętanie, szaleństwo i obłęd. Trzeba uciekać. Znaleźć kryjówkę. Nie powinno się odwiedzać pierwszych kochanek, które wmuszają w ciebie narkotyki, nie powinno.
Myślała: Klara na pewno ma w sobie mniej tajemniczości, niż ja. Przecież mi nikt nigdy niczego nie odmówił. Zawsze zmuszałam siebie do bycia świętą, co tak mi się w sobie podobało. Czasem myślę, że jestem skłonna zakochać się w sobie i nie wychodzić spoza swojego ciała. Klara otwiera mi oczy na nowe cielesne przestrzenie. Może jest moją wybawicielką… Dlaczego nie mogłaby być facetem, czy tylko facet może stworzyć mi dom, którego przecież wcale nie chcę! Nie potrafię się od niej oderwać, a tak bym chciała wszystko! Jak to jest chcieć mieć wszystko, kiedy wszystko jest ukryte w prochach i tabletkach. Wystarczy jedna sekunda i uśmiech odurzonej Klary. Gdzie jest inne wszystko? I po co mnie to tak męczy w tak okrutny sposób, jak gdybym wcale do siebie nie należała… Powinnam porzucić te myśli. Podjąć męską decyzję.
- Cześć – powiedziała szeptem Klara, otwierając drzwi. Gala wiedziała, że nie będzie miała ona do powiedzenia nic więcej, prócz tego jednego „cześć” i najszczęśliwszego uśmiechu na świecie. Witając ją, złapała ją lekko za rękę i pozwoliła wejść do środka.
No więc wróciła w sposób, w który nie powinno się wracać. Ale czym był ten powrót wobec wszystkich przepaści, które nakładał na nią świat? Gali zdawało się, że niczym. To tylko nic nieważna chwila, wszyscy jesteśmy mrówkami i nie ma się czym przejmować. Jedna pokusa, dwie pokusy. Wszystko jedno. Jest Klara, a jej mi nikt nie zabroni – myślała.
Były jednak osoby skłonne to zrobić, jak na przykład zapowiadający się na jej męża mężczyzna, ojciec, matka i wszystkie jej niepewne sumienia. Miała dwadzieścia lat, a każdy rok zdawał się mówić, co powinna, a czego nie powinna. Gala nie chciała słuchać.
Teraz dorosła do tego, by zacząć mówić.

Jeszcze przed wejściem do domu Klary myślała o tym, że Dyzma jest jedyną opcją, która może przedłużyć jej życie i wybawić ją od obłędu. Dyzma, ten dobry łotr, miał dla niej dużo więcej, niż mogła tego oczekiwać. A nie szukała wcale miłości, tylko wybawienia.
- Znowu mnie zostawisz? – spytała Klara, tracąc tym w oczach Gali i zmuszając ją do złości.
- Kiedyś chciałam stać się Beethovenem, ale już na to za późno – powiedziała, ni stąd ni zowąd, Gala. – Byłam zbyt szczęśliwa przez ciebie, branie odebrało mi wyczucie, które powinno mi dać. Ja nie wiem, na ile mówię jasno, a na ile są to brednie. Ja wiem, że tęsknię za Beethovenem. A to takie głupie!
- Za bardzo chcesz być tą najmądrzejszą, to twój problem.
Zamilkły na chwilę.
- Wiesz co umiesz robić? Jedyna rzecz, którą potrafisz to wciągać mnie w swoje problemy! – wrzasnęła Klara.
W tym momencie Gala była pewna, że jest to największa bzdura, jaką dane było jej usłyszeć. Nie miała czasu się denerwować, gdy zaczynała widzieć już tylko przez perwersję. Beethoven był jej obsesją, jej fascynacją, wszystkim, czym chciała się stać, tym, co ją w sobie bolało: brak Beethovena. Ale były chwile, gdy zapominała, gdy myślała mniej i odnajdowała w sobie głodnego, biednego karła, który nie widział ciała od miliardów lat.
- Rozbieraj się – powiedziała Gala.
A Klara wysłała jej bolesny, uciążliwy uśmiech opuszczonej kobiety, zdanej tylko na łaskę jednej jedynej Gali, która robiła z nią, co chciała. Klara należała do Gali, co było spełnieniem wszystkich marzeń każdej z nich. Klara szybko wstała, wysypała prochy na stół, a kilka minut później była już całkiem naga. Gala, wtulając się w nią, zaczynała doznawać najbardziej ciężkich myśli. Był czas, gdy pogodziła się ze swoim nałogiem. Teraz jednak zdawało się być odwrotnie.
- Już nigdy nie damy rady – wyszeptała i położyła głowę na jej piersiach.
Klara powiedziała tylko: „nie myśl o tym” i zaczęła ją rozbierać, głaszcząc rękami po całym ciele. Za jakiś czas już wszystko się oddaliło i obie nie wiedziały, kogo tak naprawdę dotykają. Czas się cofał i nic nie bolało. A Gala powtarzała wciąż w myślach: „Gala, Gala, Gala”, bojąc się, że zapomni jak się nazywa. Nie mówiły nic, zapętlając się w swoich otwartych ciałach, głaszcząc swoje bóle i znajdując w sobie za każdym razem coś nowego, mniej lub bardziej bolesnego. Nigdy nie całowały się w usta, jak gdyby pocałunek był zbyt przyziemny i oczywisty. Odnajdowanie się w swoich ciałach cieszyło je najbardziej i sprawiało, że relacja ta stawała się jak najbardziej intymna i niemożliwa do przejścia dla kogokolwiek z zewnątrz. Czasem któraś z nich musiała myśleć, że są na siebie skazane, że już nie będzie nikogo piękniejszego, to pierwsza i ostatnia miłość. Jak mogłybyśmy się rozstać, gdy cały świat ląduje na naszych umysłach, a ciała chłoną każdą gorącą cząstkę. Gala chciałaby brać tylko więcej i więcej, ale to nie sprawiało, że czuła się nasycona. Zaspokojenia były tylko chwilowe, a Klara pozostawała dla niej wiąż nieodkryta i nowa. Nie umiała wziąć z niej wszystkiego i nie chciała doprowadzać siebie do stanu, w którym będzie musiała zmusić się do ubezwłasnowolnienia jej mózgu. Ich miłość nigdy nie miała końca, nie potrafiły oderwać się od siebie nawet na sekundę, potwierdzając to wszystko boskim milczeniem zezwierzęconych ciał. „Czy kochasz mnie bardziej?” – pytała czasem Gala, licząc na drobne upokorzenia i poświęcenie Klary.
Ona odpowiadała: „najbardziej na świecie”. Ale to nie otwierało oczu żadnej z nich. Tajemnica wciąż ciążyła na ich powiekach, co zmuszało do tego okrutnego miłosnego zaślepienia. „Może to i dobrze” – myślała czasem Gala. – „Zawsze chciałam kochać, no i kocham… Chyba kocham.” A potem do głowy przychodziły jej myśli, że ma tylko dwadzieścia lat, a to nie czas na postanowienia poprawy czy wyrzekanie się uczuć. Uważała się za zbyt młodą, żeby zacząć żyć odpowiedzialnie. A potem kpiła z siebie i wszystkiego, co ją dotyczy.
- Męczy mnie ta konspiracja – powiedziała Klara, gdy leżały obok siebie w zamyśleniu.
Gala nie wiedziała, co mogłaby odpowiedzieć. Ją męczyło całe życie, całe stworzenie i przekraczanie nowych dni, podejmowanie odpowiedzialnych decyzji czy wyrzekanie się czegoś pięknego dla własnego dobra. Chciała tylko wiedzieć, na ile jej życie jest ważne, a na ile wydaje jej się, że ważnym jest. W końcu ostatnie lata spędziła odrzucając myśli o życiu i wprowadzając się w stan mrówki czy części masy. To pozwalało jej ćpać na umór, palić mosty i podejmować homoseksualne związki. Gala chciała tylko wiedzieć, czy jest to głupie. Bo głupich rzeczy nie chciała robić za nic w świecie. Pamiętała też rozmowę, w której Dyzma powiedział, że wszyscy jej zazdroszczą. Ale czego, sami nie wiedzą. Gala pomyślała, że może odwagi, a może właśnie tej głupoty, która odwagę tworzy… Czy może to odosobnienie i skazywanie siebie na cierpienia i rozkosze (i nic poza tym) sprawiało, że była piękna. Gala nie wiedziała, ale chciała znaleźć punkt czy przestrzeń, która pokaże jej wszystko, co niewyjaśnione.
- To nie konspiracja nas męczy, tylko ćpanie – odpowiedziała w końcu.
- Nie możesz tak myśleć, takie myślenie cię zabija. Ćpanie to wszystko, co robisz, a ty mówisz o tym najgorzej na świecie, jakbyś skreślała całą siebie. Nie wiem po co to robisz, nie rozumiesz tego? – mówiąc to Klara, patrzyła przed siebie, a jej żydowska twarz nabrała dla Gali dużo większego znaczenia, niż było ją na to stać. Poczuła, że wydano na nią zagładę. Zapadł wyrok i Klara otumaniła cały jej umysł.
- Lubię robić z siebie męczennika, to dodaje mi męskości. Chociaż jezusostwo mi się znudziło… - odpowiedziała. – Tak się cieszę, że leżysz obok mnie i w ogóle, wiesz… To tylko ja tak się cieszę! – Powiedziała Gala i uśmiechnęła się do niej smutno, patrząc na jej twarz.
Może mogłyby się kochać dalej, ale żadna nie miała już na to ochoty, próbując porozdzielać swoje myśli na istotne i mniej istotne. Obie martwo wpatrywały się w telewizję, będąc całkiem nieobecne i niezdolne już do uziemienia siebie czy do nadania rzeczom nazw. Wszystko zdawało się być niepotrzebnym chaosem nieprzebranych myśli, paranoją umysłów czy chorą dżunglą słów, którą ktoś wpajał do głowy, każąc z siebie wyrzucać bez umiejętności mówienia. Gala wiedziała, że będzie już coraz gorzej, i że to więcej niż pewne: otworzy się całkiem nowy wir, nowe błędne koło, z którego już nigdy nie znajdzie wyjścia. Czy jeśli obudzi się rano będzie cierpieć bardziej, myśląc o biednym Dyzmie, który stanowił dla niej symbol urzeczywistnienia się? Gala zapadała w noc, jak mogłoby się wydawać, w ogóle nie przejmując się całą sytuacją, do której doprowadziła siebie i innych w dwudziestym roku życia. Jej marzeniem było tylko zasnąć obok Klary i nie przeżywać nowego dnia, a tym bardziej tygodnia czy nowej pracy, do której było jej bardzo daleko.


cdn
Ostatnio zmieniony wt 13 maja 2014, 20:16 przez Miggy, łącznie zmieniany 4 razy.



Awatar użytkownika
BlankLibrofilia
Pisarz osiedlowy
Posty: 206
Rejestracja: pn 10 cze 2013, 20:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: BlankLibrofilia » ndz 04 maja 2014, 21:28

Pierwszy raz czytałam Twój tekst bez poczucia, że kompletnie nie wiem o co w nim chodzi ;D Jak rozumiem, dalej eksperymentujesz? ;D
Podobało mi się :) Czepianie się szczegółów zostawiam innym :)



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1424
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » wt 06 maja 2014, 21:25

Do ciała Gali zbliżała się wiosna. Dopiero teraz dotarło to do niej: musi wziąć sprawy w swoje ręce, bo potem będzie już za późno. A do tego Gala nie mogła doprowadzić. W tym momencie postanowiła, że wyjdzie, odda to, co ma oddać, a potem wróci i rozliczy się ze sobą. Gala była dobra w postanowieniach, ale niestety – tylko w nich.

Wydaje się, że trzy Gale to za dużo. Tę środkowa można opuścić, bez szkody dla zdania i całości. I dalej imię to również powtarza się zbyt często.

Klara była pierwszą kochanką Gali. Nie znaczyło to dla niej nic, prócz ciężaru i niepotrzebnej zazdrości spowodowanej walką o własność.

Nie bardzo mogę się zorientować, kto jest podmiotem w drugim zdaniu.

Myślała: Klara na pewno ma w sobie mniej tajemniczości, niż ja. Przecież mi nikt nigdy niczego nie odmówił. Zawsze zmuszałam siebie do bycia świętą, co tak mi się w sobie podobało. Czasem myślę, że jestem skłonna zakochać się w sobie i nie wychodzić spoza swojego ciała.

Tutaj bym to przeredagował.
„Myślała:” - i trzy kolejne zdania połączyłbym w jedno, gdyż to jest zwarta, spójna jej myśl, którą zapowiadasz na wstępie.
Ale potem mamy „Czasem myślę, (...)”. „Myślała, że czasem myśli?' Najpierw czas przeszły, a tutaj teraźniejszy? Jakiś to mi nie pasuje, chociaż dalej tez mamy teraźniejszość.
I zamiast „nie wychodzić spoza swojego ciała” chyba lepiej by było: nie wychodzić poza swoje ciało.

Dlaczego nie mogłaby być facetem, czy tylko facet może stworzyć mi dom, którego przecież wcale nie chcę!

Nielogiczne takie trochę. Skoro nie chce domu (i to z wykrzyknikiem) to dlaczego nagle o nim wspomina? I to jeszcze w kontekście wybawienia?

Nie potrafię się od niej oderwać, a tak bym chciała wszystko! Jak to jest chcieć mieć wszystko, kiedy wszystko jest ukryte w prochach i tabletkach.

Troszkę bym zmienił: Nie potrafię się od niej oderwać, a tak bym chciała mieć wszystko! Jak to jest chcieć (mieć/ posiadać/ogarnąć/albo bezpośrednio: chcieć wszystko) wszystko, kiedy wszystko jest ukryte w prochach i tabletkach.

jak na przykład zapowiadający się na jej męża mężczyzna

Ta fraza mi nie odpowiada; „zapowiadający się” - brzmi tu trochę nienaturalnie i zbitka „męża – mężczyzna” - powtórzone „męż”.

co ją w sobie bolało

Napisałbym: co ją wewnątrz bolało
I jakoś bym uplastycznił tego Beethovena, oprawił w jakie cechy, bo tak jest tylko nazwiskiem, nie wiadomo czego „z Beethovena” jej brakuje, dlaczego za nim tęskni.

- Rozbieraj się – powiedziała Gala.

To brzmi rozkazująco. Z początek opowiadania zdaje się wskazywać, że stroną dominującą, silniejszą jest Klara, że to Gala jest od niej uzależniona, a w taki razie, chyba nie ona winna wypowiadać takie mocne słowa. I dalej dominacja Gali jest jednoznaczna.

Czasem któraś z nich musiała myśleć, że są na siebie skazane, że już nie będzie nikogo piękniejszego, to pierwsza i ostatnia miłość.

Przydałby się przecinek po „Czasem”.

Jak mogłybyśmy się rozstać, gdy cały świat ląduje na naszych umysłach,

Lepiej: „w naszych umysłach”.

a Klara pozostawała dla niej wiąż nieodkryta i nowa.

„wciąż” - literówka

Poczuła, że wydano na nią zagładę.

Poczuła, że wydano ją na zagładę.

Powiedziała Gala i uśmiechnęła się do niej smutno, patrząc na jej twarz.

„do niej” bym usunął.

No cóż, bardzo mi przykro, ale tym razem trochę mnie rozczarowałaś. To nie znaczy, że tekst nie jest dobry, ale od Ciebie, właśnie od Ciebie, oczekuję czegoś więcej. Beethovena. A to nie zabrzmiało jak mistrz z Bonn. Brakuje mi tu Twojej magii - ponurej często i nazbyt zawikłanej w sobie samej – której często było zbyt wiele, zbyt agresywnie zajmującej całą przestrzeń opowiadania i nie pozostawiając miejsca na inne sprawy; fabułę, akcję, przejrzystość narracji - przygniatając całość swoim ciężarem. Ale gdy jej zabrakło - może nie całkowicie, cienie zostały – to mimo przejrzystości, ogólnej poprawności, zdecydowanego i konkretnego przedstawienia obrazu i problematyki oraz niewątpliwie bardzo udanych fragmentów, czegoś jednak brakuje. Widać, jak trudno połączyć ze sobą to wszystko, ale nie wątpię, że w dalszym ciągu Ci się uda, gdyż tutaj udało Ci się wysublimować to, co często gubiło się, albo wręcz ukrywało, w poprzednich tekstach.



Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » pt 09 maja 2014, 03:03

DIAGNOZA ŚFJONTKOFSKJEGO:

przerzucasz prozę na poezję, a poezję na prozę.


Piszę zupełnie poważnie.


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2393
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 13 maja 2014, 19:55

Trochę szczegółów, które mi nie grały:

Miggy pisze:która pod wpływami różnych ludzi i różnych substancji wpychała nos w nie swoje sprawy.
pod wpływem

Miggy pisze:Myślała: Klara na pewno ma w sobie mniej tajemniczości, niż ja. Przecież mi nikt nigdy niczego nie odmówił. Zawsze zmuszałam siebie do bycia świętą, co tak mi się w sobie podobało.
Umyka mi tutaj sens ostatniego zdania - w sensie w kontekście zdań go poprzedzających i następnych. Jakoś mi to tutaj nie gra.

Miggy pisze:Gala wiedziała, że nie będzie miała ona do powiedzenia nic więcej, prócz tego jednego „cześć” i najszczęśliwszego uśmiechu na świecie. Witając ją, złapała ją lekko za rękę i pozwoliła wejść do środka.
Trochę bałagan z podmiotami. Niby na logikę wszystko da się zrozumieć, ale fragment, zwłaszcza ostatnie zdanie, trochę zgrzyta.

Miggy pisze:wszystkich przepaści, które nakładał na nią świat?
Nakładanie przepaści jakoś mi nie brzmi. Wiem, co chcesz tym pokazać, ale jednak... nie.

Miggy pisze:u, w którym będzie musiała zmusić się do ubezwłasnowolnienia jej mózgu.
Mówiąc szczerze, zupełnie nie czuję, o co tutaj Gali chodzi - do czego miałoby faktycznie dojść.

Miggy pisze:i niemożliwa do przejścia dla kogokolwiek z zewnątrz.
relacja niemożliwa do przejścia? Może hmmm... bardziej coś w stronę "niemożliwa do przejrzenia dla kogokolwiek z zewnątrz"? Nie wiem... Ale znów mi coś nie gra.

Fragment napisany ciekawym stylem. Trochę, z tego co widzę, zrezygnowałaś z chaosu i pokręconych metafor, czy porównań. Jak na mój gust, to akurat krok w dobrą stronę. Zwłaszcza, że mimo tego, że trochę odpuściłaś, nie zgubiłaś tej swojej specyficznej magii. Momentami wyskakiwały jakieś zgrzyty, określenia, które budziły moje wątpliwości, ale poza tym czytałam z przyjemnością.

Tekst silnie emocjonalny, aczkolwiek przyznam, że część tych emocji (i to część, jak sądzę, dość ważna) była dla mnie pogmatwana i niezrozumiała. Chodzi mi o relację Gali z Klarą. Niektóre jej elementy - głównie te związane z opisem tej erotycznej więzi je łączącej (fragmenty o bólu, o ubezwłasnowolnieniu - gdzieś mi uciekł ich sens). To może być wina po mojej stronie albo kwestia tego, ze mam do czynienia z fragmentem. Ale na wszelki wypadek sygnalizuję.

Zaciekawiła mnie Gala - jej sposób myślenia i to, co mówi o niej narrator. Ta jej wewnętrzna szarpanina. Bardzo wiarygodnie i interesująco przedstawione. Chociażby dla poznania głębiej tej postaci, chce się czytać dalej. Dlatego liczę na to, że ciąg dalszy rzeczywiście nastąpi.

A na razie życzę powodzenia w dalszej pracy i pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości