''Eskalacja''

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MrTank
Pisarz domowy
Posty: 79
Rejestracja: ndz 25 maja 2014, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

''Eskalacja''

Postautor: MrTank » ndz 22 cze 2014, 10:34

WSTĘP

Unia Europejska jest skłócona. Na Ukrainie ponownie panują wielkie zamieszki, nacjonaliści powoli przejmują władzę. Na Białorusi dochodzi do prób obalenia rządu. Zaczynają powstawać nowe, prywatne firmy wojskowe, najemnicze siły zaczynają przybierać na sile.



SPOTKANIE

Godzina 20:41, budynek Rządu Federacji Rosyjskiej w Moskwie.

Moskwa tonęła w ulewie. Do Moskiewskiego Białego Domu jechał generał rosyjskiej armii, Iwan Izotow, wysoki, sześćdziesięcioletni łysy mężczyzna o czarnych oczach. W czasie wojny w Afganistanie był jednym z najlepszych pułkowników, awans na generała dostał dopiero podczas wojny w Osetii Południowej w 2008 roku, podczas bitwy o Cchninwali.
Generał nie kierował sam swoim czarnym, rządowym Mercedesem klasy S. Miał od tego szofera, grubego Arkadija - byłego funkcjonariusza SWR, który nosił pistolet pod kurtką i który prowadził Mercedesa ostro. Szyby w oknach auta były przyciemnione i kuloodporne.
Moskiewski Biały Dom był wielkim gmachem, na szczycie znajdowała się się wieża zegarowa, na której widniało wykonane z brązu, złocone godło Rosji - dwugłowy, złoty orzeł. Całość wieńczył maszt z dumnie powiewającą - flagą Federacji Rosyjskiej. Tydzień temu doszło tam do nieudanego zamachu bombowego. Trzej ukraińscy terroryści którzy byli odpowiedzialni za ten atak - zostali aresztowani przez policyjne oddziały OMON-u podczas krótkiej ucieczki skradzionym vanem.
Chwilami Rosja trochę bała się ekspansji NATO. Przez kryzys na Ukrainie i wsparcie z Zachodu dla Ukraińców, niektórzy moskiewscy politycy bali się, że lada chwila nastąpi atak na ich ojczyznę przez Ukrainę, która w każdej chwili, być może za sprawą brudnych pieniędzy, mogła wstąpić do NATO i Unii Europejskiej. Zarówno Izotow, jak i inni rosyjscy oficerowie byli przekonani jednak, że to oczywista, nierealna bzdura.
Izotow uczestniczył wcześniej w spotkaniu w budynku FSB obok placu Łubiańskiego, znanego kiedyś jako plac Dzierżyńskiego. Ten plac też nie był już taki, jak za ZSRR. Zniknął pomnik Żelaznego Feliksa. Kiedyś na sam jego widok ciarki przechodziły po plecach tym, którzy wiedzieli, kim był ten człowiek. Teraz ten plac został jedynie symbolem minionej bezpowrotnie epoki marksizmu-leninizmu. W siedzibie FSB mieściła się kiedyś reprezentacyjna siedziba towarzystwa ubezpieczeniowego Rossija, a potem był znany jako Łubianka – przerażająca nazwa nawet w kraju, rządzonym przez Stalina.
Gdy limuzyna Izotowa wjechało na plac obok budynku, na plac wybiegli trzej uzbrojeni strażnicy, dowódca tej grupy, zobaczył i rozpoznał samochód, po czym machnięciem ręki dał Arkadijowi znać, żeby wjeżdżał.
Gdy generał wysiadł z czarnego Mercedesa, trzymając w lewej ręce teczkę, pobiegł w kierunku budynku. Ulica obok była zatłoczona przez dziesiątki samochodów, pełno aut w Moskwie było produkcji rosyjskiej i niemieckiej. Silne deszcze w Moskwie znacznie utrudniały komunikację miejską. Doszło do szeregu wypadków samochodowych. Nieliczni przechodnie z uniesionymi parasolkami brodzili prawie po kostki w kałużach na chodnikach.
W zalewie importowanych BMW, Mercedesów i innych zagranicznych aut, moskiewskie szerokie aleje straciły swój splendor. Ważne osobistości mogły korzystać ze swoich prywatnych dróg, jak niegdyś carscy książęta w swych trojkach. Były to pasy do skrętu w lewo i dla tych w rządowych ZIŁ-ach, i tych w prywatnych samochodach.
Rosja od czasów upadku ZSRR zmieniała się coraz bardziej, na budynkach roiło się od szyldów zagranicznych firm.
Na pobliskim skrzyżowaniu zrobił się korek – Buick staranował Wołgę. Drzwi otwarte, dwóch krzyczących mężczyzn w mokrych marynarkach. W zasięgu wzroku ani jednego policjanta.
Dwaj pijacy zataczali się po chodniku, mieli pewnie najwyżej po pięćdziesiąt lat, ale ich twarze były tak zniszczone wódką i tanim winem, że wyglądali o wiele starzej.
Izotow wszedł do środka przez duże, szklane drzwi, gdzie spotkał się z młodszym wiekiem oficerem o siwych włosach i kościstej twarzy, pułkownikiem Kowalowem.
- Witam, towarzyszu pułkowniku! - przywitał się Izotow.
- Dzień dobry - odparł Kowalow kłaniając się.
Kowalow zaprowadził Izotowa do windy, prowadziła ona do podziemnego schronu przeciwatomowego. Kowalow miał, w przeciwieństwie do Izotowa, nerwowy charakter.
Bunkier był tajny, tylko prezydent, premier oraz oficerowie wojska, wywiadu i kontrwywiadu wiedzieli o jego istnieniu.
Po kilku sekundach winda gwałtownie ruszyła w dół, zjechali pod ziemię. Przed wyjściem z windy znajdował się krótki korytarz, na którego końcu były żelazne wrota.
Izotow wpisał hasło przy małym ekranie obok żelaznych drzwi. Po podaniu szyfru, wrota pokryte nową, matową stalą otworzyły się. Za nimi znajdowała się średniej wielkości, przyciemniona sala z długim stołem, kilkoma komputerami, małej wielkości mapą taktyczną położoną na stole oraz telewizor i sprzęt komunikacyjny stojące na w kącie.
W bunkrze był jeden pułkownik, dwóch ubranych w garnitury agentów Federalnych Służb Bezpieczeństwa, czyli FSB i jeden funkcjonariusz GRU - agencji wywiadu.
- Witam - Niebieskooki szatyn w średnim wieku zasalutował, nie wyjmując papierosa z ust. Był to pułkownik Sorokin.
Wszyscy usiedli do stołu, Sorokin ugasił swojego papierosa w popielniczce.
- Co generał chce nam powiedzieć? - zapytał się uprzejmym tonem pułkownik Sorokin drapiąc się po głowie.
- Polityczna sytuacja na Białorusi i Ukrainie jest ciężka. Majdan to nic w porównaniu z tym, co się teraz dzieje - powiedział młody agent GRU.
- Jak wiecie, rządy Ukrainy i Białorusi nie dadzą rady, nacjonaliści mają ogromne poparcie, tamtejsi wojskowi się buntują. Militarnej pomocy nie możemy zaoferować, bo Unia da nam kolejne sankcje - powiedział Izotow, zdejmując oficerską czapkę i kładąc ją na stole.
- Mogą połączyć siły, zdobyć broń masowego rażenia. Co prawda nie pochwalam akcji militarnej ale... - rzekł Sorokin.
- Nacjonaliści prędzej czy później dojdą do władzy. To krytyczna sytuacja, nie ma co tego przeciągać w nieskończoność - odparł nerwowym tonem Izotow, marszcząc brwi.
- Jakie jest zdanie prezydenta? - zapytał jeden z agentów FSB.
- Mówię w jego imieniu. Działam na rozkaz Kremla - odpowiedział Izotow.
- Musimy zareagować, zanim będzie za późno - rzekł funkcjonariusz GRU.
- Białoruś i Ukraina to nasze strefy wpływów! Jak je utracimy, upokorzymy się przed innymi państwami - oznajmił Kowalow.
- Zawsze trzeba ponieść jakieś straty. Co do tej broni masowego rażenia, mogą mieć broń chemiczną - rzekł Izotow, po czym wyjął teczkę i pokazał fotografię żołnierza w oficerskim mundurze.
- Kto to? - spytał zaciekawiony Kowalow poprawiając krawat.
- Kapitan Dmitrij Władimirowicz Worszewski, urodzony w Moskwie, 53 lata. Od 1987 roku służy w armii, od 1996 roku jest komandosem i służy w Specnazie, jednostka Alfa. Weteran wojny w Afganistanie, Czeczenii i Gruzji - oznajmił Izotow.
- Nie mamy kogoś młodszego? - rzekł Sorokin.
- On nie jest na emeryturze tylko na chwilowym zawieszeniu. Tylko taka osoba może bez problemu przeniknąć na wrogie terytorium. W Czeczenii poradził sobie sam za linią wroga przez dwa dni, bez żadnego oddziału. Kiedyś został odznaczony Orderem Newskiego i Orderem Świętego Andrzeja. Planuję wysłać komandosów na zbuntowane tereny Ukrainy. Wykradną dokumenty. Nasz wywiad donosi, że w północnej części Krymu, przy granicy z kontynentalną częścią Ukrainy, pewien ukraiński major zatrzymał się na miejscowym posterunku, ma przy sobie dokumenty o broni chemicznej... - powiedział spokojnym tonem Izotow.
- Jeśli ich zabiją albo złapią, to będziemy musieli się ich wyprzeć, inaczej rozpętamy wojnę! - powiedział Kowalow.
- Popieram decyzję generała! - krzyknął Sorokin.
- Na miejscu mamy dwóch szpiegów z GRU. Wysyłamy trzech komandosów na teren Ukrainy. Co do Białorusi, to już inni się tym zajęli. Ja już muszę iść - oznajmił Izotow, po czym wstał i założył czapkę.
Izotow wyszedł z bunkra w kierunku windy. Po wyjechaniu na górę wyszedł z budynku i wsiadł do limuzyny.
- Arkadij, na lotnisko jedziemy! - krzyknął do kierowcy.
- Tak jest.
Następnie wziął komórkę i zadzwonił do Dmitrija.
- Halo, Iwan Izotow.
- Witam, generale - odpowiedział ponurym głosem Dmitrij.
- Mam pewną prośbę. Doszło już prawie do całkowitej zmiany władzy na Ukrainie. Więc chciałbym poprosić cię o udział w tajnej misji na terenie Krymu.
- Skończyłem z wojskiem rok temu...
- Jesteś w tym dobry, zrobisz to ze swoim dawnym oddziałem. Zapłacimy wam.
- No dobra... Wezmę w tym udział - zgodził się Dmitrij po krótkim przemyśleniu.
- Świetnie. Jak będziemy gotowi, to zadzwonię.
- Do widzenia.
Dmitrij się rozłączył.
- Łatwo poszło... - powiedział do siebie Izotow.



PRZEWRÓT

Godzina 10:20, dom Dmitrija, 4 km od Petersburga.

Na dworze było słonecznie i bezchmurnie.
Dmitrij siedział skupiony w kuchni czytając gazetę i pijąc herbatę. Dom Worszewskiego był średniej wielkości, drewnianą leśniczówką na przedmieściach Petersburga.
Miał on siwe krótkie włosy, czarne wąsy i niebieskie oczy. Na jego lewym policzku znajdowała się niewielka blizna po nożu, jeszcze z czasów pierwszej wojny w Czeczenii. Walkę traktował jako zwykłą pracę, niebezpieczną pracę. Nie oczekiwał za to dziesiątek medali i szeregów Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Sankt-Petersburskiej. Robił to, co trzeba.
Nagle zadzwonił telefon.
- Halo? - zapytał zniecierpliwiony.
- To ja, Kirył. Oglądasz wiadomości? Na kanale Rossija 24?
Dmitrij szybko wziął pilota i włączył telewizor.
- Wczorajszej nocy, po starciach z milicją i Wojskami Wewnętrznymi, na Ukrainie władzę objął nacjonalistyczny rząd, znany z antyrosyjskich poglądów - mówił dziennikarz w telewizji.
- Obawiam się, że na Białorusi będzie to samo...
- Może... - odpowiedział cichym tonem Dmitrij.
- Jak coś, to jeszcze zadzwonię, na razie jestem zajęty - powiedział Kirył, po czym się rozłączył.
Dmitrij siadł na fotelu przed telewizorem i obserwował przez resztę dnia wydarzenia na Ukrainie.



TAJNA MISJA

Godzina 20:00, jednostka Specnazu w Petersburgu.

Dmitrij przyjechał do koszar swoim czarnym, terenowym Suzuki SX4, poszedł do budynku jednostki i ubrał się w czarny, nieoznakowany mundur. Z młodszym wiekiem chorążym Wiktorem Popowem - o pucołowatej twarzy, czarnych włosach i niewielkim zaroście - oraz łysym sierżantem Kiryłem Morozowem o lekko odstających uszach, i ciemnych oczach, poszli na odprawę.
Zaraz po tym, do pokoju odpraw przyszedł generał Iwan Izotow. Pomieszczenie było średniej wielkości, znajdowało się tam kilka krzeseł i jedno drewniane, czarne biurko. Ściany były koloru białego, a na ścianie znajdowała się mapa Rosji. Prócz tego, obecność zagranicznych mebli i nowinek technologicznych biła w oczy: komputery Dell, nowe radiostacje. Na ścianie lekko wyblakła kopia portretu Piotra Wielkiego. A przy oknie - żywa roślinka.
Izotow czytał jakiś raport, zaginając górny róg kartki. Drugą ręką masował delikatnie czoło, jakby próbował wygładzić siatkę pokrywających je zmarszczek. Lekko obwisła skóra pod jego oczami przypominała Dmitrijowi worki, które nosiły zimą na pyskach konie w małym gospodarstwie, gdzie pracował kiedyś jego dziadek.
- Przedwczoraj, po krwawych zamieszkach i starciach z siłami milicji i wojska, nacjonaliści przejęli władzę na Ukrainie. Teraz to wrogi kraj, prawdopodobnie mają broń chemiczną. Zostaniecie zrzuceni niedaleko posterunku położonym na północy Krymu. Na tej placówce przebywa pewien oficer. Możecie go zabić albo zabrać żywego, ważne abyście wzięli jego dokumenty. Dostarczy was zmodyfikowany samolot Cessna 421. Pamiętajcie, że to ściśle tajna misja. Na miejscu jest jeden agent który będzię utrzymywał z wami łączność. Startujecie za 15 minut. Zrozumiano, kapitanie Worszewski? - oznajmił stanowczym tonem Izotow.
- Tak jest! - odpowiedział Dmitrij podpierając brodę pięścią.
- Odmaszerować - rzekł spokojnym tonem generał.
- Jak słyszeliście! Do magazynu! - oznajmił Dmitrij.
Komandosi wzięli ekwipunek, Dmitrij i Kirył wzięli karabiny AKS-74U z laserowymi celownikami i tłumikami, Wiktor wziął karabin wyborowy WSS Wintoriez z celownikiem termowizyjnym.
Żołnierze weszli na pokład Cessny. Pilot wystartował. Do tej misji zdecydowano się wysłać cywilną maszynę, by nie zwracać na siebie uwagi, samolot ten miał wysuwane drzwi, aby ułatwić skok spadochronowy.
Dmitrij miał złe przeczucia co do tej misji, jeden błąd mógłby spowodować wojnę. Kirył i Wiktor byli w oddziale Dmitrija już bardzo długo, razem wykonywali tajne misje na terenie Gruzji i Czeczenii.
Minęły dwie godziny. Dmitrij i Wiktor sprawdzali magazynki do broni. samolot zbliżył się do ukraińskiej granicy. Żołnierze przygotowali spadochrony. Kirył otworzył drzwi, do środka samolotu wpadło chłodne powietrze.
Komandosi skoczyli, drzwi maszyny automatycznie się zamknęły. Po długim swobodnym spadaniu otworzyli spadochrony. Po kilku sekundach wylądowali niezauważeni na brzegu małego jeziora spowitego ciemnością i rzadką mgłą.
- Sokół! Tu Wilki! Wylądowaliśmy! Bez odbioru - zakomenderował przez krótkofalówkę Dmitrij.
Trójka zdjęła ochronne kaski i przyczepiła je do swoich pasów. Kaski te nie przydałyby się do walki, gdyż chronią przed upadkiem, a nie przed odłamkami i rykoszetem.
Cała trójka założyła noktowizory, nagle kilka metrów dalej usłyszeli warkot silników. Nadjechał ukraiński patrol. Rosjanie szybko schowali się w krzaki obok. Dwa wojskowe UAZ-y przejechały, nie zauważając żołnierzy. Po przejściu przez łąkę, a potem przez niewielki las, komandosi doszli do dużego wzgórza, z którego było widać poszukiwany posterunek. Było to małe zbiorowisko baraków i namiotów, otoczone leśnymi pagórkami, znajdował się też tam garaż na czołg i jedna wieżyczka wartownicza, na której, o dziwo, nikogo nie było.
- To nasz cel - zaraportował Kirył.
Wiktor położył się na ziemi i spojrzał przez lornetkę.
- Widzę ośmiu wrogów! Dwóch stoi na warcie przy bramie, jeden naprawia czołg, dwóch patroluje teren, a trzej pozostali siedzą w baraku - oznajmił Wiktor.
- W porządku. Ty, Wiktor, będziesz nas osłaniał, ja z Kiryłem zakradniemy się tam - powiedział Dmitrij.
- Przyjąłem - oznajmił Wiktor.
Dmitrij i Kirył zakradli się pod zasieki odgradzające bazę, Dmitrij kombinerkami przeciął druty. Zaraz potem Kirył gwałtownie wbił stojącemu strażnikowi nóż w gardło, ciało schował w krzaki obok.
- Wchodzimy - zaraportował Kirył.
Kolejny Ukraiński wartownik szedł w kierunku zniszczonych zasieków. Dwaj komandosi schowali się za skrzyniami, głowa wartownika została przebita na wylot od karabinu snajperskiego Wiktora, krew trafionego Ukraińca rozbryzgała się na ścianie jednego z baraków.
- Wróg zlikwidowany - powiedział Wiktor.
Dmitrij z Kiryłem zdjęli noktowizory i podeszli do głównego baraku, w którym było trzech żołnierzy. Kirył zajrzał ostrożnie do środka przez okno.
- Jest tam jakiś major i dwóch zwykłych wojaków - oznajmił Kirył, który bez problemowo rozpoznał rangę oficera.
- Majora weźmiemy żywego.
- Zrozumiano.
Dmitrij kopnięciem otworzył drzwi i z Kiryłem zabili seriami z karabinków dwóch nieprzyjaciół.
- Ręce do góry! - krzyknął Kirył do majora.
- Wiktor, mamy tego oficera, odbiór... - zaraportował Dmitrij.
- Przyjąłem, pozostali się jeszcze nie dowiedzieli o was, bez odbioru.
- Mów, jak nie chcesz zginąć, jakie macie dalsze plany! - Kirył odezwał się nerwowym tonem do dowódcy posterunku.
- Pieprz się! - krzyknął major.
Kirył przyłożył mu karabin do głowy. Rosjanin uspokoił oddech, i po raz pierwszy przyjrzał się dobrze majorowi. Zgarbiony. Spiczasta, lisia twarz. Brwi ściągnięte w trwałym grymasie, zdradzającym wrodzoną niechęć do kompromisu.
- Pytam się ostatni raz! Jakie macie zamiary?
- Myślicie, że wam powiem?
Oficer chciał chwycić za karabin Kiryła lecz Dmitrij zabił go strzałem w głowę.
- Wiktor, major nic nam nie powiedział, jak tam wrogowie? - zapytał się przez krótkofalówkę Dmitrij.
- Jeden usłyszał was i zbliża się do baraku. Jak będę miał czysty strzał, to go zabiję, bez odbioru.
Dmitrij wziął z biurka pendrive'a oraz aktówkę, w której były dane broni chemicznej. Następnie z Kiryłem dyskretnie wyszedł z baraku.
- Stać! - krzyknął strażnik w czapce uszance z wycelowanym kałasznikowem w stronę Dmitrija, lecz zaraz po tym został zabity przez Wiktora.
Dmitrij z Kiryłem oraz Wiktorem w pośpiechu uciekli z miejsca zdarzenia, po drodze zabijając pojedynczymi strzałami w głowę dwóch patrolujących okolicę żołnierzy.
- Orzeł 9! Mamy dokumenty! Czekamy na ewakuację! Odbiór! - zaraportował Dmitrij przez krótkofalówkę.
- Tu Orzeł 9, Mi-8 już tu leci! Bez odbioru.
Kilka minut później nadleciał transportowy śmigłowiec osłaniany przez szturmowy helikopter Mi-28, który wystrzeliwując rakietę, zniszczył jadącą wojskową ciężarówkę z ukraińskimi żołnierzami. Dwóch Ukraińców, płonąc, wyskoczyło z wraku pojazdu, lecz zaraz potem skonało od poparzeń.
Dmitrij zaś zabił serią z kałasznikowa dwóch biegnących w jego stronę żołnierzy.
- Miło was widzieć - powiedział do pilota ucieszony Wiktor.
- Wracajmy do domu! - krzyknął Kirył.
Śmigłowce poleciały w stronę rosyjskiej granicy. Wewnątrz panowała spokojna atmosfera, znalezione dokumenty wskazywały na to, że Ukraińcy posiadają duży zapas broni chemicznej.
- Jeszcze Białoruś nie padła - rzekł pod nosem Kirył.
- Jeszcze... - odpowiedział Dmitrij, po czym zdjął karabin z ramienia i napił się wody.
Po długiej podróży do domu Dmitrij dał generałowi Izotowi znalezione dane. Komandosi dostali pozwolenie na powrót do domów, Dmitrij przebrał się w cywilne ubranie i wsiadł do swojego auta, następnie wyruszył w kierunku domu.
Po podróży przez zakorkowane miasto dojechał do przedmieść. Duże, szare gmachy zaczęły ustępować blokom mieszkalnym i małym sklepom. Nagle Dmitrij zauważył że stojący naprzeciwko skrzyżowania szklany budynek Gazprombank był zniszczony, zaraz potem wybuchły stojące naprzeciwko dwa samochody osobowe. Huk eksplozji było słychać z daleka.
Zapanował chaos, ludzie uciekali lub chowali się za autami. Wszystkie samochody zatrzymały się, a Dmitrij wysiadł z auta.
- Co jest? - powiedział do siebie zmęczony Dmitrij.
Wszyscy uciekali w popłochu. Rozniósł się głos wyjących syren, po chwili przyjechało pełno radiowozów, karetek i wozów strażackich.
- Jestem kapitan Worszewski ze służb specjalnych. To byli Ukraińcy? - zapytał się Dmitrij jednego z policjantów.
- Tak, nie mogliśmy ich dorwać.
Zaraz potem zadzwoniła komórka Dmitrija.
- Halo...
- To ja, Kirył. To byli Ukraińcy, chcą nas zastraszyć, pokazać, jaką to są potęgą...
- W Moskwie też do tego doszło?
- Mam nadzieje, że nie. Jak coś, to zadzwonię. Trzymaj się.
Dmitrij wsiadł do samochodu i pojechał do swojego domu na skraju lasu na którego przeciwko znajdowała się mała stacja paliw Łukoil.
Gdy dojechał do domu, rozpalił w kominku i wziął laptopa Apple, aby poszukać więcej informacji o zamachach. Okazało się, że w tym ataku zginęło trzydziestu pięciu ludzi a czterdziestu czterech zostało rannych.

[ Komentarz dodany przez: ithilhin: Wto 24 Cze, 2014 ]
Na prośbę [MrTanka w drodze wyjątku edytowałam dziś temat i wkleiłam poprawiony fragment.
Ostatnio zmieniony pt 15 sty 2016, 17:35 przez MrTank, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Vercenvard
Pisarz domowy
Posty: 168
Rejestracja: czw 10 kwie 2014, 02:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Vercenvard » ndz 22 cze 2014, 11:22

tak naprawdę to chciałem skomentować tylko jedną rzecz, która mnie rozwaliła na samym wstępie, ale uznałem, że spróbuję przeczytać więcej. Ciężko się przez to brnie. Oj ciężko.

Do Moskiewskiego Białego Domu

Że co proszę?

o czarnych oczach

Znaczy się, coś jak tu: http://i.wp.pl/a/f/film/033/38/03/0130338.jpg
?

Generał nie prowadził sam swoim czarnym, rządowym Mercedesem klasy S

"Prowadził Mercedesa" albo "kierował Mercedesem"

Izotow uczestniczył wcześniej na spotkaniu

uczestniczył W spotkaniu, albo był NA spotkaniu.

Nieliczni przechodnie z uniesionymi parasolkami brodzili prawie po kostki w kałużach na chodnikach.

Jesli w kałużach na chodnikach brodzą po kostki to ulicą chyba płynie rzeka.


Za nimi znajdowała się średniej wielkości, przyciemniona sala z długim stołem, kilkoma komputerami, małej wielkości mapą taktyczną położoną na stole oraz telewizor i sprzęt komunikacyjny.

Wyglada na to, że za drzwiami znajdowała się sala (z tym i tamtym), telewizor i sprzęt komunikacyjny.

Gdy dojechał do domu, rozpalił w kominku i wziął laptopa Apple


To takie istotne, że Apple, czy to może product placement?


Dopiero zauważyłem, że ten tekst chyba się za wcześnie pojawił...


Siedzący na ławeczce dziadunio spojrzał w kierunku łowców, mrużąc oczy i jednocześnie, uniósłszy dłoń w niemal czarnoksięskim geście, zaczął dłubać w nosie.

http://narreweid.blogspot.com/

Awatar użytkownika
MrTank
Pisarz domowy
Posty: 79
Rejestracja: ndz 25 maja 2014, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MrTank » ndz 22 cze 2014, 11:43

Uwierz mi, dawna wersja tej powieści była TRAGICZNA. Tak, jest coś takiego jak Moskiewski Biały Dom.



Awatar użytkownika
Vercenvard
Pisarz domowy
Posty: 168
Rejestracja: czw 10 kwie 2014, 02:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Vercenvard » ndz 22 cze 2014, 12:04

No proszę :) człowiek się uczy całe życie.


Siedzący na ławeczce dziadunio spojrzał w kierunku łowców, mrużąc oczy i jednocześnie, uniósłszy dłoń w niemal czarnoksięskim geście, zaczął dłubać w nosie.



http://narreweid.blogspot.com/

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4836
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » wt 24 cze 2014, 08:21

Przeniesione i odblokowane.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » wt 24 cze 2014, 10:32

gieferg pisze:Jesli w kałużach na chodnikach brodzą po kostki to ulicą chyba płynie rzeka.
Nie, to Moskwa i krzywe chodniki.

Tak jak już mówiłem:
Świetny wstęp. Nie idealny, ale świetny. Taki, że w filmie pojawiłby się białymi literami na czarnym tle i był odczytany głosem głównego bohatera.

Miło, że wprowadziłeś poprawki, które Ci podrzuciłem. Przedtem było widać dokładnie, w którym momencie kończą się nałożone poprawki wynikłe z uwag na innych forach, na których wrzuciłeś tekst. To moment, od którego jakość tekstu leci na łeb i na szyję.

Tekst nie jest szczególnie głęboki i porywający. Czyta się go znośnie i przyjemne jest jego umiejscowienie w naszych realiach, takie Clancy-fiction. Ale na tym porównania do Toma się kończą. Postacie nieszczególnie ciekawe, każdy bohater to zaprawiony w bojach post-sowiecki twardziel, żaden lewak. Nikt nie waha się zabić wroga, każdy zawsze trafia w głowę - bardzo amerykański styl powieści o ruskich.

Stylistycznie - są błędy. Zdarza się. Akapity - jak już są, to nie wiem, czemu akurat tam. Opisy - leżą, bo nie istnieją.

Jeżeli masz te 16 lat, jeżeli w tym wieku tak piszesz - pisz dalej. Widziałem dzieciaki młodsze od Ciebie, piszące większe bzdety. Rok później zgarniali szóstki z polskiego. Ale ile krwi wypocili i ile krwi wypociły ich bety, to inna sprawa.

Co do fabuły jako takiej:
Ukraina i Białoruś wywalają się na Rosję. Buntownicy, ewidentnie dobrze wyposażeni, kradną broń chemiczną. Rosjanie wysyłają trzyosobowe komando podstarzałych komunistycznych supersoldatów.

Zrzuceni za liniami wroga Niezniszczalni, grani przez Stallone'a, Schwarzeneggera i Van Damme'a skokiem HALO komunikują się krótkofalówką (którą odbiera się do 40km - czyli mają w pobliżu rosyjską stację radiową? - i którą z łatwością może wychwycić wróg) z bazą i ruszają do akcji.

Tajne plany broni chemicznej są, jak się okazuje, przechowywane w malutkim (2 czołgi, 8 wartowników, 1 major, plus pewnie czołgiści, czyli 6 do 8 załogantów) posteruneczku. W dodatku obstawionym chyba żółtodziobami. Informacje buntownicy przechowują na pendrivie w biurku.

Po udanej akcji (wymordowaniu wszystkich, których wymordować się dało) wracają do domu. Ukraińcy wysadzają w zamachu bombowym na bank. Koniec.

SŁABO.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 24 cze 2014, 11:56

Jeśli mierzyć to bezwzględną miarą literatury to daleko mu do ... dobrego
Brakuje tu osadzenia w realiach (wszelkich). Jest jakoś wtórnie uproszczone, zbanalizowanie jak w bryku do historii i wiadomościach telewizyjnych. Lubię sensację właśnie dla "spekulacji" w szczegółach, kolorytu i wyrozumowanego prawdopodobieństwa politycznego.

a tu tak:
skrót streszczeniowy, bez dynamiki i dramaturgii. Nijaki. Właściwie spojler, jakbyś się obawiał, że nie zorientuję się co i jak jest z historią. Albo nie umiał tego pokazać i wyręczyłeś się takim "kawa na ławę".
MrTank pisze:Unia Europejska jest skłócona. Na Ukrainie ponownie panują wielkie zamieszki, nacjonaliści powoli przejmują władzę. Na Białorusi dochodzi do prób obalenia rządu. Zaczynają powstawać nowe, prywatne firmy wojskowe, najemnicze siły zaczynają przybierać na sile.

Pokaż mi w obrazach tło, a nie w oznajmieniach!

MrTank pisze:Godzina 20:41, budynek Rządu Federacji Rosyjskiej w Moskwie.

Zastosowałeś bezmyślnie chwyt.
20. 41 - to oznaczenie przypadłości meteorologicznej czy czasu na zegarku w budynek Rządu Federacji Rosyjskiej?

bo potem:

MrTank pisze:Moskwa tonęła w ulewie.
- po co mi to wiedzieć? To nie ma żadnego znaczenia potem. Ot, lało. A to jest PIERWSZE ZDANIE! Jak pierwszy klocek w budowli.

potem mydel i powidel:
o łysym generale i o czarnych oczach, krótko o karierze, mercu i szoferze, budynku rządu i wielu innych duperelach...
a wciąż jest 20.41 :D

wrócę. (cdn)


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
uncle.kat
Pisarz domowy
Posty: 165
Rejestracja: pn 05 maja 2014, 11:42
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: uncle.kat » wt 24 cze 2014, 13:05

Odnośnie zarzutu, że niby opisy już są, popatrz:

Kowalow zaprowadził Izotowa do windy, prowadziła ona do podziemnego schronu przeciwatomowego. Kowalow miał, w przeciwieństwie do Izotowa, nerwowy charakter.
Bunkier był tajny, tylko prezydent, premier oraz oficerowie wojska, wywiadu i kontrwywiadu wiedzieli o jego istnieniu.
Po kilku sekundach winda gwałtownie ruszyła w dół, zjechali pod ziemię. Przed wyjściem z windy znajdował się krótki korytarz, na którego końcu były żelazne wrota.
Izotow wpisał hasło przy małym ekranie obok żelaznych drzwi. Po podaniu szyfru, wrota pokryte nową, matową stalą otworzyły się. Za nimi znajdowała się średniej wielkości, przyciemniona sala z długim stołem, kilkoma komputerami, małej wielkości mapą taktyczną położoną na stole oraz telewizor i sprzęt komunikacyjny.
W bunkrze był jeden pułkownik, dwóch ubranych w garnitury agentów Federalnych Służb Bezpieczeństwa, czyli FSB i jeden funkcjonariusz GRU - agencji wywiadu.


Kowalow poprowadził Izotowa do ciasnej windy ulokowanej gdzieś wewnątrz labiryntu korytarzy. Tandetne drewno, którym obudowano jej wnętrze wyglądało, jakby pamiętało jeszcze czasy sowietów i tak właśnie pachniało. Kurzem i starością. Winda była ciasna - mieściła najwyżej cztery osoby. Kowalow wsunął niewielki kluczyk do panelu z przyciskami i przekręcił go - ruszyli przy akompaniamencie cichych zgrzytów metalu trącego o metal.

Bunkier, do którego dotarli po krótkiej jeździe w dół, był tajny. Tylko prezydent, premier, oraz oficerowie wojska, wywiadu i kontrwywiadu wiedzieli o jego istnieniu. Pod ziemią było cicho, metry cementu i zbrojeń wygłuszały dźwięk ulewy. Słyszeć się dało jedynie szum wentylacji, która obok stosunkowo świeżego powietrza roznosiła również nieprzyjemny zapach smaru.Gdy winda zatrzymała się i otworzyła, oczom jej pasażerów ukazał się krótki korytarz zakończony podwójnymi, stalowymi drzwiami. Izotow ruszył niespiesznie w ich stronę po cementowej posadzce. Naniesione tu przez lata drobne kamyki chrzęściły pod jego podeszwami - najwyraźniej nie wpuszczali tu sprzątaczek. Szybko wstukał kod dostępu na małym panelu obok drzwi, szczęknął otwierający się zamek. Pomieszczenie za drzwiami było średniej wielkości - przyciemniona sala z długim, drewnianym stołem na którym rozłożono mapę taktyczną. Na ścianie pokrytej boazerią wisiał duży telewizor, pod którym ustawiono biurka zapełnione komputerami i sprzętem komunikacyjnym.

Przy stole zasiadało już trzech mężczyzn, jeden w mundurze pułkownika oraz dwóch z oznaczeniami Federalnych Służb Bezpieczeństwa. Obok nich stał jeszcze funkcjonariusz wywiadu, spoglądający spode łba na Izotowa.
Można? Można.



Awatar użytkownika
MrTank
Pisarz domowy
Posty: 79
Rejestracja: ndz 25 maja 2014, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MrTank » wt 24 cze 2014, 16:22

Poprawiłem nieścisłości, już jest lepiej. Niestety, zapomniałem poprawic tych czarnych oczy, ale czy to aż tak ważne?



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 24 cze 2014, 16:32

i wróciłam (na chwilkę):



MrTank pisze:Dom był wielkim gmachem, na szczycie znajdowała się się wieża zegarowa, na której widniało wykonane z brązu, złocone godło Rosji - dwugłowy, złoty orzeł. Całość wieńczył maszt z dumnie powiewającą - flagą Federacji Rosyjskiej.

i to
Na szczycie znajduje się wieża zegarowa, na której widnieje wykonane z brązu, złocone godło Rosji. Całość wieńczy maszt z flagą Federacji Rosyjskiej.


pytanie - kto napisał drugi opis?
To tylko rada: wiki to za mało, by czytelnik powąchał i posmakował świata, który tworzysz.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
MrTank
Pisarz domowy
Posty: 79
Rejestracja: ndz 25 maja 2014, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MrTank » wt 24 cze 2014, 16:35

Y z tego co wiem to za 14 dni, będzie można dac kolejny fragment?



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 24 cze 2014, 16:43

MrTank, skup się na warsztacie na przykładzie tego fragmentu

konstrukcja fabuły:
1. I cząstka - 20.41 - dlaczego TA godzina jest ważna? Co jest kulminacyjnym momentem TEJ sceny? JAK i dlaczego TAK pojawią się bohaterowie? Jakbyś tworzył plan tego fragmentu - to jakbyś rozrysował przebieg akcji?

(aha - marksizm-leninizm to nie są CZASY! )


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
MrTank
Pisarz domowy
Posty: 79
Rejestracja: ndz 25 maja 2014, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MrTank » wt 24 cze 2014, 17:01

Ok, najważniejsze że największe bubele zostały poprawione. Dzięki moderatorowi.



Awatar użytkownika
MrTank
Pisarz domowy
Posty: 79
Rejestracja: ndz 25 maja 2014, 10:11
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

''Eskalacja'' Część 2.

Postautor: MrTank » ndz 13 lip 2014, 17:10

Poprzednia część...

ZAMIESZKI

Godzina 14:16, jednostka Specnazu w Petersburgu.

Dmitrij ponownie przyjechał swoim prywatnym autem do budynku jednostki, na wezwanie generała Izotowa.
Sytuacja na Ukrainie jest bardzo napięta. Zamieszki na Białorusi rozrosły się do wielkich rozmiarów.
Dmitrij wszedł do budynku jednostki legitymując się wartownikowi. Na korytarzu z białymi ścianami roznosił się zapach świeżej farby. Cały budynek otoczony ze wszystkich stron przez umundurowanych i uzbrojonych ludzi przypominał gniazdo os, którym grozi dezynsekcja.
- Dzień dobry - powiedział Izotow do Dmitrija.
- Witam, towarzyszu generale. Słyszałem, że mamy być wysłani do Mińska?
- Tak, pan kapitan i pięciu agentów GRU. Akcję nadzoruje SWR. Pamiętacie tych snajperów na Euromajdanie? Byli oni z Rosji. Lecz to byli prywatni najemnicy, nie mający z naszym rządem za wiele wspólnego. Wy zaś...
- Mamy zabijać bezbronnych demonstrantów? - zapytał się oburzony Dmitrij.
- Nie, nic takiego. Wy będziecie likwidować przywódców tego powstania oraz tych demonstrantów, co będą atakowali milicjantów.
- Czyli mam zabijać w imię innego kraju. Niech będzie...
- Jeśli oni dojdą do władzy...
- Dobra, dobra. Jaki jest plan dokładnie?
- Chodźmy do sali odpraw, omówimy to.
Dmitrij i Izotow poszli do pokoju, tego samego pomieszczenia, w którym Dmitrij przygotował się do tajnej misji na terenie Ukrainy w celu wykradnięcia dokumentów. Po drodze udzieliła im się atmosfera nerwowego skupienia. W pokoju tym siedziało pięciu funkcjonariuszy wywiadu GRU.
Dmitrij miał mieszane uczucia co do tej misji, nie tolerował atakowania ludności cywilnej. W Afganistanie widział wiele zbrodni dokonywanych na Afgańczykach, w Gruzji jeden z jego podkomendnych otworzył ogień do uciekających, bezbronnych ludzi, Dmitrij ukarał go wtedy śmiertelnym strzałem w głowę z kałasznikowa.
Izotow siadł przed biurkiem i przewracał strony gazety, był to ''Kommiersant'' - największy i niezależny rosyjski dziennik.
- Jeszcze dziś polecicie do Mińska, podzielicie się na dwuosobowe grupy, Worszewski oraz Petrow, Aristow z Sokołowem i Woronin z Fiodorowem. Białoruskie władze zapewnią wam bezpieczny dojazd na teren protestów. Każdy oddział zajmie miejsce na dachu budynków wokół Placu Niepodległości. Będziecie likwidować przywódców demonstrantów i innych prowokatorów, w ten sposób obniżymy im morale - poinformował Izotow.
- Nasze marionetki się buntują - oznajmił spokojnym głosem Borys Petrow, agent GRU, który będzie współpracować z Dmitrijem. Funkcjonariusz ten był ciemnookim blondynem z niewielkim zarostem, o atletycznej budowie ciała. Borys był nieco młodszy do Dmitrija.
- Czemu Białorusini nie zajmą się tym? To ich sprawa - zapytał się Dmitrij.
- Boją się strzelać do swoich, w ogóle wojsko tamtejsze nie chce strzelać do rodaków - oznajmił Izotow.
- Idziemy! - oznajmił będący w średnim wieku agent Fiodorow o czarnych oczach i brązowych włosach oraz kilku bliznach na twarzy.
Wszyscy wstali, wzięli torby z ekwipunkiem i ruszyli w kierunku wyjścia z budynku, następnie cała szóstka wsiadła do helikoptera Ka-60. Wielozadaniowy śmigłowiec z głośnym warkotem oderwał się od ziemi i poleciał w kierunku Białorusi, lot był długi. Agenci i Dmitrij mieli podrabiane paszporty, aby uniknąć zdemaskowania.
Wszyscy mieli także wojskowe spodnie i buty, a także kabury na pistolety oraz kamizelki kuloodporne pod cywilnymi kurtkami lub bluzami.
- Każdy z nas ma telefon satelitarny ze słuchawką do ucha, lornetkę, pistolet MP-443 z tłumikiem i trzema dodatkowymi magazynkami. Petrow, Sokołow i Woronin będą wyposażeni też w karabiny snajperskie SW-98 z dwoma dodatkowymi magazynkami. Karabiny macie w tych torbach - powiedział, wskazując na torby, Fiodorow.
W helikopterze było nieco ciasno, lecz nikt nie narzekał. Po godzinie lotu Dmitrij znudzony długą podróżą wyjął z kieszeni swojej brązowej, skórzanej kurtki, paczkę ulubionych papierosów, Lucky Strike, zapomniał jednak zapalniczki.
- Masz zapalniczkę, Borys? - zapytał się Dmitrij.
- Tak, weź... - odpowiedział Borys.
Dmitrij paląc papierosa, zajrzał do torby ze snajperką.
- Ja strzelam, a ty będziesz szukał celów - powiedział Borys.
- Wszystko jedno... - burknął Dmitrij.
Po kwadransie śmigłowiec dotarł do Mińska. Z daleka było widać liczne smugi dymu, pochodzące od podpalanych opon.
- Lądujemy! - oznajmił pilot.
Maszyna wylądowała na wojskowym lotnisku. Na płycie lotniska czekał jeden z oficerów białoruskich Wojsk Wewnętrznych w towarzystwie dwóch funkcjonariuszy kontrwywiadu w czarnych garniturach.
- Witam! Jestem major Szorikow - przywitał się oficer w starszym wieku, o siwych włosach z wychodzącymi z helikoptera agentami.
- Dzień dobry - powiedział Fiodorow.
- Do dzieła - powiedział będący w średnim wieku, agent z brązową brodą i bujnymi wąsami, Siergiej Sokołow.
- Milicja będzie was eskortować do Placu Niepodległości, macie do dyspozycji cywilnego Volkswagena Transportera z kuloodpornymi szybami i wzmocnioną karoserią - oznajmił Szorikow.
Cała szóstka poszła do czarnego Volkswagena, kierowcą był Sokołow. W towarzystwie dwóch milicyjnych radiowozów ruszyli w kierunku placu, na którym panowały wielkie demonstracje i strzelaniny.
W drodze do miejsca Dmitrij widział chaotyczne sceny identyczne do tych, jakie rozgrywały się na Ukrainie. Ludzie wybijali okna i podpalali radiowozy, okradali sklepy, wynosząc telewizory i kradli auta. Niektórzy milicjanci przesadnie znęcali się nad protestującymi, bijąc pałkami i kopiąc w leżących demonstrantów. Jeden z demonstrantów płonął, gdyż koktajl Mołotowa który trzymał w ręku, został trafiony od strzału milicjanta.
- Jesteśmy na miejscu! - poinformował agentów milicjant przez CB radio.
Dmitrij i pięciu agentów zaparkowało busa niedaleko placu i podzielili się na pary.
- Ja z Woroninem zajmiemy pozycję na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie. Worszewski i Petrow zajmą pozycję na dachu Domu Rządu. Sokołow i Aristow zajmą miejsce na tym pięciopiętrowym budynku, którego nazwy nie znam - oznajmił Fiodorow.
- W porządku. Chodźmy, zanim nas dopadną - odpowiedział Dmitrij.
Agenci ruszyli w kierunku budynków. Wszędzie było słychać krzyki tłumu, strzały i milicyjne syreny. Panowało wielkie zamieszanie, plac był pełen zdenerwowanych ludzi. Demonstranci podpalali opony i rzucali koktajlami Mołotowa w kierunku zasłaniających się tarczami milicyjnych antyterrorystów. Milicja na te prowokacje odpowiadała strzałami z paralizatorów, ze strzelb na gumowe kule i rzucając granaty obezwładniające. Po pewnym czasie na placu pojawił się opancerzony samochód z armatką wodną, który oblewając demonstrantów, zmuszał ich do ucieczki.
- Zapowiada się długi dzień - oznajmił Borys, który pokonywał kolejne piętra budynku z Dmitrijem.
- Nie te lata, aby zapierdzielać tyle pięter... - powiedział pod nosem Dmitrij.
Po kilku piętrach Borys i Dmitrij wyszli na dach. Borys wyjął z torby SW-98. Dmitrij usiadł na ziemi i lornetką obserwował zamieszki.
- Do wszystkich jednostek! Otworzyć ogień! - rozkazał przez telefon satelitarny generał Izotow.



SNAJPERZY

Godzina 16:41, Plac Niepodległości w Mińsku.

Nad pełnym ludzi i płonących opon placem zjawiły się dwa helikoptery - jeden milicyjny, a drugi należący do telewizji.
Już czterech powstańców poległo od karabinów Sokołowa i Woronina, Borys zdołał zlikwidować tylko jednego prowokatora. Nagle jeden z zamaskowanych demonstrantów stanął na barykadzie i nieustannie rzucał koktajlami Mołotowa oraz kamieniami w kierunku samochodów milicji, oaz zachęcał innych, by się do niego przyłączyli. Nagle jego głowa została przestrzelona na wylot od strzału Borysa, jego ciało bezwładnie stoczyło się na dół barykady.
- Dobry strzał - oznajmił spokojnym tonem Sokołow przez krótkofalówkę.
- To my mamy krótkofalówkę? Nie mówili mi o tym - zapytał Dmitrij.
- Każdy z trzech oddziałów ma po jednej. Za to każdy z nas ma telefon satelitarny.
- O tych telefonach to akurat wiem!
Dmitrij obserwował dalej plac, zamieszki trwały cały czas. Na niższych budynkach pojawili się milicyjni strzelcy wyborowi, lecz oni mogli zabijać tylko wtedy, gdy podejrzany pierwszy otworzył ogień. Zaraz po tym, jadąca ulicą obok placu furgonetka milicji, została trafiona koktajlem Mołotowa. Samochód wpadł w poślizg i wjechał w wracający do remizy wóz strażacki. Strażacy szybko wysiedli z wozu i ugasili gaśnicami płonący pojazd. Nikt nie zginął, lecz dwóch milicjantów zostało ciężko rannych.
- Prowokator na dwunastej! Koło sklepu - zaraportował Dmitrij.
Borys oddał strzał w kierunku powstańca który rzucił koktajlami w policyjny wóz, trafiony demonstrant zginął na miejscu, upadając na sklepową wystawę.
Nagle w słuchawce od telefonu satelitarnego odezwał się głos.
- Przerwijcie ogień! Opozycja i siły rządowe doszły do chwilowego rozejmu, nie spodziewajcie się zagrożenia. Bez odbioru - powiedział przez krótkofalówkę Szorikow.
- Przerwa! - oznajmił przez krótkofalówkę Fiodorow.
- Jakoś tak źle się z tym czuję - powiedział Dmitrij.
- To są nacjonaliści, faszyści... - oznajmił pod nosem Borys.
- A Łukaszenka to niby nie jest nacjonalistą? Socjalistyczny dyktator...
- To w końcu nacjonalista czy socjalista? - zapytał Borys.
- Nie zrozumiesz raczej tego. To skomplikowane - rzekł Dmitrij.
Sytuacja na placu uspokoiła się, niektórzy demonstranci zeszli z barykad. Byli jednak też tacy, którzy dalej prowokowali siły rządowe, lecz było ich bardzo mało, więc milicja nie miała problemów z ich złapaniem.
- Sokołow i Aristow! Do budynku, na którym jesteście, weszło dwóch ludzi - poinformował przez krótkofalówkę, młody, szatyn, Woronin.
- Demonstranci? - zapytał się Aristow, snajper o czarnych, krótkich włosach i niewielkim zaroście.
- Nie, Gorbaczow z Putinem, kurwa... - odpowiedział nerwowym tonem Dmitrij.
Dmitrij szybko wziął karabin Borysa i zabił strzałem w szyję wychodzącego na dach, zamaskowanego napastnika w kamizelce kuloodpornej i z rewolwerem w ręku. Drugi powstaniec został zlikwidowany od strzału z pistoletu Sokołowa.
- O mały włos, aby was zabili... - oznajmił Dmitrij przez krótkofalówkę.
- Jak się tu do nas dostali? - zapytał zdziwiony Sokołow.
- Dzięki za pomoc, stawiam wam wódkę i pierogi - odpowiedział Aristow.
Minęło pół godziny, rozejm się skończył. Na plac wyjechały dwa czołgi należące do Wojsk Wewnętrznych Białorusi. Ostre rozruchy zaczęły się ponownie.
Woronin zabił ze snajperki dwóch prowokatorów, kula przeszła na wylot tak, że obydwaj demonstranci zginęli od jednego strzału.
- Jak długo mamy ich zabijać? - zapytał się Borys, jedząc batonika.
- Aż się poddadzą... - odpowiedział Dmitrij.
- W Kijowie się nie poddali!
- To było co innego.
Nagle na placu zjawili się dwaj powstańcy ze skradzionymi kałasznikowami w rękach, jeden z nich zabił serią z karabinu, antyterrorystę który chciał chwycić za broń.
Borys zastrzelił jednego z napastników, drugi uzbrojony demonstrant został zabity przez Sokołowa.
Zaraz po tym, zadzwonił telefon satelitarny.
- Tu generał Izotow! Atakujemy Ukrainę! Zajęliśmy cały Krym! Potrzebujemy was, inni was zastąpią. Wracajcie! - poinformował o sytuacji Izotow.
- Wojna? - zapytał się zdziwiony Borys.
- Nie spodziewałem się tego dziś... - oznajmił Dmitrij.



INTERWENCJA

Godzina 17:15, Mińsk.

Dmitrij i reszta oddziału biegiem ruszyli w kierunku busa, rozruchy panowały wszędzie, cały czas latały koktajle Mołotowa i kamienie, był chaos. Naprzeciwko jakiś demonstrant leżał na ziemi i był bity pałkami przez dwóch milicjantów, kilka metrów dalej, ratownicy medyczni wynosili ze strefy zamieszek jakiegoś rannego funkcjonariusza milicji. Gdy Woronin dobiegł do Volkswagena, jeden z zamaskowanych, młodych demonstrantów podbiegł do Dmitrija.
- Wolna Białoruś! - krzyknął powstaniec w czarnej bluzie Adidasa, w jego oczach było widać bezwzględność, ale też strach.
Demonstrant wyjął nóż, lecz Dmitrij szybkim ruchem rozbroił napastnika, kopiąc go kolanem w brzuch, i powalił na ziemię.
- Szybko! Nie znam tego miasta, ale musimy trafić na lotnisko - powiedział Fiodorow.
Snajperzy wsiedli do vana i z piskiem opon ruszyli. Jadąc w kierunku lotniska, jeden z powstańców rzucił w kierunku pędzącego volkswagena koktajl Mołotowa, lecz prowadzący vana, Dmitrij, szybko wykonał skręt w bok, omijając lecącą w kierunku busa, butelkę z benzyną.
Jadąc w kierunku celu, Dmitrij o mały włos nie zderzył się z długim, milicyjnym konwojem, który pędził na plac. Sytuacja była bardzo napięta.
Po kilku minutach szóstka snajperów dotarła na teren lotniska, wartownik siedzący w przy bramie szybko wstał i podniósł szlaban.
Wszyscy wysiedli z busa i pobiegli w kierunku helikoptera.
- Włączyć silnik! Odlatujemy! - krzyknął biegnąc w stronę lotniska Dmitrij do stojących obok helikoptera dwóch pilotów.
Piloci szybko wsiedli do maszyny i odpalili silnik. Śmigłowiec po kilku sekundach oderwał się od ziemi i odleciał z Mińska w kierunku Krymu.
- Polecimy na Krym przez Rosję - rzekł Fiodorow.
- To chyba oczywiste - oznajmił Dimitrij.
Śmigłowiec opuścił przestrzeń powietrzną Białorusi. Kiedy helikopter leciał nad Rosją, Dmitrij zapalił papierosa.
- To palenie cię zabije - powiedział Borys.
- Wiem, kiedyś rzucę... - odpowiedział Dmitrij.
Po długim locie helikopter wylądował na wojskowym małym lotnisku w Kursku. Maszynie kończyło się paliwo.
- Przesiadka! Polecimy samolotem - powiedział Fiodorow.
Funkcjonariusze biegiem ruszyli do gotowego do lotu, transportowego samolotu, Antonowa-22. Wszyscy weszli do środka.
- Zapiąć pasy! Lecimy na Krym! - oznajmił nawigator w samolocie.
- Jeszcze niedawno byliśmy za Ukrainą... - rzekł po cichu Borys.
- Władza się zmienia. Janukowycz nie był taki zły. Tych wszystkich cholernych Banderowców, nacjonalistów z UPA, komunistów. Trzeba tępić - powiedział Dmitrij.
- Komuniści nie popierają tych nacjonalistów... - odpowiedział Sokołow.
- Wiem, ale oni to też zagrożenie, nigdy nie byłem komunistą, mimo że wstąpiłem do armii w czasach ZSRR... - oznajmił Dmitrij.
- Ruski paradoks... - rzekł Sokołow.
Samolot po godzinie dotarł na Krym. Maszyna wylądowała na lotnisku w Sewastopolu, Dmitrij wysiadł z samolotu. Jedne śmigłowce startowały, a inne lądowały, panowała napięta atmosfera. Nagle na niebie pojawił się wracający z misji, samolot szturmowy Su-25. Jego lewe skrzydło płonęło, po kilku sekundach z hukiem uderzył w płytę lotniska, szczątki maszyny poleciały na wszystkie strony. Takiego wypadku nikt by nie przeżył.
- Jezu, ja pierdolę! - krzyknął zdziwiony Borys.
Dwa wozy strażackie na sygnale ruszyły w kierunku kraksy samolotu. Maszyna była całkowicie roztrzaskana.
- My zostaniemy w sztabie, trzymaj się, kapitanie - rzekł poklepując po ramieniu Dmitrija, Fiodorow.
- W porządku, czas iść na wojnę - odpowiedział Dmitrij.
Dmitrij poszedł w kierunku sztabu, budynek ten był dużym, starym gmachem. Po wylegitymowaniu się wartownikowi stojącemu przy drzwiach, Dmitrij z ponurą miną poszedł w kierunku zbrojowni, w tamtejszej szatni przebrał się z innymi komandosami w wojskowy, zielony mundur, założył cięższą lecz mocniejszą kamizelkę kuloodporną, włożył beret i wziął swój ulubiony karabin, AK-74 z granatnikiem.
- Kapitan Worszewski! Widzę, że jest już pan gotowy? Od teraz nie służycie już w Alfie, Specnaz GRU to wasza nowa jednostka. Kiryla i Wiktora też - poinformował generał Izotow, który właśnie wszedł do zbrojowni.
- Czyli teraz pracujemy dla wywiadu... - odpowiedział ponurym tonem Dmitrij.
Dmitrij wyszedł ze sztabu, gdzie spotkał się z Kiryłem i Wiktorem.
- Witam, tym razem trochę dużo postrzelamy... - powiedział Wiktor.
- Dokładnie - odpowiedział Dmitrij.
Trójka żołnierzy weszła na pokład transportowego śmigłowca, Mi-8. Helikopter oderwał się od płyty lotniska i poleciał z innymi śmigłowcami w kierunku Ukrainy. Prócz transportowych helikopterów leciały też szturmowe, cztery Mi-28.
Po dwudziestu minutach przeleciała eskadra myśliwców, które atakowały ukraińskie jednostki. Walka zaczęła się, rosyjskie czołgi zaciekle atakowały pozycje Ukraińców, zaraz po tym baterie przeciwlotnicze zaczęły atakować śmigłowce. Jeden z Mi-28 został rozerwany od wybuchu rakiety przeciwlotniczej.
- Kurwa, zaraz wpierdolę tym artylerzystom! - krzyknął nerwowym tonem Kirył.
- Spokojnie bo sraczki dostaniesz - odparł Dmitrij.
Nagle pocisk z ręcznego granatnika, RPG, uderzył w helikopter, którym lecieli Dmitrij, Kirył i Wiktor.
- RPG leci! - krzyknął Kirył.
- Dostaliśmy w ogon z rakiety! Hydraulika padła! - zaraportował pilot.
Maszyna zaczęła dymić i kręcić się dookoła, Wiktor uderzył się głową o drzwi helikoptera, miał jednak hełm i nic mu się nie stało. Zaraz po tym spadła na ziemię.


LWÓW

Godzina 9:10, granica ukraińsko polska.

Polska armia w porozumieniu z NATO rozpoczęła inwazję na Ukrainę w celu odzyskania Lwowa.
Słońce ponownie zawitało, deszcz przestał padać, była bezchmurna pogoda.
Dziesiąta Brygada Kawalerii Pancernej zaraz po przekroczeniu granicy Ukrainy spotkała się z dwoma ukraińskimi czołgami T-84, nie było z nimi większych problemów, obydwie maszyny wroga stanęły w ogniu. Następnie brygada po pokonaniu kilku małych oddziałów piechoty Ukraińców pędziła prosto w stronę miasta przez wiejskie tereny.
- Jazda! - powiedział będący w średnim wieku, brodaty dowódca ciężkiego czołgu PT-91, porucznik Konrad Borkowski.
W czołgu jechali także, operator uzbrojenia, starszym sierżant, blondyn o piwnych oczach, Tomasz Kamiński i młody o brązowych włosach kierowca, kapral Lech Mazowiecki.
Oddział składał się z czterech czołgów Leopard 2A4 oraz dwóch PT-91 Twardy. Wszystkie jechały prosto przed siebie. Niebo natychmiast straciło swój urok, gdyż na jego tle widać było polskie myśliwce F-16, Migi-29 oraz przeznaczone do atakowania celów naziemnych samoloty szturmowe Su-22.
Brygada pędziła przez zaorane pola i opustoszałe drogi. Nagle na horyzoncie pojawili się wrogowie.
- Wrogowie! - zaraportował Tomasz.
Jechały cztery średnie czołgi T-72. Borkowski szybko załadował pocisk do działa.
Konrad był weteranem wojny w Afganistanie, razem z Kamińskim i Mazowieckim często wspierali wojska Amerykanów podczas walk z Talibami.
- Kamiński! Ognia! Przeciwpancernym! - zakomenderował Borkowski.
Jeden z wrogich czołgów stanął w płomieniach.
- Dostał gnój! Cały się zapalił! - z przyśpieszonym oddechem krzyczał Tomek.
Po Lechu ku zdziwieniu nie było widać żadnych emocji. Jakby się na to wszystko uodpornił, jakby miał serce z kamienia, niczym robot wykonywał swoje zadanie. Kolejne dwa czołgi wroga zostały zniszczone przez Leoparda z oddziału, w którym służył Tomasz Kamiński.
- Dobre trafienie! - oznajmił jeden z czołgistów.
Ostatni wrogi czołg został zniszczony przez Kamińskiego. Nagle jeden z jadących Leopardów został zniszczony od lecących rakiet.
- Jezu, rozwalili trójkę! - powiedział Lech.
Leopard płonął, dwóch z czterech czołgistów wyskoczyło z czołgu, lecz zaraz potem spłonęli żywcem.
Po kilkunastu minutach czołgi dotarły do przedmieść Lwowa, wjechały na dwupasmówkę prowadzącą do miasta, na drodze stało kilka opuszczonych i uszkodzonych samochodów osobowych oraz ciężarówek. W tle było widać panoramę Lwowa i przelatujące nad nim samoloty.
- Tu Szarik 2! Dotarliśmy do Lwowa, żadnych wrogów, bez odbioru... - powiedział przez radio Borkowski.
Zaraz po tym nadjechały cztery samochody terenowe Humvee oraz trzy transportery opancerzone KTO Rosomak, z których wysiedli polscy komandosi.
- Co się dzieje? Nikogo nie ma - zapytał Tomasz.
- Chyba się wycofali... - odpowiedział Lech.
- Jezu, znowu wrogowie... - powiedział Borkowski, który zauważył lecące cztery ukraińskie śmigłowce szturmowe, Mi-28.
- Widzą nas, gdzie nasze lotnictwo? - powiedział Tomasz.
- Wszyscy wypierdalać z maszyn! Musimy się gdzieś ukryć - rzekł Borkowski.
Wszyscy czołgiści wyskoczyli z pojazdów i zaczęli szukać schronienia, panował chaos, helikoptery ostrym ostrzałem zniszczyły dwa czołgi, jednego Leoparda i jednego PT-91, zaraz potem wybuchły dwa Humvee i jeden Rosomak.
- Rozwalą nas! Tu Szarik 2! Gdzie jesteście? - mówił przez radio Tomasz, który ukrył się we wraku ciężarówki leżącej po wiaduktem.
Nagle, nadleciały dwa F-16, które zestrzeliły cztery atakujące śmigłowce. Czołgiści wsiedli z powrotem do czołgu i ruszyli w stronę miasta, taranując wraki zestrzelonych śmigłowców, które leżały na drodze.
Ukraińcy wycofali się, miasto było puste, zostały jedynie polskie wojska.
- Panowie, dzisiaj jest historyczny dzień, Lwów, nasze miasto, został odzyskany! - powiedział charyzmatycznym tonem Borkowski.
Tomasz wysiadł z maszyny i rozejrzał się dookoła. Na niebie przelatywały polskie śmigłowce i samoloty. Miasto nie było zniszczone, ucierpiało jedynie kilka budynków. Na ulicach stało pełno wraków ukraińskich czołgów, T-84. Bitwa dobiegła końca, a Lwów został odzyskany przez Polaków.



BITWA O CHERSOŃ

Godzina 4:50, obóz Rosjan niedaleko Chersonia.

Była mglista pogoda, która utrudniała widoczność, mimo to w rosyjskim obozie panowała spokojna atmosfera. Paweł został przydzielony do jednostek piechoty.
Dwie mobilne wyrzutnie rakiet, BM-21 oraz ciężka artyleria zasypywały Chersoń pociskami. W mieście nie było żadnych cywili, uciekli, zostały jednie ukraińskie wojska i ochotnicy służący w ukraińskiej Gwardii Narodowej. Most prowadzący do miasta został wysadzony. Po chwili do obozu przyjechał konwój, składający się z trzech załadowanych do pełna żołnierzami ciężarówek i czterech samochodów terenowych typu GAZ-2975. Z jednego z nich wyszedł pułkownik Sorokin.
- Zaraz przystępujemy do ataku! - zakomenderował pułkownik.
- Witajcie, towarzyszu pułkowniku. Walimy do nich cały czas, ściągają posiłki z Kijowa - oznajmił major Peterenko.
- Będzie ostro... - powiedział pod nosem Sorokin.
- Jestem gotowy - rzekł Dmitrij, przeładowując broń.
- Orle 6! Tu sokół 1! Zaczynamy szturm! - zakomenderował przez radio Sorokin.
Rosyjski bombowiec przeleciał nad miastem, spuszczając bomby. Wybuchy było widać z daleka. Nagle wszyscy rosyjscy żołnierze ruszyli do ataku. Dmitrij, Kirył, Wiktor i Rekin wsiedli z innymi żołnierzami do amfibii PTS i popłynęli w stronę miasta. Po przepłynięciu na drugą stronę rzeki żołnierze wysiedli z pojazdu. Po wyjściu Dmitrij szybko zastrzelił Ukraińca, który zaszył się na dachu pobliskiego domu. Na ulicę wyjechał ukraiński czołg T-84, lecz zaraz potem został zniszczony od ataku rosyjskiego myśliwca.
Połowa miasta była doszczętnie zniszczona, druga część Chersonia była w lepszym stanie, lecz i tam trwały zacięte walki. Mgła i drobny deszcz dodawały bitwie mrocznej atmosfery.
- Ognia! Cele na dwunastej! - rozkazał Dmitrij.
- Przeładowuję! - krzyknął Rekin.
Dmitrij dostał odłamkiem granatu w głowę, lecz dzięki hełmowi Ałtyn, nic mu się nie stało.
Nagle, po kilku minutach, z jednego z budynków wybiegł młody ochotnik z ukraińskiej Gwardii Narodowej, patrząc ze strachem na Dmitrija, wycelował w niego pistolet, lecz się broń zacięła. Zdenerwowany partyzant zdjął hełm i rzucił nim w Rosjanina, po czym uciekł. Zaraz po tym strzał jakiegoś snajpera, w zbiór beczek z paliwem które stały koło budynku, spowodował wybuch który powalił Dmitrija i Kiryła na ziemię. Dmitrij, leżąc, zastrzelił dwoma strzałami z pistoletu biegnącego w jego kierunku Ukraińca.
Na niebie latały trzy rosyjskie helikoptery szturmowe Ka-50 i jeden Ka-52, który dowodził szwadronem tych śmigłowców. Lotnicze wsparcie dawało nieocenioną pomoc Rosjanom. Niektórzy Ukraińcy zaczynali pomału wycofywać się z miasta. Dmitrij i Kirył podnieśli się i schowali się za wrakiem samochodu.
Paweł pierwszy raz brał udział w walce, pierwszy raz też zabił człowieka, lecz podczas bitwy starał wszystkie emocje schować w sobie i oddać się służbie.
- Ten komisariat milicji to ich sztab! Weźmiemy go szturmem! - powiedział Wiktor, patrząc na Dmitrija.
- Dobry pomysł, Rekin! Naprzód! - odpowiedział Dmitrij.
Czwórka żołnierzy zakradła się do stojącego naprzeciwko, dwupiętrowego komisariatu. Kirył podłożył pod drzwi ładunek wyważający, po eksplozji drzwi się rozleciały, Rosjanie gwałtownie wbiegli do środka, Rekin zabił serią z kałasznikowa stojącego na korytarzu, zdezorientowanego ukraińskiego żołnierza. W środku śmierdziało kiszoną kapustą.
Wiktor zastrzelił dwóch wybiegających z pokoju obok Ukraińców. Następnie wszyscy poszli po schodach na górę. Dmitrij z marsową miną złapał jednego z Ukraińców za kamizelkę kuloodporną i wbił mu nóż w gardło. Trzech kolejnych żołnierzy zostało zabitych od ostrzału na oślep prowadzonego przez Kiryła. Rekin biegiem ruszył na ostatnie piętro, lecz tam nikogo już nie było.
- To już wszyscy? - zapytał Rekin.
- Tak, zobacz! Wycofują się - powiedział Dmitrij, wyglądając przez okno.
Ukraińscy żołnierze biegiem uciekali z Chersonia, ich wszystkie pojazdy zostały zniszczone.
Czwórka żołnierzy wyszła z komisariatu, na ulicach stało pełno rosyjskich czołgów i wozów pancernych, które zostały przetransportowane amfibiami.
- Wódki bym się napił... - powiedział do siebie Kirył.
- Tylko się nie upij... - odpowiedział Dmitrij, opierając się o stojący obok komendy radiowóz.
Bitwa została zakończona, ukraińskie jednostki wycofały się, a Rosjanie ponieśli małe straty.
Ostatnio zmieniony pn 14 lip 2014, 19:10 przez MrTank, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1384
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » pn 14 lip 2014, 19:10

Nie najgorzej, robisz postępy. Uważam, że jest lepiej niż poprzednio. Zdania są bardziej uporządkowane, czyta się trochę bardziej płynnie, mamy mniej denerwujących zgrzytów.
Popatrzmy, co by można poprawić:

Dmitrij ponownie przyjechał swoim prywatnym autem do budynku jednostki, na wezwanie generała Izotowa.

Przede wszystkim należałoby zmienić wewnętrzny szyk zdania, a „auto” zamieniłbtm na „wóz” - brzmi naturalniej.
„Na wezwanie generała Izotowa, Dmitrij ponownie przyjechał swoim prywatnym wozem do budynku jednostki.”
Ale popatrzmy co jest dalej:

Sytuacja na Ukrainie jest bardzo napięta. Zamieszki na Białorusi rozrosły się do wielkich rozmiarów.
Dmitrij wszedł do budynku jednostki legitymując się wartownikowi. Na korytarzu z białymi ścianami roznosił się zapach świeżej farby.

Łącznie mamy cztery razy „na”. Tak nie może być. Trzeba to skorygować, na przykład tak:
„Wezwany przez generał Izotowa, Dmitrij ponownie przyjechał swoim prywatnym wozem do budynku jednostki. Sytuacja na Ukrainie jest bardzo napięta, a wieści dochodzące z Białorusi mówiły o gwałtownej eskalacji zamieszek. Wylegitymowawszy się wartownikowi, Dmitrij wszedł do budynku jednostki. Białe ściany korytarza, pachniały świeżą farbą. (W świecącym bielą korytarzu, unosił się zapach farby).”

Pamiętaj, że początek każdego tekstu musi być szczególnie przemyślany i dopracowany, gdyż często pierwsze zdania decydują, czy czytelnik będzie kontynuował lekturę.

Cały budynek otoczony ze wszystkich stron przez umundurowanych i uzbrojonych ludzi przypominał gniazdo os, którym grozi dezynsekcja.

„Cały” - niepotrzebne.
A końcówka zdania bardzo udana.

Byli oni z Rosji. Lecz to byli prywatni najemnicy, nie mający z naszym rządem za wiele wspólnego.

Zawsze przeczytaj dodatkowo napisany tekst wyłącznie pod kątem wyłapania powtarzających się słów. Wbrew pozorom to niełatwe zadanie. Czasem można czytać kilkakrotnie i czegoś nie zauważyć.
Tutaj powtarza się „byli”. Może tak: Lecz to byli prywatni najemnicy z Rosji, nie mający z naszym rządem wiele wspólnego.
„za” - usunąłem. Ale mogłoby być też „zbyt wiele wspólnego”.

- Mamy zabijać bezbronnych demonstrantów? - zapytał się oburzony Dmitrij.

„się” należy usunąć

oraz tych demonstrantów, co będą atakowali milicjantów.

oraz tych demonstrantów, którzy będą atakowali milicjantów.

Dmitrij ukarał go wtedy śmiertelnym strzałem w głowę z kałasznikowa.

„śmiertelny” niepotrzebne.
Strzały w głowę najczęściej bywają śmiertelne, a zawsze lepiej jest zostawić pewne, niewielkie nawet, niedomówienie i pozwolić czytelnikowi dośpiewać sobie resztę.

Izotow siadł przed biurkiem i przewracał strony gazety,

Izotow usiadł za biurkiem (przy biurku) i...

- Nasze marionetki się buntują - oznajmił spokojnym głosem Borys Petrow, agent GRU, który będzie współpracować z Dmitrijem.

Zmieniłeś czas.
...który miał współpracować z Dmitrijem.

W helikopterze było nieco ciasno, lecz nikt nie narzekał.

Lepiej by zabrzmiało „W kabinie było nieco ciasno..”, albo po prostu „Było nieco ciasno,” - wiadomo gdzie się znajdowali.

- Masz zapalniczkę, Borys? - zapytał się Dmitrij.

„się” należy usunąć.

Maszyna wylądowała na wojskowym lotnisku. Na płycie lotniska czekał jeden z oficerów

Powtórzone lotnisko.
„Maszyna wylądowała na wojskowym lotnisku. Na jego płycie czekał jeden...

- Dzień dobry - powiedział Fiodorow.
- Do dzieła - powiedział będący w średnim wieku, agent z brązową brodą i bujnymi wąsami, Siergiej Sokołow.

Powtórzone „powiedział”.

na którym panowały wielkie demonstracje i strzelaniny.

Na którym odbywały się demonstracje i słychać było strzelaninę.

W drodze do miejsca Dmitrij widział

„W drodze do celu, Dmitrij widział...”

bijąc pałkami i kopiąc w leżących demonstrantów.

Bez „w”.

został trafiony od strzału milicjanta.

Został trafiony strzałem milicjanta.

Mołotowa który trzymał w ręku, został trafiony od strzału milicjanta.
- Jesteśmy na miejscu! - poinformował agentów milicjant przez CB radio.

Powtórzony „milicjant”. Można ogólnie: - poinformowano ich przez CB radio. („agentów” będzie w następnym zdaniu)

Dmitrij i pięciu agentów zaparkowało busa niedaleko placu i podzielili się na pary.

„podzieliło się na pary”

Milicja na te prowokacje odpowiadała strzałami z paralizatorów,

„prowokacje” do usunięcia, bo to jest ocena sytuacji, a Ty tutaj relacjonujesz i opisujesz przebieg wydarzeń.

Nie te lata, aby zapierdzielać tyle pięter... - powiedział pod nosem Dmitrij.

W tej sytuacji lepiej by było „warknął” albo „mruknął”. Można też dodać „wściekły”, albo „zasapany”.

Dmitrij usiadł na ziemi i lornetką obserwował zamieszki.

Dmitrij usiadł na ziemi i przez lornetkę obserwował zamieszki.

nieustannie rzucał koktajlami Mołotowa oraz kamieniami w kierunku samochodów milicji, oaz zachęcał innych, by się do niego przyłączyli.

oraz kamieniami w kierunku samochodów milicji, zachęcając innych, aby się do niego przyłączyli.

Nagle jego głowa została przestrzelona na wylot od strzału Borysa, jego ciało bezwładnie stoczyło się na dół barykady.

Powtórzone „jego”. Przy okazji pamiętaj: zaimków zawsze za dużo. Unikaj ich gdzie i kiedy się da.
I to zdanie nie jest zbyt zgrabne. Może tak: Nagle trafił go pocisk wystrzelony przez Borysa. Z przestrzeloną głową, stoczył się bezwładnie z barykady.

Samochód wpadł w poślizg i wjechał w wracający do remizy wóz strażacki.

Lepiej będzie: ...i wjechał w powracający do remizy...

Borys oddał strzał w kierunku powstańca który rzucił koktajlami w policyjny wóz

Przecinek przed „który”.

Borys oddał strzał w kierunku powstańca który rzucił koktajlami w policyjny wóz, trafiony demonstrant zginął na miejscu, upadając na sklepową wystawę.

Jest liczba mnoga „demonstranci”. Formalnie „demonstrant” jest poprawnie, ale w praktyce liczby pojedynczej jakoś się nie używa. Można napisać „demonstrujący”, albo: ...trafiony kulą zginął na miejscu.

Nagle w słuchawce od telefonu satelitarnego odezwał się głos.

Nadużywasz słowa „Nagle” jako rozpoczynającego zdanie. Można je zamienić przez „W pewnym momencie”, „ W pewnej chwili”, „Niespodziewanie”.

Opozycja i siły rządowe doszły do chwilowego rozejmu, nie spodziewajcie się zagrożenia.

Opozycja i siły rządowe zawarły chwilowy rozejm; nie spodziewajcie się zagrożenia.

- Przerwijcie ogień! Opozycja i siły rządowe doszły do chwilowego rozejmu, nie spodziewajcie się zagrożenia. Bez odbioru - powiedział przez krótkofalówkę Szorikow.
- Przerwa! - oznajmił przez krótkofalówkę Fiodorow.

Powtórzone „przez krótkofalówkę” Trzeba przeredagować.

- Nie, Gorbaczow z Putinem, kurwa... - odpowiedział nerwowym tonem Dmitrij.

Dobre. Ale:
… - odpowiedział nerwowo Dmitrij. Albo: - parsknął (warknął) Dmitrij. U Ciebie jest zbyt opisowo. Akcja jest szybka; to ma być „krótka piłka”.

jeden z nich zabił serią z karabinu, antyterrorystę który chciał chwycić za broń.

Przecinek trzeba przenieść przed „który”.

Tutaj na końcu trochę za dużo tego zabijania. Jest to zbyt zdawkowe, beznamiętne i powierzchowne. Lepiej by było skoncentrować się na pojedynczej akcji, ale starannie ją opisać, jak przebiegała, jak (na przykład) się kryli, celowali, może coś się nie udało, jakieś ich wrażenia, odczucia, opis ofiar itd., Bo w ten sposób to nie robi wrażenia. I ta zapowiedź nagłego przerzutu na Ukrainę, trochę dziwna, to w końcu kawał drogi, to nie było kogoś innego?

[ Dodano: Pon 14 Lip, 2014 ]
Naprzeciwko jakiś demonstrant leżał na ziemi i był bity pałkami przez dwóch milicjantów, kilka metrów dalej, ratownicy medyczni wynosili ze strefy zamieszek jakiegoś rannego funkcjonariusza milicji.

„jakiś – jakiegoś”: powtórzenie
I nie demonstrant a np. uczestnik demonstracji lub demonstrujący.

- Wolna Białoruś! - krzyknął powstaniec w czarnej bluzie Adidasa,

ubrany w czarną bluzę typu Adidas,

- Szybko! Nie znam tego miasta, ale musimy trafić na lotnisko - powiedział Fiodorow.

W takiej sytuacji określenie „powiedział' brzmi sztucznie. Mogłoby być „krzyknął', „wrzasnął”, „ryknął” albo „ głos Fidorowa poderwał ich do biegu”.

Jadąc w kierunku lotniska, jeden z powstańców rzucił w kierunku pędzącego volkswagena koktajl Mołotowa, lecz prowadzący vana, Dmitrij, szybko wykonał skręt w bok, omijając lecącą w kierunku busa, butelkę z benzyną.
Jadąc w kierunku celu,

Powtórzone „Jadąc”. W pierwszym zdaniu może być np. „W drodze na lotnisko jeden z powstańców...”

Po kilku minutach szóstka snajperów dotarła na teren lotniska, wartownik siedzący w przy bramie szybko wstał i podniósł szlaban.
Wszyscy wysiedli z busa i pobiegli w kierunku helikoptera.
- Włączyć silnik! Odlatujemy! - krzyknął biegnąc w stronę lotniska Dmitrij do stojących obok helikoptera dwóch pilotów.

Powtarza się „lotnisko” i „helikopter”.

Dwa wozy strażackie na sygnale ruszyły w kierunku kraksy samolotu.

W takich sytuacjach nie używa się terminu „kraksa”
„...w kierunku rozbitego samolotu.”

[ Dodano: Pon 14 Lip, 2014 ]
W czołgu jechali także, operator uzbrojenia, starszym sierżant,

„starszy sierżant”

Po Lechu ku zdziwieniu nie było widać żadnych emocji.

Dziwne, ale Lech nie wykazywał żadnych emocji.

Ostatni wrogi czołg został zniszczony przez Kamińskiego. Nagle jeden z jadących Leopardów został zniszczony od lecących rakiet.

Powtórzone „zniszczone”.

Wiesz, to zdobywanie Lwowa, to przedstawiłeś jak poobiedni spacerek. Tylko cztery czołgi go broniły? A potem jeszcze tylko kilka śmigłowców? Tak nie zdobywa się miast. Poczytaj trochę książek historycznych, chociażby z drugiej wojny, albo popatrz w tv na walki na Bliskim Wschodzie. To co piszesz, nie jest realistyczne. A powinno.

Czołgiści wsiedli z powrotem do czołgu i ruszyli w stronę miasta, taranując wraki zestrzelonych śmigłowców, które leżały na drodze.

No i po co taranowali? Żeby uszkodzić własny sprzęt?

Na ulicach stało pełno wraków ukraińskich czołgów, T-84.

A skąd one nagle się wzięły?

Bitwa dobiegła końca, a Lwów został odzyskany przez Polaków.

Była jakaś bitwa? Szkoda, że nic o niej nie napisałeś.
Wydaje się, że zdobycie Lwowa zasługiwało by na znacznie dłuższy i bardziej szczegółowy opis.

Dwie mobilne wyrzutnie rakiet, BM-21 oraz ciężka artyleria zasypywały Chersoń pociskami.


Przecinek przenieś po „artyleria”.

Po chwili do obozu przyjechał konwój, składający się z trzech załadowanych do pełna żołnierzami ciężarówek i czterech samochodów terenowych typu GAZ-2975.

Malutki ten konwój. To nie są istotne posiłki. Dzięki którym można atakować spore miasto. I dlaczego nagle zapędziłeś się tak daleko? Aż nad Morze Czarne? Tak duży przeskok od Lwowa? Opuszczasz cały szlak bojowy; Ukraińcy tak łatwo przepuścili atakujące wojska? Zobacz na mapie, jaka to odległość. Nic godnego uwagi w tym czasie się nie działo? Jeśli opisujesz jakąś wojnę, nieważne, prawdziwą czy fikcyjną, to każdy opis musi utrzymywać jakąś ciągłość, logiczne następstwo wydarzeń, ich tło, okoliczności itd. Nie wystarczy napisać, że jeden czołg strzelał do drugiego. Podejmujesz się zbyt obszernego zadania. To, co pragniesz tutaj przedstawić, nie da się ująć w tak krótkich i powierzchownych opisach.

lecz zaraz potem został zniszczony od ataku rosyjskiego myśliwca.

lecz zaraz potem został zniszczony w wyniku ataku rosyjskiego myśliwca.

lecz zaraz potem został zniszczony od ataku rosyjskiego myśliwca.
Połowa miasta była doszczętnie zniszczona,

„zniszczony – zniszczona”, powtórzenie.

Nagle, po kilku minutach,

Albo nagle, albo po kilku minutach.

Zaraz po tym strzał jakiegoś snajpera, w zbiór beczek z paliwem które stały koło budynku,

Przecinek przed „które”.

spowodował wybuch który powalił Dmitrija i Kiryła na ziemię.

Przecinek przed „który”.

Niektórzy Ukraińcy zaczynali pomału wycofywać się z miasta.

„Ukraińcy” się powtarzają. Można napisać: „Niektórzy z obrońców miasta”.

Dmitrij i Kirył podnieśli się i schowali się za wrakiem samochodu.

Powtórzone „się” i to bardzo blisko siebie. W tym wypadku, drugie można spokojnie opuścić.

lecz podczas bitwy starał wszystkie emocje schować w sobie i oddać się służbie.

Lecz podczas bitwy starał się schować w sobie wszystkie emocje i myśleć jedynie o wypełnieniu obowiązku.

- Ten komisariat milicji to ich sztab! Weźmiemy go szturmem! - powiedział Wiktor, patrząc na Dmitrija.
- Dobry pomysł, Rekin! Naprzód! - odpowiedział Dmitrij.

„powiedział – odpowiedział” - raz, że powtórzenie, a dwa, to niepasujący do sytuacji czasownik. Można krzyczeć, wrzeszczeć, wydawać rozkazy...

Kirył podłożył pod drzwi ładunek wyważający,

Raczej „ładunek wybuchowy”.

Wiktor zastrzelił dwóch wybiegających z pokoju obok Ukraińców. Następnie wszyscy poszli po schodach na górę. Dmitrij z marsową miną złapał jednego z Ukraińców

Stanowczo zbyt często używasz „Ukraińców”. Poszukaj słów zamiennych; może ich być wiele.

No cóż, przemyśl te uwagi, popracuj nad tekstem, pomalutku, stopniowo, będzie coraz lepiej. Ale pamiętaj, że to zawsze jest długi proces, wymagający wiele pracy, samozaparcia i cierpliwości.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość